Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Michał Kalecki: Rady robotnicze a centralne planowanie (1956)

Kalecki Michał

Michał Kalecki (22 VI 1899 – 18 IV 1970) był polskim ekonomistą i socjalistą. W swojej opublikowanej w 1933 roku pracy „Próba teorii koniunktury” przedstawił główne tezy keynesizmu na kilka lat przed samym Keynesem. Jednocześnie Kalecki posiadał znacznie szersze horyzonty niż Anglik i w swoich analizach potrafił uwzględnić ogólna dynamikę kapitalizmu. W okresie PRL Kalecki pracował w Centralnym Urzędzie Planowania, Komisji Planowania przy Radzie Ministrów i Ministerstwie Finansów.
 
W drugiej połowie lat 50. Kalecki był zwolennikiem samorządu robotniczego. W tym okresie na fali „odwilży październikowej” tworzono w zakładach pracy Rady Robotnicze, które miały umożliwić robotnikom współudział w zarządzaniu własnością społeczną. Niestety na początku lat 60. biurokracja partyjno-państwowa zaczęła sabotować działanie Rad, aż ostatecznie straciły one jakikolwiek rzeczywisty wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstw.
 
W poniższym artykule Kalecki rozważa problemy syntezy centralnego planowania i samorządu robotniczego. Jednocześnie atakuje prawicę rządzącej biurokracji chcieliby wykorzystać reformy z okresu odwilży do podważenia podstaw planowania gospodarczego.
 
Źródło: Kalecki M. „Z zagadnień gospodarczo-społecznych Polski Ludowej”, PWN, Warszawa 1964, str. 11-23. Pierwotnie opublikowany w „Nowych Drogach”, listopad-grudzień 1956 r.
 
*****
 
I
 
W ostatnich miesiącach 1956 roku nastąpiły poważne zmiany w sposobie zarządzania polska gospodarką narodową. Znalazły one swój wyraz w trzech aktach prawnych: w uchwale Rady Ministrów o rozszerzeniu uprawnień państwowych przedsiębiorstw przemysłowych oraz w ustawach o radach robotniczych i o funduszu zakładowym. Nie będę analizował tu szczegółowo tych dokumentów, które są powszechnie znane. Ograniczę się jedynie do podania ich istotnej treści.
 
Uchwała o rozszerzeniu uprawnień państwowych przedsiębiorstw przemysłowych zmniejsza w sposób dość radykalny liczbę wskaźników obowiązujących przedsiębiorstwo w wykonywaniu planu rocznego, a poza tym pozostawia mu o wiele większą niż dawniej swobodę w zakresie innych jego czynności.
 
Ustawa o radach robotniczych powierza tym radom zarząd przedsiębiorstwa. Rada robotnicza, wybierana przez załogę, nadaje przedsiębiorstwu ogólny kierunek. Dyrektor podlega jej dyrektywom, zachowując jednak kierownictwo w ich wykonaniu. Dyrektor jest przy tym mianowany przez właściwy nadrzędny organ państwowy za zgodą rady robotniczej i rada ta może również wystąpić z wnioskiem o jego odwołanie.
 
Wreszcie ustawa o funduszu zakładowym stwarza podstawę do materialnego zainteresowania załogi w racjonalnym prowadzeniu przedsiębiorstwa. Jest to zresztą na razie ustawa ramowa. Poszczególne resorty ustalić mają jeszcze w bliskiej przyszłości sposób tworzenia funduszu zakładowego, który może być rożny w poszczególnych działach produkcji.
 
Jasne jest, że te trzy akty prawne stanowią organiczną całość. Rozszerzenie uprawnień przedsiębiorstw daje możliwość radom robotniczym wykazania inicjatywy w organizowaniu produkcji, a ustawa o funduszu zakładowym stwarza materialne bodźce do podejmowania wysiłków w tym kierunku. Należy również nadmienić, że mimo poważnego uproszczenia planowania centralnego obejmuje ono nadal najważniejsze wskaźniki charakteryzujące je w poprzednim okresie, a w szczególności: wartość produkcji towarowej, najważniejsze jej asortymenty oraz fundusz płac. Dalej, przy poważnej decentralizacji decyzji inwestycyjnych w zakresie renowacji itp., centralne organy decydują nadal, jeśli chodzi o większe obiekty inwestycyjne. Wreszcie, ceny ustala się nadal centralnie, a podstawowe materiały rozdzielane są według centralnie określonych kryteriów przez odpowiedni aparat działający na kolejnych szczeblach gospodarki.
 
Wobec tego system gospodarczy, który wyłania się po ostatnich reformach, polega na zarządzaniu przedsiębiorstwami przez rady robotnicze działające w ramach centralnego planowania w ścisłym tego słowa znaczeniu. System ten, jak się on teraz przedstawia, nie stanowi niewątpliwie konstrukcji zakończonej. Jeśli nawet abstrahować od ewentualnego dalszego rozluźnienia planu centralnego, nie ulega wątpliwości, że niektóre wskaźniki powinny ulec ulepszeniu. Znane są np. ogólnie mankamenty używania jako wskaźnika planu wartości produkcji towarowej brutto w cenach zbytu. Nie ulega wątpliwości, że lepszym wskaźnikiem planowania byłaby realizowana produkcja czysta, liczona w cenach fabrycznych, tzn. wartość zbytu liczona w cenach fabrycznych po potrąceniu odpowiedniej wartości zużytych materiałów i kooperacji. Jeśli zaś chodzi o rozluźnienie planowania, to znów nie ulega wątpliwości, że spółdzielnie i przedsiębiorstwa przemysłu terenowego powinny być w dużej mierze wydzielone z planu centralnego i administrowane w sposób odpowiadający raczej modelowi jugosłowiańskiemu. Ale przy całej niezakończoności obecnego systemu i przy niepewności co do jego ostatecznej postaci, warto już teraz postawić pytanie, czy model polegający na syntezie rad robotniczych i centralnego planowania - który wyłonił się w sposób raczej spontaniczny - jest modelem pożądanym pod względem gospodarczym i społecznym oraz czy posiada cechy trwałości? I dalej, jakie korzyści może przynieść zastąpienie tym modelem dawnego systemu gospodarczego na bliższą i dalszą metę?
 
II
 
Moim zdaniem, model, który tu analizujemy, jest gospodarczo i społecznie pożądany, dlatego, że oba jego elementy składowe, tzn. centralne planowanie i rady robotnicze, wydają mi się niezbędne dla szybkiego rozwoju gospodarki narodowej, wolnego jednak od wypaczeń poprzedniego okresu. Zlikwidowanie tych wypaczeń zagwarantowane byłoby przez istnienie rad robotniczych. Spełniałyby one bowiem następujące trzy funkcje:
 
1. Jako odpowiedzialne wobec załogi uniemożliwiałyby one takie nadużycia w zakresie warunków pracy, w zakresie zapłaty za godziny nadliczbowe itp. jakie zachodziły w przeszłości.
 
2. Istnienie rad robotniczych przeciwdziałałoby tendencjom do nadmiernej biurokratyzacji i centralizacji gospodarki narodowej, gdyż ich opór przeciwko takim tendencjom byłby bardziej skuteczny niż opór dyrektora zależnego od władz centralnych.
 
3. Wreszcie rady robotnicze przez swój bliski kontakt z załogą wyzwolić mogą - przy istnieniu odpowiednich bodźców materialnych - inicjatywę, której nie mógłby wykrzesać nie oparty na nich system centralnego planowania.
 
Konieczność planowania centralnego będzie, być może, w chwili obecnej bardziej kwestionowana przez wielu niż doniosłość rad robotniczych. Nikt zapewne nie odrzuci planowania w ogóle, ale to nie będzie miało istotnego znaczenia, gdyż pojęcie planowania może być rozwodnione tak dalece, aby obejmować nawet interwencję antykryzysową w krajach kapitalistycznych. My jednak mamy tu na myśli planowanie centralne w znaczeniu wyżej określonym, to znaczy obejmujące w każdym razie produkcję, fundusz płac, większe obiekty inwestycyjne, jak również kontrolę cen 'i rozdzielnictwo podstawowych materiałów. Jeśli chodzi o takie planowanie, to niejeden wypowie się przeciwko niemu, uważając, że nakłada ono pęta na przedsiębiorstwo i paraliżuje działalność rad robotniczych.
 
Często słyszy się np. opinię o niecelowości centralnego planowania produkcji, które powinno być zastąpione bodźcami tak ustawionymi, aby skłaniały przedsiębiorstwo do maksymalnego wykorzystania swoich możliwości produkcyjnych. Funkcję tę, według dość rozpowszechnionego mniemania, spełniałby system oparty na udziale załogi w zysku przedsiębiorstwa. Łatwo jednak wykazać, że praktyczna realizacja tej zasady natrafia w ustroju socjalistycznym na szereg poważnych komplikacji i trudności, których przykłady podajemy niżej.
 
1. Ponieważ stosunek zysku do funduszu plac będzie różny w różnych przedsiębiorstwach, trzeba będzie ustalić procentowy udział w zyskach załogi na niejednolitym poziomie, tak aby uniknąć poważnych anomalii w wynagrodzeniu robotników w różnych gałęziach przemysłu, a nawet w różnych zakładach tego samego przemysłu. Ale i to będzie natrafiało na trudności. Jeżeli bowiem jakiś zakład jest prowadzony wadliwie i dlatego wykazuje mały zysk, wówczas zapewnienie robotnikom tego zakładu większego udziału w zysku, aby wyrównać ich wynagrodzenie w stosunku do innych robotników, będzie oczywiście nieuzasadnione. Jeżeli natomiast niski zysk jest wynikiem zacofania technicznego zakładu, to nie ma powodu, aby jego załoga miała być z tego powodu upośledzona. Ponieważ sytuacja ulega ustawicznej zmianie, przeto proces wyznaczania udziału załogi w zysku, przy którym zachowana byłaby pewna sprawiedliwość społeczna, staje się przedsięwzięciem bardzo skomplikowanym.
 
2. Znaczenie udziału w zyskach jako bodźca materialnego zainteresowania jest ograniczone faktem, że dochody z tego tytułu nie mogą być ustalone na poziomie zbyt wysokim w stosunku do płac podstawowych. Istotnie, w takim wypadku fluktuacje dochodów robotniczych mogłyby być znaczne, co byłoby wybitnie niepożądane. Ale jednocześnie, jeżeli udział w zyskach nie stanowi bardzo istotnej części dochodu załogi, to trudno uważać, aby ten bodziec stał się panaceum na sprawne funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
 
3. Wreszcie zysk zależy nie tylko od wielkości produkcji, ale również, i to często w większym stopniu, od kosztów. Nie jest bynajmniej wyłączone, że wysiłki przedsiębiorstwa pójdą nie tyle w kierunku zwiększenia wytwórczości, ile w kierunku obniżki kosztów. W pewnych wypadkach może to być kierunek pożądany, ale w innych wynik może być całkowicie opaczny z punktu widzenia całości gospodarki. Jeżeli np. w obliczu istniejących nadwyżek siły roboczej w stosunku do zaopatrzenia surowcowego lub mocy wytwórczych, główna uwaga poświęcona będzie redukcji kosztów robocizny, wywoła to raczej zmniejszenie zatrudnienia niż podniesienie dochodu na głowę ludności. Zysk jest wskaźnikiem syntetycznym działalności przedsiębiorstwa. Na tym polega jego siła, ale, jak widzimy, także i jego słabość.
 
Warto stwierdzić, że wszystkie te trudności zastosowania koncepcji udziału w zyskach wynikają z istoty ustroju socjalistycznego. W ustroju kapitalistycznym nikt się nie przejmuje faktem, że kapitaliści w różnych gałęziach przemysłu czy też w różnych zakładach tego samego przemysłu są „niesprawiedliwie” wynagradzani. Dalej, fluktuacje dochodów kapitalistów nie są dla nich bynajmniej tak dotkliwe, jak fluktuacje opartych na zysku dochodów robotniczych. A to z tej prostej przyczyny, że poważna cześć dochodu kapitalistów jest akumulowana i wobec tego nawet znaczne zmiany tych dochodów mogą się nie odbijać na konsumpcji kapitalistów. Wreszcie w ustroju kapitalistycznym zysk nie jest jakimś wskaźnikiem syntetycznym przedsiębiorstwa, lecz celem samym w sobie. Należy zaznaczyć, że cała ta argumentacja ma charakter zasadniczy. W konkretnych warunkach, jakie panują obecnie w Polsce, zysk może być zwiększony bez wzrostu produkcji i bez obniżania kosztów przez przestawianie się na asortymenty, w których marża zysku jest większa na skutek wadliwego układu cen. Ale w myśl powyższego, nawet gdyby brak ten został usunięty, oparcie systemu gospodarczego całkowicie na udziale przedsiębiorstwa w zysku niekoniecznie stanowiłoby gwarancję szybkiego postępu gospodarczego.
 
III
 
Przechodzimy teraz do rozważania innych elementów centralnego planowania, a w szczególności kontroli cen i rozdzielnictwa materiałów podstawowych. Uważa się często, że ustalanie cen przez organy centralne jest tylko niepotrzebną biurokracją i że najlepszym regulatorem jest pozostawienie cen „grze wolnej konkurencji”. Ale, podobnie jak we współczesnym ustroju kapitalistycznym, ceny ustalane by były wówczas w istocie na podstawie konkretnych lub milczących porozumień między przedsiębiorstwami. Byłby to zaiste najłatwiejszy sposób osiągania wysokich zysków, stwarzający przy tym tendencję nie do rozszerzenia, lecz do hamowania wzrostu produkcji.
 
Doktryna głosząca wolność ustalania cen przez przedsiębiorstwa nie ma zresztą chyba zbyt wielu zwolenników. Natomiast o wiele bardziej rozpowszechnione są sprzeciwy W stosunku do „administracyjnego” rozdzielnictwa materiałów zamiast dokonywania tego rozdzielnictwa za pomocą elastycznej polityki cen, wyznaczanych przez organy centralne. Według tej koncepcji niedostateczna podaż jakiegoś materiału powinna być zrównoważona z popytem za pomocą odpowiedniego podniesienia cen i w ten sposób biurokracja rozdzielnictwa na wszystkich szczeblach powinna być zastąpiona metodami „ekonomicznymi”.
 
Jak wiele koncepcji tego rodzaju brzmi ona o wiele ładniej w rozważaniu ogólnikowym niż w zastosowaniu do konkretnych sytuacji. Przypuśćmy np., że wskutek niewykonania planu produkcji w zakresie żelaza walcowanego wystąpił ostry deficyt tego materiału. Jak podziała w tym wypadku podniesienie cen żelaza? Na skutek podniesienia cen tego surowca trzeba będzie podwyższyć ceny zarówno dóbr inwestycyjnych, do których wyrobu się go używa (np. maszyn, kotłów, wagonów itp.), jak również dóbr trwałej konsumpcji, np. samochodów osobowych. Jeśli chodzi o dobra inwestycyjne, to - przy niezmienionych funduszach na nie przeznaczonych - nastąpi z powodu wzrostu cen tych dóbr redukcja ich wolumenu dla poszczególnych resortów. Ale trudno przewidzieć, w jakim stopniu takie obcinanie inwestycji wpłynie na zmniejszenie popytu na żelazo- walcowane. Podobnie przedstawia się sytuacja w zakresie dóbr trwałego użycia. Podniesienie ich cen wywoła spadek popytu na nie, ale znowu trudno przewidzieć, w jakim stopniu i po jakim czasie. Aby zrównoważyć popyt ze zmniejszoną podażą żelaza walcowanego, trzeba będzie podnieść ceny o tyle, aby redukcja popytu, wynikająca z tych dwóch źródeł, była dostateczna. Może to być osiągnięte tylko na podstawie kolejnych prób. Przy tym, jeżeli nie nastąpi znaczne zmniejszenie popytu w kategoriach specjalnie żelazochłonnych, jak np. wagony lub samochody, to ogólna redukcja inwestycji i konsumpcji okazać się może stosunkowo znaczna. Osiągnięcie tej równowagi będzie wymagało także sporo czasu, w ciągu którego zużycie stali będzie przekraczać podaż, a więc topnieć będą zapasy.
 
Wydaje się, że o wiele prostszą i sprawniejsza, procedurą jest takie ograniczenie inwestycji, przy których bierze się pod uwagę zarówno priorytety ogólne, jak i ich żelazochłonność i analogiczne ograniczenie konsumpcji dóbr trwałego użycia. Jeśli chodzi o te ostatnie, to podnosi się jednocześnie ich ceny przez zwiększenie podatku obrotowego do poziomu, którym przy popyt równoważy się mniej więcej ze zmniejszoną podażą. Oczywiście, następuje w rezultacie zmniejszenie przydziału żelaza dla poszczególnych resortów i modyfikacja planów produkcyjnych.
 
Należy zresztą zaznaczyć, że nawet przy tej metodzie podniesienie cen żelaza walcowanego jest wskazane, jeżeli jego deficyt ma charakter chroniczny. Zakładamy bowiem, ze będzie istniał taki czy inny system bodźców, skłaniający do oszczędności zarówno w bieżących materiałowych kosztach produkcji, jak i w zakresie inwestycji; w tych zaś warunkach podniesienie cen stali skłaniałoby do jej zastępowania innymi materiałami, tam gdzie to jest możliwe.
 
Powstaje pytanie, jak ten proces przebiega w krajach kapitalistycznych? Otóż na ogół w krajach rozwiniętego kapitalizmu istnieją poważne rezerwy wytwórcze i wobec tego w procesie równoważenia popytu i podaży odgrywa decydującą rolę wzrost produkcji. Kiedy zaś ten mechanizm zawodzi na skutek ostrego deficytu materiałów podstawowych, jak to miało miejsce podczas ostatniej wojny lub nawet w okresie wielkiego wzrostu zbrojeń w latach 1950-1953, współczesny kapitalizm ucieka się również do administracyjnego rozdzielnictwa według zadecydowanych przez rząd priorytetów.
 
Na zakończenie rozważań o użyteczności centralnego planowania należy zaznaczyć, że wymagania w stosunku do niego będą tym bardziej rygorystyczne, im szybsze będzie tempo wzrostu dochodu narodowego i stopy życiowej. W takim bowiem przypadku występuje sprzeczność między poziomem stopy życiowej na dłuższą metę a stosunkowo niskim udziałem spożycia w dochodzie narodowym na bliższą metę. Chęć złagodzenia tej sprzeczności prowadzi do mobilizacji wszystkich rezerw i wobec tego sytuacja w gospodarce narodowej staje się napięta. Zresztą przy szybkim rozwoju gospodarki narodowej jest w ogóle bardziej prawdopodobny brak synchronizacji poszczególnych sektorów, co prowadzi do występowania „wąskich gardeł”. W szczególności łatwo daje się zauważyć dysproporcja między rozwojem potrzeb importu a osiągalnym eksportem. Jasne jest, że gospodarka obarczona tymi problemami wymaga ściślejszego planowania centralnego niż gospodarka w stanie stagnacji lub powolnego rozwoju. Toteż odrzucanie centralnego planowania w tym sensie, w jakim używamy tu tego terminu, oznacza albo rezygnację z szybkiego tempa wzrostu dochodu narodowego, albo też uzależnienie się od stałej pomocy zagranicznej.
 
IV
 
Powyżej doszliśmy do wniosku, że system będący syntezą centralnego planowania i rad robotniczych może być uważany za pożądany. To nie przesądza co prawda, że system ten posiada cechy trwałości, lecz w każdym razie stwarza przesłanki do wysiłków podejmowanych w celu jego utrzymania.
 
Nie należy się łudzić, ze system taki jest wolny od sprzeczności i że łatwo będzie nim kierować. Nie ulega wątpliwości, iż zawsze będą w nim istniały tendencje do uszczuplenia prerogatyw rad robotniczych na rzecz większej centralizacji, jak również do rozsadzania planu centralnego przez rady robotnicze. Z jednej strony istnieć będzie niebezpieczeństw osłabienia rad robotniczych i zbiurokratyzowania całego systemu zarządzenia. Z drugiej zaś strony rady robotnicze doprowadzić mogą przez swój nacisk do takiego stanu, w którym zajdzie konieczność osłabienia tempa rozwoju bądź uzależnienia się od pomocy zagranicznej, lub też w którym po okresie chaosu „wprowadzi się porządek” za pomocą nawrotu do systemu biurokratycznego centralizmu,
 
Czy rozszerzenie uprawnień przedsiębiorstw i tworzenie rad robotniczych przyczyni się w najbliższych latach do podniesienia stopy życiowej? Rozważając to zagadnienie podzielić trzeba gałęzie przemysłu na surowcowe i przetwórcze. Jeśli chodzi o te pierwsze, to nie ulega wątpliwości, że odpowiednie ustawienie bodźców przyczyniłoby się do zwiększenia produkcji, co z kolei wpłynęłoby na usunięcie wielu trudności gospodarczych i w rezultacie na poprawę stopy życiowej. Zwiększenie np. wydobycia węgla umożliwiłoby wyższy eksport, a tym samym podniosłoby wpływy dewizowe, za które można by zakupić surowce dla gałęzi przemysłu wytwarzających dobra spożycia lub ewentualnie żywność. Tak samo wzrost produkcji materiałów budowlanych pozwoliłby na zwiększoną ich sprzedaż na wsi, a to stanowiłoby bodziec do bezpośredniego wzrostu produkcji rolnej oraz przez poprawę stanu budynków gospodarczych stałoby się podstawą do wzrostu tej produkcji w przyszłości. Chodzi jednak o to, że wydajność w tych gałęziach przemysłu jest już dzięki stosowaniu obecnego systemu bodźców dość „napięta”. Dalsze istotne zwiększanie wytwórczości w tych gałęziach wymaga zarówno poważnych inwestycji, jak i rekrutacji siły roboczej, która - jeśli chodzi o górnictwo węglowe - napotyka na poważne trudności.
 
W zakresie przetwórczych gałęzi przemysłu produkcja zależy w dużym stopniu od zaopatrzenia surowcowego, które z kolei ograniczone jest rozwojem rolnictwa i możliwościami importowymi. Jak już wspominaliśmy wyżej, w tych gałęziach przemysłu łatwo jest niejednokrotnie o zwiększenie wydajności pracy, co jednak w tym przypadku zmniejsza zatrudnienie, ale nie zwiększa produkcji. Przez właściwe ustawienie bodźców można jednak skłonić załogę do skoncentrowania wysiłku na oszczędnościach surowcowych, na wyeliminowaniu brakoróbstwa i na rozwijaniu eksportu odpowiednich wyrobów. Jakkolwiek takie wysiłki mogą dać istotne wyniki w zakresie zwiększania produkcji przy danym zaopatrzeniu surowcowym, nie można oczekiwać cudów, zwłaszcza na krótszą metę. Należy jeszcze dodać, że w okresie najbliższym nowe metody zarządzania będą stopniowo nabierać sprawności i dopiero po jakimś czasie wykazać mogą swoje walory.
 
Nie ulega wątpliwości, że na dłuższą metę rady robotnicze, które przeciwdziałają biurokratyzacji systemu centralnego planowania, ale go nie rozsadzają, mogą przynieść znaczne korzyści, wyzwalając inicjatywę twórczą, nie dochodzącą do głosu w systemie całkowicie scentralizowanym. Natomiast na bliższą metę decydujące dla stopy życiowej są raczej kierunki rozwojowe, wytyczane przez plany centralne, a w szczególności odpowiednia polityka w zakresie struktury inwestycji, handlu zagranicznego i rolnictwa. Nie należy od reform w zarządzaniu gospodarką narodową żądać więcej, niż mogą one dać nawet przy najbardziej korzystnym przebiegu.
 
Niezależnie jednak od kwestii korzyści gospodarczych powstawanie rad robotniczych należy traktować jako niezbędny i zasadniczy element kształtowania się ustroju demokracji socjalistycznej.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front