Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Kilka uwag krytycznych, czyli nie ma róży bez kolców

rozaluksemburg.jpg

 
KILKA UWAG KRYTYCZNYCH, CZYLI NIE MA RÓŻY BEZ KOLCÓW

W dniu 16 stycznia 2019 r., na spotkaniu Pracowniczej Demokracji, siostrzanej organizacji brytyjskiej SWP, transmitowanym w facebooku, dr hab. Filip Ilkowski autorytatywnie ocenił, że Róża Luksemburg myliła się w kilku kwestiach, w tym w kwestii tzw. otoczenia niekapitalistycznego.
 
 
Jego słowo honoru przeciwko jej Akumulacji kapitału.
 
 
A przecież za tezą Róży przemawia goła rzeczywistość, wystarczy nie zamykać oczu na nagie fakty.
 
 
Po upadku „realnego socjalizmu” rządy krajów kapitalistycznych zaczęły pospiesznie wycofywać się z polityki socjalnej – ku niekłamanemu zdumieniu antystalinowskiej, demokratycznej, radykalnej lewicy. Ze zdumienia tego nie może ona, zresztą, wyjść do dziś, uważając, że chyba zaszło jakieś nieporozumienie, które szybko zostanie wyjaśnione i wszystko wróci do normy z okresu Zimnej Wojny.
 
Jednocześnie, system kapitalistyczny zaczął rodzić kryzysy niepokojąco przypominające te z czasów bliskich Róży Luksemburg, szukając dla nich rozwiązań równie niepokojąco przypominających te, o których mówiła i pisała wspomniana autorka.
 
W minionym okresie, tzw. II i III Świat wnosiły, m.in. dzięki planowaniu gospodarczemu, pewne uporządkowanie w międzynarodowy kapitalistyczny podział pracy i dawały rezerwę zasobów, umożliwiając zmniejszenie kosztów funkcjonowania kapitalizmu. Niezależnie od konfliktu między oboma systemami, relacje gospodarcze między nimi nigdy nie ustały, zaś autarkia „realnego socjalizmu” nigdy nie była pełna. „Realny socjalizm” funkcjonował jakby w stałym reżymie sankcji gospodarczych, co sprzyjało dynamicznej przewadze we wzajemnych relacjach wyżej rozwiniętych gospodarek zachodnich.
 
 
 
Niepowodzenie przeprowadzenia rewolucji socjalistycznej w skali globalnej zmusiło ZSRR do sprostania wyzwaniu niekonsekwentnej izolacji swojej gospodarki, a więc i do wysiłku forsownej industrializacji. Oznaczało to, że intensywny rozwój przemysłu nie był wspomagany zewnętrznymi zasobami, których przypływ zazwyczaj neutralizuje bezpośrednie skutki takiej polityki dla społeczeństwa. Miało to określone, negatywne konsekwencje dla procesów społecznych i dla realności dążeń demokratycznych tego państwa.
 
 
 
Niemniej, w odniesieniu do systemu kapitalistycznego jako takiego, po II wojnie światowej, gospodarki krajów peryferyjnych wobec kapitalizmu realnie redukowały koszty funkcjonowania kapitalizmu, dzięki wymianie produktów o nierównym wkładzie kapitału w stosunku do siły roboczej. Dzięki temu, anarchia produkcji kapitalistycznej mogła zostać nieco powściągnięta, a jej immanentne marnotrawstwo było niwelowane przez peryferyjne rynki zbytu, które wchłaniały praktycznie wszystko. To tak, jakby za keynesowski pomysł kopania dołów i ich zasypywania w celu redukcji bezrobocia i podniesienia popytu płacił bogaty wujek z zewnątrz układu gospodarczego. Na tym polega wszak rola „otoczenia niekapitalistycznego”. Koszty racjonalizacji kapitalizmu i amortyzacji czynników kryzysowych rodzonych przez ten system mogły być zaniżone dzięki rezerwom własnym Peryferii, pochodzącym z niszczenia własnego środowiska niekapitalistycznego w procesie włączania go do systemu kapitalistycznego. System kapitalistyczny, w przeciwieństwie do bardziej zrównoważonych gospodarek tradycyjnych, wykorzystując zasoby przyrody czy społeczne, nieodtwarzalnie przekształca je w tym procesie wykorzystania.
 
 
Podstawę wyzysku „otoczenia niekapitalistycznego” stanowiła możliwość obniżania kosztu peryferyjnej siły roboczej, której cena kształtowała się poniżej minimum życiowego, ale była uzupełniana dodatkowym dochodem z rolnictwa – w Polsce do końca „realnego socjalizmu” duży udział w sile roboczej przemysłu stanowili tzw. chłoporobotnicy. Ten mechanizm był podstawą, na której kształtował się dobrobyt krajów rozwiniętego Centrum, a który stanowił oparcie dla jego polityki socjalnej, a tym samym dla wieloletniego pokoju społecznego.
 
 
Odtworzenie zasobów przyrodniczych wymaga olbrzymiego nakładu środków. Wraz z wyczerpaniem się na przełomie lat 60. i 70. ub. wieku, ekstensywnych rezerw gospodarki „realnego socjalizmu”, wyczerpały się możliwości kontynuowania dotychczasowej polityki ekonomicznej, wykorzystującej pozycję peryferyjnego „otoczenia niekapitalistycznego”. Natomiast przejście do intensywnych metod gospodarowania nie było możliwe bez dofinansowania kapitałowego; oczywiście, przy założeniu, że nie zmienia się logiki systemu.
 
 
A tej logiki nie podważała nie tylko zachodnia, ale także rodzima radykalna lewica (tzw. opozycja demokratyczna), wyłoniona z biurokracji (post)stalinowskiej. Co więcej, na progu transformacji sprzeciw przestali wyrażać również urzędowi, ideowi apologeci tejże biurokracji, którzy politycznie byli skonfliktowani z tzw. opozycją demokratyczną – ideowymi odszczepieńcami. W praktyce zaś partyjny aparat ideologiczny pozostawał w pełnej zgodzie z (post)stalinowską biurokracją, która „realistycznie” widziała uzdrowienie gospodarki przez włączenie jej do systemu kapitalistycznego na zasadzie kompradorskiej.
 
 
Upadek „realnego socjalizmu” przyczynił się do likwidacji fundamentów welfare state, zaś zwycięstwo w rywalizacji ideologicznej uwolniło burżuazję od męczącego obowiązku stwarzania pozorów troski o tzw. socjal.
 
 
Rzecz jasna, postrzeganie relacji między światem kapitalistycznym a światem tzw. realnego socjalizmu w kategoriach uwzględniających „otoczenie niekapitalistyczne” nie może pasować polskiej filii SWP, której sztandarowa teza głosi, iż w Europie Wschodniej mieliśmy do czynienia z „kapitalizmem państwowym”. Teza ta służy jako usprawiedliwienie dla pozytywnego stosunku zdecydowanej większości formacji posttrockistowskiej do prokapitalistycznej transformacji w latach 90. ub. stulecia. Formacje posttrockistowskie są przeważnie konsekwentne w swej postawie mimo upływu czasu i krystalizowania się skutków procesów transformacyjnych. Ta konsekwencja odzwierciedla się w postawie wobec tzw. kolorowych rewolucji oraz Arabskiej Wiosny, które oceniane są analogicznie do przemian w b. krajach obozu wschodniego, stanowiących zresztą swoistą kontynuację procesu.
 
 
Wynika to w decydującej mierze z faktu, iż kalki organizacji posttrockistowskich w krajach posocjalistycznych są pozbawione własnego zdania, zaś ocenę sytuacji krajowej narzuca im partia-matka, która brak rozeznania w konkretnych realiach „nadrabia” dogmatyzmem teoretycznym wypracowanym w zupełnie innych warunkach politycznych. Tradycyjne oparcie się na „bazie zastępczej” z charakterystycznymi dla tej bazy problemami (kulturowo-obyczajowymi w opozycji do gospodarczych) nie sprzyja korekcie „importowanych”, nie przystających do realiów, koncepcji politycznych. Oportunizmu dopełnia właściwy dla „nowoczesnej” bazy drobnomieszczańskiej pęd do realizacji indywidualnej kariery, co nie sprzyja chęci pójścia pod prąd mainstreamu, choćby lewicowego.
 
 
Jeśli jeszcze w okresie PRL poglądy o „kapitalizmie państwowym” w kontekście obszaru Europy Wschodniej mogły zachowywać jakieś pozory słuszności, to początek nowego wieku przyniósł nagie fakty, które zadały kłam głównej tezie i, w następstwie, wynikającym z niej ocenom.
 
 
Fałszywa hipoteza spowodowała konkretny skutek polityczny – tzw. nowa radykalna lewica wraz z odszczepieńcami od trockizmu, głównie w USA, uznała, że kapitalizm przekształcił się w postkapitalizm. Społeczeństwo przemysłowe odeszło w związku z tym nieodwołalnie w przeszłość, wraz z klasą robotniczą, która stanowiła niegdyś podmiot rewolucyjnego ruchu robotniczego.
 
 
Wytyczyło to prostą drogę do przekształcenia renegatów trockizmu w neokonserwatystów ubóstwiających instytucje państwa socjalnego – ograniczonego realnie do I Świata, ale jednocześnie nakładającego na te instytucje misję „eksportu” demokracji w zachodnim stylu jako recepty na powtórzenie zachodniej drogi do dobrobytu. Jak by nie patrzył, odbija się w tej koncepcji teoretycznej brat-bliźniak stalinowskiego schematyzmu, kontrastujący negatywnie z fundamentalną koncepcją Róży Luksemburg.
 
 
Odrzucenie przez zachodnią Nową Lewicę ruchu robotniczego na rzecz „długiego marszu przez instytucje” państwa burżuazyjnego jest faktycznie odgrzaniem starej polityki reformistycznej, która okazała się bezsilna w obliczu obu wojen światowych oraz w obliczu późniejszego ataku na zdobycze socjalne wywalczone po II wojnie światowej. Polityka socjaldemokratyczna (której pozycje zajął posttrockizm) nieodmiennie obnaża swą wtórność i pasywność (reaktywność) w stosunku do dynamicznych sił prawicy. I to mimo wojowniczej retoryki skierowanej przeciwko prawicy.
 
Jak się okazuje, w okresie Zimnej Wojny, antykomunistyczna lewica mogła sobie przypisywać socjalne sukcesy głównie z powodu istnienia „realnej”, stalinowskiej alternatywy choćby i zdegenerowanego państwa robotniczego, zagrażającego, mimo to, jakąś alternatywą dla kapitalizmu.
 
 
Głęboki kryzys, jaki przeżywa formacja socjaldemokratyczna w następstwie upadku „realnego socjalizmu”, może tu służyć jako dowód rzeczowy.
 
 
W przeciwieństwie do XX-wiecznych lewicowych intelektualistów akademickich, organizacje posttrockistowskie nie doszły do negowania kapitalistycznego charakteru współczesnych stosunków społecznych. Zresztą, teza ta straciła nieco na swej atrakcyjności z chwilą, gdy prawica zaczęła się dumnie obnosić z identyfikacją ze zwycięskim systemem. Tym bardziej, że skrajna prawica zaczęła upowszechniać chwytliwe hasło o tym, że wadliwe funkcjonowanie kapitalizmu zawdzięczamy pozostałościom „socjalizmu” w instytucjach państwa burżuazyjnego. Prawica poważnie potraktowała tezę o przerośnięciu kapitalizmu w postkapitalizm, czyli… w rodzaj socjalizmu, wcielonego w instytucje, np. Unii Europejskiej.
 
 
Ufinansowienie gospodarki kapitalistycznej była mechanizmem przechwytywania wartości dodatkowej z krajów szeroko rozumianej Peryferii przez kraje Centrum. Delokalizacja przemysłu skryła antagonizm klasowy, który w krajach Centrum został sprowadzony do poziomu sprzeczności wewnątrzsystemowych (nieantagonistycznych) wokół poszerzania i radykalizacji demokracji formalnej (tj. nie opartej na bazie stosunku do własności środków produkcji).
 
Likwidacja „otoczenia niekapitalistycznego” przynosi, jako natychmiastowy skutek, konieczność reindustrializacji gospodarek krajów wysokorozwiniętych. Konkurencja nie jest dłużej łagodzona możliwościami jej neutralizacji dzięki istnieniu obszarów wyzysku wystarczająco rozległych, aby wystarczył dla zaspokojenia ambicji wszystkich lub niemal wszystkich konkurentów.
 
 
Reindustrializacja dowodzi nieprawdziwości tez o zasadniczej zmianie kapitalizmu od czasów Marksa i Róży Luksemburg. Również przywraca wagę teorii Marksa o istocie kapitalistycznego wyzysku ukrytej w stosunkach produkcji materialnej.
 
 
Formacja reprezentowana przez Filipa Ilkowskiego stoi na stanowisku, że w teorii K. Marksa, w odniesieniu do stosunków produkcji, chodzi o wszelkich pracowników najemnych, nie zaś przede wszystkim o robotników przemysłowych. Ku akceptacji tej tezy skłaniają się wszystkie niemal bez wyjątku formacje lewicowe. Ta korekta koncepcji Marksa dawała uzasadnienie dla podmiany bazy organizacji trockistowskich w niesprzyjających warunkach okresu przed- i powojennego. Jej skutkiem jest polityczne rozmycie marksizmu, w jakimś sensie przeniesienie walki politycznej ze sfery bazy (produkcyjnej) do sfery nadbudowy (podziału wartości dodatkowej kosztem kwestii jej wypracowania).
 
 
Odrzucenie teorii Marksa ma więc skutki polityczne. Praktycznie przejawiają się one w nieumiejętności ustosunkowania się radykalnej lewicy do ruchów społecznych zrodzonych przez faktycznie zmienioną sytuację gospodarczo-polityczną. Jeżeli przedtem negowali oni radykalną zmianę sytuacji w wyniku powstania ZSRR, to obecnych przemian też nie są w stanie logicznie udowodnić. Dynamika aktualnych procesów jest z ich perspektywy nieuchwytna.
 
 
Najlepszym tego dowodem jest wyczekujący stosunek tej lewicy do ruchu francuskich Żółtych Kamizelek, który trudno przyporządkować do kolejnej „kolorowej rewolucji”, a który jednocześnie jest ruchem spontanicznym i oddolnym. Zakłopotanie powoduje to, że ruch ten neguje demokratyczność systemu rozwiniętego kapitalizmu, czyli obala strategię eksportu demokracji. A więc i strategię nowej radykalnej lewicy.
 
 
Trudno więc oczekiwać, aby radykalna lewica poparła en bloc Żółte Kamizelki choćby na tym samym poziomie entuzjazmu, z jakim zaangażowała się w Arabską Wiosnę.
 
 
Skostnienie w dogmatycznej, jedynie słusznej postaci koncepcji radykalnolewicowych powoduje, że ta formacja jest niezdolna do realistycznej analizy rzeczywistości społecznej, politycznej i gospodarczej. W okowach prymitywnej opozycji między demokracją a faszyzmem nie ma miejsca dla akceptacji ruchu, który kwestionując demokrację systemu mógłby jednocześnie stanowić jakąś alternatywę dla niego.
 
 
Dla posttrockistów nie ma bowiem alternatywy dla opozycji demokracja – faszyzm. Rozbieranie demokracji na części pierwsze grozi zarzutem o leninowski autorytaryzm. Nowa radykalna lewica wyklucza ze swego horyzontu analitycznego całą rzeczywistość, która nie pasuje do jej ideologicznej perspektywy wypracowanej w okresie Zimnej Wojny.
 
 
Używane przez Różę Luksemburg wyrażenie „krach kapitalizmu” także nie przypadło do gustu Filipowi Ilkowskiemu. Woli on ostrożne stwierdzenie, że kapitalizm przeżywa strukturalny kryzys. Nie pierwszy, i nie ostatni…
 
 
Nawiązując do tej różnicy zdań, możemy powiedzieć, że radykalna lewica nie przeżywa kryzysu, ona przeżywa krach. A mówiąc dokładniej – ma duże szanse, aby tego krachu nie przeżyć.
 
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 18 stycznia 2019 r.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008