Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 29 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Proletariat a klasa robotnicza

Working class

PROLETARIAT A KLASA ROBOTNICZA: ODPOWIEDŹ NA WĄTPLIWOŚCI STATION MARX I NIE TYLKO


Dialektyczna analiza struktury społecznej zakłada wybór perspektywy, z jakiej jest dokonywana ta analiza. Wedle Marksa, który obrazowo zilustrował tę metodę słowami, że anatomia człowieka jest kluczem do anatomii małpy, sensowne, klasowe ustrukturyzowanie społeczeństwa jest możliwe tylko z jakiegoś punktu widzenia, jakiegoś celu badawczego, który przyświeca badaczowi. Jeżeli przyjąć teorię ewolucji, to porównanie Marksa ma sens; przy odrzuceniu tej teorii – zbieżności anatomiczne małpy i człowieka są dziełem całkowitego przypadku i nie służą wyjaśnieniu czegokolwiek.

See video

 
 
Nie będziemy się wdawać w wyjaśnienia, że w tym porównaniu nie chodzi o to, że małpa jest tylko etapem prowadzącym do pojawienia się człowieka – ukoronowania ewolucji biologicznej na Ziemi, ani o to, że – wręcz przeciwnie – człowiek jest tylko ograniczonym i ubocznym produktem mocno niedoskonałego procesu ewolucyjnego, który przebiega chaotycznie w swej spontaniczności, która jest wyrazem najwyższej wolności przejawiającej się od atomu po Himalaje. Te problemy są wciąż aktualnym przedmiotem sporów filozoficznych, prowadzonych na wyższym niż tu wskazano poziomie abstrakcji, ale sedno pozostaje takie samo: nie ma mowy o prawidłowościach ujawnianych w toku procesów naturalnych czy społecznych. Te prawidłowości bądź ich brak pozostają i pozostać mają domeną boską.

Nauka burżuazyjna (nazywamy ją tak nie w odróżnieniu od jakiejkolwiek nauki „proletariackiej”, „socjalistycznej” czy jakby ją zwał, ale od DIALEKTYKI), ujmuje problemy statycznie, ponieważ prawa rozwoju są z koniecznością obarczone niebezpieczeństwem popadnięcia w arbitralność, czyli nienaukowość.

Dlatego nauka burżuazyjna opiera się na perspektywie jednostkowej, ponieważ tu tylko można zaobserwować, jak jednostkowe wrażenia odzwierciedlają rzeczywistość w sposób bezpośredni. Zakłada się, że jednostki są identyczne pod względem konstrukcji mózgu, czyli aparatu odbioru rzeczywistości. Jeżeli zdarza się inaczej, to takie jednostki są kwalifikowane jako „nienormalne” i bywają leczone lub izolowane od społeczeństwa.

Co prawda, odkrycia fizyki (a ściśle mówiąc – teorii względności) na początku ubiegłego stulecia pokazały zależność między wyborem badacza-obserwatora (polegającym na wybraniu tego, co on chce zaobserwować) a ukształtowaniem się rzeczywistości (sprowadzonej do ruchu cząstek lub fal – zależy od decyzji obserwatora). Posłużyło to jednak do przyjęciu przez wielu filozofów nihilistyczno-idealistycznej postawy, z której pozytywny skutek miał być taki, że w rzeczywistość obiektywną jest immanentnie wbudowana zasada wolności (przynajmniej w odniesieniu do „atomów”, ściślej – cząstek elementarnych).

Dialektyka natomiast jest interpretowana jako metoda czysto deterministyczna, a więc – przeciwstawna wolności. Filozofowie ci jakoś nie zauważają, że jeśli patrzeć wstecz, to „wolne wybory” cząstki elementarnej mają żelazną logikę i są w pełni zdeterminowane, nota bene, wyborem dokonanym przez czynnik zewnętrzny – obserwatora.

„Determinizm” dialektyki jest więc „dialektyką” wolności i konieczności, o czym pisał Marks jako wtórny autor. Sztuka nauki polega na ukazaniu konkretnego przebiegu procesu oddziaływań między wolnością a koniecznością. Dokonywane wybory ważą i, co więcej, mogą zmieniać nasze postrzeganie historii wstecz. Co wynika z zasady determinizmu.

Nauka postmodernistyczna neguje te spostrzeżenia i dla zachowania pełnej wolności odrzuca dokonywanie wyborów. Każdy wybór jest bowiem brzemienny w niewolnictwo konieczności i determinizmu. Z drugiej strony, świat społeczny postmodernizmu jest pełen wyborów dokonywanych WBREW – czemukolwiek. Oczywiście, na poziomie jednostkowym, ponieważ ideałem wolności jest wolność „atomu”, który może być albo cząstką, albo falą. Jeżeli obserwatorem jest Bóg, to OK. Wolność ma być wolnością od zależności od bliźnich.

Stan zawieszenia między wyborami jest kwintesencją wolności współczesnej lewicy. Trudno więc dziwić się, że dostaje ona w kość od prawicy, która poczuła, że ma niepowtarzalną okazję, aby narzucić swoje, osadzone w rzeczywistości, wybory, które zdeterminują przyszłość. Na razie lewica czuje, że wybory prawicy determinują interpretację przeszłości.

Jak to ma się do postrzegania kategorii „proletariat” i „klasa robotnicza”?

Tzw. nowa radykalna lewica trzyma się tego, że „proletariat” (pracownicy najemni) stanowi 99% społeczeństwa. Natomiast „klasa robotnicza” to kategoria węższa, która wyłania się z masy proletariackiej decyzją nie tyle Marksa czy marksistów, ale decyzją klasy kapitalistów. To proces, ruchome piaski, grupy społeczne krystalizują się w odpowiedzi na zapotrzebowanie chwili i zanikają wraz ze zmianami gospodarczymi i społecznymi. Klasa robotnicza ma historycznie trwalszą podstawę, ponieważ jej trwanie jest uzależnione od trwania klasy kapitalistów, czyli od istoty bytu tej klasy – od możliwości wyciskania wartości dodatkowej z klasy robotniczej.

Marks w Kapitale daje przykład analizy historycznej w kategoriach dialektycznych, czyli oczyszczonych z pobocznych elementów, a zachowujących esencję. Ta ostatnia jest funkcją wyboru optyki przez Marksa. Inaczej nie jest możliwy żaden sensowny proces poznawczy, a tylko gromadzenie neutralnych faktów. Obiektywną podstawę swej metody Marks ulokował w dialektyce, która nie jest tworem arbitralnym, ale wynikiem analizy filozoficznej dokonanej przez Hegla, który opierał się na swych poprzednikach, klasycznych filozofach niemieckich, oraz na osiągnięciach nauki empirycznej i teoretycznej swoich czasów.

Metoda dialektyczna pozwalała mu na wyodrębnienie jądra tej masy społecznej, która żywiołowo kształtowała się i przekształcała w okresie początków nowoczesnego kapitalizmu. Wskazanie tego jądra – klasy robotniczej – jest wynikiem obserwacji rzeczywistości walk klasowych i sporów ideologicznych w łonie kształtującego się ruchu robotniczego. To walka o punkt widzenia obserwatora, którego decyzja wpłynie na przebieg procesu, jeśli użyć analogii do teorii względności.

Klasa robotnicza jest więc zarazem konstruktem teoretyczno-filozoficznym, jak i czynnikiem materialnym zmiany społecznej, której to zmiany nie są w stanie dokonać przelewające się masy targane niemożnością zajęcia pozycji historycznego obserwatora wpływającego na dzieje.

Te masy, proletariackie, a jakże, są zdane na determinizm rozwoju społeczeństwa burżuazyjnego, który upatrują w rozwoju idei wolności i demokracji. Stąd wydaje im się, że prawica dokonuje zamachu na ten obiektywny proces, którego obiektywizm daje lewicy demokratycznej przewagę. Okazuje się jednak, że ta wiara nie ma podstaw w rzeczywistości, co staje się coraz bardziej oczywiste.

Diagnoza Marksa wskazywała, że antagonizm między klasą robotniczą a klasą kapitalistów determinuje proces historyczny. Nie determinuje go natomiast walka między zasadą demokracji a tyranii. Wąski obszar konfliktu klasowego między robotnikiem a kapitalistą wyraża w kondensacji zachodzenie jednocześnie dwóch zjawisk historycznych: możliwości utrzymania poziomu cywilizacyjnego oraz możliwość utrwalenia tego osiągnięcia dzięki zniesieniu stosunku wyzysku w produkcji dóbr materialnych.

Pozostałe stosunki wyzysku powstały w kapitalizmie dzięki przeniesieniu modelu relacji kapitalista-robotnik na inne sfery życia społecznego, dotychczas nie podlegające temu stosunkowi. Pozostałe, służebne grupy i warstwy społeczne istniały już wcześniej i to nie na ich modelu została zbudowana relacja między kapitalistą a robotnikiem przemysłowym, ale odwrotnie. Z tego wynika, że dzisiejsze stosunki społeczne określa (determinuje) relacja między kapitalistą a robotnikiem przemysłowym, a nie odwrotnie. Przecięcie tego węzła pociąga za sobą zmiany w relacjach społecznych w ogóle – niekoniecznie musi to zadowalać wszystkie grupy społeczne, szczególnie te, które cieszą się przywilejami. Dopóki istnieje relacja między kapitalistą a robotnikiem, istnieje wzorzec z Sevres relacji panowania i poddaństwa w społeczeństwie, w którym demokracja jest dla wybranych i taką pozostanie – ze względu ukazanego wyżej. Ponieważ demokracja polityczna bez demokracji w stosunkach produkcji pozostaje demokracją fasadową.

Sama metoda dialektyczna zakłada kondensowanie się sprzeczności w wąskich węzłach, które pozwalają na zrozumienie rzeczywistości, a zrozumienie jest jednocześnie podstawą dla racjonalnego działania. Dlatego Kapitał Marksa mógł odegrać tak ważną rolę w rozwijaniu ruchu robotniczego, chociaż to była praca mocno teoretyczna i, jak widać, niezrozumiana do dziś przez ludzi predestynowanych do jej najlepszego zrozumienia.

Praca Marksa jest bowiem ustanowieniem punktu obserwacyjnego dla badacza-obserwatora ruchu cząstek elementarnych w laboratorium.

Wedle definicji klasy przez Lenina, ważną rolę odgrywają cechy:

· miejsce w historycznie ukształtowanym sposobie produkcji;

· określony stosunek do środków produkcji (w kategoriach posiadają/nie posiadają);

· rola i miejsce w społecznej organizacji sposobu produkcji;

· sposób uczestnictwa w podziale dochodu.

Współcześni marksiści rozszerzają pojęcie produkcyjności na twórczość pozaprodukcyjną w materialnym znaczeniu. Rola produkcji niematerialnej (kreatywność) zwiększyła się wraz z rozwojem cywilizacyjnym. W przeszłości jednak te formy aktywności nie powodowały zaliczenia grup kreatywnych do klas wyzyskiwanych (niewolnicy, chłopi). Wzrost sił wytwórczych spowodował umasowienie „produkcji” niematerialnej, kulturalnej. Ta „produkcja” wpływa istotnie na możliwości gospodarcze kraju, który ma możność wymiany produktów myśli twórczej na produkty codziennego zapotrzebowania, w tym klas i grup produkcyjnych. Znaczenie myśli twórczej polega (poza zastosowaniami w gasnącej produkcji przemysłowej w krajach rozwiniętych) na czerpaniu korzyści nadzwyczajnych z wymiany w ramach międzynarodowego kapitalistycznego podziału pracy, a nie na rozwijaniu własnej produkcji przemysłowej towarów pierwszej potrzeby. Ta jest delokalizowana, a znaczenie tej produkcji dochodzi do świadomości rządów burżuazyjnych wraz z perspektywą nadchodzącej wojny, w której niezbędne będzie poleganie na własnym potencjale produkcyjnym dóbr niezbędnych do życia (i wykarmienia żołnierzy, przede wszystkim).

Pauperyzacja proletariatu, czyli szeroko rozumianej klasy pracowników najemnych, jest efektem załamania się bezwzględnego panowania kapitału krajów wysokorozwiniętych nad krajami, w których społeczeństwo było utrzymywane w fazie przejścia do kapitalistycznych stosunków. Dziś rządy państw peryferii mają własny problem z klasą robotniczą, która zastąpiła dawne warstwy i klasy społeczne. Konflikt między kapitałem a robotnikami produkcyjnymi odradza się w skali globalnej, pokazując, że sytuacja w Centrum (Europa i Ameryka Północna), to były tylko ślepe uliczki, które tzw. nowej radykalnej lewicy, zorientowanej europocentrycznie, mimo odmiennych deklaracji) jawiły się obiektywny proces historyczny – jako modelowa droga dla pozostałych regionów zacofanych świata.

Ten rozwój sytuacji pokazuje, że dialektyka jako metoda zastosowana przez Marksa ma podstawy obiektywne i naukowe, choć nauka to nie burżuazyjna.

Podsumowując: proletariat i klasa robotnicza to nie są pojęcia tożsame. Dlatego też, jeśli Station Marx usiłuje wmówić widzom, że proletariat to spoceni robotnicy stojący przy obrabiarkach, to odnosi się tylko do poststalinowców typu zwolenników M. Popowa, którzy stosują mechaniczne schematy i cytaty klasyków, bez zrozumienia ich treści i istoty.

W końcu zapewne dojdą do porozumienia, w którym poststaliniści pójdą na kompromis, albo na odstąpienie od swych tez, ponieważ nie potrafią dostrzec dialektycznego i historycznego związku między proletariatem a klasą robotniczą.

Zmiany w klasie robotniczej nie powodują zmiany w relacjach między kapitałem a klasą robotniczą. Zmiany w klasie robotniczej nie powodują jej utożsamienia się, rozmycia, w szerokiej grupie pracowników najemnych.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
23 lutego 2019 r.

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna