Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 31 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: ŻÓŁTE KAMIZELKI, SOLIDARNOŚĆ PIOTRA DUDY, WIELKA REWOLUCJA FRANCUSKA I... PAŹDZIERNIKOWA - CO JE ŁĄCZY, A CO DZIELI?

communism-revolution_002984131.1.jpg

Kolejny rok zaczął się, a już się dłuży. Jak to możliwe? Dziewiąty tydzień, miesiąc drugi protestów Żółtych Kamizelek. Można było już się przyzwyczaić - wystarczył wybuch gazu w Paryżu - w mediach protest zszedł na plan drugi, jakby się wypalił, a oni wciąż idą i idą.
Dokąd?

Brak odpowiedzi.

Czyżby kręcili się w kółko? W końcu wszystko kiedyś staje się rutyną.
 
Co zostało z euforii i opiewanej przez Borysa Kagarlickiego nowej rewolucji? Czyżby rację miał Wasilij Kołtaszow?

 

*

„Czwartkowe południe. 10 stycznia. Posiedzenie rady nadzorczej Jastrzębskiej Spółki Węglowej, czołowego producenta węgla koksującego w Europie i jednej z ważniejszych państwowych spółek. (…)
 
Rada nadzorcza poobsadzana przez ludzi ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego zaczyna po kolei odwoływać członków zarządu. Najpierw funkcję traci Jolanta Gruszka, potem Artur Dyczko. W pewnym momencie drzwi do sali konferencyjnej w centrali JSW w Jastrzębiu otwierają się z hukiem. Na obrady bezceremonialnie wchodzi kilkudziesięciu związkowców z Solidarności. Obrady rady nadzorczej zostają przerwane” (R. Omachel, „Awantura o kasę. PiS potrzebuje pieniędzy z JSW”, https://www.msn.com/…/awantura-o-kasę-pis-potrz…/ar-BBS8apv…, 12.01.2019 r.)

See video

 
Co łączy tego typu obrazki rodem z tego, co dziś nazywa się „słusznie minioną epoką" (PRL) z ruchem Żółtych Kamizelek?
 
Rozeźleni Francuzi odwołują się do symboliki i ducha Wielkiej Rewolucji Francuskiej, podczas której stan trzeci po raz pierwszy poczuł, jak do szpiku kości przenika go idea, że wszyscy ludzie są sobie równi. Francuzi przekazali to poczucie w genach następnym pokoleniom. Mimo, a może wbrew zohydzaniu pamięci wszelkich ruchów rewolucyjnych w propagandzie tryumfującej reakcji panującej burżuazji, która boi się zwrócenia ostrza rewolucji przeciwko niej samej.
 
Zwracając się poprzez media do Prezydenta, tak jak wówczas zwracali się do Ludwika XVI jako do „Obywatela Capeta”, współcześni Francuzi dokonują symbolicznego aktu potwierdzenia legitymizacji hasła Rewolucji. Rewolucji burżuazyjnej. Żółte Kamizelki usiłują wejść do Pałacu Elizejskiego, aby ten symboliczny akt został potwierdzony w publicznej telewizji i stał się aktem założycielskim nowej Republiki.
 
Macron słusznie obawia się, że pacyfistyczne odnowienie ślubów braterstwa i równości może się zakończyć… dekapitacją.
 
Ale wracając do naszego pytania o to, co łączy oba obrazki – górnicy-związkowcy, niekoniecznie świadomie, usiłują kontynuować swoje prerogatywy wywalczone we wspomnianej wyżej „słusznie minionej epoce”. Te prerogatywy opierają się na logice pierwszorzędnego znaczenia klasy robotniczej w walkach społecznych. Bez tej logiki, ich akcje wyglądają groteskowo, są archaiczne niczym rysunek naskalny i tak są społecznie odbierane.
 
Legitymizacja praw robotników opiera się na zdobyczach innej rewolucji – Rewolucji Październikowej 1917 roku. Jak by nie patrzył, innej legitymacji robotnicy nie posiadają.
 
Tę rewolucyjną legitymizację robotnicy wykorzystywali w okresie tzw. pierwszej Solidarności w walce z poststalinowską biurokracją. Była ona skuteczna i dlatego polscy robotnicy odwołują się do niej i będą się nadal odwoływać. Wbrew tym grupom społecznym, które – jak w Wielkiej Rewolucji Francuskiej – otrzymały swoje, a następnie wiarołomnie, lecz zgodnie ze swoją logiką klasową, olały niespodziewanie ujawniony „stan czwarty”, który był wszakże motorem ich zwycięstwa.
 
Ruch Żółtych Kamizelek ma teoretycznie szerszą bazę społecznego poparcia. Nie powołuje się jednak na doświadczenia rewolucji, których we Francji nie brakowało w XIX stuleciu. Rewolucji bardziej radykalnych, ale jednocześnie zawężających, zgodnie z logiką rozwoju walki klasowej, podmiot zainteresowany konsekwentnym upowszechnianiem praw socjalnych.
 
Ruch ten odrzuca doświadczenie logiki walk klasowych. Trudno mieć do ludzi o to pretensje, skoro cały okres tego doświadczenia przekreśliła w świadomości społecznej lewica powołana do przechowania tego dziedzictwa. Lewica, która sama wybrała dziedzictwo rewolucji burżuazyjnej z jej ograniczeniem do zdobyczy zwycięskiej burżuazji. Tak samo intelektualna lewica poststalinowska wybrała dziedzictwo tejże – nieprzeżytej społecznie – rewolucji burżuazyjnej, transplantowane na rodzimy grunt, z wszystkimi tego konsekwencjami.
 
W tym sensie, ruch Żółtych Kamizelek jest na naszym gruncie nie do przyjęcia przez lewicę, która utożsamia się z postulatami górnej warstwy „stanu trzeciego”. Żółte Kamizelki podejrzanie pachną latentnym „stanem czwartym”.
 
Podobnie postulaty robotników są traktowane przez polską lewicę jako obstrukcja walki o swobody demokratyczne i ich podstawę ekonomiczną postrzeganą w silnej burżuazji, bynajmniej nie w klasie robotniczej.
Sytuacja obu ruchów jest przejawem chwiejności i poddania się na całej linii sił lewicy rewolucyjnej. Ten odwrót zaznacza się szczególnie silnie we Francji, która zawsze była w Europie swoistym bastionem lewicowości. Duch bojowy nie znikł. Jednak jego jałowość jest już autorstwa lewicy.
 
Podobnie bojowość polskich robotników jest jałowa z tej samej przyczyny.
 
Nie chodzi o manipulowanie ruchem. Świadomość możliwej manipulacji istnieje wśród protestujących i walczących. W Polsce mamy tego przejaw choćby w stwierdzeniu – jaką by nie była – biurokracji związkowej, że PiS ich oszukał. Jakby ta biurokracja nie była ugodowa i sprzedajna – konflikt klasowy ujawnia się na każdym kroku i zmusza bonzów związkowych do artykułowania rzeczowych diagnoz.
 
Nie manipulowanie ruchem społecznym nie polega na ślepym poddawaniu się ich żywiołowości. Uczciwa jest propaganda na rzecz idei społeczeństwa bezklasowego, co obejmuje uczciwe przedstawianie historii ruchu robotniczego z jego wewnętrznymi sprzecznościami i konfliktami. W sytuacji buntu społecznego, sami buntujący się sięgają po idee dostępne w sferze politycznej – podkreślamy: sami. Sami głosują nogami na programy. Ale, aby mogli głosować na ulicach czy przy urnach, te propozycje muszą istnieć. Winą lewicy jest nieistnienie tych koncepcji politycznych, na które jest dziś tak wyraźne zapotrzebowanie ze strony „stanu czwartego”.
 
Radykalna lewica, która w warunkach domniemanego społeczeństwa postkapitalistycznego (w rzeczywistości – społeczeństwa wysokorozwiniętych krajów kapitalistycznych, wyzyskujących otoczenie półkapitalistyczne w celu utrzymania pokoju społecznego) zastąpiła klasę robotniczą armią wykluczonych, faktycznie dokonała też selekcji wykluczonych. Interesują tę lewicę wyższe grupy „wykluczonych” pod względem kulturowym, a nie ekonomicznym.
 
W ten sposób wyszła na jaw cała nieuczciwość tezy propagandowej, która służyła radykalnej lewicy do dowodzenia, że popierając „wykluczonych” jest ona bardziej „rewolucyjna” niż lewica stalinowska wyrażająca rzekomo interes robotniczej „arystokracji”. Maski spadają. Spektakularnie objawia się to dziś we „wstrzemięźliwym” stosunku do ruchu Żółtych Kamizelek, kontrastującym z entuzjazmem dla „demokratycznych” i „socjalistycznych w obiektywnej tendencji” kolorowych rewolucji czy elektoralnych spektakli Sandersa czy Corbyna. Przez cały czas natomiast ujawnia się to w odniesieniu do robotników, którzy są traktowani jako wspólnicy prawicowego populizmu, a więc i „faszyzmu”.
 
Scena polityczna jest maksymalnie zagmatwana, co wynika z dziejów ruchu robotniczego i wyniku walki politycznych emanacji różnych tradycji w tym ruchu. Wynik ten pozwolił nurtowi antykomunistycznemu na zafałszowanie istoty tej walki politycznej. Natomiast otwarta walka polityczna jest jak najbardziej wskazana, ponieważ jest najlepszą formą politycznej uczciwości.
 
Odbieranie na lewicy głosu poglądom nawiązującym do tradycyjnego ruchu robotniczego zwyczajowo nie opiera się na ścieraniu się poglądów, ale na dyskredytowaniu ich nosicieli jako zwolenników stalinizmu, co równa się obłożeniu anatemą i usprawiedliwia odmowę poważnego traktowania. Jeżeli nie da się przemilczeć, walczy się metodami biurokratycznymi i technicznymi.
 
Hipokryzja tego zachowania ujawnia się w pełni z chwilą, kiedy nurt poststalinowski – bazujący na zachowanej, choć mocno uszczuplonej, przewadze organizacyjnej – zaczyna odbijać stracone pozycje na lewicy. Nostalgia po zdeformowanej, a nawet zdegenerowanej postaci socjalizmu przejawia się w chwytliwości propagandowej poststalinizmu, co stanowi podstawę odzyskiwanej pozycji. Nie chodzi więc o pryncypia, które dawno już radykalna lewica zatraciła, a tylko o narzędzia skutecznej walki politycznej.
 
Opcja robotnicza nie może być utożsamiana ani z socjalizmem „demokratycznym”, ani ze stalinizmem. A poza te dwie postawy współczesna lewica rewolucyjna nie wychodzi. Lewica radykalna obejmuje dodatkowo alternatywę w postaci nurtów tzw. wolnościowych, czyli anarchistycznych i anarchizujących.
 
Postępujące od upadku obozu realnego socjalizmu wycofywanie się kapitału z państwa socjalnego odradza w Centrum sprzeczności w stosunkach produkcji, które pozostały istotą systemu kapitalistycznego, wbrew anty-Marksowskim pobożnym życzeniom rewizjonistów i reformistów.
 
Wymuszona kryzysem społecznym i ekonomicznym, związanym z naruszeniem dotychczasowego międzynarodowego kapitalistycznego podziału pracy, reindustrializacja w krajach rozwiniętych sprowadza ponownie do Centrum sprzeczności klasowe oraz klasę-podmiot będącą stroną tych sprzeczności. To wymaga od lewicy przewartościowania swoich pozycji teoretycznych, ideologicznych i politycznych. Ten proces będzie się dokonywał niezależnie od chęci czy niechęci lewicy. W chwili, kiedy ta sytuacja stanie się oczywista, lewica sama przejdzie na nowe pozycje, porzucając dotychczasowe i twierdząc, że nigdy na nich nie stała.
 
Nie dbamy o prestiż i o utraconą twarz lewicy; zadaniem intelektualistów związanych z ruchem robotniczym jest przygotowywanie teoretyczne ruchu robotniczego do oczekujących go zadań poprzez wprowadzanie idei roli klasy robotniczej w walce o społeczeństwo bezklasowe do oczywistości politycznej chmury, w której ścierają się sprzeczne i antagonistyczne idee. A to w celu, aby żywiołowe ruchy społeczne miały się na co orientować, a precyzyjniej – miały szansę orientować się na idee i koncepcje najlepiej odzwierciedlające interesy ich członków. Przestrzeń politycznych idei nie jest pustym polem, a jego starzy mieszkańcy zaciekle bronią dostępu nowym lokatorom. Lewica rewolucyjna opuściła częściowo z własnej woli to pole, a odzyskać swoje miejsce jest niezwykle trudne, zwłaszcza w momencie, kiedy zagraża to bezpośrednio interesom klasy panującej i… kiedy odwołanie do tych idei nabiera strategicznej wagi.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
12 stycznia 2019 r.
 
"Po prostu marksizm" - nowy blog autorów zlikwidowanej strony "Dyktatura proletariatu"

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008