Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

Krzysztof Wójcicki: Chiny dyktaturą wielkiego kapitału

china_volvo.jpeg

Jak czytamy w  "Gazecie Wyborczej" z 26 lipca 2010 , jesteśmy otoczeni", "chińskie ministerstwo zaplanowało już inwazję ", "Chińczycy kupią FSO i Hutę Stalowa Wola".
 
Chiny przestały być już wyłącznie centrum taniej siły roboczej  i biznesmeni tego kraju ruszają na pogrążoną w kryzysie Europę, aby zalać ją już nie tylko towarami "made in china", ale także nowymi fabrykami, hotelami i centrami handlowymi wznoszonymi przez firmy z państwa środka. W tym roku chińskie inwestycje w Polsce  wyniosły 400 milionów wobec dwustu milionów w roku 2008 
 
Ot, chciałoby się powiedzieć, modelowy przykład wschodzącego imperialistycznego mocarstwa, które (jak zapowiadają analitycy) za lat 30 albo 50 ukręci łeb Ameryce i stanie się centrum światowego kapitalizmu. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w Chinach władzę sprawuje... partia komunistyczna.
 
Nachodzą w tym momencie na myśl rozmaite pytania:
 
Czy twierdzenie że "chiny są państwem kapitalistycznym" nie jest wyłącznie uleganiem złudzeniom i natłokowi informacji o nieludzkim wyzysku chińskich robotników i biednym represjonowanym dalajlamie, czy nie jest ono wyłącznie pochopnym uleganiem zlepkowi faktów i chwilowym złudzeniem?
 
 Czy nie jest przypadkiem tak, że Komunistyczna Partia Chin, której dane było budować socjalizm w niesłychanie zacofanym, feudalnym kraju musi się uciekać do rozmaitych forteli, włącznie ze wpuszczeniem obcych kapitalistów do swojego kraju i daniem ich swobody działania?
 
Czy obecna "restauracja kapitalizmu" nie jest wyłącznie iluzją, a KPCh trzymając się twardego marksistowskiego rdzienia tak naprawdę poprzez szybki gospodarczy rozwój ChRL szykuje nam socjalistyczną rewolucję na skalę światową?
 
 Jak pisze Lenin w "Państwie i rewolucji" >>państwo wg. Marksa jest organem panowania klasowego, organem ucisku jednej klasy przez drugą<<. Tą definicją posłużymy się przy dalszej analizie. Nie ulega najmniejszym wątpliwościom, że proletariat chiński, jest klasą uciskaną lecz samo to nie wyczerpuje problemu. Sama bowiem obecność kapitalistów i własności prywatnej w pewnym stopniu  nie oznacza automatycznie, że kraj ten jest kapitalistyczny.
 
Ważne jest po czyjej stronie stoi sama machina państwowa czyli "specjalne oddziały ludzi uzbrojonych, więzienia itp.". Przy charakterystyce "państwa" mamy trzy zasadnicze kwestie - rola państwa w walce klasowej, fizyczna treść pojęcia "państwo" oraz zgodność machiny państwowej jako nadbudowy stosunków społecznych z ich bazą - stosunkami ekonomicznymi i ich wzajemne powiązania.
 
Te trzy kwestie otwierają nam drogę do pełnej  analizy. Pozostanie bowiem jedynie na gruncie wyjętej z Lenina definicji i scharakteryzowaniu machiny państwowej jako "specjalnych oddziałów uzbrojonych ludzi" bez uwzględnienia dialektyki wzajemnych powiązań tejże machiny ze stosunkami produkcji sprowadzi nas w bagno myślenia mechanistycznego, metafizycznego a co za tym idzie dogmatycznego. "Marksista" nie uwzględniający dialektyki wzajemnych powiązań machiny państwowej ze stosunkami produkcji myśli następująco:
 
 Ot są sobie jakieś walczące klasy które mają państwa którymi panują w państwie socjalistycznym/robotniczym klasą panującą jest proletariat a w państwie burżuazyjnym/kapitalistycznym burżuazja. Państwami socjalistycznymi rządzą partie komunistyczne które bronią interesów robotników, państwami kapitalistycznymi partie burżuazyjne broniące interesów kapitalistów.
 
Na tym między innymi  polega dogmatyzm stalinowskiej wykładni marksizmu. Nauka o państwie, zamiast być rozwijana po nowych doświadczeniach ruchu robotniczego, jest klepana cały czas w tym samej postaci jak widział ją Marks, który rewolucji socjalistycznej nie widział na oczy, czy Lenin który przeżył jedynie kilka lat nowego ustroju . Ograniczanie więc prawa do istnienia takim wszystkim takim formom istnienia jakie nie zostały opisane w dziełach Marksa i Lenina jest - co by to dużo nie mówić - traktowaniem dzieł klasyków jako Świętej Księgi i wywyższaniem Marksa i Lenina do miana natchnionych pomazańców bożych. Marks i Lenin bowiem, choć zrobili w życiu bardzo wiele, byli tylko ludźmi i nie byli w stanie dokładnie przewidzieć, jak potoczy się sytuacja po ich śmierci nie mając ku temu odpowiednich danych z otoczenia.
 
Tematem Chin dosyć obszernie zainteresowany jest czołowy intelektualista Komunistycznej Partii Polski prof. Zbigniew Wiktor. W swoim artykule pt. "Stare i nowe sprzeczności w Chinach" nt. relacji pomiędzy państwem a gospodarką pisze on
 
 "W Chinach ukształtował się silny kapitalizm państwowy, dający więcej niż 2/3 PKB, jeston jednak pod silną kontrolą państwa, jednocześnie państwo zachowało własność w strategicznych gałęziach gospodarczych i w finansach. Powstała wieloukładowagospodarka z silnym przełożeniem na kapitał zagraniczny, co skutkuje do pewnego stopnia uzależnieniem Chin od partnerów zagranicznych. Państwo deklaruje wartość pracy ipodziału według pracy, ale jednocześnie dopuszcza zyski z kapitału i jego spekulacji. Rodzi to różnego rodzaju sprzeczności i uzależnienia i komplikuje w jednoznacznym określeniu ustroju gospodarczego i politycznego Chin. Przydatne może być określenie Lenina na oznaczenie mechanizmów NEP-u w Rosji radzieckiej w latach 20-tych ub. wieku jako kapitalizmu państwowego, a więc kapitalizmu w gospodarce i socjalizmu w polityce, , przy czym w Chinach sytuacja jest bardziej złożona. W ostatnich latach umocniła się chińska nowa burżuazja."

Jednocześnie prof. Wiktor twierdzi w swojej obszernej monografii nt. Chin że "Chiny od ponad 30 lat realizują program socjalistycznej modernizacji". Z cytowanego artykułu można wysunąć całkowicie sprzeczne wnioski.
 
Dają się zauważyć oczywiste błędy  w zdaniu "państwo deklaruje wartość pracy i podziału według pracy" gdzie to prof. Wiktor przypisuje aparatowi państwowemu Chin jakieś magiczne zdolności "deklarowania wartości pracy" (państwo nie może deklarować wartości pracy (wartości siły roboczej) ponieważ jedynym parametrem jaki może modyfikować wartość siły roboczej jest wydajność pracy której nie da się zadekretować, lecz można co najwyżej pracować nad jej podwyższeniem wprowadzając nowe technologie i racjonalizacje).
 
Pomijając wyżej wymienioną kwestię ekonomii politycznej i rzekomego udziału magii w niej, skoncentrujmy się na interesujących nas kwestiach - czyli oceny ustroju ChRL i powiązaniach pomiędzy aparatem państwowym a stosunkami produkcji. Prof. Wiktor chce widzieć ustrój Chin jako przejściowy pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem, tak jak Lenin w pracy "O podatku żywnościowym" oceniał ustrój porewolucyjnej Rosji
 
"Nazwa Socjalistyczna Republika Radziecka oznacza stanowczą wolę Władzy Radzieckiej dokonania przejścia do socjalizmu bynajmniej nie uznanie obecnego ustroju za socjalistyczny. Lecz cóż oznacza wyraz przejście? Czy nie oznacza on, w zastosowaniu do ekonomiki, że w danym ustroju istnieją zarówno elementy kapitalizmu jak i socjalizm? Każdy przyzna że tak."
 
Wygląda na to że prof. Wiktor zręcznie wpasował się w leninowską terminologie próbując określić ustrój w Chinach. Jednakże nie sposób stosowac tej samej miary do czegoś co ma miejsce niecały rok po głównym akcie rewolucji, kiedy jeszcze burżuazja nie zdążyła zostać wywłaszczona, do sytuacji 60 lat po rewolucji.  Porównanie okresów czasowych wskazuje, że jeżeli w 2010 roku rewolucja z roku 1949 jest na tym samym stadium co w roku 1918 rewolucja z 1917 roku - słowem  coś z tą rewolucją jest wyraźnie nie tak. Zastanawia przymiotnik "silny" przy określeniu kapitalizmu państwowego. Ów "kapitalizm państwowy" jest wedle definicji Lenina tym systemem przejściowym gdzie władza kapitalistów nie została jeszcze do końca obalona, a więc władza proletariatu jest relatywnie słaba i nie kontroluje on w pełni środków prodkucji. Cóż więc może oznaczać słowo "silny". Ano tylko tyle, że w owym systemie kapitaliści poczynają sobie całkiem nieźle, co zresztą w pełni pokrywa się ze znanymi faktami na temat Chin.  Dodatkowo prof. Wiktor pisze że "nowa burżuazja wciąż się umacnia". Zastanawiające jest, jak może się to dziać w państwie rządzonym przez partię komunistyczną.
 
Może to oznaczać dwie rzeczy:
a) władza partii jest słaba
b) partia sama przechodzi na pozycje burżuazyjne
W Chinach nie istnieje żadna siła opozycyjna mogąca się choć w drobnym stopniu równać wpływami w KPCh więc "słabość partii" należy włożyć między bajki. Dochodzimy do pytania - w jaki sposób partia burżuazyjnieje? Skoro cały czas przyjmuje w swoje ideologii leninizm i uważa się za awangardę klasy robotniczej jak może ona jednocześnie sprzyjać nowej burżuazji.
 
Profesor Wiktor pragnął by upatrywać źródła tego zjawiska w walce frakcji wewnątrz partii, jak pisze w artykule pt. "Jak wygląda nowa burżuazja w Chinach".
 
"W Chinach narasta walka wewnętrzna w aparacie władzy o definicję dalszego kierunku rozwoju Chin. Wyraźnie prezentuje się skrzydło konserwatywne, które chciałoby utrzymać i bardziej rozwinąć kapitalizm państwowy, a być może przekształcić go w „normalny" kapitalizm. I jest skrzydło komunistyczne, które dążą do utrzymania i pogłębiania socjalistycznego rozwoju Chin. Walka między tymi skrzydłami ma nieoficjalny charakter, a jej wynik poznamy za parę lat."
 
Lecz niestety to co prof. Wiktor uważa za socjalistyczny rozwój oznacza kontynuację dotychczasowej polityki skoro uważa on, że Chiny znajdują się na drodze "socjalistycznej modernizacji", która, jak wiemy przyniosła kapitalistyczne a nie socjalistyczne reformy. Walka frakcyjna w KPCh ma w tym wypadku podrzędne znaczenie.
 
Brak realnej kontroli klasy formalnie panującej rodzi bowiem trudność nie do pokonania i właśnie to powoduje sprzeczność polegającą nie na "socjalistycznej polityce i kapitalistycznej ekonomice" lecz odwrotnie na kapitalistycznej polityce i socjalistycznej ekonomice. Nie jest bowiem wielką niewykonalną sztuką powszechna nacjonalizacja środków produkcji i ustanowienie gospodarki planowej. Sztuką jest aby ta gospodarka kontrolowana była przez klasę robotniczą właśnie i osiągnęła w pełni nową jakość w porównaniu do kapitalizmu. Wtedy dopiero jesteśmy w stanie mówić o socjalizmie.
 
  Tworzenie nowej burżuazji o którym wspomina Wiktor nie da się wytłumaczyć inaczej działanie drobnomieszczańskiej warstwy społecznej która przejęła kontrolę nad państwem - biurokracji partyjno-państwowej i chce się - pod wpływem bodźców z kapitalistycznego otoczenia przekształcić w pełnoprawną burżuazję. Pół biedy dopóki ekonomika jest socjalistyczna - wtedy z powodzeniem możemy mówić że kapitalizmu nie ma a ustrój ten zwykło nazywać się biurokratycznie zdeformowanym państwem robotniczym które może przekształcić się zarówno w państwo kapitalistyczne jak i w państwo socjalistyczne.

Wyodrębnienie biurokratycznie zdegenerowanego/zdeformowanego państwa robotniczego jako odrębnej formacji wynika właśnie z uwzględnienia relacji pomiędzy bazą a nadbudową - jest to państwo o proletariackiej bazie i drobnomieszczańskiej, zdegenerowanej przez rak biurokracji nadbudowie. Kiedy "specjalne oddziały uzbrojonych ludzi" nadal wymierzone są przeciwko burżuazji lecz nie dopuszczają do głosu proletariatu, mówimy właśnie o tym przypadku.Jest to etap chwiejny i przejściowy jednak często spotykany w historii - upadek PRL, NRD, ZSRR itp. przebiegał zgrubsza poprzez uwłaszczenie się biurokracji-partyjno państwowej i jej sojusz polityczny z siłami jawnej reakcji (Okrągły Stół) . Istnieją liczne opinie, że Chiny stanowią właśnie przykład takiego biurokratycznie zdeformowanego państwa robotniczego. Jednak wydaje się to być wątpliwe, ponieważ prof. Wiktor, idąc w zgodzie za  dobitnie pokazuje że kapitalistyczny charakter występuje przede wszystkim w ekonomice ChRL a nie w polityce, czyli, jeśli wierzyć mu sytuacja w Chinach jest dokładnie przeciwstawna zdeformowanemu państwu robotniczemu - mamy system państwowego kapitalizmu gdzie rządzącapartia komunistyczna w kraju o gospodarce kapitalistycznej walczy o interesy robotników.
 
Aby przekonać się, czy jest tak w istocie ,  popatrzmy jak działania KPCh ocenił Vincent Kolo z Komitetu na Rzecz Międzynarodówki Robotniczej
"Poniższe fakty ilustrują dewastacyjne efekty polityki KPCh
Edukacja: prywatne źródła pokrywają 44% kosztów edukacji w Chinach, jest to najwyższy wskaźnik na świecie poza Chile. Nie istnieje już darmowa edukacja. Przeciętnie opłaty na poziomie szkoły podstawowej w większości miast wynoszą około 200 euro rocznie – czyli dwie miesięczne wypłaty przeciętego robotnika. W Szanghaju przeciętna rodzina wydaje 25% swoich przychodów na edukację dzieci dla porównania w USA jest to 10%.
 
Jest 500 tysięcy niewykwalifikowanych nauczycieli i tysiące szkól „nielicencjonowanych” zaopatrujących w edukację 20 milionów dzieci migrantów które są wykluczone z uczęszczania do szkół państwowych. Analfabetyzm wzrasta zwłaszcza na terenach wiejskich i pośród dziewcząt.
 
• Służba zdrowia: chińska służba zdrowia była niegdyś wzorem dla Azji. Dziś wydatki medyczne są w większym stopniu finansowane ze źródeł prywatnych niż w USA. Na terenach wiejskich jedna trzecia przychodni i szpitali jest na granicy bankructwa, jedna trzecia już upadła. 400 milionów Chińczyków (niemal tyle co populacja Unii Europejskiej), nie stać na wizytę u lekarza."
Fakty te pokazują, że prof. Wiktor w swojej ocenie Chin jest w drastycznym błędzie a porównanie tego państwa do państwowo-kapitalistycznego NEPu jest tylko rozpaczliwą próbą ucieczki przed faktami. Nowa Ekonomiczna Polityka Lenina została podjęta jako następstwo wojny domowej i próba odbudowy zrujnowanego kraju który nigdy nie doświadczł ani wzorowej służby zdrowia, bezpłatnej edukacji ani innych zdobyczy socjalnych które w latach 1949-76 w Chinach, mimo dziwacznych i tragicznych meandrów maoistowskiej polityki były sukcesywnie wprowadzane. NEP stanowił bowiem krok naprzód a obecny chiński "NEP" stanowi krok wstecz, co potwierdza niejako Z.Wiktor w artykule analizującym rozwój nowej burżuazji w Chinach.
 
Partia bolszewicka w czasach Lenina była awangardą, czołowym oddziałem klasy robotniczej i nikomu w niej na myśl nie przychodziło aby podejmować się niesamowicie trudnemu zadaniu rewolucji socjalistycznej tylko po to aby prowadzić własne biznesy, bo i po co skoro istniało ku temu miliard różnych dróg pod parasolem krajów kapitalistycznych czy białych armii. Tymczasem fakty są porażające, jak pisze Vincent Kolo
 
"Spośród 20 000 najbogatszych biznesmenów Chin 90% to członkowie lub krewni członków KPCh."
Ciekawą rzeczą jest też przedstawienie całego składu klasowego KPCh. Jak szczyci się ta partia na swojej oficjalnej stronie internetowej na 78 milionów jej członków jedynie 9% bo 6,94 miliona stanowią robotnicy przemysłowi, studenci i emeryci stanowią 16,9 milionów jej członków, menedżerzy, profesjonaliści, urzędnicy i etatowi pracownicy partii a więc wyjąwszy profesjonalistów można powiedzieć że od kilkunastu do dwudziestu milionów członków KPCh - a więc około jednej czwartej jej stanu osobowego stanowi biurokracja partyjno-państwowa. Kolejne 24,02 miliony przypada na warstwy drobnomieszczańskie a więc chłopstwo, rybaków itp. Jak widzimy sam stan osobowy partii w której jest tylko 9 procent robotników daje do myślenia. Natomiast 5,92 miliona przypada na tajemniczych "innych", co jest tylko eufemizmem na określenie nowej burżuazji w Chinach i to należy dodać, że tej jej części, której nie da się zaliczyć do kategorii  "biurokracja+ specjaliści".Chińska burżuazja zatem jest lepiej reprezentowana w partii niż robotnicy!
 
Oznacza to tyle, że umizgi prof. Wiktora do KPCh jako wyższej instancji chińskiego proletariatu, właściwe jakby rzeczywiście była ona "czołowym oddziałem kllasy robotniczej" są tylko beznadziejnym metafizycznym fetyszyzmem, miłością do nazwy komunistyczna na przekór faktom . Jest to patologiczny przypadek, że się tak wyraże, zatracenia zmysłów na rzecz dogmatyzmu nie uwzględniającego dialektyki powiązań pomiędzy stosunkami produkcji a aparatem państwowym, myślenie idealistyczne - partia "komunistyczna" musi budować socjalizm z definicji i kropka. Wypływa to w prostej linii od stalinowskiej propagandy czołobitności wobec aparatu władzy, wstrzymania wszelkiej jego krytyki, co ostatecznie doprowadziło stalinizm na śmietnik historii.
 
O tym czy KPCh jest rzeczywiście partią komunistyczną, czyli czy stanowi faktycznie "czołowy oddział klasy robotniczej" prof. Wiktor nie zastanowił się ani na chwilę, sącząc w swoich publikacjach prosto z mostu bełkot, jakim panująca - trzeba to przyznać wprost - burżuazja chińska mami robotników. Takie pojęcia jak "socjalistyczna gospodarka rynkowa" , "socjalizm z chińską charakterystyką" nie wymagają komentarza. W innym miejscu pisze, że "Wydaje się jednak, że KPCh – przyjmując teorię i praktykę „socjalistycznej gospodarki rynkowej” – uczyniła dalszy krok w rozwoju marksizmu, uważając, że można z korzyścią dla rozwoju połączyć w początkowych stadiach socjalizmu rynek z ustrojem socjalistycznym. Kwestie te są żywo dyskutowane, także krytykowane przez niektóre partie komunistyczne oraz pewne kręgi marksistów, ale krytyka ta w praktyce jest niwelowana przez olbrzymie sukcesy gospodarcze Chin. Zapewne wymagają one głębszej refleksji teoretycznej."Tutaj mamy kolejny kwiatek. Nie pierwszy raz już zdarza się "krytyka jest niwelowana przez rozwój gospodarczy". W czasach Stalina drobnomieszczańscy "przyjaciele" ZSRR właśnie opierali swą miłość do tego kraju nie na pozytywnym  wyniku próby rzetelnej analizy jego ustroju, lecz właśnie na dziecinnym zachłyśnięciu się osiągnięciami czysto gospodarczymi i propagandowymi. Jak pisze Lew Trocki
 
"Co pewien czas >>przyjaciele<< jeżdżą do Moskwy zakonowowując w pamięci traktory, pionierów, parady, spadochroniarki słowem wszystko za wyjątkiem nowej arystokracji"
 
Podobnie prof. Wiktor, jeżdżąc do Chin i pisząc o nich zakonotował w pamięci wszystko oprócz tego, która klasa uciska w Chinach którą, czyli najważniejszej rzeczy w marksistowskiej ocenie charakteru ChRL, słowem nie zadał on sobie pytania czy władza KPCh jest dyktaturą proletariatu, który uciska burżuazję, czy dyktaturą burżuazji uciskającą proletariat,  tylko ulega tanim i wygodnym sloganom, które rozchodzą się w Chinach jak świeże bułeczki.
 
Stwierdzenie faktu, że prof. Wiktor reprezentuje stalinowskie i metafizyczne podejście do tematu Chin w żadnym wypadku nie wyczerpuje jeszcze odpowiedzi na pytanie o ustrój Chin. Wiemy, że 2/3 gospodarki Chińskiej pozostaje w rękach prywatnych, a biurokracja partyjno-państwowa ChRL stworzyła w systemie zdeformowanego państwa robotniczego (czyli takiego gdzie ustrój został przeszczepiony z zewnątrz) nową burżuazję.

Nie tylko stalinista Wiktor, lecz także organ brytyjskiej sekcji Międzynarodowej Ligi Komunistycznej (Czwarto-Międzynarodówkowej), Workers Hammer próbuje przekonać nas że Chiny jeszcze nie odrestaurowały u siebie kapitalizmu. Autor uważa, że Chiny nie są jeszcze kapitalistyczne, ponieważ większość strategicznych działów przemysłu ciężkiego i banki znajduje się pod kontrolą państwa. Trochę słaba argumentacja, zważywszy na fakt że podział własności środków produkcji nie determinuje charakteru państwa. Charakter państwa jest zdefiniowany przez to jaka klasa kontroluje środki produkcji.
 

Historia zna przypadki wielu państw kapitalistycznych gdzie strategiczne sektory gospodarki były pod kontrolą państwa i nie ma to znaczenia, ponieważ to same państwo, jest, z definicji Marksa-Lenina "organem panowania klasowego, organem ucisku jednej klasy przez drugą, a panowanie proletariatu zapewnia nie nacjonalizacja przemysłu ciężkiego ale dyktatura proletariatu. W państwie burżuazyjnym wszelka nacjonalizacja jest funta kłaków warta, jeżeli specjalne oddziały uzbrojonych ludzi strzegą własności kapitalistycznej - wtedy najwyżej możemy mieć sytuację, kiedy to państwo przeistacza się w "kolektywnego wyzyskiwacza". Taki system jest kolejnym znaczeniem terminu "państwowy kapitalizm".
 
Pomijając sekciarskie dąsanie się autora na temat "złego zdrajcy Petera Taafe" którego zwolennicy  rzekomo poparli w 1991 roku pucz Jelcyna, kolejne argumenty MLK na temat kapitalizmu w Chinach polegają na tym, że Chiny nie przeżyły takiego załamania ekonomicznego jak większość krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Ten argument, zważywszy na tragiczne konsekwencje kapitalistycznej kontrrewolucji dla Ukrainy i Rosji, które do dziś nie osiągnęły poziomu PKB z roku 1990 może wydawać się kuszący. Lecz nie jest to argument marksistowski, tylko swoiste "pójście na skróty" i "przybetonowanie" jednej uniwersalnej wizji pewnego procesu jako wizji jedynie słusznej.
 
Jest oczywiste, że przejście od planu gospodarczego do anarchii rynku samo w sobie doprowadzi do załamania gospodarczego, lecz pozostaje pytanie, czy w każdym przypadku musi być to czynnik wiodący, czy też inne czynniki nie spowodują, że kontrrewolucja, bolesna tak czy siak dla klasy robotniczej doproawdzi do załamania, czy ożywienia gospodarki. Państwo robotnicze w momencie upadku może się znajdować na różnym poziomie rozwoju i w różnej sytuacji geopolitycznej  co determinuje to, czy będzie się ono po niej dalej rozwijać gospodarczo, czy jego gospodarka będzie się kurczyć.
 
Porównując wskaźniki ekonomiczne Chin, Polski i ZSRR z roku 1987, w Chinach na przemysł, mimo czterdziestu lat od socjalistycznej rewolucji na przemysł przypadało zaledwie 10 procent ogółu zatrudnienia wobec 75 procent w rolnictwie, natomiast w PRL było 30 procent zatrudnionych w rolnictwie i 28 procent w przemyśle, natomiast  ZSRR był państwem o wyraźnej przewadze przemysłu w zatrudnieniu bo aż 45 procent podczas gdzy 25 procent przypadało na rolnictwo.
 
Upadek gospodarczy w krajach byłej demokracji ludowej związany był z upadkiem przemysłu. W krajach b. ZSRR był on znaczny ponieważ przemysł pokrywał niemal połowę zatrudnienia dlatego w mówieniu, że "upadek ZSRR był największą tragedią XX wieku" przynajmniej jeśli chodzi o sferę gospodarki jest sporo racji.
 
Należy przyznać z całą stanowczością,. że Polska gospodarka mniej boleśnie odczuła kontrrewolucję od rosyjskiej i ukraińskiej - ponieważ już albo dopiero w roku 1996 przekroczyliśmy PKB z roku 1989 co w Rosji i na Ukrainie nie stało się po dziś dzień. Złożył się na to fakt, że cios od upadku przemysłu był mniejszy i lepsza była sytuacja geopolityczna Polski.
 

A jak miała się sprawa w przypadku Chin? Tutaj, powiedzmy szczerze w wyniku kontrrewolucji nie było zbytnio czemu upadać. Specyficzny bowiem charakter maoistowskiej autarkii, gdzie kazano chłopom wypalać stal w przydomowych dymarkach (Wielki Skok) i zaniechano program industrializacji wzorowany na radzieckim trzymał chińskie zdeformowane państwo robotnicze na stale niskim poziomie.
 
Chociaż porównując lata przed rewolucją kiedy ilość robotników przemysłowych sięgała zaledwie 0,5% zatrudnionych do podanych 10% w latach 80., widać że rewolucja doprowadziła do bezsprzecznego postępu, lecz porównując to miernikami europejskimi - było to przejście z głębokiego średniowiecza do początków XIX wieku, kiedy rewolucja przemysłowa dopiero się zaczynała.
 
Tak więc dochodzimy do wniosku, że Chiny były na tak niskim poziomie rozwoju, że przeobrażenia w kierunku kapitalistycznym, mimo dziesięcioleci socjalistycznej rewolucji, mogły mieć gospodarczo  postępowy charakter - cywilizacyjnie bowiem Chiny roku 1987 nie osiągnęły jeszcze etapu rewolucji przemysłowej, podczas której kapitalizm ukazał swoje możliwości rozwoju i dopiero teraz, drogą kapitalistycznej a nie jak chciałby prof. Wiktor socjalistycznej industrializacji ten etap osiągają. Należy dodać jedynie, że nie mimo zacofania gospodarczego Chin nie była to jedyna możliwa droga rozwoju. Podobny bowiem profil zatrudnienia jak w Chinach lat 80. występował  we wczesnych latach istnienia ZSRR niemniej jednak okazało się, że można było i dało się przeprowadzić socjalistyczną industrializację. W Chinach też można by było- gdyby państwo miało taki sam charakter jak ZSRR z czasów początku urzędowania Stalina.
 
 MLK kompletnie pomija w swoich rozważaniach wskaźniki gospodarcze, co czyni ich argumentację niewiarygodną i aż rojącą się od sekciarskich schematów które w ich przypadku przybrały maskę "jedynie słusznego trockizmu", uzasadniając swoje stanowisko programem "trockistowskim bezwarunkowej obrony militarnej zdeformowanych państw robotniczych". Problem polega na tym, aby obrona (militarna czy jakakolwiek) była celowa, należy mieć pewność, że to coś jest dokładnie tym czymś co zamierzamy bronić. W przypadku Chin takiej pewności nie ma, więc wszelkie ruszanie z szabelką dla obrony kapitalistycznej biurokracji chińskiej jest tylko podłą kpiną z tego co naprawdę Trocki chciał bronić - socjalistyczną gospodarkę ZSRR opartą na znacjonalizowanym przemyśle i planowaniu gospodarczym ktore w Chinach nie występuje. Ostatnią deską ratunku dla MLK może być kwestia przed kim zamierza ona -militarnie czy jakkolwiek inaczej - bronić Chin.
 
Czy fakt, że mówi się o łamaniiu praw człowieka w Chinach a kapitalistyczne media są za "przywróceniem demokracji" dokładnie tak samo jak robiły to przed rokiem 1989 w stosunku do państw Bloku Wschodniego.
 
Ale czyż te same media nie podnoszą takiego samego rabanu w sprawie współczesnej, kapitalistycznej, Rosji? Czy fakt,że Rosja przedstawiana jest jako kraj autorytarny niedemokratyczny czyni ją zdeformowanym państwem robotniczym? Oczywiście że nie. Propaganda burżuazyjna różnych krajów niekoniecznie musi uderzać w państwa robotnicze i oczerniać je jako "niedemokratyczne", może czynić to także z innymi państwami kapitalistycznymi,  w celach czysto propagandowych, a nie dla realnego zniszczenia obecnego ustroju w Chinach.
 
Pewna  kwestia, która frapuje  wszystkich - jak w kapitalistycznym kraju partia rządząca może nawywać się "komunistyczna" i odwoływać się do "marksizmu-leninizmu", co może być stałym argumentem wszystkich tych którzy wierzą w "robotniczy" charakter Chin?
 
Z jednej strony forma rządów wcale nie definiuje jednoznacznie ustroju społeczno-gospodarczego a ustrój społeczno-gospodarczy nie definiuje jednoznacznie formy rządów. Koronowane głowy mieliśmy zarówno w państwach feudalnych, jak i mamy do dziś w wielu państwach kapitalistycznych. Czy fakt, że w Wielkiej Brytanii rządzi królowa co jest formą rządów charakterystyczną dla systemu feudalnego powoduje że w Wielkiej Brytanii mamy feudalizm. Oczywiście że nie. Podobnie rządy partii komunistycznej z nazwy nie determinują proletariackiego charakteru państwa.
 
Po drugie, nawet jeśli upadek państw demokracji ludowej powiążemy z rozpadem partii komunistycznych, też nie daje to przekonującej argumentacji na rzekomo proletariacki charakter Chin. Można stwierdzić, że "dziś odrestaurowywano władzę burżuazji, KPZR i PZPR zostały rozwiązane, a KPCh nadal trwa". Argument ten  nie jest trafiony ponieważ sama instytucja partii i jej nazwa istnienie bądź nie nie są automatycznie powiązane z uciskiem jednej klasy przez drugą, czego organem jest państwo . Nie istnieje żadna tajemna siła, która zabroni biurokracji partyjnej przejść na stronę kontr-rewolucji, wręcz przeciwnie, istnieje realna siła która popycha tę biurokrację do ostatecznej zdrady i przejścia na pozycję kapitalistyczne - jest nią kapitalistyczne otoczenie.
 
 Nie rozpad PZPR, który nastąpił w styczniu 1990 roku, kiedy kontrrewolucja była "zaksięgowania" poprzez powrót do starej nazwy państwa i było już "po ptokach", lecz Okrągły Stół w pierwszej połowie 1989 był decydującym momentem kiedy biurokracja partyjna zdradziła socjalizm i z chwiejnej drobnomieszczańskiej warstwy stała się warstwą burżuazyjną, po dogadaniu się z antykomunistyczną pro-imperialistyczną opozycją.

Pro-kapitalistyczni liberalni opozycjoniści przestali być wtedy ujarzmiani przez państwo robotnicze, lecz niebawem po wyborach 4 czerwca sami weszli w skład rządu Tadeusza Mazowieckiego, który przy poparciu PZPR naznaczał się hańbą wprowadzania kapitalistycznych reform Balcerowicza.
 
Wolne wybory 4 czerwca 1989 oznaczały nic więcej niż kapitulację biurokracji wobec sił reakcji, czyli potwierdzenie linii działania ustalonej parę miesięcy wcześniej na Okrągłym Stole, którą można określić tylko jako linia przejścia na stronę burżuazji.  Wobec tego nie było co już wg. biurokratów utrzymywać ładu demokracji ludowej, lecz stworzyć bezbolesne dla nich przejście do nowej kapitalistycznej rzeczywistości poprzez zorganizowanie częściowo wolnych wyborów w których można było wybierać pomiędzy dwoma reakcyjnymi pro-kapitalistycznymi siłami. PZPR po tym okresie do jej upadku należy oceniać tę samą miarą jak jej kontynuatorkę - SLD - była to lewicowa partia burżuazyjna. Fakt, kiedy ze statutu partii znikł marksizm i kiedy znikła sama partia, kiedy straciła władzę ma w tym wypadku drugorzędne znaczenie. Ważne jest kiedy biurokraci partyjno-państwowi uznali, że przestają już firmować socjalizm swoimi twarzami i bronić socjalnych zdobyczy PRL i chcą mieć na własność środki produkcji którymi zarządzają.
 
PZPR w postaci SLD stworzyła własny rząd cztery lata po kontrrewolucji. Byli to ci sami ludzie co w b.PZPR, obiecywali owszem lewicowy program, lecz główną ich "zasługą" było wplątanie Polski w imperialistyczne orbity UE i NATO. Wszelkie nadzieje, że jakiś "socjalistyczny duch przetrwał w tych ludziach" były pozbawione sensu i wszyscy ci, co liczyli, że SLD przywróci dawny porządek srogo się mylili. Kapitalizm bowiem został już wtedy, podobnie jak dzisiaj w Chinach odrestaurowany, a SLD było, podobnie jak KPCh dziś, partią burżuazyjną.
 
Kiedy więc chińskie zdeformowane państwo robotnicze zostało obalone?
 
Niestety nie znamy chińskiej Joanny Szczepkowskiej, która określi nam dokładną datę. Nikt nie mówi, że zawsze musimy znać datę i godzinę przemiany ustrojowej. Tak samo też, jak nie jesteśmy w stanie określić kiedy Polska przeszła dokładnie z feudalizmu do kapitalizmu co do dnia. Polska nie doświadczyła bowiem wielkiej rewolucji burżuazyjnej na miarę francuskiej, tak jak Chiny nie doświadczyły kontrrewolucji połączonej z "wolnymi wyborami" na miarę Polski. Możemy podać tylko okres dziejowy i najważniejsze doniosłe wydarzenia które temu towarzyszyły - jak tymi "momentami przełomowymi" były polskie powstania narodowe i XIX-wieczne wejście na drogę industrializacji, tak samo w Chinach kontrrewolucje należy datować na lata 90., czas po stłumieniu pro-socjalistycznej opozycji na placu Tiananmen (czołgi rozjeżdżały wtedy studentów śpiewających "Międzynarodówkę") , co ugruntowało władzę KPCh a jednocześnie utwierdziło ją w kursie objętym przez Denga Xiaopinga, który po stłumieniu wszelkich opozycyjnych dążeń, stał się przepustką do zakoncesjowania władzy partii "komunistycznej" w systemie kapitalistycznym.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Na dzień dzisiejszy jedno pozostaje pewne - Chiny są krajem kapitalistycznym, imperialistycznym mocarstwem, krajem brutalnej dyktatury burżuazji, a "partia komunistyczna" i jej władza jest narzędziem pomagającym burżuazji w wyzysku klasy robotniczej. Dodatkowo, Chiny, poprzez wzięty zarówno z ideologii maoistowskiej jak i wielowiekowej tradycji "Państwa Środka" nacjonalizm połączony z  kapitalistycznym rozwojem gospodarczym sprawić może, że to nie USA, ale Chiny, obecnie drugie mocarstwo świata, staną się centrum światowego kapitalizmu.
 
Artykuł "China is not capitalist" który ukazał się w "Workers Hammer" nr 202 wiosna 2008
http://www.icl-fi.org/english/wh/202/china.html
 
"Brzask" nr kwietniowo-majowy 2010, w którym opublikowane zostały artykuły prof. Z. Wiktora o Chinach
http://kompol.org/brzask/2010_04i05.pdf
 
Artykuł prof. Z.Wiktora o nowej burżuazji w Chinach:
http://1917.net.pl/?q=node/2596
 
Artykuł Vincenta Kolo z Komitetu na rzecz Międzynarodówki Robotniczej (CWI) dotyczący restauracji kapitalizmu w Chinach:
http://1917.net.pl/?q=node/145

Społeczność

rot front