Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 15 gości.

Lew Trocki: Permanentna rewolucja - Rozdział VII: Co obecnie oznacza dla Wschodu hasło demokratycznej dyktatury?

Lew Dawidowicz Trocki

Polskie tłumaczenie na podstawie oryginału rosyjskiego, wsparte przekładem angielskim: PK.
 
Poprzedni rozdział: http://1917.net.pl/node/24259
Następny rozdział: http://1917.net.pl/node/24261
 
********
 
VII. Co obecnie oznacza dla Wschodu hasło demokratycznej dyktatury?
 
Zdezorientowany przez stalinowskie rozumienie historycznych „etapów” - ewolucyjno-filisterskie, a nie rewolucyjne - Radek teraz próbuje także kanonizować hasło demokratycznej dyktatury proletariatu i chłopstwa dla całego Wschodu. Z „roboczej hipotezy” bolszewizmu, którą Lenin zaadaptował do toku rozwoju określonego kraju, zmienił, skonkretyzował i odrzucił na pewnym etapie, Radek tworzy ponadhistoryczny schemat. To właśnie powtarza w swoim artykule bez ustanku:
 
„Ta teoria i wynikająca z niej taktyka mają zastosowanie we wszystkich krajach młodego rozwoju kapitalistycznego, w których burżuazja nie zlikwidowała kwestii pozostawionych jej w dziedzictwie przez poprzednie formacje społeczno-polityczne”.
 
Zastanówmy się nad tą formułą: w końcu jest to solenne uzasadnienie pozycji Kamieniewowskiej z 1917 roku. Czy burżuazja rosyjska poprzez lutowy przewrót „zlikwidowała” kwestie rewolucji demokratycznej? Nie, pozostały one nierozwiązane, w tym kwestia nad kwestiami: agrarna. Jak Lenin mógł nie zrozumieć, że stara formuła wciąż ma „zastosowanie”? Dlaczego ją wycofał?
 
Radek zwykł nam odpowiadać na to: ponieważ to już „zrealizowano”. Rozważyliśmy tę odpowiedź. Jest ona całkowicie nie do utrzymania i to podwójnie nie do utrzymania w ustach Radka, który opiera się na tym, że istota starego leninowskiego hasła nie tkwiła wcale w formach władzy, ale w faktycznej likwidacji pańszczyzny poprzez sojusz proletariatu z chłopstwem. Ale właśnie tego nie dała kiereńszczyzna. Wynika z tego, że aby rozwiązać teraz najbardziej palącą kwestię, a mianowicie chińską, wycieczka Radka w naszą przeszłość zasadniczo niczemu nie służy. Trzeba było rozstrzygać nie to, co Trocki rozumiał, a czego nie rozumiał w 1905 r., ale o to, czego Stalin, Mołotow, a zwłaszcza Rykow i Kamieniew nie rozumieli w lutym-marcu 1917 r. (jakie było stanowisko samego Radka w tym czasie, nie wiem). Bo jeśli sądzić, że w dwuwładzy demokratyczna dyktatura została „zrealizowana” w takim stopniu, że konieczne było dokonanie pilnej zmiany centralnego hasła, to trzeba obowiązkowo przyznać, że w Chinach „demokratyczna dyktatura” znalazła pełną i skończoną realizację w reżimie kuomintangowskim, tzn. w rządzie Czang Kaj-szeka i Wang Cin-weja z Tan-Pingszanowskimi ogonem. Co więcej, oznacza to, że zmiana hasła była w Chinach obowiązkowa.
 
Ale czy „dziedzictwo poprzednich formacji społeczno-politycznych” w Chinach nie zostało jeszcze wyeliminowane? Nie, nie zostało wyeliminowane. Ale czy zostało ono wyeliminowane w naszym kraju do 4 kwietnia 1917 r., kiedy Lenin wypowiedział wojnę całej górnej warstwie „starych bolszewików”? Radek zaprzecza sobie beznadziejnie, miesza i plącze w tę i we w tę. Zauważmy, że nieprzypadkowo używa złożonego wyrażenia opisowego odnośnie „dziedzictwa formacji”, zmieniając je w różnych miejscach i wyraźnie unikając znacznie krótszego wyrażenia: przeżytków feudalizmu lub pańszczyzny. Dlaczego? Ponieważ jeszcze wczoraj Radek całkowicie zaprzeczał tym przeżytkom, tym samym usuwając grunt pod hasłem demokratycznej dyktatury. W swoim wykładzie dla Akademii Komunistycznej Radek powiedział:
 
„Początki rewolucji chińskiej są nie mniej głębokie niż początki naszej rewolucji w 1905 r. Można śmiało powiedzieć, że sojusz klasy robotniczej z chłopstwem będzie tam silniejszy niż u nas w 1905 r., z tego prostego powodu, że nie będą walczyć z dwoma klasami, ale jedną klasą – burżuazją.
 
Tak, „z tego prostego powodu”. Ale jeśli proletariat wraz z chłopstwem będą walczyć z jedną klasą, burżuazją – nie przeżytkami feudalizmu, ale burżuazją – to jak się nazywa taką rewolucję, pozwólcie, że zapytam? Czy, aby naprawdę demokratyczną? Zauważmy, że Radek nie powiedział tego w 1905 roku, a nawet w 1909 roku, ale w marcu 1927 roku. Jak możemy tutaj związać koniec z końcem? Bardzo prosto. W marcu 1927 r. Radek również zstąpił ze słusznej drogi, tylko w drugą stronę. W swoich tezach dotyczących kwestii chińskiej opozycja wprowadziła radykalną poprawkę do ówczesnej jednostronności Radka. Ale w jego przytoczonych słowach było jednak jądro prawdy: w Chinach prawie nie było majątków obszarniczych, obszarnicy byli ściślej związani z kapitalistami niż w carskiej Rosji, ciężar właściwy kwestii rolnej w Chinach był zatem znacznie mniejszy niż w carskiej Rosji; ale za to zadanie narodowo-wyzwoleńcze zajmuje ogromne miejsce. W związku z tym zdolność chińskiego chłopstwa do samodzielnej walki rewolucyjno-politycznej o demokratyczne odrodzenie kraju nie może być w żaden sposób większa niż chłopstwa rosyjskiego. Znalazło to wyraz w szczególności w fakcie, że ani do 1925 r., ani przez trzy lata rewolucji chińskiej w ogóle nie pojawiła się partia narodnicka, która wypisałaby na swoich sztandarach przewrót agrarny. Wszystko to razem pokazuje, że dla Chin, które pozostawiły już za sobą doświadczenia z lat 1925–1927, formuła demokratycznej dyktatury jest reakcyjną pułapką, jeszcze bardziej niebezpieczną niż u nas po rewolucji lutowej.
 
Inna wycieczka Radka w przeszłość, jeszcze bardziej odległą, również bezlitośnie zwraca się przeciwko niemu. Tym razem chodzi o hasło permanentnej rewolucji wysunięte przez Marksa w 1850 roku.
 
„U Marksa – pisze Radek – nie było hasła demokratycznej dyktatury, ale Lenin stało się ono politycznym rdzeniem w latach 1905-17 i stało się integralną częścią jego koncepcji rewolucji we wszystkich (?!) krajach początkowego (?) rozwoju kapitalistycznego”.
 
Opierając się na kilku linijkach z Lenina, Radek wyjaśnia tę różnicę stanowisk: centralnym zadaniem rewolucji niemieckiej było zjednoczenie narodowe, a naszej – przewrót agrarny. Jeśli tego rozróżnienia nie czyni się mechanicznie, a proporcje zostaną zachowane, będzie to prawdą w pewnych granicach. Ale co z Chinami? Ciężar właściwy problemu narodowego, w porównaniu z agrarnym, w Chinach, jako w kraju półkolonialnym, jest niezmiernie większy niż nawet w Niemczech 1848–1850, ponieważ w Chinach jest to kwestia jednocześnie zjednoczenia, jak i wyzwolenia. Marks sformułował swoją perspektywę permanentnej rewolucji, kiedy w Niemczech ostały się jeszcze wszystkie trony, stan junkrów władał ziemią, a wyższe klasy burżuazji były dopuszczane tylko do przedsionków władzy. W Chinach od 1911 r. nie ma monarchii, nie ma niezależnej klasy obszarników, u władzy stoi narodowo-burżuazyjny Kuomintang, a stosunki pańszczyźniane są, można powiedzieć, chemicznie zespolone z wyzyskiem burżuazyjnym. Tak więc dokonane przez Radka porównanie stanowisk Marksa i Lenina całkowicie przemawia przeciwko hasłu demokratycznej dyktatury w Chinach.
 
Jednak Radek zajmuje stanowisko Marksa niepoważnie, przypadkowo, epizodycznie, ograniczając się do okólnika z 1850 r., w którym Marks nadal rozpatrywał chłopstwo jako naturalnego sojusznika drobnomieszczańskiej demokracji miejskiej. Marks czekał wówczas na niezależny etap rewolucji demokratycznej w Niemczech, tzn. czasowe dojście do władzy drobnoburżuazyjnych radykałów miejskich opartych na chłopstwie. I w tym tkwi sedno! Tak się nie stało. I nie przypadkowo. Już w połowie ubiegłego wieku drobnomieszczańska demokracja okazała się niezdolna do przeprowadzenia swojej samodzielnej rewolucji. I Marks wziął tę lekcję pod uwagę. 16 sierpnia 1856 r. - 6 lat po wspomnianym okólniku – Marks pisał do Engelsa:
 
„Cała sprawa w Niemczech będzie zależeć od zdolności wsparcia rewolucji proletariackiej przez drugie wydanie wojny chłopskiej. Wtedy wszystko pójdzie przepięknie”.
 
Te znaczące słowa, całkowicie zapomniane przez Radka, są rzeczywiście najcenniejszym kluczem do rewolucji październikowej i do całego zajmującego nas problemu. Czy Marks przeskakiwał przewrót agrarny? Nie, jak widzimy, nie przeskakiwał. Czy uznał współpracę proletariatu i chłopstwa za niezbędną w nadchodzącej rewolucji? Tak, uznał. Czy dopuszczał możliwość wiodącej, a przynajmniej niezależnej roli chłopstwa w rewolucji? Nie, nie dopuszczał. Marks wychodził z faktu, że chłopstwo, któremu nie udało się wesprzeć demokracji burżuazyjnej w samodzielnej rewolucji demokratycznej (z winy demokracji burżuazyjnej, a nie chłopstwa), mogło wspierać proletariat w rewolucji proletariackiej. „Wtedy wszystko pójdzie przepięknie”. Wygląda na to, że Radek nie chce zauważyć, że stało się tak w Październiku i to nie najgorzej.
 
Jeśli chodzi o Chiny, wynikające stąd wnioski są absolutnie jasne. W sporze nie chodzi o decydującą rolę chłopstwa jako sojusznika i nie o ogromne znaczenie przewrotu agrarnego, ale o to, czy w Chinach możliwa jest samodzielna rewolucja agrarno-demokratyczna, czy też „nowe wydanie wojny chłopskiej” wesprze proletariacką dyktaturę. Tylko tak stawiany jest problem. Ktokolwiek stawia go inaczej, ten niczego się nie nauczył, niczego nie zrozumiał, tylko zbija z tropu i dezorientuje chińską partię komunistyczną.
 
Aby proletariusze krajów Wschodu odkryli własną drogę do zwycięstwa, pierwszą rzeczą do zrobienia jest usunięcie, odrzucenie, zdeptanie i zmiecenie pedantyczno-reakcyjnej teorii stalinowsko-martynowskiej o „stadiach” i „etapach”. Bolszewizm wyrósł w walce z takim wulgarnym ewolucjonizmem. Konieczne jest nie wyrównanie do apriorycznych szlaków, ale do prawdziwego przebiegu walki klasowej. Trzeba porzucić ideę stalinowsko-kuusinenowską: wyznaczanie [jednej] ścieżki dla krajów o różnych poziomach rozwoju, dostarczając im zawczasu kartki na różne rewolucyjne racje. Konieczne jest zrównanie do prawdziwego toku walki klasowej. Nieocenionym przywódcą w tej dziedzinie jest Lenin, tylko trzeba do tego brać całego Lenina.
 
Kiedy w 1919 r., zwłaszcza w związku z organizacją Kominternu, Lenin zunifikował wnioski z minionego okresu i dał im bardziej kompletne sformułowanie teoretyczne, zinterpretował on doświadczenie kiereńszczyzny i Października tak: w społeczeństwie burżuazyjnym z już rozwiniętymi sprzecznościami klasowymi może być albo dyktatura burżuazji, jawna lub zamaskowana, albo dyktatura proletariatu. Niemożliwy jest żaden reżim pośredni. Wszelka demokracja, wszelka „dyktatura demokracji” (ironiczny cudzysłów Lenina) będą jedynie przykrywką dla władzy burżuazji, jak pokazują doświadczenia najbardziej zacofanego kraju europejskiego, Rosji, w epoce jego rewolucji burżuazyjnej, tzn. w epoce najbardziej sprzyjającej dla „dyktatury demokracji”. Ten wniosek wysunął Lenin na podstawie swoich tez o demokracji, które zrodziły się tylko z połączonego doświadczenia rewolucji lutowej i październikowej.
 
Radek, podobnie jak wielu innych, w sposób mechaniczny oddziela problem demokracji od problemu demokratycznej dyktatury. W tym tkwi źródło największych błędów. „Demokratyczna dyktatura” może być jedynie kamuflażem rządów burżuazji w czasie rewolucji. Nauczają tego zarówno doświadczenia naszej „dwuwładzy” (1917), jak i doświadczenia chińskiego Kuomintangu.
 
Beznadziejność epigonów ewidentnie przejawia się w tym, że próbują oni teraz przeciwstawić demokratyczną dyktaturę zarówno dyktaturze burżuazji, jak i dyktaturze proletariatu. Ale to oznacza, że demokratyczna dyktatura musi mieć pośrednią, tzn. drobnomieszczańską treść. Udział w nim proletariatu nie zmienia spraw, ponieważ w przyrodzie nie ma średniej arytmetycznej różnych linii klasowych. Jeśli nie jest to dyktatura burżuazji i dyktatura proletariatu, to drobna burżuazja musi odgrywać determinującą i decydującą rolę. Ale to sprowadza nas z powrotem do tego samego pytania, na które praktycznie odpowiedziały trzy rewolucje rosyjskie i dwie chińskie: czy drobna burżuazja jest teraz, w warunkach światowej dominacji imperializmu, w stanie odegrać wiodącą rolę rewolucyjną w krajach kapitalistycznych nawet jeśli kraje byłyby zacofane, nawet jeśli nadal musiałyby rozwiązać swoje demokratyczne zadania?
 
Wiemy o tym, że były epoki, kiedy niższe klasy drobnomieszczaństwa ustanawiały rewolucyjną dyktaturę. Były to jednak epoki, w których ówczesny proletariat lub preproletariat nie wydzielił się z drobnomieszczaństwa, lecz przeciwnie, w swojej nierozwiniętej formie, stanowił jego główny trzon bojowy. Dzisiaj jest całkiem inaczej. Nie może być mowy o zdolności drobnomieszczaństwa do kierowania życiem współczesnego, choćby zacofanego społeczeństwa burżuazyjnego, ponieważ proletariat wydzielił się już z drobnej burżuazji i jest wrogo przeciwstawiany wielkiej na bazie rozwoju kapitalistycznego, który skazał drobnomieszczaństwo na nicość i postawił chłopstwo przed koniecznym politycznym wyborem między burżuazją i proletariatem. Za każdym razem, gdy chłopstwo wybiera z pozoru partię drobnomieszczaństwa, faktycznie podpiera swoim grzbietem kapitał finansowy. Jeśli w kwestii stopnia samodzielności (tylko stopnia!) chłopstwa i drobnej burżuazji w rewolucji demokratycznej nadal mogły istnieć spory podczas pierwszej rewolucji rosyjskiej lub między dwiema rewolucjami, to cały bieg wydarzeń z ostatnich dwunastu lat rozwiązał tę kwestię i to nieodwołalnie.
 
Po Październiku została ona praktycznie na nowo postawiona w wielu krajach, we wszystkich możliwych formach i kombinacjach, i wszędzie rozwiązano ją jednakowo. Najważniejszym obok doświadczenia kiereńszczyzny jest, jak już wspomniano, doświadczenie Kuomintangu. Ale równie ważne jest doświadczenie faszyzmu we Włoszech, gdzie drobnomieszczaństwo z bronią w ręku odebrało władzę starym partiom burżuazyjnym, aby natychmiast przekazać ją oligarchii finansowej za pośrednictwem swoich przywódców. Ta sama kwestia pojawiła się w Polsce, gdzie piłsudczyzna była bezpośrednio skierowana przeciwko reakcyjnemu rządowi burżuazyjno-obszarniczemu, odzwierciedlając aspiracje drobnomieszczańskich mas, a nawet szerokich kręgów proletariatu. Nieprzypadkowo stary polski socjaldemokrata Warski, obawiając się ze swojej strony „niedoceniania chłopstwa”, utożsamił przewrót Piłsudskiego z „demokratyczną dyktaturą robotników i chłopów”. Zbyt długo zajęłoby analizowanie tu bułgarskich doświadczeń, tzn. żenująco poplątaną politykę Kolarowów i Kabakcziewów wobec partii Stambolijskiego, czy haniebnego eksperymentu z farmersko-robotniczą partią w Stanach Zjednoczonych, czy romansu Zinowiewa z Radiciem, czy doświadczenie Komunistycznej Partii Rumunii itd. itd. bez końca. W ich istotnych elementach niektóre z tych faktów są analizowane w mojej Krytyce programu Kominternu”. Główny wniosek w pełni potwierdza i utrwala nauki Października: drobna burżuazja, w tym chłopstwo, nie jest w stanie przewodzić współczesnemu, nawet zacofanemu społeczeństwu burżuazyjnemu, ani w czasach rewolucji, ani w czasach reakcji. Chłopstwo może albo popierać dyktaturę burżuazji, albo popierać dyktaturę proletariatu. Formy pośrednie stanowią przykrywkę dla dyktatury burżuazji, która już się chwieje lub jeszcze nie stanęła na nogi po wstrząsie (kiereńszczyzna, faszyzm, piłsudczyzna).
 
Chłopstwo może pójść albo za burżuazją, albo za proletariatem. Jeśli proletariat za wszelką cenę stara się iść z chłopstwem, które jeszcze za nim nie podąża, to proletariat faktycznie znajduje się w ogonie kapitału finansowego: robotnicy-oborońcy w Rosji w 1917 r., robotnicy-kuomintangowcy, w tym komuniści, w Chinach , robotnicy-pepeesowcyii i częściowo komuniści w Polsce w 1926 r. itd. Ci, którzy do końca tego nie przemyśleli, nie zrozumieli żywych śladów wydarzeń, niech lepiej nie mieszają się do rewolucyjnej polityki.
 
Główny wniosek, jaki Lenin wyciągnął z lekcji lutego i października w najbardziej kompletnej i uogólnionej formie, całkowicie odrzuca ideę „demokratycznej dyktatury”. Oto, co Lenin pisał nie raz i nie dwa razy, począwszy od 1918 roku:
 
„Cała ekonomia polityczna, jeśli kogokolwiek czegokolwiek nauczyła, cała historia rewolucji, cała historia rozwoju politycznego w toku całego XIX wieku uczy nas, że chłop idzie albo za robotnikiem, albo za burżujem. Jeśli nie wiecie, dlaczego, powiedziałbym takim obywatelom... pomyślcie o rozwoju którejkolwiek z głównych rewolucji XVIII i XIX wieku, o historii politycznej każdego kraju XIX wieku. Odpowie ona wam dlaczego. Ekonomika społeczeństwa kapitalistycznego jest taka, że dominującą siłą może być tylko kapitał lub proletariat obalający go. Nie ma innych sił w ekonomice tego społeczeństwa” (t. XVI, str. 217).
 
Tu nie chodzi o współczesną Anglię czy Niemcy. Opierając się na lekcjach jakiejkolwiek z głównych rewolucji XVIII i XIX wieku, tj. rewolucji burżuazyjnych w zacofanych krajach, Lenin dochodzi do wniosku, że możliwa jest albo dyktatura burżuazji, albo dyktatura proletariatu. Nie może być „demokratycznej”, tzn. pośredniej dyktatury.
 
Radek, jak widzieliśmy, podsumowuje swoją teoretyczną i historyczną wycieczkę raczej mizernym aforyzmem: trzeba odróżnić rewolucję burżuazyjną od socjalistycznej. Schodząc na ten „szczebel”, Radek po prostu wskazuje palcem Kuusinena, który w oparciu o swój jedyny zasób, tzn. „zdrowy rozsądek”, uważa za nieprawdopodobne, aby hasło dyktatury proletariatu mogło zostać wysunięte zarówno w krajach rozwiniętych jak i zacofanych. Ze szczerością człowieka, który niczego nie rozumie, Kuusinen potępia Trockiego, który od 1905 r. „niczego się nie nauczył”. A Radek, w ślad za Kuusinenem, ironizuje: dla Trockiego
 
„specyfika rewolucji chińskiej i indyjskiej polega właśnie na tym, że nie różni się niczym od zachodnioeuropejskich i dlatego powinna prowadzić, od pierwszych (?!) kroków, do dyktatury proletariatu”.
 
Radek zapomina o drobiazgu: dyktatura proletariatu nie urzeczywistniła się w [kraju] zachodnioeuropejskim, ale w zacofanym kraju wschodnioeuropejskiem. Czy Trockiego można winić za to, że proces historyczny przeoczył „specyfikę” Rosji? Radek zapomina ponadto, że we wszystkich krajach kapitalistycznych, z całą różnorodnością ich poziomów, struktur społecznych, tradycji itp., tzn. z całą ich „specyfiką”, mimo wszystko panuje burżuazja, a ściślej kapitał finansowy. Ponownie niedostatek uznania dla specyfiki wynika tu z rozwoju historycznego, a nijak z Trockiego.
 
W czym tkwi zatem różnica między krajami rozwiniętymi a zacofanymi? Różnica jest duża, ale pozostaje różnicą w granicach panowania stosunków kapitalistycznych. Formy i metody panowania burżuazji w różnych krajach są niezwykle różnorodne. Na jednym biegunie nosi nagi i absolutny charakter: Stany Zjednoczone. Na drugim biegunie kapitał finansowy dostosowuje się do przeżytych instytucji azjatyckiego średniowiecza, podporządkowując je sobie i narzucając im swoje metody: Indie. Ale tu i tam panuje burżuazja. Wynika z tego, że dyktatura proletariatu w różnych krajach kapitalistycznych będzie również miała niezwykle zróżnicowany charakter pod względem bazy społecznej, form politycznych, bezpośrednich zadań i tempa pracy. Ale poprowadzić masy ludowe do zwycięstwa nad blokiem imperialistów, feudałów i burżuazji narodowej można tylko pod rewolucyjną hegemonią proletariatu, która po zdobyciu władzy staje się dyktaturą proletariatu.
 
Radek uważa, że dzieląc ludzkość na dwie grupy: jedną „dojrzałą” do dyktatury socjalistycznej, a drugą – tylko do demokratycznej, on tym samym, w przeciwieństwie do mnie, bierze pod uwagę, jakoby „specyfikę” poszczególnych krajów. W rzeczywistości wprowadza martwy szablon, który może jedynie odciągnąć komunistów od badania prawdziwej specyfiki danego kraju, tzn. żywego przenikania się w nim różnych etapów i stadiów rozwoju historycznego.
 
Kraj, który nie dokonał ani nie dokończył swojej rewolucji demokratycznej, reprezentuje najważniejsze co do znaczenia specyficzne cechy, które powinny być podstawą programu proletariackiej awangardy. Tylko na podstawie tego rodzaju programu narodowego partia komunistyczna może rozpocząć rzeczywistą i skuteczną walkę większości klasy robotniczej i ludu pracującego w ogóle przeciwko burżuazji i jej demokratycznej agenturze.
 
O możliwości sukcesu w tej walce decyduje oczywiście w dużej mierze rola proletariatu w gospodarce kraju, a tym samym poziom jego rozwoju kapitalistycznego. Ale to nie jest jedyne kryterium. Nie mniej ważna jest kwestia tego, czy kraj ma tak szeroką i palącą „ludową” kwestię, której rozwiązaniem jest zainteresowana większość narodu i która wymaga do jej rozwiązania najśmielszych rewolucyjnych środków. Tego rodzaju kwestiami jawią się [kwestie] rolna i narodowa, w różnych kombinacjach. Biorąc pod uwagę dotkliwość kwestii rolnej i nietolerancję ucisku narodowego w krajach kolonialnych, młody i stosunkowo niewielki proletariat może dojść do władzy na podstawie rewolucji narodowo-demokratycznej wcześniej niż proletariat kraju zaawansowanego na podstawie czysto socjalistycznej. Wydawałoby się, że po Październiku nie trzeba tego udowadniać. Ale w latach ideologicznej reakcji i epigońskiej teoretycznej rozpusty do tego stopnia skisły, zgniły i skuusinowały się podstawowe koncepcje rewolucji, że każdy musi zaczynać wszystko od nowa.
 
Czy z tego co powiedziano, wynika, że teraz wszystkie kraje świata tak czy inaczej dojrzały do rewolucji socjalistycznej? Nie, to fałszywe postawienie pytania, martwe, scholastyczne, stalinowsko-bucharinowskie. Cała gospodarka światowa jako całość niewątpliwie dojrzała do socjalizmu. Nie oznacza to jednak, że każdy kraj dojrzał indywidualnie. W takim razie, co z dyktaturą proletariatu w oddzielnych zacofanych krajach: w Chinach, w Indiach itp.? Odpowiadamy na to: historia nie jest tworzona na zamówienie. Kraj może „dojrzeć” do dyktatury proletariatu, bynajmniej nie dojrzewając nie tylko do samodzielnego budownictwa socjalizmu, ale nawet do szerokiego zakresu socjalizacji. Nie można wychodzić od przedustawnej harmonii rozwoju społecznego. Prawo nierównomiernego rozwoju wciąż obowiązuje, pomimo łagodnego teoretycznego objęcia Stalina. Prawo to pokazuje swoją siłę nie tylko w stosunkach między krajami, ale także we wzajemnym przenikaniu się różnych procesów w tym samym kraju. Pogodzenie nierównomiernych procesów gospodarczych i politycznych można osiągnąć jedynie w skali globalnej. Oznacza to w szczególności, że kwestii dyktatury proletariatu w Chinach nie można rozpatrywać wyłącznie w ramach chińskiej gospodarki i chińskiej polityki. Tutaj zbliżamy się do dwóch wzajemnie się wykluczających punktów widzenia: międzynarodowo-rewolucyjnej teorii permanentnej rewolucji i narodowo-reformistycznej teorii socjalizmu w jednym kraju. Nie tylko zacofane Chiny, ale ani jeden kraj na świecie nie byłby w stanie zbudować socjalizmu w ramach narodowych: wysoko rozwinięte siły wytwórcze, które przerosły granice państwowe, przeciwstawiają się temu tak samo, jak te niedostatecznie rozwinięte do nacjonalizacji. Na przykład dyktatura proletariatu w Anglii spotkałaby się z sprzecznościami i trudnościami o innym charakterze, ale nie mniejszymi niż te, które stanęłyby przed dyktaturą proletariatu w Chinach. Przezwyciężanie sprzeczności w obu przypadkach jest możliwe tylko na drodze rewolucji międzynarodowej. Takie postawienie [pytania] usuwa samo pytanie, czy Chiny „dojrzały”,czy „nie dojrzały” do przeobrażenia socjalistycznego. Pozostaje przy tym bezspornym, że zacofanie Chin wyjątkowo skomplikuje zadania dyktatury proletariackiej. Ale powtarzamy: historia nie jest tworzona na zamówienie i nikt nie dał chińskiemu proletariatowi żadnego wyboru.
 
Czy to oznacza przynajmniej, że każdy, nawet zacofany, kolonialny kraj już dojrzał, jeśli nie do socjalizmu, to do dyktatury proletariatu? Nie, nie oznacza. Co zatem z rewolucją demokratyczną w ogóle, w koloniach – w szczególności? A gdzie jest napisane, odpowiadam pytaniem na pytanie, że każdy kraj kolonialny dojrzał do natychmiastowego i pełnego rozwiązania swoich zadań narodowo-demokratycznych? Pytanie należy odwrócić w drugą stronę. W warunkach epoki imperialistycznej rewolucja narodowo-demokratyczna może zostać doprowadzona do zwycięstwa tylko wtedy, gdy stosunki społeczne i polityczne danego kraju dojrzeją do podniesienia proletariatu do władzy jako przywódcy mas ludowych. A jeśli tak jeszcze nie jest? Wtedy walka o wyzwolenie narodowe przyniesie bardzo połowiczne wyniki całkowicie skierowane przeciwko masom pracującym. W 1905 r. proletariat Rosji okazał się nie być w stanie zjednoczyć wokół siebie mas chłopskich i zdobyć władzy. Z tego właśnie powodu rewolucja zatrzymała się w połowie, a następnie staczała się coraz niżej i niżej. W Chinach, gdzie pomimo wyjątkowo sprzyjającej sytuacji, kierownictwo Kominternu uniemożliwiło proletariatowi walkę o władzę, zadania narodowe znalazły liche, chwiejne i skąpe rozwiązanie w reżimie Kuomintangu.
 
Kiedy i na jakich warunkach ten lub inny kraj kolonialny dojdzie do prawdziwie rewolucyjnego rozwiązania kwestii rolnej i narodowej, nie da się przewidzieć. Ale teraz możemy, z całą pewnością, powiedzieć, że nie tylko Chiny, ale także Indie mogą osiągnąć prawdziwie ludową, tzn. robotniczo-chłopską, demokrację tylko poprzez dyktaturę proletariatu. Na drodze do tego może być wiele innych etapów, szczebli i stadiów. Pod naciskiem ludu burżuazja nadal będzie robiła kroki w lewo, aby potem tym bardziej bezlitośnie napaść na lud. Okresy dwuwładzy są możliwe i prawdopodobne. Ale to, czego nie będzie i nie może być, to prawdziwie demokratyczna dyktatura, która nie byłaby dyktaturą proletariatu. „Niezależna” demokratyczna dyktatura może mieć jedynie charakter kuomintangowski, tzn. wymierzony całkowicie przeciwko robotnikom i chłopom. Musimy to pojąć z wyprzedzeniem i nauczyć tego pojmowania masy, nie pokrywając rzeczywistości klasowych abstrakcyjną formułą.
 
Stalin i Bucharin przepowiadali, że w Chinach, dzięki uciskowi imperializmu, burżuazja może przeprowadzić rewolucję narodową. Spróbowali. Rezultat? Położyli proletariat pod nóż. Potem powiedzieli: kolej na demokratyczną dyktaturę. Drobnomieszczańska dyktatura była jedynie maską dyktatury kapitału. Przypadkowo? Nie: „chłop idzie albo za robotnikiem, albo za burżujem”. W jednym przypadku uzyskuje się dyktaturę burżuazji, w drugim – dyktaturę proletariatu. Wydaje się, że chińska lekcja jest wystarczająco jasna, nawet w przypadku uczenia się na odległość. Nie - sprzeciwiają się nam - było to po prostu złe doświadczenie, wszystko powtórzymy od nowa i tym razem stworzymy „prawdziwą” demokratyczną dyktaturę. Jakim sposobem? - Na społecznych podstawach współpracy proletariatu i chłopstwa - Radek przedstawia nam najnowsze odkrycie. - Ale pozwólcie, Kuomintang powstał właśnie na tej podstawie: robotnicy i chłopi „współpracowali”, wyciągając kasztany z ognia dla burżuazji. Powiedzcie nam, jaka będzie polityczna mechanika tej współpracy? Czym zastąpicie Kuomintang? Jakie partie będą u władzy? Określcie je przynajmniej w przybliżeniu, przynajmniej opisowo! - Na to Radek odpowiada (w 1928 roku!), że tylko ludzie całkowicie beznadziejni, niezdolni do zrozumienia złożoności marksizmu, mogą być zainteresowani drugorzędnym pytaniem technicznym, która klasa jest koniem, a która jeźdźcem. Bolszewik musi „abstrahować” od politycznej nadbudowy na rzecz bazy klasowej. - Nie, wy sobie pozwalacie żarty stroić. Starczy „abstrahowania”. Starczy na moją głowę. Abstrahowaliście w Chinach od kwestii partyjnego wyrażenia współpracy klasowej, zawlekliście proletariat do Kuomintangu, ulegliście Kuomintangowi do utraty zmysłów, stanowczo opieraliście się wyjściu z Kuomintangu, omijaliście polityczne problemy bojowe, powtarzając abstrakcyjne formuły, a kiedy burżuazja bardzo konkretnie rozbiła proletariatowi czaszkę, proponujecie nam: spróbujcie jeszcze raz. Na początek ponownie „abstrahujcie” od kwestii partii i władzy rewolucyjnej. Nie. To tylko kiepskie żarty. Nie pozwolimy się znowu w to wciągnąć!
 
Cały ta ekwilibrystyka odbywa się, jak słyszeliśmy, w interesie sojuszu robotników i chłopów. Radek ostrzega opozycję przed niedocenianiem chłopstwa i przypomina o walce Lenina z mieńszewikami. Kiedy widzi się, co wyrabiają z cytatami Leninowskimi, czasami odczuwa się gorycz na taki afront wobec godności ludzkiej myśli. Tak, Lenin mówił niejednokrotnie, że zaprzeczenie rewolucyjnej roli chłopstwa jest charakterystyczne dla mieńszewików. I to była prawda. Ale oprócz tych cytatów był jeszcze na świecie rok 1917, przy czym osiem miesięcy oddzielających rewolucję lutową od październikowej minęło w nierozerwalnym bloku mieńszewików z eserami. W tym czasie eserzy stanowili ogromną większość chłopstwa obudzonego przez rewolucję. Mienszewicy wraz z eserami nazywali siebie rewolucyjną demokracją i wypominali nam, że to oni opierają się na sojuszu robotników i chłopów (żołnierzy). Tak więc po rewolucji lutowej mienszewicy jakby wywłaszczyli bolszewicką formułę sojuszu robotników i chłopów. Obwiniali oni bolszewików o dążenie do oderwania proletariackiej awangardy od chłopstwa i tym samym zgubienia rewolucji. Innymi słowy, mieńszewicy obwiniali Lenina o ignorowanie chłopstwa, a przynajmniej o niedocenianie go. Krytyka Kamieniewa, Zinowiewa i innych przeciwko Leninowi była tylko echem krytyki mieńszewików. Obecna krytyka Radka jest jedynie spóźnionym echem krytyki Kamieniewa.
 
Polityka epigonów w Chinach, w tym zwłaszcza polityka Radka, jest kontynuacją i rozwinięciem maskarady mieńszewickiej z 1917 roku. Pobyt partii komunistycznej w Kuomintangu był usprawiedliwiany nie tylko przez Stalina, ale także przez Radka z tym samym odniesieniem do niezbędności sojuszu robotników i chłopów. Kiedy „przypadkowo” okazało się, że Kuomintang był partią burżuazyjną, doświadczenie powtórzono w odniesieniu do „lewicowego” Kuomintangu. Rezultaty były takie same. Następnie abstrakcja demokratycznej dyktatury, w przeciwieństwie do dyktatury proletariatu, została podniesiona ponad tę smutną konkretność, która nie spełniła wysokich nadziei. Znowu powtórzenie tego, co już było. Słyszeliśmy setki razy od Cereteliego, Dana i innych w 1917 roku: „u nas już jest dyktatura rewolucyjnej demokracji, a wy wiedziecie nas do dyktatury proletariatu, tzn. na zatracenie”. Ludzie mają zaiste krótką pamięć. „Rewolucyjno-demokratyczna dyktatura” Stalina-Radka absolutnie niczym nie różni się od „dyktatury rewolucyjnej demokracji” Cereteliego-Dana. Tymczasem formuła ta nie tylko przewija się przez wszystkie rezolucje Kominternu, ale także weszła do jego programu. Trudno jest wymyślić bardziej wyrafinowaną maskaradę, a jednocześnie bardziej okrutną zemstę ze strony mieńszewizmu za zniewagi wyrządzone mu przez bolszewizm w 1917 r.
 
Rewolucjoniści Wschodu mogą jednak wymagać konkretnej odpowiedzi na pytanie o charakter „demokratycznej dyktatury”, opartej nie na starych apriorycznych cytatach, ale na faktach i doświadczeniu politycznym. Na pytanie, czym jest „demokratyczna dyktatura”, Stalin niejednokrotnie udzielił prawdziwie klasycznej odpowiedzi: dla Wschodu jest to mniej więcej to samo, co „Lenin wyobrażał sobie w związku z rewolucją z 1905 r.”. Ta formuła stała się w pewnym sensie oficjalna. Można ją znaleźć w książkach i rezolucjach poświęconych Chinom, Indiom czy Polinezji. Rewolucjoniści odnoszą się do „wyobrażeń” Lenina dotyczących przyszłych wydarzeń, które od dawna stały się wydarzeniami przeszłymi, przy czym hipotetyczne „wyobrażenia” Lenina są interpretowane tak i siak, ale nie w sposób, w jaki sam Lenin interpretował je po wydarzeniach.
 
– Dobrze – mówi komunista Wschodu, pochylając głowę – postaramy się wyobrazić to sobie kropka w kropkę tak, jak Lenin, wg waszego wyrażenia, wyobrażał to sobie przed rewolucją. Ale powiedzcie nam, proszę, jak to hasło wygląda w praktyce? Jak urzeczywistniono je u was?
 
– U nas urzeczywistniono je w formie kiereńszczyzny w epoce dwuwładzy.
 
– Czy możemy powiedzieć naszym robotnikom, że hasło demokratycznej dyktatury zostanie urzeczywistniony u nas w formie naszej narodowej kiereńszczyzny?
 
– Co wy, co wy! W żadnym wypadku! Żaden robotnik nie zaakceptuje takiego hasła: kiereńszczyzna jest lokajstwem wobec burżuazji i zdradą pracujących.
 
– Więc co powinniśmy w końcu powiedzieć? – komunista Wschodu pyta z przygnębieniem.
 
– Musicie powiedzieć – dyżurny Kuusinen z niecierpliwością odpowiada mu – że demokratyczna dyktatura jest tym, co Lenin wyobrażał sobie w odniesieniu do przyszłej rewolucji demokratycznej.
 
Jeśli komunista Wschodu nie jest pozbawiony rozumu, wówczas spróbuje powiedzieć:
 
– Ale w 1918 r. Lenin wyjaśnił, że demokratyczna dyktatura znalazła swoje faktyczne i prawdziwe urzeczywistnienie dopiero w przewrocie październikowym, który ustanowił dyktaturę proletariatu. Czy nie jest dla nas lepsze ukierunkowanie partii i klasy robotniczej właśnie ku tej perspektywie?
 
– W żadnym wypadku. I nie ważcie się tak myśleć. To per-r-r-rmanentna r-r-r-rewolucja! To tr-r-r-rockizm!
 
Po tym budzącym grozę okrzyku komunista Wschodu staje się bielszy niż śnieg na najwyższych szczytach Himalajów i rezygnuje z wszelkiej dalszej dociekliwości. Niech się dzieje, co chce!
 
A rezultat? Znamy go dobrze: albo nikczemne umizgi do Czang Kaj-szeka, albo heroiczne awantury.
 
Przypisy:

iCzang Kaj-szek – przywódca prawicowego Kuomintangu. Wang Cin-wej – przywódca lewicowego Kuomintangu. Tan Pingszan – minister-komunista, który prowadził w Chinach politykę Stalina-Bucharina. [Przypis Trockiego.]

iiPPP – Polska Partia Socjalistyczna (Daszyński i spółka). [Przypis Trockiego.]

Społeczność

jednolity front