Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 33 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Wirus kapitalizmu

wirus.jpg

Dziś nie wypada nie wspomnieć o koronawirusie, nawet jeśli podejmuje się całkowicie inny temat. Cóż dopiero, kiedy zastanawiamy się nad stanem gospodarki światowej i nadciągającym kryzysem, które są przedstawiane jako wręcz wywołane epidemią. 
 
Można by odnieść wrażenie, że wszystko jest i byłoby OK, gdyby nie to, że walka z wirusem wymaga ograniczeń w swobodnym przepływie ludzi, co powoduje problemy w produkcji i niemożność zarabiania przez kapitał. Logicznie więc cała gospodarka zostaje zahamowana, albowiem racjonalność ekonomiczna polega na przynoszeniu zysku. Gdzie jednak osławiona automatyzacja? 
 
Skoro produkcja materialna przestaje być dochodowa, to powinniśmy sięgnąć po o wiele bardziej wartościotwórcze formy aktywności, choćby produkcję monografii naukowych. Pisać można nie wychodząc z domu, a upowszechniać przez internet. Wystarczy tylko więcej płacić autorom, a PKB wzrośnie ku zadowoleniu wszystkich. Gdyby wprowadzono autorów na giełdę, to można by się odbić od dna nawet w „czarny czwartek”. 
 
Zbojkotujmy sklepy spożywcze i stacje benzynowe. Kupujmy książki. 
 

 
Dlaczego wybuchają kryzysy? 
 
Przez większą część historii bolesne kryzysy zdarzały się wówczas, gdy mechanizmy gospodarcze prowadziły do ruiny danego imperium czy cywilizacji. Istnieje nieprzerwana dynamika rozwoju procesów ekonomicznych. Gospodarka naturalna, oparta na istnieniu indywidualnych gospodarstw rolnych zapewniających środki przetrwania dla rodziny, mogła przeżywać różne kataklizmy, ale nie spowodowane mechanizmami ekonomicznymi. Miały one charakter raczej przyrodniczy lub społeczny (np. wojny). Taki naturalny charakter gospodarki pozostaje ideałem zwolenników ekstremalnie wolnego rynku. Każdy producent jest indywidualnym właścicielem środków produkcji, niezależnym od innych, co powoduje, że stan jego finansów pozostaje w ścisłej korelacji z własnymi umiejętnościami i przedsiębiorczością. Zwolennikom tego modelu ekonomicznego wydaje się, że złożona gospodarka współczesna, gdzie producenci znaleźli się daleko od bezpośredniego kontaktu z przyrodniczymi, a więc bezpłatnymi, zasobami, da się porównać do tej naturalnej z zamierzchłej przeszłości. Pracownicy najemni w tej optyce są traktowani albo jako właściciele swojej siły roboczej (a więc równorzędni kapitalistom), albo jako z zasady darmowy zasób przyrodniczy, obecnie wyceniony arbitralnie, podobnie jak wyceniony arbitralnie jest zasób przyrodniczy, np. złoża surowców, przez właściciela danego, bogatego w surowce terytorium. 
 
Przed epoką obłudnej moralności burżuazyjnej, siła robocza była traktowana raczej z zasady jako darmowy zasób przyrodniczy, podobnie jak zwierzęta pociągowe. I taką właśnie rolę odgrywała w nauce ekonomii – jak wół roboczy. Burżuazja nadała sile roboczej status człowieczeństwa, formalną równorzędność z kapitalistą. Odtąd problem bezrobocia, biedy itd. stał się problemem ekonomicznym, a nie – jak wcześniej – powodował wypadnięcie zjawiska poza obręb nauki o gospodarowaniu. Bieda i głód nie były niczym nadzwyczajnym w świecie przedkapitalistycznym. Ale liczyło się to, że te zjawiska nie miały wpływu na mechanizm gospodarczy. 
 
Rozwój państw europejskich i ich bogactwa spowodował jednak przyrost grup społecznych, które nie brały udziału w bezpośredniej produkcji, ale zajmowały się zawodowo nauką, sztuką i szeroko pojętą kulturą. Wraz z armią ludzi zmarginalizowanych stanowili oni grupę pozbawioną praw przysługujących stanowi szlacheckiemu, właścicielowi naturalnego środka produkcji, jakim była ziemia, oraz korzystającemu z opieki państwa, którego stan ów był filarem.
 
Problemem dla ogromnej masy społeczeństwa był dostęp do elementarnych dóbr zapewniających przeżycie. Problemem dla nowych grup społecznych (literackich) było znalezienie nowej formy zapewnienia sobie tego dostępu w warunkach, kiedy ich umiejętności i talent zaczęły stanowić jedyne źródło dochodu. Kapitalizm mógł się rozwinąć, ponieważ miał perspektywę nieograniczonej ilości siły roboczej oraz pewne źródło zbytu. Państwo zastąpiło prywatnych mecenasów w roli sponsorów grup twórczych, umasowiło w ten sposób ten sposób zarabiania na życie. Organizacja całego społeczeństwa na zasadzie upowszechnienia dostępu do edukacji i innych usług spowodowała oparcie mechanizmu gospodarczego nie na cyklu przyrodniczym, ale na relacjach między grupami społecznymi.
 
W ten sposób gospodarka straciła naturalny sposób na utrzymywanie równowagi gospodarczej poprzez wyrzucanie poza nawias ludzi, którzy nie brali bezpośrednio udziału w produkcji materialnej. Klęski głodu wywoływały być może rozruchy ludowe, ale nie wpływały, przynajmniej bezpośrednio, na gospodarkę i nie stanowiły o jej efektywności lub nieefektywności. Pośrednio wpływały na sytuację międzynarodową danego państwa (siła militarna) i jego zdolność do zapewniania sobie korzystnego układu z sąsiadami, w tym i gospodarczego.
 
Kapitał zagospodarował tę masę ludzką wykorzystując ją do dynamicznego wzrostu. Jednak po przekroczeniu pewnego punktu kulminacyjnego, zaczęły się pojawiać rysy, analogiczne do tych, które zadecydowały o upadku poprzednich formacji.
 
Posiadanie przez jednego właściciela olbrzymich obszarów ziemi nie było w stanie zużyć całości owych zasobów. Nadwyżka ponad potrzeby właściciela była ogromna. Kapitalizm zdołał w stosunkowo krótkim czasie przerobić całość zasobów naturalnych, tak że całość ta została włączona w system ekonomiczny. Konieczność stworzenia mechanizmu typu perpetuum mobile stała się dominująca. A – jak wiadomo – perpetuum mobile jest niemożliwe, stąd i problemy kapitalizmu z okresowymi kryzysami.
 
Tego typu rozważania były prowadzone przy okazji refleksji nad możliwością (choćby teoretyczną) samodzielnego funkcjonowania gospodarki socjalistycznej. Ta refleksja bowiem przejęła zasadniczą kapitalistyczną zasadę rozumowania, a mianowicie uznanie, że mechanizm gospodarczy w socjalizmie powinien opierać się na kapitalistycznym założeniu, że samo społeczeństwo stanowi podstawę i całość elementów stanowiących ów mechanizm. Tak jakby recykling zasobów społecznych wystarczał do wzrostu i rozwoju. Mechanizm szwajcarskiego zegarka nie ma jednak zastosowania do modelu gospodarczego.
 
Brak otoczki niekapitalistycznej, która niwelowałaby krachy gospodarcze, i funkcjonowanie na pełnych obrotach – maksymalnym wykorzystaniu zasobów – sprawia, że w samym systemie zakodowane są zacięcia mechanizmu. Ponieważ nie ma otoczenia niekapitalistycznego, a prawo Saya zostało zweryfikowane negatywnie, a nie ma sposobu na takie skalkulowanie produkcji, która by dokładnie zgadzała się z dochodami na rynku, kryzysy muszą regulować stan nierównowagi.
 
Gospodarka socjalistyczna (komunistyczna), w wyobrażeniu jej twórców nie przyjmowała zasad funkcjonowania gospodarki kapitalistycznej jako aksjomatycznych zadanych warunków. Wręcz przeciwnie, stosunki gospodarcze sprowadzała (redukowała) do sfery produkcji materialnej, zaś nadbudowa kulturowa i cywilizacyjna miała stanowić otoczkę nie wchodzącą w relacje produkcyjne.
 
Wymagało to rezygnacji z uważania twórczości umysłowej za pracę zawodową, przynoszącą dochód. Jako taka włączałaby się ona na powrót w mechanizm ekonomiczny replikując stare problemy kapitalizmu. Stąd postulat, aby praca twórcza była traktowana jako przywilej czasu wolnego od pracy produkcyjnej. Jednocześnie, to efektywność pracy produkcyjnej określałaby nadwyżkę, która określa ilość czasu wolnego. Cel pracy produkcyjnej leżałby więc poza sferą produkcji, nie wymagając, aby istniała pełna zgodność między czynnikami, które z zasady nie mogą się równoważyć.
 
*
 
Optymizm zwolenników wolnego rynku polega na przekonaniu samych siebie, że mniej fartowni członkowie społeczeństwa powinni być traktowani tak jak ludzie zbędni epoki przedkapitalistycznej. Nie posiadają oni żadnego innego rozwiązania, które dodatkowo spełniałoby kryteria racjonalności i równowagi ekonomicznej, jakiej kategorycznie żądają od zwolenników socjalizmu. Bez przedstawienia przez socjalistów dowodów, o których wiadomo, że są niemożliwe, za nic nie przyjmą rozumowania tych ostatnich. Czyli nie przyjmą nigdy, bo zadanie jest niewykonalne.
 
Z perspektywy marksisty zadanie jest po prostu głupie, a żenujące to, iż całe pokolenia socjalistów łamią sobie głowę nad tym, jak przewyższyć kapitalistów w osiągnięciu nierealnego celu.
Szczytowym osiągnięciem myśli socjalistycznej, wyrażonej praktycznie, jest uznanie eksperymentu socjalistycznego po Rewolucji Październikowej za skuteczniejsze wprowadzanie bezalternatywnej gospodarki wolnorynkowej obejmującej wszelkie rodzaje pracy i szukające sposobu na to, aby znaleźć rozwiązanie niemożliwego równania.
 
*
 
Wracając do początkowego wątku - żyjemy w środowisku coraz bardziej nienaturalnym. Otaczamy się urządzeniami, które nie stanowią pożywki dla wirusów (co najwyżej dla wirusów komputerowych). Nasze, ludzkie (i inne zwierzęce) organizmy stanowią więc coraz częstszy (bo coraz uboższy) wybór środowiska sprzyjającego rozmnażaniu się wirusów. Z drugiej strony, nasze „wypasione” organizmy stanowią bogate w substancje odżywcze środowisko. Jeżeli dodamy do tego informację, że najgroźniejsze wirusy są uwalniane wraz z topnieniem wiecznych zmarzlin, to obraz sytuacji nawet dla dyletanta rysuje się wprawdzie dość szkicowo, ale jednocześnie wystarczająco wyraźnie: wirusy są stłoczone na przestrzeni, na której dominuje wyizolowany z naturalnego środowiska i przyjemnie podgniły człowiek, a jest ich coraz więcej, ponieważ rozmnażają się skuteczniej – mają obfitość wysokojakościowego (odludzkiego) pokarmu. Jednym słowem, jak zawsze chodzi o naruszenie równowagi.
 
Można powiedzieć, że przecież wirusy stały się problemem, ponieważ przeniosły się ze zwierząt na człowieka. Ale właśnie przenoszą się chętnie, ponieważ człowiek jest lepszym źródłem pożywienia dla nich. Niedokarmione, dzikie zwierzęta są środowiskiem sprzyjającym równowadze, gdyż wirusy nie mogą się tam namnażać zbyt silnie, albowiem zabrakłoby dla nich pożywienia. Na człowieku jest całkiem inaczej – bogactwo białka i gnuśne, zatkane przekarmieniem komórki, a jednocześnie osłabione owym przekarmieniem, to idealna pożywka.
 
Może jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale bakterie i inne mikroorganizmy spełniają pożyteczną funkcję oczyszczania środowiska od gnijących elementów.
 

"W branży artystycznej panika: 10 historii o tym, jak koronawirus pozbawił ludzi środków do życia"

Złe warunki życia, niezdrowe, przetworzone pożywienie, elementarny brak profilaktyki, to wszystko, to są skutki gospodarki nastawionej na maksymalizację zysku, gdzie społeczeństwa są karmione sztucznie produktami nie tyle niezbędnymi dla zdrowia, co „odżywkami” sztucznie tworzonymi na bazie jakichś naukowych receptur, jak dla zwierząt tucznych.
 
To, że system kapitalistyczny (innego nie mamy) nie potrafi funkcjonować w żadnym aspekcie, widać więc po faktach.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 13 marca 2020 r.

Społeczność

USRR