Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 191 gości.

E. Balcerek i W. Bratkowski: Iluzoryczne nadzieje

itogi20.jpg

 Ogłoszone przez prezydenta Federacji Rosyjskiej zmiany wywołały żywą reakcję ze strony rosyjskich politycznych komentatorów. Putin najpierw ogłosił zamiar przeprowadzenia reformy konstytucyjnej, której efektem będzie przejście z systemu prezydenckiego na system „półparlamentarnej półrepubliki”, jak to krótko i celnie określił Borys Kagarlicki. 
 
 
W każdym razie, władza w Rosji zostanie w pewnej mierze przeniesiona z figury prezydenta na inne funkcje państwowe. W sytuacji, kiedy Putin odejdzie ze stanowiska, reforma konstytucyjna wyraźnie ma na celu zachowanie przez niego funkcji superarbitra czy to na stanowisku premiera, przewodniczącego Dumy Państwowej czy Rady Państwa. 
 
Niezadowolenie społeczne ma rozładować poniekąd pakiet reform socjalnych równocześnie ogłoszonych. Kagarlicki trafnie zauważa, że to posunięcie przenosi perspektywę postrzegania nadciągającego kryzysu nie jako kryzysu systemowego, ale jako kryzysu demograficznego. Warto nadmienić, że nie ma w tej perspektywie niczego specyficznie rosyjskiego – w identyczny sposób kryzys interpretują kraje europejskie, dalekie od powinowactwa z Rosją. Ekonomiści i politycy rosyjscy nie wyróżniają się niczym na tle mainstreamu edukacji ekonomicznej. 
 
Warto zauważyć przy okazji, że przeniesienie ciężaru na kwestie demograficzne przygotowuje podłoże dla propagandy o nieuchronnym konflikcie zbrojnym o Lebensraum, jak by się to nie kojarzyło. Państwa narzucają społeczeństwom perspektywę postrzegania siebie jako jednostek skrzywdzonych w międzynarodowym (kapitalistycznym) podziale pracy, gdzie nacisk oddolny na utrzymanie poziomu dobrobytu wymusza na rządzących agresywną politykę zewnętrzną w obronie własnego, narodowego interesu. W sytuacji braku alternatywy ruchu robotniczego dla tej propagandy władzy, wzrost nacjonalizmu i niebezpieczeństwo konfliktów militarnych rośnie gwałtownie. Realpolitik w tej sytuacji sprowadza się do akceptacji przez lewicę tego dyskursu prawicowego, analogicznie do tego, co miało miejsce przed I wojną światową. (Итоги двадцатилетки. Чего добилась Россия?)

 
W Rosji mamy do czynienia ze złożoną sytuacją, gdzie miejsce tego kraju w globalnym podziale pracy jest wyznaczone na peryferie, nie zagrażające krajom najwyżej rozwiniętym i pragnącym zachować swoją przewagę w gospodarce światowej. Obiektywnie, Rosja jest krajem spychanym do roli dostarczyciela surowców i taniej siły roboczej, a jednocześnie rynku zbytu dla podrzędnych, a tanich towarów. Rosja znajduje się więc w analogicznym położeniu, co Niemcy przed I wojną światową, nie posiadając jednak niemieckiego potencjału gospodarczego. Z tego powodu, klasa panująca w Rosji (burżuazja kompradorska reprezentowana przez rosyjskich oligarchów) nie ma ambicji prowadzenia samodzielnej polityki, a chciałaby się podporządkować burżuazji zachodniej, aby ustabilizować swoją pozycję wobec niezadowolonego z powodu spadku poziomu życia społeczeństwa.  
 
Podporządkowanie Zachodowi dałoby rosyjskim oligarchom gwarancję bezkarnego wyzyskiwania własnego społeczeństwa. Sęk w tym, że zachodni kapitał odczuwa przesyt konkurencją do roli globalnego producenta. Każdy kapitał narodowy jest w stanie zaopatrzyć ludność całej planety w niezbędne towary. Konkurencja między istniejącymi grupami kapitału jest tak napięta, że należy eliminować każdego „nuworysza”, bo brak czasu na wciąganie go do swojej drużyny. Chodzi więc o to, aby nie wciągnęli go rywale. Stąd gra kapitału globalnego na likwidację gospodarki rosyjskiej, a nie na jej wciągnięcie w międzynarodowy kapitalistyczny podział pracy. Jednocześnie, kapitał rosyjski powinien pełnić funkcję zarządcy rodzimym bogactwem surowcowym i siłą roboczą w imieniu jakiejś grupy kapitału. Oligarchia rosyjska walczy o tę właśnie pozycję, a poszczególni oligarchowie i ich klany usiłują przedstawić się zachodniemu kapitałowi jako najpoważniejsza siła zdolna wykonać otrzymane rozkazy. 
 
Prozachodnia inteligencja rosyjska (tzw. klasa średnia) łudzi się, że kapitalizm jest systemem racjonalnym i efektywnym, więc tylko nieudolność i pazerność ekipy rządzącej powoduje, że Rosja już dawno nie stała się częścią zachodniego systemu. Ta grupa społeczna ma z zasady przesłonięte oczy ideologiczną mgłą, wedle której tylko system radziecki był sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem. Zachód jest po prostu racjonalny i demokratyczny, a jego jedynym interesem partykularnym jest zaprowadzenie takiego samego systemu racjonalności i demokracji na całym świecie. I wszystko by grało na tym najlepszym ze światów. 
 
Ceną za takie rozwiązanie miałby być rozpad Federacji na państewka rozmiarem podobne do Łotwy czy Estonii? A co to komu przeszkadza? Aby gospodarka się kręciła poza nami, a my tylko będziemy się demokratycznie troszczyć o podział dochodu pozostały po zaspokojeniu słusznych roszczeń kapitału, który bierze na siebie cały ciężar zarządzania parkiem maszynowym, technologią oraz wiecznie niezadowolonymi robolami. 
 
Część inteligencji rosyjskiej, w rodzaju przeciwników Borysa Kagarlickiego, jak Wasilij Kołtaszow czy sprzymierzony z nim Andriej Korjakowcew, swoją „lewicowość” zaznacza tym, że w przeciwieństwie do reszty inteligencji, która troskę o urządzenie systemu społeczeństwa pozostawia zachodnim modelom demokratycznym, uznaje fakt, iż Rosja nie jest przyjmowana z otwartymi ramionami przez zachodnią demokrację. Równorzędny status Rosji – o którym pozostała inteligencja nawet nie śni i jej to nie obchodzi – leży na sercu Kołtaszowowi i Korjakocewowi. W tej mierze, w jakiej postrzegają oni rzeczywisty status Rosji w globalnym systemie ekonomicznym, zdają sobie sprawę z nierównego traktowania Rosji i z tego, że wynika to z obiektywnych interesów globalnego kapitału. Aktualna władza, jaka by nie była, z samego faktu, że jest nieakceptowana przez Zachód, jest zmuszona do pewnej samodzielności, która stoi w sprzeczności z interesami oligarchów, których owa władza reprezentuje. Jest to sytuacja, w której komitet zarządzający interesami kapitału (rząd) widzi szerzej i realniej, wchodząc w konflikt z krótkowzrocznym kapitałem indywidualnym.
 
Na to stawia Kołtaszow. Propagowana przezeń polityka merkantylistyczna jest strategią, którą chce narzucić Putinowi i jego drużynie jako rozwiązanie dla zachowania przez Rosję suwerenności gospodarczej i politycznej. Gra jest trudna w obecnej sytuacji. Wysiłek tej części lewicy, która usiłuje rozgrywać sprzeczności interesów w łonie samego kapitału rosyjskiego i wykorzystywać obiektywne konieczności władzy do zapewnienia społeczeństwu jakichś korzyści, idzie głównie na iluzoryczne nadzieje przy jednoczesnym realnym poparciu dla władzy.
 
Rzecz w tym, że ta „lewica” myśli dokładnie tak samo, jak wspomniana wyżej inteligencja prozachodnia, tyle że ma inny pomysł na realizację tego samego celu. Różne taktyki przy tej samej strategii – zapewnieniu społeczeństwu (czyli „klasie średniej”) odpowiedniego poziomu życia, równorzędnego zachodnim społeczeństwom.
 
Kołtaszow wykorzystuje nacjonalistyczne skrzydło władzy, która podobnie nie określa się jednoznacznie, tylko zachowuje możliwość manewru między nacjonalizmem zapewniającym na jakiś czas poparcie większości społeczeństwa a podporządkowaniem Zachodowi, która to polityka jest naturalnym trendem rosyjskiego kapitału kompradorskiego, ale trudnym do realizacji w sytuacji, kiedy to podporządkowanie jest odrzucane przez zachodni kapitał z racji niepewności co do możliwości konsumpcji tego kęska i niechęci, aby przetrawiła go konkurencyjna grupa.
 
Merkantylizm, choć oparty na fundamencie dbałości o interesy klasy średniej (nie robotniczej) miałby szanse powodzenia u inteligencji, gdyby nie odpychający dla niej nacjonalizm z nim związany. Rezygnacja z nacjonalizmu jest warunkiem przypodobania się Zachodowi, przynajmniej w bezmózgiej wyobraźni inteligenta.
 
Koncepcja Kołtaszowa, podparta filozoficznym dorobieniem ideologii przez Korjakowcewa, wynika z zasadniczego przekonania o braku podmiotu społecznego, który mógłby dać alternatywę dla merkantylistycznego horyzontu. W tym sensie, jest to taki sam koncept, jak całej lewicy, nie tylko w Rosji, ale dostosowany do konkretnej sytuacji rosyjskiej. W przeciwieństwie do reszty „nowoczesnej” lewicy, ta koncepcja wyraża świadomość, że w Rosji nie zaskoczy mechanizm transplantacji demokracji zachodniej, ponieważ miejsce Rosji w globalnym podziale pracy nie daje takiej możliwości. Aby model zachodni mógł zaskoczyć, Rosja powinna wydostać się z Peryferii. Może to zrobić tylko przyjmując kapitalistyczne reguły gry i stosując je umiejętniej niż Zachód. Rozwiązanie merkantylistyczne, czyli stawiające na aktywność państwa w promowaniu własnej gospodarki, zgadza się z nurtem nacjonalistycznym z wszystkimi tego konsekwencjami.
 
Stąd Kołtaszow czerpie nadzieję z każdego ruchu władzy, widząc w tym dążenie do samodzielności działania, choćby wymuszonej. Przy tym klasa średnia może coś ugrać. Lewica stawiająca na utopijne alternatywy wobec tego rozwiązania jest uznana za śmiesznego pajaca.
 
Jednak opinia Kagarlickiego o tym, że ruchy władzy są obliczone na to, aby faktycznie nic się nie zmieniło, wykazuje, że są to posunięcia nastawione jedynie na przetrwanie.
 
Oczywiście, zarówno Kołtaszow, jak i Kagarlicki aż się palą, aby z roli ekspertów wejść do realpolityki. Choćby u boku Sprawiedliwej Rosji z poparciem.. obiektywnej dialektyki ruchów społecznych. Lewica jest przez nich postrzegana jako ta siła, która ma potencjał konsekwentnego przeprowadzenia programu odgórnych reform gospodarczych i społecznych – w przeciwieństwie do oligarchów i reprezentującej ich władzy Putina i jego drużyny.
 
Jednym słowem, najtęższe głowy rosyjskiej lewicy w XXI wieku piszą się na rolę Kiereńskiego, z góry wykluczając pojawienie się jakiegoś Lenina... bo niedemokratyczny.
 
Pożytecznych idiotów - jak mawiał Lenin - nie brakuje.
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 19 stycznia 2020 r.

Społeczność

Lenin 005