Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 62 gości.

E. Balcerek i W. Bratkowski: Nudy na pudy, czyli jak zrodziła się IDEA SOLIDARNOŚCI...

nowalewica.png

Aleksiej Sachnin, rosyjski działacz lewicowy, który spędził kilka dobrych lat w Szwecji na przymusowej emigracji politycznej, faktycznie specjalizuje się w szwedzkiej socjaldemokracji. W wywiadach udzielanych na youtube dzieli się z widzami swoimi spostrzeżeniami oraz historią szwedzkiego modelu państwa dobrobytu. 
 
Wśród innych, niezwykle ciekawych opowieści o szwedzkim dobrobycie od środka, Sachnin napomyka niejako z zażenowaniem, iż był to system odbierany przez swoich beneficjentów jako… nudny. I to mimo rozkwitu sztuki i kultury, niezaprzeczalnie wysokich lotów.
 
Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w krajach tzw. demokracji ludowej, gdzie po okresie stalinowskim weszły te kraje w okres tzw. małej stabilizacji.
 
W przypadku Szwecji, jak i Polski, ale także i ZSRR, zasadniczo nie było sił zainteresowanych w obronie „nudnego” systemu. W owym czasie, kiedy to rywalizacja między systemami również uległa stabilizacji, zagrożenie wydawało się sprowadzać do rozbudowanej i kłamliwej reklamy oraz tandety kulturalnej. Nawet ludziom kulturalnym wydawało się to drobną niedogodnością w porównaniu z mękami artystów poddawanych torturze samocenzury, który to proces owocował dziełami wyrafinowanymi, posiadającymi wiele warstw i podtekstów. Wszystko było tak jasne na planie społecznym, że cała złożoność i ambiwalencja przeniosły się w sferę kultury. PUBLICZNOŚĆ CIERPIAŁA Z TEGO POWODU SOLIDARNIE Z ARTYSTAMI. TAK ZRODZIŁA SIĘ IDEA SOLIDARNOŚCI...
 
Problem istnieje w doktrynie komunizmu. Wedle klasyków, komunizm ma sprzyjać pełnemu rozwojowi człowieka. Heroiczny okres budowy podstaw komunizmu (czy chociażby jego pierwszej fazy) w trakcie i po rewolucji proletariackiej nie nosił znamion nudy z oczywistych względów. Późniejszy okres stabilizacji bynajmniej nie był nudny dla borykających się z zadaniami gospodarczymi grup zawodowych, które kładły podwaliny pod ową stabilizację.
 
Pełna swoboda ekspresji swego talentu ma się przejawiać w możliwości zajmowania się tymi dziedzinami twórczości, w których ów talent się objawia. „Śpiewać każdy może, trochę lepiej, lub trochę gorzej…” Talent nie ma być jednak powodem, dla którego jeden zarabiałby lepiej niż drugi. Każdy może sobie kultywować swoje talenty w dowolnym otoczeniu, bezinteresownie.

See video

 
Można by powiedzieć, że brak elementu rywalizacji zabije potrzebę kultywowania talentu. Dla każdego przejawu naszej osobowości potrzebna jest relacja społeczna, prościej mówiąc – odbiorca. Oczywiście, aby zaistniała taka relacja, nie jest konieczna komercjalizacja talentu. Społeczeństwa pierwotne, ale nie tylko, znały i ceniły sztukę, niekoniecznie tę, która była wykonywana zawodowo. Możliwość odtwarzania dzieł sztuki w prywatnych domach i izolowanie się jednostek we współczesnym tłumie skutecznie neutralizuje ów czynnik, który stanowi najistotniejszą motywację dla idei komunizmu. Niezależnie od miliardów istot ludzkich żyjących na planecie Ziemia, motywację dla uprawiania sztuki czy nauki mają w zasadzie tylko te jednostki, które czerpią z tego kultywowania talentu prawdziwą przyjemność. Nie mniejszą niż uprawianie seksu.
 
W sytuacji, w której większość ludzi pozostaje biernymi odbiorcami kultury, idea komunizmu przestaje mieć sens.
 
W istocie, we współczesnym świecie, jeśli spojrzeć na „nowoczesną” lewicę, zasadniczą sprawą stało się wymyślanie na siłę celów walki, które mogłyby przywrócić ludziom motywację do walki, do zaangażowania się, do ryzyka. Postulat dochodu gwarantowanego jest przyzwoleniem na sprowadzenie na nas wszystkich nudy w ograniczonym wymiarze. Za dużo, aby umrzeć, za mało, aby żyć.
 
Każda grupa społeczna ma swoje partykularne cele działania, niezbędne do funkcjonowania społeczeństwa jako całości. Dochód gwarantowany na poziomie minimalnym daje możliwość przetrwania, ale nie pozwala się nudzić, ponieważ potencjalnie wyższe dochody są związane z zasługami ponadnormatywnymi.
 
Problem w tym, że system, który jest tak zorganizowany prowadzi do wysokiej skuteczności funkcjonowania całości, a w wyniku – do rutynizacji i do automatyzacji mechanizmów społecznych, w związku z czym następuje utrata spontaniczności i nuda powraca.
 
Element wciąż odradzającej się spontaniczności, żywiołowości i nieprzewidywalności trwa w kilku pierwotnych mechanizmach funkcjonowania człowieka – np. w reprodukcji gatunku. Ochrona środowiska, które zabezpiecza rozwój nowego życia, wymaga traktowania otaczającego świata jako czegoś zewnętrznego i potencjalnie zagrażającego, co skutecznie powoduje, że wszelkie mechanizmy zabezpieczające są przyjmowane jako szczęśliwy zbieg okoliczności, a nie jako stabilizacja. Czynnik zakłócający wszelką stabilizację pochodzi od wewnątrz, podobnie jak erupcja talentu.
 
Automatyzacja produkcji życia, jak i produkcji sztuki, znosi ten element destabilizacji w swym sprzecznym dążeniu do zapewnienia stabilizacji, i rodzi nudę.
 
Zarówno uprawianie sztuki, jak i reprodukcja są elementami destabilizującymi, które wymagają dla swego urzeczywistnienia dążenia i walki o stabilizację zewnętrzną.
 
Stabilizacja rozumiana w sensie komunistycznym nie jest stabilizacją luksusową, konsumpcyjną, odbierającą ludziom aktywność. Konieczność uczestnictwa w tworzeniu tej stabilizacji rodzi pytanie o racjonalność nakładów pracy i oczekiwanych efektów. Cudza praca nigdy nie jest wystarczającym argumentem dla zakończenia dążenia do pomnażania jej wydatkowania w celu osiągania malejących przyrostów wartości, ale jeśli to my mamy pracować w tym syzyfowym celu – to już inna kwestia.
 
W komunizmie nie chodzi o automatyzację podejmowania decyzji wartościujących w oparciu o rutynę mechanizmów proefektywnościowych, ale o ich podejmowanie przez wszystkich świadomych ludzi - członków społeczności. Inaczej społeczność ludzka nie będzie się niczym różniła od społeczności termitów. Czy od organizacji ludzkiego ciała, gdzie każda komórka zna swoje miejsce, a jedynym krzykiem o zakończenie nudy jest gwałtowny rozrost własnych, wybujałych ambicji, które nazywamy nowotworem.
 
Warto więc zauważyć, że my, jako paleomarksiści, traktujemy problematykę podejmowaną przez nowoczesną lewicę nie jako coś wrogiego, ale jako objaw patologii współczesnego świata. Zrozumienie tej patologii pozwala na zrozumienie istoty problemów współczesności. Jednak objaw patologii nie może być traktowany jako lek.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski26 stycznia 2020 r.

Społeczność

CAPITALIST