Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Jorge Martin: Boliwia – reakcyjny zamach stanu zmusza Moralesa do dymisji

EvoMorales_1383933c.jpg

Tekst oryginalnie opublikowany w język angielskim na oficjalnej stronie Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej pod adresem: https://www.marxist.com/bolivia-reactionary-coup-forces-evo-morales-to-resign.htm
 
 
*****
 
 
10 listopada o godzinie 17.00 prezydent Boliwii Evo Morales ogłosił swoją rezygnację. To była kulminacja zamachu stanu, który trwał już od jakiegoś czasu. Bunt policyjny, strzelcy wyborowi strzelający do górników, raport OAS kwestionujący ważność wyborów, a wreszcie armia „sugerująca”, że powinien ustąpić, to tylko ostatnie akty z tego weekendu. Od samego początku przeciwstawialiśmy się temu reakcyjnemu zamachowi, wskazując jednocześnie, w jaki sposób zostały stworzone dla niego warunki.
 
 
Bezpośrednia sekwencja wydarzeń rozpoczęła się od buntu policji w piątek 8 listopada. Rozpoczynając od UTOP (oddziały prewencji) w Cochabambie, do soboty 9 listopada rozprzestrzenił się na osiem z dziewięciu departamentów kraju. Siły policyjne zbuntowały się, odmówiły dalszego działania na ulicach i zamknęły się w koszarach. Komendant narodowy policji próbował zminimalizować sytuację i zaprzeczył, że doszło do buntu. Powiedział, że policja po prostu „weszła do koszar”. Wkrótce potem armia ogłosiła, że „nie wyjdzie na ulice”. Nie wzywali jeszcze Evo Moralesa do rezygnacji, ale najwyraźniej też nie byli gotowi go bronić. Rząd stracił kontrolę nad siłami represyjnymi państwa.
 
 
W tej sytuacji górnicy z Huanuni, którzy udali się do stolicy, aby sprzeciwić się przewrotowi, postanowili wycofać się. Karawana maszerująca z Potosí do stolicy w opozycji do Evo Moralesa wpadła w zasadzkę w Vila Vila. W reakcji na to 2500 górników-spółdzielców z Potosí postanowiło wesprzeć karawanę i usunąć blokadę. Zostali oni z kolei zaatakowani w Challapata przez strzelców wyborowych, trzech górników zostało rannych. Incydenty te wywołały oburzenie w Potosí. Związek górników w ogromnej kopalni San Cristobal wydał oświadczenie, w którym pouczono wszystkich górników po służbie, aby poszli i wspierali atakowanych. Departamentalny Związek Górników przyjął to samo stanowisko.
 
 
Następnie o 2 nad ranem w niedzielę 10 listopada Organizacja Państw Amerykańskich wydała wstępne oświadczenie komisji audytującej wybory z 20 października. Oficjalny wynik audytu zaplanowano na 12 listopada. Oświadczenie głosiło, że „nie może potwierdzić wyników wyborów” i „zaleciło”, aby odbyły się nowe wybory, a organ wyborczy zastąpić. Był to poważny cios dla Evo Moralesa, który nalegał, wbrew opozycji (która domagała się drugiej rundy lub jego rezygnacji), aby wszyscy poczekali na audyt OAS i że uszanuje jego wyniki. OAS wyraźnie przedstawiła swoje oświadczenie w celu przyspieszenia końca Morales.
 
 
Zwycięstwo reakcji
 
 
Następnie Evo Morales zwołał konferencję prasową, do tego czasu tracąc już poparcie biurokratów związkowych z COB, którzy przez cały czas byli lojalni wobec jego rządu. O siódmej Morales ogłosił unieważnienie wyborów i wezwał do zorganizowania nowych wyborów w celu „pacyfikacji kraju”. Sekretarz generalny OAS Almagro nalegał, aby Morales pozostał w tym czasie u władzy i dokończył swoją kadencję. Tym, czego pragnął imperialista Almagro, było uporządkowane przekazanie władzy, nie pozostawiając otwartych drzwi dla idei obalenia rządów przez masową akcję. W efekcie Morales polegał na wsparciu OAS.
 
 
Oczywiście prawicowa opozycja pod przywództwem Camacho, przywódcy „Comité Cívico” z Santa Cruz i przedstawiciela reakcyjnej oligarchii cruceña, nie zaakceptowała tych warunków. Reakcja poczuła się silna, mobilizując na ulicach dużą liczbę, dobrze zorganizowane gangi faszystowskie, mając wsparcie dużej części policji i zgoda naczelnego dowództwa wojskowego. Domagała się rezygnacji Moralesa i była gotowa ją uzyskać wszelkimi niezbędnymi środkami. Siły reakcji wiedziały, co muszą zrobić, aby osiągnąć swoje cele, i posuwały się naprzód krok po kroku. Tymczasem rząd wahał się, wycofywał, oferował ustępstwa i był sam się krępował własnymi węzłami konstytucyjnymi i prawnymi.
 
 
Mesa, kandydat opozycji, który walczył z Moralesem w wyborach 20 października, który reprezentował bardziej „umiarkowane” skrzydło burżuazyjnej opozycji, również odrzucił apel Moralesa o nowe wybory i nalegał, że musiał podać się do dymisji. Różnica między Mesą a Camacho tkwiła w różnicy metod. Podczas gdy Mesa chciał „uporządkowanego i konstytucyjnego” zamachu stanu pod jego kontrolą, Camacho chciał całkowitego zerwania pod jego przywództwem.
 
 
Wczesnym popołudniem armia ogłosiła, że interweniuje w tej sytuacji, aby zapobiec „atakowaniu ludności przez nieregularne grupy zbrojne”, odnosząc się do strzelców atakujących górników w Potosí. Zerwali łańcuch dowodzenia i działali z własnej woli, nie stosując się już rozkazów prezydenta. Niedługo potem w oficjalnym oświadczeniu „zasugerowali”, że Morales powinien ustąpić. Zamach stanu został zakończony.
 
 
Zgubna polityka ustępstw
 
 
Prezydencki samolot Evo Moralesa opuścił lotnisko El Alto. Krążyły pogłoski, że udaje się do Argentyny, ale w ostatniej chwili odmówiono mu wstępu do jej przestrzeni powietrznej. W końcu samolot wylądował w pobliżu Cochabamba, w regionie Chapare, z którego pochodzi i który jest mu bardzo lojalny. O 16:50 Evo Morales wygłosił oświadczenie w Chimoré w regionie Trópico de Cochabamba, ogłaszając, że rezygnuje z funkcji prezydenta. Za nim podążał jego wiceprezydent Alvaro García Linera, który również zrezygnował. W ciągu dnia dziesiątki urzędników MAS zrezygnowało, niektórzy jak szczury porzucające tonący statek, inni w wyniku gróźb reakcji (w niektórych przypadkach ich domy zostały podpalone, a ich rodzinom grożono lub je porwano). Reakcja wygrała.
 
 
Od pierwszego dnia sprzeciwialiśmy się rozwojowi zamachu stanu i zdecydowanie argumentowaliśmy, że można go zwalczyć tylko za pomocą rewolucyjnych środków (patrz http://www.marxist.com/oas-eu-usa-out-of-bolivia.htm i http://www.marxist.com/bolivia-the-working-class-must-defeat-the-coup.htm). Rząd Evo Morales zrobił dokładnie odwrotnie.
 
 
Ważne jest, aby zrozumieć, jak znaleźliśmy się w tej sytuacji. W poprzednich wyborach w 2014 roku Evo Morales nadal uzyskał ponad 63 procent głosów, ale teraz jego wynik spadł do 47 procent. Musimy wyjaśnić, że to polityka ugody klasowej i ustępstw wobec kapitalistów, międzynarodowych korporacji i właścicieli ziemskich osłabiła poparcie dla jego rządu ze strony robotników i chłopów.
 
 
Podam tylko kilka przykładów. Morales zawarł umowę z agrobiznesem z Santa Cruz, czyniąc wszelkiego rodzaju ustępstwa (zniesienie zakazu upraw GMO, zgoda na dalsze wylesianie, umowy z Chinami na eksport mięsa). Był tak pewien, że zdobył wystarczające poparcie, że na wiecu otwierającym kampanię wyborczą w Santa Cruz powitał „biznesmenów z Santa Cruz… którzy zawsze proponują rozwiązania dla całej Boliwii” i chwalił się umowami z Chiny na eksport mięsa, soi i komosy ryżowej.
 
 
W Potosi obserwowaliśmy masową mobilizację przeciwko Evo Moralesowi, która nie była taka sama pod względem składu społecznego, jak ruch reakcyjny w Santa Cruz. Jest kilka tego powodów. Tutaj była to skarga na przyznanie koncesji na wydobycie litu niemieckiej firmie międzynarodowej. Umowa dała ACI Systems (firmie bez wcześniejszego doświadczenia w tej dziedzinie) umowę na 70 lat (w przeciwieństwie do standardowych umów na 30 lat w innych krajach Ameryki Łacińskiej) i pełną de facto kontrolę nad zarządzaniem spółką, która miała być spółką joint venture z państwem. Wielu postrzegało to jako przekazanie zasobów naturalnych kraju zagranicznej korporacji międzynarodowej przez rząd, który twierdzi, że jest antyimperialistyczny, z niewielkimi korzyściami dla lokalnej ludności. Kontrakt był jednym z głównych powodów masowych protestów antyrządowych w Potosí, które rozpoczęły się przed wyborami. Wreszcie w sobotę 9 listopada Evo Morales wydał dekret uchylający koncesje. To było za mało, za późno.
 
 
Dolewając jeszcze oliwy do ognia, Evo Morales mianował głównym kandydatem na senatora z Potosi właściciela kopalni i byłego prawicowego polityka Orlando Careagi. Należał on do znienawidzonego MNR pod przywództwem Goñi Sáncheza de Losady, obalonego przez rewolucyjny ruch robotników i chłopów w 2003 roku. Careaga został następnie senatorem innej partii prawicowej w latach 2004-09, kiedy Morales był już prezydentem. Jego nominacji sprzeciwili się lokalni działacza MAS i została ona przyjęta ze złością przez organizacje ruchu społecznego. W Chuquisaca kandydatka MAS, Martha Noya Laguna, była wiceministrem pod rządami Goñi. Wszystko to przyczyniło się do wyobcowania MAS od własnej bazy społecznej, a także pozwoliło na rozwój masowego ruchu przeciwko niemu w regionach, które w przeszłości mocno wspierały Evo.
 
 
W podobny sposób Evo Morales związał swój los z prawicowym, reakcyjnym, proimperialistycznym sekretarzem generalnym OAS Almagro. Morales przegrał referendum z 2016 r. w sprawie reformy konstytucyjnej, która miała mu umożliwić ponowny udział w wyborach. Wynik, 51 procent przeciw, 48 procent za zniesieniem ograniczeń kadencji, już wskazywał na utratę poparcia społecznego dla jego rządu. Następnie boliwijski Sąd Najwyższy argumentował, że reelekcja jest prawem człowieka i dlatego Evo Morales może wystartować ponownie. Luís Almagro wystąpił publicznie, aby poprzeć tę decyzję, co wywołało gniew całej boliwijskiej opozycji. W ten sposób Evo związał swój los z wolą Almagro. Morales zaprosił OAS do nadzorowania wyborów, a kiedy opozycja oskarżała go o oszustwo, sam Morales wezwał OAS do przeprowadzenia audytu. Była to logiczna kontynuacja jego polityki ustępstw wobec kapitalistów i imperializmu, która drogo go kosztowała.
 
 
Robotnicy i chłopi, wskrzeszczcie swoje rewolucyjne tradycje!
 
 
Zwycięstwo reakcji w Boliwii będzie miało znaczenie poza jej granicami. Już ośmieliło reakcyjną opozycję w Wenezueli. W samej Boliwii toczy się otwarta walka między różnymi skrzydłami klasy rządzącej. Camacho i oligarchia cruceña chcą grubej kreski, aresztowania i procesu wszystkich działaczy MAS, rządu tymczasowego obejmującego ich, policję i wojsko oraz wyborów na dogodnych dla nich warunkach. Tymczasem Mesa gorączkowo walczy o „wariant konstytucyjny”, w którym obecny parlament odpowiada za zwołanie nowych wyborów. Niezależnie od wyniku tej walki, w Boliwii prawica przejęła władzę i utworzy rząd (w pewnym momencie legitymowany wyborami), który rozpęta falę ataków na robotników, chłopów, rdzenną ludność i zniszczy każdą ze zdobyczy z ostatnich 14 lat, które wciąż istnieją.
 
 
Widok przywódców „civico” Camacho i Pumari wchodzących do Palacio Quemado (dawnej siedziby rządu w La Paz) z Biblią w ręku i ze starą boliwijską flagą (w przeciwieństwie do rdzennej whipali, która została teraz zdjęta ze wszystkich budynków rządowych) daje jasny obraz charakteru sił stojących za tym puczem.
 
 
Robotnicy i chłopi w Boliwii będą musieli zorganizować walkę, a aby to zrobić, trzeba nauczyć się lekcji rządu MAS. To polityka ustępstw wobec kapitalistów, międzynarodowych korporacji i agrobiznesu zniszczyła podstawę poparcia dla rządu, torując w ten sposób drogę do zamachu stanu. Kapitaliści, choć przyjmowali wszelkie ustępstwa, które Morales był gotów im udzielić, nigdy nie byli w pełni pogodzeni z ideą rządu kierowanego przez rdzennego związkowca, rządu, który był produktem ubocznym rewolucyjnych powstań w 2003 i 2005 roku. Czekali na odpowiedni moment, by zaatakować i odzyskać władzę. Obalenie rządu Evo Moralesa po raz kolejny potwierdza bankructwo metod reformistycznych.
 
 
Wniosek jest jasny: jedynym sposobem zagwarantowania trwałych zdobyczy robotnikom i chłopom nie są porozumienia z kapitalistami, bankierami, właścicielami ziemskimi i wielonarodowymi korporacjami, ale raczej rewolucyjna masowa mobilizacja uciśnionych w celu przełamania ekonomicznej potęgi kapitalistycznej oligarchii i imperializmu. Tylko poprzez wywłaszczenie środków produkcji, a także ziemi i zasobów mineralnych z rąk klasy panującej pod kontrolą robotniczą, można je wykorzystać w ramach demokratycznego planu produkcji w celu zaspokojenia potrzeb większości. Boliwijscy robotnicy i chłopi mają dumne rewolucyjne tradycje. Muszą odzyskać ducha i program Tez z Pulacayo, przyjętych przez związek zawodowy górników w 1946 r.: „proletariat krajów słabo rozwiniętych jest zmuszony połączyć walkę o cele burżuazyjno-demokratyczne z walką o socjalizm”.

Społeczność

CAPITALIST