Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 120 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowsk: Też nie uważamy Piotra za komunistę

Piotr_Ikonowicz_.jpg

Prości ludzie nie obrażają Piotra Ikonowicza nazywając go „komunistą”! Robią to politycy, którzy chcąc go zdyskredytować, piętnują go publicznie, w mediach, tym mianem (Ikonowicz: Raz czy dwa usłyszałem: "komunista", ale nie od ludzi na ulicy, a od polityków w studiu telewizyjnym
 
Sam Piotr nie przywiązuje większej wagi do etykietek, jakimi go się obdarza. Mawia o sobie, np., że jest „więcej niż komunistą”. 
 
Wiele osób wyciąga wniosek, że nie można krytykować Piotra Ikonowicza, ponieważ robi on tyle dobrego dla zwykłych ludzi, poszkodowanych przez los i przez nieludzki system. Krytykowanie jego poglądów jest uznawane więc powszechnie za coś moralnie nagannego. 
 
Wielkie serce Piotra nie ma nic do tego, jakim jest politykiem. A za polityka Piotr pragnie uchodzić nie mniej niż za społecznika. Jeśli zaś chodzi o Piotra jako polityka, można powiedzieć, że z Piotrem-społecznikiem są jak dwie strony księżyca, jak dzień i noc… 
 
Piotr-polityk nie szanuje innych ludzi, manipuluje nimi, obezwładnia swoją wodzowską charyzmą, z której korzysta bezwzględnie nie licząc się z innymi, choćby i bliskimi współpracownikami. Świadczą o tym liczne zastępy byłych towarzyszy, których tak zmęczył i wkurzył zapatrzony w siebie i swoją osobistą karierę polityczną Piotr, że nawet samopoświęcenie w pracy dla bliźnich w którymś momencie przestaje być wystarczającym argumentem, aby przy nim pozostać. 
 
Piotr-polityk ma bardzo określoną linię polityczną, która w pełni wywodzi się z tradycji reformistycznych. W tym sensie, działalność społeczna Piotra jest całkowicie spójna z jego koncepcją polityczną. Ta linia polityczna charakteryzuje się tym, iż niezależnie od szczodrości serca nie była i nie jest w stanie zaproponować alternatywy dla ładu społecznego, który codziennie rodzi odrażające nierówności i niesprawiedliwości.  
 
Pewne złudzenia co do istoty systemu kapitalistycznego mogły posiać złote lata powojenne, które zostały uznane przez lewicę antykomunistyczną za prawdziwe oblicze efektywnej gospodarki wolnego rynku. Tradycja polityczna Piotra sprzyjała takiemu złudzeniu, które dzielili z nim także inni działacze lewicowi, dla których odejście od stalinizmu nie oznaczało bynajmniej akcesu do marksistowskiego ruchu robotniczego. 
 
Jego tradycja polityczna łączyła więc harmonijnie poczucie wyższości moralnej antykomunistycznego socjalizmu nad stalinizmem (utożsamianym z komunizmem) oraz wyższości moralnej patriarchalnej obrony robotników (KOR) nad pustosłowiem stalinowskich sloganów o dyktaturze proletariatu. 
 
W takiej tradycji została ukształtowana lewicowość Piotra.
 
Zgodnie z nią, w transformacji ustrojowej Piotr i jego towarzysze dostrzegali szansę przestawienia nieefektywnej gospodarki realnego socjalizmu na efektywne tory społecznej gospodarki rynkowej. Potem, jak okazało się, że z tego pojęcia pozostała już tylko gospodarka rynkowa w najbardziej antysocjalnym sensie gospodarki zmuszonej do rabunkowej akumulacji pierwotnej, niewzruszona siła tradycji politycznej Piotra ustrzegła go przed przejrzeniem na oczy.
 
W konsekwencji Piotr uznał za stosowne skorzystać z okazji, jaką stwarzało dojście do władzy tzw. postkomunistów (tj. antykomunistycznych karierowiczów z b. PZPR) uwłaszczających się na masie upadłościowej polskiej gospodarki, i wedrzeć się szturmem na poważną scenę polityczną. Trwając nadal w oparach złudzeń i iluzji, Piotr popierał akcesję Polski do Unii Europejskiej uważając, że polski dziki kapitalizm zsocjalizuje się w kontakcie z cywilizowanym kapitalizmem. W gruncie rzeczy postawił na ustabilizowane na wyzysku kolonialnym państwo opiekuńcze.
 
Nic bardziej złudnego!
 
Zamiast być lepiej, było coraz gorzej. I to nie tylko w państwach obszaru poradzieckiego.
Radosna i w założeniu nośna politycznie działalność społecznikowska Piotra, oparta na niezłomnej wierze w dogmaty jego nurtu politycznego, zamieniła się w koszmar, któremu nie jest w stanie podołać nawet nie mniej medialny Jurek Owsiak. Działania, które miały w zamierzeniu wspomagać nieco niezdarnie raczkujący, młody system, którego młodzieńczy wigor uosabiało słynne welfare state, okazały się koszmarem na miarę skonfundowania matki Teresy z Kalkuty uzbrojonej w aspirynę przeciwko bezmiarowi nieszczęść i głodu.
 
Myślący człowiek wyciągnąłby jakieś konstruktywne wnioski z 30 lat doświadczeń. Ale nie Piotr.
 
Dookoła wyrosły nowe pokolenia, które nie są już zapatrzone w iluzje demokratycznej opozycji, która na tle partyjno-państwowej nomenklatury wygrałaby konkurs piękności, nawet gdyby miał ją reprezentować wyłącznie Jacek Kuroń z Adamem Michnikiem. Pokolenia te już nie otaczają kultem cargo pustych puszek po Coca Coli. Tradycja polityczna Piotra Ikonowicza nie ma szans na poważny odbiór, a więc i na stworzenie dla niego kolejnej szansy na zaistnienie w poważnej polityce. W sytuacji jednak, kiedy lewica jest w rozsypce (spowodowanej szkodami zawinionymi przez stalinizm i poststalinizm) i jej świadomość polega głównie na tradeunionistycznej samoświadomości, społecznikostwo Piotra jawi się jako szczyt lewicowej praxis. Działania, które nawet w jego tradycji partyjnej mogły co najwyżej stanowić przybudówkę, działalność pomocniczą dla działalności stricte politycznej, w przypadku współczesnej i nowoczesnej lewicy stały się kwintesencją działania politycznego. W ten sposób Piotr może uzurpować sobie autorytet polityczny na podstawie działania społecznikowskiego.
 
W ten sposób niepolityczne działania wyznaczają kryteria dla uczestników lewicowej sceny politycznej.
 
Kryteria te są obowiązujące dla tych nurtów politycznych, które akceptują system kapitalistyczny w praktyce, tak jak akceptuje go Piotr od początku swej kariery. Dla radykałów z tych nurtów kapitalizm socjalny to wrota do "socjalizmu demokratycznego".
 
Nie wszystkie tradycje polityczne lewicy muszą przyjmować ten punkt widzenia. W tej kwestii Piotr Ikonowicz stosuje normalne zasady walki z przeciwnikiem politycznym, całkiem odmienne od jego dobrotliwych zasad postępowania z podopiecznymi.
 
Nie skarżymy się na to, ponieważ nie mamy ambicji bycia podopiecznymi Piotra.
 
Nie wymagajcie jednak od nas, abyśmy oceniali Piotra-polityka wedle kryteriów dla działacza społecznego.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 3 kwietnia 2020 r.

 
 

Społeczność

1917 rev