Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

E. Balcerek i W. Bratkowski: „Polityka” wyczerpana, „Perspektyw” brak

Dyktatura-Proletariatu-pion.png

Liberalna, burżuazyjna lewica odetchnęła z ulgą – polityczna klęska Jeremy’ego Corbyna pokazała, że nie zagraża jej żadna bardziej radykalna opcja.
 
W swoim rozbiorze przyczyn niepowodzenia tego polityka (Krytyka Polityczna - „Koniec Corbynowania”), Jakub Majmurek kładzie nacisk na fakt, że Corbyn nie potrafił przejść mimo swych przekonań politycznych po to, aby pragmatycznie sprostać wymogom burżuazyjnej polityki zagranicznej prowadzonej w trudnych warunkach globalnej destabilizacji gospodarczej i politycznej i wynikającego stąd pogorszenia warunków socjalnych społeczeństw zachodnich. 
 
Przebija z tych wywodów nuta wyższości poważnego polityka nad dziecinadą naśladowców Corbyna – dzieciaki bawią się w radykalizm, podczas gdy poważna polityka wymaga realizmu, który bynajmniej nie polega na żądaniu niemożliwego. Ten slogan burżuazyjna lewica zachowuje na inne, bezpieczne okazje… 
 
Corbyn jest ucieleśnieniem minionej, radykalnej lewicy, która wychowała się w okresie ekonomicznego tryumfu gospodarki rynkowej w symbiozie z państwem socjalnym, która swoje apogeum przeżywała w latach 60-tych, nie odczuwając potrzeby poczuwania się do odpowiedzialności za swoje („niemożliwe”) żądania. Gospodarka kapitalistyczna, propagandowo osiągająca wyższość nad gospodarką planową, była zmuszona spełniać te żądania, choćby i zgrzytając zębami. Na tym tle bowiem gospodarka planowa, mająca („niemożliwe”) socjalne zobowiązania już z założenia, wyglądała na skrajnie niesprawną. Pokolenie Corbyna uważało więc „od zawsze”, że gospodarka rynkowa jest jedyną skuteczną gospodarką, a kapitał tylko udaje z powodu nieposkromionej zachłanności, iż nie może się wywiązać z zadań socjalnych. 
 
Po upadku „socjalizmu realnego”, kapitał przestał zgrzytać zębami i zaczął wymagać od społeczeństwa odróżniania rzeczy możliwych od niemożliwych. Pokolenie Majmurka zostało wychowane już w tym drugim paradygmacie. Trudno się dziwić, że razi go infantylność Corbyna. Całe pokolenie 68 roku wydaje się z perspektywy czasu rozpaczliwie infantylne. 
 
Jest jednak tak jak w powiedzeniu: „Z kogo się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie!”
 
Lewicowa opozycja w Polsce, w latach 60-tych, była nie mniej infantylna od swych zachodnich kolegów. Socjalistyczne (socjaldemokratyczne) koncepcje polityczne, które kształtowały ową opozycję demokratyczną, miały w swym programie aksjomat dotyczący wyższości gospodarki rynkowej nad centralnie planowaną. Ten aksjomat znajdował swoje potwierdzenie nie tylko w programach socjaldemokracji zachodniej, ale i w programach radykalnej lewicy na Zachodzie, a także w praktyce zachodnich ruchów społecznych.
 
Trudności, jakie przeżywała gospodarka centralnie planowana potwierdzały słuszność tej diagnozy, która sprowadzała się do stwierdzenia, że państwo socjalne jest jak najbardziej możliwe, a jedyną przeszkodą w jego prowadzeniu jest niewydolność gospodarcza. W społeczeństwach postkapitalistycznych własność stała się rozproszona i przez to członkowie społeczeństwa należący do najprzeróżniejszych grup społecznych mogą zyskiwać tytuły do udziału w zyskach z owej własności. W ten sposób został rozwiązany (pokojowo) problem „wywłaszczenia” kapitalistów z wyłączności dysponowania dochodami z kapitału, bez konieczności uciekania się do jakichś pomysłów w rodzaju dyktatury proletariatu. „Naturalna” zaś wyższość gospodarki rynkowej nad kolektywną gwarantuje nieustający potok dóbr do podziału.
 
Biurokracja schyłku PRL rozumiała swój problem w tymże duchu. Lewicowa opozycja demokratyczna, wywodziła się historycznie z tejże biurokracji. Istota jej buntu polegała na sprzeciwie wobec ideologicznych przesłanek systemu, który został wprowadzony w Polsce w 1948 r. Tą przesłanką była dziejowa rola klasy robotniczej jako fundament nowego ustroju społeczno-gospodarczego, znoszącego antagonizm klasowy. Był to jednak antagonizujący sposób przezwyciężania antagonizmu klasowego, pociągający za sobą ofiary walki klasowej. Przykład państwa dobrobytu ukształtowanego na Zachodzie wydawał się skutecznie zadawać kłam tezie o tym, że zniesienie antagonizmu klasowego jest możliwe wyłącznie drogą rewolucji. Wystarczyła bowiem droga negocjacji i konsekwentnego wdrażania rozwiązań demokratycznych.
 
Jak się okazuje – z dzisiejszej perspektywy – była to jednak czysta dziecinada. Na niej jednak opierała się cała koncepcja transformacji ustrojowej w bloku wschodnim.
 
Biurokracja z zasady dążyła do ograniczenia roli klasy robotniczej. Rodzima, lewicowa, socjalistyczna i, nade wszystko, patriotyczna opozycja wobec modelu radzieckiego stawiała kwestie narodowowyzwoleńcze ponad kwestie klasowe. W tej sprawie biurokracja i jej dziecię – antybiurokratyczna opozycja demokratyczna – były jednomyślne: wymyślone przez Lenina (wbrew Marksowi, który wiodącą siłę proletariatu upatrywał wszak w nauczycielach i modystkach) nadanie klasie robotniczej uprzywilejowanego statusu jest tym elementem wyróżniającym doktryny komunistycznej, która czyni z niej doktrynę totalitarną, w przeciwieństwie do narodowotwórczych, antykomunistycznych koncepcji socjalistycznych i socjaldemokratycznych.
 
Społeczeństwa wysokorozwiniętych krajów zachodnich wydawały się potwierdzać tezę, iż gwałtowny rozwój sił wytwórczych prowadzi do sytuacji, w której w ogóle znika klasa robotnicza, zastępowana grupami wysokokwalifikowanych operatorów zautomatyzowanymi systemami produkcyjnymi. Zacofany charakter gospodarki realnego socjalizmu prowadzi zaś do utrwalenia grupy pracowników na stanowiskach robotniczych. Biurokracja i biurokratyczno-antybiurokratyczna opozycja wykorzystała bunt robotniczy po to, aby zaprowadzić system kapitalistyczny mający skuteczniej niż socjalizm doprowadzić do rozwiązania problemu klasowego dzięki zniesieniu klasy robotniczej jako takiej. Rozpoczęto, jak wiadomo, od likwidacji przemysłu w Polsce.
 
Pomysł był świetny. Miał tylko jedną wadę. Opierał swe kalkulacje na propagandowej wizji postkapitalizmu. Kiedy zgasły światła reklam, okazało się, że kalkulacje lewicy były czystą dziecinadą, produktem odurzenia pokolenia ‘68 oparami LSD.
 
Kapitalizm wymaga odpowiedzialności, potu i krwi!
Wie o tym pokolenie Majmurka i „Krytyki Politycznej”.
 
Mimo krytyki infantylizmu pokolenia Corbyna, zasadnicza kwestia postawiona przez tamto pokolenie – kwestia udziału w podziale dochodu i dochodów z kapitału dzięki redystrybucji poprzez system wynagrodzeń – pozostaje sednem lewicowej doktryny do dzisiaj. Dlatego Majmurek przejawia troskę o wysoki poziom zwrotu z kapitału, co wiąże się z ekspansjonistyczną polityką zagraniczną krajów wysokorozwiniętego Centrum (jak np. w przypadku Wielkiej Brytanii i Unii Europejskiej z Niemcami w ogóle, do których to gospodarek przyczepiona jest gospodarka polska). Choćby pod uroczym pretekstem eksportu demokracji… Nazywajmy sobie tę ekspansjonistyczną politykę dowolnym mianem: krucjatą o molekuły wolności itp., skoro tak dobrze ta propaganda pełni swą funkcję od ponad 30 lat. Istota pozostaje – rzecz idzie o ekspansję ekonomiczną.
 
A bez tej ostatniej niemożliwy jest podział dochodu i dochodów pozostałych po zaspokojeniu uzasadnionych roszczeń kapitału do swej rozszerzonej reprodukcji. Taka jest logika kapitału. A myślenie o alternatywie zostało wyrugowane z koncepcji lewicowych wraz z transformacją ustrojową.
 
Jeżeli Majmurek słusznie pokazuje przyczyny niepowodzenia polityki J. Corbyna, to należy podkreślić, że polityk ten łączy w sobie harmonijnie wady obu pokoleń nowej lewicy. Pod jego kierownictwem nie nastąpił zwrot w kierunku postulatów elektoratu niezadowolonego z prawicowego zwrotu związanego z T. Blairem. Ten zwrot bowiem jest efektem doświadczeń lat 60-tych, zaś elektorat ludowy (klasa robotnicza i okolice) nie jest i nie był nigdy oczkiem w głowie pokolenia Corbyna. Blairyzm jest przedłużonym efektem lat 60-tych. Corbyn nie ma więc nic do przeciwstawienia młodemu pokoleniu nowej lewicy, która pozostaje prawowitym dzieckiem jego pokolenia. Tylko czasy są daleko trudniejsze.
 
W dobie finansjalizacji gospodarki, wyzysk bezpośrednich producentów nie posiadających tytułów własności do środków pracy staje się coraz wyraźniejszy. Państwowy lub ponadpaństwowy aparat przemocy stoi na straży tych tytułów własności. Współczesna lewica zajmuje się jednak nie tym problemem, ale problemem równego i „sprawiedliwego” rozdziału dóbr, które powstały w wyniku takiego procesu produkcyjnego.
 
Taki jest efekt walki nowej lewicy o zasady demokracji z totalitarną doktryną dyktatury proletariatu.
 
Można powiedzieć, że jedynym uzasadnieniem dla utrzymywania na scenie politycznej jakiejś opcji lewicowej jest przewidywanie, że może jeszcze kiedyś przydać się ona do utrzymania pokoju społecznego resztkami swego przebrzmiałego autorytetu wśród mas pracujących. Jednak pójście za postulatami Majmurka, aby lewica stała się odpowiedzialna w imię sprawności kapitału zabezpieczającego tort do podziału, sprawi, że nawet w tej roli lewica przestanie być komukolwiek potrzebna.
 
Popularność prawicowego populizmu tylko świadczy o tym, że nie zanikła opozycja między interesami bezpośrednich producentów a właścicielami kapitału. Bezpośredni producenci wciąż nie utożsamiają się z warstwami pośrednimi, których interes zależy od wielkości zysku do podziału. Trudno zresztą, aby tak było, skoro zysk do podziału jest tym większy, im wyższa stopa ich wyzysku. Alternatywą jest szybki wzrost gospodarczy wymagający dynamicznej ekspansji, czyli polityka imperialistyczna. A tej nie chciał popierać Corbyn. Słusznie wypomina mu to Majmurek, bo to postawa pokolenia dzieci-kwiatów: bunt kwiatów przeciwko korzeniom. Przybierający niekiedy drastyczne formy wynikające z poczucia bezradności.
 
Nowoczesna lewica nie chce dostrzegać prawdy o kapitalistycznym sposobie produkcji. Dopóki jednak cały problem lokować będzie w sferze podziału, zarzut infantylizmu będzie w ustach Majmurka zarzutem obosiecznym.
 
Lewica nie stanowi żadnej alternatywy w stosunku do panującej ideologii klasy wyzyskującej. Z tego względu nie ma w żadnej perspektywie szansy na stanie się poważną siłą polityczną. Pozostaje folklorem politycznym nie najwyższych lotów, szczególnie w sytuacji, która wymaga poważnej analizy i poważnej myśli politycznej.
 
W latach 80-tych kioskarze (w kioskach sprzedawano w PRL gazety, w tym „Politykę”, „Perspektywy”) zwykli oznajmiać klientom, że „Polityka” została wyczerpana, a „Perspektyw” brak. Prorocy…
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
27 grudnia 2019 r.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

marks