Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

A.G.Sidorenko: Feliks Dzierżyński - budowniczy nowej gospodarki Rosji

dzierzynski.podgląd do artykułów.jpg

F.E. DZIERŻYŃSKI - BUDOWNICZY NOWEJ GOSPODARKI ROSJI

Nasze media narzucają społeczeństwu wypaczone wyobrażenia o rewolucjach z 1917 r.: lutowej i październikowej, o wydarzeniach i osobistościach tamtych czasów. Podejmowane są próby zakłamania W.I. Lenina i jego doradców, szczególnie na celowniku stale znajduje się F.E. Dzierżyński, jego działalność jest wiązana wyłącznie z WCzK-OGPU, przy tym charakteryzowany jest on jako człowiek - ”uosobienie terroru bolszewickiego”, bezprawia i przemocy. Przy czym tak charakteryzować WCzK i jej przewodniczącego Dzierżyńskiego zaczęli liczni współcześni literaci, politycy i historycy,. Usiłują oni odnaleźć ciągłość między organami WCzK a aparatem represyjnym z końca lat trzydziestych i lat czterdziestych, twierdząc że WCzK jest prekursorem, politycznym i moralnym źródłem najgrubszych naruszeń praworządności. Zwraca przy tym uwagę, że nawet w publikacjach patriotycznych Dzierżyński przedstawiany jest głównie jako przywódca WCzK. Tymczasem on przez wszystkie lata swojej krótkiej działalności państwowej pracował na niwie gospodarczej. Wniósł on ogromny wkład w likwidację rozprzężenia ekonomicznego, w odbudowę i rozwój praktycznie wszystkich gałęzi przemysłu Rosji. Dzięki wysiłkom Feliksa Edmundowicza został odbudowany przemysł węglowy i metalurgiczny, okazał się utalentowanym kierownikiem transportu kolejowego, w trudne lata NEP-u polecono mu stanąć na czele Ogólnorosyjskiej Rady Gospodarki Narodowej (WSNCh). Działalność F.E. Dzierżyńskiego na froncie gospodarczym daje pełne podstawy, by ocenić go jako budowniczego nowej gospodarki Rosji.

Niniejszy artykuł naświetla głównie tę stronę działalności Feliksa Edmundowicza. Równocześnie życia i działalności F.E. Dzierżyńskiego nie można rozpatrywać w oderwaniu od WCzK-OGPU. Wykazał się on jako tak utalentowany kierownik organów bezpieczeństwa państwowego, że zostawił w pamięci wszystkich pokoleń ich współpracowników niezatarty ślad. To za niego zostały sformułowane piękne, bohaterskie tradycje działalności organów bezpieczeństwa, których kontynuowania czyni i obecne nasze służby godnymi szacunku. Za Dzierżyńskiego i dzięki Dzierżyńskiemu weszło do języka potocznego pojęcie „czekista”, które przyjmowane jest i przez obecnych współpracowników jako zaszczytny tytuł.

Przypomnijmy, F.E. Dzierżyński na funkcję przewodniczącego Ogólnorosyjskiej Komisji Nadzwyczajnej (WCzK) został mianowany postanowieniem Rady Komisarzy Ludowych 7 (20) grudnia 1917 roku, tę funkcję pełnił do swej śmierci w 1926 roku. Zauważmy jednak, że tę funkcję łączył z funkcjami przewodniczącego komisji ds. odbudowy przemysłu metalowego, kierownika Ludowego Komisariatu Komunikacji (NKPS) i przewodniczącego WSNCh. Zwróćmy uwagę jeszcze na jedną charakterystyczną okoliczność: Dzierżyński na funkcji przewodniczącego WCzK przydawał pierwszorzędne znaczenie problemom gospodarki, do czego zobowiązywały go zadania, które zostały postawione przed WCzK przy jej utworzeniu: walka z sabotażem, spekulacją i przestępstwami służbowymi, zapewnienie bezpieczeństwa transportu i inne.

Z zakończeniem wojny domowej w istotny sposób zmieniła się sytuacja w kraju, wymagała innych form i metod pracy WCzK. F.E. Dzierżyński 8 stycznia 1921 r. wydał rozkaz, w którym pisał: „frontów zewnętrznych nie ma, ostry okres wojny domowej zakończył się, ale zostawił ciężki spadek”. W związku z tym zostały określone dwa podstawowe kierunki pracy: walka ze szpiegostwem, terroryzmem i podziemnymi podżegaczami powstań i okazanie wszelkimi środkami pomocy w porządkowaniu gospodarki narodowej. W rozkazie podkreślano, że front ekonomiczny staje się głównym.

„Zadaniem czekistów, ludzi sprawy i nieugiętej woli - pisał F.E. Dzierżyński w liście do przewodniczącego donieckiej gubernialnej CzK - jest skierować wszystkie siły na walkę z (...) rozprzężeniem”.

Feliks Edmundowicz prosi, by powiadamiać go, jakie środki wypracowała doniecka CzK w odbudowie Donbasu. Takie same listy kierowano do wielu innych CzK. O nowym froncie pracy F.E. Dzierżyński mówił w wielu swoich wystąpieniach. W rozkazach F.E. Dzierżyńskiego podkreślano, że CzK powinna odpowiedzialnie podchodzić do aresztowań, surowo przestrzegać rewolucyjnej praworządności, w każdym poszczególnym wypadku trzeba rozróżniać, gdzie jest rzeczywisty wróg, a gdzie obywatel. „Inaczej szpiedzy, terroryści i podziemni podżegacze powstań będą chodzić na wolności, a więzienia będą pełne ludzi, zajmujących się nieszkodliwym powarkiwaniem przeciwko władzy radzieckiej”. (N. Zubow, „F.E. Dzierżyński. Biografia”, Moskwa, Politizdat, 1971 r., str. 291-293).

14 kwietnia 1921 roku M.I. Kalinin podpisał postanowienie Prezydium WCIK o mianowaniu F.E. Dzierżyńskiego na stanowisko ludowego komisarza komunikacji, z pozostaniem na funkcji przewodniczącego WCzK i ludowego komisarza spraw wewnętrznych. Na tej funkcji pracował on trzy lata - do 2 lutego 1924 roku, kiedy został mianowany przewodniczącym Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej ZSRR.

Oto jak opisuje sytuację w chwili mianowania F.E. Dzierżyńskiego na funkcję ludowego komisarza komunikacji były szef urzędu Rady Komisarzy Ludowych W.D. Boncz-Brujewicz w swoim artykule „ Żelazny komisarz komunikacji”:

„Pomimo wszelkich .postanowień Rady Komisarzy Ludowych i Rady Pracy i Obrony transport cały czas kulał na obie nogi. Potrzebne były jakieś nadzwyczajne środki dla doprowadzenia go do pełnego porządku. Potrzebny był człowiek, który władałby żelazną wolą, byłby dostatecznie doświadczony i administrowaniu, miał autorytet wśród mas robotniczych, był twardy we wcielaniu w życie wszystkich środków i podjętych postanowień, miałby dostateczne doświadczenie w walce z sabotażem, szkodnictwem i po prostu chuligaństwem, nierzadko przejawiającym się w tym czasie na kolejach”.

G.M. Krzyżanowski w swoich wspomnieniach o F.E. Dzierżyńskim tak oceniał sytuację w transporcie kolejowym:

„Ogromny mechanizm transportowy zgrzytał we wszystkich swoich ankrach i groził ostatecznym rozpadem. Wystarczyła pobieżna przejażdżka którąkolwiek trasą, żeby zobaczyć agonię transportu. Rozkręcone mosty na drewnianych zrębach pod żelaznymi wiązaniami, widoczne skrzywienia torów, niewyprostowane linie szyn, zabójcze postoje-cmentarze rozbitych wagonów i parowozów, brudne ruiny stacji, ruch pociągów po uważaniu, a nie według rozkładu. Zuchwałe kradzieże towarów, zagrażający wzrost katastrof, „paliwo” oparte na surowym drewnie i pomocy pasażerów, katastrofalny spadek wydajności pracy, podwójne, potrójne komplety bezczynnego personelu, zupełny brak koordynacji z przemysłem i finansami. (...) Za co się wziąć, gdzie jest decydujące ogniwo - podkłady czy parowozy, paliwo czy regulamin służbowy, wpompowanie środków czy poszukiwanie rezerw własnych? (...) Nawet najbardziej doświadczony inżynier-transportowiec, choćby był zatwardziałym kolejowym wilkiem, wzdrygnąłby się i zmieszał, jeśliby mu powiedzieli, że od tej pory jest on odpowiedzialny za losy tego transportu”.
Tak ocenił G.M. Krzyżanowski sytuację w transporcie w chwili przyjścia na funkcję ludowego komisarza komunikacji F.E. Dzierżyńskiego.
I dalej pisze on:

„Któż nie przebywał przez ten czas w roboczych gabinetach Feliksa Edmundowicza w charakterze konsultanta tej lub innej rangi w sprawach transportu. Jakże został przetrzepany cały roboczy skład centralnego zarządu transportu, jakże szybko jego pracownicy poczuli rękę prawdziwego gospodarza - bystrego, rzeczowego, stanowczego i wyrazistego. (...) Ileż bezsennych nocy, ileż godzin superwytężonej pracy musiał strawić ten człowiek, żeby za jakieś dwa miesiące po swojej nominacji (podkreślenie autora) już mieć możliwość wystąpienia na plenum Gospłanu, na szerokim zebraniu najbardziej doświadczonych ekspertów ekonomistów z przemówieniem programowym o kolejnych potrzebach transportu. (...) Pracownicy Gospłanu, którzy wcześniej nie znali Feliksa Edmundowicza, po jego przemówieniu na tym pamiętnym posiedzeniu jeden po drugim oświadczali mi, że Feliks Edmundowicz od razu zdobył ich sympatię. Ten sam Feliks Dzierżyński, który rysował się w ich wyobrażeniu tylko wizerunkiem groźnej CzK” (G.M. Krzyżanowski, „Feliks Dzierżyński”, w: „Wspomnienia, szkice, artykuły współczesnych o Dzierżyńskim”, Moskwa, Politizdat, 1987, str. 187-189).

Włodzimierz Iljicz Lenin długo przypatrywał się, komu dać szczególne pełnomocnictwa w Ludowym Komisariacie Komunikacji. Żaden z czterech byłych komisarzy ludowych go nie zadowalał.

„Natychmiast prosić Dzierżyńskiego, niech do mnie przyjedzie - powiedział Włodzimierz Iljicz po jednym z kolejnych skandali na kolejach. (...) Feliks Edmundowicz szybko przyjechał z CzK. - Przyjdzie Wam zostać ludowym komisarzem komunikacji - powiedział Włodzimierz Iljicz, jak zwykle dobrotliwie i przyjaźnie witając się z Dzierżyńskim, którego bardzo cenił i szanował. - Co się stało, Włodzimierzu Iljiczu, dlaczego mam być ludowym komisarzem kolei? - od razu nawiązała się rozmowa. W ciągu kilku godzin decydował się los kolei. Feliks Edmundowicz od razu zaproponował, by mianować jego zastępcą wielkiego specjalistę, inżyniera komunikacji I.I. Borisowa. (Zadziwiające, jak dobrze znał sensownych specjalistów, dalekich od jego resortu). Dzierżyński, otrzymawszy zgodę, od razu posłał po Borisowa samochód, przywieziono go na Kreml, gdzie między nim, Dzierżyńskim i Leninem odbyła się interesująca rozmowa. Kiedy okazało się, że Borisow ma ciężko chorą żonę, Feliks Edmundowicz poprosił Urząd Rady Komisarzy Ludowych, by zatroszczył się o jego rodzinę: posłał doktora do chorej żony, zrobił porządki w mieszkaniu, podesłał drewna, bo nie mieli opału”.
Wszystkie prośby F.E. Dzierżyńskiego zostały spełnione. Dalej W.D. Boncz-Brujewicz opisuje treść nadzwyczaj interesującej rozmowy, którą odbył W.I. Lenin z I.I. Borisowem. Borisow zgodził się objąć funkcję zastępcy ludowego komisarza komunikacji i bardzo dobrze współpracował z Dzierżyńskim. Tak rozstrzygano w tych latach nie cierpiące zwłoki kwestie („O Feliksie Dzierżyńskim”, Moskwa, Politizdat, 1987, str. 193-203).

Dzierżyński przywiązywał ogromne znaczenie do konkretnej pracy, wyjazdów w teren, żywego kontaktu z ludźmi. Tylko znajdując się na miejscu, widząc realną sytuację, zagłębiając się w sprawy specjalistów, obcując z robotnikami - uważał - można pojąć, czego od ciebie wymagają, jakie zastosować środki. Żadne sprawozdania, referaty, zapiski ani inne papiery nie są w stanie wyjaśnić sytuacji tak, jak można to zrobić, znajdując się na miejscu. Dlatego stale wyjeżdżał w delegacje. Kiedy był ludowym komisarzem komunikacji, w swoim sztabowym wagonie objeździł całą Syberię Zachodnią, niejednokrotnie bywał w Kijowie, Charkowie, Mikołajowie, Odessie i innych miastach. I wszędzie odwiedzał stacje, parowozownie, porty, porzucone statki morskie, stocznie, warsztaty, spotykał się ze zwrotniczymi, rozmawiał z inżynierami, robotnikami, wyjaśniał właśnie z nimi, co trzeba zrobić po to, żeby uporządkować ruch pociągów, wznowić pracę portów, doprowadzić do porządku parostatki itd. W jednym z listów do Z. Z. Dzierżyńskiej z Omska-Nikołajewska (Nowosybirska) 20 grudnia 1922 r. pisze on:

Doszedłem do niezbitego wniosku, że główna robota jest nie w Moskwie, lecz w terenie, że 2/3 odpowiedzialnych towarzyszy i specjalistów ze wszystkich instytucji partyjnych (włącznie z KC), radzieckich i związkowych trzeba przerzucić z Moskwy w teren. I nie trzeba się bać, że instytucje centralne się rozpadną. Trzeba wszystkie siły rzucić do fabryk, zakładów i na wieś, żeby rzeczywiście podnieść wydajność pracy, a nie robotę piór i kancelarii. Inaczej się nie wygrzebiemy. Najlepsze zamysły i wskazania nawet tu nie dochodzą i zawisają w powietrzu” (Feliks Dzierżyński, „Dziennik. Listy do krewnych”, Moskwa, wyd. „Młoda Gwardia”, 1958, str. 264-265).

W innym liście z Omska 7 lutego 1922 r. F.E. Dzierżyński pisze:

„Ten miesiąc pobytu i pracy na Syberii nauczył mnie więcej, niż cały poprzedni rok, i wniosłem do KC szereg propozycji. (...) Uprościmy nasze aparaty, usuniemy centralizację, która zabija żywą sprawę, usuniemy zbędny i szkodliwy aparat komisarzy w transporcie i zwrócimy więcej uwagi na teren, na pracę kulturalną, przerzucimy swoich pracowników z moskiewskich gabinetów do żywej pracy w terenie” (tamże, str. 264).
A oto fragment listu, wysłanego do żony 22 stycznia 1922 roku z Nikołajewska (Nowosybirska):

„Robota tu była tak zapuszczona, że do tego, żeby uporządkować wszystko, potrzebny jest dłuższy czas, a Republika tak długo czekać nie może. I tak, pracujemy chmurni, wytężając wszystkie siły, żeby wytrzymać i żeby przezwyciężyć wszystkie trudności” (tamże, str. 261).

A trudności i bez tego nagromadziła się masa, i oto nieoczekiwane kłopoty przyniosła pogoda: wiele dni z rzędu padał obfity śnieg, burze zasypały linie kolejowe, utrudniając pracę, przeszkadzały załadunkowi zboża do wagonów, na licznych trasach zamarły składy kolejowe. Dzierżyński zbiera specjalistów, postanawia z nimi, co trzeba przedsięwziąć, żeby wznowić ruch pociągów. Propozycje okazały się proste: oczyścić tory i postawić drewniane tarcze dla zatrzymywania śniegu. Postanowili niezwłocznie przystąpić do pracy, wyjaśniło się jednak, że nigdzie nie było rzeczy elementarnej - gwoździ. Podejmują decyzję: stworzyć brygady dla niezwłocznego wyprodukowania gwoździ z drutu. Koniec końców dzięki wielkim wysiłkom pociągi ze zbożem ruszyły na głodujące Powołże, na Ukrainę i do Moskwy. I oto pisze on do żony:

„Oczywiście, wina jest nasza - NKPS, my nie przewidzieliśmy, nie zwróciliśmy uwagi 3-4 miesiące temu. Prawda, przyjeżdżał tu Jemszanow (pełnomocnik NKPS), ale niczego tu nie zrobił. Czuję na niego ogromny gniew. Widzę, że do tego, żeby być ludowym komisarzem komunikacji, nie wystarczy dobrych chęci. Dopiero teraz, zimą, jasno rozumiem, że latem trzeba przygotowywać się do zimy. A latem byłem jeszcze żółtodziobem, a moi pomocnicy nie umieli przewidywać” (tamże, str. 261).

Boże, iluż w dzisiejszej Rosji „żółtodziobów” znajdowało się i jeszcze się znajduje na stanowiskach ministerialnych! Tak, zaiste, „doświadczenie - to nauczyciel, bardzo drogo biorący za lekcje, ale za to nikt nie nauczy lepiej od niego” (Thomas Carlyle, Z wiecznych myśli, publikowanych w „Syrenie”).

F.E. Dzierżyński został zatwierdzony jako przewodniczący WSNCh ZSRR (łącząc to z pracą w OGPU) przez pierwszą sesję WCIK ZSRR drugiej kadencji 2 lutego 1924 roku, to jest w kilka dni po pogrzebie W.I. Lenina.

Studia nad jego działalnością na tym stanowisku pokazują, że był on przekonanym i uporczywym realizatorem leninowskiej Nowej Polityki Ekonomicznej (NEP). W żadnym z licznych jego opublikowanych dzieł, w żadnym z przechowywanych w Centralnym Archiwum Partyjnym IML i archiwum FSB dokumentów w rodzaju sporządzonych przez niego osobiście listów służbowych, zapisek i protokolarnych zapisów wystąpień nie ma nawet cienia wątpliwości co do prawidłowości Nowej Polityki Ekonomicznej.

F.E. Dzierżyński nigdy nie wypowiadał się co do nadejścia terminu, kiedy stanie się niezbędne uchylenie albo zmiana NEP. Przeciwnie, wszystkie jego wysiłki były nakierowane na to, żeby bardziej intensywnie i produktywnie realizować tę politykę. Analiza materiałów opublikowanych i archiwalnych daje podstawy, by twierdzić, że przewodniczący WSNCh rozpatrywał NEP jako sprawę obliczoną na długi czas. F.E. Dzierżyński był przekonanym zwolennikiem łączenia przy tworzeniu gospodarki socjalistycznej podstaw planowych i rynku. Więcej, u niego nawet nie pojawiały się wątpliwości odnośnie do tego, że cały znacjonalizowany przemysł, „szczególnie podstawowy: paliwowy, metalurgiczny i cały ciężki, a także transport”

(patrz np. list do naczelnika Grozniefti, „Dzieła wybrane”, wyd. Gospolitizdat 1957, str. 15) powinien być nieugięcie przestawiany na rozrachunek gospodarczy. W licznych swoich sprawozdaniach i wystąpieniach F.E. Dzierżyński żądał od działaczy gospodarczych umiejętności zarabiania, umiejętności wydawania i puszczania w obieg rubla dla zysku; umiejętności poprawnego handlu; wprowadzania rozrachunku gospodarczego, kontraktów, akordowych i progresywnych form zapłaty za pracę; zachęcania wszelkimi środkami sumiennych pracowników, szczególnie racjonalizatorów i wynalazców, niedopuszczania elementów urawniłowki, poprawnej realizacji podstawowej zasady socjalizmu „każdemu według pracy”. Wraz z tym on kategorycznie występował przeciw temu, żeby każda gałąź, każde przedsiębiorstwo zabierały ze swojej działalności tylko dla siebie to, co powinno należeć do całego ludu, szczególnie dotyczyło to gałęzi surowcowych i przemysłu metalowego. Dzierżyński domagał się, żeby wszystkie przedsiębiorstwa otrzymywały ze swojej działalności produkcyjnej zysk, którego część powinna iść na finansowanie wszystkich projektów i planów industrializacji kraju.
Co się tyczy planowania, to Dzierżyński uważał je za jedną z najważniejszych zasad rozwoju i funkcjonowania gospodarki. Przy tym on dość prosto i przekonywająco objaśniał istotę planowych podstaw. Oto jak powiedział o tym w swoim wielkim i szczegółowym referacie na III Wszechzwiązkowym Zjeździe Rad 15 maja 1925 r. pt. „Sytuacja przemysłu ZSRR”:

Na czym polega planowość gospodarki. Nie polega ona na tym, żebyśmy mogli przewidzieć, odgadnąć i przepowiedzieć, że tempo rozwoju w danym miesiącu będzie takie a takie. Nie o to chodzi. Cała istota naszej gospodarki planowej, w odróżnieniu od kapitalistycznej anarchii, polega na prawidłowej linii, na określeniu prawidłowego wzajemnego stosunku poszczególnych gałęzi gospodarki narodowej i poszczególnych gałęzi przemysłu między sobą”.

On występował przeciw temu, żeby przedsiębiorstwom przypisywać drobiazgowe konkretne zadania, żeby kierownikom przedsiębiorstw związywać planem ręce. Przeciwnie, w każdym swoim sprawozdaniu, przemówieniu, rozmowie żądał od ludzi przejawiania jak najwięcej inicjatywy, przedsiębiorczości, wynalazczości, nowatorstwa, przekonywał o niezbędności szukania i wykorzystania ukrytych rezerw, zwiększenia wydajności pracy. Cieszył się z tego, że jako całość przemysł przekracza wszystkie prognozy, które przed nim wysuwano. F.E. Dzierżyński stale podkreślał, że rezultaty działalności gospodarczej w ciągu minionych 3, 4 lat, w ciągu pół roku przewyższają swoimi kolosalnymi wskaźnikami wszystkie oczekiwane planowe zadania. W wielu swoich sprawozdaniach i wystąpieniach ilustrował on te wskaźniki konkretnymi liczbami, mierzył je w procentach, pudach, tonach, porównując z przedwojennym 1913 rokiem, pokazywał wzrost produkcji gotowej we wszystkich gałęziach przemysłu na osobiście przez siebie przygotowanych diagramach. Wszystko to świadczyło o jednym: ceniąc planowe podstawy, Feliks Edmundowicz sam nigdy nie był ich niewolnikiem i ludzi uczył tego, żeby nie krępowali się planem. Plan – mówił - jest orientacyjną linią, na tym polega jego wartość, ale tego, kto naśladując planową linie, idzie dalej - tego trzeba tylko chwalić. W przemówieniu na naradzie Prezydium WSNCh 19 maja 1925 r. w związku z tym przytoczył on bardzo znamienny przykład:

Pamiętacie - mówił - że w niektórych podliczeniach wskazywano, iż dopiero w 1941 roku nasz obrót towarowy, który jest fotografią i odzwierciedleniem całego poziomu gospodarki narodowej, osiągnie przedwojenny poziom. Teraz wiemy, że w końcu pierwszego półrocza 1924/1925 r. osiągnęliśmy 71% tego, co przed wojną, a tempo wzrostu w tym półroczu w porównaniu z drugim półroczem zeszłego roku jest równe 50-60%. To zupełnie jasno wskazuje, że moment zbliżenia się do przedwojennego poziomu jest kwestią miesięcy, a nie kwestią lat; tym bardziej, że w całym szeregu gałęzi osiągnęliśmy obecne rezultaty bez cudzej pomocy, tymi środkami i tymi siłami, które w procesie rozwoju sami stworzyliśmy” („Dzieła wybrane”, wyd. cyt., str. 60).

Tempo wzrostu przemysłu w ZSRR w tym okresie było rzeczywiście porażające. Oto dlaczego F.E. Dzierżyński apelował, by podchodzić do planowania wyłącznie jako środka, określającego politykę rozwoju, kierunki, drogi i najbardziej ogólne, optymalne perspektywy rozwoju gospodarki. Socjalizm - twierdził on - kryje w sobie zupełnie nieznane, ale bezwarunkowo ogromne możliwości postępu. Na tej samej naradzie, rozważając planowanie, określenie planowych perspektyw, powiedział nawet tak: „Nie mam nadziei, że nasza narada mogła ten problem rozwiązać w całej pełni nawet na najbliższy czas, nie myślę, że byliśmy w stanie uwzględnić wszystkie elementy, których połączenie określa ogólny ruch gospodarki narodowej i naszego przemysłu”. Życie, konkretna praktyka - mówił - codziennie otwierają przed nami nowe możliwości, dlatego trzeba więcej odbijać się nie od papieru, a nie od życia. Chociaż, trzeba zauważyć, dokumentom, planom, liczbom, statystykom przydawał on ogromne znaczenie.

Wszystko wyżej powiedziane wcale nie oznacza, że F.E. Dzierżyński nie uważał planowania za ważne. Wcale nie, w rozwiązywaniu wielu problemów - uważał - planowanie ma decydującą wagę. F.E. Dzierżyński jest autorem idei niezbędności wiązania planowych podstaw ze stosunkami rynkowymi (komercyjnymi) w rozwoju gospodarki socjalistycznej. W licznych sprawozdaniach, artykułach, przemówieniach wymagał od kierowników gałęzi i przedsiębiorstw umiejętności łączenia tych dwóch podstaw jako niezbędnego warunku udanej działalności gospodarczej. W przemówieniu na naradzie Prezydium WSNCh ZSRR z prezydiami WSNCh republik związkowych 19 maja 1925 r. powiedział on: „Trzeba ustalić, jaką metodą powinniśmy połączyć obie te podstawy, mające miejsce w naszym ustroju (podkreślenie moje - A.S.), żeby otrzymać jedną harmonijną całość, z pożytkiem dla naszego przemysłu” („Dzieła wybrane”, str. 162). Jak widać, F.E. Dzierżyński nie tylko nie odrzucał stosunków rynkowych (podstaw komercyjnych) w gospodarce socjalistycznej, lecz nawet stawiał sprawę połączenia planowych i rynkowych podstaw w „jedną harmonijną całość”. Jest u Feliksa Edmundowicza wiele innych cennych myśli w tej kwestii, jak zresztą i o gospodarce w ogóle.

W szczególności uważał on, że planowanie powinno zapewniać proporcjonalność i zrównoważoną równomierność rozwoju między gałęziami gospodarki, nie powinno ono dopuszczać przechyłów, niepotrzebnego wybiegania naprzód poszczególnych gałęzi i nawet przedsiębiorstw. W szeregu swoich przemówień zwracał on uwagę na to, że poszczególni „czerwoni dyrektorzy” tak gorliwie rozwinęli produkcję swoich przedsiębiorstw, iż ich produkcja okazała się nasycona, bez popytu na rynku, w związku z czym przedsiębiorstwa przychodziło zatrzymywać, a robotników zwalniać, co za socjalizmu - uważał - jest niedopuszczalne. Planowanie,zdaniem Feliksa Edmundowicza, powinno występować jako podstawowy państwowy czynnik regulujący rozwój gałęzi przemysłu, w tym i funkcjonowania stosunków rynkowych.

Wraz z przyjściem F.E. Dzierżyńskiego na stanowisko przewodniczącego WSNCh powstały tak zwane nożyce, to jest duża różnica między cenami towarów przemysłowych a towarów rolnictwa. Właśnie dzięki zbilansowanemu planowaniu i usunięciu z woli państwa otwartych zjawisk spekulacyjno-pasożytniczych w sferze zbytu towarów przemysłowych tę dysproporcję udało się usunąć. We wspomnianym liście do naczelnika Grozniefti Dzierżyński pisze:

„U nas każdy trust i syndykat jest sam dla siebie. W prawie wszystkich kwestiach: płac, prac przy odbudowie, koncentracji, opanowaniu rynku. I każdy miał zwyczaj całe swoje „szczęście” wykorzystywać dla siebie, a „nieszczęście” przerzucać na państwo, żądając dotacji, subsydiów, kredytów, wysokich cen. (...) Marzę o tym, żeby kierownicy wszystkich podstawowych trustów - każdy będąc na swoim stanowisku - przedstawiali sobą jednolitą całość - jednolitą państwową linię, jednolity państwowy cel. (...) Patrzeć oczami swojego aparatu - to zguba dla kierownika”.

Z sensu listu widać, że przez „swoje szczęście” Dzierżyński rozumiał dążenie przedsiębiorstw naftowych i regionów do patrzenia na duże zyski z wydobywanej ropy naftowej, tego „daru bożego”, jako na wyłącznie własną fortunę. Zarzuca naczelnikowi Grozniefti to, że jego gałąź nie tylko zawłaszcza duże zyski, ale i to, że ceny ropy naftowej , szczególnie dla konsumentów (w pierwszym rzędzie NKPS) są nadmierne, co obciąża budżet państwowy, wpływa na podwyższenie ceł itp. Taką praktykę Dzierżyński nazwał niedopuszczalnym partykularyzmem, a kierowników gałęzi, którzy się do niej uciekali - rwaczami, spekulantami. Nie, oczywiście, on nie prosił takich chapaczy-bogaczy, a ich w czasie NEP-u pojawiło się nie mało, by dzielili się z państwem. Kiedy było trzeba, on po to, by ukrócić ich apetyty, rozumie się, korzystał z władzy. Jednak przede wszystkim on przekonywał, cierpliwie wyjaśniał, uczył, objaśniał, dlaczego treba postępować tak, a nie inaczej. Tym bardziej, że chodziło o znacjonalizowane przedsiębiorstwa, które Dzierżyński bez żadnych niedomówień zaliczał do sektora kapitalizmu państwowego.

Niezbędność planowania rozwoju gospodarki ZSRR F.E. Dzierżyński wiązał z jeszcze jednym wyjątkowo ważnym czynnikiem, a mianowicie z ogromną przestrzenią terytorialną kraju, obecnością w nim dużej liczby słabo rozwiniętych peryferiów i tak samo słabo rozwiniętych regionów wewnętrznych, ogromną rozciągłością dużych, słabo zaludnionych, niezamieszkanych przestrzeni, których ludność nie była w stanie samodzielnie rozwinąć jakiegokolwiek przemysłu, szczególnie tych gałęzi, które wymagała zastosowania różnego rodzaju maszyn i mechanizmów. A tymczasem kwestia rozwoju peryferiów i słabo zaludnionych, trudnych do życia regionów stawiana była w tym czasie ostro. F.E. Dzierżyński uważał rozwój ekonomiczny i kulturalny peryferiów za sprawę pilną, przede wszystkim ze społecznego punktu widzenia. Równocześnie rozumiał on, że w rozwoju przemysłu w obwodach narodowych i republikach kryją się ogromne możliwości. Stanowczo występował on przeciw temu, żebyśmy

z ogromnymi republikami narodowymi byli związani przede wszystkim przez surowce. (...) Nastała pora postawić kwestię stworzenia w kresowych republikach własnego przemysłu, pracującego dla zaspokojenia potrzeb miejscowych rynków. (...) W tym celu - mówił - trzeba planować przemysł w ten sposób, żeby nie trzeba było przywozić tutaj surowców, a potem wozić z powrotem w postaci towarów gotowych” (przemówienie na naradzie Prezydium WSNCh ZSRR, 19 maja 1925 r., str. 163).

W tych celach F.E. Dzierżyński poświęcał wielki wysiłek temu, żeby doprowadzić do tych regionów koleje, zbudować na ich terytoriach porty morskie i rzeczne, stworzyć niezbędną infrastrukturę. Rozwiązanie tych zadań tylko na podstawie stosunków rynkowych, drogą przyciągnięcia w takie „dzikie” regiony zagranicznych czy jakichś innych inwestycji, było niemożliwe. Do tego potrzebne były wola państwa, celowe wydzielenie środków finansowych, materiałów, przygotowanie kadr, ustalenie końcowych i przejściowych celów i wiele innych rzeczy, które można było urzeczywistnić tylko na podstawie planowej.

Jedną z ważnych funkcji planowania F.E. Dzierżyński widział w zapewnieniu dodatniego bilansu handlu zagranicznego. Przychodząc do WSNCh, studiując stan spraw we wszystkich sferach gospodarki, zwrócił on uwagę na powstały niepomyślny stosunek między eksportem a importem, na to, że liczne organizacje gospodarcze nadmiernie pasjonowały się zakupami różnego rodzaju towarów, i od razu uderzył na trwogę. Na wielu naradach, w osobistych rozmowach z kierownikami wyjaśniał on, iż rzeczywiście zaczęły się u nas pojawiać środki, ale to przecież nie znaczy, że powinno się je trwonić na zakupy importowanego sprzętu, a tym bardziej surowców. Na przykład oburzył się on tym, że do kraju zwożono z zagranicy wyroby tekstylne i nawet bawełnę, wskutek czego niektóre własne fabryki tekstylne zmuszone były zaprzestać produkcji, nie znajdując zbytu na produkowane tkaniny. F.E. Dzierżyński połączył się z przywódcami Turkiestanu i Azerbejdżanu i wyjaśnił, że mogą oni zwiększyć zasiewy bawełny i zapewnić ją w pełni fabrykom tekstylnym. Odkryto wiele innych zjawisk nieuzgodnienia w kwestiach importu i eksportu, a także podejścia partykularnego, resortowego.

W sprawozdaniu na XIV moskiewskiej Konferencji Gubernialnej RKP(b) 11 grudnia 1925 roku F.E. Dzierżyński dał wyczerpujące wyjaśnienia w danej kwestii, ostro zdemaskował powstałą niepomyślną sytuację i uzasadnił argumentami niezbędność postawienia importu i eksportu na podstawie planowej. Właśnie na tej konferencji powiedział on, że „kwestia importu i eksportu jest jednym z najtrudniejszych i najniebezpieczniejszych naszych odcinków” i zaproponował, by rozpatrywać zapewnienie dodatniego bilansu handlu zagranicznego jako jedną z najważniejszych funkcji planowania. On niejednokrotnie z różnych stron podchodził do tego „najtrudniejszego i najniebezpieczniejszego odcinka pracy”. Uważał on, że kupić za granicą potrzebny towar jest najprościej, ale przecież taka tendencja w ostatecznym rachunku wykrwawi naszą gospodarkę, a kraj uzależni od zagranicznego kapitału. W żadnym wypadku - mówił - nie powinniśmy do tego dopuścić.

Powinniśmy pójść i objaśnić każdemu robotnikowi i chłopu, że środki są nam potrzebne do tego, żeby ruszyć nasze zakłady, żeby mieć w dostatecznej ilości swoje surowce, żebyśmy nie byli w takiej zależności od zagranicy, w jaką możemy popaść, jeśli będziemy budować rozwój naszej gospodarki wyłącznie kosztem importu. (...) Nie głoszę tu tego, że możemy izolować się od zagranicy. To absurd, to jest w ogóle niepotrzebne. Jednak nad tym, by nie popaść w kabałę przez zagranicznych kapitalistów, którzy śledzą każdy nasz krok, i kiedy jest on fałszywy, natychmiast postarają się oni go wykorzystać, nad tym powinniśmy pracować ze wszystkich sił”.

F.E. Dzierżyński często mówił: kiedy zbudujemy swoje zakłady, zaczniemy zagospodarowywać nasze bogactwa, zagraniczni inwestorzy sami przyjdą do nas. Jednak kiedy klęczymy przed nimi, oni tylko pogardzać nami będą i nie dadzą ni kopiejki. Czy nie były proroczymi te słowa? I jeszcze. F.E. Dzierżyński starał się, żeby handlem zagranicznym był zainteresowany cały przemysł, jako całość. On nawet uważał za niezbędne przyciągnąć do sprawy handlu zagranicznego cały przemysł drogą organizacji towarzystw eksportu i importu. Jednak w handlu zagranicznym określał on tak: eksport powinien przeważać nad importem, a bilans w konkretnych rodzajach produkcji i towarów powinien być określany ściśle na podstawie planowej. Niejednokrotnie podkreślał on, że Związek Radziecki ma co sprzedawać i szczególnie cieszył się z tego, że wzrastało tempo eksportu wyrobów przemysłowych. Tam, gdzie eksport jesteśmy zmuszeni przyhamować (miał na myśli zmniejszenie nieuzasadnionego dużego eksportu zboża),

„powinniśmy wyzyskać inne środki, żeby pokryć tę dziurę, która zrobi się ze zmniejszania naszego eksportu. (...) Te środki znajdziemy (...), siły do tego mamy”.

Szczególne znaczenie przydawał F.E. Dzierżyński zapewnieniu stabilności waluty. Domagał się on od organów planowych i finansowych uważnego śledzenia stosunku masy towarowej w obrocie na rynku wewnętrznym do twardej waluty w gotówce, po to żeby nie dopuścić do zbędnej emisji. Z tą funkcją ściśle wiązał on i funkcję planowej regulacji bilansu handlu zagranicznego, stale podkreślając, że jeśli nie będziemy mieć dodatniego bilansu zagranicznego, jeśli będziemy kupować za granicą więcej, niż tam wywozić, to nie będziemy mieć dostatecznej ilości waluty dla zabezpieczenia naszego czerwońca. Trzeba powiedzieć, że czerwoniec był dla F.E. Dzierżyńskiego przedmiotem stałej szczególnej troski, i za niego nie tylko się nie zachwiał, ale i wzrosło jego znaczenie płatnicze.

„Waluta - mówił Feliks Edmundowicz - jest tym czułym termometrem, który odczytuje, jakie istnieją nieprawwidłowości”. Takie nieprawidłowości, chore, kryzysowe odcinki zarażają cały organizm, i to - mówił F.E. Dzierżyński - od razu wpływa na twardą walutę. Znaleźć takie chore miejsca nie jest łatwo, to wielka praca. „Jednak właśnie nasza planowa praca może wyprzedzić te kryzysy, może je zawczasu przewidzieć i dzięki prawidłowemu systemowi posunięć ekonomicznych uniknąć ich” („Dzieła wybrane”, str. 218-221). Tak głęboko zorientować się w tak złożonym problemie mógł w te pierwsze lata budującej się na zasadniczo nowej podstawie gospodarki tylko utalentowany ekonomista. I został nim właśnie F.E. Dzierżyński - ten specjalista-samorodek, prawdziwy państwowiec, który samodzielnie nie tylko nauczył się abecadła nowej gospodarki, ale i stworzył jej podstawy.

Żeby zrozumieć, jakim ekonomistą, politykiem, działaczem państwowym był F.E. Dzierżyński, dość przeczytać choćby jego ostatnie przemówienie na plenum KC RKP(b) 20 lipca 1926 roku, przemówienie przepełnione niezwykłym rozumem, rewolucyjną namiętnością, umiejętnością mistrzowskiego prowadzenia polemiki z przeciwnikami. F.E. Dzierżyński wystąpił na plenum z ostrą krytyką referatu Kamieniewa i koreferatu Piatakowa w kwestii kapitału prywatnego. Chodzi o to, że referent i koreferent, wypaczywszy dane statystyczne (chociaż Dzierżyński mówił: "nie zrozumiawszy ich”), usiłowali udowodnić, że sektor prywatny rozwija się w zbyt szybkim tempie i prawie że przewyższa w uzyskiwaniu dochodów państwowy sektor gospodarki. Feliks Edmundowicz wykazał zupełne ubóstwo przytoczonych przez nich faktów, na konkretnych liczbach zdemaskował wszystkie ich bezradne argumenty i równocześnie mistrzowsko sparował wszystkie ich próby zerwania jego wystąpienia. Oto tylko kilka fragmentów z jego wystąpienia:

„Towarzysze, muszę powiedzieć, że w referacie Kamieniewa i w uzupełnieniu Piatakowa do tego referatu jestem w najwyższym stopniu porażony tą okolicznością, e jeden z inch, będąc ludowym komisarzem handlu (Kamieniew: występowałem jako referent Biura Politycznego...), a drugi zastępcą przewodniczącego Najwyższej Rady Gospodarki Narodowej, przejawili zupełną niewiedzę i nieznajomość tych kwestii, o których tu traktowali. (...) Wydaje mi się, że Ludowy Komisariat Handlu Zagranicznego i Wewnętrznego jest tym aparatem i tym organem, stworzonym przez nas, który powinien był w swojej pracy te podliczenia mieć, podliczyć i dać nam zupełnie określoną dynamikę. Jednak Kamieniew zamiast tego, przytaczając tu w swoim wystąpieniu wyciąg z artykułu w „Ekonomiczeskoj Żyzni”, zdemaskował swoją zupełną niewiedzę i niezrozumienie tej kwestii”.

AUTOR - DOKTOR NAUK HISTORYCZNYCH, GENERAŁ-MAJOR W STANIE SPOCZYNKU A.G. SIDORENKO

Tłumaczenie tow. antyburżuj

Społeczność

UPA