Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 27 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Wszystko już było

Marks Engels Lenin

WSZYSTKO JUŻ BYŁO…, czyli o wielkości i mądrości naszych politycznych przodków, nawet jeśli się z niektórymi nie zgadzamy

Zasadniczo, w historii ruchu robotniczego, począwszy od powstania I Międzynarodówki, przetoczyły się już wszystkie najważniejsze problemy, a które – choć niekiedy przeformułowane – nie straciły do dziś na aktualności. Włącznie z problemem głosowania za lub przeciw kredytom wojennym dla rządu burżuazyjnego, który wywołał podział ruchu nie tylko w przeddzień I wojny światowej, ale który miał mało przypominany precedens w postawie przywódców niemieckiego ruchu robotniczego w obliczu wojny francusko-pruskiej z 1870 r. – W. Liebknechta i A. Bebla, którzy (proroczo) wstrzymali się wówczas od głosu w tej sprawie.

Sprawa celów i zadań I Międzynarodówki nie była bowiem jasna. Od początku swego istnienia, ruch robotniczy był targany dylematami różnego rodzaju, a które sprowadzały się zasadniczo do jednej kwestii – czy ruch ten reprezentuje wyłącznie interesy wyzyskiwanej klasy, czy też ma ambicję walczyć o cele ogólnoludzkie, o postęp społeczny, obejmujący wszystkie klasy i warstwy społeczeństwa.
 

See video

 
Żaden ruch nie może uciec od piętna swoich czasów i sposobu postrzegania świata i społeczeństwa przez charakterystyczny dla epoki pryzmat. Rewolucja Francuska, przygotowana przez epokę Oświecenia, oswoiła ludzi z przekonaniem, że ludzie mogą kształtować swój los w ramach społeczeństwa, które także podlega ich woli, choć wziętej w ramy pewnej konieczności naturalnej, a więc nie przeciwstawionej naturalnej wolności przysługującej każdej jednostce. Ten sposób widzenia świata miał swoje konsekwencje w rozwoju różnych, sprzecznych między sobą koncepcji filozoficznych, które – opierając się jedynie na logice rozumowania z pozycji jednostki (naturalny dla burżuazji sposób patrzenia na świat) – odbiegały od analizy konkretnej rzeczywistości historycznej i nie przyjmowały naturalności konieczności społecznych (w odróżnieniu od konieczności tzw. naturalnych, czyli z pozycji jednostkowej). W przeciwieństwie do bezpośredniości doświadczenia wewnętrznego jednostki, które dawało jej poczucie oczywistości poznawczej), przyjęcie punktu widzenia społeczeństwa wymaga wyobrażenia sobie podmiotu, który mógłby odczuwać analogiczną oczywistość poznawczą. Z przyczyn oczywistych, ta oczywistość jest niedostępna bezpośrednio, a więc automatycznie pozbawiona autorytetu Prawdy.

Dawne społeczeństwa proponowały konstrukcję poznawczą, gdzie rolę podmiotu przyjmowała faktycznie klasa dominująca. Jej oczyma patrzyli na świat pozostali członkowie społeczeństwa, a w przypadku rozbieżności własnego doświadczenia z „ideologią panującą”, przeważnie uznawali tę ostatnią za obiektywną, a swoją – za subiektywną i pozbawioną powszechnej ważności. Stempel oczywistości i powszechności nadawała „ideologii panującej” panująca religia, która maskowała klasowy charakter panującego światopoglądu nadając mu rys obiektywności gwarantowanej przez Boga, który jest jak Natura – bezstronny, a jego prawa – konieczne.

To wszystko zanegował rozwój stosunków burżuazyjnych, których zmienność i dynamika nie pozwoliły dłużej na utrzymanie fikcji jednoznaczności relacji społecznych jako relacji obiektywnych i naturalnych, a więc – koniecznych. Problem ten rozważała klasyczna filozofia niemiecka, która – w odróżnieniu od filozofii krajów rozwijających praktyczne strony nowych stosunków społecznych – musiała się zadowolić teoretycznym przeżuwaniem doświadczenia przodujących: Anglii i Francji. Zacofane relacje społeczne w Niemczech nie pozwalały na odsunięcie lekką ręką problemów związanych z kwestią gwarancji obiektywizmu poznania, czyli z kwestią podmiotu i jego stosunku do poznawanego przedmiotu. W przeciwieństwie do krajów cywilizacyjnie zaawansowanych, w Niemczech nie można było przeformułować problemu na kilka podproblemów, które mogły znaleźć rozwiązanie dzięki przyjęciu kryteriów naukowości charakterystycznych dla danej dyscypliny wiedzy, co doskonale pozwalało opędzić się od wątpliwości ogólniejszej natury. Oczywiście, był to proces, a nie jednorazowa decyzja, niemniej tendencja ugruntowywała się w każdym nowym pokoleniu, spychając na margines pogardy dla nienaukowych poglądów tematów trudnych, natury filozoficznej.

Natomiast filozofia niemiecka trwała w konsekwentnych poszukiwaniach uzgodnienia nowej rzeczywistości ze starymi zasadami refleksji opartej na głównej zasadzie, iż prawa szczegółowe dają się wyprowadzić z najpowszechniejszego prawa, jakim jest i pozostaje Prawda. Prawda nie polegająca na tym, co nam akurat wychodzi z bieżących badań, ale Prawda, która istniała od zawsze, a która jednocześnie nie jest czymś różnym od swojego przejawiania się w historii.

Ten sposób myślenia został odrzucony wraz z rozwojem nauki burżuazyjnej, która zrewolucjonizowała świat techniczny łamiąc wszelkie dogmaty, a jednocześnie stawiając na potwierdzenie empiryczne swoich wyników, dzięki czemu zyskała ogromny autorytet. W społeczeństwie klasowym, w którym relacje klasowe oznaczały jednak stwierdzenie stanu rzeczy pozbawionego bezwarunkowej akceptacji, przynajmniej ze strony grup podporządkowanych, trudno było pragmatycznie ustanowić kanony wartości etycznych. Dotychczasowe (coraz mocniej kwestionowane) miały podbudowę w tradycji i tylko w niej, co było słabą rekomendacją. Natomiast pragmatyczne uzasadnienie norm etycznych stało się domeną religii, która w ramach nowego, zracjonalizowanego światopoglądu, uzasadniała swą społeczną przydatność faktem, że dawała podbudowę pod sądy etyczne, naukowo nieweryfikowalne.

W ten sposób, w burżuazyjnej perspektywie światopoglądowej, religia przestała odgrywać rolę czynnika pobudzającego do refleksji w kategoriach szerszych niż jednostkowe. Podobnie filozofia przestała myśleć w kategoriach ludzkości w jej konkretnej różnorodności, a ograniczyła się do przeżuwania wyników badań empirycznych i naukowych uogólniając je w ich własnych ramach poznawczych i aksjomatycznych, wyciągając ostateczne wnioski z konsekwentnego logicznie rozumowania, co prowadziło do impasów, jak np. w przypadku pozytywizmu.

Z punktu widzenia tych wszystkich procesów, które zachodziły w XIX, a potem i w XX wieku, podejście Marksa, wychowanego na filozofii Heglowskiej, do procesów społecznych i politycznych cechowało się świadomym zachowaniem punktu widzenia konkretnej klasy społecznej, która – analogicznie do postawy dawnych klas panujących – przyjmowała na siebie rolę podmiotu historycznego, z którego perspektywy był oceniany proces historyczny i społeczny.

W przeciwieństwie do dawnego podmiotu, nowy podmiot (klasa robotnicza) od początku był określony jako klasa (podmiot) historyczny, a nie wieczny i naturalny. Świadomość historyczności sposobu przejawiania się podmiotu w dziejach pozwala na dystans wobec tego podmiotu i jasność co do jego siły, ale i ograniczeń. W przeciwieństwie do perspektywy jednostkowej, perspektywa historyczna i klasowa daje możność pełnego utożsamienia się z celami historycznej klasy, ponieważ znajomość praw zmienności (dialektyka) umożliwia dostrzeżenie momentów, kiedy ten podmiot najpełniej odpowiada na wyzwania procesu, którego jest podmiotem.

Na tym spostrzeżeniu polega Marksowska niesprzeczność między rozwiązaniem problemu wyzysku a trwaniem historii, choć w jakościowo nowej postaci, której doniosłość jawi się jako taka nam, ale która przyszłym pokoleniom będzie się wydawała czymś prostym i oczywistym, nie wiadomo dlaczego wzbudzającym tyle kontrowersji i zahamowań. W historii mamy do czynienia z wieloma przykładami takich oczywistości, o które przodkom przyszło walczyć zażarcie, a zwycięstwo jawiło się konserwatywnie nastawionym przeciwnikom jako „koniec historii”.

W samej I Międzynarodówce istniały więc rozbieżności poglądów na to, co jest celem ruchu robotniczego. Jeśli skupić się wyłącznie na kwestii niesprawiedliwości i wyzysku, to przekonującą linię prezentowali zwolennicy P. Proudhona, którzy nie widzieli powodu, aby popierać obłędną tendencję wydziedziczającą bezpośrednich producentów z własności ich środków produkcji na rzecz koncentracji związanej z rozwojem wielkiego przemysłu. Konsekwentne oddanie robotnikom własności środków produkcji byłoby równoznaczne z ograniczeniem skali produkcji, z zahamowaniem tendencji monopolistycznych, czyli z zahamowaniem tendencji, które doprowadziły do zniekształcenia wolnego rynku. W kwestiach obyczajowych Proudhon reprezentował także stanowisko zachowawcze w odniesieniu do usamodzielnienia się ekonomicznego i społecznego kobiet.

Dostrzegano, oczywiście, też kwestię decydowania o środkach produkcji i o samej produkcji przez chłopstwo. Zrodziło to ważną kwestię, a mianowicie pytanie o to, jak uchronić się przed ewentualnym egoizmem klas producentów, którzy samodzielnie decydują o swoich działaniach produkcyjnych. Istnienie klas wyzyskujących, jak by nie patrzył, pozwalało na zorganizowane przejmowanie produkcji klas wyzyskiwanych na rzecz reszty społeczeństwa, pomijając chwilowo kwestię tego, jak zorganizowana jest redystrybucja osiągniętej produkcji.

Oczywiście, nie formułowano tego zagadnienia w ten sposób, niemniej – rozpatrując zagadnienia przyszłego ustroju na posiedzeniach I Międzynarodówki – problem ten był podnoszony. A więc niepokoił on część tych ludzi, którzy nie byli związani z bezpośrednią produkcją dóbr niezbędnych do życia obywateli.

Marks, w przeciwieństwie do proudhonistów, a zgodnie z dialektyką, widział produkcję kapitalistyczną w podwójnej perspektywie – postępu i regresu. Obie te cechy są funkcją zmian historycznych układów i stosunków, a nie konkretnych działań, które raz mogą sprzyjać postępowi, a kiedy indziej – przeciwdziałać mu.

Wraz z przejściem od feudalizmu do kapitalizmu, straciła na wadze kwestia chłopska. Pauperyzacja chłopstwa i przekształcanie go w robotników rolnych przy jednoczesnym rozwoju wielkich gospodarstw rolnych opartych na zasadach przemysłowych stanowiła przykład dialektycznego rozwiązania problemu, czyli zniesienia go. Jednak w sytuacji przywrócenia własności środków produkcji bezpośrednim producentom natychmiast powraca kwestia wszystkich bezpośrednich producentów dóbr pierwszej potrzeby.

Kapitalizm sprawił, że wzrosła wydajność pracy, a ta umożliwiła niespotykany dotąd rozwój mas ludności niezwiązanych z bezpośrednią produkcją. Tych grup społecznych nie dotyczy kwestia przywrócenia im własności środków produkcji, ponieważ ich środki produkcji nie opuszczają ich nawet po pracy – swoje środki produkcji noszą oni stale przy sobie. Dotyczy to tzw. klas kreatywnych.

W odniesieniu do pracowników biurowych, oczywiście, ich środki pracy nie są ich własnością, niemniej nawet przejęcie ich na własność nie spowodowałoby tej samej sytuacji, co przejęcie środków pracy przez robotników przemysłowych – zastosowanie środków pracy biurowej nie ma sensu bez przełożonego, który jest „rynkiem zbytu” na tę pracę. W przypadku przemysłu, fabrykant wkręca się w sytuację pośrednika między bezpośrednim producentem a rynkiem. Wkręca się, ponieważ popyt na dobra pierwszej potrzeby istnieje zawsze. Kapitalista, mimo sloganów na temat przedsiębiorczości i ryzykanctwa tego osobnika, tak naprawdę podejmuje ryzyko tylko wtedy, kiedy konkurencja przyprze go do muru. W relacji do najemnego robotnika jest on cynicznym cwaniakiem, a nie wspólnikiem ryzyka, gdzie brałby na siebie bardziej ryzykowną część przedsięwzięcia. Między bajki włóżcie!

Dlatego warstwy pośrednie między dwiema klasami antagonistycznymi pełnią raczej rolę „służby” na usługach, przede wszystkim, choć nie wyłącznie (nie wszyscy mogą mieć za klientów oligarchów czy korporacje) klasy panującej, a nie oponenta kapitalisty, któremu ten ostatni odebrał podstępem bądź przemocą środki pracy.

Ta pozycja „służebna” większej części społeczeństwa wobec klasy panującej wywołała zrozumiałe obawy w szeregach I Międzynarodówki. Jest to materialna przyczyna słabszego obiektywnego interesu owych warstw odnośnie konsekwentnej polityki antykapitalistycznej. Niezależnie od stopnia komercjalizacji stosunków pracy w społeczeństwie kapitalistycznym, istnieje obiektywny problem odmiennych relacji tych warstw i klas społecznych z klasą kapitalistów. Dlatego też to robotnicy najemni mają obiektywny interes antykapitalistyczny, a poza tym – możliwość manewru w przypadku zniknięcia kapitalistów.

Dla Marksa, wzrost liczebny i stosunkowy ludności, która nie musi zajmować się pracą bezpośrednio produkcyjną, jest wyrazem postępu w historii. Jednocześnie, musi być jakoś rozwiązana kwestia udziału tej „nieprodukcyjnej” (acz „kreatywnej”) części społeczeństwa w wytworzonych dobrach.

Jednym z rozwiązań było cofnięcie procesu rozwoju produkcji na wielką skalę i powrót do korporacyjnych metod urządzenia gospodarki. Nie było to jednak, z punktu widzenia Marksa rozwiązanie, tylko chowanie głowy w piasek. Z drugiej strony, rozwiązanie musiałoby zawsze postulować albo arbitralne odbieranie bezpośrednim producentom ich produktów, albo skazanie reszty społeczeństwa na żebractwo. Czyli – zawsze będziemy mieli do czynienia z jakąś dyktaturą – albo bezpośredniego producenta nad resztą społeczeństwa, albo reszty społeczeństwa nad bezpośrednim producentem.

Kapitalizm sprawił, że robotnicy zostali ideologicznie przystosowani do roli przedmiotu dyktatury, a nie jej podmiotu. Nawet w społeczeństwie "realnego socjalizmu", gdzie funkcję dyktatorską kapitalisty w imieniu społeczeństwa przejęła biurokracja.

Historyczne spory w łonie I Międzynarodówki mogą jeszcze i dziś służyć jako model wyjaśnienia oddziaływania ideologii populistycznych na robotników pozbawionych swojej partii politycznej, wyrażającej ich specyficznie klasowe interesy. Temu oddziaływaniu nie ma się co dziwić, skoro dialektyczna koncepcja Marksa nie zdołała jeszcze wykonać swej historycznej pracy i nadać ruchowi robotniczemu trwałej samodzielności teoretycznej i politycznej, jednocześnie zyskującej pozycję samoświadomości społeczeństwa znajdującego się na postępowej ścieżce rozwojowej, tzn. prowadzącej w kierunku społeczeństwa, które zachowa osiągnięty poziom cywilizacyjny bez konieczności sprawowania dyktatury nad klasą bezpośrednich producentów.

Na kwestię dyktatury proletariatu należy więc spojrzeć z tej perspektywy. A perspektywa ta, podobnie jak i jej podłoże, została zarysowana już 150 lat temu. Dziś, kiedy przewaga liczebna warstw pośrednich w krajach rozwiniętych jest faktem, należy wyciągnąć z tego wniosek. Ta przewaga skłania do dyktatury nad klasą robotniczą, wzmocnioną jeszcze przez tradycyjną ideologię klasy dominującej. Jednocześnie, ta ograniczoność zakresu problemu w tych krajach, wraz z poczuciem warstw pośrednich, że demokratyczny kapitalizm zasadniczo spełnia ich oczekiwania, powoduje, że zmiana stosunków w sferze tego typu produkcji nabiera znaczenia jedynej zmiany powodującej zmianę ustrojową. Metody redystrybucji (wtórnego podziału wartości dodatkowej wytworzonej w produkcji materialnej) wypracowane w kapitalizmie są natomiast do przeniesienia w socjalizm. To znaczy, są to gotowe propozycje, nad którymi można będzie dyskutować. Ale najważniejsze będzie załatwienie sprawy – z kim będą się toczyły negocjacje: z organizacją polityczną robotników czy z organizmem reprezentującym wyzyskiwacza (kapitalistą/biurokratą)?

Sprawne zorganizowanie społeczeństwa opartego na wyzysku klasy bezpośrednich producentów może być całkiem wolnym, komunistycznym społeczeństwem, w sensie Platońskiego komunizmu dla elit.

W skali globalnej, stosunek sił nie jest tak jednoznaczny. Niemniej rozwiązanie stworzone w krajach rozwiniętych (choćby i teoretycznie, na początek) będzie miało znaczenie dla walki globalnej klasy robotniczej, tak jak teoria Marksa pozwoliła w XIX wieku przełamać impas w rozumieniu położenia robotników na tle procesu historycznego. Ale ten impas ma tendencję do stałego odradzania się. Historia I Międzynarodówki zarysowuje jednak ramy dylematu, przed którym stoimy dziś.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
22 lutego 2019 r.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

front