Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Porównywać można tylko rzeczy porównywalne - marksizm a feminizm

Feminizm

PORÓWNYWAĆ MOŻNA TYLKO RZECZY PORÓWNYWALNE
MARKSIZM A FEMINIZM

W ujęciu wartościowym, czyli w czasie pracy, popyt i podaż sumują się. Obie strony wymiany są reprezentowane na rynku w znaczeniu najbardziej ogólnym, nie specyficznie kapitalistycznym) przez swoje obiektywizacje, czyli produkty. Kto się kryje za tymi obiektywizacjami, to już relacji wymiany nie obchodzi.
 
Sprawą każdego pojedynczego przejawu obiektywizacji jest zaspokojenie potrzeb tej grupki ludzi, którzy się za nim kryją. Sposób podziału jest dyktowany przez głowę jakkolwiek pojętej „rodziny”. Ten sposób podziału dyktuje również prawo ludności, dostosowane do ilości dóbr otrzymanych w wyniku wymiany.
 
Prawa, z którymi mamy tu do czynienia są tożsame z prawami natury, chociaż element wolnego wyboru odgrywa w nim pewną rolę, nie zakłócając jednak zasadniczo owych naturalnych zasad regulacji. Nikt nikogo o nic nie wini, chociaż prawidłowości te zazwyczaj są niezwykle surowe, a nawet okrutne dla ludzi. Jednak ponieważ wolny wybór czy arbitralna decyzja ma tu niewielkie znaczenie, społeczeństwo pozostaje w świadomościowym letargu.

See video

 
Pieniądz pełni funkcję pośrednika wymiany, nie zaś środka akumulacji. Z pojawieniem się kapitalizmu, wszystko ulega zmianie, chociaż zewnętrznie wydaje się, że wszystkie instytucje pozostały takie same. Produkt, który stał się towarem, czyli zaczął być produkowany dla wymiany i akumulacji bogactwa w jego najogólniejszej formie, tj. pieniądzu, uwolnił się od swego wytwórcy, zobiektywizował się tak bardzo, że przestał go reprezentować.
 
Suma towarów zaczęła reprezentować sumę wytwarzających je robotników oraz zatrudniającego ich kapitalistę. Nadal, w ujęciu wartościowym, suma towarów na rynku równoważyła się wzajemnie, ale reprezentowała ona tylko zaangażowanych w ich wytworzenie.
 
Porównywać można tylko rzeczy porównywalne.
 
Wymiana początkowo dotyczy wyłącznie dóbr pierwszej potrzeby. Później rozszerza się na środki produkcji. W stosunku do uprawy ziemi, produkcja przemysłowa jest krokiem od bezpośredniej wymiany z naturą, ale wciąż jeszcze ma z nią wiele wspólnego. Wymiana dóbr pierwszej potrzeby na dobra wyższego rzędu ma zawsze charakter nierynkowy.
 
Podobnie jak „umowa” między stanem rycerskim a chłopami opiewająca na ochronę tych ostatnich jest zasadniczo tylko przykrywką dla fizycznego przymusu i podporządkowania chłopów uzurpatorom, tak i wymiana między bezpośrednimi producentami a producentami wartości niematerialnych zasadza się na narzuconym pewniku, że wartości niematerialne są więcej warte niż produkty pierwszej potrzeby.
 
Bierze się to stąd, że twórcy kultury rozrastali się jako warstwa społeczna powoli, a do życia powoływały ją klasy panujące nad bezpośrednimi producentami. Dobra wyższego rzędu były rzadkie, więc cenne. Na rynku znalazły się stosunkowo późno.
 
Wymiana między dobrami pierwszej potrzeby a dobrami wyższego rzędu od początku była poronionym pomysłem. Porównywać można tylko rzeczy porównywalne. Tak naprawdę wymieniamy siły robocze, jeśli towar reprezentuje swego wytwórcę. W ujęciu wartościowym więc, dzieło artystyczne, którego wytworzenie zajęłoby rok, warte byłoby produkt całego roku wytworzony w innej gałęzi.
 
Rzecz w tym, że nie jest obojętne, co nabywamy. Ale dzieła artystycznego nie można kupić w kawałkach, dlatego też z punktu widzenia potrzeb potencjalnych nabywców jest pnp bezużyteczne. Na kupno może sobie pozwolić właściciel bogactwa (wartości dodatkowej zgromadzonej w jednym ręku, osoby nie liczącej się z tym, że należy się jej wyłącznie wartość jej siły roboczej).
 
Problem został rozwiązany poprzez masową kulturę, konsumowaną wspólnie (telewizja, koncerty, muzea, teatry, płyty, książki itp.), gdzie wartość produktu jest opłacana kolektywnie przez masowego odbiorcę. Na co nie może sobie pozwolić pojedynczy konsument, to może zakupić ich kolektyw.
 
Ponieważ jednak wymiana w tym wypadku nie podlega kontroli utrzymującej rzeczywisty, fizyczny fundament owej wymiany, wymiana zostaje oderwana od proporcji określonej przez zaangażowaną siłę roboczą, która utrzymywała na bezpiecznym poziomie czynnik demograficzny, ograniczony w ten dyskretny sposób do tej liczby, która pasuje do poziomu wytwórczości dóbr pierwszej potrzeby.
 
Podobnie jak na rynku finansowym, wytworzone dobra „kulturowe” mogą osiągać korzystne ceny i budować środki pochodne od twardej waluty opartej na fizycznych dobrach. Jednak zawsze kiedyś rozdęta zbyt mocno bańka musi pęknąć, a przed ludźmi odsłania się ponura rzeczywistość sytuacji ekstremalnej, kiedy okazuje się, że zapotrzebowanie na dobra wyższego rzędu zostaje wypchnięte przez prymitywną potrzebę zaspokojenia potrzeb elementarnych. Do głosu dochodzą prawdziwe reguły ekonomiki.
 
Tymi właśnie problemami zajmuje się ekonomia marksowska i stąd waga rozważań w kategoriach wartości. Są to bowiem rozważania prowadzone na poziomie rzeczywistej gospodarki w jej ujęciu społecznym, a nie w ujęciu abstrakcyjnych towarów, gdzie postać fizyczna owych towarów i ich rola społeczna nie odgrywają żadnej roli. To jest inny rodzaj abstrakcji niż ten, jaki stosuje Marks.
 
Ten paradygmat myślenia, w którym przyszłe społeczeństwo bezklasowe wynikało z przemyślenia realnych i istotnych, a nie przypadkowych, zależności między towarami na rynku, a gdzie kluczową rolę odgrywa pojęcie siły roboczej, był fundamentem ruchu robotniczego.
 
Jeżeli mówi się dziś o tym, że świat się zmienił, że produkcja dóbr kultury jest taką samą produkcją, chociaż przyrównanie do produkcji jest dla tej twórczości jednocześnie kamieniem obrazy, to jest to przede wszystkim całkowitym odrzuceniem ekonomii marksowskiej i nie może być zaliczane do żadnego nurtu neomarksizmu czy nawet postmarksizmu. Jest to po prostu antymarksizm.
 
Feminizm współczesny nie jest zaledwie próbą zwrócenia uwagi na kwestię kobiecą w ruchu społecznym. Pierwiastek kobiecy w feminizmie oznacza określony stosunek do rzeczywistości, a nie perspektywę kobiety jako części składowej globalnej siły roboczej. W tym rozumieniu, w jakim ma to miejsce w marksizmie – przedstawione powyżej.
 
Feminizm podbudowuje niezrównoważoną sytuację rynkową, a przez to hamuje i sabotuje program lewicowy i marksowski, w którym dąży się do zminimalizowania i wyeliminowania komercjalizacji dóbr wyższego rzędu. Nie są one dobrami, które mogą funkcjonować na rynku, ponieważ na rynku mogą funkcjonować tylko te dobra, za którymi stoją elementarne potrzeby człowieka, albowiem tylko warunki utrzymania siły roboczej (czyli utrzymania bezpośredniego wytwórcy) dyktują prawidłowe relacje popytu i podaży, na których mogą się rozwijać zrównoważone relacje gospodarcze – gospodarka zrównoważona pod każdym względem.
 
„Kobieca” (a właściwie feministyczna) odpowiedź na problemy współczesnego świata sprowadza się do doradztwa, co robić, aby przezwyciężyć bariery w samym sobie, bariery, które blokują sukces w społeczeństwie, w którym… sukcesu dla wszystkich być nie może. A to ze względu na niezrównoważoną gospodarkę – jak to opisaliśmy powyżej. I na reguły, które uniemożliwiają uzyskanie rozwiązania. W sposób mniej lub bardziej świadomy, feminizm staje się spójną ideologią, która uzasadnia odrzucenie marksizmu stwarzając pozór zbudowania na jego ruinach rozwiązania i programu, który byłby jego rozwinięciem i wersją ulepszoną, dostosowaną do współczesnych potrzeb.
 
Programy samorozwojowe, na których opiera się propagandowy sukces feministycznych koncepcji, które są szersze niż kwestia kobieca, powielają model sprzedaży nieadekwatnego produktu na rynku, jaki znamy z przykładu (przytoczonego wyżej) showbiznesu – sukces projektów feministycznych jest zbudowany na masowości odbiorcy owych programów i projektów. Strukturalny dla kapitalizmu brak sukcesu w poszczególnych przypadkach pozostaje faktem izolowanym, nie budzącym zainteresowania wspólnoty. Odmiennie niż w przypadku ruchu robotniczego, gdzie sukces projektu komunistycznego z góry zakłada strukturalną całość, strukturalną zmianę, a brak sukcesu może być oceniany dopiero po realizacji całościowego projektu.
 
 
Projekt feministyczny, analizowany pod takim kątem, jawi się jako czysta apologetyka istniejącego systemu, a jednocześnie jako utopijna próba jednostkowego przezwyciężania systemowych problemów kapitalizmu. Perspektywa „kobiecości” w tym projekcie służy nawet nie jako kobiecy egoizm (projekt obejmuje równie dobrze kobiety, jak i mężczyzn, o ile tylko przyjmą ten model wartości), ale jako programowy pragmatyzm i zgoda na warunki istniejącego systemu. Marksizm kwestionuje racjonalność kapitalistyczną i nie przyjmuje narzuconych reguł gry.
 
Feminizm jest projektem klasowym, a nie genderowym. Tak jak dotychczas, powielany jest klasowy stosunek do producentów warunków materialnych bytu społecznego. Za wszelką cenę feminizm usiłuje zachować dotychczasowe, nierealne stosunki wymiany kapitalistycznej zamiast je przezwyciężać.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
1 kwietnia 2019 r.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

dzierżyński