Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 39 gości.

Karol Kautsky: Wczesne artykuły o państwie (1881-1882)

Kautsky

Poniżej publikujemy serię trzech artykułów Karola Kautsky'ego (1854-1938) opublikowanych w „Der Sozialdemokrat” na przełomie lat 1881-1882 pod pseudonimem „Symmarchos”.
 
Teksty te rozprawiają się zarówno z atakami na marksizm zarówno za prawa („socjalizm państwowy” reprezentowany m.in. przez Lassalle'a, Rodbertusa i „socjalistów z katedry”), jak i z lewa (anarchizm).
 
Trzeba jednak podkreślić pewną niekonsekwencję i mętność teoretyczną. O ile w pierwszym artykule Kautsky wyraźnie stwierdza, że państwo burżuazyjne nie może zbudować socjalizmu, to w artykule drugim stwierdza: „Zadaniem proletariatu jest nie zniszczyć, lecz zdobyć państwo.” Na tą niekonsekwencję, cechującą cały dorobek Kautsky'ego zwraca uwagę Lenin w „Państwie i rewolucji”: „Marks nauczał, że proletariat nie może po prostu zdobyć władzy państwowej w sensie przejścia w nowe ręce dawnego aparatu państwowego, lecz musi zdruzgotać, zburzyć ten aparat, zastąpić go przez nowy. Kautsky odchodzi od marksizmu do oportunistów, ponieważ znika u niego zupełnie to właśnie zburzenie machiny państwowej, będące absolutnie nie do przyjęcia dla oportunistów, co pozostawia im wybieg w postaci komentowania wyrażenia <<zdobycie>> jako zwykłego uzyskania większości.
 
Jednocześnie w tym samym rozdziale Lenin chwali Kautsky'ego jako jednego z najwybitniejszych teoretyków i popularyzatorów marksizmu. Opublikowane poniżej artykuły, mimo wskazanej wady teoretycznej, potwierdzają tą ocenę.
 
 
*****
 
Socjalizm państwowy
Der Staatssozialismus, Der Sozialdemokrat, nr 50, 8 XII 1881 r.
Źródło: https://www.marxists.org/archive/kautsky/1881/state/1-statesoc.htm
 
Nie chcę tutaj mówić o tej mieszaninie niejasności i wyższego oszustwa, która w ostatnim czasie stała się tak szeroko odczuwalna w Niemczech; co do niej my, socjaldemokraci, rzeczywiście się zgadzamy.
 
Obok tego reakcyjnego feudalnego socjalizmu istnieje jednak także nowoczesny socjalizm, który w pełni spełnia wymagania nauk społecznych, oczekuje jednak ich realizacji od państwa, tak jak ten pierwszy.
 
Jak się ma rzecz z pomocą państwa?
 
Ci, którzy spodziewają się od państwa realizacji żądań socjalistycznych, wychodzą głównie z założenia: zadaniem państwa jest ochrona słabych przed silnymi. To zdanie opiera się na teorii umowy [społecznej], która uformowała się pod koniec XVI wieku, w minionym stuleciu zdominowała naukę i do dziś, a mianowicie w prawoznawstwie, odgrywa wielką rolę.
 
Ta teoria głosi: w stanie pierwotnym człowiek był izolowany; samotnie wędrował po lasach, szukając pożywienia. Gdy pojedyncze jednostki wpadały na siebie, silniejszy uciskał słabszego i trwała wojna wszystkich przeciwko wszystkim. Aby zakończyć tę wojnę, różne jednostki zawarły ze sobą umowę, w której zrzekły się części swojej wolności na rzecz władzy ustanowionej przez nich, tak że podtrzymuje ona stan pokoju wśród nich i uniemożliwia silnym uciskanie słabych. Nadużywanie tej przez lud danej władzy pociągnęło następnie za sobą zło obecnego społeczeństwa i obecnego systemu państwowego. Istnieją zatem tylko dwa czynniki w systemie państwowym, które mają decydujące znaczenie: rząd - czy to monarchiczny, czy republikański - i „lud”. Rząd musi dbać o cały „lud”, musi stać ponad partiami i klasami, aby chronić słabszą partię i słabszą klasę przed wyzyskiem silniejszych.
 
Taka jest teoria, która leży u podstaw republikańskiego socjalizmu Louis Blanca, monarchicznego socjalizmu Lorenza von Steina i Alberta Schäfflego.
 
Ta teoria jest bardzo piękna, ma tylko jeden problem: jest fałszywa. Wspólne życie ludzi nie opiera się na umowie, lecz tkwi w naturze ludzi. Społeczne życie człowieka opiera się na instynktach społecznych, które odziedziczył po małpich przodkach, i które działają tak silnie jak u jaskółki instynkt budowania gniazda lub wędrówki zimą na południe. Człowiek pochodzi od małp, które żyły w hordach, i o ile możemy prześledzić rozwój ludzi, znajdujemy ich żyjących w hordach.
 
Ale te pierwotne hordy nie są jeszcze państwem. Nie znajdujemy wśród nich rządu. Wpływ wodza jest bardzo słaby, jest uznawany tylko w takim stopniu, w jakim reprezentuje wolę całości. Często wśród ludów dzikich są wodzami tylko w wojnach.
 
Przedstawiciel teorii umowy sprzeciwi się temu: nawet jeśli pierwotny człowiek nie zawarł umowy dla utworzenia państwa, być może zostało to dokonane przez pojedyncze plemiona.
 
Takie umowy, amfiktionie lub konfederacje odnajdujemy już bardzo wcześnie. Osiągnęli je nawet Indianie Ameryki Północnej. Irokezi utworzyli konfederację pięciu, później sześciu narodów, Mohawk, Onondaga, Oneida, Cayuga, Seneka, a od 1712 roku Tuscarora. Ale także ta konfederacja nie utworzyła jeszcze państwa, ponieważ każdy naród członkowski zachował całkowitą niezależność w swoich sprawach. Spotkanie ligi z pewnością mogło podejmować decyzje, ale tylko jednomyślnie.
 
O władzy, która pod nakazem całości mogła wywierać przymus na pojedynczych [narodach], nie było tam żadnej mowy. Administracja ligi była więc jeszcze słabsza niż pojedynczego plemienia.
 
Pierwszym państwem, które napotykamy, jest państwo egipskie. Przyjrzyjmy się bliżej tej strukturze. Znajdujemy tu na pewno rząd - ale jak się rzecz ma z „ludem”? „Lud” składają się z rządzącej i rządzonej rasy i klasy. Tylko w stosunku do rządzonej klasy rząd ma władzę. Wobec klasy rządzącej brakuje mu jej całkowicie. Grekom klasa rządząca Egiptu jawiła się jako klasa kapłanów - zboczylibyśmy zbyt daleko, wyjaśniając, jakie okoliczności skłoniły ich do tego poglądu - i dlatego powiadali: egipscy sułtani rządzą Egiptem, kapłani jednak rządzą sułtanem. Rząd jest tylko narzędziem klasy rządzącej, dla klasy rządzącej rząd jest jedynie administracją.
 
Rząd nie unosi się więc nad „ludem” w powietrzu, niczym duch boga ponad wodami, ma pod sobą bardzo solidny punkt oparcia: klasę rządzącą. Bez antagonizmu między klasą rządzącą a rządzoną nie ma rządu, a więc także żadnego państwa.
 
Możemy to prześledzić od pierwszego państwa, które znamy, egipskiego, aż do czasów współczesnych. Niezależnie od tego, czy to właściciele ziemscy, czy lumpenproletariat mają w swoich rękach rząd, najemnicy, pretorianie, mamelucy, janczarzy czy klechy, szlachta czy burżuazja, zawsze jest to klasa, która panuje, klasa, która nawet gdyby się wywyższyła, wciąż ma klasę pod sobą.
 
Różne podboje w starożytności nawarstwiały na siebie różne plemiona i kasty, podobnie jak rozwój techniczny w czasach współczesnych nawarstwił różne klasy. Niezależnie od tego, jak bardzo te klasy i rasy się ze sobą sprzeczały, bez względu na to, czy lumpenproletariusze, czy sojusznicy italscy czy prowincje powstawały przeciwko rzymskim optymatom, trwałość państwa pozostawała nienaruszona, o ile pod nimi wszystkimi ogromna masa niewolników pozostawała spokojna. Jednak gdy tylko niewolnicy powstawali, zagrożona była trwałość państwa.
 
I tak też jest w dzisiejszych czasach. Niech klechy i szlachta, wielki i drobny kapitał spierają się między sobą, trwanie państwa jest niewzruszone, o ile proletariat nie podnosi swojego wezwania do równości. Zrównanie proletariatu z innymi klasami, a ściślej zniesienie panowania klasowego, jest główną cechą socjalizmu, zawiera jednak w sobie negację państwa.
 
Oczekiwanie od państwa, że zrealizuje to zrównanie, oznacza oczekiwanie od niego dobrowolnego samobójstwa. Oczekiwać od rządu klas posiadających, że wyciągnie swą potężną dłoń, aby pomóc dążeniom proletariatu do zwycięstwa, znaczy oczekiwać od niego niemożliwego. Władza rządu sięga jedynie tak daleko, jak pozwalają na to interesy klas rządzących. Dzięki sprytnej przepychance pomiędzy pojedynczymi częściami klas rządzących może on uzyskać pewną niezależną od nich władzę, gdy te klasy są zbyt zepsute i pobite, aby utrzymać swoją niezależność: ta niezależna władza dezintegruje się jednak wobec zjednoczonego ataku klas rządzących z chwilą, kiedy chce ona pomóc wspólnej podstawie, najniższej klasie.
 
Socjalizm państwowy to socjalizm realizowany przez państwo i dla państwa.
 
To socjalizm realizowany przez rząd i dla rządu.
 
Jest to tym samym socjalizm realizowany przez klasy rządzące i dla klas rządzących.
 
Zniesienie państw wydaje się zatem koniecznym warunkiem emancypacji proletariatu.
 
O tym, czy i w jakim stopniu jest to prawdą, w następnym artykule.
 
*****
 
Zniesienie państwa
Die Abschaffung des Staates, Der Sozialdemokrat, nr 51, 15 XII 1881 r.
Źródło: https://www.marxists.org/archive/kautsky/1881/state/2-abolition.htm
 
Konieczną konsekwencją faktu, że państwo istnieje tylko ze względu na antagonizm między klasą rządzącą a rządzoną, wydaje się postulat, że pierwszym aktem nadchodzącej rewolucjii, która chce przezwyciężyć podział klasowy, jest zniesienie państwa.
 
Tak był również pogląd Bakunina.
 
„Rewolucja, tak jak ją rozumiemy” - mówi - „będzie musiała zniszczyć Państwo i wszystkie instytucje Państwa, radykalnie i całkowicie, od pierwszego dnia... Jesteśmy naturalnymi wrogami takich rewolucjonistów - niedoszłych dyktatorów, regulatorów i powierników rewolucji - którzy jeszcze zanim istniejące państwa monarchiczne, arystokratyczne i burżuazyjne zostały zniszczone, już marzą o stworzeniu nowych państw rewolucyjnych, równie w pełni scentralizowanych i jeszcze bardziej despotycznych niż państwa, które mamy teraz itd.”ii
 
Tak więc anarchista, gdy tylko wybuchnie rewolucja, dekretuje zniesienie państwa i zakładając, że ma więcej szczęścia niż Bakunin 28 września 1870 r. w Lyonie, niszczy państwo z jego środkami władzy, armią, biurokracją, policją itp., a następnie pozostawia każdej osobie, aby jak najlepiej przeprowadziła przejście od starego do nowego społeczeństwa.
 
Co się teraz stanie?
 
Wpływ rewolucji będzie naturalnie w danym przypadku, gdzie nie ma żadnych środków władzy, żadnej armii, żadnej biurokracji, żadnej policji, w stanie sięgnąć tylko tak daleko jak sama rewolucja. Każdy kraj ma jednak swoją Wandeę, swój Tyrol, swoje Pomorze. Tam organizacja państwowa nadal istnieje, tam kontrrewolucja znajduje stałą twierdzę, podczas gdy rewolucja czyni wszelkie wysiłki, aby się zdezorganizować.
 
Lojalni Pomorzanie, Tyrolczycy i Wandejczycy maszerują w zwartych masach, niszcząc jedną „wolną” grupę i komunę po drugiej. Jednocześnie zwolennicy obalonego systemu powstają i organizują reakcję w strefie rewolucji.
 
Co robić?
 
Organizuje się w pośpiechu to, co się zniszczyło, armię przeciwko wrogowi zewnętrznemu, policję przeciw wrogowi wewnętrznemu i biurokrację, aby zebrać środki na utrzymanie obu, tworzy się komitet bezpieczeństwa publicznego, czy jakby tej rzeczy nie nazwać, a zatem rząd, w skrócie, robi się wszystko, co robi klasa rządząca, aby utrzymać swój wpływ - znów pojawia się państwo.
 
Gdyby pierwszy akt rewolucji miał polegać na zniszczeniu państwa, to jej drugi akt dla ocalenia samej siebie musiałby polegać na ponownym zbudowaniu państwa.
 
Załóżmy, że korpus Freischaru ma wszystko, czego potrzebuje do zwycięstwa, ale nie ma artylerii. W końcu udaje się, po wielkich stratach, zdobyć baterię. Co robić? Zamiast obrócić armaty i wycelować je w przeciwnika, zabija się je gwoździami, aby nie mogły już nikogo skrzywdzić!
 
Ta zabita logika jest logiką anarchistyczną.
 
Rewolucja proletariacka nie zwycięży zatem, gdy najpierw znikną wszystkie inne klasy oprócz proletariatu i w wyniku koncentracji kapitału cały proletariat naprzeciw jednego kapitalisty; raczej ta rewolucja nastąpi, gdy proletariat będzie w stanie uzyskać przewagę nad innymi klasami z racji swego oddania, entuzjazmu, organizacji i dyscypliny. Zwycięstwo proletariatu nie wymaga jeszcze wygaśnięcia wszystkich antagonizmów klasowych. Nadchodząca rewolucja na razie wyniesie proletariat nie do klasy jedynej, ale do klasy rządzącej; antagonizm między rządzącymi i rządzonymi pozostanie, a zatem proletariat będzie również potrzebował rządu, który jako narzędzie klasy rządzącej utrzymuje rządzonych wszystkimi dostępnymi środkami pod kontrolą.
 
Może to brzmieć bardzo niedemokratycznie, ale do tego zmusi nas konieczność.
 
Przemysłowy proletariat jako klasa rządząca jest jednak sprzecznością, która sama dąży do swojego rozwiązania. Zwycięski proletariat może tylko zrobić dwie rzeczy: albo przywłaszczy sobie kapitał i sprawi, że poprzednio panujące klasy staną się jego sługami: jest to wyznaczone jako cel przez piśmiennych i niepiśmiennych naszego ruchu, chociaż już niewielka liczba właścicieli w porównaniu z liczbą pozbawionych własności pokazuje absurdalność takiego roszczenia. Nad niemożnością osiągnięcia tego celu, zarzucanego nam przez naszych przeciwników, nie musimy się tutaj rozwijać. Czy niemożliwym jest zatem, że zwycięski proletariat może użyć swojej władzy jako klasy rządzącej jedynie po to, by jak najszybciej usunąć podziały klasowe.
 
Rewolucyjny rząd proletariacki może w swoim działaniu wobec innych klas mieć tylko jeden cel: nie uczynić je sługami, ale je zdezintegrować. Klasy, których interesy są diametralnie sprzeczne z interesami proletariatu, wielki kapitał i wielka własność ziemska, są bezpośrednio niszczone, tj. ich własność będzie musiała bezpośrednio wejść w posiadanie całości, co również jest możliwe bez głów właścicieli , ponieważ własność ma tę przyjemną cechę, że nie jest nierozerwalnie związana z ciałem właściciela. Drobną własnością ziemskim i drobny kapitał potraktuje się w zależności od tego, jak się do nas ustosunkują, prawdopodobnie dzięki kompromisowi zainicjuje się ich wchłanianie przez klasę rządzącą.
 
Będzie to zadaniem rewolucyjnego rządu, który w razie potrzeby będzie musiał zastosować przemoc. To, że tego zadania nie da się rozwiązać za jednym zamachem, że środki jego realizacji muszą się zmienić w zależności od politycznych, społecznych i technicznych stosunków, jest jasne. Bez względu na to, jaką formę przybierają te stosunki, jedno jest pewne: interesy proletariatu wymagają, by jak najszybciej wchłonął inne klasy. Im dłużej proletariat jest klasą rządzącą, tym mniej będzie klasą rządzącą, aż w końcu znikną wszystkie podziały klasowe.
 
Im bardziej jednak znikają różnice klasowe, tym bardziej zanika władza rządu: gdy przestają istnieć antagonizmy klasowe, rząd również znika, a na jego miejsce następuje zarządzanie. Cała działalność rządu proletariackiego musi być ukierunkowana na to, by uczynić się zbędnym.
 
Wielu z pewnością obawia się takiego rządu, który wobec „ludu” mógłby nadużywać swojej władzy, jak dotychczas wszystkie inne. Nie ma znaczenia, czy „władza” nazywa się rewolucyjną Dyktaturą, czy „Kościołem, Monarchią, Państwem konstytucyjnym czy Republiką burżuazyjną”… „nienawidzimy i odrzucamy je wszystkie tak samo jako niewyczerpane źródła wyzysku i despotyzmu”.
 
Ten pogląd może jedynie zapuścić korzeń tam, gdzie rządzi błędny pogląd, że państwo opiera się na antagonizmie między „ludem” a rządem, rządem, który posiada całkowicie cudowne moce mistyczne, i ludem, który jest tak całkowicie, niewiarygodnie tchórzliwy i głupi, by pozwolić się zniewolić przez to tajemnicze rządowe stworzenie.
 
Wiemy jednak, że rządy mają swój punkt oparcia w klasach rządzących, służą jako ich narzędzie, dzięki czemu, nawiasem mówiąc, nie tak łatwo je obalić, jak wielu wierzy; tylko tam, gdzie obok siebie istnieje kilka klas rządzących, z których żadna nie jest wystarczająco silna, by rządzić samodzielnie, rząd przez sprytną politykę przepychanek może przeciwstawić pewną władzę przeciwko którejkolwiek z nich, o ile nie ignoruje ich wspólnych interesów. Natomiast rasa lub klasa, która właśnie zdobyła przewodnictwo, która stoi w pełni młodzieńczego wigoru, nigdy nie pozwala na powstanie takiej władzy, rząd pozostaje zawsze jej narzędziem.
 
Lęk przed władzą jest oznaką słabości, przejawia się tylko u klas, które uważają, że nie są już w stanie przewodzić. Tam, gdzie ruch socjalistyczny rozwinął się z ruchu robotniczego, nie znajdujemy śladu strachu przed władzą. Dla kontrastu w śmiesznym stopniu daje się odczuć tam, gdzie ruch socjalistyczny stanowi kontynuację burżuazyjnego radykalizmu. Burżuazja faktycznie powód, by obawiać się władzy.
 
Niemiecka socjaldemokracja wyraźnie pokazuje, że klasa robotnicza uważa swoich „przywódców” za swoje narzędzia. W stosunku do innych klas mogą działać z całą gwałtownością, jaką posiada zorganizowana klasa robotnicza; wewnątrz partii ich władza utrzymuje się tak długo, jak długo rozumieją i wyrażają jej wolę.
 
Kto twierdzi, że to „przywódcy” kierują niemieckich robotników na „fałszywe” drogi - zbyt „legalne” lub zbyt„nielegalne”, mówi o rzeczach, których nie rozumie lub jest łajdakiem. Mówienie o „wprowadzaniu w błąd” biednych „złudzonych” mas przez przebiegłe „władze”, które żyją z „robotniczych pieniędzy”, jest zwrotem prawdziwie burżuazyjnym, może też być papugowane przez tych na skrajnej lewicy.
 
Jeszcze bardziej idiotyczny niż strach przed władzą „rządu” jest strach przed „władzą” intelektualną, przed panowaniem geniuszu. To, że geniusz wywiera wpływ, który wykracza poza wpływ normalnych ludzi, jest niezaprzeczalne, ale jest wielkim nieporozumieniem, jeśli nie czymś gorszym, zrównanie wpływu geniuszu z wpływem władzy kościelnej, uhonorowanie geniusza tytułem papieża. Tym bardziej człowiek podporządkowuje się władzy kościelnej, im bardziej jest ignorantem, podczas gdy geniusz nie wywiera żadnego wpływu na ignorancję. Im bardziej się rozwijamy, tym bardziej wzrasta nasza wiedza i siła niezależnego myślenia, tym bardziej maleje wpływ kościoła na nas, tym bardziej uczymy się doceniać i podziwiać geniusz. Tym bardziej podziwiamy np. Goethego, im jesteśmy dojrzalsi. Ale to uznanie nie jest niewolnicze, ale dobrowolne, radosne i świadome. Nie opiera się na poddaniu się geniuszowi, ale na jego rozpoznaniu. Jego wpływ rośnie wraz z postępującą inteligencją ludów. Intelektualna „władza” nie jest zatem ograniczana przez socjalizm, ale wspierana; nie jest to znak regresu, ale postępu; zazdrościć jej lub walczyć z nią albo rzucać ją na jedną kupę z władzą kościoła lub rządu, jest jedynie sprawą ignorancji i tych, którzy sami chętnie zostaliby autorytetami, nierozpoznanych geniuszy.
 
Klasa robotnicza może się obawiać władzy intelektualnej równie mało, jak [władzy] ustanowionego przez siebie rządu.
 
Zniesienie rządu i państwa nie jest pierwszym aktem reżimu proletariackiego, ale jego ostatnią konsekwencją. Wchłonięcie różnych klas przez jedną klasę robotniczą nie jest skutkiem dekretu, ale długiej, żmudnej pracy; pracy, która wielokrotnie napotyka na silny sprzeciw, a zatem musi być wspierana całą mocą właściwą państwu.
 
Powiedzieliśmy w naszym pierwszym artykuleiii: Rozwiązanie kwestii socjalnej przez państwo oznacza samobójstwo państwa. Dalej stwierdziliśmy, że socjalizm państwowy jest socjalizmem realizowanym przez klas rządzące i dla klas rządzących. Teraz stwierdziliśmy, że bez siły państwa kwestia socjalna nie może zostać rozwiązana: z tych przesłanek wynika:
 
1. Zadaniem proletariatu jest nie zniszczyć, lecz zdobyć państwo. Następny cel proletariatu polega na zostaniu klasą rządzącą. Wszystko inne musi być podporządkowane temu celowi. Musimy przede wszystkim dążyć do władzy politycznej, a do ulepszeń ekonomicznych tylko o tyle, o ile nie stoją one na drodze do tego celu. W większości przypadków materialna poprawa życia robotnika wymaga również jego niezależności.
 
2. Rezultatem rządy proletariatu jest wprowadzenie socjalizmu, socjalizmu - rozwiązanie państwa.
 
To, jaką formę przyjmie ta wspólnota po tym rozwiązaniu, zostanie zbadane w ostatnim artykule.
 
*****
 
Wolne społeczeństwo
Die freie Gesellschaft , Der Sozialdemokrat, nr 1, 1882 r.
Źródło: https://www.marxists.org/archive/kautsky/1881/state/3-freesoc.htm
 
Gdy tylko różnice klasowe zostaną wyeliminowane, społeczeństwo ponownie staje na tej samej podstawie, na jakiej stało się, zanim rozwinęły się antagonizmy klasowe - pierwotnego plemienia. Ponieważ podobne daje podobne, z tej samej przyczyny wynikają również te same skutki, możemy powiedzieć, że o ile stosunki socjalistycznego społeczeństwa bezklasowego odpowiadają stosunkom pierwotnego społeczeństwa bezklasowego, będą one generować również te same aspekty.
 
Dlatego chcemy bliżej przyjrzeć oryginalnej społeczności i dla porównania wybieramy tę, na którą największy wpływ ma postęp techniczny, a zatem musi ona wykazywać największe podobieństwo do wolnego społeczeństwa socjalistycznego: indyjskiej wspólnoty wiejskiej.
 
Spośród pierwszych społeczności wspólnota indyjska jest tą, która najdłużej była poddana wpływom cywilizacji, nie ulegając im. Podczas gdy niemiecka wspólnota wiejska szybko rozpadła się wobec wpływów rzymskich, podczas gdy rosyjska wspólnota wiejska już dziś, po tak krótkim i niewystarczającym kontakcie z cywilizacją zachodnioeuropejską, rozpada się, indiańska wspólnota wiejska od wieków opiera się cywilizacji, która może mierzyć się rzymską, często aż do dzisiaj utrzymała się wobec niepohamowanych wpływów angielskich. Tylko dzięki niej Hindusi nie stali się fellahami, to właśnie ona podtrzymała u Hindusów, pomimo najbardziej nieokiełznanego despotyzmu, pewien stopień wolności i dobrobytu. Zmiany ministrów, królów, dynastii nie wpłynęły na nich; plądrowanie i rzezie zdobywców mogą ich na chwilę osłabić, ale nie rozproszyć. Ani Persowie, ani Aleksander Macedoński, ani fanatyczne armie proroka, ani palące hordy Mongołów nie były w stanie wstrząsnąć tym bastionem indyjskiej wolności i indyjskiego dobrobytu. Dopiero nordyccy „nosiciele kultury”, Anglicy, zdołali zasiać ziarna zniszczenia w pierwotnym komunizmie, a tym samym przynieść ludowi indyjskiemu nędzę, cierpienie i głupotę.
 
Pierwotna wspólna własność ziemi i gleby z pewnością nie istniała już wszędzie, kiedy Anglicy postawili stopę na indyjskiej ziemi. Od tamtej pory wycofała się ona do coraz bardziej niedostępnych miejsc. Jednak jeszcze Nearchos, admirał Aleksandra Macedońskiego, zwanego Wielkim, donosi, że ziemia w Indiach nie tylko jest wspólną własnością, ale także jest wspólnie uprawiana, a plony rozdzielane. W niektórych gminach miało to miejsce jeszcze niedawno. Na ogół jednak nie tylko zbiorowa uprawa ziemi zniknęła, ale także okresowy jej podział, jak to miało miejsce w czasach Tacyta u Germanów, a obecnie nadal ma w Rosji i na Jawie. Pola stały się już stałą własnością rodzin, które jednak muszą je uprawiać zgodnie z ustalonymi zasadami. Pastwiska, lasy i nieużytki są dziś nadal wspólną własnością, do której mają wspólne prawo użytkowania wszyscy członkowie gminy.
 
Kierownikiem wioski jest albo szeryf, Patel (potail), albo pięcioosobowa rada zarządzająca, zwana pancz, która reprezentuje gminę na zewnątrz i musi zajmować się wiejską policją. Jest on, podobnie jak wszyscy inni funkcjonariusze, wybierani przez wspólnotę, która od czasu do czasu gromadzi się pod wielkim drzewem, aby przeprowadzać wybory, rozstrzygać spory i chronić swoje interesy poprzez decyzje różnych rodzajów. Nie ma tam sporów dotyczących kompetencji.
 
Jak dotąd indyjska gmina wiejska nie różni się niczym od innych pierwotnych społeczności. Ale wspięła się ona na wyższy poziom kultury niż inne i dlatego była zmuszona do wprowadzenia podziału pracy w pierwotnym komunizmie. Udało się to osiągnąć również w najszczęśliwszy sposób.
 
Po pierwsze, oczywiście troszczy się ona o naturalne potrzeby ciała, przede wszystkim o to, aby uprawiono rolnictwo, najważniejsze zajęcie Hindusów. Poza przywódcą obliczeniowym, który musi zestawiać buchalterię gminy, znajdujemy dwóch „ludzi nauki”, którzy, na ile pozwala na to nauka indyjska, muszą zarządzać rolnictwem. Jednego nazwiemy inżynierem. Musi dokonywać przeglądu terenu, aby upewnić się, że infrastruktura wodna jest w porządku i jest właściwie wykorzystywana, co jest sprawą, która w obliczu wielkich susz w Indiach i ogromnej ilości wody wymaganej przy uprawie ryżu, ma ogromne znaczenie.iv Oprócz inżyniera jest też człowiek, którego nazwiemy meteorologiem. Ale w obliczu naiwnych poglądów Hindusów nie dziwi fakt, że jest on astrologiem, braminem kalendarzowym, który musi wskazać szczęśliwe i nieszczęśliwe dni na siew, żniwa, omłot i inne ważne przedsięwzięcia.
 
Poza oboma tymi ludźmi „nauki” komuna ma swoich robotników: kowala, cieślę, kołodzieja, garncarza.
 
Gmina zapewnia jednak również, że oprócz produktów ryżowych są jeszcze inne rzeczy do jedzenia. Każda ma swojego pasterza, a w przeszłości wielu ponadto miało rybaka, myśliwego i ptasznika. Od ósmego wieku p.n.e. prawdą jest, że braministyczne przepisy dietetyczne zabraniają spożywania mięsa, jednak dozwolone są wyjątki; mięso ptaków drapieżnych, niektóre ryby, nosorożec i krokodyl mogą być spożywane.
 
Człowiek pragnie jednak nie tylko jedzenia i napojów, ale także pewności. Dominacja prywatnej własności poza gminą generuje złodziei i rabusiów. Celnik musi chronić wioskę przed nimi i zapewnić bezpieczne przejście podróżnych do następnej gminy. Do ochrony przed szkodliwymi zwierzętami służy łowca węży. Kogo mimo to spotka nieszczęście, zostaje uzdrowiony przez lekarza gminy wiejskiej. Tymczasem dla zdrowia wymagany jest nie tylko lekarz, ale także czystość. Praczka i golibroda są tam, aby spełnić to pragnienie.
 
Kiedy człowiek jest nasycony i bezpieczny, budzą się w nim dalsze pragnienia. Chce studiować otaczający go świata, rozpoznawać jego prawa, chce wiedzieć. Również tą potrzebę wiedzy komuna spełnia, oczywiście w sposób właściwy dla jej poziomu kulturalnego. Oryginalną próbą wyjaśnienia otaczającego nas świata jest religia. Hindus jest więc zadowolony z bramina. Oprócz niego ma on jednak również nauczyciela dla młodzieży.v
 
Ale z tym wszystkim gmina wiejska nadal nie jest zadowolona. Zapewnia swoim członkom artystyczne przyjemności, o ile są one możliwe na jej poziomie kulturalnym: operę, balet i teatr. W gminie jest muzyk, tancerka i poeta, który częściowo sam tworzy wiersze na uroczystości, ale głównie wieczorem, po pracy, musi recytować stare eposy i legendy przed zebraną gminą.
 
Na wzór tej gminy powstanie także wolne społeczeństwo. Rząd nie istnieje w gminie indyjskiej. Również zarządca wsi jest zwykłym urzędnikiem gminy, którego inni funkcjonariusze wyznaczają, a nie poddają się mu. Każdemu wspólnota przypisuje jego sferę działalności, z której wywiązania się odpowiada. Nie ma śladu anarchii. Tak jak każda rodzina jest zobowiązana do pielęgnowania przypisanej jej ziemi i gleby zgodnie z przepisami gminy, tak też każdy funkcjonariusz ma obowiązek sumiennie wykonywać swoją pracą, tak jak sumiennie czyni to dzisiejszy urzędnik. Odpada jedynie anarchistyczna arbitralność rządu wykorzystująca urzędników w interesie klas rządzących do poskramiania proletariatu,, a także anarchistyczna arbitralność każdego właściciela wykorzystującego i wyzyskującego „swoich” ludzi do woli. Każdy musi pracować na swoim stanowisku w interesie całości i ogółu.
 
Jak dotąd stosunki indyjskiej gminy wiejskiej i socjalistycznego wolnego społeczeństwa są takie same. Jak dotąd również przypominają się nawzajem pod względem cech, które generują.
 
Ale rozwój historyczny wytworzył stosunki, które są nieznane indyjskiej gminie wiejskiej, a które nie mogą być ignorowane przez wolne społeczeństwo przyszłości. Byłoby zatem szaleństwem chcieć zorganizować to drugie całkowicie wg wzoru tego pierwszego.
 
Społeczność musi zorganizować produkcję. Jakże odmiennie niż w gminie wiejskiej, musi być zaplanowana dzisiejsza organizacja w obliczu kolosalnego rozwoju nowoczesnej technologii. Podział pracy nie rozciąga się już na kilka osób, nawet na kilka gmin, ale na cały naród, nawet na całą sferę narodów, które należą do współczesnej kultury. Jeśli produkcja towarowa zostanie usunięta, a na jej miejsce ustanowiona zostanie produkcja wartości użytkowych, wówczas, podobnie jak w rodzinie lub w gminie indyjskiej, również wszystkie gałęzie pracy muszą ponownie zostać zjednoczone, poddane wyższej władzy. Nie jest to możliwe w gminie lub grupie, ale tylko w szerszych ramach. Te szersze ramy są nam dane przez rozwój historyczny, który usunął prowincjonalne zamknięcie w ramach narodu, wskazując na nadchodzące zjednoczenie narodów w ramach jeszcze wyższej jedności. Tylko na podstawie narodowej, z eliminacją zamknięcia narodowego, wolne społeczeństwo może zorganizować produkcję.
 
Z sztuką i nauką jest podobnie jak w przypadku produkcji. Wolnemu społeczeństwu nie wystarczy jeden nauczyciel i jeden bramin, gmina jednak, w szczególności gdy zniknie podział na miasto i wieś, nie ma środków, aby zaoferować swoim członkom wszystkie zdobycze współczesnej nauki, uczelnie, laboratoria, obserwatoria, medyczne i rolnicze stacje eksperymentalne, muzea, biblioteki itp. Tego może dokonać tylko naród. I tylko naród może utrzymać sztukę na zdobytym przez nią poziomie i doprowadzić ją dalej ku doskonałości.
 
Absurdem było pragnienie, aby gmina indyjska założyła przedsiębiorstwo na wzór Borsiga i sama dostarczyła niezbędne maszyny i surowce. Absurdem było pragnienie, aby zbudowała koleje do sąsiednich gmin i utrzymała je w ruchu; absurdem było pragnienie, aby zbudowała uniwersytet ze wszystkimi niezbędnymi pomocami, teatr, a także zaopatrzyła galerię sztuki zgodnie ze wszystkimi wymogami sztuki współczesnej. Równie absurdalne, jak te żądania, jest ustanowienie gminy jako podstawy wolnego społeczeństwa. Nie gmina, ale naród będzie stanowił tę podstawę. Ani jednostka, ani gminy nie będą musiały oddać na rzecz narodu, aż tak wiele wolności, ile wydaje się niezbędne dla ich dobrobytu, nie będą stanowić „wolnej” federacji z nowoczesną contrat socialvi, ale naród da gminom i jednostkom tyle wolności, ile uzna za konieczne dla ich dobrobytu. Nie dobrobyt jednostki, a nie dobrobyt komuny, ale dobrobyt narodu będzie najwyższym celem wolnego społeczeństwa, któremu wszystko inne musi być podporządkowane. Salus reipublicae suprema lex esto.
 
Wolne społeczeństwo będzie federacją narodów, a nie grup czy gmin; której produkcja nie będzie pozostawiona ani wolnemu wyborowi, ani spontanicznej formacji grup, ani nawet samej sile przyciągania społecznego; zamiast tego produkcja będzie kierowana przez dobrze zorganizowane zarządzanie.
 
Pozbycie się państwa, rozwój wolnego społeczeństwa jest więc czymś jak najdalszym od ustępstwa wobec anarchistów.
 
Przypisy:
 

iPrzez rewolucję rozumie się tutaj każdą okoliczność, którą stawia nas „u władzy”. [Przypis Kautsky'ego.]

ii„Program Międzynarodowego Braterstwa” [Przypis z tłumaczenia angielskiego.]

iiiDer Staatssozialismus”, nr 50, 8 XII 1881 r. [Przypis Kautsky'ego.]

ivKażda gmina wiejska w Indiach ma kanały nawadniające i wielkie zbiorniki wodne na czas suszy. Anglicy rozwiązali gminy wiejskie, a tym samym rozdzielili podatki nie na wioski, ale na jednostki, i przypisali ziemię i grunty gmin jako własność poprzednim poborcom podatkowym, zamindarom, aby uczynić z tych ostatnich filar rządu wzorem angielskiej szlachty. Chłopi nagle przemieniają się z współczłonków i współwłaścicieli gmin w pozbawionych własności dzierżawców przez tych samych ludzi, którzy w Londynie pozwolili na powieszeniu jedenastoletniej dziewczynki, ponieważ ukradła chusteczkę. Poszczególni chłopi nie mają już środków na utrzymanie kanałów i zbiorników irygacyjnych. Angielski rząd nic nie robi, więc niszczeją one, a gdy nadchodzi czas suszy, wybucha straszliwy głód, który pojawia się niemal co roku, jednak nie był znany pod panowaniem komunizmu.
 
(Edouard de) Warren w L’Inde Anglaise, II, 310: „Anglicy nie kopali studni, nie zalewali stawów, nie kopali kanałów, nie budowali mostów dla dobra swoich indyjskich poddanych. Nie zbudowali ulic, z wyjątkiem dla wojska. Nie tylko nie podejmują się niczego nowego, ale także pozwalają staremu niszczeć. Wraz ze stawami i kanałami kultura i ludność również znikają, ziemia staje się pustynią. W dzielnicy Prezydencji Madrasu, w Północnym Arkocie, liczba basenów zrujnowanych w ciągu jednego roku wynosiła nie mniej niż 1100, po tym, jak dystrykt znajdował się pod władzą angielską przez nie więcej niż ćwierć wieku.". Jak korzystnie działa własność prywatna! [[Przypis Kautsky'ego.]

vDopóki gmina wiejska istniała w nienaruszonym stanie, każda wioska miała szkołę. Teraz stało się inaczej. Anglicy robią bardzo niewiele dla edukacji dzieci białych i Eurazjatów (mieszanych). Bo edukację tubylców ma się za nic. W angielskich Indiach, które liczą 200 milionów mieszkańców, w 1858 roku 166 742 dzieci uczęszczało do szkoły! Jakże barbarzyński i wrogi kulturze jest komunizm! [Przypis Kautsky'ego.]

viUmowa społeczna. [Przypis Kautsky'ego.]

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna