Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 27 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Dyktatura proletariatu wczoraj i dziś, czyli o co chodzi, gdy coś nie wychodzi

Dyktatura proletariatu.png

Główna teza Aleksandra Buzgalina (prezentowana ostatnio podczas dyskusji z M. Popowem, dostępnej w youtube https://www.youtube.com/watch?v=mAjdpad7teg) odnośnie dyktatury proletariatu głosi, że termin ten, właściwy w okresie, kiedy stosował go K. Marks, współcześnie nie jest już adekwatny. Sto pięćdziesiąt lat temu klasa robotnicza wytwarzała gros produkcji, natomiast dziś to produkcyjnej sile kapitału umysłowego, inaczej klasie kreatywnej, zawdzięczamy zdecydowaną większość wytwarzanych dóbr. W związku z tym, klasa kreatywna zastępuje klasę robotniczą jako klasa, która ucieleśnia w sobie postęp ekonomiczny, a więc i społeczny – analogicznie do rozumowania Marksa.
 
Z innej wypowiedzi A. Buzgalina wiadomo też, że do sprzeciwu wobec stosowaniu terminu „dyktatura proletariatu” skłania marksistów także zła konotacja wiążąca się z pierwszym członem tego pojęcia. Współczesne społeczeństwo poznało dobrodziejstwa systemu demokratycznego i nie sposób wymagać odeń, aby ochoczo poparło ruch polityczny odwołujący się do metod dyktatorskich. Używanie terminu „dyktatura proletariatu” automatycznie stawia partię czy inną organizację odwołującą się do dyktatury w trudniejszej pozycji względem jej konkurentów politycznych.
 
Mamy więc do czynienia z podwójnym argumentem w tej dyskusji: teoretycznym (naukowym) i pragmatycznym.
 
M. Popow, w przywołanej dyskusji, przedstawił historyczne ujęcie tego pojęcia przez klasyków, osadził je w teorii, zwracając uwagę na fakt, że pojęcie to nie ma u Marksa aspektu koniunkturalnego, ale odwołuje się do pewnej konstrukcji teoretycznej, której „zużycie moralne” należałoby dopiero udowodnić. Stwierdził, że zawsze mamy do czynienia albo z dyktaturą proletariatu, albo z dyktaturą burżuazji, i że dyktatura oznacza, że klasa panująca nie jest ograniczona żadnymi prawami, czym przeciwstawił się tezie Buzgalina, który wymaga od klasy panującej gwarancji swobód obywatelskich. Wskazał też na bardzo ważną, w tym kontekście, stronę zagadnienia – otóż pojęcie „dyktatura proletariatu” stanowi jedną całość i rozpatrywanie jej poprzez rozrywanie tego pojęcia na dwa konstytuujące go człony jest teoretycznie niepoprawne.
 
*
 
W czym wyraża się nieprawidłowe, z naszego punktu widzenia, podejście Buzgalina do problemu?
 
Buzgalin twierdzi, że tezy Marksa, adekwatne w jego czasach, współcześnie utraciły częściowo swoją ważność. Rozumowanie Buzgalina w interesującej nas kwestii opiera się na tezie, że praca proletariatu fabrycznego jest pracą podporządkowaną kapitałowi.
 
Trudno zaprzeczyć, że było tak już w czasach Marksa. To nie przeszkodziło Marksowi w konstrukcji pojęcia „dyktatura proletariatu”. Rację ma więc prof. Popow, kiedy trzyma się tego pojęcia nie przyjmując argumentu o jego przestarzałości. Albowiem argument przeciwko konstrukcji teoretycznej mógł zostać podniesiony już w czasach Marksa. Co więcej, rozważania dotyczące koncepcji alienacji (dylemat: „młody” czy „stary” Marks?) są pośrednim sposobem powiedzenia, że właśnie ta konstrukcja Marksowska jest wyrazem popełnienia przezeń błędu teoretycznego.
 
Oczywiście, więcej niż dogmatyzmem byłoby zaprzeczanie temu, że Marks mógł popełniać błędy.
 
Sposobem wyjścia ze ślepego zaułka są współcześnie różne koncepcje dotyczące definicji proletariatu, z których ekstremalną jest zaprzeczanie, jakoby Marks miał na myśli w tym odniesieniu wyłącznie proletariat fabryczny.
 
Dyskusje w Rosji znajdują się na etapie wcześniejszym, niż te, które w Europie Zachodniej doprowadziły do konkluzji zastanych i obowiązujących dla rodzimych (wschodnioeuropejskich) marksistów przenoszących zachodnie kalki swoich partii-matek. Dlatego też widać dziś jakby „od kuchni” problemy, które w zachodnim marksizmie zostały pogrzebane pod „nowoczesnymi” wersjami tej teorii. Rosja przechodzi w skrócie drogę do „nowoczesnego” marksizmu, opóźniając się ze względu na żywotność poststalinowskiego nurtu, którego „dogmatyzm” należy dopiero przezwyciężyć.
 
Problem w tym, że marksizm jest koncepcją PRZEZWYCIĘŻENIA podporządkowania pracy żywej pracy martwej, ogólnie – pracy kapitałowi. Dlatego też przedmiotem badania Marksa był ten właśnie rodzaj pracy, który najpełniej odzwierciedla główne pole sprzeczności: praca – kapitał, najpełniej odbija zjawisko wyalienowania pracy ludzkiej, a także szukanie drogi przezwyciężenia tego podporządkowania.
 
Dla lewicy – problem ten rozwiązał się sam wraz z zastąpieniem pracy fabrycznej przez pracę kreatywną, co zostało osiągnięte… w procesie normalnego, liniowego postępu społecznego? Stalinizm czystej wody! Albo przyznanie, że rozwiązanie nastąpiło… dzięki sztuczce słownej, nie wymagając walki rewolucyjnej i innych tego typu „straszliwych” zjawisk.
 
Tymczasem, Marks odnosi się do wyalienowanej pracy robotnika przemysłowego, kiedy wygłasza tezę o konieczności zniesienia kondycji robotnika, co jest możliwe wraz ze zniesieniem antagonisty: kapitalisty.
 
Jeżeli wziąć pod uwagę te tezy, staje się jasne, że Marks nie użył przypadkowo pojęcia „dyktatura proletariatu” w znaczeniu – jak słusznie zauważa M. Popow – braku postawionych z góry ograniczeń dla wykonywania swego panowania klasowego przez proletariat przemysłowy.
 
Reasumujmy: ani termin „dyktatura proletariatu”, ani rozumienie pod pojęciem „proletariatu” robotnika przemysłowego, nie jest u Marksa przypadkowe, ani tym bardziej błędne. Zniesienie kondycji robotnika przemysłowego, którego praca z racji technicznych pozbawia go możliwości pełnego rozwoju swej osobowości (niezależnie od wysokości płacy roboczej), jest warunkiem przejścia do społeczeństwa bezklasowego.
 
Zauważmy, że w odniesieniu do „klasy kreatywnej”, przywoływanej przez A. Buzgalina w charakterze współczesnego zamiennika dla robotnika przemysłowego, dezalienacja nie polegałaby przecież na zniesieniu kondycji pracownika kreatywnego. Bycie kreatywnym jest raczej celem społeczeństwa bezklasowego niż przeszkodą na drodze do jego realizacji, jak to ma miejsce z robotnikiem fabrycznym.
 
Można dodać, odwołując się do współczesnych walk o warunki sprzedaży siły roboczej, że żądania „klasy kreatywnej” sprowadzają się zasadniczo do żądań płacowych, a pozostałe postulaty obywatelskie odnoszą się do kwestii, które stoją w sprzeczności z bezpośrednimi, płacowymi interesami przemysłowych robotników – mamy tu na myśli postulaty ekologiczne, swobody obywatelskie itp.
 
Nie jest więc tak, jak usiłują nam wmówić Buzgalin wraz z zachodnią lewicą, że pojęcie proletariusza fabrycznego jest pojęciem, które po cichutko zestarzało się i odeszło do lamusa, zwalniając miejsce nowemu proletariuszowi, który gładko wszedł w buty robotnika przemysłowego. Nie, relacja między „starym” proletariuszem a jego „nowym” wcieleniem okazuje się RELACJĄ KONFLIKTU. Co wyjaśnia emocje towarzyszące tej, zdawałoby się scholastycznej, dyskusji.
 
Jeśli rację ma M. Popow przypominając, że w okresie przejściowym mamy zawsze do czynienia albo z dyktaturą proletariatu, albo z dyktaturą burżuazji, to w odniesieniu do przedmiotu dyskusji, będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której każda ze stron konfliktu będzie się opowiadała za jedną ze stron antagonizmu klasowego. Nie zmienia tego spostrzeżenia fakt (na co nie zwraca uwagi Popow, z przyczyn zrozumiałych), że w okresie przejściowym zapośredniczająca pozycja biurokracji zaciemnia opozycję „albo – albo”, ponieważ rzecz nie w jednoznacznej sytuacji, w której nawet ślepy widziałby jasno, ale w ścierających się tendencjach, które wyraża polityka biurokracji partyjno-państwowej, w zależności od tego, czy przeważa dyktatura proletariatu, czy dyktatura burżuazji, przenoszona przez biurokrację, niezdolnej do wypełnienia roli pełnokrwistej klasy społecznej.
 
Podsumowując: A. Buzgalin, utożsamiający się z interesami „klasy kreatywnej”, sam najlepiej pokazuje ważne teoretycznie konsekwencje tego stanowiska. Politycznie, interesy „klasy kreatywnej”, proletariatu nieprzemysłowego, prekariatu – jak go zwał, tak go zwał, istoty nie zmieniając – interesy te mogą zostać w przeważającej mierze zaspokojone w ramach, jak go nazywa Buzgalin, „społecznego kapitalizmu”.
 
Oczywiście, sam Buzgalin jest przekonany, że jeszcze lepszą opcją byłoby, gdyby ewolucja społeczeństwa doszła do etapu socjalizmu. Chociaż, z punktu widzenia „klasy kreatywnej”, cóż mogłoby być atrakcyjnego w konieczności przeistoczenia się choćby na godzinę-dwie dziennie w pracownika przemysłu, wykonującego ogłupiającą i brudną pracę, podporządkowaną nie tyle kapitałowi, co prędzej już bezmyślnemu przedstawicielowi zdecentralizowanej, aroganckiej biurokracji? Wysoka świadomość komunistyczna Buzgalina zapewne kazałaby mu przezwyciężyć opory przeciwko tymczasowemu ograniczeniu nieograniczonej wolności indywidualnej jakiemuś niewątpliwie głupszemu od profesora uniwersytetu majstrowi czy innemu biurokracie, chociaż… można mieć co do tego uzasadnione wątpliwości. Ale oczekiwanie takiej postawy od przedstawicieli drobnomieszczaństwa, niespętanych świadomością komunistyczną, byłoby chyba wyrazem utopizmu, nieprawdaż?
 
Dlatego koncepcja Marksa, opierająca się na wyróżnieniu kondycji robotnika przemysłowego, nie ma charakteru przypadkowego w jego teorii, ale jest wyrazem przemyślanej konstrukcji. Inna rzecz, czy podoba się ona marksistom, czy nie.
 
W jakimś sensie, sam Marks szukał rozwiązania problemu w rozważaniach dotyczących ewentualności zamiany pracy ludzkiej przez pracę maszyn, pracę zautomatyzowaną. Sprzyjałoby to zelżeniu sprzeczności interesów między robotnikiem przemysłowym a przedstawicielem drobnomieszczaństwa, które czerpie dochody z części wartości dodatkowej wytwarzanej, póki co, nieodmiennie w przemyśle.
 
Jednak działania w tym kierunku same wymagają świadomości komunistycznej, która kieruje wysiłek intelektualny na realizację tego celu. Dopóki siła robocza będzie tania, kapitał – któremu drobnomieszczaństwo pozostawiło w ramach uznania wyższości gospodarki rynkowej nad planową i nakazową, troskę o zarządzanie ekonomiczną stroną funkcjonowania społeczeństwa (pod warunkiem uczciwego płacenia podatków) – nie będzie zainteresowany urzeczywistnieniem tego planu komunistycznego.
 
Wzdychanie A. Buzgalina do skandynawskiego modelu welfare state jako projektu kapitalistycznego może, w obecnej sytuacji upadku zachodnich państw socjalnych, tylko dać w rezultacie zwycięstwo w dyskusji M. Popowi, jakby mniej błyskotliwy pozostawał Buzgalinowy adwersarz.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
27 stycznia 2019 r.
 
 "Po prostu marksizm" - nowy blog autorów zlikwidowanej strony "Dyktatura proletariatu"

Społeczność

USRR