Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 37 gości.

Alan Woods: Leninowski bohater naszych czasów – ku pamięci Walerego Sablina. Prawdziwa historia Czerwonego Października

Sablin Walery

1 stycznia 2019 roku przypada 80. rocznica urodzin Walerego Michajłowicz Sablina (1 I 1939 – 3 VIII 1976), oficera radzieckiej marynarki wojennej i antybiurokratycznego rewolucjonisty. W dniach 9-10 XI 1975 roku stał on na czele buntu marynarzy na pokładzie fregaty „Strażnik”. Po przejęciu kontroli nad statkiem załoga obrała kurs na Leningrad, gdzie mieli nadać drogą radiową odezwę wzywającą do rewolucyjnego obalenia rządzącej biurokracji i przywrócenia demokracji proletariackiej. Niestety bunt stłumiono, a samego Sablina po tajnym procesie stracono. Panująca nomenklatura kłamliwie twierdziła, że załoga fregaty zamierzała uciec na Zachód – ta oficjalna (fałszywa) wersja wydarzeń zainspirowała Toma Clancy’ego do napisania powieści „Polowanie na Czerwony Październik”, następnie zekranizowanej.

Przez lata fakty o Sablinie i buncie, któremu przewodził, pozostawały tajemnicą. Prawdę o rewolucyjnym charakterze przedsięwzięcia ujawniono dopiero w 1990 roku. Poniżej publikujemy artykuł Alana Woodsa z 2000 roku, w którym przedstawia fascynującą postać Sablina oraz szczegółowo opisuje przebieg buntu. Oryginalny tekst w języku angielskim dostępny jest na oficjalnej stronie Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej pod adresem: http://www.marxist.com/leninist-valery-sablin-red-october.htm

Użycie w oryginalnym tekście określenia "totalitaryzm" dla opisania biurokratycznie zdegenerowanego państwa robotniczego w ZSRR nie odzwierciedla zdania Redakcji WR na temat tego terminu, który uważamy za merytorycznie nieprzydatny i mylący element burżuazyjnej propagandy antykomunistycznej.

********

"Zaufaj temu, że historia uczciwie oceni wydarzenia i nigdy nie będziesz musiał się wstydzić za to, co zrobił twój ojciec. Nigdy nie bądź jednym z tych ludzi, którzy krytykują, ale nie przechodzą do działania. Tacy ludzie są hipokrytami - słabymi, bezwartościowymi ludźmi, którzy nie mają siły, by pogodzić swoje przekonania z ich działaniami. Życzę ci odwagi, mój drogi. Bądź silny w przekonaniu, że życie jest cudowne. Bądź pewny i wierz, że rewolucja zawsze zwycięży." (Ostatni przed egzekucją list Walerego Sablina do jego syna)

W czwartek, 7 września, Channel Four nadał fascynujący program w ramach serii "Sekretna Historia", zatytułowany "Bunt - prawdziwa historia Czerwonego Października". Ten niezwykły film dokumentalny po raz pierwszy przedstawił prawdziwą historię hollywoodzkiego filmu "Polowanie na Czerwony Październik" z 1990 roku, filmowej wersji powieści Toma Clancy z 1984 roku. Opowieść Clancy'ego o Marko Ramiusie, zbiegłym kapitanie łodzi podwodnej, który zabiera swój statek w epicką podróż przez Atlantyk, była inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.

Jako punkt wyjścia autor przyjął bunt Walerego Sablina radzieckim okręcie Strażnik (Storożewoj po rosyjsku) w listopadzie 1975 roku. Jak wyjaśnia w swojej książce: "Istnieje dlatego precedens, sir. 8 listopada 1975 r. Storożewoj, radziecka fregata rakietowa typu Kriwak, próbowała uciec z Rygi na Łotwie na szwedzką wyspę Gotlandię. Oficer polityczny na pokładzie, Walery Sablin, przewodził buntowi zaciągniętego personelu. Sablin i 26 innych postawiono przed sądem wojennym i rozstrzelano". Prawdziwa historia Czerwonego Października była jednak ukryta w owym czasie przez rząd radziecki i dopiero teraz została ujawniona.

Do końca Zimnej Wojny zachodni wywiad uważał, że załoga zamierzała zbiec i to było podstawą książki Clancy'ego i filmu. Jednak nowe dowody, które pojawiły się w ostatnich dniach istnienia Związku Radzieckiego i które zostały ujawnione w programie Channel Four wskazują, że pogląd Clancy'ego jest błędny. Celem Strażnika nie była ucieczka na Zachód i nie mogła nim być, ponieważ przywódca buntu, Walery Sablin, był zaangażowanym komunistą. Jego intencją nie była ucieczka na Zachód, ale sprowokowanie rewolucji politycznej w ZSRR w celu obalenia rządów uprzywilejowanej stalinowskiej biurokracji i przywrócenia prawdziwego reżimu leninowskiej demokracji radzieckiej. Jak to ujęto w programie: "Gorliwy wyznawca komunizmu, Sablin kierował się na Leningrad (obecnie Sankt Petersburg), zainspirowany pamięcią pancernika Potiomkin, który zbuntował się podczas powstania z 1905 r., oraz krążownika Aurora, który zapoczątkował rewolucję w 1917 r., miał nadzieję, że bunt wywoła nowy powstanie w Leningradzie i zakończy to, co uważał za nieukończoną rewolucję rosyjską".

Jest to prawdziwa historia, która jest bogatsza, bardziej niezwykła i poruszająca niż nawet najlepsze dzieła literackie. Niewątpliwie zainspiruje robotników i młodzież Rosji i całego świata. Ten cudowny film dokumentalny zasługuje na jak największą publiczność.

Kim był Walery Sablin?

Walery Michajłowicz Sablin, syn i wnuk oficerów marynarki wojennej, podążył w ich ślady, zaciągając się do Akademii Marynarki Wojennej im. Frunzego w wieku 16 lat. Jego wychowanie wpoiło mu od najmłodszych lat głęboką miłość do morza i marynarki wojennej, głębokie poczucie obowiązku, dyscypliny wojskowej i radzieckiego patriotyzmu. Ale Sablin był nie tylko wojskowym, był przede wszystkim komunistą i dzieckiem rewolucji październikowej. To właśnie nadawało wewnętrznego znaczenia jego życiu i jego każdemu działaniu.

Walery został wychowany w bazie morskiej wśród synów oficerów marynarki wojennej. Jego ogólne spojrzenie na świat było moralnie surowe, jak twierdzi Boris Sablin, jeden z jego braci, był on "niezdolny do kłamstwa". Nie znosił hipokryzji we wszystkich jej przejawach. Nie był również zdolny do tego, aby być świadkiem niesprawiedliwości i milczeć. Od najmłodszych lat marzył o wyjściu na morze. W 1955 roku w wieku zaledwie 16 lat Walery został przyjęty do elitarnej Akademii Wojskowej im. Frunzego w Leningradzie, gdzie został wzorowym studentem. Już wtedy był oddanym komunistą. Został wybrany na przywódcę młodzieżowej organizacji komunistycznej. W szkole był znany, prawdopodobnie półżartobliwie, jako "sumienie klasy". W jakiś sposób wyczuwali, że jest inny. I nawet zbliżyli się do zrozumienia, w czym tkwiła różnica. Jeden z kolegów z klasy wspominał: "Wszyscy byliśmy wychowani w wierzę w etykę socjalistyczną i komunistyczną, wszyscy w nią wierzyliśmy, ale Walery wykazywał taką uczciwość, że chciał wprowadzić te ideały w czyn".

Te słowa ujawniają ważną prawdę o Związku Radzieckim. Biurokratyczny reżim, który doszedł do władzy po śmierci Lenina, charakteryzował się przede wszystkim hipokryzją. Ludzie przysięgali wierność komunizmowi i ideom Lenina, gdy w praktyce cały system był zaprzeczeniem demokratycznych i egalitarnych ideałów rewolucji październikowej. Człowiek musiał zamykać oczy na jaskrawe nierówności i powszechną korupcję, zachowywać się, jakby te rzeczy nie istniały. Ale ta narzucająca się sprzeczność między teorią a praktyką, między słowami i czynami była całkowicie obca naturze Walerego Sablina. Od najwcześniejszego okresu swojego świadomego życia buntował się przeciwko temu z całego serca. Ta nieustraszona uczciwość charakteryzowała go przez całe życie. Walery nie chciał tylko wygłaszać przemówień na temat komunizmu; chciał żyć w komunizmie. On "chciał wprowadzić te idee w czyn".

Era Chruszczowa, która nastąpiła po śmierci Stalina w 1953 roku, stanowiła punkt zwrotny dla ZSRR. Śmierć tyrana otworzyła w Rosji powodzie dla niezadowolenia. Rządząca biurokracja pod kierownictwem nowego przywódcy, Nikity Chruszczowa, ostrożnie przystąpiła do odgórnej reformy, aby zapobiec oddolnej rewolucji. Ale nigdy celem Chruszczowa nie było zniesienie władzy i przywilejów rządzącej kasty - milionów pasożytniczych urzędników w państwie, partii i siłach zbrojnych, którzy rządzili w imieniu klasy robotniczej, ale którzy stanowili, jak wyjaśnił Trocki, pasożytniczą narośl na państwie robotniczym.

Walery uczynił swój pierwszy polityczny krok w wieku 20 lat, pisząc do radzieckiego premiera Nikity Chruszczowa list piętnujący nierówności społeczne, które zniekształcały radziecki "socjalizm". Był to śmiały i odważny czyn, który mógł przynajmniej zniweczyć jego perspektywy zawodowe, a nawet gorzej. Nic dziwnego, że władze nie były rozbawione. Ich reakcja była poważna nagana, w wyniku której jego ukończenie szkoły było opóźnione. Na wielkie osobiste zdolności i upór Sablina wskazuje to, że pomimo tej porażki udało mu się ukończyć studia i opuścić akademię wojskową z wyróżnieniem.

W 1964 r. Chruszczow został obalony, a jednym z głównych priorytetów nowego reżimu było wzmocnienie radzieckiej marynarki wojennej celem dorównania Stanom Zjednoczonym. Marynarka wojenna była dumą i radością nowego przywódcy Leonida Breżniewa, ale uczucie to było dalekie od wzajemności. Historyk marynarki Nikołaj Czerkaczin zauważył, że: "Kremlowskie przywództwo geriatryczne w Biurze Politycznym z Breżniewem na czele nigdy nie doprowadziłoby kraju do dobrobytu, nie mówiąc już o prawdziwym komunizmie, w który wierzył Sablin".

W ciągu pięciu lat Sablin otrzymał propozycję dowodzenia niszczycielem, niezwykłe wyróżnienie dla 30-letniego oficera. Ku zaskoczeniu i przerażeniu swojej rodziny, Walery odrzucił ofertę na rzecz ukończenia edukacji, zaciągając się do Akademii Politycznej im. Lenina: elitarnej instytucji otwartej tylko na oficerów wojskowych. Miłość Walerego Sablina do marynarki wojennej ustępowała jedynie jego poświęceniu sprawie rewolucji październikowej i klasy robotniczej. Jego odmowa przyjęcia oferty dowództwa początkowo zaszokowała jego rodzinę. Ale jego brat Borys stwierdził, że znacznie później zrozumiał przyczynę. Jego brat chciał zrozumieć, jak działa system od wewnątrz. Chciał zrozumieć naturę bestii, jako warunek wstępny jej obalenia.
 
Z determinacją pogrążył się w klasykach marksizmu: dzień i noc zagłębiał się w dziełach Marksa, Engelsa i Lenina, starając się zrozumieć rewolucję. Przede wszystkim młodego oficera marynarki dręczyła wewnętrzna wątpliwość, która nieustannie rosła i ogarniała jego duszę. Wszędzie, gdzie spojrzał, widział przywileje, nierówności i zepsucie, które było obrzydliwością dla prawdziwego komunisty. Po cichu rosło jego postanowienie, by zmienić system. Jak to możliwe, że rewolucja październikowa, która walczyła o zniesienie nierówności i ucisku klasowego oraz oddanie władzy klasie robotniczej, zakończyła się jako monstrualna karykatura, biurokratyczny reżim totalitarny, który nie miał nic wspólnego z demokratycznymi ideałami "Państwa a rewolucji" Lenina?
 
W akademii Sablin ku swojemu rozczarowaniu odkrył, że niektóre książki wciąż były niedostępne. Wiedział, że Trocki był jednym z głównych przywódców rewolucji październikowej u boku Lenina. Wiedział także, że po śmierci Lenina Trocki prowadził walkę ze stalinowską biurokracją, o robotniczą demokrację, o proletariacki internacjonalizm. Ale skąd wziąć pisma Trockiego i innych przywódców Opozycji? Miał nadzieję, że dołączając do tej elitarnej szkoły partyjnej, uzyska dostęp do zamkniętych archiwów. Ale jego nadzieje wkrótce rozwiały się.
 
Sablin z goryczą wyjawił swojemu bratu poczucie zawodu, że nawet tu była cenzura. Edukacja polityczna przedstawiona przez tę elitarną instytucję była tak samo prymitywna jak linia partii, której nauczył się w szkole.
 
Nawet bez dostępu do pism Trockiego Walery był w stanie wyciągnąć własne wnioski. Uprzywilejowana kasta biurokratów, którzy rządzili krajem, nigdy nie zrezygnuje z władzy bez walki. Sablin dokonał dokładnej analizy "Państwa a rewolucji" i uświadomił sobie, że "zbroja państwa i partii jest tak gruba, że nawet bezpośrednie uderzenia nie przyniosą szkody". Doszedł do wniosku, że: "Ta maszyna musi zostać zniszczona od wewnątrz". Znaczenie tych słów ujawniło się w toku zdumiewających wydarzeniach z listopada 1975 roku.
 
Marynarka wojenna zawsze była najbardziej rewolucyjnym skrzydłem sił zbrojnych. Fakt ten jest związany z bardziej proletariackim składem marynarzy, w dużej mierze wywodzących się z przemysłowego proletariatu. Rewolucyjne tradycje marynarzy dały o sobie znać zarówno w 1905 r., w słynnym buncie pancernika Potiomkin, jak i ponownie w 1917 r., gdy marynarze z Kronsztadu stanowili rdzeń sił bolszewickich w rewolucji i wojnie domowej. Ta historia była dobrze znana Waleremu Sablinowi, który przyswoił ją sobie z mlekiem matki. Rewolucyjne tradycje Rosji i szczególna rola w nich marynarzy stały się kością z kości i ciałem z ciała tego niezwykłego człowieka.
 
Strażnik był jednym z najnowocześniejszych okrętów w radzieckiej flocie. Sablin dołączył do tego okrętu preciwpodwodnego w 1973 roku jako drugi dowódca swojego kapitana, Anatolija Putornego. Sablin był także głównym oficerem politycznym statku: ostatecznie odpowiedzialny przed KGB - budzącą strach tajną policją - był odpowiedzialny za dostarczanie informacji politycznych, utrzymywanie morale i szukanie odstępstw od linii partyjnej. Jego własne "odstępstwo" miało doprowadzić do jego śmierci w ciągu zaledwie trzech lat.
 
Przygotowania do buntu
 
Realizując swoje obowiązki oficera politycznego, Sablin był zobowiązany do regularnego wygłaszania wykładów na temat marksizmu-leninizmu - a raczej stalinowskiej karykatury marksizmu-leninizmu dostosowanej do potrzeb biurokracji. Zwykle takie wykłady spotykały z postawą znudzenia i obojętności wśród załogi, ale wykłady Sablina były inne. Sablin celowo odszedł od zwyczajnych, drętwych tekstów partyjnych i skoncentrował się na innych tematach, szczególnie na rewolucji październikowej, rewolucji z 1905 r. i ideach prawdziwego leninizmu. Nawet wrogowie Sablina byli zmuszeni przyznać, że był bardzo dobrze wykształcony i dobrze poinformowany.
 
W swoich wykładach często odwoływał się do długiej tradycji rewolucji, w szczególności buntu na pancerniku Potiomkin. Marynarka wojenna właśnie obchodziła siedemdziesięciolecie tego słynnego wydarzenia i dlatego była świeża w ludzkiej pamięci. Historyk marynarki Nikołaj Czerkaczin wskazuje, że "Sablin kontynuował bolszewickie tradycje rewolucyjne, był w tych tradycjach zanurzony, był ciałem i kriwą partii, więc jego rachunek był prosty: musi zachować wiarę w rewolucyjne tradycje pancernika Potiomkin".
 
Zanim Sablin mógł zrealizować swój plan, najpierw musiał znaleźć zwolenników. Wybrał Aleksandra (Saszę) Szejna, młodego proletariusza o szczerej twarzy typowego rosyjskiego mużyka, który, jak sam przyznał, był "trochę buntownikiem". Tego 20-latka oddelegowano, aby pomóc Sablinowi w przygotowywaniu wykładów. Sasza Szejn później faktycznie stał się zastępcą Sablina podczas buntu. "Te polityczne kursy były kompletną kpiną", stwierdza z charakterystyczną proletariacką prostotą. "Ludzie przychodzili do nich tylko po kip, zdawaliśmy sobie sprawę, że było to całkowicie nieszczere i wszystko było odstawiane na pokaz." Te słowa obrazowo wyrażają stosunek robotników do oficjalnego "komunizmu" w Związku Radzieckim. Najbardziej nieakceptowalnym aspektem była właśnie nieszczerość - hipokryzja, która skażała każdy aspekt życia i zatruwała go jak zakaźna zaraza.
 
W kapitalizmie robotnicy akceptują istnienie bogatych i biednych jako coś naturalnego i nieuniknionego. Może ci się to nie podobać, ale musisz zaakceptować to jako logiczną konsekwencję systemu rynkowego. Ale jakie możliwe usprawiedliwienie mogłoby istnieć dla potwornej nierówności w systemie, który określał się jako "socjalistyczny", chwalił "budowaniem komunizmu", czyli bezklasowego społeczeństwa, najwyższej formy ludzkiej cywilizacji. Sprzeczność słów i czynów w Związku Radzieckim była nie do zniesienia dla każdego myślącego człowieka. Płonące poczucie niesprawiedliwości, które wynikło z tej sprzeczności, leżało w samym sercu buntu na Strażniku.
 
"Powiedziałem Sablinowi: jaki pożytek z całego tego mydlenia oczu?" Szejn wspomina: "Jeśli dojdzie do wojny, kogo będziemy się bronić z całą tą bezsensowną retoryką?" Taki otwarty cynizm był bardzo rozpowszechniony w ZSRR. Jedyną niezwykłą rzeczą w słowach Szejna jest to, że czuł się na tyle pewnie, by powiedzieć to swojemu przełożonemu z taką rozbrajającą szczerością. Normalnie oficer polityczny byłby bardzo przerażającą postacią na pokładzie statku: zaufany partii i członek KGB, ktoś, kto będzie cię szpiegował i kontrolował. Ale wkrótce ludzie dowiedzieli się, że ten oficer polityczny był inny. Sablin wkrótce zdobył ich szacunek. "Załoga wysoko go oceniała, jako głównemu oficerowi politycznemu można mu się było zwierzyć", wspomina Wiktor Borodaj, starszy oficer na Strażniku. Stosunki Sablina z załogą były zbyt bliskie, jak na gust jego zwierzchników. Został ostrzeżony, aby zmienił swoje metody, ale wszystkie ostrzeżenia zostały zignorowane. Sablin podążał własną drogą. Wykłady Sablina miały bardzo poważny cel: przygotowanie serc i umysłów załogi do buntu. Wielu marynarzy bardzo przywiązało się do tego dziwnego "komisarza", tak różnego od wszystkich innych. Wzbudzał uczucie szacunku i oddania.
 
8 listopada 1975 r. Strażnik przybył do bałtyckiego portu w Rydze na Łotwie, aby wziąć udział w ceremonii wojskowej upamiętniającej rocznicę rewolucji rosyjskiej. Sablin postanowił wykorzystać okazję nadarzającą się przy tej symbolicznej dacie w radzieckim kalendarzu, aby wprowadzić swój plan w życie.
 
Tej nocy Sablin postanowił działać. Najpierw wezwał Saszę Szejna do sali wykładowej i zadał mu nieoczekiwane pytanie: "Czy byłbyś gotowy pracować dla KGB?" Reakcja Szejna była mieszaniną wściekłości i rozczarowania. Po tym wszystkim, czego ten człowiek go nauczył, wydawało się, że próbuje go zwerbować do tajnej policji jako szpiega, wulgarnego informatora KGB! Instynktowna reakcja Szejna polegała na odejściu z obrzydzeniem, ale zatrzymał go uspokajający głos: "Nie, zaczekaj, Sasza, uspokój się, nie gniewaj się, tylko cię sprawdzałem, usiądź, musimy poważnie porozmawiać."
 
Plan Sablina był naprawdę zdumiewający w swym zuchwalstwie. Wyjaśnił, że biurokracja zdradziła rewolucję październikową i naród radziecki; że reżim przywilejów i nierówności nie ma nic wspólnego z ideami Lenina i partii bolszewickiej, i że jedynym wyjściem była nowa rewolucja październikowa. Wyjaśnił, że radziecka klasa robotnicza ma rewolucyjną tradycję i że przy odważnym przywództwie, robotnicy zareagują. W trzy dni chciał przejąć kontrolę nad Strażnikiem i popłynąć do Leningradu. Tam miał wydać drogą radiową odezwy skierowane do ludu Związku Radzieckiego, aby powstał przeciwko klice kremlowskiej i wprowadził prawdziwy reżim radzieckiej demokracji.
 
Bunt na Strażniku
 
8 listopada kapitan Putorny został poinformowany, że część załogi piła na pokładzie. Jako wyjątkowo sumienny dowódca, Putorny postanowił sam poradzić sobie z tym incydentem. Poszedł na dół i został natychmiast zamknięty. Sablin następnie zwołał załogę i pokazał jej film: Pancernik Potemkin, inspirująca opowieść Siergieja Eisensteina o buncie marynarzy w Odessie w 1905 r. Podczas pokazu niemego filmu Sablin wyjaśnił swój plan, nakłaniał oficerów, by go poparli. Oficerowie byli podzieleni, ośmiu za i ośmiu przeciw. Sprawy były znacznie jaśniejsze ze zwykłymi marynarzami. Członkowie załogi, zebrani przez towarzysza Sablina, Aleksandra Szejna, byli jednogłośni w swoim poparciu.
 
Sablin zwołał oficerów i kadetów i starał się ich przekonać. Należy pamiętać, że w tym momencie nie wiedział, czy ktoś go poprze. Aresztowanie kapitana zaszokowało i przeraziło niektórych z nich. Wynik był przewidywalnie niejednoznaczny. Połowa oficerów okrętowych - uczciwych i przyzwoitych ludzi, którzy postawili sumienie ponad swoje osobiste interesy - poparła propozycję. Inni, jak oficer medyczny statku, Oleg Sadikow, odmówili stanowczo. Typowy okaz radzieckiego karierowicza i oportunisty, Sadikow teraz ledwo może ukryć cyniczny uśmieszek, gdy mówi o rewolucyjnych planach Sablina. Szczególnie naśmiewał się przy tym z jego określenia Leningradu jako "kolebki rewolucji". Dla takich filistrów wszelkie rewolucyjne perspektywy to "szaleństwo", "utopia" i "niepraktyczność". Mądrość tych sprytnych ludzi sprowadza się do filozofii wazeliniarza i niewolnika, który uczy się kochać swoje własne kajdany, tacy ludzie są zaprzeczeniem wszelkiego ludzkiego postępu. Istnieją we wszystkich krajach w każdym okresie historycznym. Jeśli Sablini tego świata reprezentują oblicze ludzkości, Sadikowowie reprezentują tylko jego tyłek.
 
Niezrażony Sablin zignorował wszelki opór i zażądał głosowania. Tutaj widzimy kluczową rolę przywództwa. Bez partii i aparatu za sobą, przez czystą determinację, rewolucyjny entuzjazm i siłę charakteru, porwał wszystkich. Głosowanie za buntem całkowicie zmieniło nastrój załogi. W trakcie tej walki - jak w każdej innej walce - morale walczących doświadcza ciągłych przypływów i opływów. Taka jest natura rzeczy. Wiadomość, że załoga jednogłośnie zagłosowała za czynem, a co najmniej połowa oficerów zdecydowała się ją poprzeć, ma natychmiastowy i elektryzujący efekt: "Od tego momentu nastąpił wielki entuzjazm" - wspomina Szejn: "Wszystkich podniesiono na duchu. Myśleliśmy, że będziemy takimi bohaterami! " dodaje z gorzkim uśmiechem.
 
W rzeczywistości można powiedzieć, że w planie Sablina istniał element naiwności. Można było przewidzieć, że prawie na pewno skazany był na niepowodzenie. Ale byłaby to niesprawiedliwa i jednostronna ocena. Sablin z pewnością nie był utopistą. Chociaż jego plan był ryzykowny, opierał się na trzeźwym zrozumieniu sytuacji. To, że doszło do masowego niezadowolenia z biurokratycznego reżimu było jasne. Zostało to już zademonstrowane kilka lat wcześniej przez robotnicze powstanie w Nowoczerkasku, które reżim brutalnie stłumił. Entuzjastyczna reakcja na propozycję Sablina wśród załogi statku, a nawet dużej części oficerów pokazuje, że opierała się ona na dokładnej ocenie nastrojów mas. Aby odnieść sukces, powstanie wymagałoby jedności w walce marynarzy i robotników. Sablin doskonale to rozumiał i dlatego opracował plan udania się do Leningradu i ogłoszenia apelu na częstotliwości radiowej dostępnej cywilom.
 
Prawdą jest, że wszystko to zostałoby znacznie ułatwione przez istnienie prawdziwej partii leninowskiej. Ale gdzie Sablin miał znaleźć taką partię? Jego osobiste doświadczenia z tak zwanej "Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego" przekonały go, że to wcale nie była partia komunistyczna, ale tylko inna część biurokratycznego państwa, klub dla lokajów i karierowiczów. Nie przez przypadek jego apel nie był skierowany do partii "komunistycznej", lecz bezpośrednio do ludu pracującego w ZSRR. Państwo totalitarne, z milionami szpiegów i prowokatorów, miało macki w każdej fabryce, uniwersytecie i koszarach wojskowych. Paradoksalnie, Sablin zaszedł tak daleko, ponieważ zakładano, że on sam jako oficer polityczny statku był jednym ze strażników reżimu. Jego pozycja dała mu wyjątkową okazję do organizacji i przygotowań w tajemnicy. Prawdopodobnie to właśnie miał na myśli, mówiąc, że reżim może zostać zniszczony tylko od wewnątrz.
 
Czy powinien był powstrzymać się od działania, dopóki nie zorganizuje podziemnej organizacji leninowskiej wśród marynarzy, a następnie połączy się z robotnikami w fabrykach? Z abstrakcyjnego punktu widzenia, może tak. Ale Sablin doskonale znał kolosalne trudności, z którymi boryka się takie przedsięwzięcie. W każdej chwili mógł zostać zdradzony KGB. Z drugiej strony miał wyjątkową okazję do działania. Sablin nie był głupcem i na pewno nie był szaleńcem. Podjął wykalkulowane ryzyko. Nie powiodło mu się i zapłacił za to życiem. Ale o ole lepszy był ten akt osobistego bohaterstwa, niż wszystkie szyderstwa faryzeuszy, którzy tylko uratowali własną skórę i nigdy nie podnieśli palca w sprawie ludu radzieckiego!
 
Reakcja załogi była niezwykle znacząca. Trocki wskazuje, że siły zbrojne zawsze wiernie odzwierciedlają tendencje w społeczeństwie. Oceny szeregowych marynarzy, w przeważającej większości młodzieży z klas pracujących, były prawdziwym odbiciem nastrojów radzieckiej klasy robotniczej w tamtym czasie. Wierni socjalizmowi i ideałom rewolucji październikowej, ci ostatni byli coraz bardziej wyobcowani przez arbitralne i bezprawne rządy biurokracji. Ci sami przywódcy, którzy wygłaszali tak piękne przemówienia na temat "budowania komunizmu" w ZSRR, żyli jak milionerzy i książęta, podczas gdy warunki życia ogromnej większości radzieckich obywateli pozostawały daleko w tyle.
 
Istnienie ogromnych i rosnących nierówności było stałym przypomnieniem, że Związek Radziecki nie zmierzał w stronę socjalizmu, lecz przeciwnie, oddalał się od niego. Późniejsze wydarzenia potwierdziły ten fakt. Ta sama pasożytnicza biurokracja, która mówiła obłudnie o "socjalizmie" i "komunizmie" w tamtym czasie, miała później przewodzić zniszczeniu znacjonalizowanej gospodarki planowej i Związku Radzieckiego. Jedynym sposobem, aby temu zapobiec, byłoby obalenie biurokracji podczas rewolucji politycznej, aby przywrócić władzę klasie robotniczej. To właśnie próbował zrobić Sablin.
 
O możliwościach politycznej rewolucji przeciwko biurokracji świadczą opisane tutaj wydarzenia. Fakt, że nawet duża część oficerów na Strażniku natychmiast znalazła się po stronie buntu, ma wielkie znaczenie pokazowe. Pokazuje on w miniaturze proces, który rozwinąłby się na skalę ogólnoradziecką, gdyby klasa robotnicza powstała. Biurokracja - jak przewidzieli marksiści - podzieliłaby się na pół i jej część przeszłaby do proletariatu. To, że część oficerów odmówiła poparcia rewolty, nie jest zaskoczeniem. Podobnie podczas każdego strajku są łamistrajki. Niesamowite jest to, że wśród marynarzy nie było ani jednego łamistrajka, a tylko kilku oficerów - najbardziej tchórzliwych i nikczemnych elementów - aktywnie sprzeciwiało się powstaniu.
 
Te elementy naturalnie odegrały zgubną rolę w zdradzeniu buntu władzom. Zanim Strażnik mógł opuścić Rygę, młodszy oficer uciekł ze statku i podniósł alarm. Fakt, że ich plany zostały w ten sposób zdradzone władzom, spowodował chwilowe wahanie. W obliczu możliwości zmagania się z przytłaczającymi przeszkodami, Sablin zawahał się, ale potem zdecydował się kontynuować. Co znamienne, to, co umocniło jego postanowienie, to stanowcza postawa zwykłych marynarzy, z których większość było jeszcze nastolatkami, którzy nalegali na kontynuowanie buntu: "Zaczęliśmy to, więc równie dobrze możemy to doprowadzić do końca!" Postawa załogi rozstrzygnęła sprawę na korzyść działania. Statek opuścił Rygę o 1 rano 9 listopada, kierując się do Leningradu.
 
Przed opuszczeniem Rygi Walery napisał list do żony, wyjaśniając, dlaczego postanowił zaryzykować wszystko. Jest to najbardziej poruszający ludzki dokument. Walery Sablin był mężczyzną z żoną i młodym synem, oficerem marynarki wojennej, urodzonym w uprzywilejowanej rodzinie radzieckiej i z świetną karierą przed nim. Można sobie wyobrazić, z jaką trudnością każdy człowiek mógłby doświadczyć takiej sytuacji. Ale Sablin był rewolucjonistą i bez wahania zaryzykował karierę, rodzinę, wolność i życie dla sprawy, w którą wierzył:
 
"Dlaczego to robię? Miłość do życia. Mam na myśli nie wygodne, mieszczańskie, ale jasne, prawdziwe życie, które budzi prawdziwą radość u wszystkich uczciwych ludzi. Jestem przekonany, że w naszym narodzie, tak jak 58 lata temu w 1917 r., zapłonie rewolucyjna świadomość i osiągniemy komunizm w naszym społeczeństwie".
 
Jaka wielkość ducha jest obecna w tych linijkach pisma! Co za kontrast z małostkowością, tchórzostwem i podłością zawodowych cyników typu Sadikowa!
 
Marynarz Oleg Maksimienko pamięta, że panowała dziwna atmosfera, cisza na statku, zanim opuścili port. To jest tak, jak moment skrajnego napięcia, zanim atleta zaczyna wystartuje, kiedy każdy nerw jest napięty jak zwinięta sprężyna. Po usłyszeniu alarmu, który ogłosił odpłynięcie statku, cała ta energia została nagle uwolniona. "Wszyscy biegaliśmy jak wariaci" - wspomina Maksimienko. "Byłem zdezorientowany" - wyznał radiooperator - "Co robiliśmy? Czułem się jak ślepiec prowadzony wokół pola minowego". Ale wkrótce to początkowe zamieszanie zostało zastąpione przez uczucie uniesienia ludzi, którzy zrzucili jarzmo niewolnictwa i wznieśli się na wyżyny wolnych ludzi. Maksimienko wspominał: "Statek nabierał prędkości, a poczucie niepewności stało się przytłaczające. Panowało uczucie wolności. Rodzaj zadowolenia, jakby serce miało uciec". W ciągu następnych sześciu godzin wśród załogi pojawiły się wszelkie sprzeczne uczucia, odzwierciedlające szybki wzrost i upadek ich nadziei i lęków.
 
Niebezpieczeństwa, którym mieli stawić czoło, wkrótce stały się jasne: "Wyjrzałem i zobaczyłem statek wypływający z portu", mówi Maksimienko, wyraźnie powtórnie przeżywając to doświadczenie "Myślałem, że nas zablokuje. Strażnik zrobił ostry zakręt w prawo, prawie wypadłem za burtę, ledwo się trzymałem, czułem się tak, jakbyśmy byli pod kątem 45 stopni, a ten drugi statek wciąż nadchodził, a potem nagle skręcił w lewo." Załoga znowu odetchnęła. Strażnik wypłynął z Rygi!
 
Sablin napisał przemówienie wzywające mieszkańców Rosji do powstania i obalenia ich skorumpowanych biurokratycznych władców i stworzenia prawdziwie komunistycznego społeczeństwa, które planował nadać po dotarciu statku do Leningradu. Zamiast tego przemówienie zostało przesłane, gdy tylko opuścili Rygę. Natychmiast po opuszczeniu portu Sablin wydał rozkaz, by nadać apel okrętowy system nagłośnienia na fali, którą mogliby odebrać zwykli obywatele. Każda linijka apelu płonęła rewolucyjnym zapałem:
 
"Zwracam się" - głosiła proklamacja. - "do tych z was, którzy biorą naszą rewolucyjną przeszłość do swoich serc, do tych, którzy potrafią myśleć krytycznie, ale nie cynicznie o naszej teraźniejszości i o przyszłości naszego ludu. Nasz czyn jest czysto polityczny. Prawdziwymi zdrajcami Ojczyzny będą ci, którzy będą próbowali nas powstrzymać. W razie ataku militarnego na nasz kraj będziemy go lojalnie bronić, ale teraz mamy inny cel - oddanie głosu prawdzie".
 
Sablin nie wiedział, że radiooperator nie odważył się nadać jej jako jawnego tekstu i nadał mowę szyfrem; zrozumieli ją tylko przełożeni Sablina w hierarchii marynarki wojennej. Głos Sablina został w ten sposób uciszony. Nigdy nie dotarł do robotniczej publiczności, dla której był przeznaczony.
 
Kontratak Kremla
 
Pierwszą reakcją władz w Rydze było zszokowane niedowierzanie. Reagowali powoli - czynnikiem przyczyniającym się do tego był prawdopodobnie kaca po świętowaniu poprzedniego dnia. Wkrótce jednak władze uświadomiły sobie, że stało się coś poważnego. "Nic podobnego nigdy wcześniej się nie wydarzyło" - powiedział wysoki rangą oficer. "Zabrali statek. I odmówili rozmawiania z nami - tylko z Moskwą. To było wystarczająco złe, ale żeby jeszcze przewodził temu komisarz!" Sablin otrzymał bezpośredni rozkaz od naczelnego wodza marynarki: "Zatrzymaj statek i natychmiast wróć do portu". Sablin odmówił. Strażnik płynął dalej.
 
Radziecki przywódca Leonid Breżniew został obudzony w środku nocy i poinformowany o sytuacji. Do tej chwili rewolta była przedmiotem niepodzielnej uwagi Biura Politycznego. Nastrój ludzi na Kremlu można tylko sobie wyobrazić. Czy to była dezercja? A może początek powstania? Breżniew nie ryzykował. O 4 rano kapitan Floty Bałtyckiej został obudzony i kazano mu zmobilizować swoje statki. Wg jego rozkazów, bezpośrednio od Breżniewa, miał znaleźć Strażnika i zatrzymać go; lub zatopić.
 
Trzynaście ciężko uzbrojonych statków przybrzeżnych zostało wysłanych w pogoni za Strażnikiem. O świcie 9 listopada dogoniły go. Dowódca wydał rozkaz zatrzymania się i zagroził zatopieniem statku [w wypadku odmowy]. Ale dowódca wciąż miał wątpliwości co do intencji buntowników. Czy naprawdę zmierzali do Leningradu, czy też statek uciekał do Szwecji? Leningrad leży około 300 mil na północny-wschód od Rygi w linii prostej. Podróż drogą morską jest dwukrotnie dłuższa. Zatoka Ryska jest nie do przebycia na północy, zamknięta przez estońskie wyspy Saaremaa i Hiiumaa. Statek do Leningradu z Rygi musi skierować się na zachód w kierunku Gotlandii, następnie na północny zachód w kierunku Sztokholmu, a następnie skręcić na wschód do Zatoki Fińskiej. Nie ma możliwości sprawdzenia, czy statek płynie do Leningradu lub Szwecji, dopóki dwie trasy nie rozdzielą się na Bałtyku.
 
Statek straży przybrzeżnej zlokalizował Strażnika o świcie; statek zdawał się zmierzać do Sztokholmu. KGB przekazało radiowo na statek zdradziecką wiadomość, której celem było skłócenie rebeliantów: jeśli zatrzymają statek i wypuszczą dowódcę, mężczyźni zostaną ułaskawieni. Zrozumiałe było, że w tym momencie wśród niektórych buntowników pojawił się przypływ wątpliwości, ale inni pozostali stanowczy i to wystarczyło, aby rozstrzygnąć sprawę. Strażnik popłynął dalej, wysyłając strażom przybrzeżnym wiadomość. Wiadomość nadana przez buntowników zaczynała się od słów: "Towarzysze! Nie jesteśmy zdrajcami Ojczyzny. Nie uciekamy za granicę". Niewzruszeni przez wyzywającą wiadomością buntowników, ścigający marynarze zawahali się. I właśnie w tym momencie nad ich głowami pojawiły się radzieckie samoloty bojowe.
 
Skrzydło lotnicze Floty Bałtyckiej miało rozkaz zatrzymania i, w razie potrzeby, zatopienia
Strażnika. Jedna eskadra przeleciała nad statkiem, otwarcie prezentując swoje pociski. Dowódca opisał, w jaki sposób wydał śmiertelny rozkaz: "Przygotować się do ognia!" Nastąpiła krótka pauza. Zdając sobie sprawę z psychologicznych implikacji swoich słów, dowódca zapytał pilota, czy zrozumiał rozkaz. "Przyjąłem rozkaz!" - brzmiała lakoniczna odpowiedź lidera eskadry. Minęła minuta, pozorna wieczność, a potem kolejna minuta. Nagle szokująca rzeczywistość dotarła do świadomości dowódcy. Samoloty przeleciały nad rebelianckim statkiem, nie wystrzeliwując swoich pocisków!
 
Piloci celowo odmówili strzelania do swoich towarzyszy. Przez chwilę dowódcom wydawało się, że bunt się rozprzestrzenia. Fakt, że piloci lotniczego skrzydła floty odmówili otwarcia ognia, odrzucając bezpośredni rozkaz od dowódcy, musieli przesłać dreszcze po plecach panów na Kremlu. Nastąpiła panika. Sztab generalny zwiększył presję na natychmiastowe działania przeciwko rebeliantom. Na falach radiowych słychać było krzyki i przekleństwa. Minister obrony Grieczko był wściekły. "Co się dzieje?" - krzyczał przez telefon - "Wykonać rozkaz natychmiast!"
 
Druga grupa myśliwców została wysłana z innymi pilotami, którym opowiedziano bóg wie jaką historię, aby przekonać ich do wykonania rozkazów i zaatakowania Strażnika. Wreszcie lęk przed oficerami i zwyczaj ślepego wojskowego posłuszeństwa przezwyciężyły naturalną niechęć pilotów do strzelania do jednego z ich własnych statków. "Kiedy pojawiły się samoloty, wszystko zmieniło się" - wspomina jeden z buntowników. - "Gdybyśmy się nie zatrzymali, wiedzieliśmy, że nas zbombardują." Pojawiły się dwa myśliwce lecące nisko. Na pokładzie Strażnika nikt nie powiedział ani słowa; załoga tylko patrzyła w niebo i czekała. Potem rozległ się odgłos wystrzałów. Przez chwilę część załogi uważała, że to atak NATO. Potem zobaczyli ścianę wody, gdy przed nimi spadła bomba. Kiedy kadłub pękł, rozległ się głośny hałas. Statek podskoczył i zaczął krążyć w kółko. Wtedy wiedzieli, że to już koniec.
 
Samoloty zrzuciły bomby przed i za statkiem. Sytuacja była teraz beznadziejna. Gdy statek zmiażdżyły wybuchy, wola załogi osłabła. Część załogi otworzyła właz i wypuściła kapitana Putornego, który chwycił pistolet, pobiegł na mostek i strzelił do Sablina, który był nieuzbrojony i nie stawiał oporu, w nogę. Wtedy kapitan zadzwonił na brzeg, chrapliwym i prawie nierozpoznawalnym głosem mówiąc: "Przestańcie strzelać, przejąłem kontrolę nad statkiem". Niecałe sześć godzin po opuszczeniu przez statek Rygi bunt upadł. Do 6 rano Strażnik zajęli spadochroniarze i ludzie z KGB. Leningrad był nadal oddalony o 400 mil.
 
Spadochroniarze weszli na pokład uzbrojeni w karabiny automatyczne. Kiedy wchodzono na pokład statku, wśród nowo przybyłych znaleźli się ludzie ubrani po cywilnemu. KGB już przejęło sprawę. Rebelianci stali pod ścianą od siódmej rano do szóstej wieczorem. Tym, którzy ich strzegli, kazano strzelać w nogi, gdyby się ruszyli. Stosunek pomiędzy buntownikami i ich strażnikami był znaczący. Na tym etapie strzegący więźniów byli zwykłymi żołnierzami. W drodze powrotnej do Rygi jeden z oficerów zadał Saszę Szejna pytanie, które musiało dotyczyć wszystkich: "Dlaczego to zrobiłeś? Złamałeś swoją przysięgę". Na co Szejn odpowiedział całkiem naturalnie: "Spójrz tylko, jak żyjemy, jakie to jest życie, czy naprawdę uważasz, że ludzie powinni tak żyć? To tylko jedno wielkie kłamstwo." Oficer nie odpowiedział, ale Shein był przekonany, że zgodził się on, a nawet okazał trochę współczucia.
 
W Rydze KGB przejęło śledztwo. Cała załoga Strażnika została aresztowana, nawet ci, którzy sprzeciwili się buntowi. Wszyscy byli zaprzysiężeni do milczenia. Ten środek nie był przypadkiem. W Rydze ludzie mówili już o "drugim Potiomkinie". Stanowiło to śmiertelne niebezpieczeństwo dla reżimu. Władze nie chciały, aby wiadomości o powstaniu rozprzestrzeniły się i w końcu były nawet gotowe przedstawić je światowej opinii publicznej jako próbę ucieczki na Zachód - coś, co nie mogło być dalsze od prawdy. Podczas gdy czekali z niecierpliwością na wieść o ich losie, zatrzymani poborowi trwali w odważnym uporze, wspomagani przez ten słynny szubieniczny humor charakterystyczny dla żołnierzy na całym świecie. Jeden z marynarzy - chłopak z Syberii - zapewnił ich, że wycieczka na Syberię nie będzie taka zła, gdyż widoki były oszałamiające!
 
Sablin, Shein i 14 innych osób wysłano do znanego moskiewskiego więzienia Lefortowo na przesłuchanie. Jeden z najbardziej doświadczonych śledczych KGB został przydzielony do Sablina. Ludzie na Kremlu doznali gwałtownego szoku. Postanowili odkryć, co kryje się za rewoltą. Czy istniała organizacja? Kto jej przewodził? Prawdziwy proletariacki rewolucjonista, Sasza Szejn, zapytany o to, jaką rolę odgrywał, zręcznie powiedział przesłuchującym, że od samego początku odgrywał aktywną rolę.
 
W przewidywalnym posunięciu, aby podzielić buntowników, oddzielili zwykłych marynarzy od "prowodyrów". W prawdziwie inkwizycyjnym stylu KGB nakłoniło ich do zapisania wszystkiego, co zapamiętali z wydarzeń na Strażniku. "Nie śpiesz się, nawet jeśli ci to zajmie wiele miesięcy" - powiedzieli im ich strażnicy. Przez cztery długie miesiące młodzi poborowi, w wieku dziewiętnastu lub dwudziestu lat, trzymani byli w izolacji, bez kontaktu ze światem zewnętrznym i bez pojęcia, jaka kara ich czeka. Ostatecznie zostali postawieni przed specjalnym trybunałem wyższych oficerów. Skład trybunału został wyraźnie zaprojektowany, by ich przerazić i zastraszyć. "Więcej admirałów i generałów, niż moglibyście zliczyć" - wspominał później jeden z nich.
 
Jeden po drugim młodzi marynarze zostali wezwani do podium i poproszeni o złożenie zeznań. To nie byli wykształceni marksiści, ale zwykli młodzi robotnicy. Pokonani i odizolowani, bez perspektyw, najczęściej zasłaniali się niewiedzą. Jeden z marynarzy stwierdził gorzko: "Nigdy więcej tego nie zrobię". Na co jeden z generałów ironicznie odpowiedział: "Chcesz powiedzieć, że zrobisz coś innego?" Zebrane szychy najwyraźniej uznały to za zabawne i uśmiechnęli się. Widok uśmiechu na ustach generałów sprawił, że poborowi rozluźnili się. "Widzicie, oni się śmieją, to znaczy, że są istotami ludzkimi, wiedzą, że wszyscy jesteśmy młodzi i prawdopodobnie nam wybaczą!" Ale przebaczenie nie jest słowem, które znajduje się w słowniku stalinowskiej biurokracji. Ci marynarze - zwykli chłopcy z klasy robotniczej - nadal cierpieli z powodu naiwności i niedoświadczenia młodości. Nigdy nie przeczytali słów Szekspira: "W ludzkich uśmiechach skryte są sztylety".
 
Sablin wciąż był o kulach podczas pierwszego przesłuchania. Wkrótce przekonał swoich przesłuchujących, że zdrada nie była częścią jego planu. Ale KGB nigdy nie uznałoby prawdy. Tego, że wysoki urzędnik partyjny zwrócił się przeciwko systemowi, nigdy nie powinno być wiadome. Sablin i Szejn zostali osądzeni dopiero dziewięć miesięcy później. Sablin był przesłuchiwany każdego dnia w tym okresie. Dopiero gdy jego prześladowcy przekonali się, że nie ma organizacji stojącej za powstaniem, że wszystko sprowadza się do jednego człowieka, zdecydowali się ograniczyć karę do głównych prowodyrów, Sablina i Szejna. Wszyscy pozostali zostali zwolnieni - chociaż później byli represjonowani przez reżim i naznaczeni do końca życia. Ale najwyższa kara została zarezerwowana dla Walerego Sablina.
 
Scena na sali sądowej była bardziej dramatyczna niż cokolwiek, co można wymyślić w literaturze. W jego "procesie", który odbył się za zamkniętymi drzwiami, Sablin zachował się z wzorowym heroizmem. Kiedy Sasza Szejn wreszcie stanął twarzą w twarz ze swoim starym towarzyszem, jak wspomina, Sablin "patrzył na mnie swoim przeszywającym wzrokiem, jakby zaglądał w moją duszę i to było, jakby pytał mnie: <<Nadal walczysz czy poddałeś się? >>" Sablin został uznany za winnego zdrady Ojczyzny. Ale reżim miał jeszcze jedną straszliwą niespodziankę dla tego niezłomnego i pełnego uporu wroga. Chociaż zbrodnia ta zwykle była karana 15-letnią karą pozbawienia wolności, Kreml miał inne pomysły. Takiemu niebezpiecznemu wrogowi nie można pozwolić żyć. Byłą osobistą decyzją Breżniewa, by go rozstrzelał pluton egzekucyjny. Sędziowie-pachołkowie reżimu jedynie powtórzyli werdykt, który został już wcześniej ustalony. Proces był farsą.
 
Jak tylko odczytano wyrok śmierci, przez salę sądową przeszedł chłód. Sablin nie wiedział o tym do ostatniej chwili. Nawet śledczy nie wiedzieli o rozkazach z Kremla. Sędziowie odczytali wyrok i pośpiesznie zaczęli zbierać papiery i wychodzić. Sablin rzucił im przenikliwe spojrzenie, jakby chciał powiedzieć: "Co wy sobie myślicie?," a pod tym stalowym spojrzeniem zawodowi Judasze Biurokracji umknęli z sali sądowej. Dopiero gdy odeszli, wyczerpanie i napięcie poprzednich miesięcy zebrało swoje żniwo. Walery osunął się na barierkę i musiał być podtrzymany przez strażnika. Szejn otrzymał ośmioletni wyrok. To był ostatni raz, gdy widział Walerego Sablina.
 
Sablin został stracony kilka tygodni po procesie, ale jego krewni dowiedzieli się, że egzekucja miała miejsce dopiero osiem miesięcy później. Zostali poinformowani o losie Walerego przez miejscowego oficera KGB, jednego z typowych zawodowych cyników, którzy w każdym reżimie - demokratycznym lub faszystowskim, burżuazyjnym lub "socjalistycznym" - są gotowi wykonać najbrudniejsze zadania, aby zachować swoją karierę i komfortowe wygody. Ta kreatura reżimu, z jego promiennym uśmiechem i przemyślaną mową, wkrótce zniszczyła ich ostatnie nadzieje: Dlaczego rodzina nie została poinformowana? Ponieważ nie pytali. Teraz zapytali, więc im powiedziano. "Zaraz po otrzymaniu zapytania przesłaliśmy wam kopię zawiadomienia o śmierci, a ponieważ nie upomnieliście się o jego rzeczy w ciągu sześciu miesiący, wszystkie zostały zniszczone, łącznie z jego listami i rękopisami". Wszystko zrobiono "zgodnie z prawem".
 
Sablin został pochowany w nieoznaczonym grobie, którego lokalizacji nigdy nie ujawniono. Do dziś nikt nie wie, gdzie jest pochowany. Jego rodzina może tylko uczcić pamięć pod pomnikiem więźniów politycznych.
 
Bohater naszych czasów
 
Biurokracji udało się zmiażdżyć niebezpieczną rewoltę. Ale samo pokonanie rewolucjonistów nie wystarczyło. Nigdy tak nie jest. Konieczne jest zniszczenie wszystkich śladów po nich i oczernienie ich pamięci. Dlatego wymyślono obrzydliwe pomówienie, że załoga Strażnika chciała uciec na Zachód. Przez następne 15 lat pamięć Sablina była oczerniona. Reżim przygotował kłamliwą historię, w której Walery Sablin - przekonany komunista i radziecki patriota - został okrzyknięty uciekinierem i zdrajcą Związku Radzieckiego. Prawdziwe fakty ujawniono dopiero w 1990 roku, w ostatnich dniach skorumpowanego i zdegenerowanego reżimu, który osłabił i zniszczył Związek Radziecki od wewnątrz.
 
Nikołaj Czerkaszin wyjaśnił powód, dla którego reżim opisywał bunt jako ucieczkę: "Było to bardzo wygodne dla władz, ponieważ Sablina można się było wyprzeć, potraktować jako uciekinier, kogoś, kto wyjechał na Zachód z powodów finansowych. Była to wygodna teoria, ponieważ zmniejszała znaczenie tego wydarzenia. To nie był bunt; to nie były nawet zamieszki; to był zwykły czyn kryminalny".
 
Historia Sablina jest teraz szeroko znana w Rosji. W 1996 r. doszło do apelacji, by dać Sablinowi pośmiertne ułaskawienie. W następnym roku Sablin był przedmiotem serialu dokumentalnego "Jak to było". Na Zachodzie "Polowanie na Czerwony Październik" Toma Clancy'ego było bestsellerem; fikcyjny uciekinier Marko Ramius, grany w filmie przez Seana Connery'ego, zyskał ogromną popularność. Ale Walery Sablin, ze swoją wiarą w zwycięstwo rewolucji, był do tej pory zapomniany.
 
Załoga, która podążyła za Sablinem, otrzymała różne kary, chociaż nikt nie był uwięziony. "Maszyna państwowa zmiażdżyła nas wszystkich, a <<koła sprawiedliwości>> - jakże niesprawiedliwe - naznaczyły nas wszystkich, nawet oficerów, niezależnie od starszeństwa". Według słów radiooperatora Strażnika: "Nasze kariery zostały zrujnowane, wszyscy straciliśmy pracę, naszą miłość do morza, naszą pasję do obrony Ojczyzny, wszystko to zostało zmiażdżone, maszyna zniszczyła życie wszytkim". Jednak mimo wszystko pamięć buntu wciąż wzbudza poczucie dumy. Dwadzieścia pięć lat od tych niezwykłych wydarzeń, ocaleni członkowie załogi spotkali się, aby upamiętnić bunt. Nie było śladu żalu, przeprosin, ani wymówek. "Jesteśmy dumni z tego, co zrobiliśmy" - mówią. A Sablin? "Ten człowiek był bohaterem" - mówią - "powinien był dostać medal". W poruszającym hołdzie swojemu dawnemu towarzyszowi na zakończenie filmu dokumentalnego Sasza Szejn daje następującą ocenę: "Każde społeczeństwo potrzebuje szlachetnych duchów, bez nich żadne społeczeństwo nie może iść naprzód. Sablin był takim szlachetnym duchem".
 
Film dokumentalny Channel Four to wspaniałe świadectwo. Ale oczywiście ma swoje słabości. Nie będąc napisanym przez marksistów, brak w nim prawdziwego zrozumienia politycznego znaczenia wydarzeń, które tak szczerze i poruszająco przedstawia. Omawiane kwestie prezentowane są głównie w aspekcie ogólnoludzkim, który jest ważny w pewnych granicach, ale który nie jest wystarczający. Oczywiście, gdyby Sablin dożył i go obejrzał, niewątpliwie byłby wdzięczny, ale bardzo krytyczny, szczególnie w konkluzjach programu, który przedstawiają bunt na Strażniku jako bohaterski, ale skazany na porażkę epizod - historyczną ciekawostkę, tak samo jak sam Sablin: "Nawet po jego śmierci" - konkluduje program - "Sablin pozostaje zagadką: lojalny komunista, który odważył się sprzeciwić państwu".
 
Ale dla każdej osoby zaznajomionej z historią ZSRR nie ma tutaj żadnej zagadki. Sablin nie był izolowaną jednostką przedstawioną przez ten program. Jest on jednym z wielu w galerii bohaterów rosyjskiego ruchu rewolucyjnego, którzy walczyli i umierali w walce o uratowanie tradycji Października i którzy podjęli walkę na śmierć i życie ze stalinowską biurokracją. Mężczyźni i kobiety, którzy rozpoczęli tę walkę, byli członkami Lewicowej Opozycji Trockiego w latach dwudziestych, którzy zginęli w stalinowskich obozach śmierci i lochach GPU-KGB.
 
Sablin nie był też jedynym przykładem wysokiego rangą komunisty, który był gotów stawić czoła stalinowskiej tyranii i bronić polityki leninowskiej. Nawet w szeregach GPU Stalina byli tacy ludzie - oddani komuniści gotowi oddać życie za Rewolucję. W 1937 r. Ignacy Reiss, wysoki rangą oficer GPU, otwarcie poparł Trockiego i wezwał do rewolucji politycznej przeciwko Stalinowi, grabarzowi rewolucji październikowej. Podobnie jak Walery Sablin, Ignacy Reiss został zamordowany przez biurokrację. A na każdego z tych bohaterów, których imię znamy, przypadały setki i tysiące o nieznanych imionach i w nieznanych grobach.
 
W dniach poprzedzających jego egzekucję, w tej ciemnej nocy odosobnienia na krawędzi otchłani, oprawcy pozwolili Sablinowi napisać ostatni list do swego jedynego syna. Ten niezwykły dokument był ostatnim słowem, jakie Walery Sablin zdołał przekazać światu, zanim został uciszony na zawsze. Te słowa, pełne optymizmu i wiary w przyszłość ludzkości, są jego ostatnią wolą i testamentem. Ciągle brzmią jak wezwanie do przyszłych pokoleń:
 
"Zaufaj temu, że historia uczciwie oceni wydarzenia i nigdy nie będziesz musiał się wstydzić za to, co zrobił twój ojciec. Nigdy nie bądź jednym z tych ludzi, którzy krytykują, ale nie przechodzą do działania. Tacy ludzie są hipokrytami - słabymi, bezwartościowymi ludźmi, którzy nie mają siły, by pogodzić swoje przekonania z ich działaniami. Życzę ci odwagi, mój drogi. Bądź silny w przekonaniu, że życie jest cudowne. Bądź pewny i wierz, że rewolucja zawsze zwycięży."
 
Dziś, kiedy stalinowski reżim ZSRR zastąpił jeszcze bardziej potworny reżim kapitalistyczny, ucisk, jakiego doświadczają masy w Rosji, jest tysiąc razy gorszy niż w 1975 roku. Ale z tego całego cierpienia rodzi się nowy duch: duch buntu przeciwko istniejącemu porządkowi, który przyjmuje za swój punkt odniesienia chwalebne rewolucyjne tradycje rosyjskiej przeszłości. Wraz z licznymi rewolucyjnymi bohaterami 1905 i 1917 nowe pokolenia robotników i młodzieży znajdą inspirację w życiu i dziele Walerego Sablina, bohatera i męczennika rosyjskiej klasy robotniczej i międzynarodowego socjalizmu.
 
Zdrajcy komunizmu próbowali wymazać jego pamięć, rozpraszając jego prochy na wietrze i oczerniając jego imię kłamstwami i brudem. Teraz ci sami ludzie, którzy ośmielili się osądzić odważnego i szczerego obrońcę tradycji Października, zniszczyli ZSRR i sami uciekli do kapitalizmu. Na barkach nowego pokolenia rosyjskich robotników, żołnierzy i młodzieży leży zadanie ukończenia pracy rozpoczętej 25 lat temu przez Walerego Sablina i jego towarzyszy. Niech nowe pokolenie oczyści z brudu i uczci pamięć człowieka, który oddał swe życie za najwspanialszą sprawę ze wszystkich - sprawę rewolucji socjalistycznej.

Społeczność

front