Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Włodzimierz Lenin: Rewolucja proletariacka a renegat Kautsky (cz.II)

Węgry 1919

DEMOKRACJA BURŻUAZYJNA A DEMOKRACJA PROLETARIACKA

Kwestia, w nieludzki sposób zagmatwana przez Kautsky'ego, wygląda w rzeczywistości jak następuje:

Jeżeli odrzucić kpiny ze zdrowego rozsądku i z historii, to jasne jest, że dopóki istnieją klasy, nie można mówić o «czystej demokracji», lecz można mówić jedynie o demokracji klasowej. (Nawiasem mówiąc — «czysta demokracja» jest nie tylko frazesem nieuka, który ujawnia niezrozumienie zarówno walki klas, jak istoty państwa, ale jest również po trzykroć czczym frazesem, ponieważ w społeczeństwie komunistycznym demokracja, przeistaczając się i przechodząc w nawyk, będzie obumierała, ale nigdy nie będzie «czystą» demokracją).

«Czysta demokracja» — to kłamliwy frazes liberała, który ogłupia robotników. Dzieje znają demokrację burżuazyjną, która wkracza na miejsce feudalizmu, i demokrację proletariacką, która wkracza na miejsce burżuazyjnej.

Jeżeli Kautsky nieomal dziesiątki stronic poświęca «dowodzeniu» prawdy, że demokracja burżuazyjna jest w porównaniu ze średniowieczem postępowa i że proletariat musi obowiązkowo wykorzystać ją w swej walce przeciw burżuazji, to jest to właśnie liberalna gadanina, która ogłupia robotników. Nie tylko w oświeconych Niemczech, lecz i w nieoświeconej Rosji jest to truizm. Kautsky po prostu «naukowo» mydli oczy robotnikom, opowiadając z poważną miną i o Weitlingu, i o jezuitach w Paragwaju, i o wielu innych rzeczach po to, by obejść burżuazyjną istotę dzisiejszej, czyli kapitalistycznej demokracji.

Kautsky czerpie z marksizmu to, co jest do przyjęcia dla liberałów, dla burżuazji (krytyka średniowiecza, postępowa rola historyczna kapitalizmu w ogóle i demokracji kapitalistycznej w szczególności), wyrzuca zaś, przemilcza, zaciera w marksizmie to, co jest nie do przyjęcia dla burżuazji (rewolucyjna przemoc proletariatu przeciw burżuazji w celu jej unicestwienia). Oto, dlaczego Kautsky, wskutek stanowiska, jakie obiektywnie zajmuje i niezależnie od tego, jakie jest jego przekonanie subiektywne, siłą rzeczy występuje jako lokaj burżuazji.
Demokracja burżuazyjna, będąc wielkim postępem historycznym w porównaniu ze średniowieczem, pozostaje zawsze—i przy kapitalizmie nie może nie pozostawać — ciasna, kusa, fałszywa, obłudna, pozostaje rajem dla bogaczy, pułapką i oszukaństwem dla mas wyzyskiwanych, dla biedoty. Tej właśnie prawdy, która stanowi najistotniejszą część składową nauki marksistowskiej, nie zrozumiał «marksista» Kautsky. W tej właśnie — zasadniczej — kwestii Kautsky mówi «przyjemne rzeczy» dla burżuazji, zamiast dać naukową krytykę tych warunków, które z każdej demokracji burżuazyjnej czynią demokrację dla bogaczy.

Przypomnijmy z początku arcyuczonemu p. Kautsky'emu te teoretyczne oświadczenia Marksa i Engelsa, o których nasz wielce uczony Kautsky haniebnie «zapomniał» (dla przypodobania się burżuazji), później zaś wyjaśnimy sprawę najbardziej popularnie.
Nie tylko państwo starożytne i feudalne, lecz również «współczesne państwo przedstawicielskie jest narzędziem wyzysku pracy najemnej przez kapitał» (Engels w swej pracy o państwie). «Ponieważ państwo jest tylko instytucją przejściową, którą musimy posługiwać się w walce, w rewolucji, aby przemocą zdławić swoich przeciwników, przeto jest zupełną niedorzecznością 'mówić o wolnym państwie ludowym: póki proletariatowi potrzebne jest jeszcze państwo, potrzebne mu ono jest nie w interesie wolności, lecz w celu zdławienia swoich przeciwników, a z chwilą, gdy może być mowa o wolności, wówczas państwo jako takie przestaje istnieć» (Engels w liście do Bebla z dn. 28. III. 1875 r.). «Państwo jest niczym innym, jak machiną do dławienia jednej klasy przez drugą, w republice demokratycznej wcale nie mniej, aniżeli w monarchii» (Engels w przedmowie do «Wojny domowej» Marksa). Powszechne glosowanie jest «wykładnikiem dojrzałości klasy robotniczej. Nic więcej ono dać nie może i nigdy w państwie współczesnym nie da» (Engels w swej pracy o państwie). Pan Kautsky niezwykle nudnie przeżuwa pierwszą część tego twierdzenia, część możliwą do przyjęcia przez burżuazję. Drugą zaś, którą podkreśliliśmy i która jest dla burżuazji nic do przyjęcia, renegat Kautsky przemilcza!
• Komuna miała być nie ciałem parlamentarnym, lecz zespołem pracującym, zarazem ustawodawczym i wykonywającym ustawy... Zamiast tego, aby raz na trzy lub sześć lat decydować, jaki członek klasy panującej ma reprezentować i ujarzmiać, (ver- und zertreten) lud w parlamencie, zamiast tego powszechne prawo głosowania miało służyć ludowi, ukonstytuowanemu w komuny, do wyszukiwania dla swoich przedsiębiorstw robotników, dozorców, buchalterów, podobnie jak indywidualne prawo głosowania przysługuje w tym celu każdemu innemu pracodawcy» (Marks o Komunie Paryskiej w «Wojnie domowej we Francji»).
Każde z tych twierdzeń, doskonale znanych arcyuczonemu panu Kautskyemu, jest dla niego policzkiem, demaskuje go zupełnie jako renegata.

W całej broszurze Kaulsky'ego nie ma ani krzty zrozumienia tych prawd. Cała treść broszury — to naigrawanie się z marksizmu 1
Weźcie ustawy zasadnicze państw współczesnych, weźcie ich rządy, weźcie wolność zebrań albo druku, weźcie «równość obywateli wobec prawa» — a na każdym kroku spotkacie się z dobrze znaną każdemu uczciwemu i uświadomionemu robotnikowi obłudą demokracji burżuazyjnej. Nic ma ani jednego państwa, chociażby nawet najbardziej demokratycznego, w którego konstytucji nie byłoby wybiegów lub zastrzeżeń, zapewniających burżuazji możność rzucenia wojska przeciw robotnikom, zaprowadzenia stanu wojennego itp. «w razie zakłócenia porządku» — w rzeczywistości zaś, w razie «zakłócenia» przez klasę wyzyskiwaną jej niewolniczej sytuacji i w razie prób zachowywania się nie tak, jak przystało niewolnikom. Kautsky bezwstydnie upiększa burżuazyjną demokrację, przemilczając na przykład to, jak sobie poczynają najbardziej demokratyczni i najbardziej republikańscy burżua w Ameryce albo Szwajcarii wobec strajkujących robotników.

O, przemądry i uczony Kautsky milczy o ty(m! Ten uczony i działacz polityczny nie rozumie, że przemilczanie tego — to podłość. Woli opowiadać robotnikom dziecinne bajki w rodzaju tego, że demokracja oznacza «obronę mniejszości». Jest to nieprawdopodobne, ale to fakt! Roku pańskiego 1918, w piątym roku światowej rzezi imperialistycznej i zdławienia mniejszości internacjonalistycznych (które nie zdradziły podle socjalizmu, jak to zrobili Renaudelowie i Longuetowie, Scheidemannowie i Kautscy, Hendersonowie i Webbowie itp.) we wszystkich «demokracjach świata», uczony pan Kautsky wielce słodziutkim głosem opiewa «obronę mniejszości». Kto chce, może to przeczytać na 15 stronicy broszury Kautsky'ego. Na stronicy zaś 16 owo uczone indywiduum opowie nam o wigach i torysach w wieku XVIII w Anglii!

Co za uczoność! Co za wyrafinowana służalczość wobec burżuazji? Co za cywilizowany sposób czołgania się na brzuchu przed kapitalistami i lizania im butów? Gdybym był Kruppem lub Scheidemannem, albo Clemenceau lub Renaudelem, płaciłbym panu Kautsky'emu miliony, wynagradzałbym go judaszowymi pocałunkami, wychwalałbym go wobec robotników, zalecałbym «jedność socjalizmu» z ludźmi tak «czcigodnymi», jak Kautsky. Pisać broszury przeciw dyktaturze proletariatu, opowiadać o wigach i torysach w wieku XVIII w Anglii, zapewniać, że demokracja oznacza «obronę mniejszości» i milczeć o pogromach internacjonalistów w «demokratycznej» republice — Ameryce — czyż to nie lokajskie usługi wobec burżuazji?
Uczony p. Kautsky «zapomniał» — prawdopodobnie przypadkowo —• o «drobnostce», a mianowicie, że panująca partia demokracji burżuazyjnej zapewnia obronę mniejszości jedynie innej partii burżuazyjnej, natomiast proletariat w każdej sprawie poważnej, głębokiej, kardynalnej — zamiast «obrony mniejszości» ma zapewniony stan wojenny lub pogromy. Im bardziej jest rozwinięta demokracja, tym bliżej jest do pogromu albo wojny domowej z racji każdego głębokiego zatargu politycznego, niebezpiecznego dla burżuazji.

To «prawo» demokracji burżuazyjnej mógłby uczony p. Kautsky zaobserwować na sprawie Dreyfusa w republikańskiej Francji, na linczowaniu Murzynów 1 internacjonalistów w demokratycznej republice — Ameryce, na przykładzie Irlandii i Ulsteru w demokratycznej Anglii, na szczuciu przeciw bolszewikom i na organizowaniu przeciw nim pogromów w kwietniu 1917 r. w demokratycznej republice rosyjskiej. Biorę umyślnie przykłady nie tylko z czasów wojny, lecz również z czasów przedwojennych, pokojowych. Ckliwemu panu Kautsky'eniu wygodnie jest zamknąć oczy na te fakty wieku XX i zamiast tego opowiadać robotnikom rzeczy zadziwiająco nowe, zdumiewająco ciekawe, niezwykle pouczające, rzeczy niebywale ważne o wigach i torysach w wieku XVIII.
Weźcie parlament burżuazyjny. Czy można przypuścić, aby uczony Kautsky nigdy nie słyszał, że giełda i bankierzy tym bardziej podporządkowują sobie parlament burżuazyjny, im bardziej rozwinięta jest demokracja? Nie wynika stąd, że nie należy wykorzystać parlamentaryzmu burżuazyjnego (i bolszewicy wykorzystali go z takim powodzeniem, jak bodaj żadna inna partia na świecie, w latach, bowiem 1912—1914 zdobyliśmy całą kurię robotniczą w IV Dumie). Ale wynika stąd, że zapominać o historycznej ograniczoności i względności parlamentaryzmu burżuazyjnego, jak zapomina o tym Kautsky, może tylko liberał. W najbardziej demokratycznym państwie burżuazyjnym masy uciskane napotykają na każdym kroku krzyczącą sprzeczność pomiędzy formalną równością, którą głosi «demokracja» kapitalistów, a tysiącami faktycznych ograniczeń i komplikacji, które czynią z proletariuszy najemnych niewolników. Właśnie ta sprzeczność otwiera masom oczy na zgniliznę, fałsz, obłudę kapitalizmu. Właśnie tę sprzeczność agitatorzy i propagatorzy socjalizmu ciągle demaskują wobec mas, by przygotować je do rewolucji! A gdy rozpoczęła się era rewolucyj. wówczas Kautsky odwrócił się tyłem do niej i zaczął opiewać wdzięki umierającej demokracji burżuazyjnej.

Demokracja proletariacka, której jedną z form jest władza Radziecka, dała niewidziany w świecie rozwój i-rozszerzenie demokracji właśnie dla olbrzymiej większości ludności, dla mas wyzyskiwanych i pracujących. Napisać całą książkę o demokracji, jak to zrobił Kautsky, który na dwóch stronicach mówi o dyktaturze, na dziesiątkach zaś stronic o «czystej demokracji» —i nie zauważyć tego, oznacza całkowicie wypaczyć sprawę na modłę liberalną.
Weźcie politykę zagraniczną. W żadnym państwie burżuazyjny™, nawet najbardziej demokratycznym, nie prowadzi się JeJ jawnie. Wszędzie oszukuje się masy, w demokratycznej Francji, Szwajcarii, Ameryce, Anglii w skali stokrotnie szerszej i hardziej wyrafinowanie, niż w innych krajach. Władza Radziecka w sposób rewolucyjny zdarła z polityki zagranicznej zasłonę tajemnicy. Kautsky nie zauważył tego, przemilcza to, chociaż w epoce grabieżczych wojen i tajnych traktatów o «podziale sfery wpływów» (czyli o podziale świata przez rozbójników-kapitalistów) ma to kardynalne znaczenie, od tego bowiem zależy kwestia pokoju, kwestia życia i śmierci dla dziesiątków milionów ludzi.

Weźcie ustrój—państwowy. Kautsky czepia się «drobiazgów», nawet tego, że wybory są «pośrednie» (w konstytucji radzieckiej), nie widzi jednak sedna rzeczy. Klasowej treści aparatu państwowego, machiny państwowej nie dostrzega. W demokracji burżuazyjnej kapitaliści — za pomocą tysiącznych podstępów, tym bardziej wyrafinowanych i tym skuteczniejszych, im bardziej rozwinięta jest «czysta» demokracja — odsuwają masy od udziału w rządach, od wolności zebrań i druku itd. Władza Radziecka pierwsza na świecie (mówiąc ściśle, druga, gdyż to samo zaczęła robić Komuna Paryska) przyciąga masy, właśnie masy wyzyskiwane, do udziału w rządach. Od udziału w parlamencie burżuazyjnym, (który nigdy nie rozstrzyga najpoważniejszych zagadnień w warunkach demokracji burżuazyjnej: rozstrzyga je giełda, banki) odgradza masy pracujące tysiące przeszkód i robotnicy doskonale wiedzą i czują, widzą i odczuwają, że parlament burżuazyjny — to instytucja obca, narzędzie ucisku proletariuszy przez burżuazję, instytucja klasy wrogiej, mniejszości wyzyskującej.


Rady — to bezpośrednia organizacja samych mas pracujących i wyzyskiwanych, organizacja, która ułatwia masom możność urządzania państwa przez nie same
i rządzenia państwem wszelkimi możliwymi sposobami. Właśnie awangarda mas pracujących i wyzyskiwanych, proletariat miast, korzysta przy tym 7 tej przewagi, że jest najbardziej przez wielkie przedsiębiorstwa zjednoczony; najłatwiej mu wybierać i wybory kontrolować. Organizacja radziecka automatycznie ułatwia zjednoczenie ogółu mas pracujących i wyzyskiwanych dokoła ich awangardy, proletariatu. Dawny aparat burżuazyjny — biurokracja, przywileje, wynikające z bogactwa, wykształcenia burżuazyjnego, stosunków l(P- (te faktyczne przywileje są tym różnorodniejsze, im bardziej demokracja burżuazyjna jest rozwinięta) — wszystko to w warunkach organizacji radzieckiej odpada. Wolność druku przestaje być obłudą, albowiem drukarnie i papier odbiera się burżuazji. To samo dotyczy najlepszych gmachów, pałaców, will. Dworów obszarniczych. Wiele tysięcy tych najlepszych gmachów władza Radziecka od razu odebrała wyzyskiwaczom i w ten sposób uczyniła z prawa zebrań dla mas prawo milion razy bardziej «demokratyczne» — to prawo zebrań, bez którego demokracja jest oszustwem. Pośrednie wybory do Rad nielokalnych, niemiejscowych ułatwiają zjazdy Rad, czynią cały aparat tańszym, bardziej ruchliwym, bardziej dostępnym dla robotników i dla chłopów w okresie, kiedy życie wre i kiedy trzeba mieć możność szczególnie szybkiego odwołania swego delegata miejscowego albo posłania go na ogólny zjazd Rad.
Demokracja proletariacka jest milion razy bardziej demokratyczna, niż wszelka demokracja burżuazyjna; władza Radziecka jest milion razy bardziej demokratyczna, niż najbardziej demokratyczna republika burżuazyjna.
Nie dostrzec tego mógł tylko albo świadomy sługa burżuazji albo człowiek zupełnie martwy politycznie, który spoza kurzem pokrytych książek burżuazyjnych nie widzi żywego życia, który jest na wskroś przepojony przesądami burżuazyjno-demokratycznymi i przez to przeobraża się obiektywnie w lokaja burżuazji.

Nie dostrzec tego mógł tylko człowiek, niezdolny do postawienia kwestii z punktu widzenia klas uciskanych.
Czy jest na świecie choć jeden kraj spośród najbardziej demokratycznych krajów burżuazyjnych, gdzieby przeciętny robotnik w masie, przeciętny robotnik rolny w masie, albo w ogóle półproletariusz wiejski (czyli przedstawiciel masy uciskanej, olbrzymiej większości ludności) korzystał chociażby w przybliżeniu z takiej wolności urządzania zebrań w najlepszych gmachach, z takiej wolności posiadania największych drukarń i najlepszych składów papieru dla wyrażenia swych myśli, dla obrony swych interesów, z takiej wolności wysuwania właśnie ludzi swojej klasy do zarządzania państwem i do «urządzania» państwa, jak w Rosji Radzieckiej?

Byłoby śmieszne nawet przypuszczać, że pan Kautsky znajdzie w jakimkolwiek kraju na tysiąc uświadomionych robotników i robotników rolnych choćby jednego, który by się zawahał co do odpowiedzi na to pytanie. Instynktownie, tylko na podstawie fragmentów przyznawanej prawdy, podawanych przez pisma
burżuazyjne, robotnicy całego świata sympatyzują z Republiką Radziecką właśnie dlatego, że widzą w niej demokrację proletariacką, demokrację dla biedoty, a nie demokrację dla bogaczy, jaką jest w rzeczywistości wszelka, najlepsza nawet, demokracja burżuazyjna.
Rządzą nami (i nasze państwo «urządzają») urzędnicy burżuazyjni, parlamentarzyści burżuazyjni, sędziowie burżuazyjni. Oto zwykła, oczywista, bezsporna prawda, którą znają z własnego doświadczenia życiowego, którą czują i odczuwają codziennie dziesiątki i setki milionów ludzi spośród klas uciskanych we wszystkich krajach burżuazyjnych, między innymi w najdemokratyczniejszych.
W Rosji zaś doszczętnie zburzono aparat biurokratyczny, nie pozostawiono zeń kamienia na kamieniu, wypędzono wszystkich dawnych sędziów, rozpędzono parlament burżuazyjny— i dano wiele bardziej dostępne przedstawicielstwo właśnie robotnikom
chłopom, przez i co Rady zastąpiono urzędników, albo ich Rady postawiono ponad urzędnikami, ich to Rady uczyniono wyborcami sędziów. Dość samego tylko tego faktu, by wszystkie klasy uciskane uznały władzę Radziecką, czyli obecną formę dyktatury proletariatu, za milion razy bardziej demokratyczną, niż najbardziej demokratyczna republika burżuazyjna.

Kautsky nie rozumie tej prawdy, zrozumiałej i oczywistej dla każdego robotnika, «zapomniał» bowiem, «oduczył się» od zadawania pytania: demokracja, dla jakiej klasy? Rozumuje on ze stanowiska «czystej”, (czyli bezklasowej? Czy pozaklasowej?) Demokracji. Argumentuje jak Shcylock: «funt mięsa», nic więcej. Równość wszystkich obywateli — inaczej nic ma demokracji.
Jesteśmy zmuszeni uczonemu Kautsky'emu, «marksiście» i socjaliście» Kautskv'emu zadać pytanie:

Czy może istnieć równość między wyzyskiwanym a wyzyskiwaczem?

Jest rzeczą potworną, nieprawdopodobną, że trzeba zadawać takie pytanie przy analizowaniu książki wodza ideowego
Międzynarodówki. Ale «gdy bierzesz na się zadanie, nie mów. Ze ci sił nie stanie». Skoro wziął się człowiek do pisania o Kautskim — to musi wyjaśniać temu uczonemu panu, dlaczego może być równości pomiędzy wyzyskiwaczem a wyzyskiwanym

CZY MOŻE ISTNIEĆ RÓWNOŚĆ MIĘDZY WYZYSKIWANYM A WYZYSKIWACZEM?

Kautsky rozumuje w sposób następujący:
(1) «Wyzyskiwacze stanowili zawsze niewielką tylko mniejszość ludności» (str. 14 książki Kautsky'ego).
To prawda bezsporna. Jak należy rozumować, biorąc tę prawdę za punkt wyjścia? Można rozumować w sposób marksistowski, socjalistyczny, wówczas należy wziąć za podstawę stosunek wyzyskiwanych do wyzyskiwaczy. Można rozumować w sposób liberalny, burżuazyjno-demokratyczny, wówczas należy wziąć za podstawę stosunek większości do mniejszości.
Jeżeli rozumować w sposób marksistowski, to należy powiedzieć: wyzyskiwacze siłą rzeczy robią z państwa (a mowa tu o demokracji, czyli o jednej z form państwa) narzędzie panowania swej klasy, wyzyskiwaczy, nad wyzyskiwanymi. Dlatego właśnie państwo demokratyczne, dopóki istnieją wyzyskiwacze, panujący nad większością wyzyskiwanych, nieuchronnie będzie demokracją dla wyzyskiwaczy. Państwo wyzyskiwanych musi się radykalnie różnić od takiego państwa, musi być demokracją dla wyzyskiwanych i dławieniem wyzyskiwaczy, a dławienie klasy oznacza dla tej klasy nierówność, postawienie jej poza nawiasem «demokracji».

Jeżeli rozumować w sposób liberalny, to należy powiedzieć: większość decyduje, mniejszość słucha. Nieposłuszni ulegają karze, Oto wszystko. O żadnym klasowym charakterze państwa w ogóle, o «czystej demokracji» w szczególności niema potrzeby mówić; nie ma to nic do rzeczy, bo większość jest większością, a mniejszość — mniejszością. Funt mięsa — to funt mięsa, i basta.

Kautsky rozumuje właśnie tak:

(2), „Dlaczego panowanie proletariatu miałoby i musiałoby przybierać formę, która z demokracją nie da się pogodzić?» (str. 21). Kautsky wyjaśnia dalej, że proletariat ma po swej stronie większość, wyjaśnia bardzo szczegółowo i bardzo elokwentnie, cytując Marksa i przytaczając liczby głosów z Komuny Paryskiej. Wniosek: «Reżym, który posiada w masach tak głębokie korzenie, nie ma najmniejszego powodu do knucia zamachów na demokrację. Bez przemocy nie zawsze może się on obejść, w takich mianowicie wypadkach, gdy stosowana jest przemoc dla zdławienia demokracji. Na gwałt można odpowiadać tylko gwałtem. Ale reżym, który wie, że ma za sobą masy, będzie stosował przemoc tylko po to, by ochraniać demokrację, ale nic po to, by ją niweczyć. Popełniłby wprost samobójstwo, gdyby chciał usunąć swoją najpewniejszą podstawę, powszechne prawo wyborcze, "głębokie źródło potężnego autorytetu moralnego» (str. 22).

Widzicie, więc, stosunek wyzyskiwanych względem wyzyskiwaczy ulotnił się z argumentacji Kautsky'ego. Pozostała tylko większość w ogóle, mniejszość w ogóle, demokracja w ogóle,, znana już nam «czysta demokracja».
Zauważcie, że mówi się to w związku z Komuną Paryską! Dla jasności przytoczymy, jak Marks i Engels mówili o dyktaturze w związku z Komuną:
Marks:... „Jeżeli robotnicy zamiast dyktatury burżuazji zaprowadzają swoją dyktaturę rewolucyjną... aby złamać opór burżuazji... To nadają państwu formę rewolucyjną i przejściową»...

Engels:...”Zwycięska* (podczas rewolucji) «partia silą się rzeczy zmuszona bywa utrzymywać swe panowanie za pomocą strachu, jakim przejmuje reakcjonistów jej oręż. Czyż Komuna Paryska, gdyby się nie opierała na autorytecie uzbrojonego ludu przeciw burżuazji, utrzymałaby się dłużej, niż dzień jeden? Czyż, odwrotnie, nie winniśmy zarzucić Komunie, że zbyt mało posługiwała się tym autorytetem?”...

Tenże:, „Ponieważ państwo jest tylko instytucją przejściową, którą musimy posługiwać się w walce, w rewolucji, aby przemocą zdławić swoich przeciwników, przeto jest zupełną niedorzecznością mówić o wolnym państwie ludowym: póki proletariatowi potrzebne jest jeszcze państwo, potrzebne mu ono jest nic w interesie wolności, lecz w celu zdławienia swoich przeciwników, a z chwilą, gdy może być mowa o wolności, wówczas państwo jako takie przestaje istnieć”...
Kautsky jest tak daleki od Marksa i Engelsa, jak niebo od ziemi, jak liberał od proletariackiego rewolucjonisty. Czysta demokracja i po prostu «demokracja», o której mówi Kautskv, jest tylko nowym wydaniem tego samego «wolnego państwa ludowego», czyli jawną niedorzecznością. Kautsky z uczoną miną arcyuczonego głupca gabinetowego lub z naiwnością 10-letniej dziewczynki zapytuje:, po co byłaby potrzebną dyktatura,^ jeżeli jest większość? A Marks i Engels wyjaśniają:


- Po to, by złamać opór burżuazji,
-po to, by utrzymać reakcjonistów w strachu,
-po to, by poprzeć autorytet uzbrojonego ludu przeciw

-po to, by proletariat mógł przemocą zdławić swych
Przeciwników.

Kautsky tych wyjaśnień nie rozumie. Zakochany w «czystości» demokracji, nie widzi jej burżuazyjnego charakteru i «konsekwentnie» obstaje przy tym, że większość, skoro jest, większością, nic ma potrzeby «łamać oporu» mniejszości, nie ma potrzeby «dławić» jej «przemocą», — dość, jeżeli dławić będzie wypadki naruszenia demokracji. Zakochany w «czystości» demokracji, Kautsky niechcący popełnia ten sam maleńki błąd, który zawsze robią wszyscy demokraci burżuazyjni: mianowicie, formalną równość (na wskroś kłamliwą i obłudną w warunkach kapitalizmu) bierze za faktyczną! Bagatela!
Nie może być równości między wyzyskiwaczem a wyzyskiwanym.
Prawda ta, aczkolwiek dla Kautsky'ego niemiła, stanowi jak najistotniejszą treść socjalizmu.
Druga prawda: nie może być rzeczywistej, faktycznej równości, dopóki wszelka możliwość wyzyskiwania jednej klasy przez drugą nie została całkowicie unicestwiona.
Wyzyskiwaczy można rozbić od razu, jeżeli uda się powstanie lub bunt wojskowy w centrum kraju. Jednak, z wyjątkiem chyba nader rzadkich i szczególnych wypadków, wyzyskiwaczy nie można od razu unicestwić. Nie podobna od razu wywłaszczyć wszystkich obszarników i kapitalistów kraju nieco większego. Następnie, samo tylko wywłaszczenie jako akt prawny lub polityczny bynajmniej nie rozstrzyga sprawy, trzeba, bowiem -faktycznie usunąć obszarników i kapitalistów, faktycznie zastąpić ich przez inny, robotniczy, zarząd fabryk i folwarków. Nie może być równości między wyzyskiwaczami, którzy w ciągli długich pokoleń wyróżniali się i wykształceniem, warunkami dostatniego życia, i swoimi przyzwyczajeniami, — a wyzyskiwanymi, których masa nawet w najbardziej postępowych i najbardziej demokratycznych republikach burżuazyjnych jest zahukana, ciemna, nieoświecona, zastraszona, rozdrobniona. Wyzyskiwacze jeszcze długo po przewrocie siłą rzeczy zachowują pod wieloma względami ogromną przewagę faktyczną: pozostają im pieniądze (nie można od razu znieść pieniędzy), pewien, często znaczny majątek ruchomy, pozostają stosunki, wprawa w organizowaniu i rządzeniu, znajomość wszystkich «tajników» (zwyczajów, sposobów, środków, możliwości) rządzenia, pozostaje większe wykształcenie, zażyłe stosunki z wyższym personelem technicznym, (który żyje i myśli po burżuazyjnemu), pozostaje bez porównania większa wprawa w sztuce wojennej (jest to bardzo ważne) itd. itd.
Jeżeli wyzyskiwacze zostali rozbici w jednym tylko kraju — a jest to, oczywiście, wypadek typowy, gdyż jednoczesna rewolucja w szeregu krajów jest rzadkim wyjątkiem — to pozostają oni jednakże silniejsi od wyzyskiwanych, bo międzynarodowe stosunki wyzyskiwaczy są ogromne. Że część wyzyskiwanych lub najmniej rozwiniętych mas średniego chłopstwa, rzemieślników itp. idzie i może iść za wyzyskiwaczami, to wykazały dotychczas wszystkie rewolucje, nie wyłączając Komuny (bo w wojskach wersalskich byli również proletariusze, o czym «zapomniał» arcyuczony Kautsky).

Wobec takiego stanu rzeczy przypuszczenie, że w rewolucji jako tako głębokiej i poważnej rozstrzyga sprawę po prostu stosunek większości do mniejszości, jest olbrzymią tępotą, jest najbardziej głupiutkim przesądem tuzinkowego liberała, jest oszukiwaniem mas, ukrywaniem przed nimi powszechnie znanej prawdy dziejowej Ta prawda dziejowa polega na tym, że regułą podczas każdej głębokiej rewolucji jest długotrwały, uporczywy, rozpaczliwy opór wyzyskiwaczy, którzy w ciągu szeregu lat zachowują pod wieloma względami dużą przewagę faktyczną nad wyzyskiwanymi. Nigdy—chyba tylko w ckliwej fantazji ckliwego głuptasa Kautsky'ego — wyzyskiwacze nie poddadzą się decyzji większości wyzyskiwanych, zanim nie wypróbują w ostatniej, rozpaczliwej bitwie, w szeregu bitw swej przewagi.

Przejście od kapitalizmu do komunizmu—to cała epoka dziejowa. Póki się ona nie zakończyła, wyzyskiwaczom nieuchronnie pozostaje nadzieja na restaurację, a nadzieja ta przeistacza się w próby restauracji. I po pierwszej poważnej klęsce obaleni wyzyskiwacze, którzy nie spodziewali się swego obalenia, nie wierzyli w nie, nie dopuszczali myśli o nim, rzucają się w bój z udziesięciokrotnioną energią, z wściekłą pasją, ze stokrotnie wzmożoną nienawiścią, w bój o przywrócenie utraconego «raju», o swe rodziny, które tak słodko sobie żyły, a które teraz «ordynarny motłoch» skazuje na minę i nędzę (albo na «pospolitą» pracę...). A za wyzyskiwaczami-kapitalistami wlecze się szeroka masa drobnomieszczaństwa, które, jak dowodzą dziesiątki lat doświadczenia dziejowego wszystkich krajów, chwieje się i waha, dzisiaj idzie za proletariatem, nazajutrz lęka się trudności przewrotu, ulega panice przy pierwszej porażce lub częściowej porażce robotników, denerwuje się, miota, biada, przerzuca się z obozu do obozu... jak nasi mieńszewicy i eserowcy.
I wobec takiego stanu rzeczy, w okresie rozpaczliwej, zaostrzonej wojny, kiedy historia wysuwa na porządek dzienny kwestię istnienia lub nieistnienia odwiecznych, tysiącletnich przywilejów — rozprawiać o większości i mniejszości, o czystej demokracji, o zbyteczności dyktatury, o równości między wyzyskiwaczem a wyzyskiwanym! Jakiej do tego trzeba bezdennej tępoty, jakiej otchłani filisterstwa!

Ale dziesiątki lat względnie «pokojowego» kapitalizmu, lat 1871-—1914, nagromadziły w przystosowujących się do oportunizmu partiach socjalistycznych augiaszowe stajnie filisterstwa. ciasnoty mózgowej, zaprzaństwa...

* * *

Czytelnik zauważył zapewne, że Kautsky w przytoczonej powyżej cytacie z jego książki mówi o zamachach na powszechne prawo wyborcze (nazywając to prawo — powiedzmy nawiasem — głębokim źródłem potężnego autorytetu moralnego, podczas gdy Engels w związku z tą samą Komuną Paryską i w związku z tym samym zagadnieniem dyktatury mówi o autorytecie u- zbrojonego ludu przeciw burżuazji; jest rzeczą pouczającą porównać pogląd filistra na «autorytet» z poglądem rewolucjonisty...)
Należy zauważyć, że kwestia pozbawienia wyzyskiwaczy prawa wyborczego jest kwestią czysto rosyjską, a nie zagadnieniem dyktatury proletariatu w ogóle. Gdyby Kautsky bez obłudy zatytułował swą broszurę: «Przeciw bolszewikom», wówczas tytuł odpowiadałby treści broszury i wówczas Kautsky miałby prawo mówić wprost o prawie wyborczym. Ale Kautsky chciał wystąpić przede wszystkim jako «teoretyk». Zatytułował swą broszurę «Dyktatura proletariatu» w ogóle. Mówi on o Radach i specjalnie o Rosji dopiero w drugiej części broszury, poczynając od paragrafu 5. W pierwszej zaś części (skąd właśnie wziąłem cytatę) mowa jest o demokracji i dyktaturze w ogóle. Poruszając sprawę prawa wyborczego, Kautsky zdemaskował siebie jako występującego przeciwko bolszewikom polemistę, który nawet grosz nie ceni teorii.

Albowiem teoria, czyli rozważanie o ogólnych (a nie narodowych, szczególnych) podstawach klasowych demokracji i dyktatury, powinna traktować nie specjalną kwestię w rodzaju prawa wyborczego, ale kwestię ogólną: czy w okresie historycznym, kiedy obala się wyzyskiwaczy i ich państwo zastępuje się przez państwo wyzyskiwanych, można zachować demokrację i dla bogaczy, i dla wyzyskiwaczy?
W ten i tylko w ten sposób może stawiać zagadnienie teoretyk.

Znamy przykład Komuny, znamy wszystkie rozważania założycieli marksizmu w związku z Komuną i na jej temat. Na podstawie lego materiału rozpatrywałem na przykład zagadnienie demokracji i dyktatury w swej broszurze «Państwo a rewolucja», którą napisałem przed przewrotem październikowym. O ograniczeniu prawa wyborczego nie powiedziałem ani słowa. I teraz trzeba powiedzieć, że kwestia ograniczenia prawa wyborczego jest narodową, specyficzną, a nie ogólną kwestią dyktatury. Kwestię ograniczenia prawa wyborczego należy ujmować, badając swoiste warunki rewolucji rosyjskiej, swoistą drogę jej rozwoju. Zrobię to właśnie dalej. Ale byłoby błędem z góry ręczyć, że nadciągające w Europie rewolucje proletariackie, wszystkie lub ich większość, bezwarunkowo przyniosą burżuazji ograniczenie prawa wyborczego. Może się lak zdarzyć. Po wojnie i po doświadczeniu rewolucji rosyjskiej tak się prawdopodobnie zdarzy, ale nie jest to konieczne dla urzeczywistnienia dyktatury, nie stanowi niezbędnej cechy logicznego pojęcia dyktatury, nie należy jako niezbędny warunek do historycznego i klasowego pojęcia dyktatury.

Niezbędną. Cechą nieodzownym warunkiem dyktatury jest zdławienie przemocą wyzyskiwaczy jako klasy, zatem, naruszenie «czystej demokracji», czyli równości i wolności, względem tej klasy.

W ton i tylko w ten sposób można postawić kwestię, teoretyczne. A Kautsky przez to, że nic postawił kwestii w len sposób, dowiódł, że występuje przeciw bolszewikom nie jako teoretyk, lecz jako sykofant oportunistów i burżuazji.
W jakich krajach, wobec jakich szczególnych cech narodowych tego ludowego kapitalizmu będzie zastosowane (wyłącznie lub przeważnie) to lub owo ograniczenie, naruszenie demokracji dla wyzyskiwaczy — to kwestia szczególnych cech narodowych tego lub owego kapitalizmu, tej lub owej rewolucji, teoretycznie kwestia wygląda inaczej, wygląda w sposób następujący: czy dyktatura proletariatu jest możliwa bez naruszenia demokracji wobec klasy wyzyskiwaczy?

Tę właśnie, pod względem teoretycznym jedynie ważną i istotną, kwestię Kautsky pominął. Kautsky przytaczał wszelakie cytaty z Marksa i Engelsa prócz tych, które z daną kwestią mają związek i które przytoczyłem wyżej.
Kautsky rozprawiał o wszystkim, czego chcecie, o wszystkim, co jest do przyjęcia dla liberałów i burżuazyjnych demokratów, co nie przekracza ich kręgu poglądów, prócz tego, co najważniejsze, prócz tego, że proletariat nie może zwyciężyć, jeżeli nie złamie oporu burżuazji, jeżeli nie zdławi przemocą.Swych przeciwników, i że tam, gdzie jest «dławienie przemocą», gdzie nie ma «wolności», oczywiście nie ma demokracji.
Tego Kautsky nic zrozumiał.

* * *

Przejdźmy do doświadczeń rewolucji rosyjskiej i do tej sprzeczności między Radami Delegatów a Zgromadzeniem Ustawodawczym, która (sprzeczność) doprowadziła do rozwiązania Zgromadzenia Ustawodawczego i pozbawienia burżuazji prawa wyborczego.

RADOM NIE WOLNO PRZEOBRAŻAĆ SIĘ W ORGANIZACJE PAŃSTWOWE

Rady —to rosyjska forma dyktatury proletariackiej. Gdyby teoretyk-marksista, piszący pracę o dyktaturze proletariatu, rzeczywiście badał to zjawisko (nie zaś wtórował lamentom drobno- mieszczańskim przeciw dyktaturze, jak to robi Kautsky, powtarzając melodie mieńszewickie), to taki teoretyk dałby ogólne określenie dyktatury, następnie zaś rozpatrzyłby jej formę szczególną, narodową—Rady, dałby krytykę Rad, jako jednej z form dyktatury proletariatu.
Rozumie się, że od Kautsky'ego, po jego liberalnym «opracowaniu» nauki Marksa o dyktaturze, nie można oczekiwać nic poważnego. Jest jednak rzeczą w najwyższym stopniu charakterystyczną, w jaki sposób ujął on zagadnienie, czym są Rady, i jak uporał się z tym zagadnieniem.

Rady — pisze Kautsky, przypominając ich utworzenie się, w 1905 r.— stworzyły laką «formę organizacji proletariackiej, która była ze wszystkich najbardziej wszechogarniająca, obejmowała, bowiem wszystkich robotników najemnych» (str. 31). W roku 1905 Rady były tylko korporacjami lokalnymi, w 1917 r. stały się zjednoczeniem ogólno rosyjskim.
Już teraz — kontynuuje Kautsky — organizacja radziecka ma za sobą wielką i chlubną historię A czeka ją historia jeszcze bardziej świetna, i przy tym nie w samej tylko Rosji. Wszędzie okazuje się, że wobec olbrzymich sił, jakimi kapitał finansowy rozporządza pod względem ekonomicznym i politycznym, dotychczasowe metody ekonomicznej i politycznej walki proletariatu są niedostateczne» (versagen—to wyrażenie niemieckie jest nieco mocniejsze, aniżeli «niedostateczne», i nieco słabsze, niż «bezsilne”).;Nie można się ich wyrzec, pozostają one niezbędne d'à czasów normalnych, niekiedy jednak stają przed nimi zadania, którym nie mogą sprostać, takie zadania, kiedy jedynie połączenie wszystkich politycznych i ekonomicznych środków siły klasy robotniczej zapewnia powodzenie» (str. 32).

Następują rozważania na temat strajku masowego i o tym, że «biurokracja związków zawodowych», tak samo niezbędna jak związki zawodowe, «nie nadaje>> się do kierowania tymi potężnymi bitwami masowymi, które coraz bardziej stają się znakiem czasu»...
F:..«Organizacja Rad — konkluduje Kautsky — jest, przeto jednym z najważniejszych zjawisk naszych czasów. Rokuje ona, że w rozstrzygających wielkich bitwach między kapitałem a pracą, w bitwach, do których się zbliżamy, będzie ona miała znaczenie decydujące.
Czy jednak możemy wymagać od Rad jeszcze więcej? Bolszewicy, którzy wraz z lewicowymi socjalistami-rewolucjonistami zdobyli po rewolucji listopadowej (według nowego stylu, według naszego zaś — październikowej) w 1917 roku większość w rosyjskich Radach De'egatów Robotniczych, po rozpędzeniu Zgromadzenia Ustawoadwczego zabrali się itcrtegurby Radę, która dotąd była bojową organizacją jednej klasy, przeobrazić w organizację państwową. Wraz z tym bolszewicy przestali nazywać siebie socjaldemokratami. Nazywają siebie komunistami» (str. 33, podkreślenia Kautsky'ego).

Kto zna rosyjską literaturę mieńszewicką, ten widzi od razu, jak niewolniczo Kautsky kopiuje Martowa, Akselroda, Steina i Skę. Właśnie «niewolniczo», Kautsky, bowiem aż do śmieszności wypacza zaś fakty gwoli przesądów mieńszewickich. Kautsky nie ^troszczył się na przykład o to. by dowiedzieć się od swych informatorów, w rodzaju berlińskiego Steina lub sztokholmskiego Akselroda, kiedy wysunięto sprawę zmiany nazwy bolszewików na komunistów i sprawę znaczenia Rad, jako organizacji państwowej. Gdyby Kautsky zasięgnął tej prostej informacji, nie napisałby słów, budzących śmiech, gdyż obie te kwestie zostały wysunięte przez bolszewików w kwietniu 1917 r., na przykład w moich «tezach» z 4 kwietnia 1917 r., czyli na długo przed Rewolucją Październikową 1917 r. (nie mówiąc już o rozpędzeniu Zgromadzenia Ustawodawczego 5 stycznia 1918 roku).

Ale przytoczone przeze mnie w całości rozważania Kautsky'ego — to sedno całego zagadnienia Rad. Sedno polega na tym właśnie, czy Rady winny dążyć do tego, by stać się organizacjami państwowymi (bolszewicy w kwietniu 1917 r. wysunęli hasło: «Cała władza w ręce Rad» i na konferencji partii bolszewików w tymże kwietniu 1917 r. bolszewicy oświadczyli, że nie wystarcza im burżuazyjna republika parlamentarna, lecz że żądają republiki robotniczo-chłopskiej typu Komuny albo typu Rad); — ze też Rady do tego dążyć nie powinny, nie powinny brać władzy w ręce, nie powinny się stawać "organizacjami państwowymi" lecz winny pozostawać «organizacjami bojowymi» jednej «klasy» (jak wyrażał się Martow, który dla zachowania pozorów wybielał swymi niewinnym życzeniem fakt, że Rady pod kierownictwem mieńszewickim były narzędziem podporządkowania robotników burżuazji).

Kautsky niewolniczo powtórzył słowa Martowa, wziąwszy urywki z teoretycznego sporu bolszewików z mieńszewikami i przeniósłszy te urywki, bez krytyki i bez sensu, na grunt ogólno- teoretyczny, ogólnoeuropejski. Powstał bigos, który wzbudziłby homeryczny śmiech w każdym uświadomionym robotniku rosyjskimi, gdyby zaznajomił się z przytoczonym tu rozumowaniem Kautsky'ego.
Takim samym śmiechem witać będą Kautsky'ego wszyscy robotnicy europejscy (prócz garstki zajadłych socjalimperialistów), gdy wyjaśnimy im, o co tu chodzi.
Kautsky wyświadczył Martowowi niedźwiedzią przysługę, doprowadzając z niezwykłą wyrazistością błąd Martowa do absurdu. W rzeczy samej, spójrzcie, co wynikło u Kautsky'ego.

Rady ogarniają wszystkich robotników najemnych. W walce przeciwko kapitałowi finansowemu dotychczasowe metody ekonomicznej i politycznej walki proletariatu są niedostateczne. Radom przeznaczone jest odegrać olbrzymią rolę nie tylko w Rosji. Odegrają one rolę decydującą w wielkich rozstrzygających bitwach między kapitałem a pracą w Europie. Tak mówi Kautsky.

Wspaniale. «Rozstrzygające bitwy między kapitałem a pracą», czyż nie rozstrzygają one kwestii, która z tych klas zdobędzie władzę państwową?
Bynajmniej. Broń boże.
W «rozstrzygających» bitwach związki, ogarniające wszystkich robotników najemnych, nie powinny się stać organizacją państwową!

A co to jest państwo?

Państwo — to nic innego, jak machina do dławienia jednej klasy przez drugą.

Tak więc, klasa uciskana, awangarda ogółu mas pracujących i wyzyskiwanych w społeczeństwie współczesnym, winna dążyć do «rozstrzygających bitew między kapitałem a pracą», ale nie powinna ruszać tej machiny, za pomocą której kapitał uciska
Pracę!——AHe powinna burzyć tej machiny! Kie powinna
wykorzystać swej wszechogarniającej organizacji dla zdławienia wyzyskiwaczy!
Wspaniale-doskonale, panie Kautsky! «My» uznajemy walkę klasową — jak uznają ją wszyscy liberałowie, czyli bez obalenia burżuazji...

Oto gdzie staje się jawnym zupełne zerwanie Kautsky'ego z marksizmem, i z socjalizmem. Jest to faktycznie przejście na stronę burżuazji, która gotowa jest zgodzić się na wszystko, czego chcecie, byle nie na przeobrażenie organizacyj uciskanej przez nią klasy w organizacje państwowe. Kautsky już w żaden sposób nie uratuje tu swego stanowiska, polegającego na tym, że wszystko godzi, że za pomocą frazesów wykręca się od wszystkich głębokich przeciwieństw.

Albo Kautsky wyrzeka się wszelkiego przejścia władzy państwowej w ręce klasy robotniczej, albo też zgadza się na to, żeby klasa robotnicza wzięła w ręce starą, burżuazyjną machinę państwową, nie zgadza się jednak w żaden sposób, żeby klasa robotnicza ją zburzyła, zdruzgotała, zastąpiła nową, proletariacką. Czy rozumowanie Kautsky'ego będzie «komentowane» i «wyjaśniane» tak czy inaczej, w obu wypadkach zerwanie z marksizmem i przejście na stronę burżuazji jest oczywiste?
Już w «Manifeście Komunistycznym», mówiąc o tym, jakie państwo potrzebne jest zwycięskiej klasie robotniczej, Marks pisał: «Państwo, czyli zorganizowany w klasę panującą proletariat». Teraz zaś zgłasza się człowiek z pretensją, iż pozostaje nadal marksistą, i oświadcza, że proletariat powszechnie zorganizowany i prowadzący «rozstrzygającą walkę» z kapitałem nie powinien ze swej organizacji klasowej czynić organizacji państwowej. «Zabobonną wiarę w państwo», o której Engels pisał w 1891 r., że «w Niemczech przeniknęła do ogólnej świadomości burżuazji, a nawet wielu robotników» — oto, co ujawnił tu Kautsky. — Walczcie, robotnicy, — «zgadza się» nasz filister («zgadza się» na to i burżua, skoro robotnicy i tak walczą, wypada zaś myśleć tylko o tym, jak złamać ostrze ich miecza), — walczcie, ale nie ważcie się zwyciężać! Nie burzcie państwowej machiny burżuazji, nie stawiajcie na miejsce burżuazyjnej «organizacji państwowej» —proletariackiej «organizacji państwowej».

Kto poważnie podzielał pogląd marksistowski, że państwo nie jest niczym innym, jak machiną do dławienia jednej klasy przez inną, kto choć trochę wniknął w tę prawdę, ten nigdy nie mógłby dojść do takiego nonsensu, że organizacje proletariackie, zdolne do pokonania kapitału finansowego, nie powinny przeobrażać się w organizacje państwowe? W tym właśnie punkcie ujawnił się drobnomieszczanin, dla którego państwo jest «jednak» czymś pozaklasowym czy ponadklasowym. Dlaczegóżby, w rzeczy samej, wolno było proletariatowi, «jednej klasie», toczyć decydującą wojnę z kapitałem, który panuje nie tylko nad proletariatem, lecz nad całym ludem, nad całym drobnomieszczaństwem, nad całym chłopstwem, — ale nie wolno było proletariatowi, «jednej klasie», przeobrazić swej organizacji w organizację państwową? Dlatego, że drobnomieszczanin boi się walki klasowej i nie doprowadza jej do końca, do tego, co najważniejsze,

Kautsky zaplątał się zupełnie i zdemaskował się całkowicie. Zauważcie: przyznał sam, że Europa zbliża się ku rozstrzygającym bitwom między kapitałem a pracą i że dotychczasowe metody ekonomicznej i politycznej walki proletariatu są niedostateczne. Metody te polegały właśnie na wykorzystaniu demokracji burżuazyjnej. A więc?..
Kautsky nie odważył się przemyśleć do końca, co z tego wynika.

..,A więc, tylko reakcjonista, wróg klasy robotniczej, sługa burżuazji może teraz nakreślać obraz wspaniałości demokracji burżuazyjnej i gadać o czystej demokracji, zwracając się twarzą ku przeżytej przeszłości. Demokracja burżuazyjna była postępem w stosunku do średniowiecza, i trzeba ją było wykorzystać. Teraz jednak nie wystarcza dla klasy robotniczej. Obecnie trzeba spoglądać nie wstecz, lecz naprzód, ku zastąpieniu demokracji burżuazyjnej przez proletariacką. I jeżeli praca przygotowawcza do rewolucji proletariackiej, szkolenie i formowanie armii proletariackiej było możliwe (i niezbędne) w ramach państwa burżuazyjno-demokratycznego, to, gdy rzecz doszła do «bitew rozstrzygających»— zamykać proletariat w tych ramach — znaczy być zdrajcą sprawy proletariatu, znaczy być renegatem.

Kautsky znalazł się w szczególnie śmiesznej sytuacji, powtórzył bowiem argument Martowa, nie spostrzegłszy, że u Martowa argument ten opiera się na innym argumencie, którego u Kautsky'ego nie ma! Martow mówi (a Kautsky za nim powtarza), że Rosja nie dojrzała jeszcze do socjalizmu, z czego naturalnie wynika: jeszcze nie czas przeobrażać Rady z organów walki w organizacje państwowe (czytaj: na czasie jest przeobrażanie Rad, przy pomocy wodzów mieńszewickich, w organy podporządkowania robotników burżuazji imperialistycznej). Kautsky zaś nie może powiedzieć otwarcie, że Europa nie dojrzała do socjalizmu.

Kautsky pisał w 1909 r., kiedy nie był jeszcze renegatem, że przedwczesnej rewolucji obecnie nie można się obawiać, że zdrajcą byłby ten, kto z obawy przed porażką wyrzekłby się rewolucji. Wyrzec się tego otwarcie, Kautsky się nie odważa. I stąd ten nonsens, który doszczętnie demaskuje całą głupotę i tchórzliwość drobnomieszczanina: z jednej strony, Europa dojrzała do socjalizmu i zbliża się ku rozstrzygającym bitwom między pracą a kapitałem, — z drugiej zaś strony, bojowej organizacji (tzn. organizacji kształtującej się, wzrastającej, krzepnącej w walce), organizacji proletariatu, awangardy i organizatora, wodza mas uciskanych, nie wolno przeobrażać w organizację państwową!

Pogląd, że Rady są niezbędne, jako organizacja bojowa, ale że nie powinny przeobrażać się w organizacje państwowe, jest pod względem praktyczno-politycznym jeszcze bardziej niedorzeczny, niż pod względem teoretycznym. Nawet w czasach pokojowych, kiedy nie ma sytuacji rewolucyjnej, masowa walka robotników z kapitalistami, na przykład strajki masowe, wywołują straszne rozjątrzenie z obu stron, niezwykłą zaciekłość walki, ciągłe powoływanie się burżuazji na to, że pozostaje ona i chce pozostawać <

Udaje on, że w teorii w niczym nie zgadza się z oportunistami, w rzeczywistości zaś zgadza się z nimi w praktyce we wszystkim, co jest istotne (czyli we wszystkim, co dotyczy rewolucji)

PEŁEN TEKST

Wytłuszczenia fragmentów tekstu pochodzą od redakcji WR

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

rot front