Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 27 gości.

Lew Trocki: Permanentna rewolucja - Rozdział VIII: Od marksizmu do pacyfizmu

Lew Dawidowicz Trocki

Polskie tłumaczenie na podstawie oryginału rosyjskiego, wsparte przekładem angielskim: PK.
 
Poprzedni rozdział: http://1917.net.pl/node/24260
Następny rozdział: http://1917.net.pl/node/24262
 
********
 
VIII. Od marksizmu do pacyfizmu
 
Być może najbardziej niepokojące, w sensie symptomatycznym, jest miejsce artykułu Radka, w którym, jak się wydaje, odchodzi on od głównego interesującego nas tematu, ale związane jest z nim przez jedność przejścia Radka do obecnych teoretyków centryzmu. Chodzi o nieco zamaskowane postępy w teorii socjalizmu w jednym kraju. Trzeba się nad tym koniecznie zatrzymać, ponieważ ta „poboczna” linia błędów Radka, z dalszym rozwojem, może objąć wszystkie pozostałe rozbieżności, ukazując, że ich liczba ostatecznie przeszła w jakość.
 
Chodzi o niebezpieczeństwa, które zagrażają rewolucji z zewnątrz. Radek pisze, że Lenin
 
„rozumiał, że na poziomie rozwoju gospodarczego Rosji w 1905 r. tę [proletariacką] dyktaturę można utrzymać tylko wtedy, gdy proletariat zachodnioeuropejski przyjdzie z pomocą”. (Podkreślenie moje. - L.T. ).
 
Błąd na błędzie, a przede wszystkim rażące naruszenie perspektywy historycznej. W rzeczywistości Lenin mówił i to niejednokrotnie, że demokratyczna dyktatura (wcale nie proletariacka) nie byłaby w stanie przetrwać w Rosji bez rewolucji socjalistycznej w Europie. Ta myśl przewija się czerwoną nicią przez wszystkie Leninowskie artykuły i przemówienia z czasów zjazdu sztokholmskiego w 1906 r. (polemika z Plechanowem, kwestia nacjonalizacji itp.). W tym czasie Lenin nie podnosił kwestii proletariackiej dyktatury w Rosji przed rewolucją socjalistyczną w Europie Zachodniej. Ale to nie jest teraz najważniejsze. Co to znaczy: „na poziomie rozwoju gospodarczego Rosji w 1905 roku”? A jak ma się rzecz z poziomem z 1917 roku? Teoria socjalizmu w jednym kraju opiera się na tej różnicy poziomów. Program Kominternu podzielił cały glob na komórki „wystarczające” i „niewystarczające” do samodzielnego budowania socjalizmu i tym samym stworzył serię beznadziejnych ślepych zaułków dla rewolucyjnej strategii. Różnica poziomów ekonomicznych może mieć bez wątpienia kluczowe znaczenie dla siły politycznej klasy robotniczej. W 1905 r. nie osiągnęliśmy dyktatury proletariatu, podobnie jak nie osiągnęliśmy dyktatury demokratycznej. W 1917 r. osiągnęliśmy dyktaturę proletariatu, która pochłonęła dyktaturę demokratyczną. Ale z rozwojem gospodarczym w 1917 r., podobnie jak na poziomie z 1905 r., dyktatura może utrzymać się i przekształcić w socjalizm tylko wtedy, gdy zachodni proletariat przyjdzie z pomocą na czas [своевременно]. Oczywiście, to „wyczucie czasu” [своевременность] nie podlega apriorycznej kalkulacji: jest determinowane w toku rozwoju i walki. W związku z tą podstawową kwestią, określoną przez globalny układ sił, do którego należy ostatnie i decydujące słowo, różnica poziomów Rosji w 1905 i 1917 r., bez względu na to, jak ważna jest sama w sobie, jest czynnikiem drugiego rzędu.
 
Ale Radek nie ogranicza się do tego dwuznacznego odniesienia do różnicy poziomów. Zwracając uwagę, że Lenin zrozumiał związek między wewnętrznymi problemami rewolucji a światowymi (coś takiego!), Radek dodaje:
 
„Lenin nie zaostrzył jedynie pojęcia tego związku między zachowaniem dyktatury socjalistycznej w Rosji a pomocą proletariatu Europy Zachodniej, które nadmiernie zaostrzono w sformułowaniu Trockiego, a mianowicie, że powinna to być pomoc państwowa, tj. już zwycięskiego proletariatu zachodnioeuropejskiego”. (Podkreślenia moje. - L.T. ).
 
Szczerze mówiąc, nie mogłem uwierzyć własnym oczom po przeczytaniu tych linijek. Dlaczego Radek potrzebował tej niegodnej broni z epigońskiego arsenału? W końcu jest to po prostu nieśmiała parafraza Stalinowskich banałów, z których zawsze tak bardzo szydziliśmy. Powyżej przytoczony cytat pokazuje między innymi, że Radek jest bardzo słabo świadomy głównych kamieni milowych ścieżki Leninowskiej. Lenin nie tylko nigdy nie przeciwstawiał, po stalinowsku, presji europejskiego proletariatu na władzę burżuazyjną - zdobyciu władzy przez proletariat, ale wręcz przeciwnie, stawiał kwestię rewolucyjnej pomocy zewnętrznej jeszcze ostrzej niż ja. W epoce pierwszej rewolucji niestrudzenie powtarzał, że nie utrzymalibyśmy demokracji (nawet demokracji!) bez rewolucji socjalistycznej w Europie. W latach 1917–1918 i następnych Lenin nie rozważał, ani nie oceniał losu naszej rewolucji inaczej, jak w związku z już rozpoczętą rewolucją socjalistyczną w Europie. Na przykład wprost mówił, że „bez zwycięstwa rewolucji w Niemczech nasza zguba jest nieunikniona”. Twierdził tak w 1918 r., a nie z „poziomu ekonomicznego” 1905 r. i myślał nie w perspektywie nadchodzących dziesięcioleci, ale jak najkrótszych okresów, liczących kilka lat, jeśli nie miesięcy.
 
Lenin tłumaczył dziesiątki razy: jeśli się utrzymaliśmy, „to tylko dlatego, że specjalnie stworzone warunki na krótką chwilę (na krótką chwilę! - L. T. ) ochroniły nas przed międzynarodowym imperializmem”. I dalej: „Międzynarodowy imperializm (...) w żadnym wypadku, pod żadnym pozorem nie mógł dogadać się z Republiką Radziecką. (... ) Tutaj konflikt wydaje się nieunikniony”. I wniosek? Czyż nie jest to pacyfistyczna nadzieja na „presję” proletariatu i „neutralizację” burżuazji? Nie, wniosek jest następujący: „Oto największa trudność rewolucji rosyjskiej (…) konieczność wywołania rewolucji międzynarodowej” (t. XV, str. 126). Kiedy to mówiono i pisano? Nie w 1905 r., kiedy Mikołaj II spiskował z Wilhelmem II w celu stłumieniu rewolucji i kiedy podałem swoją „zaostrzoną formułę”, ale w 1918, 1919 i następnych latach.
 
Oto, co Lenin stwierdził na III Kongresie Kominternu, patrząc wstecz:
 
„Było dla nas jasne, że bez poparcia międzynarodowej rewolucji światowej zwycięstwo rewolucji proletariackiej (u nas - L. T.) jest niemożliwe. Nawet przed rewolucją, a także po niej, myśleliśmy: albo teraz, albo przynajmniej bardzo szybko, nadejdzie rewolucja w innych krajach, które są bardziej rozwinięte kapitalistycznie, w przeciwnym wypadku, musimy przepaść. Pomimo tej świadomości zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, aby zachować system radziecki we wszystkich okolicznościach i za wszelką cenę, ponieważ wiedzieliśmy, że pracujemy nie tylko dla siebie, ale także dla rewolucji międzynarodowej. Wiedzieliśmy o tym, wielokrotnie wyrażaliśmy to przekonanie przed Rewolucją Październikową, tak samo jak i bezpośrednio po niej i podczas zawierania pokoju brzesko-litewskiego. I ogólnie rzecz biorąc było to słuszne. Ale w rzeczywistości ruch nie przebiegał po tak prostej linii, jak się spodziewaliśmy.” (Protokoły III kongresu Kominternu, str. 354, wyd. rosyjskie).
 
Ruch rozpoczął się w 1921 r., nie przebiegał po linii tak prostej, jak oczekiwaliśmy z Leninem w latach 1917–1919 (a nie tylko w 1905 r.). Niemniej jednak przebiegał po linii niemożliwych do pogodzenia sprzeczności między państwem robotniczym a światem burżuazyjnym. Jeden z nich musi przepaść. Tylko zwycięski rozwój rewolucji proletariackiej na Zachodzie może chronić państwo robotnicze przed śmiertelnymi zagrożeniami, nie tylko militarnymi, ale także gospodarczymi. Próbować stworzyć dwie pozycje w tej kwestii: Lenina i moją, to szczyt teoretycznego niechlujstwa. Przeczytajcie przynajmniej Lenina, nie oczerniajcie go, nie karmcie nas ostygłą stalinowską papką.
 
Ale staczanie nie kończy się na tym. Wymyśliwszy, że Lenin uznał „prostą” (zasadniczo reformistyczną, Purcellowską) pomoc światowego proletariatu za wystarczającą, podczas gdy Trocki „zbyt ostro żądał” tylko państwowej, tzn. rewolucyjnej pomocy, Radek kontynuuje:
 
„Doświadczenie pokazało, że Lenin również w tym punkcie miał rację. Europejski proletariat nie był jeszcze w stanie zdobyć władzy, ale był już wystarczająco silny, aby powstrzymać światową burżuazję przed rzuceniem przeciwko nam znacznych sił podczas interwencji. Tym samym pomógł on nam w obronie władzy radzieckiej. Strach przed ruchem robotniczym był, obok sprzeczności świata kapitalistycznego, główną siłą, która zapewniła nam pokój przez osiem lat po zakończeniu interwencji”.
 
To miejsce, choć nie lśniące oryginalnością na tle ćwiczeń współczesnych czynowników literackich, jest jednak wspaniałe - zbitka historycznych anachronizmów, politycznej gmatwaniny i rażących fundamentalnych błędów.
 
Ze słów Radka wynika, że Lenin w 1905 r. w swojej broszurze „Dwie taktyki” (Radek odnosi się tylko do tej pracy) przewidywał, że po 1917 r. równowaga sił między państwami i klasami byłaby taka, że na stałe wykluczyłaby możliwość wielkiej interwencji wojskowej przeciwko nam. W przeciwieństwie do tego, Trocki nie przewidział w 1905 roku sytuacji, która miała powstać po wojnie imperialistycznej, ale liczył się z realiami tamtych czasów w postaci potężnej armii Hohenzollernów, bardzo silnej armii Habsburgów, potężnej giełdy francuskiej itp. Ale to jest potworny anachronizm, skomplikowany przez śmieszne wewnętrzne sprzeczności. Według Radka, moim głównym błędem było to, że wyznaczyłem perspektywę dyktatury proletariatu „na poziomie 1905 roku”. Teraz odkryto drugi „błąd ”: dlaczego nie umieściłem perspektywy dyktatury proletariatu w przeddzień rewolucji 1905 r. w sytuacji międzynarodowej, która powstała dopiero po 1917 r. Jeśli są to zwykłe argumenty Stalina, to nie jesteśmy zaskoczeni, ponieważ znamy jego „poziom rozwoju” wystarczająco dobrze, i w 1917 i 1928. Ale w jaki sposób Radek wpadł w takie towarzystwo?
 
Nie to jest jednak najgorsze. Najgorsze jest to, że Radek przeskoczył przez granicę oddzielającą marksizm od oportunizmu, pozycję rewolucyjną od pacyfistycznej. W końcu nie chodzi o nic innego, ale o walkę z wojną, tj. o to, jakimi sposobami i metodami zapobiec lub zatrzymać wojnę: presją proletariatu na burżuazję, czy wojną domową o obalenie burżuazji? Radek niechcący wprowadził to fundamentalne zagadnienie polityki proletariackiej w obszar sporów między nami.
 
Czy Radek naprawdę chce powiedzieć, że w ogóle „ignoruję” nie tylko chłopstwo, ale także presję proletariatu na burżuazję i biorę pod uwagę tylko rewolucję proletariacką? Chyba nie popiera takich bzdur godnych Thaelmanna, Semarda czy Monnosseau! Na III Kongresie Kominternu ówczesna ultralewica (Zinowiew, Thalheimer, Thaelmann, Bela Kun itp.) broniła taktyki puczyzmu na Zachodzie jako sposobu na uratowanie ZSRR. Razem z Leninem wyjaśniałem im, najprościej jak to możliwe, że najlepszą pomocą z ich strony byłoby, gdyby zaczęli systematycznie i planowo umacniać swoją pozycję i przygotowywać się do zdobycia władzy, a nie improwizować rewolucyjne awantury. Wówczas Radek niestety nie był po stronie Lenina i Trockiego, ale po stronie Zinowiewa i Bucharina. Ale oczywiście Radek pamięta – w każdym razie protokoły III Kongresu pamiętają – że istotą argumentu Lenina i mojego polegała właśnie na walce z nieuzasadnionym „zaostrzonym sformułowaniem” ultralewicy. Wyjaśniając im jednak, że wzmocnienie partii i rosnąca presja proletariatu jest bardzo ważnym czynnikiem w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych, my marksiści dodaliśmy, że „presja” jest jedynie funkcją rewolucyjnej walki o władzę i jest całkowicie zależna od rozwoju tej ostatniej. Dlatego pod koniec III Kongresu Lenin wygłosił na dużym prywatnym spotkaniu delegatów przemówienie przeciwko tendencjom bierności i oczekiwań oraz podsumował w przybliżeniu takim morałem: nie róbcie awantur, ale jednak, drodzy przyjaciele, pospieszcie się, ponieważ z samą „presją” długo nie przetrwamy.
 
Radek wskazuje na to, że po wojnie europejski proletariat nie mógł przejąć władzy, ale powstrzymał burżuazję przed rozgromieniem nas. Zdarzało się nam mówić o tym nieraz. Proletariatowi europejskiemu udało się jednak uniemożliwić rozgromienie nas tylko dlatego, że jego presja połączona była z poważnymi obiektywnymi konsekwencjami wojny imperialistycznej i zaostrzonymi przez nią antagonizmami światowymi. Który z tych elementów: walka obozów imperialistycznych, zapaść gospodarcza czy presja proletariatu miał decydujące znaczenie, nie można powiedzieć, a pytania nie można tak postawić. Ale sama presja pokojowa nie wystarczy, co bardzo wyraźnie pokazała wojna imperialistyczna, która wybuchła pomimo wszystkich „presji”. Wreszcie, i to jest najważniejsze, jeśli presja proletariatu w pierwszych najbardziej krytycznych latach okazała się dla Republiki Radzieckiej skuteczna, stało się tak tylko dlatego, że wtedy robotnikom europejskim chodziło nie o presję, ale o walkę o władzę, a walka ta niejednokrotnie przybierała formę wojny domowej.
 
W 1905 roku nie było wojny w Europie, nie było zapaści, kapitalizm i militaryzm okazywały żądzę krwi. Powstrzymać Wilhelma i Franciszka Józefa przed wysłaniem swoich wojsk do Królestwa Polskiego i ogólnie przed pomocą carowi, „presja” ówczesnej socjaldemokracji była absolutnie niezdolna. A w 1918 r. presja niemieckiego proletariatu nie przeszkodziła Hohenzollernowi w zajęciu rejonu nadbałtyckiego i Ukrainy; jeśli nie dotarł do Moskwy, to tylko dlatego, że zabrakło mu sił zbrojnych. W przeciwnym razie, dlaczego i po co zawarliśmy pokój brzeski? Jak łatwo ludzie zapominają dzień wczorajszy! Nie ograniczając się do nadziei na „presję” proletariatu, Lenin wielokrotnie powtarzał, że bez rewolucji niemieckiej na pewno zginiemy. I było to zasadniczo poprawne, chociaż terminy się przesunęły. Nie potrzeba złudzeń: dostaliśmy moratorium bez wyznaczonego terminu. Nadal żyjemy w warunkach „wytchnienia”.
 
Taki stan, w którym proletariat nadal nie może przejąć władzy, ale już uniemożliwia burżuazji wykorzystanie władzy do wojny, jest stanem niestabilnej równowagi klasowej w jej najwyższym wyrazie. Nazywa się to niestabilną równowagą, ponieważ nie może trwać za długo. Należy ją rozwiązać w jednym lub drugim kierunku. Albo proletariat dojdzie do władzy, albo burżuazja, poprzez szereg kolejnych porażek, osłabia rewolucyjną presję tak bardzo, że odzyskuje wolność działania, przede wszystkim w kwestii wojny i pokoju.
 
Tylko reformista może wyobrażać sobie presję proletariatu na państwo burżuazyjne jako czynnik stale rosnący i jako gwarancję przeciw interwencji. Z tego właśnie wyobrażenia zrodziła się teoria budowania socjalizmu w jednym kraju przy neutralizacji światowej burżuazji (Stalin). Ponieważ sowa wylatuje o zmierzchu, stalinowska teoria neutralizacji burżuazji pod naciskiem proletariatu nie pojawiła się, zanim warunki, które ją zrodziły, zaczęły zanikać.
 
Podczas gdy źle interpretowane doświadczenia okresu powojennego doprowadziły do fałszywej nadziei na rezygnację z rewolucji europejskiego proletariatu, przy zastąpieniu jej ogólnym „wsparciem”, sytuacja na świecie uległa drastycznym zmianom. Klęski proletariatu utorowały drogę do kapitalistycznej stabilizacji. Powojenna zapaść kapitalizmu została przezwyciężona. Powstały nowe pokolenia, które nie zasmakowały koszmarów imperialistycznej masakry. W rezultacie burżuazja ma większą swobodę dysponowania swoją machiną wojenną niż pięć-osiem lat temu.
 
Dalsze przesuwanie się mas pracujących w lewo niewątpliwie ponownie zwiększy ich presję na państwo burżuazyjne. Ale jest to czynnik obosieczny. Rosnące niebezpieczeństwo ze strony mas pracujących na jednym z dalszych etapów może pchnąć burżuazję do decydujących kroków, aby udowodnić, że jest panem domu i spróbować zniszczyć główne źródło zarazy, republikę radziecką. Walki przeciwko wojnie nie rozwiązuje presja na rząd, a jedynie rewolucyjna walka o władzę. „Pacyfistyczna” akcja walki klasowej proletariatu, podobnie jak jej akcja reformistyczna, jest jedynie produktem ubocznym rewolucyjnej walki o władzę, ma względną siłę i łatwo może przejść w swoje przeciwieństwo, tzn. pchnąć burżuazję na drogę wojny. Strach burżuazji przed ruchem robotniczym, do którego Radek tak jednostronnie się odnosi, stanowi główną nadzieję wszystkich socjalpacyfistów. Ale sam „strach” przed rewolucją niczego nie przesądza. Rewolucja przesądza. Dlatego Lenin mówił w 1905 r., że jedyną gwarancją przed restauracją monarchii, a w 1918 r. - przed restauracją kapitalizmu, była nie presja proletariatu, ale jego rewolucyjne zwycięstwo w Europie. Oto jedyne prawidłowe sformułowanie problemu. Pomimo długofalowego charakteru „wytchnienia”, leninowskie sformułowanie zachowuje do dziś całą swoją siłę. Nie inaczej postawiłem problem ja. W moich „Rezultatach i perspektywach” napisałem w 1906 r .:
 
„To właśnie ten strach przed buntem proletariatu skłania partie burżuazyjne, nawet podczas przegłosowywania potwornych sum na wydatki wojskowe, do składania uroczystych deklaracji na rzecz pokoju, do marzenia o międzynarodowych sądach arbitrażowych, a nawet o organizacji Stanów Zjednoczonych Europy. Te żałosne deklaracje nie mogą oczywiście znieść ani antagonizmów między państwami, ani konfliktów zbrojnych.” („Nasza rewolucja”, „Rezultaty i perspektywy”, str. 283)i.
 
Podstawowym błędem VI Kongresu było to, że dla ocalenia pacyfistycznej i narodowo-reformistycznej perspektywy Stalina-Bucharina, zajął się on rewolucyjno-technicznymi receptami przeciwko zagrożeniu wojennemu, oddzielając walkę przeciwko wojnie od walki o władzę.
 
Inspiratorzy VI Kongresu, zasadniczo przerażeni pacyfiści, zaniepokojeni budowniczy socjalizmu w jednym kraju, podjęli próbę utrwalenia „neutralizacji” burżuazji za pomocą ulepszonych metod „presji”. A ponieważ nie mogą nie wiedzieć, że ich poprzednie przywództwo doprowadziło do porażki rewolucji w szeregu krajów i odrzuciło międzynarodową awangardę proletariatu daleko wstecz, najpierw pośpiesznie pozbyli się „zaostrzonego sformułowania” marksizmu, które nierozerwalnie łączy problem wojny z problemem rewolucji. Zmienili walkę z wojną w samodzielne zadanie. Aby partie narodowe nie przespały decydującej godziny, ogłosili, że zagrożenie wojenne jest permanentne, pilne i doraźne. Wszystko, co dzieje się na świecie, dzieje się dla wojny. Teraz wojna nie jest już narzędziem reżimu burżuazyjnego, ale reżim burżuazyjny – narzędziem wojny. W rezultacie walka Kominternu z wojną zamienia się w system formuł rytualnych, które są automatycznie powtarzane z dowolnego powodu i wyparowują, tracą swoją skuteczną siłę. Stalinowski narodowy socjalizm wykazuje tendencję do przekształcania Kominternu w pomocnicze narzędzie „presji” na burżuazję. To właśnie ten trend, a nie marksizm, pomaga Radkowi w jego pospiesznej, chaotycznej, nieprzemyślanej krytyce. Utraciwszy kompas, wpadł w obcy strumień, który może go zaprowadzić do zupełnie innych brzegów.
 
Ałma-Ata, październik 1928 r.
 
Przypisy: 

iLew Trocki „Rezultaty i perspektywy”, „Europa a rewolucja”: http://www.1917.net.pl/node/17915

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci