Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 21 gości.

Ludwik Krzywicki: Materialistyczne pojmowanie dziejów ludzkości

Ludwik Krzywicki

Ludwik Krzywicki (1859-1941) był jednym z pierwszych marksistów polskich, twórcą polskiej szkoły socjologii. Przetłumaczył na język polski wiele dzieł Marksa i Engelsa m.in. "Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa"

Poniżej prezentujemy jego tekst o materialistycznym pojmowaniu dziejów, rzeczy niezmiernie istotnej dla właściwego zrozumienia przebiegu procesów historycznych, co jak widać po licznych bezkrytycznych przedrukach antybolszewickich pamfletów na portalu lewica.pl, nie jest mocną stroną polskiej ideowej lewicy. 
 
Mamy jednak nadzieję, że kropla drąży skałę.
 
Redakcja WR
-------------------------------------------------------------------------------------------------
Materialistyczne  pojmowanie dziejów ludzkości 
 
 
Jak w każdej dziedzinie przyrody, podobnie i w życiu społecznym spotykamy mnóstwo najróżnorodniejszych objawów. Pojęcia etyczne, prawne, religijne, instytucje rządu, rodziny i własności itd. występują na pierwszy rzut oka jako niezależne od siebie zjawiska i tym samym rozwijają się niby w zupełnej od siebie niezawisłości. Nic naturalniejszego, że ten i ów przystępując do studiów socjologicznych zatrzymuje swą uwagę na jakimś szczególnym zakresie życia społecznego i bada go w oderwaniu od reszty. Lecz bliższe wejrzenie w rzecz wykazuje wadliwość podobnego postępowania. Pojedyncze bowiem dziedziny zjawisk społecznych znajdują się we wzajemnej zależności i rozpatrywanie jakiejś jednej bez uwzględnienia związku jej z innymi musi koniecznie wpłynąć ujemnie na doniosłość badań. Przy tym w ciągu dalszym nasuwa się jeszcze jedno pytanie, mianowicie: czy nie można by pewnym objawom życia społecznego wyznaczyć roli pierwszorzędnej, kształtującej inne strony? W ten sposób powstała teoria "organizmu społecznego", która usiłowała przeciwstawić rozwój społeczny jako proces wzrostu, zależność zaś różnych urządzeń i władz sprowadzić do odpowiedniości ze związkiem pomiędzy pojedynczymi częściami jestestwa zwierzęcego.
 
 
Doktrynę tę, korzystając z ukazywania się w języku polskim Socjologii Spencera, rozbierzemy szczegółowo w niedalekiej przyszłości. Obecnie zaś zwrócimy uwagę na inną szkołę socjologiczną, która chociażby dlatego zasługuje na bliższą znajomość, ponieważ przedstawia najlepiej powiązane wyjaśnienie rozwoju społecznego i wyrugowywa z socjologii inne poglądy. Nie związała się ona z jakimś pojedynczym nazwiskiem; przeciwnie, jej podstawy skreślone zostały przez kilku badaczy i do tego w obrębie odmiennych zjawisk społecznych. Zwykle zwą ją "naturalistyczną" i jeszcze częściej "materialistyczną", gdyż to ostatnie miano przywłaszczył sobie jeden z odłamów najbardziej świadomych w tym kierunku, chociaż uczynił to bardzo nieszczęśliwie. 
"Materialistyczne" pojmowanie dziejów społecznych dzięki wspólnej nazwie bezustannie mieszają z materializmem filozoficznym, jakkolwiek oba te pojęcia mogą być najzupełniej od siebie niezależne. Istota bowiem wspomnianego tylko co prądu w socjologii polega przede wszystkim na tym, że przedstawiciele jego usuwają świadomość ludzką z czynników powodujących ukazanie się tej lub innej postaci urządzeń społecznych. Istnieje w ich rozumieniu pewne podobieństwo pomiędzy gromadzeniem wiedzy a powstawaniem form życia społecznego. Umysł najgenialniejszy bez zapłodnienia zewnętrznego na próżno mozoliłby się nad zdobyciem dalszej znajomości wszechświata. Ku temu posiadamy jedyną drogę- czynienia spostrzeżeń.
 
 
Podobnie i w życiu społecznym istota ludzka jest ograniczona w swej potędze wytwarzania ideałów społecznych, i wszystkie najśmielsze utopie są tylko nieświadomym zestawieniem i uogólnieniem istniejących już w życiu pierwiastków. Tu szkoła "materialistyczna" staje w jaksrawym przeciwieństwie do racjonalizmu społecznego, wyznaczającego celowej myśli ludzkiej pierwszorzędne znaczenie w wyrabianiu nowych stosunków i urządzeń. Dla unaocznienia różnicy pomiędzy tymi dwiema doktrynami rozbierzemy powstanie uczucia wstydliwości. W tym względzie pójdziemy drogą utorowaną już przez Lipperta[1]. 
 
 
 
Racjonalizm, zgodnie z uważaniem pobudki podmiotowej za pierwszorzędną i podstawową, patrzy na wstydliwość jako na następstwo rozwoju umysłowego istoty ludzkiej; w jego przekonaniu odzież zjawiła się już jako dalszy wynik poczęcia się u człowieka uczucia wstydu wobec nagości swojego ciała. Kierunek ten, o ile nie przeniewierza się swym własnym założeniom, wyjaśnia okoliczność, iż plemiona dzikie nie przykrywają ciała, głównie brakiem odpowiednich idei i stanów podmiotowych. Lecz nawet szczupła znajomość z rzeczywistością wniwecz obraca ten naiwny pogląd. Mocno omyliłby się, kto by sądził, iż u ludów pierwotnych istnieje jakiekolwiek uczucie wstydu przed ukazaniem się odzieży. Lippert mnóstwem przykładów udowadnia ten fakt, że człowiek pierwotny uczuwa tylko wtedy sromotę, kiedy potrzebuje wystąpić na widok publiczny bez przynależnej ozdoby, i jedynie dlatego, że jej nie przywdział.
 
 
U kobiet w Nowej Zelandii istniał zwyczaj tatuowania ust kilku punkcikami; o osobie, która by tego nie uczyniła, powiedziano by, "że posiada wargi czerwone", takiemu zaś orzeczeniu towarzyszyło by podobne uczucie, jak w Europie na widok nago spacerującego człowieka. U fellahów Egiptu zauważono, że kobiety bez wstydu ukazują się nago, byleby tylko z zakrytym obliczem, podobnie jak u nas na wieczorach w "towarzystwie" z półobnażonymi piersiami, lecz natomiast w rękawiczkach na ręku. Uczyniono spostrzeżenie, że u ludów pierwotnych, wbrew oczekiwanion, "przyzwoitość" jest więcej rozwiniętą (tj. rozciągnięta na liczniejsze okolice ciała) u mężczyzn aniżeli u kobiet, co zgadza się w zupełności z tym faktem, że na owym szczeblu rozwoju płeć męska więcej dba o przyozdabianie (tj. przykrywanie ciała) aniżeli żeńska. W ogóle mnóstwo danych wykazuje, że nie zawsze człowiek pierwotny wstydzi się nagoty i tych części ciała, które w rozumieniu naszym uchodzą za sromotne, ale raczej tutaj zalicza tylko te, które zwyczaj każe przyozdabiać. Jednym z miejsc wybranych dla zawieszania różnych ozdób jest pas przechodzący przez biodro, ze zrozumiałego powodu, ponieważ idącą poniżej wypukłość ciała nie pozwala ześlizgać się przepasce. Z czasem sznur taki u jednych ludów przeinaczał się z wolna w tunikę, fartuch itd.; zwyczaj uświęcał powstającą ozdobę i jednocześnie zradzał uczucie wstydliwości, jeśli wypadało ukazać się osobom obcym bez takiego pokrycia. Nie poszukując dowodów daleko, możemy przypomnieć jeszcze raz czytelnikowi to uczucie wstydu czy też niezręczności, jakiego doznają niektóre osoby, kiedy znajdują się w tak zwanym "towarzystwie" bez rękawiczek, chociaż goła ręka uchodzi w codziennym życziu za rzecz jak najprzyzwoitszą. Słowem wstydliwość ukazuje się w granicach zakreślonych przykryciem- naprzód jako uczucie nieprzyjemne z powodu nieposiadania tego ostatniego i dopiero w dalszym ciągu jako sormanie się z obnażeniem ciała. A zatem samo to uczucie byłoby zjawiskiem wtórnym, pochodzącym z uprzedniego istnienia pewnych stosunków "materialnych", tj. nie podmiotowej lecz przedmiotowej natury.Nie dlatego człowiek zaczął okrywać swoje ciało, że posiadał jakieś uczucia wstydliwe, lecz przeciwnie, ponieważ w zwyczaj weszło przykrywanie pewnych okolic, przeto ukazały się odpowiednie stany podmiotowe. 
Powyższy przykład, sądzimy, uwydatnił rożnicę pomiędzy racjonalistycznym a "materialistycznym" pojmowaniem rozwoju społecznego. Według tego ostatniego różne popędy moralne, poglądy prawne itd. ukazują się dopiero w następstwie istnienia odpowiednich stanów przedmiotowych. Naturalnie, jakieś poczucie wstydu, raz ukazawszy się, może ze swej strony oddziaływać na dalszy rozwój społeczny. Jednakże wywierane w tej mierze wpływy bywają szczególnej natury, którą uzmysłowimy znowu na przykładzie z innej dziedziny, aby nie posądzono nas, iż obracamy się w kółku jednakowych zjawisk. 
Otóż u wszystkich ludów pierwotnych istnieje zwyczaj kładzenia ze zmarłym do grobu całego mienia osobistego, które zresztą składa się z jakiegoś oręża drewnianego lub krzemiennego, kilku ozdób itp. Tymczasem w biegu rozwoju technicznego bogactwo jednostki wzrasta. Zostaje np. oswojonym jakieś zwierze, ukazuje się jakaś dużo pracy potrzebująca broń itd. Powyższy zwyczaj wywiera wtedy wpływ bardzo nieprzyjazny, gdyż pochłaniając cały dorobek indywidualnych zabiegów uniemożliwia gromadzenie mienia i zasobów materialnych na przyszłość i co za tym idzie, dalszy rozwój społeczny. Ród ludzki znajdował wyjście w zmianie obowiązków względem zmarłego, lecz dopiero po krótszym lub dłuższym okresie. W ten sposób wysnute na podstawie staroczesnych warunków bytu zwyczaje, mimo całej wtórności swego początku, odgrywają w rozwoju dalszym społeczeństwa niektórą rolę, lecz ta ostatnia nigdy nie jest twórczej natury. Są to raczej hamulce powstrzymujące nastanie nowych warunków bytu i tym samym nowych zwyczajów. Przypada im zadanie zachowawcze, wówczas gdy przedmiotowym stosunkom należy się rola przewrotowa. Że tak może dziać się w rzeczy samej podamy wymowne zdarzenie. 
Czerwonoskórzy Ameryki Północnej utrzymywali się z myślistwa. Cała osada wychodziła zbiorowo na polowanie. Używana broń- łuk i strzała- była tego rodzaju, iż umożliwiała w zupełności rozróżnienie, od czyjej ręki padła określona sztuka zwierzyny. Podział też łupów polowania odbywał się według zasady indywidualnej, mianowicie każdy brał, co zabił, lecz oto ukazuje się broń palna. Kula nie nosi w sobie podobnego piętna indywidualności jak strzała z łuku.[2] Dawna zasada dzielenia się łupami zbiorowego polowania napotyka nieprzejednaną zawadę. Zgodnie z tym wyłania się inna. Zabitą zwierzynę przenosi się do osady i uważa za własność zbiorową, którą się dzieli następnie pomiędzy oddzielne rodziny stosownie do potrzeb każdej (tj. ilości żołądków). W ten sposób zmiana oręża myśliwskiego wywołała inną zasadę podziału - zamiast zasług osobistych mamy komunizm potrzeb. 
Podobnych przykładów moglibyśmy przytoczyć mnóstwo. W rezultacie tego otrzymalibyśmy tę prawdę, że każdorazowy całokształt przedmiotowych warunków bytu (np. istnienie określonych źródeł zdobywania pokarmów, używanie stosownych narzędzi i metod produkcji itd.) wywołuje odpowiednie ukształtowanie w sferach uczuciowej, zwyczajowej, moralnej, prawnej, filozoficznej. Te różne zjawiska są na wskroś natury wtórnej tj. odzwieciedlają jedynie stosunku rzeczowe, i w miarę przekształcania się tych ostatnich same podlegają odpowiednim zmianom. Słowem, mamy przed sobą dwojakiego rodzaju pierwiastki ewolucji społecznej, jedne- czynne, wywołujące nastanie nowych urządzeń, inne- bierne, ukazujące się w następstwie pierwszych i w rozwoju odgrywające jedynie rolę powściągów, zwłaszcza jeżeli otrzymają jeszcze znamię religijnego pomazania. 
Skreśliliśmy głównie założenia szkoły "materialistycznego" pojmowania dziejów. Naturalnie nie szło nam o jakieś szczegółowe przedstawienie poglądów. gdyż to nadmiernie rozciągnełoby ramy naszego artykułu, ani też o uzasadnienie systematyczne głównych nawet punktów wyjścia.
 
 
Usiłowaliśmy jedynie na podstawie kilku faktów przekonać czytelnika, że w samej rzeczy może istnieć wskazana zależność pomiędzy rozwojem przedmiotowych warunków bytu społecznego a rozmaitymi urządzeniami politycznymi, zwyczajowymi, własnościowymi itp. Rozumie się, nie należy zapominać o tym, że gdzieś w głębi wśród czynników rozwoju tkwią jeszcze właściwości natury ludzkiej. Człowiek bowiem spostrzega korzyści natury ludzkiej. Czlowiek bowiem spostrzega korzyści z użycia nowego rodzaju broni, oswojenia zwierzęcia, zawiązania stosunków wymiennych i wciela te ostatnie w życie. Że "przypadek" daje nam do ręki pierwiastki tych nowych stanów bez uprzednich wysiłków i poszukiwań z jego strony, sprawa ta zgola nie zmienia postaci rzeczy. Tą drogą ukazują się zmiany jedynie w dziedzinie warunków przedmiotowych: źródeł pożywienia, metod produkcji, szerokości wymiany itd. Wywołują one odpowiednią ewolucję w dziedzinie form rządu, rodziny, własności i wyzywają stosowne prawo zwyczajowe, moralne i religijne. W ostateczności istota ludzka występuje jako sprężyna postępu, lecz w socjologii możemy ją zupełnie wykreślić spod rozpatrywania, gdyż zgoła nie oddziaływa kształtująco na ukazanie się ustrojów społecznych. Prawdę tę przedwybornie możemy uzmysłowić na dziejach organizacji bojowej. 
 
 
 
Dosyć rzucić okiem w przeszłość Europy od jakiegoś wieku XV do dnia dzisiejszego.  Sposób ustawienia wojsk, organizacja armii, tryb nacierania, słowem "cały ustrój społeczny" wojska i wojny ulega bezustannej ewolucji. Strategika bardzo rozsądnie wykazuje, że wszystkie te zmiany zjawiają się w następstwie użycia nowych narządzi walki. Weźmy pojedynczy przykład. Przed wprowadzeniem kartaczów wojska szły do bitwy wielkimi, zwartymi szeregami. Zbyteczna dowodzić, iż z ukazaniem się tylko co wspomnianego narzędzia walki stanowiły one łatwy cel dla pocisków. I oto armia prażona ogniem nieprzyjacielskim podczas ataku bezwiednie rozpadła się na drobniejsze oddziały i nie tracąc zdolności czynu zaczyna ponosić mniejsze straty. Równie przed kilku dniami w jednej gazecie (zdaje się "Warszawskiej") znaleźliśmy wyliczenia głębokich zmian w taktyce wojennej, gdyby stosowano zamiast prochu materiał wybuchowy nie dający dymu. 
 
 
 
Cóż zatem widzimy? Istota ludzka wynajduje ulepszoną broń (jak do tego doszła, nie będziemy się zajmowali); nowe te narzędzia a raczej metody przenoszenia ludzi do nicości sprowadzają odpowiednią zmianę w szyku "społecznym" wojska, które może zostać wcieloną w życie żywiołowo i bezwiednie przez masy walczące i to wbrew rozkazom panów strategików, jak tyralierka[3], to znowu w pewnym stopniu być przewidzianą przez nich, jak na przykład następstwa zastosowania "prochu bez dymu".
 
 
Lecz w każdym razie rozpatrując rozwój strategiki bojowej możemy umysł ludzki usunąć spod rozbioru i rozpatrywać samą sprawę jako następstwo odpowiedniej zmiany w metodach i orężach walczenia. W zastosowaniu do różnych grup rodu ludzkiego należałoby uwzględnić jeszcze naturę rasową i antropologiczną człowieka, która raz umożliwia szybsze pojęcie wskazówek, to znowu czyni ewolucję powolniejszą, lecz widoczną, że czynnik ten odbija się tylko na prędkości rozwoju, ale nie wpływa na ukazujące się formy. Właśnie podobną rolę odgrywa ewolucja przedmiotowych stosunków w rozwoju społecznym, i usunięcia człowieka spod rozpatrzenia, jakkolwiek na pierwszy rzut oka może wydać się dziwnym, znajduje dla siebie najzupełniejsze usprawiedliwienie. 
 
 
Na podstawie powyższych wywodów możemy też pojąć, że próby uszeregowania różnych ustrojów i urządzeń społecznych według skali warunków przedmiotowych niekoniecznie wypada uważać za próbę chybioną, lecz że przeciwnie, opierają się na dostatecznie usprawiedliwionym założeniu. Moglibyśmy odwoływać się do Lipperta, który wykazał, że dzieje rodziny są niczym innym, jak tylko odbiciem tych lub innych źródeł pożywienia i sposobów zarobkowania; Maurera[4], który dowiódł, że cała ewolucja średniowiecznej ustawy prawno-politycznej odbywała się pod wpływem powstawania nowych metod produkcji i wymiany; Siebera[5], który znowu uzasadnił ścisły związek pomiędzy obowiązującym prawem i formami własności a tymi samymi stosunkami przedmiotowymi itd. itd.
 
 
Jak wiadomo, Morgan[5] usiłował zastosować tą samą zasadę do całego przebiegu dziejów ludzkości. Na tym założeniu opiera się jego podział na stan dziki, barbarzyński i cywilizację. Można się spierać, czy wytknięte przezeń drogowskazy dla odróźnienia jednej epoki od drugiej wystarczająco są ważne, lecz jest to pytanie drugorzędnej już wagi wobec samej zasady- znaczenia warunków przedmiotowych. W podobny sposób strategika mogłaby uszeregować różne stany "społeczne" walki według używanych oręży. 
Jeszcze raz wspominamy, że nie szło nam o dokładne skreślenie "materialistycznego" pojmowania dziejów- z wymienionych już powodów. Tym samym musieliśmy się ograniczyć do wyłożenia punktów zasadnicznych. 
 
 
 
Opublikowano w "Prawda" nr. 16 1889. Przedruk za: "Ludwik Krzywicki- Wybór Pism" z serii Biblioteka Socjologiczna, Wyd. PWN, Warszawa, 1978. Przypisy od redakcji Władzy Rad.   
 
     
[1] Chodzi o Juliusza Lipperta (1839-1909) czeskiego historyka i członka "pierwszej generacji "socjologów. W swojej pracy naukowej skupiał się na socjologicznym podłożu powstania religii i rodziny. Ustępy pracy Lipperta "Historia rodziny" w języku polskim dostępne są tutaj:
http://socrel.edu.pl/?menu=gmpl_ss12b#Lippert
[2] Pomimo iż naszym krajem rządzi gajowy dla wielu czytelników nie jest zapalonymi myśliwymi a śmiem twierdzić że jest w tej dziedzinie zupełnie niezorientowana. Kwestia którą porusza Ludwik Krzywicki świetnie rozjaśnić może obraz sceny polowania na niedźwiedzia z lektury szkolnej "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza. W pewnym momencie w kierunku niedźwiedzia pada kilka śmiertelnych strzałów po czym o to kto niedźwiedzia zabił rozpoczyna się kłótnia. Ostatecznie okazuje się że śmiertelny strzał oddał ks. Robak czego nie spodziewał się żaden z bohaterów książki.
[3] "Tylariera - szyk bojowy piechoty. Żołnierze pododdziału walczącego w tyralierze tworzą pojedynczy szereg, a odległość pomiędzy pojedynczymi żołnierzami wynosi 6-8 m" (za Wikipedią). Taktyka powstała w trakcie rewolucji francuskiej natomiast stała się praktycznie nieaktualną po wprowadzeniu do walki pierwszych egzemplarzy broni maszynowej (tj. I Wojna Światowa) od czasu do czasu stosowana jako osłona dla sprzętu ciężkiego.
[4] Chodzi o Konrada von Maurera (1823-1902) historyka państwa i prawa niemieckiego a także skandynawskiego (zwłaszcza Islandii i Norwegii).
[5] Chodzi o Lewisa Henriego Morgana (1818- 1881) amerykańskiego historyka i antropologa. Obszerna notatka po polsku na Wikipedii (ze streszczeniem jego poglądów):
http://pl.wikipedia.org/wiki/Lewis_Henry_Morgan

Portret użytkownika tres
 #

Jak ktoś preferuje bardziej współczesny język to polecamy Chrisa Harmana w tym temacie http://1917.net.pl/?q=node/565

 

Społeczność

che rebel