Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: DLACZEGO PROJEKTY NIEMARKSISTOWSKIE NIE SĄ PROJEKTAMI ANTYKAPITALISTYCZNYMI?

SPD - niemiecka socjaldemokracja

 
DLACZEGO PROJEKTY NIEMARKSISTOWSKIE NIE SĄ PROJEKTAMI ANTYKAPITALISTYCZNYMI?

Kryzys lewicy jest efektem lewicowego grzechu pierworodnego, czyli dania plamy przez zachodnią socjaldemokrację w wyczekiwanej przez ruch robotniczy sytuacji rewolucyjnej na kontynencie, stworzonej przez I wojnę światową. Kryzys ten trwa do dziś, bez nadziei na znalezienie alternatywnej, ignorującej ów „grzech”, propozycji jego przezwyciężenia. Kryzys ten przeradza się w krach obnażony przez będący jego konsekwencją upadek iluzji związanych z możliwościami zbudowania solidarystycznego ładu w wysokorozwiniętej Europie kapitalistycznej i demokratycznej – iluzji związanych z Unią Europejską.

Potwierdzeniem krachu są nasilające się próby zagospodarowywania terenu politycznego zajmowanego dotychczas przez lewicę przez tzw. nowe ruchy społeczne, których główną cechą jest to, iż dążą do skutecznego zastąpienia tradycyjnego ruchu robotniczego. Ruch robotniczy w swoim czasie sam zdołał w jakimś stopniu narzucić jako wiodący interes reprezentowanej przez siebie klasy społecznej różnorodnym, istniejącym równolegle nurtom emancypacyjnym, które nie tworzyły projektu konsekwentnie antykapitalistycznego, przynajmniej w takim stopniu, w jakim zostało to ujęte w teorii Marksa, opierającej się na wyróżnieniu klasy robotniczej ze względu na jej wyjątkowe położenie w strukturze kapitalistycznego systemu produkcji i jej bezpośredniej konfrontacji z klasą kapitalistów.

See video

 

Historycznie rzecz biorąc, dotąd tylko ruch robotniczy jako jedyny postawił jako cel polityczny obalenie systemu kapitalistycznego, stwarzając jednocześnie realną szansę realizacji tego celu. To spostrzeżenie jest o tyle ważne, że wydobywa różnicę między koncepcją Marksa i Lenina a koncepcjami dominującymi w ruchu na początku XX wieku, kładącymi nacisk na naukowość projektu socjalistycznego. Oryginalność teorii Marksa wynikała z metody dialektycznej, zakładającej racjonalizację procesu historycznego z punktu widzenia interesu podmiotu emancypacji – klasy robotniczej, nie zaś z mniej lub bardziej naukowej interpretacji historii powszechnej, polegającej na uszeregowaniu formacji społeczno-ekonomicznych, które w sposób deterministyczny orzekało o możliwości - bądź nie - formacji socjalistycznej.

 
Dialektyczna metoda rozchodzi się z metodą pozytywistyczną, która była faktyczną metodą interpretacji rzeczywistości przez partie socjaldemokratyczne. To niezrozumienie dialektyki było przyczyną zakładania, że tylko reprezentacja interesów najszerszych warstw społecznych, która zawsze sprowadza się do poszukiwania wspólnego mianownika owych interesów, jest gwarantem obiektywnej postępowości wyznawanego programu, a przynajmniej jego akceptowalności przez społeczną większość, co w sytuacji braku precyzji w definiowaniu postępu stanowi już… postęp.
 
Postęp zostaje utożsamiany z kompromisem, ponieważ wydaje się logiczne, iż to, co satysfakcjonuje większą liczbę osób jest „postępem” w porównaniu z sytuacją satysfakcji mniejszej liczy osób. Zwłaszcza, jeśli jednym z aksjomatów doktryny jest pauperyzacja społeczeństwa, skutkująca pozornie efektywnym ujednoliceniem interesów ekonomicznych. Dialektyczna rola podmiotowa klasy robotniczej zostaje w konsekwencji rozłożona na czynniki pierwsze, które jako takie pojedyncze elementy zostają zidentyfikowane w różnorodnych podmiotach społecznych. Suma tych podmiotów zostaje więc uznana za tożsamą z klasą robotniczą-podmiotem, której wyróżniającą cechą (wedle Marksa) miała wszakże być synteza elementów cechujących ów podmiot, a w szczególności jego partykularyzm i świadomość jako klasy-dla-siebie oraz uniwersalizm i brak świadomości jako klasy-w-sobie, w którym zresztą takie rozróżnienie staje się paradoksalne i w jakimś sensie niemożliwe.
 
Powierzchowne upodabnianie się relacji społecznych w kapitalizmie, analogiczne do mimikry stosunków społecznych w innych epokach i cywilizacjach, maskuje tylko istotnościową różnorodność konkretnych zjawisk. Wzajemne relacje między samymi przedstawicielami kapitału różnicują już dalsze wzajemne relacje kolejnych grup społecznych i ich rzeczywiste miejsce w społeczeństwie. Porządkowanie oglądu społeczeństwa, nie oparte na dialektyce, może przynosić efekty wartościowe z różnych punktów widzenia, niemniej nie jest tożsame z oglądem, jakiego dokonywał K. Marks. Przywódcy socjaldemokracji niemieckiej nie wiązali nadziei na szacowność swoich programów partyjnych z dialektyką, ale z naukowością. Efektem było zakwestionowanie podstaw teorii wartości przy pozostawieniu ideologicznego elementu tej teorii, a mianowicie przekonania o tym, że abstrakcyjnie rzecz ujmując, to praca i tylko praca wytwarza wartość (czytaj: tylko praca daje tytuł do otrzymywania wynagrodzenia), a konkretnie: każda praca wytwarza dobra wymienialne na rynku, równoważąc popyt z podażą.
 
Koncepcja pozostawała więc radykalna, ponieważ podtrzymywała najsilniejszy czynnik bojowości proletariatu, czyli tezę, że wartość dodatkowa (w praktyce: zysk) pochodzi z odebrania pracującemu części wartości wytworzonego przezeń towaru. Ponieważ jednak pracą w tym sensie była każda praca, z upływem lat i z konformizacją polityki partii robotniczych, ciężar problemu przeniósł się na kwestię podziału wytworzonej wartości (dochodu i dochodów). Straciło na znaczeniu to, w jakiej dziedzinie była prowadzona produkcja i jak była ustrukturowana gospodarka z punktu widzenia prostej gospodarki towarowej, a więc jakie elementy były pochodne od jakich relacji społecznych w tym prostym społeczeństwie. Czyli straciła na znaczeniu teoria wartości oparta na pracy, stając się zaledwie hasłem bezużytecznego już leksykonu marksizmu, od którego konsekwentnie odchodzono, „legalizując” wreszcie ten proces w Bad Godesberg, w 1959 roku.
 
Naukowa wiara w konieczny proces ewolucji systemów społeczno-ekonomicznych, w trakcie którego społeczeństwa powoli, może czasem zbyt powoli, doskonalą swoje instytucje stoi w wyraźnej sprzeczności z ideą rewolucyjnej zmiany. Upieranie się przy rewolucji zostało wytłumaczone w przypadku Marksa niecierpliwością reformatora społecznego, zaś w przypadku Lenina – żądzą władzy. Pojęcie „dyktatury proletariatu”, które mogłoby jeszcze budzić zaniepokojenie, czy nie przeoczono czegoś ważnego w teorii marksowskiej, zostało odsunięte poza nawias ze względu na konotacje związane ze słowem „dyktatura”. Nadano więc złożonemu, syntetycznemu pojęciu znaczenie związane tylko z jego jednym członem i ze spokojnym sumieniem odłożono je do lamusa. Sprzyjała temu interpretacja „proletariatu” jako synonimu wszystkich spauperyzowanych pracowników najemnych niezależnie od sektora gospodarki. Sprowadzono więc pojęcie „dyktatura proletariatu” do paradoksu „dyktatury większości”, a więc uzgodniono je z demokracją, co już całkowicie uspokoiło sumienia ewentualnych marksistów.

Zwycięstwo demokracji sprawia bowiem, że ewolucja systemu jest zagwarantowana, choć może nie zawsze przebiega w satysfakcjonującym tempie. Istnieją też siły, które usiłują zniszczyć demokrację i zahamować proces ewolucyjny. Zasadniczo są to główni wrogowie postępu. Walka z klasą kapitalistów jest prowadzona za pomocą instytucji państwa demokratycznego i jest o tyle ułatwiona, że polega na realizacji przez państwo społecznego roszczenia do odbierania kapitałowi większej ilości zysku, aby go podzielić między pracowników najemnych zatrudnionych w instytucjach publicznych. Zwiększenie efektywnego popytu tej części społeczeństwa zwiększa popyt w ogóle, powodując ożywienie gospodarki i wzrost wynagrodzeń w sektorze prywatnym. Państwo może też dotować firmy prywatne, aby spowodować wzrost gospodarczy – z tym samym celem. Instytucje finansowe zaś obracają kapitałem stworzonym na bazie produktu gospodarki realnej, przyczyniając się również do redystrybucji dochodu i dochodów. Mechanizm demokracji służy więc bezpośredniej redystrybucji owego dochodu i dochodów w interesie „proletariatu”, czyli pracowników najemnych nie wynagradzanych z płac wydzielanych przez kapitalistów. Pracownicy najemni gospodarki realnej korzystają z tego w sposób pośredni, jeśli ten mechanizm skutecznie służy poprawie kondycji ekonomicznej kraju.

W praktyce, zysk odbierany kapitalistom i przeznaczany na cele redystrybucyjne pochodzi z części wartości odebranej bezpośredniemu producentowi, tj. z wartości dodatkowej (zysku). A więc, w praktyce, wartość redystrybuowana jest częścią odebraną bezpośredniemu wytwórcy produktów przeznaczonych na rynek. Redystrybucja tak dokonywana omija relacje rynkowe i polega na arbitralności biurokracji dokonującej podziału, oczywiście, pod naciskiem mechanizmów demokratycznych. Owe mechanizmy jednak nie kwestionują odbierania części wartości bezpośredniemu producentowi i przekształcania jej w wartość dodatkową (zysk). Mechanizmy demokratyczne nie obejmują więc stosunków produkcji. W 140 lat po Marksie postępowa ewolucja systemu kapitalistycznego, mimo swoich licznych udoskonaleń, w tym względzie pozostała niewzruszona.
 

Zmieniło się tylko to, że ewoluująca lewica, porzucając ruch robotniczy, przestała uznawać to za problem. W totalnej niezgodzie z Marksem, lewica zadowoliła się relacjami – w pewnym sensie – w nadbudowie, uznając, logicznie i konsekwentnie, sferę gospodarki za domenę kapitału, w którą nie należy ingerować, zapewne ze względu na złe doświadczenia historyczne krótkiego XX wieku.

Problemy z gospodarką kapitalistyczną pozostały i gnębią lewicę. Są to jednak problemy dostrzegalne z perspektywy powierzchownej, do której świadomie sprowadziła się lewica. Są to więc problemy związane z konsekwencjami gospodarki kapitalistycznej: kwestie ekologiczne (socjalizm ekologiczny) czy kwestie obyczajowo-kulturowe, a nie z kwestiami strukturalnymi kapitalizmu jako takiego.

W sferze „nadbudowy”, lewica może co najwyżej proponować różne rozwiązania dotyczące sposobów redystrybucji, warunkiem możliwości której jest sprawna gospodarka realna. Ten „warunek” to wartość dodatkowa, odbierana klasie bezpośrednich producentów, wskazany przez Marksa warunek istnienia cywilizacji. Nie ruszając struktury stosunków produkcji materialnej proponowane „sprawiedliwe” algorytmy podziału wyrwanej kapitaliście wartości dodatkowej, wyrwanej przezeń bezpośredniemu producentowi, sprowadzają się do Syzyfowej pracy - coachingu dla jednostek, które pnąc się w górę muszą jednocześnie spychać inne jednostki w dół – albowiem struktura pozostać ma zasadniczo taka sama. Warunkiem poprawy jest wzmożenie eksploatacji zasobów przyrodniczych, co przeczy założeniom „socjalizmu ekologicznego”. Faktem jest zresztą coraz mniejszy entuzjazm dla tego projektu – jego utopijność i wewnętrzna sprzeczność biją po oczach.
 

Lewica jednak wytwarza coraz to nowe projekty mające zastąpić marksizm w dziele rozwiązywania problemów społecznych. Feminizm, rozumiany jako projekt szerszy i ambitniejszy niż tylko kwestia emancypacji kobiet, ale jako projekt polityczny, zastępujący marksizm, nie proponuje niczego, co by wychodziło poza ograniczenia poprzedzających go projektów. Proponując doskonalenie kwalifikacji i osobowości jednostkom, wzmacnia ich możliwości konkurowania o dochody przyznawane z jakiegoś tytułu w ramach redystrybucji wartości dodatkowej. Alternatywne mechanizmy społeczne opierają się na wciąż tym samym fundamencie produkcji materialnej, która jest uznawana za niewzruszoną datę (stałą) istniejącego systemu społecznego.

Oczywiście, społeczeństwo może ewoluować, tak jak miało to miejsce dotychczas, kiedy to cała ewolucja polegała na unikaniu rozwiązania podstawowego problemu społecznego – walki klasowej. Jako marksiści nie powinniśmy jednak zapominać, że uzyskanie świadomości historycznego zadania nakłada na nas jako na homo sapiens konieczność ustosunkowania się do tej świadomości. Nieświadomość zapewnia niewinność, jednak zamykanie oczu na uświadomioną treść nie zapobiega przeniesieniu nas do wymiaru prawdziwej historii ludzkości w dziedzinie sumienia, czyli zdając sobie sprawę z rozmiaru przegranej.

Chyba na tym polegałaby zemsta dialektyki.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
7 kwietnia 2019 r.

Społeczność

Pokój i ziemia