Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 102 gości.

Lew Trocki: Permanentna rewolucja - Rozdział VI: O przeskakiwaniu etapów historycznych

Lew Dawidowicz Trocki

Polskie tłumaczenie na podstawie oryginału rosyjskiego, wsparte przekładem angielskim: PK.
 
Poprzedni rozdział: http://1917.net.pl/node/24258
Następny rozdział: http://1917.net.pl/node/24260
 
********
 
VI. O przeskakiwaniu etapów historycznych
 
Radek nie tylko powtarza niektóre z oficjalnych krytycznych ćwiczeń z ostatnich lat, ale częściowo je jeszcze upraszcza, jeśli to tylko możliwe. Według niego okazuje się, że w ogóle nie czynię rozróżnienia między rewolucją burżuazyjną a socjalistyczną, między Wschodem a Zachodem, zarówno w 1905 r., jak i dziś. W ślad za Stalinem, Radek poucza mnie o niedopuszczalności przeskakiwania historycznych etapów.
 
Przede wszystkim muszę zapytać: jeśli w 1905 r. chodziło mi jedynie o „rewolucję socjalistyczną”, to dlaczego myślałem, że może się ona zacząć w zacofanej Rosji wcześniej niż w zaawansowanej Europie? Z patriotyzmu, z dumy narodowej, z czego? Ale, tak czy siak, tak się stało. Czy Radek rozumie, że gdyby rewolucja demokratyczna mogła zakończyć się tutaj jako samodzielny etap, nie mielibyśmy teraz dyktatury proletariatu? Jeśli mamy ją wcześniej niż na Zachodzie, to właśnie i tylko dlatego, że historia złączyła - nie pomieszała, ale złączyła organicznie - główną treść rewolucji burżuazyjnej z pierwszym etapem rewolucji proletariackiej.
 
Różnicą między rewolucją burżuazyjną a proletariacką jest abecadłem. Ale po abecadle pora na sylaby, tj. łączenie liter. Historia stworzyła takie połączenie najważniejszych liter alfabetu burżuazyjnego z pierwszymi literami socjalistycznego. A Radek od sylab już utworzonych w praktyce ciągnia nas wstecz do abecadła. To smutne, ale prawdziwe.
 
To bzdura, że w ogóle nie można przeskakiwać etapów. Nad oddzielnymi „etapami” wynikającymi z teoretycznego rozczłonkowania procesu rozwojowego, wziętego jako całość, tzn. w maksymalnej jego kompletności, żywy proces historyczny zawsze dokonuje skoków i żąda tego samego w krytycznych momentach od polityki rewolucyjnej. Można powiedzieć, że umiejętność rozpoznania takiego momentu i wykorzystania go to pierwsza różnica między rewolucjonistą a wulgarnym ewolucjonistą.
 
Marksowski podział rozwoju przemysłu na rzemiosło, manufakturę i fabrykę należy do abecadła ekonomii politycznej, a ściślej teorii historyczno-ekonomicznej. Ale fabryka przybyła do Rosji, omijając epokę manufaktury i rzemiosła miejskiego. To już sylaby historii. Analogiczny proces miał miejsce w stosunkach klasowych i polityce. Niemożliwe jest zrozumienie najnowszej historii Rosji, jeśli nie zna się Marksowskiego schematu trzech etapów: rzemiosła, manufaktury i fabryki. Ale jeśli się wie tylko to, nadal nic się nie rozumie. Rzecz w tym, że historia Rosji, bez obrazy dla Stalina, przeskoczyła niektóre etapy. Teoretyczne rozróżnienie etapów jest jednak konieczne także dla Rosji, w przeciwnym razie nie można zrozumieć, na czym polegał skok, ani jakie są jego następstwa.
 
Można podejść do sprawy z drugiej strony (jak Lenin czasami podchodził do dwuwładzy) i wskazać, że wszystkie trzy etapy Marksowskie były w Rosji. Ale pierwsze dwa w skrajnie ograniczonej, embrionalnej formie. Te „rudymenty”, jakby nakreślone kropkami etapy rzemiosła i manufaktury, są wystarczające do potwierdzenia genetycznej jedności procesu gospodarczego. Niemniej ilościowa redukcja tych dwóch etapów jest tak wielka, że stworzyła zupełnie nową jakość w całej strukturze społecznej narodu. Najbardziej jaskrawym wyrazem tej nowej „jakości” w polityce jest Rewolucja Październikowa.
 
„Teoretyzowanie” Stalina jest nie do zniesienia we wszystkich tych kwestiach dzięki dwóm podpisanym torbom, które składają się na cały jego teoretyczny bagaż: „prawo nierównomiernego rozwoju” i „nieprzeskakiwanie etapów”. Stalin wciąż nie rozumie, że nierównomierny rozwój polega właśnie na przeskakiwaniu etapów (lub zbyt długim przebywaniu na jednym etapie). Przeciw teorii permanentnej rewolucji Stalin z niezrównaną powagą wysuwa... prawo nierównomiernego rozwoju. Tymczasem prognoza, że historycznie zacofana Rosja może dojść do rewolucji proletariackiej wcześniej niż zaawansowana Anglia, opiera się całkiem i w pełni na prawie nierównomiernego rozwoju. Tylko dla takiego przewidywania konieczne było zrozumienie historycznej nierównomierności w całej jej dynamicznej konkretności, zamiast ciągłego przeżuwania Leninowskiego cytatu z 1915 r., postawionego na głowie i zinterpretowanego w duchu analfabety.
 
Dialektykę historycznych „etapów” można stosunkowo łatwo zrozumieć w okresach rewolucyjnego ożywienia. Natomiast okresy reakcyjne naturalnie stają się czasem taniego ewolucjonizmu. Stalinizm, ta skoncentrowana ideologiczna wulgarność, godna córa reakcji partyjnej, stworzył swego rodzaju kult stopniowego rozwoju jako przykrywkę dla politycznego chwostyzmu i przekupkarstwa. Ta reakcyjna ideologia zawładnęła teraz Radkiem.
 
Te lub inne etapy procesu historycznego mogą okazać się nieuniknione w danych warunkach, chociaż teoretycznie nie są nieuniknione. I odwrotnie: teoretycznie „nieuniknione” etapy dynamika rozwoju może zredukować do zera, szczególnie podczas rewolucji, które nie bez powodu nazywane są lokomotywami historii.
 
Tak więc w naszym kraju proletariat „przeskoczył” etap demokratycznego parlamentaryzmu, dając Konstytuancie tylko kilka godzin, a nawet wtedy tylko na podwórku. Ale nie można przeskoczyć przez kontrrewolucyjny etap w Chinach, tak jak nie było możliwe przeskoczenie przez okres czterech Dum. Tymczasem obecny etap kontrrewolucyjny w Chinach wcale nie był historycznie „nieunikniony”. Jest to bezpośredni skutek zgubnej polityki Stalina-Bucharina, którzy przejdą do historii jako organizatorzy klęsk. Ale owoce oportunizmu stały się obiektywnym czynnikiem, który może na długo opóźnić proces rewolucyjny.
 
Każda próba przeskoczenia rzeczywistych, tzn. obiektywnie określonych etapów rozwoju mas, oznacza polityczne awanturnictwo. Póki masy pracujące w większości wierzą socjaldemokratom, albo, powiedzmy, kuomintangowcom, albo trade-unionistom, nie możemy postawić przed nimi zadania bezpośredniego obalenia burżuazyjnych władz. W tym celu konieczne jest przygotowanie mas. Przygotowanie może okazać się bardzo długim etapem. Ale tylko chwostysta może założyć, że powinniśmy „razem z masami” siedzieć w Kuomintangu, najpierw w prawym, potem w lewym, lub tworzyć blok z łamistrajkiem Purcellem - „dopóki masy nie zawiodą się na przywódcach”, których my tymczasem będziemy wspierać naszym partnerstwem.
 
Tymczasem Radek prawdopodobnie nie zapomniał, że żądanie wystąpienia z Kuomintangu i zerwanie Komitetu Anglo-Rosyjskiego zostało określone przez niektórych „dialektyków” jako przeskakiwanie etapów, a ponadto oderwanie od chłopstwa (w Chinach) i od mas pracujących (w Anglii). Radek musi o tym pamiętać jeszcze lepiej, ponieważ on sam był jednym z tych żałosnych „dialektyków”. Teraz pogłębia i uogólnia swoje oportunistyczne błędy.
 
W kwietniu 1919 r. w artykule programowym „Trzecia Międzynarodówka i jej miejsce w historii” Lenin napisał:
 
„Nie pomylimy się, jeśli powiemy, że ta… sprzeczność między zacofaniem Rosji a jej <<skokiem>> do najwyższej formy demokracji, przez demokrację burżuazyjną – do radzeckiej lub proletariackiej, ta sprzeczność była jednym z powodów… szczególnie utrudniającym lub spowalniającym zrozumienie roli rad na Zachodzie ”. (Lenin, t. XVI, str. 183.)
 
Lenin wprost mówi tutaj, że Rosja dokonała „skoku przez demokrację burżuazyjną”. Oczywiście Lenin wprowadza wszystkie niezbędne ograniczenia do tego stwierdzenia: dialektyka nie jest taka, że każdy konkretny warunek jest powtarzany ponownie; pisarz zakłada, że sami czytelnicy już mają cośtam w głowie. Ale skok przez demokrację burżuazyjną tym niemniej pozostaje i, zgodnie z poprawną uwagą Lenina, skrajnie utrudnia dogmatystom i schematystom zrozumienie roli rad – nie tylko „na Zachodzie”, ale także na Wschodzie.
 
A oto, co zostało powiedziane na ten temat w tej samej „Przedmowie” do książki „1905”, która teraz niespodziewanie powoduje taki niepokój u Radka:
 
„Robotnicy petersburscy już w 1905 r. nazywali swoją Radę rządem proletariackim. Nazwa ta weszła wówczas w obieg i całkowicie wpisała się w program walki o zdobycie władzy przez klasę robotniczą. Jednocześnie przeciwstawialiśmy caryzmowi rozwinięty program demokracji politycznej (powszechne prawa wyborcze, republika, milicja itd.). Nie mogliśmy postąpić inaczej. Demokracja polityczna jest niezbędnym etapem rozwoju mas pracujących – z największym zastrzeżeniem, że w jednym przypadku przejście tego etapu zajmuje im dziesięciolecia, a w innym – rewolucyjna sytuacja pozwala masom uwolnić się od przesądów demokracji politycznej jeszcze przed wprowadzeniem jej instytucji w życie”. (L. Trocki, „1905”, Przedmowa, str. 7.)
 
Nawiasem mówiąc, słowa te, które całkowicie pokrywają się z cytowaną powyżej myślą Lenina, wystarczająco wyjaśniają, jak mi się wydaje, potrzebę przeciwstawienia dyktaturze Kuomintangu „rozwiniętego programu demokracji politycznej”. Ale właśnie tutaj Radek skręca w lewą stronę. W epoce rewolucyjnej sprzeciwiał się wystąpieniu chińskiej partii komunistycznej z Kuomintangu. W epoce kontrrewolucyjnej dyktatury sprzeciwia się mobilizacji chińskich robotników pod hasłami demokracji. Oznacza to, że latem wkłada futro, a zimą – rozbiera się do naga.

Społeczność

marks