Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Lew Trocki: Permanentna rewolucja - Rozdział I: Wymuszony charakter niniejszej pracy i jej cel

Lew Dawidowicz Trocki

Polskie tłumaczenie na podstawie oryginału rosyjskiego, wsparte przekładem angielskim: PK.
 
Wstęp do wydania rosyjskiego: http://1917.net.pl/node/24252
Wstęp do wydania niemieckiego: http://1917.net.pl/node/24253
Następny rozdział: http://1917.net.pl/node/24255
 
********
 
I. Wymuszony charakter niniejszej pracy i jej cel
 
Teoretyczne zapotrzebowanie partii kierowanej przez centroprawicowy blok było przez sześć lat z rzędu pokrywane przez antytrockizm: jedyny produkt, który jest dostępny w nieograniczonych ilościach i dystrybuowany za darmo. Stalin po raz pierwszy zajął się teorią w 1924 r. ze swoimi nieśmiertelnymi artykułami przeciwko permanentnej rewolucji. Także Mołotow otrzymał chrzest „wodza” w tej chrzcielnicy. Falsyfikacja w pełnym rozkwicie. Pewnego dnia przypadkowo zobaczyłem ogłoszenie o publikacji w języku niemieckim dzieł Lenina z 1917 roku. To nieoceniony prezent dla przodujących niemieckich robotników. Ale można z góry wyobrazić sobie, ile tam falsyfikacji, w tekście, a zwłaszcza w komentarzach. Wystarczy powiedzieć, że na pierwszym miejscu w spisie treści znajdują się listy Lenina do Kołłontaj w Nowym Jorku. Dlaczego? Tylko dlatego, że te listy zawierają surowe uwagi pod moim adresem, oparte na całkowicie fałszywych informacjach od Kołłontaj, która w tym czasie zaszczepiła swojemu organicznemu mienszewizmowi histeryczne ultralewactwo. W wydaniu rosyjskim epigoni zostali zmuszeni, choć dwuznacznie, zaznaczyć, że Lenin był niepoprawnie poinformowany. Nie ma jednak wątpliwości, że wydanie niemieckie nie ma nawet tego wymijającego zastrzeżenia. Musimy również dodać, że w tych samych listach Lenina do Kołłontaj miały miejsce gwałtowne ataki na Bucharina, z którymi Kołłontaj była solidarna. Ale ta część listów jest wciąż ukryta. Pojawi się ona dopiero podczas otwartej kampanii przeciwko Bucharinowi. Nie trzeba długo czekać.i Z drugiej strony cała seria cennych dokumentów, artykułów i przemówień Lenina, protokołów, listów itp. pozostaje ukryta tylko dlatego, że atakują Stalina i spółkę lub podważają legendę o trockizmie. W historii trzech rosyjskich rewolucji, podobnie jak w historii partii, dosłownie nie było nietkniętego miejsca: teoria, fakty, tradycje, dziedzictwo Lenina, wszystko poświęcono walce z „trockizmem”, który od momentu choroby Lenina była pomyślana i organizowana jako osobista walka z Trockim, ale rozwinęła się jako walka z marksizmem.
 
Znowu potwierdziło się, że pozornie najbardziej bezcelowe roztrząsanie dawno przebrzmiałych sporów zwykle zaspokaja jakąś nieświadomą potrzebę społeczną dnia dzisiejszego, która sama w sobie nie idzie po linii starych sporów. Kampania przeciwko „staremu trockizmowi” była w rzeczywistości kampanią przeciwko tradycjom październikowym, które stawały się coraz bardziej krępujące i niewygodne dla nowej biurokracji. Trockizmem zaczęto nazywać wszystko, od czego trzeba było się odciąć. Tak więc walka z trockizmem stopniowo stawała się wyrazem teoretycznej i politycznej reakcji w szerokich nieproletariackich, a częściowo i w proletariackich kręgach i odzwierciedleniem tej reakcji w partii. W szczególności karykaturalne, zniekształcone historycznie przeciwstawienie permanentnej rewolucji leninowskiej linii na „sojusz z mużykiem” narodziła się w pełni w 1923 r., wraz z okresem reakcji społeczno-politycznej i partyjnej, jako jej najbardziej jaskrawy wyraz, jako organiczny sprzeciw biurokraty i właściciela wobec rewolucji międzynarodowej z jej „permanentnymi” wstrząsami, jako wyraz filistyńskiego i biurokratycznego pragnienia porządku i spokoju. Złośliwa nagonka przeciwko permanentnej rewolucji była z kolei jedynie oczyszczeniem gruntu pod teorię socjalizmu w jednym kraju, tzn. narodowego socjalizmu nowej formacji. Oczywiście te nowe społeczne korzenie walki z „trockizmem” same w sobie nie rozstrzygają ani za, ani przeciw poprawności teorii permanentnej rewolucji. Ale bez zrozumienia tych ukrytych korzeni spór nabierze nieuchronnie akademickiego, bezpłodnego charakteru.
 
W tych latach nie mogłem zmusić się do oderwania się od nowych zadań i do powrotu do starych kwestii związanych z okresem rewolucji 1905 r., ponieważ dotyczyły one głównie mojej przeszłości i były sztucznie wykorzystywane przeciwko mnie. Uporządkować stare rozbieżności, a w szczególności moje stare błędy związane z warunkami, które je wywołały, uporządkować je, aby stały się jasne dla młodego pokolenia, nie wspominając już o starych, którzy popadli w polityczne dzieciństwo, można tylko na skalę całej książki. Dziwne wydawało się marnowanie na to czasu, swojego i innych, kiedy codziennie na porządku dnia stawały gigantycznie ważne nowe problemy: zadania rewolucji niemieckiej, problem dalszych losów Anglii, problem stosunków między Ameryką i Europą, problemy wyłonione przez strajki brytyjskiego proletariatu, zadania rewolucji chińskiej i wreszcie, przede wszystkim, nasze wewnętrzne sprzeczności i zadania gospodarcze i społeczno-polityczne - wszystko to, moim zdaniem, wystarczyło, by uzasadnić ciągłe odsuwanie z mojej strony historyczno-polemicznej pracy o permanentnej rewolucji. Ale świadomość społeczna nie znosi pustki. W ostatnich latach teoretyczna pustka została wypełniona, jak już wspomniano, śmieciami antytrockizmu. Epigoni, filozofowie i krętacze partyjnej reakcji staczali się coraz niżej, studiowali pod głupim mieńszewikiem Martynowem, deptali Lenina, tarzali się w błocie, a wszystko to nazywano walką z trockizmem. Przez te lata nie udało im się stworzyć żadnej poważnej lub znaczącej pracy, którą można by przywołać nie wstydząc się, ani jednej oceny politycznej, która zostałaby zachowana, ani jednej prognozy, która zostałaby potwierdzona, ani jednego niezależnego hasła, które ideologicznie popchnęłoby nas do przodu. Wszędzie próchno i chałtura.
 
Stalinowskie Problemy Leninizmu stanowią kodyfikację tych ideologicznych śmieci, oficjalny podręcznik krótkowzroczności, zbiór ponumerowanych banałów (staram się podawać najbardziej umiarkowane definicje). „Leninizm” Zinowiewa to… Zinowiewowski leninizm, nie więcej i nie mniej. Jego zasada prawie jak u Lutra: „Tu stoję, ale ... mogę też inaczej”. Przyswajanie tych teoretycznych płodów epigoństwa jest jednakowo nieznośne, z tą różnicą, że czytając Leninizm” Zinowiewa wydaje się, że dławisz się niesprasowaną bawełną, podczas gdy stalinowskie Problemy wywołują fizyczne wrażenie drobno posiekanej szczeciny. Te dwie książki, każda na swój sposób, odzwierciedlają i wieńczą erę ideologicznej reakcji.
 
Przymierzając i dopasowując wszystkie kwestie do „trockizmu” - z prawa, z lewa, z góry, z dołu, z przodu i z tyłu - epigoni w końcu zdołali uzależnić wszystkie wydarzenia na świecie bezpośrednio lub pośrednio od tego, jak wyglądała u Trockiego permanentna rewolucja w 1905 roku. Naszpikowana fałszerstwami legenda „trockizmu” stała się pewnym czynnikiem współczesnej historii. I chociaż prawicowo-centrowa linia ostatnich lat skompromitowała się we wszystkich częściach świata serią bankructw na skalę historyczną, to jednak walka z centrową ideologią Kominternu jest już nie do pomyślenia, a przynajmniej niezwykle trudna, bez oceny starych sporów i prognoz, które mają swój rodowód na początku 1905 roku. Odrodzenie marksistowskiej, a więc leninowskiej, myśli w partii jest nie do pomyślenia bez polemicznego auto-da-fe dla makulatury epigonów, bez teoretycznie bezlitosnej egzekucji aparatczykowych egzekutorów. Napisać taką książkę wcale nie jest trudno. Wszystkie składniki są dostępne. Ale właśnie dlatego trudno ją napisać, ponieważ, według słów wielkiego satyryka Sałtykowa trzeba zejść w rejon „alfabetowych wyziewów” i pozostać przez długi czas w tej całkowicie nieduchowej atmosferze. Niemniej jednak stało się to absolutnie pilne, ponieważ na walce z permanentną rewolucją bezpośrednio zasadza się obrona linii oportunistycznej w dziedzinie problemów Wschodu, tj. ponad połowy ludzkości.
 
Rozpocząłem już dość nieatrakcyjną pracę, teoretyczną polemikę z Zinowiewem i Stalinem, odkładając książki naszych klasyków na godziny odpoczynku (i nurkowie zmuszeni są wypływać na powierzchnię, aby zaczerpnąć świeżego powietrza), gdy nagle pojawił się w obiegu artykuł Radka, poświęcony „dogłębnemu” przeciwstawieniu teorii permanentnej rewolucji poglądom Lenina na to samo zagadnienie. Początkowo zamierzałem odłożyć na bok pracę Radka, aby nie odwlekać kombinacji nieprasowanej bawełny i posiekanej szczeciny przygotowanej dla mnie przez los. Ale kilka przyjaznych listów zmusiło mnie do uważnego przeczytania pracy Radka i doszedłem do tego wniosku: dla węższego kręgu ludzi, którzy myślą niezależnie, nie pod komendę i wiernie studiują marksizm, praca Radka jest bardziej szkodliwa niż oficjalna literatura - w tym samym sensie, w którym oportunizm w polityce jest tym bardziej niebezpieczny, im bardziej jest zamaskowany i im lepsza osobista reputacja go kryje. Radek jest jednym z moich najbliższych przyjaciół politycznych. Jest to dostatecznie uchwycone przez wydarzenia ostatniego okresu. Ale w ostatnich miesiącach wielu towarzyszy z niepokojem śledziło ewolucję Radka, który przeniósł się ze skrajnej lewej flanki opozycji na jej prawą flankę. My wszyscy, najbliżsi przyjaciele Radka, wiemy, że jego genialne dary polityczne i literackie łączą się z wyjątkową impulsywnością i wrażliwością, cechami, które w warunkach pracy zbiorowej są cennym źródłem inicjatywy i krytyki, ale w sytuacji braku jedności mogą dać zupełnie inne owoce. Ostatnia praca Radka - w związku z wieloma wcześniejszymi wystąpieniami - zmusza do przyznania, że Radek stracił kompas lub że kompas ten znajduje się pod wpływem długotrwałej anomalii magnetycznej. Praca Radka nie jest bynajmniej epizodycznym wypadem w przeszłość; nie, jest to niedobrze przemyślane, ale nie mniej szkodliwe wsparcie oficjalnego kursu, z całą jego teoretyczną mitologią.
 
Opisana powyżej funkcja polityczna obecnej walki z „trockizmem” w żadnym wypadku nie oznacza oczywiście, że wewnątrz samej opozycji, która rozwinęła się jako marksistowska twierdza przeciw ideologicznej i politycznej reakcji, krytyka wewnętrzna, a zwłaszcza krytyka moich starych różnic z Leninem, jest niedopuszczalna. Wręcz przeciwnie, taka praca wyjaśniająca może być tylko owocna. Ale tutaj, w każdym razie, konieczne było ścisłe przestrzeganie perspektywy historycznej, poważna praca nad źródłami i oświetlenie przeszłych sporów w stosunku do obecnej walki. Tego wszystkiego brakuje u Radka. Jakby tego nie zauważając, po prostu przyłącza się do walki z „trockizmem”, wykorzystując nie tylko jednostronnie wybrane cytaty, ale także całkowicie fałszywą ich oficjalną interpretację. Tam, gdzie jakby odcina się od oficjalnej kampanii, robi to tak dwuznacznie, że faktycznie daje jej podwójne poparcie „bezstronnego” świadka. Jak zawsze dzieje się z ideologicznym staczaniem się, w ostatnim dziele Radka nie można odnaleźć śladów jego przenikliwości politycznej i umiejętności literackich. Praca bez perspektyw, bez trzech wymiarów, praca na tej samej płaszczyźnie cytatów i dlatego - praca płaska.
 
Z jakiej potrzeby politycznej się ona wzięła? Z różnicy zdań, jaką miał Radek z przeważającą większością opozycji w sprawie rewolucji chińskiej. Słyszy się, co prawda, poszczególne głosy, że chińskie różnice są teraz „nieaktualne” (Prieobrażenski). Ale nie można nawet poważnie odpowiedzieć na te głosy. Cały bolszewizm wyrósł i ostatecznie ukształtował się na krytyce i badaniu doświadczenia z 1905 roku, pod świeżym jego wrażeniem, kiedy to doświadczenie było nadal bezpośrednim doświadczeniem pierwszego pokolenia bolszewików. Jak inaczej, na jakim innym wydarzeniu mogą teraz studiować nowe pokolenia rewolucjonistów proletariackich, jeśli nie na świeżym, wciąż nie zakrzepłym, wciąż parującym krwią doświadczeniu rewolucji chińskiej? Tylko bezduszni pedanci mogą „odkładać” problemy rewolucji chińskiej, aby w późniejszym czasie mogli je badać w „spokojnej” atmosferze. Nie przystoi to zwłaszcza bolszewikom-leninistom, ponieważ rewolucje w krajach Wschodu nie zostały jeszcze zdjęte z porządku dnia, a ich daty nie są znane nikomu.
 
Po zajęciu fałszywego stanowiska w kwestii rewolucji chińskiej Radek stara się je retrospektywnie uzasadnić jednostronnym i zniekształconym obrazem moich dawnych sporów z Leninem. Tutaj Radek zmuszony jest użyć broni z cudzego arsenału i płynąć bez kompasu w cudzym kanale.
 
Radek jest moim przyjacielem, ale prawda jest mi droższa. Ponownie jestem zmuszony odłożyć bardziej obszerną pracę nad problemami rewolucji, aby dać odpór Radkowi. Postawiono zbyt doniosłe pytania i postawiono je na ostrzu noża. Jednocześnie moja trudność jest trojaka: obfitość i różnorodność błędów w pracy Radka; obfitość faktów literackich i historycznych z 23 lat (1905–1928), które obalają Radka; mała ilość czasu, którego mogę poświęcić na tę pracę, ponieważ problemy gospodarcze ZSRR wysuwają się teraz na pierwszy plan.
 
Wszystkie te okoliczności określają charakter niniejszej pracy. Nie wyczerpuje ona kwestii. Wiele z w niej nie zostało dopowiedziane - częściowo również dlatego, że związana jest z poprzednimi pracami, przede wszystkim „Krytyką programu Kominternu”. Stosy materiałów merytorycznych, które zebrałem na ten temat, pozostają niewykorzystane - aż do napisania zamierzonej książki przeciwko epigonom, tzn. przeciwko oficjalnej ideologii sfer reakcyjnych.
 
Praca Radka nad permanentną rewolucją opiera się na wniosku:
 
„Nowej części partii (opozycji) grozi niebezpieczeństwo pojawienia się trendów, które oderwą rozwój rewolucji proletariackiej od jej sojusznika – chłopstwa”.
 
Natychmiast uderza, że ten wniosek dotyczący „nowej” części partii został sformułowany w drugiej połowie 1928 r. jako nowy wniosek. My go słyszymy nieprzerwanie od jesieni 1923 roku. Jak Radek uzasadnia swój zwrot w kierunku głównej tezy oficjalnej? Znów nie w nowy sposób: wraca do teorii permanentnej rewolucji. W latach 1924–25 Radek kilkakrotnie zamierzał napisać broszurę poświęconą udowodnieniu, że teoria permanentnej rewolucji i leninowskie hasło demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa, wzięte w skali historycznej, tzn. w świetle trzech rewolucji, które przed nami przeszły, w żadnym wypadku nie mogą być sobie przeciwstawione, przeciwnie, w zasadzie się one pokrywają. Teraz, opracowawszy - jak pisze do jednego ze swoich towarzyszy - „na nowo” ten problem, Radek doszedł do wniosku, że stara permanentna teoria zagraża „nowej” części partii nie mniej i nie więcej, niż niebezpieczeństwem oddzielenia od chłopstwa.
 
Jak jednak Radek „opracował” problem? Niektóre informacje na ten temat sam podaje:
 
„Nie mamy pod ręką sformułowań podanych przez Trockiego w 1905 r. we wstępie do Marksowskiej <<Wojny domowej we Francji>> oraz w 1905 r. w <<Naszej rewolucji>>.”
 
Lata nie są tu całkiem poprawnie wskazane, ale nie trzeba się na tym zatrzymywać. Istotą sprawy jest to, że jedyną pracą, w której wyraziłem swoje poglądy na temat rozwoju rewolucji w mniej lub bardziej systematycznej formie, jest obszerny artykuł Rezultaty i perspektywy” (str. 224–286 w książce „Nasza rewolucja”, Petersburg, 1906). Mój artykuł w polskim organie Róży Luksemburg i Tyszki (1909) - do którego wyłącznie odnosi się Radek, ale który, niestety, wyjaśnia na sposób Kamieniewa - w żadnym wypadku nie pretendował do kompletności i pełności. Teoretycznie oparty był na książce „Nasza rewolucja”. Teraz nikt nie jest zobowiązany czytać tą książkę. Od tego czasu miały miejsce takie wydarzenia i podczas tych wydarzeń naprawdę dowiedzieliśmy się tak wiele, że obrzydliwy wydaje się mi, muszę przyznać, obecny epigonistyczny sposób rozważania nowych problemów historycznych nie w świetle żywych doświadczeń rewolucji, których już dokonaliśmy, ale głównie w świetle cytatów odnoszących się tylko do przewidywań co do przyszłych wówczas rewolucji Nie chcę, oczywiście, tym samym odmawiać Radkowi prawa do podejścia do kwestii od strony historyczno-literackiej. Ale wtedy naprawdę trzeba to zrobić poprawnie. Radek próbuje wyjaśnić los teorii permanentnej rewolucji przez prawie ćwierć wieku, a jednocześnie od niechcenia zauważa, że „nie ma pod ręką” właśnie tych prac, w których przedstawiłem tę teorię.
 
Zaznaczę tu, że Lenin, co stało się dla mnie teraz szczególnie jasne, czytając jego stare artykuły, nigdy nie czytał wyżej wspomnianej głównej pracy. Wyjaśnia to, najwidoczniej, nie tylko fakt, że „Nasza Rewolucja”, opublikowana w 1906 r., wkrótce została skonfiskowana i wszyscy wkrótce wylądowaliśmy na wygnaniu, ale również to, że dwie trzecie wspomnianej książki składało się z przedruków starych artykułów, a od wielu towarzyszy usłyszałem później, że nie przeczytali książki, uważając ją za zbiór starych prac. W każdym razie fragmentaryczne, bardzo nieliczne uwagi polemiczne Lenina przeciwko permanentnej rewolucji opierają się niemal wyłącznie na przedmowie Parvusa do mojej broszury „Do 9 stycznia”, na jego całkowicie nieznanej mi proklamacji „Bez cara” oraz na wewnętrznych sporach Lenina z Bucharinem i innymi. Nigdy nigdzie Lenin nie przeanalizował i nie zacytował, choćby mimochodem, „Rezultatów i perspektyw”, a niektóre, wyraźnie nie skierowane przeciwko mnie, zastrzeżenia Lenina wobec permanentnej rewolucji jasno świadczą, że nie przeczytał tej pracy.ii
 
Byłoby jednak nierozsądnym sądzić, że to właśnie stanowi „leninizm” Lenina. A jest to najwyraźniej pogląd Radka. W każdym razie jego artykuł, który badam, nie tylko świadczy o tym, że nie ma on „pod ręką” moich głównych prac, ale wydaje się, że nigdy ich nie czytał, a jeśli tak, to dawno temu, przed przewrotem październikowym, a w każdym razie niewiele zachował z nich w pamięci.
 
Na tym jednak nie koniec. Jeśli w 1905 lub 1909 r. dozwolona była, a nawet nieunikniona, polemika wzajemna z powodu bieżących artykułów, nawet pojedynczych zdań w osobnych artykułach, szczególnie w warunkach rozłamu, to teraz, przy retrospektywnym przeglądzie gigantycznego okresu historycznego, nie jest możliwe, aby rewolucjonista-marksista nie postawił sobie pytania: jak omówione formuły zostały wprowadzone w praktykę, jak zostały zrozumiane i zinterpretowane w działaniu? Jaka była taktyka? Gdyby Radek zadał sobie trud przejrzenia co najmniej dwóch książek „Naszej pierwszej rewolucji” (tom II moich „Dzieł”), nie odważyłby się napisać swojej obecnej pracy, w każdym razie wyrzuciłby całą serię swoich odważniejszych wypowiedzi. Przynajmniej chcę mieć taką nadzieję.
 
Tak więc Radek przede wszystkim dowiedziałby się z tych dwóch książek, że permanentna rewolucja nie oznaczała dla mnie w działalności politycznej przeskakiwania demokratycznego etapu rewolucji, a także jej bardziej określonych kroków. Przekonałby się, że pomimo faktu, że nielegalnie spędziłem cały rok 1905 w Rosji, bez żadnego kontaktu z emigracją, sformułowałem zadania kolejnych etapów rewolucji całkowicie jednomyślnie z Leninem; dowiedziałby się, że główne apele do chłopów wydane przez centralną drukarnię bolszewicką w 1905 r. zostały napisane przeze mnie; że „Nowaja Żizn” redagowane przez Lenina w uwadze redakcyjnej zdecydowanie broniło mojego artykułu o permanentnej rewolucji w „Naczalo”; że Leninowskie Nowaja Żizn”, a czasem osobiście Lenin, niezmiennie popierało i broniło tych politycznych decyzji Rady Delegatów, których ja byłem autorem i dla której byłem sprawozdawcą w dziewięciu na dziesięć przypadków; że po grudniowej klęsce napisałem broszurę taktyczną z więzienia, w której widziałem centralny problem strategiczny w połączeniu proletariackiej ofensywy z agrarną rewolucją chłopstwa; że Lenin wydrukował tę broszurę w bolszewickim wydawnictwie „Nowaja Wolna”, udzielając mi bardzo energicznej aprobaty za pośrednictwem Knunianca; że na kongresie w Londynie w 1907 r. Lenin mówił o mojej „solidarności” z bolszewizmem w poglądach na temat chłopstwa i liberalnej burżuazji. Wszystko to nie istnieje dla Radka: oczywiście, nie było to „pod ręką”.
 
Jak jednak przedstawia się rzecz u Radka z pracami samego Lenina? Nie lepiej lub nieznacznie lepiej. Radek ogranicza się tylko do cytatów, które Lenin skierował przeciwko mnie, często odnosząc się pokotem nie do mnie, ale do innych (np. Bucharina i Radka: szczerego ukazania tego faktu dokonuje sam Radek). Radek nie przedstawił przeciwko mnie ani jednego nowego cytatu: po prostu użył gotowego materiału cytatowego, który teraz prawie każdy obywatel ZSRR ma „pod ręką”. Radek dodał do tego tylko kilka cytatów, w których Lenin wyjaśniał anarchistom i socjalistom-rewolucjonistom wielkie prawdy o różnicy między republiką burżuazyjną a socjalizmem, przy czym u Radka wychodzi, jakby te cytaty były skierowane przeciwko mnie. Niewiarygodne, ale mimo to prawdziwe!
 
Radek całkowicie pomija te stare wypowiedzi Lenina, w których bardzo powściągliwie, bardzo oszczędnie, ale z tym większą wagą, potwierdza moją solidarność z bolszewizmem w fundamentalnych kwestiach rewolucyjnych. Nie możemy na ani chwilę zapomnieć, że oświadczenia te zostały wypowiedziane przez Lenina w warunkach, gdy nie należałem do frakcji bolszewickiej, i kiedy Lenin bezlitośnie (i całkiem słusznie) atakował mnie za pojednawczość - nie za permanentną rewolucję, co do której ograniczał się do epizodycznych zastrzeżeń, ale pojednawczości, gotowości do wiary w ewolucję mieńszewików w lewo. Leninowi bardziej zależało na walce z pojednawczością niż na „sprawiedliwości” poszczególnych polemicznych ataków na „pojednawcę” Trockiego.
Broniąc przede mną w 1924 roku zachowania Zinowiewa w Październiku, Stalin pisał:
 
„Tow. Trocki nie zrozumiał listów Lenina (dotyczących Zinowiewa. L. T. ), ich znaczenia, celu. Lenin czasami celowo wybiegał w swoich listach naprzód, podkreślając możliwe błędy, które można popełnić, i krytykując je z wyprzedzeniem, aby ostrzec partię i zabezpieczyć ją przed błędami, lub czasami rozdmuchiwał „drobiazg” i robił „z muchy słonia” w tym samym celu pedagogicznym... Ale wyciągać z takich listów Lenina (a takich listów jest niemało) wniosek o <<tragicznych>> rozbieżnościach i trąbić z tego powodu – znaczy nie rozumieć listów Lenina, nie znać Lenina.” (J. Stalin, „Trockizm czy leninizm?”, 1924).
 
Sformułowanie tej myśli jest dość grubiańskie - „styl to człowiek” - ale istota tej myśli jest prawidłowa, chociaż najmniej prawdopodobne jest, aby pasowała do różnic październikowych, które nie przypominają „muchy”. Ale jeśli Lenin uciekał się do „pedagogicznych” wyolbrzymień i prewencyjnych polemik w stosunku do najbliższych członków własnej frakcji, to tym bardziej czynił to w stosunku do człowieka, który był wtedy poza frakcją bolszewicką i głosił pojednawczość. Radek nawet nie pomyślał o wprowadzeniu tego niezbędnego, korekcyjnego współczynnika do starych cytatów.
 
W przedmowie z 1922 r. do mojej książki „1905” napisałem, że przewidywanie możliwości i prawdopodobieństwa dyktatury proletariatu w Rosji wcześniej niż w krajach rozwiniętych, zostało faktycznie udowodnione po 12 latach. Radek, kierując się niezbyt wdzięcznymi wzorcami, przedstawia tę sprawę, jak gdybym przeciwstawi tę prognozę strategicznej linii Lenina. Tymczasem z „Przedmowy” jasno wynika, że przyjmuję prognozę permanentnej rewolucji w tych jej podstawowych cechach, w których pokrywa się ona ze strategiczną linią bolszewizmu. Jeśli mówię w jednym z przypisów o „uzbrojeniu” partii na początku 1917 r., to nie w tym sensie, że Lenin uznał poprzednią drogę partii za „błędną”, ale w tym, że - na szczęście dla rewolucji - Lenin przybył, choć późno, ale wciąż na czas do Rosji, aby nauczyć partię, by porzuciła przestarzałe hasło „demokratycznej dyktatury”, którego ciągle trzymali się Stalin, Kamieniew, Rykow, Mołotow itd. itd. Jeśli Kamieniewowie oburzyli się na wzmiankę o „uzbrojeniu”, to jest to zrozumiałe, ponieważ zostało przeprowadzone przeciwko nim. A Radek? Zaczął być oburzony dopiero w 1928 r., to znaczy po tym, jak sam zaczął opierać się niezbędnemu „uzbrojeniu” Chińskiej Partii Komunistycznej.
 
Przypomnę Radkowi, że moje książki „1905” (wraz z kryminalną „Przedmową”) i „Rewolucja październikowa” odgrywały za Lenina rolę głównych podręczników historycznych dotyczących obu rewolucji. Przeszły one wówczas przez niezliczoną liczbę wydań po rosyjsku i w językach obcych. Nikt nigdy mi nie powiedział, że w moich książkach przeciwstawiono dwie linie, ponieważ wtedy, przed rewizjonistyczną zmianą drogowskazów przez epigonów, każdy rozsądny członek partii nie podporządkowywał doświadczenia październikowego starym cytatom, ale badał stare cytaty w świetle rewolucji październikowej.
 
Z tym związany jest jeszcze jeden punkt, co do którego Radek dopuszcza się całkowicie niedopuszczalnego nadużycia: Trocki przyznał – mówi on – że Lenin miał rację przeciwko niemu. Oczywiście, przyznałem. I w tym uznaniu nie było ani odrobiny dyplomacji. Miałem na myśli całą historyczną drogę Lenina, całą jego orientację teoretyczną, jego strategię, jego budownictwo partii. Ale to oczywiście nie dotyczyło każdego z polemicznych cytatów, zresztą interpretowanych dzisiaj dla celów wrogich leninizmowi. Radek ostrzegał mnie w swoim czasie, w 1926 r., podczas bloku z Zinowiewem, że Zinowiew potrzebuje mojego oświadczenia o racji Lenina, aby choć trochę ukryć swój brak racji wobec mnie. Oczywiście doskonale to zrozumiałem. Dlatego podczas VII plenum KW MK powiedziałem, że mam na myśli historyczną rację Lenina i jego partii, a nie rację moich obecnych krytyków, którzy starają się zasłaniać cytatami z Lenina. Dziś muszę niestety rozszerzyć te słowa na Radka.
 
Odnośnie permanentnej rewolucji mówiłem tylko o brakach teorii, nieuniknionych, ponieważ chodziło o prognozę. Jednocześnie Bucharin na VII plenum KW MK podkreślił i całkiem słusznie, że Trocki nie porzucił tej koncepcji jako całości. O „brakach” będę mówić w innej, bardziej obszernej pracy, w której postaram się w spójny sposób przedstawić doświadczenie trzech rewolucji w odniesieniu do dalszych dróg Kominternu, szczególnie na Wschodzie. Tutaj, aby nie pozostawiać miejsca na dwuznaczności, powiem krótko: pomimo wszystkich braków teoria permanentnej rewolucji, przedstawiona nawet w moich najwcześniejszych pracach, przede wszystkim w „Rezultatach i perspektywach” (1906), jest niezmiernie bardziej nasycona duchem marksizmu i dlatego niezmiernie bliższa historycznej linii Lenina i partii bolszewickiej, niż nie tylko obecne stalinowskie i bucharinowskie mędrkowania z perspektywy czasu, ale także ostatnia praca Radka.
 
Nie mam przez to wcale na myśli twierdzenia, że koncepcja rewolucji reprezentuje tę samą nieprzerwaną linię we wszystkich moich pismach. Nie uporządkowałem starych cytatów - teraz tylko okres partyjnej reakcji i epigonizmu zmusza mnie do tego - ale próbowałem, czy to lepiej, czy gorzej, ocenić realne procesy życia. W przeciągu 12 lat (1905–1917) dziennikarstwa rewolucyjnego miałem także artykuły, w których okoliczności koniunkturalne i nieuniknione w walce koniunkturalno-oportunistyczne wyolbrzymienia wychodziły na pierwszy plan, naruszając linię strategiczną. Można znaleźć na przykład artykuły, w których wyraziłem wątpliwości co do przyszłej rewolucyjnej roli całego chłopstwa jako stanu, i w związku z tym odmawiałem, szczególnie podczas wojny imperialistycznej, nazwania przyszłej rewolucji rosyjskiej „narodową”, uznając tę nazwę za niejednoznaczną. Musimy tylko nie zapominać, że interesujące nas historyczne procesy, w tym szczególnie procesy w chłopstwie, stały się o wiele wyraźniejsze teraz, gdy dawno się zakończyły, niż w chwili, gdy właśnie się rozwijały. Zauważam również, że Lenin, który ani przez chwilę nie tracił z oczu problemu chłopskiego w całych jego gigantycznych, historycznych rozmiarach i od którego wszyscy się uczyliśmy, jeszcze po rewolucji lutowej uważał za niejasne, czy chłopstwo można oderwać od burżuazji i poprowadzić je za sobą. Ogólnie odpowiem surowym krytykom, że o wiele łatwiej jest znaleźć w ciągu jednej godziny formalne sprzeczności w cudzych artykułach prasowych sprzed ćwierci wieku niż samemu zachować jedność głównej linii w ciągu choćby jednego roku.
 
W tych wstępnych wierszach trzeba uczynić jeszcze jedną, całkowicie sakramentalną uwagę: gdyby teoria permanentnej rewolucji była poprawna, mówi Radek, Trocki zgromadziłby na jej podstawie dużą frakcję. Tymczasem tak się nie stało. Więc... teoria była błędna.
 
Argument Radka, wzięty w jego ogólnej formie, nie trąci dialektyką. Można z niego wywnioskować, że punkt widzenia opozycji w sprawie rewolucji chińskiej lub pozycja Marksa w sprawach brytyjskich była nieprawidłowa; że stanowisko Kominternu w odniesieniu do reformistów w Ameryce, w Austrii i, jeśli chcemy, we wszystkich innych krajach jest błędne.
 
Jeśli weźmiemy rozważania Radka nie w ich ogólnej „historyczno-filozoficznej” formie, ale tylko w odniesieniu do interesującej nas kwestii, wówczas biją one w samego Radka: argument mógłby mieć cień znaczenia, gdybym uważał, a co ważniejsze, gdyby wydarzenia pokazały, że linia permanentnej rewolucji jest sprzeczna ze strategiczną linią bolszewizmu, przeciwstawia się jej i coraz bardziej się z nią kłóci: tylko wtedy istniałyby podstawy dla dwóch frakcji. A przecież to właśnie chce Radek udowodnić. Wręcz przeciwnie, udowadniam, że przy wszystkich frakcyjno-polemicznych przesadach i koniunkturalnych zaostrzeniach problemu główna linia strategiczna była taka sama. Skąd tu wziąć drugą frakcję? W rzeczy samej okazuje się, że w pierwszej rewolucji pracowałem ramię w ramię z bolszewikami, a następnie broniłem tej wspólnej pracy w prasie międzynarodowej przed renegacką krytyką mieńszewików. Podczas rewolucji 1917 r. wraz z Leninem walczyłem przeciwko demokratycznemu oportunizmowi tych samych „starych bolszewików”, których wyniosła teraz reakcyjna klika, uzbrajając ich tylko do nagonki na rewolucję permanentną.
 
Wreszcie, nigdy nie próbowałem stworzyć ugrupowania opartego na ideach permanentnej rewolucji. Moje stanowisko wewnątrzpartyjne było pojednawcze, a jeśli w niektórych momentach dążyłem do stworzenia ugrupowania, było to na jego [pojednawstwa] podstawie. Moja pojednawczość wywodzi się z pewnego rodzaju społeczno-rewolucyjnego fatalizmu. Wierzyłem, że logika walki klasowej zmusi obie frakcje do przyjęcia jednej linii rewolucyjnej. Niejasny był wtedy dla mnie wielki historyczny sens leninowskiej polityki nieprzejednanych ideologicznych podziałów i, w razie potrzeby, rozłamu w celu zjednoczenia i zahartowania rdzenia prawdziwie proletariackiej partii. W 1911 roku Lenin napisał o tym:
 
„Pojednawczość to suma sentymentów, aspiracji i poglądów nierozerwalnie związanych z samą istotą historycznego zadania postawionego przed SDPRR w epoce kontrrewolucji lat 1908–1911. W związku z tym wielu socjaldemokratów popadło w tym okresie w pojednawczość na podstawie różnych przesłanek. Najbardziej konsekwentnym wyrazicielem pojednawczości był Trocki, który jako niemal jedyny próbował stworzyć teoretyczne podstawy dla tego kierunku.” (XI, część 2, str. 371).
 
Dążąc do jedności za wszelką cenę, mimowolnie i nieuchronnie idealizowałem centrystyczne tendencje w mieńszewizmie. Mimo moich potrójnych epizodycznych prób nie nawiązałem żadnej współpracy z mieńszewikami i nie mogłem. Jednocześnie linia pojednawcza co raz bardziej przeciwstawiała mnie bolszewizmowi, ponieważ Lenin, w przeciwieństwie do mieńszewików, dawał pojednawczości, i nie mógł nie dawać, bezlitosny odpór. Ale na platformie pojednania nie można oczywiście stworzyć żadnej frakcji.
 
Stąd lekcja: niedopuszczalne i zgubne jest złamanie lub złagodzenie linii politycznej w celu wulgarnego pojednania; niedopuszczalne jest sztafirowanie centryzmu dokonującego lewicowych zygzaków; niedopuszczalne jest wyolbrzymianie i podsycanie sporów z prawdziwie rewolucyjnymi współmyślicielami w pogoni za błędnymi ogniami centryzmu. Oto prawdziwe lekce z prawdziwych błędów Trockiego. Te lekcje są bardzo ważne. Nadal zachowują całą swoją siłę. Radek powinien nad nimi dokładnie się zastanowić.
 
Stalin z charakterystycznym mu ideologicznym cynizmem powiedział kiedyś:
 
„Trocki nie może nie wiedzieć, że Lenin walczył z teorią permanentnej rewolucji do końca swoich dni. Ale to mu nie przeszkadza”. („Prawda”, nr 262, 12.11.26).
 
Jest to prymitywna i nielojalna, tj. czysto stalinowska karykatura rzeczywistości. W jednej ze swoich odezw do zagranicznych komunistów Lenin wyjaśnił, że rozbieżności między komunistami wcale nie są takie same jak rozbieżności z socjaldemokracją. Takie rozbieżności, pisał, przeżywał bolszewizm w przeszłości. Ale...
 
„W momencie zdobycia władzy i powstania republiki radzieckiej bolszewizm okazał się zjednoczony, przyciągnął wszystko, co najlepsze z bliskich mu prądów myśli socjalistycznej” (t. XVI, str. 333).
 
Jakie bliskie nurty myśli socjalistycznej miał na myśli Lenin, pisząc te słowa? Czy Martynowa lub Kuusinena? Czy Cachina, Thälmanna lub Smerala? Czy to oni wydawali się Leninowi „najlepszymi z bliskich prądów”? Jaki inny trend był bliższy bolszewizmowi niż ten, który reprezentowałem we wszystkich podstawowych kwestiach, w tym również chłopskiej? Nawet Róża Luksemburg uchyliła się początkowo od polityki rolnej rządu bolszewickiego. Dla mnie nie było żadnego problemu. Siedzieliśmy wespół z Leninem przy stole, kiedy pisał on ołówkiem swój projekt dekretu rolnego. Wymiana zdań składała się z nie więcej niż kilkunastu krótkich uwag, których sens był taki: krok sprzeczny, ale historycznie absolutnie nieunikniony; pod reżimem proletariackiej dyktatury, w skali rewolucji międzynarodowej, sprzeczności się wyrównają - potrzebny jest tylko czas. Jeśli istniała poważna sprzeczność między teorią rewolucji permanentnej a dialektyką leninowską w kwestii chłopskiej, jak Radek może wyjaśnić fakt, że nie porzucając moich podstawowych poglądów na temat przebiegu rewolucji, w 1917 r. nie potknąłem się o kwestię chłopską , jak większość ówczesnej elity bolszewickiej? Jak Radek tłumaczy fakt, że obecni teoretycy i politycy antytrockizmu - Zinowiew, Kamieniew, Stalin, Rykow, Mołotow itp. itd. - wszyscy co do jednego po rewolucji lutowej zajęli wulgarno-demokratyczne, a nie proletariackie stanowisko? I jeszcze raz: o czym i o kim ogólnie mógłby mówić Lenin, wskazując na połączenie z bolszewizmem najlepszych elementów najbliższych mu prądów marksizmu? I czy ta ostateczna ocena przez Lenina wcześniejszych rozbieżności nie pokazuje, że w każdym razie nie widział dwóch niemożliwych do pogodzenia linii strategicznych?
 
Jeszcze bardziej znaczące w tym względzie jest przemówienie Lenina na posiedzeniu Komitetu Piotrogrodzkiego w dniu 1/14 listopada 1917 r.iii Rozpatrzono tam kwestię porozumienia z mieńszewikami i socjalistami-rewolucjonistami. Zwolennicy koalicji starali się tam, co prawda bardzo nieśmiało, imputować „trockizm”. Co odpowiedział Lenin?
 
„... Porozumienie? Nie mogę nawet poważnie o tym mówić. Trocki dawno orzekł, że zjednoczenie jest niemożliwe. Trocki to zrozumiał - i od tego czasu nie było lepszego bolszewika”.
 
Nie permanentna rewolucja, ale pojednawczość, to właśnie oddzielało mnie zdaniem Lenina od bolszewizmu. Aby zostać „najlepszym bolszewikiem”, musiałem, jak słyszymy, zrozumieć niemożliwość porozumienia z mieńszewizmem.
 
Jak jednak dokładnie wyjaśnić ostry charakter zwrotu Radka w kwestii permanentnej rewolucji? Wydaje mi się, że znam jeden z elementów wyjaśnienia. Radek był w 1916 roku, jak dowiadujemy się z jego artykułu, w solidarności z „rewolucją permanentną” w interpretacji Bucharina, który wierzył, że rewolucja burżuazyjna w Rosji się zakończyła - nie rewolucyjna rola burżuazji, a nawet historyczna rola hasła demokratycznej dyktatury, ale rewolucja burżuazyjna jako taka - i dlatego proletariat musi przejąć władzę pod czysto socjalistycznym sztandarem. Najwidocznej Radek zinterpretował moje stanowisko w tym czasie po bucharinowsku: inaczej nie mógłby jednocześnie solidaryzować się z Bucharinem i ze mną. To z drugiej strony wyjaśnia również, dlaczego Lenin polemizował z Bucharinem i Radkiem, z którymi współpracował, atakując ich pod pseudonimem Trockiego (Radek uznaje to w swoim artykule). Przypominam sobie, że swoją problematyczną „solidarnością” w tej sprawie straszył mnie w ówczesnych paryskich rozmowach M. N. Pokrowski, współwyznawca Bucharina, niewyczerpany projektant schematów historycznych z wielkim smakiem zabarwianych na marksizm. W polityce Pokrowski był i pozostaje antykadetem, szczerze biorąc to za bolszewizm.
 
W latach 1924–25 Radek najwidoczniej nadal żył ideologicznymi wspomnieniami o pozycji bucharinowskiej z 1916 r., nadal utożsamiając ją z moją. Radek, słusznie rozczarowany tą beznadziejną pozycją na podstawie szybkiego przestudiowania Lenina, jak to często bywa w takich przypadkach, wykonał łuk 180° nad moją głową. Jest to bardzo prawdopodobne, ponieważ jest typowe. Tak Bucharin wywróciwszy się w latach 1923-25 na lewą stronę, tzn. przemieniając się z ultralewaka w oportunistę, nieustannie podrzuca mi swoją własną ideologiczną przeszłość, nazywając ją „trockizmem”. W pierwszym okresie kampanii przeciwko mnie, kiedy czasami zmuszałem się do czytania artykułów Bucharina, często zadawałem sobie pytanie: skąd on to bierze? - ale potem zgadywałem: zaglądał do swojego wczorajszego pamiętnika. I tak się zastanawiam, czy kontrapostolska przemiana Radka z Pawła permanentnej rewolucji w Szawła ma to samo tło psychologiczne? Nie śmiem nalegać na tę hipotezę. Nie mogę jednak znaleźć innego wyjaśnienia.
 
Tak czy inaczej, wg francuskiego wyrażenia, butelka jest odkorkowana, trzeba pić do dna. Będziemy musieli odbyć długi wypad w sferę starych cytatów. Na ile to było możliwe, ograniczyłem ich liczbę. Ale wciąż jest ich dużo. Usprawiedliwieniem niech będzie to, że w tym narzuconym mi przetrząsaniu starych cytatów zawsze staram się znaleźć nici prowadzące ku palącym problemom teraźniejszości.
 
Przypisy:

iOd tego czasu prognoza ta się spełniła. [Przypis Trockiego.]

iiTo prawda, że w 1909 r. Lenin zacytował moje Rezultaty i perspektywy” w artykule poświęconym polemice przeciwko Martowowi. Jednak nietrudno byłoby pokazać, że Lenin bierze te cytaty z drugiej ręki, tzn. z samego Martowa. Tylko tak można wyjaśnić niektóre z jego zastrzeżeń wobec mnie, opierające się na oczywistych nieporozumieniach.
 
W 1919 r. Wydawnictwo Państwowe opublikowało moje Rezultaty i perspektywy” jako osobną broszurę. Do niej odnosi się komentarz do dzieł Lenina z mniej więcej tego samego czasu, w którym stwierdza się, że teoria rewolucji permanentnej stała się szczególnie znacząca „teraz”, po rewolucji październikowej. Czy Lenin przeczytał, a przynajmniej przejrzał moje Rezultaty i perspektywy” w 1919 roku? Nie mogę nic nt. orzec. Ja wtedy cały czas podróżowałem, odwiedzałem Moskwę od czasu do czasu, a podczas spotkań z Leninem - wtedy, w szczytowym okresie wojny domowej - oboje nie mieliśmy czasu na frakcyjne teoretyczne wspominki. Ale A.A. Joffe w tym czasie rozmawiał z Leninem na temat teorii permanentnej rewolucji. Joffe opowiedział o tej rozmowie w swoim przedśmiertnym liście do mnie (patrz „Moje życie, wyd. „Granit”, t. II, str. 284). Czy można interpretować relację A. A. Joffego w taki sposób, że Lenin w 1919 r. po raz pierwszy zapoznał się z Rezultatami i perspektywami” i uznał poprawność zawartych w nich prognoz historycznych? W związku z tym nie mogę zaoferować nic poza spekulacjami psychologicznymi. Pewność tych ostatnich zależy od oceny sedna kwestii spornej. Słowa A. A. Joffego, że Lenin uznał moją prognozę za poprawną, będą wydawać się niezrozumiałe dla człowieka wychowanego na teoretycznej margarynie epoki postleninowskiej. Przeciwnie, kto dobrze zastanowi się nad faktycznym rozwojem myśli Lenina w związku z samym rozwojem rewolucji, zrozumie, że Lenin musiał dać w 1919 r., i nie mógł nie dać, nową ocenę teorii rewolucji permanentnej, częściowo, mimochodem, czasem popadając w wyraźne sprzeczności, w oparciu na osobnych cytatach, ani razu nie badając mojej pozycji w całości.
 
Aby uznać w 1919 r. moją prognozę za słuszną, Lenin nie musiał porównywać mojej pozycji z własną. Wystarczyło mu ujęcie obu pozycji w ich historycznym rozwoju. Nie trzeba tutaj powtarzać, że konkretna treść, którą Lenin za każdym razem podawał w swojej formule „demokratycznej dyktatury” i która nie tyle wynikała z tej hipotetycznej formuły, co z analizy rzeczywistych zmian w stosunkach klas - że ta taktyczna i organizacyjna treść na zawsze przeszła do inwentarza historii jako klasyczny przykład realizmu rewolucyjnego. W prawie wszystkich tych przypadkach, przynajmniej we wszystkich najważniejszych, w których taktycznie lub organizacyjnie sprzeciwiałem się Leninowi, słuszność była po jego stronie. Dlatego nie widziałem żadnego sensu obrony mojej starej prognozy historycznej, dopóki wydawało się, że chodzi tylko o wspomnienia historyczne. Uznałem się za zmuszonego wrócić do tego problemu dopiero w momencie, gdy epigońska krytyka teorii rewolucji permanentnej zaczęła nie tylko podsycać teoretyczną reakcję w całej Międzynarodówce, ale także stała się narzędziem bezpośredniego sabotażu rewolucji chińskiej. [Przypis Trockiego.]

iiiJak wiadomo, obszerny protokół tego historycznego spotkania został usunięty z Księgi Jubileuszowej na specjalne polecenie Stalina i nadal jest skrywany przed partią. [Przypis Trockiego.]

Społeczność

rot front