Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Biurokracja i dopuszczalny poziom alienacji

kapitalizm.png

Slavoj Žižek słusznie zauważa, że bunt Żółtych Kamizelek jest tak ważny, ponieważ wskazuje na fakt, że system zbliżył się do martwego punktu. Żądania sformułowane przez Żółte Kamizelki są wewnętrznie sprzeczne i niemożliwe do realizacji. Ale to nie ma większego znaczenia, ponieważ istota zjawiska nie polega na spełnieniu sprzecznych postulatów, obietnica spełnienia których w ramach pacyfikacji ruchu jest jednocześnie bardzo łatwo obchodzona w późniejszym czasie (np. inflacja).
 
Żądania są tu nieco przypadkowe, chaotyczne, co widać w przebiegu kolejnych „aktów”, odsłon zjawiska, które nie przechodzi jakościowej przemiany, chyba że w sensie ujawniania swego impasu.
 
Jednak, na co zwraca uwagę Žižek, jest to jednocześnie impas systemu. I to jest niezwykle ważne. Ważne dla świadomości.
 
Żądania nie są zbyt wygórowane i doskonale mieszczą się w ramach systemu. Niemniej, system przegniły jest tak dogłębne, że nawet legalistyczne postulaty „poczciwców” obnażają jego słabość i brak manewru.
 
Czy jest to już moment, w którym obie strony konfliktu są rozczarowane systemem?

See video

 
Gołym okiem widać, że sytuacji nie poprawi zmiana warty u władzy, zmiana ekipy rządzącej, nawet najbardziej uczciwej i pragnącej reprezentować wzburzony lud.
 
Žižek postuluje STOPNIOWĄ zmianę systemu – jak to sobie wyobraża bez stałego nacisku, który musi słabnąć bez spektakularnych gestów, jak np. ścięcie króla? W opozycji do niezbyt lubianej przez siebie lewicy (skądinąd swój brak sympatii wiarygodnie uzasadnia), wyraża swą niewiarę w system „bezpośredniej demokracji” i jego zdolność do przyniesienia funkcjonalnego rozwiązania.
 
Wyjściem jest, wedle niego, wyłonienie się „oświeconego przywództwa”. Na ile to pojęcie nawiązuje do pojęcia „kryzysu kierownictwa”, które nie tak dawno jeszcze było podnoszone przez trockistów? Przyroda nie lubi próżni – skoro lewica odpuszcza własne przyczółki, są one zagospodarowywane przez siły niekoniecznie lewicowe.
 
Jednocześnie Žižek postuluje rozwiązanie, które podziałać powinno na lewicę niczym płachta na byka, a mianowicie nawiązanie do minionego systemu biurokratycznego, który przejmie troskę o uzgodnienie w skali ogólnospołecznej sprzecznych interesów poszczególnych grup i klas.
 
Korzyści z tego rozwiązania upatruje Žižek w zdjęciu z barków niezainteresowanych przyziemną stroną życia filozofów troski o wodę w kranie i gaz w palniku kuchenki. Opieka biurokracji jest, nie ma co ukrywać, uwierająca jak gwóźdź w bucie, ale gruba skarpeta metafizyki powinna sprawę załatwić. Žižek jest gotów nawet przyjąć, jako nieodłączną cenę za ten komfort, pewien poziom alienacji…
 
Zasadniczo nie jest to nic innego, jak postulat politycznej dyktatury biurokracji, która – w przeciwieństwie do instytucji burżuazyjnych – powinna potrafić wziąć w garść całość sprzecznych interesów i narzucić swój kompromis, który jest nieosiągalny w ramach bezpośrednich negocjacji ze względu na nierówność stron.
 
Wydaje się jednak, że pomysł słoweńskiego filozofa też pozostaje utopijny, ponieważ biurokracja typu „realnego socjalizmu” miała pewne pożądane przezeń cechy, które zawdzięczała wyłącznie swej genezie w rewolucji proletariackiej. Ta współcześnie „odgrzewana” nawiązywałaby raczej do schyłkowego modelu, o ile w ogóle byłaby możliwa. Typ „weberowski” zapewne nie odróżniałby się od aktualnie istniejącej biurokracji rządowej.
 
Między lewicą, która postuluje utopię demokracji bezpośredniej, a Žižkiem z jego utopią biurokratyczną, pojawia się – dzięki protestom – miejsce dla lewicy, która  postuluje nie dyktaturę biurokracji, ale DYKTATURĘ PROLETARIATU.
 
Punkt zaczepienia: Żółte Kamizelki postulują obniżenie podatków przy jednoczesnym zwiększeniu nakładów na zabezpieczenie socjalne, co Žižek piętnuje jako kolejny, wewnętrznie sprzeczny postulat ruchu.
 
Jednak dyktatura proletariatu pozwala ominąć sprzeczność tego właśnie postulatu, a to dzięki rozwiązaniu, które, jak się wydaje, we Francji akurat było w swoim czasie podnoszone i miało swoich zwolenników. Chodzi o zmianę miejsca, w którym naliczane będą podatki z przeznaczeniem na zabezpieczenie socjalne. Powinny to być bezpośrednio przedsiębiorstwa produkcyjne, czyli postuluje się w ten sposób czerpanie bezpośrednio z wartości dodatkowej, przed określeniem zysku. W ten sposób finansowanie usług socjalnych przestanie obciążać społeczeństwo, w tym tych, którzy nie bardzo mają z czego płacić.
 
To posunięcie, sprzeczne nie tyle wewnętrznie, co sprzeczne z systemem, może wywołać ruch w kierunku zmiany systemowej, aby możliwe było uzgodnienie interesów na nowej podstawie. Wprowadza ono jednak bezpośredni konflikt klasowy na porządek dnia. Co teoretycznie sprzyja lawinowemu wzrostowi świadomości klasowej.
 
Ale czy nie o to właśnie nam chodzi?
 
 
"Po prostu marksizm" - nowy blog autorów zlikwidowanej strony "Dyktatura proletariatu"
 

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008