Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 26 gości.

Lew Trocki: Permanentna rewolucja - Rozdział IV: Jak wyglądała teoria permanentnej rewolucji w praktyce?

Lew Dawidowicz Trocki

Polskie tłumaczenie na podstawie oryginału rosyjskiego, wsparte przekładem angielskim: PK.
 
Poprzedni rozdział: http://1917.net.pl/node/24256
Następny rozdział: http://1917.net.pl/node/24258
 
********
 
IV. Jak wyglądała teoria permanentnej rewolucji w praktyce?
 
Krytykując teorię, Radek dodaje do niej, jak widzieliśmy, „taktykę z niej wynikającą”. To bardzo ważny dodatek. Oficjalna krytyka „trockizmu” w tej sprawie została ostrożnie ograniczona do teorii... Ale Radkowi to nie wystarcza. Prowadzi on walkę z określoną (bolszewicką) linią taktyczną w Chinach. Chce on skompromitować tę linię teorią permanentnej rewolucji, a do tego trzeba udowodnić, a przynajmniej udawać, jakby ktoś już udowodnił, że niewłaściwa linia taktyczna wynikała z tej teorii w przeszłości. Radek wprowadza tutaj swoich czytelników w błąd. Możliwe, że on sam nie zna historii rewolucji, w której nigdy nie brał bezpośredniego udziału. Ale najwyraźniej nie zadał sobie trudu, by sprawdzić kwestię w dokumentach. Tymczasem główne z nich są zebrane w drugim tomie moich „Dzieł”: weryfikacja jest teraz dostępna każdej osobie piśmiennej.
 
Wyjaśniam więc Radkowi: na prawie wszystkich etapach pierwszej rewolucji byłem w całkowitej solidarności z Leninem w ocenie sił rewolucji i jej bezpośrednich zadań, pomimo faktu, że cały rok 1905 spędziłem nielegalnie w Rosji, a 1906 r. w więzieniu. Jestem zmuszony ograniczyć się tutaj do minimalnej liczby dowodów i ilustracji.
 
W artykule napisanym w lutym i opublikowanym w marcu 1905 r., czyli 2-3 miesiące przed pierwszym zjazdem bolszewickim (który przeszedł do historii jako trzeci zjazd partii), napisałem:
 
„Zacięta walka między ludem a carem, nie znająca innych wyobrażeń niż wyobrażenia o zwycięstwie; powstanie ogólnoludowe jako najwyższy moment tej walki; Rząd Tymczasowy jako rewolucyjne zwieńczenie zwycięstwa ludu nad wielowiekowym wrogiem; rozbrojenie carskiej reakcji i uzbrojenie ludu przez Rząd Tymczasowy; zwołanie Zgromadzenia Konstytucyjnego na podstawie powszechnego, równego, bezpośredniego i tajnego prawa wyborczego – takie są obiektywnie zarysowane etapy rewolucji” (tom II, część I, s. 232).
 
Wystarczy porównać te słowa z postanowieniami zjazdu bolszewickiego, zebranego w maju 1905 r., aby uznać moją solidarność z bolszewikami w formułowaniu głównych problemów taktycznych.
 
Co więcej, w duchu tego artykułu sformułowałem w Petersburgu tezy o rządzie tymczasowym, razem z Krasinem, a następnie wydałem je nielegalnie. Krasin bronił ich na kongresie bolszewickim. Oto, jak pozytywnie mówił o nich Lenin:
 
„Ogólnie podzielam opinię tow. Krasina. Oczywiście jako pisarz zwróciłem uwagę na literackie sformułowanie pytania. Znaczenie celu walki tow. Krasin ukazał bardzo poprawnie i w pełni się do niego przyłączam. Nie można walczyć bez uwzględnienia zajęcia punktu, o który się walczy…”(t. VI, str. 180).
 
Większość obszernej poprawki Krasina, do której odsyłam czytelników, weszła do rezolucji zjazdu. O tym, że poprawka należała do mnie, świadczy notatka Krasina, którą wciąż mam. Cały ten partyjny epizod jest dobrze znany Kamieniewowi i innym.
 
Kwestia chłopstwa, jego zbliżenia z radami robotniczymi, koordynacji pracy ze Związkiem Chłopskim przyciągała każdego dnia coraz więcej uwagi ze strony Rady petersburskiej. Może Radek wciąż wie, że kierownictwo Rady spoczywało na mnie? Oto jedno z setek sformułowań, w których podałem taktyczne cele rewolucji:
 
„Proletariat wysuwa ogólnomiejskie <<rady>>, kierując wrogością mas miejskich i stawia na porządku dnia bojowe zjednoczenie z armią i chłopstwem”. (Naczalo, nr 4, 17/30 listopada 1905).
 
Nudne, a nawet zawstydzające jest, muszę przyznać, przytaczanie cytatów dowodzących, że nawet nie mówiłem o „skoku” z samodzierżawia do socjalizmu. Ale muszę. Oto, co napisałem na przykład w lutym 1906 r. w sprawie zadań Zgromadzenia Ustawodawczego, wcale nie przeciwstawiając mu rad, jak teraz Radek, idąc za Stalinem, śpieszy zrobić odnośnie Chin, aby zatrzeć wczorajsze oportunistyczne ślady ultralewacką miotłą.
 
„Zgromadzenie Ustawodawcze zostanie zwołane przez siły samego wyzwolonego ludu. Zadania Zgromadzenia Ustawodawczego będą kolosalne. Będzie musiało przebudować państwo na zasadach demokratycznych, tj. na podstawie pełnego ludowładztwa. Będzie musiało zorganizować ludową milicję, przeprowadzić wielką reformę agrarną (rolną), wprowadzić ośmiogodzinny dzień pracy i progresywny podatek dochodowy”(t. II, cz. I, str. 349).
 
I konkretnie w kwestii „natychmiastowego” wprowadzenia socjalizmu z napisanej przeze mnie popularnej ulotki z 1905 r.:
 
„Czy uważamy, że możliwe jest teraz wprowadzenie socjalizmu w Rosji? Nie, nasza wieś jest nadal zbyt ciemna i nieświadoma. Wśród chłopów wciąż jest za mało prawdziwych socjalistów. Przede wszystkim musimy winić samodzierżawie, które utrzymuje masy w ciemnocie. Musimy uwolnić biednych mieszkańców wsi od wszelkich podatków, konieczne jest wprowadzenie progresywnego podatku dochodowego, powszechnego obowiązkowego kształcenia, a wreszcie połączenie proletariatu wiejskiego i półproletariatu z proletariatem miejskim w jedną armię socjaldemokratyczną. Tylko taka armia może dokonać wielkiego socjalistycznego przewrotu” (t. II, cz. I, str. 228).
 
Okazuje się, że zdawałem się rozróżniać demokratyczne i socjalistyczne etapy rewolucji na długo zanim Radek, za Stalinem i Thälmannem, zaczął mnie tego uczyć.
 
Dwadzieścia dwa lata temu napisałem:
 
„Kiedy idea nieprzerwanej rewolucji została sformułowana w socjalistycznej prasy – idea, która łączy likwidację absolutyzmu i feudalizmu z rewolucją socjalistyczną, a także rosnącymi konfliktami społecznymi, powstaniami coraz to nowych sekcji mas, nieprzerwanymi atakami proletariatu na ekonomiczne i polityczne przywileje klas rządzących – nasza <<postępowa> prasa podniosła jednomyślny krzyk oburzenia. ”. („Nasza rewolucja”, 1906, str. 258i).
 
Przede wszystkim zwracam uwagę na podaną w tych słowach definicję nieprzerwanej rewolucji: łączy ona likwidację średniowiecza z przewrotem socjalistycznym poprzez serię narastających konfliktów społecznych. Gdzie jest skok? Gdzie ignorowanie etapu demokratycznego? I czy nie było tak w 1917 r.?
 
Należy zauważyć na marginesie, że wycie „postępowej” prasy z 1905 r. dotyczące nieprzerwanej rewolucji nie może być porównane z wcale nie postępowym wyciem obecnych pismaków, którzy interweniowali w sprawie z niewielkim opóźnieniem wynoszącym ćwierć wieku.
 
W jaki sposób ówczesny organ frakcji bolszewickiej „Nowaja Żizn, który publikowano pod czujną redakcją Lenina, zareagował na kwestię permanentnej rewolucji podniesioną przeze mnie w prasie? Zgadzam się, że nie jest to sprawa nieinteresująca. Na artykuł „radykalnej” burżuazyjnej gazety „Nasza Żizn, która próbowała porównać „nieprzerwaną rewolucję” Trockiego z „bardziej rozsądnymi” poglądami Lenina, bolszewicka „Nowaja Żizn” (27 listopada 1905 r.) odpowiedziała tak:
 
„To bezczelne stwierdzenie jest oczywiście całkowitym nonsensem. Tow. Trocki powiedział, że rewolucja proletariacka może, bez zatrzymywania się na pierwszym etapie, kontynuować swoją koleją, wypierając wyzyskiwaczy, a Lenin wskazał, że rewolucja polityczna to tylko pierwszy krok. Publicysta z <<Nasza Żizn>> chciałby widzieć tutaj sprzeczność... Wszelkie nieporozumienia wynikły, po pierwsze, ze strachu <<Nasza Żizn>> przed samą nazwą rewolucji społecznej, po drugie z pragnienia znalezienia ostrego i pikantnego sporu między socjaldemokratami, a po trzecie z przenośnego wyrażenia tow. Trockiego: <<jednym ciosem>>. W nr 10 <<Naczalo>> tow. Trocki całkiem niedwuznacznie wyjaśnił swoją myśl:
 
<<Całkowite zwycięstwo rewolucji oznacza zwycięstwo proletariatu>> - pisze tow. Trocki. - <<To ostatnie z kolei oznacza dalszą ciągłość rewolucji. Proletariat wykonuje podstawowe zadania demokracji, a logika jego bezpośredniej walki o umocnienie władzy politycznej nasuwa w pewnym momencie problemy czysto socjalistyczne. Między programami minimalnym i maksymalnym ustanowiona jest rewolucyjną ciągłość. To nie jest jeden <<cios>>, to nie dzień ani miesiąc, to cała epoka historyczna. Absurdem byłoby z góry określać czas jej trwania>>”.
 
Samo to odniesienie do pewnego stopnia wyczerpuje temat tej broszury. Jak mogły być jaśniej, dokładniej i bardziej bezdyskusyjnie odrzucone z wyprzedzeniem wszelkie przyszłe krytyki epigonów, niż miało to miejsce w moim prasowym artykule, który <<Nowaja Żizn>> Lenina zacytowała z taką aprobatą? Mój artykuł wyjaśnił, że w procesie wykonywania demokratycznych zadań zwycięski proletariat, zgodnie z logiką swojego położenia, na pewnym etapie nieuchronnie stanie przed problemami czysto socjalistycznymi. Jest to właśnie ciągłość między programem minimalnym i maksymalnym, która nieuchronnie wyrasta z dyktatury proletariatu. To nie jest pojedynczy cios, to nie jest skok - wyjaśniłem ówczesnym krytykom z drobnomieszczańskiego obozu - to cała epoka historyczna. <<Nowaja Żizn>> Lenina w pełni przyłączyła się do tej perspektywy. Ale co ważniejsze, mam nadzieję, to fakt, że rzeczywisty rozwój wydarzeń sprawdził ją i ostatecznie potwierdził jako poprawną w 1917 roku.
 
O fantastycznym „skoku” do socjalizmu nad demokracją, oprócz drobnomieszczańskich demokratów z <<Nasza Żizn>>, w 1905 r., a zwłaszcza w 1906 r., po początku klęski rewolucji mówili głównie mieńszewicy. Spośród mieńszewików w tej dziedzinie wyróżniali się Martynow i ś.p. Jordanśki. Nawiasem mówiąc, obaj stali się później dzielnymi stalinistami. Mienszewickim literatom, którzy zarzucali mi „skok do socjalizmu”, bardzo ostrożnie i popularnie wyjaśniłem nie tylko błąd, ale także głupotę ich prezentacji, w specjalnym artykule z 1906 r., który mógłbym niemal w całości przedrukować dziś przeciwko krytyce epigonów. Ale może wystarczy wskazać, że podsumowanie tego artykułu zostało streszczone w następujących słowach:
 
„Doskonale rozumiem” - ośmielałem się zapewnić mojego recenzenta (Jordańskiego) – „że publicystyczne przeskoczenie przez przeszkodę polityczną nie oznacza jej praktycznego przezwyciężenia” (t. II, cz I, str. 454).
 
Może wystarczy? Jeśli nie, mogę kontynuować: niech krytycy nie powiedzą, tak jak Radek, że „nie mają pod ręką” tego, o czym tak nieskrępowanie rozprawiają.
 
Napisana przeze mnie w więzieniu w 1906 r., a następnie wydana przez Lenina niewielka broszura „Nasza taktyka” charakteryzowała się następującym wnioskiem:
 
„Proletariat będzie mógł polegać na powstaniu wsi – a w miastach, w tych centrach życia politycznego, będzie mógł zakończyć pracę, którą był w stanie rozpocząć. Opierając się na elementach chłopskich i prowadząc je, proletariat nie tylko zada ostatni zwycięski cios reakcji, ale także będzie mógł zapewnić sobie zwycięstwo rewolucji ”(t. II, cz. I, str. 448).
 
Czy to wygląda na ignorowanie chłopstwa?
 
Nawiasem mówiąc, w tejże broszurze rozwinąłem następującą myśl:
 
„Nasza taktyka, pomyślana dla niepowstrzymanego rozwoju rewolucji, nie powinna oczywiście ignorować nieuniknionych lub możliwych, a przynajmniej tylko prawdopodobnych faz i etapów ruchu rewolucyjnego” (t. II, cz. I, str. 436).
 
Czy to brzmi jak fantastyczny skok?
 
W artykule „Lekcje pierwszej Rady (1906) rysuję w następujący sposób perspektywę dalszego rozwoju rewolucji lub, jak się okazało, nowej rewolucji:
 
„Historia się nie powtarza - i nowa Rada nie będzie musiała powtarzać wydarzeń pięćdziesięciu dni (październik-grudzień 1905 r.); ale z tego okresu będzie w stanie całkowicie wyodrębnić swój program działania. Program ten jest całkowicie jasny. Rewolucyjna współpraca z armią, chłopstwem i plebejskimi dołami miejskiego drobnomieszczaństwa. Zniesienie absolutyzmu. Zniszczenie jego materialnej organizacji: częściowo przez reorganizację, częściowo przez natychmiastowe rozwiązanie wojska; zniszczenie policyjnego aparatu biurokratycznego. 8-godzinny dzień pracy. Uzbrojenie ludności, przede wszystkim proletariatu. Przekształcanie rad w organy rewolucyjnego samorządu miejskiego. Tworzenie rad deputowanych chłopskich (komitetów chłopskich) jako lokalnych organów rewolucji agrarnej . Organizacja wyborów do Zgromadzenia Ustawodawczego i walka wyborcza na podstawie określonego programu działania reprezentacji ludowej ”(t. II, cz. II, str. 206).
 
Czy to wygląda na przeskakiwanie rewolucji agrarnej czy umniejszanie kwestii chłopskiej jako całości? Czy wygląda na to, że nie dostrzegałem demokratycznych celów rewolucji? Nie, nie wygląda. Do czego zatem jest podobny obraz polityczny tworzony przez Radka? Do niczego.
 
Radek łaskawie, ale bardzo dwuznacznie, oddziela moje, zniekształcone przez niego, stanowisko z 1905 r. od stanowiska mieńszewików, nie zdając sobie sprawy, że on sam powtarza trzy czwarte krytyki mieńszewickiej: metoda Trockiego była taka sama jak mieńszewików, Radek argumentuje po jezuicku, ale cel był inny. Z takim subiektywnym stwierdzeniem Radek ostatecznie kompromituje swoje własne podejście do tej kwestii. Już Lassalle wiedział, że cel zależy od metody i w ostatecznej analizie jest przez nią determinowany. Napisał nawet dramat na ten temat („Franz von Sickingen”). W czym tkwiła jedność mojej metody z mieńszewikami? W stosunku do chłopstwa. Radek cytuje na dowód trzy linijki polemiczne z artykułu Lenina z 1916 r., który już cytowaliśmy, uznając mimochodem, że pod imieniem Trockiego Lenin faktycznie polemizował z Bucharinem i samym Radkiem. Oprócz tego cytatu Lenina, który, jak już widzieliśmy, jest obalony treścią całego artykułu Lenina, Radek odnosi się do samego Trockiego: w artykule z 1916 r., ukazującym pustkę koncepcji mieńszewickiej, zapytałem: jeśli to nie liberalna burżuazja będzie przewodzić, to kto? przecież w każdym razie wy, mienszewicy, nie wierzycie w niezależną polityczną rolę chłopstwa. W konsekwencji, oskarża mnie Radek, Trocki „zgodził się” z mieńszewikami na temat roli chłopstwa. Mieńszewicy wierzyli, że ze względu na wątpliwy i chwiejny sojusz z chłopstwem niedopuszczalne jest „odpychanie” liberalnej burżuazji. W tym tkwiła „metoda” mieńszewików. A moja polegała na tym, aby porzucając liberalną burżuazją, zdobyć przywództwa nad rewolucyjnym chłopstwem. W tej podstawowej kwestii nie miałem sporu z Leninem. A kiedy w walce z mieńszewikami powiedziałem im: „w każdym razie nie jesteście skłonni do przypisania wiodącej roli chłopstwu”, to nie była to zgoda z „metodą” mieńszewików, jak sugeruje Radek, ale tylko jasne stwierdzenie alternatywy: albo dyktatura liberalnej plutokracji, albo dyktatury proletariatu.
 
Ten sam, całkowicie słuszny, argument wystosowany przez mnie w 1916 r. przeciwko mieńszewikom, który Radek teraz nielojalnie próbuje użyć przeciwko mnie, użyłem dziewięć lat wcześniej na kongresie londyńskim (1907), broniąc tez bolszewików o ich stosunku do partii nieproletariackich. Podaję tutaj główną część mojego londyńskiego wystąpienia, które w pierwszych latach popaździernikowych było wielokrotnie przedrukowywane we wszelkiego rodzaju zbiorach i podręcznikach, jako wyraz bolszewickiego stosunku do klas i partii w rewolucji. Oto, co powiedziałem w tym przemówieniu, które w zwięzły sposób wyraża teorię permanentnej rewolucji:
 
„Towarzyszom-mieńszewikom ich własne poglądy wydają się niezwykle złożone. Często słyszałem z ich strony oskarżenia o uproszczony pogląd na przebieg rewolucji rosyjskiej. Tymczasem pomimo skrajnego braku formy, który stanowi pozór złożoności – a być może właśnie z powodu tego braku formy – poglądy mieńszewików mieszczą się w bardzo prostym schemacie, który jest zrozumiały nawet dla pana Milukowa.
 
W posłowiu do niedawno wydanej książki <<Jak odbyły się wybory do II Dumy Państwowej>>, ideologiczny przywódca partii kadeckiej pisze: <<Jeśli chodzi o grupy lewicowe w ścisłym tego słowa znaczeniu, tzn. socjalistyczne i rewolucyjne, trudniej będzie się z nimi zbliżyć. Ale znowu, jeśli nie ma jednoznacznych przyczyn pozytywnych, to istnieją bardzo silne przyczyny negatywne, które pomogą nam zbliżyć się do pewnego stopnia. Ich celem jest nas krytykować i dyskredytować; aby tak się stało, konieczne jest, abyśmy my byli obecni i działali. Wiemy, że dla socjalistów, nie tylko rosyjskich, ale z całego świata, obecny przewrót jest przewrotem burżuazyjnym, a nie socjalistycznym: przewrotem, który musi przeprowadzić demokracja burżuazyjna. Aby zająć miejsce tej demokracji... żaden socjalista na świecie nie jest gotowy i jeśli kraj wysłał ich do Dumy w tak dużej liczbie, to oczywiście nie w celu wprowadzenia socjalizmu lub przeprowadzenia przygotowawczych reform <<burżuazyjnych>> własnymi rękami... W ten sposób bardziej opłacalne będzie dla nich powierzenie nam roli parlamentarzystów niż skompromitować się w tej roli>>.
 
Jak widać, Milukow natychmiast wprowadza nas w sedno problemu. Cytowany fragment zawiera wszystkie podstawowe elementy mieńszewickiego poglądu na rewolucję i stosunku do demokracji burżuazyjnej i socjalistycznej.
 
<<Obecny przewrót jest przewrotem burżuazyjnym, a nie socjalistycznym>> - to po pierwsze.. Burżuazyjny przewrót <<musi przeprowadzić demokracja burżuazyjna>> - to po drugie. Socjaldemokracja nie może przeprowadzać reform burżuazyjnych własnymi rękami; jej rola jest czysto opozycyjna: <<krytykować i dyskredytować>> To po trzecie. Wreszcie po czwarte, aby socjaliści mogli pozostać w opozycji, <<konieczne jest, abyśmy my (tj. demokracja burżuazyjna) byli obecni i działali>>.
 
A jeśli nie ma „my”? A jeśli nie ma burżuazyjnej demokracji, która byłaby w stanie przewodzić burżuazyjnej rewolucji? Wtedy pozostaje ją wymyślić. Do tego właśnie dochodzi mienszewizm. Tworzy burżuazyjną demokrację, jej właściwości i historię z własnej wyobraźni.
 
Jako materialiści musimy przede wszystkim podnieść kwestię społecznych podstaw demokracji burżuazyjnej: na jakich warstwach lub klasach może się opierać?
 
O wielkiej burżuazji – wszyscy się z tym zgadzamy – nie warto nawet mówić jako o sile rewolucyjnej. Niektórzy przemysłowcy lyońscy odegrali kontrrewolucyjną rolę nawet podczas wielkiej rewolucji francuskiej, która była rewolucją narodową w najszerszym tego słowa znaczeniu. Ale mówią nam o średniej, a przede wszystkim o drobnej burżuazji, jako o wiodącej sile burżuazyjnego przewrotu. Ale co reprezentuje sobą drobna burżuazja?
 
Jakobini polegali na miejskiej demokracji, która wyrosła z cechów rzemieślniczych. Drobni majstrowie, czeladnicy i ściśle związany z nimi lud miejski utworzyli armię rewolucyjnych sankiulotów, przy wsparciu wiodącej partii montaniardów. To właśnie ta zwarta masa ludności miejskiej, która przeszła długą historyczną szkołę cechowego rzemiosła, poniosła ciężar rewolucyjnego przewrotu. Obiektywnym rezultatem rewolucji było stworzenie „normalnych” warunków dla kapitalistycznego wyzysku. Ale społeczna mechanika procesu historycznego doprowadziła do tego, że warunki panowania burżuazji zostały stworzone przez motłoch, demokrację uliczną, sankiulotów. Ich terrorystyczna dyktatura oczyściła społeczeństwo burżuazyjne ze starych śmieci, a potem burżuazja doszła do panowania, obalając dyktaturę drobnomieszczańskiej demokracji.
 
Pytam - niestety! - nie po raz pierwszy: jaka klasa społeczna podniesie rewolucyjną demokrację burżuazyjną w naszym kraju, da jej władzę i da jej możliwość wykonania ogromnej pracy, mając proletariat w opozycji? To jest kluczowe pytanie i ponownie kieruję je do mieńszewików.
 
To prawda, że mamy ogromną masę rewolucyjnego chłopstwa. Ale towarzysze z mniejszości wiedzą nie gorszej ode mnie, że chłopstwo, bez względu na to, jak rewolucyjne by nie było, nie jest w stanie odgrywać niezależnej, a tym bardziej wiodącej roli politycznej. Chłopstwo może niewątpliwie okazać się ogromną siłą w służbie rewolucji; ale było by niegodnym marksisty myśleć że partia chłopska może stanąć na czele burżuazyjnego przewrotu i z własnej inicjatywy uwolnić siły wytwórcze narodu od archaicznych okowów. Miasto jest hegemonem współczesnego społeczeństwa i tylko ono zdatne jest do roli hegemona rewolucji burżuazyjnej.ii
 
Gdzie jest u nas ta demokracja miejska, która byłaby w stanie poprowadzić za sobą naród? Tow. Martynov wielokrotnie jej szukał z lupą w dłoniach. Znalazł on saratowskich nauczycieli, petersburskich adwokatów i moskiewskich statystyków. On, jak wszyscy jego współmyśliciele, nie chciał tylko zauważyć, że w rewolucji rosyjskiej proletariat przemysłowy zajął miejsce, które pod koniec XVIII wieku zajmowała rzemieślnicza, półproletariacka demokracja sankiulotów. Zwracam, towarzysze, waszą uwagę na ten zasadniczy fakt.
 
Nasz wielki przemysł naturalnie nie wyrósł z rzemiosła. Historia gospodarcza naszych miast w ogóle nie zna okresu cechów. Przemysł kapitalistyczny powstał w naszym kraju pod doraźną i bezpośrednią presją kapitału europejskiego. Opanował dziewiczą, prymitywną glebę, nie napotykając oporu kultury rzemieślniczej. Obcy kapitał napłynął do nas kanałami pożyczek państwowych i rurami prywatnej inicjatywy. Zebrał wokół siebie armię proletariatu przemysłowego, uniemożliwiając powstanie i rozwój rzemiosła. W wyniku tego procesu w czasie rewolucji burżuazyjnej główną siłą miast okazał się przemysłowy proletariat wyjątkowo wysokiego typu społecznego. Jest to fakt, którego nie można obalić i który należy uznać za podstawę naszych rewolucyjno-taktycznych wniosków.
 
Jeśli towarzysze z mniejszości wierzą w zwycięstwo rewolucji lub przynajmniej uznają możliwość takiego zwycięstwa, nie będą w stanie zakwestionować tego, że oprócz proletariatu nie mamy historycznego pretendenta do władzy rewolucyjnej. Tak jak drobnomieszczańska miejska demokracja wielkiej rewolucji stała na czele rewolucyjnego narodu, tak proletariat, ta jedyna rewolucyjna demokracja naszych miast, musi znaleźć poparcie wśród mas chłopskich i uzyskać władzę - jeśli tylko rewolucji ma przypaść zwycięstwo.
 
Rząd oparty bezpośrednio na proletariacie, a przez to na rewolucyjnym chłopstwie, nie oznacza jeszcze dyktatury socjalistycznej. Nie zajmę się teraz przyszłymi perspektywami rządu proletariackiego. Być może przeznaczeniem proletariatu jest upaść, jak upadła demokracja jakobińska, aby oczyścić miejsce pod panowanie burżuazji. Chcę tylko ustalić jedną rzecz: jeśli ruch rewolucyjny zatriumfuje w naszym kraju, zgodnie z przepowiednią Plechanowa, jako ruch robotniczy, zwycięstwo rewolucji jest możliwe tylko jako rewolucyjne zwycięstwo proletariatu – albo nie jest możliwe wcale.
 
Naciskam na ten wniosek z całą determinacją. Jeśli uznamy, że sprzeczności społeczne między proletariatem a masami chłopskimi nie pozwolą proletariatowi stanąć na czele tych ostatnich; że sam proletariat nie jest wystarczająco silny, by zwyciężyć – musimy nieuchronnie stwierdzić, że zwycięstwo wcale nie jest przeznaczone dla naszej rewolucji. W takich warunkach naturalnym zakończeniem rewolucji powinna być ugoda liberalnej burżuazji ze starą władzą. Jest to wynik, którego możliwości nie można zaprzeczyć. Oczywiste jest jednak, że leży ona na drodze do porażki rewolucji z powodu jej wewnętrznej słabości.
 
W gruncie rzeczy cała analiza mieńszewików - przede wszystkim ich ocena proletariatu i jego możliwych stosunków z chłopstwem - nieuchronnie prowadzi ich na ścieżkę rewolucyjnego pesymizmu.
 
Ale uparcie odwracają się od tej ścieżki i rozwijają rewolucyjny optymizm na poczet... burżuazyjnej demokracji.
 
Stąd wynika ich stosunek do kadetów. Dla nich kadeci są symbolem demokracji burżuazyjnej, a demokracja burżuazyjna – naturalnym pretendentem do władzy rewolucyjnej...
 
Na czym opieracie swoją wiarę, że kadet się jeszcze podźwignie i powstanie? Na faktach rozwoju politycznego? Nie, na waszym schemacie. Do <<doprowadzenia rewolucji do końca>> potrzebna jest burżuazyjna demokracja miejska. Z niecierpliwością jej szukacie i nie znajdujecie nic oprócz kadetów. I rozwijacie w oparciu o nich niesamowity optymizm, stroicie ich, chcecie, aby odgrywali twórczą rolę, której oni grać nie chcą, nie mogą i nie będą. Na moje podstawowe pytanie – zadawałem je wiele razy – nie usłyszałem odpowiedzi. Brak u was prognoz na rewolucję. Wasza polityka nie ma wielkich perspektyw.
 
I w tym względzie wasz stosunek do partii burżuazyjnych jest sformułowany w słowach, które powinny być zachowywane w pamięci zjazdu: <<od przypadku do przypadku>>. Proletariat nie prowadzi systematycznej walki o wpływy na masy, nie kontroluje swoich taktycznych kroków z punktu widzenia jednej przewodniej idei: zjednoczyć wokół siebie pracujących i wyzyskiwanych i stać się ich heroldem i wodzem.” (V zjazd partii. „Protokoły i rezolucje zjazdu, str. 180–185).
 
To przemówienie, które zwięźle streściło wszystkie moje artykuły, wystąpienia i działania w latach 1905–1906, spotkało się z pełną sympatią bolszewików, nie wspominając już o Róży Luksemburg i Tyszce (na podstawie tego przemówienia nawiązały z nimi moje bliższe stosunki, które doprowadziły do mojej współpracy z ich polskim magazynem). Lenin, który nie wybaczył mi ugodowego stosunku do mieńszewików - i miał rację - odpowiedział na moją mowę, celowo podkreślając powściągliwość. Oto co powiedział:
 
„Zwracam tylko uwagę, że Trocki w swojej książce <<W obronie partii>> wyraził solidarność z Kautsky'm, który pisał o gospodarczej wspólnocie interesów proletariatu i chłopstwa we współczesnej rewolucji w Rosji. Trocki uznał dopuszczalność i celowość lewicowego bloku przeciwko liberalnej burżuazji. Dla mnie te fakty są wystarczające, aby uznać zbliżenie Trockiego do naszych poglądów. Niezależnie od kwestii <<ciągłej rewolucji>>, w głównych punktach kwestii stosunku do partii burżuazyjnych jest solidarność”. (Lenin, t. VIII, str. 400).
 
W swoim wystąpieniu Lenin nie zajmował się ogólną oceną teorii permanentnej rewolucji, zwłaszcza że w moim wystąpieniu sam nie rozwinąłem dalszych perspektyw dyktatury proletariatu. Lenin najwyraźniej nie przeczytał mojej głównej pracy na ten temat, w przeciwnym razie nie mógłby mówić jak o czymś nowym, o moim „zbliżeniu” do poglądów bolszewików, ponieważ londyńskie przemówienie było jedynie streszczeniem moich prac z lat 1905–1906. Lenin wyraził się z wielką powściągliwością, ponieważ znajdowałem się poza frakcją bolszewicką. Mimo to, a właściwie właśnie dlatego słowa Lenina nie pozostawiają miejsca na fałszywe interpretacje. Lenin stwierdza „solidarność w głównych punktach kwestii” o stosunku do chłopstwa i liberalnej burżuazji. Ta solidarność nie dotyczy moich celów, jak niezdarnie argumentuje Radek, ale metody. Co do perspektywy przerastania rewolucji demokratycznej w socjalistyczną, to tu właśnie Lenin czyni zastrzeżenie: „niezależnie od kwestii ciągłej rewolucji”. Co oznacza to zastrzeżenie? Oczywiście: Lenin wcale nie utożsamiał permanentnej rewolucji z ignorowaniem chłopstwa lub przeskakiwaniem rewolucji agrarnej, jak twierdzą z reguły ignoranccy i pozbawieni skrupułów epigoni. Myśl Lenina jest następująca: jak daleko posunie się nasza rewolucja i czy proletariat będzie w stanie dojść do władzy wcześniej niż w Europie i jakie perspektywy się otworzą dla socjalizmu, tej kwestii nie dotykam; ale w fundamentalnej kwestii stosunku proletariatu do chłopstwa i liberalnej burżuazji „jest solidarność”.
 
Powyżej widzieliśmy, jak bolszewicka „Nowaja Żizn” zareagowała na teorię rewolucji permanentnej niemal od samego początku, czyli w 1905 r. Przypomnijmy także, jak redakcja „Dzieł” Lenina mówiła o tej teorii po 1917 r. W przypisach do XIV tomu, cz. II, str. 481 głosi:
 
„Jeszcze przed rewolucją 1905 r. (Trocki) przedstawił oryginalną i teraz szczególnie znaczącą teorię rewolucji permanentnej, twierdząc, że rewolucja burżuazyjna 1905 r. przejdzie bezpośrednio w socjalistyczną, będąc pierwszą z serii rewolucji narodowych”.
 
Przyznaję, że wcale nie jest to uznanie poprawności wszystkiego, co napisałem o permanentnej rewolucji. Ale w każdym razie jest to uznanie niepoprawności tego, co pisze o niej Radek. „Rewolucja burżuazyjna przejdzie bezpośrednio w socjalistyczną” - to teoria przerastania, a nie przeskakiwania; oznacza ona taktykę realistyczną, a nie awanturniczą. A co oznaczają te słowa: „teraz szczególnie znacząca teoria rewolucji permanentnej”? Oznaczają one, że październikowy przewrót oświetlił nowym światłem te strony tej teorii, które dla wielu wcześniej pozostawały w cieniu, lub po prostu wydawały się „niewiarygodne”. Druga część XIV tomu „Dzieł” Lenina została opublikowana za życia ich autora. Tysiące i dziesiątki tysięcy członków partii czytają ten przypis. I nikt przed 1924 rokiem nie uznał go za fałszywy. A Radek domyśli się tego dopiero w 1928 roku.
 
Ponieważ jednak Radek mówi nie tylko o teorii, ale także o taktyce, najważniejszym argumentem przeciwko niemu jest natura mojego praktycznego udziału w rewolucjach w 1905 i 1917 r. Moja praca w radzie piotrogrodzkiej w 1905 r. zbiegła się w czasie z ostatecznym opracowaniem przeze mnie tych poglądów na naturę rewolucji, które epigoni poddają nieprzerwanemu ostrzałowi. Jak te błędne poglądy mogły całkowicie nie wpłynąć na moją działalność polityczną, która odbywała się na oczach wszystkich i była codziennie rejestrowana w prasie? Jeśli założymy, że taka błędna teoria znalazła odzwierciedlenie w mojej polityce, to dlaczego milczeli obecni konsulowie? I, co ważniejsze, dlaczego Lenin bronił linii rady piotrogrodzkiej z całą swoją energią, zarówno w momencie najwyższego ożywienia rewolucji, jak i po jej klęsce?
 
Te same pytania, ale być może w ostrzejszych sformułowaniach, odnoszą się do rewolucji z 1917 r. W Nowym Jorku oceniłem przewrót lutowy w wielu artykułach z perspektywy teorii permanentnej rewolucji. Wszystkie te artykuły zostały już przedrukowane. Moje wnioski taktyczne całkowicie pokrywały się z wnioskami, które Lenin jednocześnie poczynił w Genewie, a zatem były w tej samej nie do pogodzenia sprzeczności z wnioskami Kamieniewa, Stalina i innych epigonów. Kiedy przybyłem do Piotrogrodu, nikt nie zapytał mnie, czy odrzucam „błędy” permanentnej rewolucji. I nie było o co pytać. Stalin wstydliwie chował się po kątach, pragnąc jednej rzeczy: aby partia wkrótce zapomniała o jego polityce przed przyjazdem Lenina. Jarosławski nie był jeszcze inspiratorem Komisji Kontroli: był w Jakucku wraz z mieńszewikami, z Ordżonikidzem i innymi, publikował tandetną półliberalną gazetkę. Kamieniew obwiniał Lenina o trockizm i podczas spotkania ze mną oświadczył: „musicie teraz świętować”. W przeddzień Października pisałem w centralnym organie bolszewików o perspektywie permanentnej rewolucji. Nikomu nigdy nie przyszło do głowy, żeby oponować. Moja solidarność z Leninem okazała się pełna i bezwarunkowa. Co chcą wskazać moi krytycy, w tym Radek? Że ja zupełnie nie rozumiałem teorii, której broniłem, a w najbardziej krytycznych momentach historycznych działałem wbrew niej i całkiem poprawnie? Czy nie jest łatwiej zakładać, że moi krytycy nie rozumieli teorii rewolucji permanentnej, jak i wielu innych rzeczy? Jeśli bowiem założymy, że ci spóźnieni krytycy są tak dobrze zorientowani nie tylko w swoich myślach, ale także w cudzych, to jak wyjaśnić, że wszyscy oni bez wyjątku zajęli tak żałosną pozycję w rewolucji 1917 r. i zhańbili na zawsze w rewolucji chińskiej?
 
Ale co ostatecznie, spostrzeże jednak inny czytelnik, z twoim głównym hasłem taktycznym: „nie car, ale rząd robotniczy”?
 
Ten argument jest uważany za decydujący w niektórych kręgach. Okropne „hasło” Trockiego: „bez cara!” przewija się przez wszystkie pisma wszystkich krytyków permanentnej rewolucji, dla jednych – jako ostatni, najważniejszy, decydujący argument, dla innych – jako gotowa przystań zmęczonych myśli.
 
Krytyka ta osiąga największą głębię, oczywiście, u „mistrza” ignorancji i nielojalności, gdy mówi w swoich niezrównanych Zagadnieniach leninizmu”:
 
„Nie będziemy rozwodzić się (otóż to! L.T. ) o pozycji tow. Trockiego w 1905 roku, kiedy <<po prostu>> zapomniał o chłopstwie jako sile rewolucyjnej, wysuwając hasło „Nie car, ale rząd robotniczy>>, tj. hasło rewolucji bez chłopstwa ”. (J. Stalin Zagadnienia leninizmu”, str. 174–175).
 
Pomimo niemal całkowitej beznadziejności mojego stanowiska wobec tej niszczycielskiej krytyki, która nie chce się „rozwodzić”, postaram się jednak wskazać pewne okoliczności łagodzące. Są takie. Proszę o wysłuchanie.
 
Jeśli nawet w jakimkolwiek artykule z 1905 r. sformułowałem oddzielne, niejednoznaczne lub nieudane hasło, które mogłoby prowadzić do nieporozumień, wówczas hasło to musiałoby zostać przyjęte teraz, tj. 23 lata później, nie w oderwaniu, ale w związku z innymi moimi pracami na ten sam temat, a co najważniejsze, w związku z moim politycznym udziałem w wydarzeniach. Nie można po prostu powiedzieć czytelnikom nagiego słowa nieznanego im (a także krytykom) utworu, a następnie włożyć w to słowo taką myśl, która jest całkowicie sprzeczna ze wszystkim, co napisałem i zrobiłem.
 
I może nie jest zbyteczne dodanie – o, krytycy – że ja nigdy i nigdzie nie pisałem, nie wypowiadałem, ani nie proponowałem takiego hasła: „nie car, ale rząd robotniczy”. Sednem tego głównego argumentu moich sędziów jest, pomijając wszystko inne, najbardziej haniebny błąd faktyczny. Rzecz w tym, że proklamację zatytułowaną „Nie car, ale rząd robotniczy” napisał i opublikował za granicą latem 1905 r. Parvus. W tym czasie od dawna już mieszkałem nielegalnie w Petersburgu i nie miałem nic wspólnego z tą ulotką ani w czynach, ani w myślach. Dowiedziałem się o niej znacznie później z artykułów polemicznych. Nigdy nie miałem powodu ani okazji, aby o niej się wypowiedzieć. Nigdy jej nie widziałem, ani nie czytałem (jak i zresztą wszyscy moi krytycy). To jest faktyczna strona tej znaczącej sprawy. Bardzo żałuję, że muszę pozbawić wszystkich Thälmannów i Semardów najbardziej wygodnego, przenośnego i przekonującego argumentu. Ale fakty są silniejsze niż moje ludzkie uczucia.
 
Mało tego. Sprawa tak się przezornie złożyła, że w tym samym czasie, gdy Parvus wydał za granicą nieznaną mi ulotkę „Nie car, ale rząd robotniczy”, w Petersburgu nielegalnie wydano napisaną przeze mnie proklamację pod tytułem: „Nie car, nie ziemcy, ale lud”. Tytuł ten, wielokrotnie powtarzany w tekście proklamacji jako hasło obejmujące robotników i chłopów, został celowo wymyślony, aby obalić w popularnej formie najnowsze zarzuty o przeskakiwaniu demokratycznego etapu rewolucji. Ta proklamacja została przedrukowana w moich „Dziełach” (tom II, cz. I, str. 256). Tam są również opublikowane, wydane przez bolszewicki Komitet Centralny, moje proklamacje do tegoż chłopstwa, o którym ja, wg błyskotliwego wyrażebnia Stalina, „po prostu zapomniałem”.
 
Ale to nie wszystko. Niedawno dostojny Rafes, jeden z teoretyków i przywódców rewolucji chińskiej, napisał w artykule umieszczonym w teoretycznym organie KC WKP o tym samym strasznym haśle wysuniętym przez Trockiego w 1917 r. Nie w 1905 r., ale w '17! Jednak mienszewik Rafes ma zresztą usprawiedliwienie: należał do „ministrów” Petlury prawie do 1920 r. i gdzie tam jemu, obarczonemu troską państwową o walkę z bolszewikami, zagłębić się w to, co działo się w obozie Rewolucji Październikowej? - A co z redakcją Komitetu Centralnego? Też coś: jeden absurd mniej czy więcej ...
 
„Jak to?”- wykrzykuje jeden z sumiennych czytelników wychowany na makulaturze ostatnich lat. „W końcu uczyli nas w setkach i tysiącach książek i artykułów...”
 
- Tak, uczyli – trzeba będzie, przyjaciele, nauczyć się jeszcze raz. To narzuty okresu reakcji. Nic nie można zrobić. Historia nie kroczy po linii prostej. Czasami wpada w stalinowskie ślepe zaułki.
 
Przypisy:

iLew Trocki „Rezultaty i perspektywy”, „Reżim proletariacki”: http://www.1917.net.pl/node/17729.

iiCzy spóźnieni krytycy permanentnej rewolucji zgadzają się z tym? Czy są gotowi rozszerzyć to stwierdzenie na kraje Wschodu? Chiny, Indie itp.? Tak czy nie? [Przypis Trockiego.]

Społeczność

BLOOD