Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

Krzysztof Wójcicki: O klasach społecznych w systemie PRLu i w kapitalizmie

piramida_kapitalizmu.jpg

O klasach społecznych w systemie PRLu i w kapitalizmie
 
 
 
 
 

 
 
 
Teksty Rafała Zieleniewskiego mogły wprowadzić czytelników WR w niemałe zakłopotanie. „Dyrektoriat” klasą społeczną? Rewolucja/kontrrewolucja dokonała się w 1970?
 
 
Czas najwyższy przypomnieć w paru słowach strukturę podziału klasowego w kapitalizmie i w „realnym socjalizmie” czyli biurokratycznie zdeformowanym państwie robotniczym.
 
 
Wedle definicji podanej przez  Lenina:
 
klasy społeczne to wielkie grupy ludzi, różniące się między sobą miejscem zajmowanym w historycznie określonym systemie produkcji społecznej, stosunkiem (przeważnie utrwalonym i usankcjonowanym przez prawo) do środków produkcji, rolą w społecznej organizacji pracy i, co za tym idzie, sposobem otrzymywania i rozmiarami tej części bogactwa społecznego, którą rozporządzają. Klasy to takie grupy ludzi, z których jedna może przywłaszczać sobie pracę drugiej dzięki różnicy miejsca, jakie zajmują w określonym systemie gospodarki społecznej
 
 
Tak więc wyróżniamy trzy zasadnicze kryteria:
 
 
 
 
 
1)      miejsce w historycznie ukształtowanym sposobie produkcji i rolą w jego społecznej organizacji czyli np. czyli fakt uczestnictwa bądź nieuczestnictwa w procesie produkcji
 
 
 
2)      Fakt posiadania/ nieposiadania środków produkcji określonym stosunkiem do środków produkcji ;
 
3)      Sposobem uczestnictwa w podziale dochodu
 
 
 
Sam fakt posiadania/nieposiadania środków produkcji nie jest owszem wystarczający, ponieważ w każdym możliwym przypadku ograniczenie się do niego ogranicza możliwą ilość klas społecznych do dwóch – posiadacze i nie posiadacze. Mimo że to kryterium jest istotne, ograniczenie się do niego może doprowadzić do bzdurnych wniosków. Zostając przy podjętym przez Zieleniewskiego temacie PRL-u ujęcie podziału klasowego w kategorii posiadania-nieposiadania prowadzi do stwierdzenia, że główną reakcji w Polsce były miliony drobnotowarowych gospodarstw chłopskich, ponieważ chłop, choćby miał tylko 2 hektary ziemi jest posiadaczem środków produkcji a dyrektor fabryki, takowym być nie musi. Podobnie zresztą rzecz się ma ze współczesnym polskim kapitalizmem – nadal istnieją drobne gospodarstwa rolne, a zarabiający grube dziesiątki tysięcy złotych menedżer na wysokim stanowisku w korporacji nie musi być posiadaczem akcji. Ograniczenie się do binarnego kryterium posiadania – choć bardzo istotnego -  nie wytrzymuje w żadnym wypadku krytyki i nie jest podejściem właściwym dla marksisty – dialektycznym.
 
 
 
 
Podobnie rzecz się ma z kryteriami 1) i 3) – podział na zawody produkcyjne i nieprodukcyjne czy uczestnictwo w podziale dochodu same w sobie także nie mogą decydować o przynależności klasowej danej jednostki. Interesy pielęgniarki nie są antagonistyczne z interesami górnika, a fakt że ktoś zarabia 100zł więcej od innego człowieka, czy nawet dwa razy więcej niekoniecznie świadczy że między tymi osobami zachodzi stosunek wyzysku.
 
 
 
 
Autor tekstu „Dyrektoriat jako klasa społeczna” postuluje jeszcze  inne kryterium od trzech podanych przez Lenina, a mianowicie „stopień kontroli wartości dodatkowej”. Bez wzmiankowania o procesie produkcji własności czy uczestnictwie w podziale dochodów. Kryterium o tyle nietrafione, że nawet w obecnym kapitalistycznym państwie największą kontrole nad podziałem wartości dodatkowej mają parlament i rząd uchwalające budżet państwa. Kontrolują one dużo więcej wartości dodatkowej niż pojedyńczy, nawet największy  kapitalista. Nie Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych ale parlamentarzyści uchwalają nasz budżet. Chcąc nie chcąc, w każdym państwie kontrola sporej części wartości dodatkowej należy do aparatu państwowego, począwszy od niewolnictwa a na kapitalizmie kończąc. Każde państwo „organ panowania jednej klasy nad drugą”  potrzebuje swojego aparatu biurokratycznego, aby klasa panująca – stanowiąca mniejszość mogła uciskać większość społeczeństwa. Jednak w każdym z tych przypadków aparat biurokratyczno-państwowy nie jest tym samym co klasa panująca.
 
 

 
Stosując kryterium „stopnia kontroli” niemal każde państwo, wyjąwszy Komunę Paryską rządzone jest przez swoisty „dyrektoriat” bo wartość dodatkową kontrolują nie tylko przedstawiciele klas panujących (feudalni arystokraci, kapitaliści, robotnicy) lecz przede wszystkim ich płatni najemnicy zasiadający w urzędach i kontrolujący politykę państwa tak, aby działało ono zgodnie z interesami ich mocodawców. Każde państwo więc jest po części „dyktaturą dyrektoriatu” z samej swojej „państwowości”. Ów dyrektoriat nie stanowi jednak w żadnym wypadku odrębnej klasy społecznej lecz uprzywilejowaną warstwę społeczną.
 
 

W systemie dyktatury proletariatu, jak i w socjalizmie oczywiście proporcje się odwracają i to mniejszość uciska większość, dlatego oderwany od ludu aparat biurokratyczny przestaje być potrzebny dla utrzymania panowania klasowego proletariatu. Biurokratyczna deformacja państwa robotniczego oznacza tyle, że aparat biurokratyczny buntuje się przeciwko klasie panującej, działa na jej szkodę a w końcu doprowadza do obalenia ustroju. Deformacja ta nie oznacza utworzenia odmiennej klasy społecznej, lecz to, że klasa formalnie panująca ma niewielki wpływ na losy państwa.
 
 
 

Przyjęty przez Rafała Zieleniewskiego rok 1970 jako rok „rewolucji” czy „kontrrewolucji” dyrektoriackiej nie jest jakoś szczególnie wyróżnioną datą w historii. Nie jest prawdą że to wtedy w Polsce czy innych krajach „bloku wschodniego” pierwszy raz zaczęto strzelać do strajkujących, wystarczy sobie przypomnieć Berlin 1953 czy Poznań 1956. Już kilkanaście lat wcześniej podobne praktyki były stosowane.  Faktem jest, że sumarycznie „władza ludowa” za późnego Gierka służyła mniej robotnikom niż za wczesnego Gomułki, ale wynika to z natury procesu biurokratycznej degeneracji, która cały czas postępuje a nie z jakiejś wyraźnej jakościowej zmiany w strukturze społeczeństwa, której między latami 1944-45 a 1989 za bardzo nie było.
 
 
Jeśli już gdzieś w PRL-u szukać roku, w którym było najwięcej skokowych zmian, to bez porównania ważniejszą datą jest rok 1956 kiedy nastąpiło: zaniechanie kolektywizacji rolnictwa,  rehabilitacja niektórych niesłusznie represjonowanych, przejście na „polska drogę do socjalizmu”, wzrost robotniczej kontroli nad przemysłem, a także zmiana w ideologii państwowej, której charakter z centrystowsko-dogmatycznego zmienił się na prawicowo-rewizjonistyczny, czego wyrazem było częściowe odejście od kopiowania rozwiązań radzieckich i wspomniana już wcześniej „narodowa droga do socjalizmu”. Zmieniły się także metody działania władz względem przeciwników politycznych. Twardy stalinizm zmienił się na miękki stalinizm, lecz cały czas podstawy ustrojowej państwa zostały nieruszone, dlatego zarówno jeśli chodzi o lata 1944-56, jaki i 1956-70 jak i 1970-89 w Polsce mówimy o biurokratycznie zdeformowanym państwie robotniczym.
 
 
 
 
Nie ma natomiast porównywalnych różnic między czasem Gomułki a Gierka, czy Jaruzelskiego. Są one raczej dość partykularne np. kredyty brane przez Gierka były wyrazem postępującej degeneracji ustroju, lecz była to praktyka tego samego typu co zatrudnianie zachodnich inżynierów przez Stalina w czasie pierwszej pięciolatki w latach 1929-34.
 
 
 
 
 
 Jak wygląda więc podział społeczeństwa na klasy obecnie i w PRL-u wedle marksistowskich kryteriów?
 
 
 
 
W kapitalizmie istnieją dwie główne klasy – burżuazja i proletariat
 
 
 
Burżuazja
 
 
 
 
-         Posiada środki produkcji
 
 
 
 
-         Nie uczestniczy w procesie produkcji
 
 
 
 
 
- Większość swoich dochodów czerpie z tytułu  własności środków produkcji (zysk z tytułu prowadzenia przedsiębiorstwa, dywidenda z akcji, funduszy inwestycyjnych), a nie z wartości wytworzonej przez siebie.
 
 
 
Burżuazja żyje z wyzysku kapitalistycznego
 
 
 
 
 
Proletariat:
 
 
 
 
-         nie posiada środków produkcji
 
 
 
-         uczestniczy jako ogniwo w procesie produkcji, a więc jego praca wytwarza wartość
 
 
 
 
 
 
(stymże należy pamiętać że proces produkcji to nie tylko praca robotników przemysłowych, nieodzowną jego częścią jest także dystrybucja towarów, więc do tej klasy zaliczają się także pracownicy transportu i handlu, których praca związana jest bezpośrednio z dostarczeniem towaru od producenta do konsumenta.)
 
 
 
-         proletariusz otrzymuje mniej niż sam wyprodukuje, a reszta wypracowanej przez niego wartości trafia do kieszeni burżuazji.
 
     Proletariat podlega wyzyskowi kapitalistycznemu
 
 
 
 
Oprócz tego wyróżniamy jeszcze drobnotowarowych producentów i pracowników nieprodukcyjnych, a także „klasę przejściową” pomiędzy drobnotowarowymi producentami a proletariatem historycznie określaną mianem półproletariatu. Drobnotowarowi producenci uczestniczą w procesie produkcji, posiadają środki produkcji, nie wyzyskują nikogo i nie są przez nikogo wyzyskiwani, a pracownicy nieprodukcyjnie nie uczestniczą w procesie produkcji, nie posiadają środków produkcji, nie wyzyskują i nie są przez nikogo wyzyskiwani. Grupy te wraz z ludźmi tzw. „wolnych zawodów” , jako że istnieją poza wyzyskiem kapitalistycznym, zalicza się czasami do kolejnej klasy – drobnomieszczaństwa.
 
 
 
Czwartą klasę stanowi wymieniony wyżej półproletariat – czyli ludzie którzy utrzymują się z dwóch źródeł – własnej pracy „na swoim” (najczęściej uprawa ziemi) i jednoczesnej pracy produkcyjnej. Półproletariat w kapitalizmie podlega częściowemu wyzyskowi.
 
 
 
W PRL-u podział klasowy wyglądał podobnie stymże oczywiście nie występowała burżuazja, bądź występowała w formie śladowej. Wartość dodatkowa przeznaczona była nie na prywatne zyski kapitalistów, lecz (teoretycznie) na rozbudowę gospodarki i zaspokajanie potrzeb społeczeństwa. Istnienie biurokracji-dyrektoriatu nie oznaczało budowy odmiennego od socjalistycznego systemu dystrybucji, lecz jedynie zaburzenie w systemie socjalistycznym, ociężałość jego działania, małe wprawdzie w porównaniu do systemu kapitalistycznego, ale rażące nierówności w dochodach.
 
 
”Dyrektoriat” pełnił tę samą rolę co dziś menedżerowie nieposiadający akcji – był warstwą wewnątrz drobnomieszczaństwa.
 
 
 
 
Na koniec przytoczę zasadę, która jest jedną z podstaw porządnej naukowej analizy:
 
 
 
Bytów nie mnożyć, fikcyj nie tworzyć, tłumaczyć fakty jak najprościej.
 
Krzysztof Wójcicki
 
 
 
Zobacz także:
 
http://1917.net.pl/?q=node/2957
http://1917.net.pl/?q=node/2489

Portret użytkownika dos
 #

"Kryterium o tyle nietrafione, że nawet w obecnym kapitalistycznym państwie największą kontrole nad podziałem wartości dodatkowej mają parlament i rząd uchwalające budżet państwa. Kontrolują one dużo więcej wartości dodatkowej niż pojedyńczy, nawet największy kapitalista."

Nie zgadzam się bowiem władza ma charakter klasowy. Kapitaliści wg. własnych reguł gry wystawiają swoich kandydatów którzy dzięki dobrej kampanii PR wygrywają w sposób demokratyczny i realizują ich interesy. Rząd RP bez poparcia biznesu padnie jak mucha w ciągu dnia lub nocy. Rozumowanie moim zdaniem powinno być takie- to nie z tego że rząd przygotowuje projekt budżetu a sejm go przyjmuje wynika że mamy w Polsce kapitalizm tylko z tego że mamy w Polsce kapitalizm wynika fakt że rząd przygotowuje a sejm uchwala kapitalistyczny budżet.

Nawet jakby co prawie niemożliwe w państwie burżuazyjnym rząd decydował samoistnie o budżecie (bez reprezentowania interesu jakiejkolwiek klasy społecznej) to i tak decydował by o jakimś procencie wartości dodatkowej którą mógł by opodatkować, obłożyć akcyzą czy cłem większość wartości dodatkowej jest tak czy siak pod kontrolą burżuazji spór idzie bowiem nie o to czy ją wywłaszczyć czy tylko zabrać jej jakiś procent zysku.

Co do zmiany od Gomułki do Gierka. Wg. mnie sprawa wygląda tak że w PRL legitymizacja państwa była ściśle związana z rządzącą ekipą i każdy krach (bądź też zmiana sytuacji politycznej w ZSRR) powodowała wymianę ekipy. Gomułka upadł na skutek wydarzeń grudniowych i na skutek tego że jego rządy nie podobały się w Moskwie. I ekipę Gomułki która rozwoju kraju szukała w wyważonym równoważeniu wydatków i wpływów opierała się na inwestycjach w produkcję (mniej niż w latach 50 przemysł ciężki bardziej lekki, chemiczny, mineralny itp.) zamieniła ekipa Gierkowska która chciała jednocześnie zwiększać front inwestycyjny i jednocześnie pobudzić gospodarkę nasileniem konsumpcji. Ekipę Gierka charakteryzowało podejście mniej zideologizowane bardziej technokratyczne i zarazem bardziej zrozumiałe dla społeczeństwa.

Jedna i druga ekipa miała swoje racje. Ale przejście od Gomułki do Gierka nie było żadną restauracją czy rewolucją tylko po prostu podążaniem PRL za prądami w bloku wschodnim jak i w całym światowym ruchu komunistycznym (kierunek eurokomunistyczny).

 
Portret użytkownika tres
 #

Odnośnie przytoczonego przez tow. Dos zdania

"Kryterium o tyle nietrafione, że nawet w obecnym kapitalistycznym państwie największą kontrole nad podziałem wartości dodatkowej mają parlament i rząd uchwalające budżet państwa. Kontrolują one dużo więcej wartości dodatkowej niż pojedyńczy, nawet największy kapitalista."

Tak jest nie tylko w państwach kapitalistycznych bo każde państwo ma własny budżet którym rozporządza, zbiera podatki i żeby władza państwowa była stabilna w budżecie państwa musi być znacznie więcej pieniędzy niż na koncie każdego pojedyńczego kapitalisty, feudała czy właściciela niewolników. W każdym państwie wytwarza się warstwa biurokratów, urzędników wysokiego szczebla, elit władzy "dyrektoriat". Istotne że jest to warstwa społeczna a nie klasa. W kapitalizmie ta warstwa jest służalcza wobec kapitalistów i wykonuje ich interesy.

Należy odróżnić grupę rządzącą od klasy panującej. Czy fakt że robotnik - Wałęsa został prezydentem Polski świadczy że mieliśmy państwo robotnicze? Nie, ponieważ był on wykonawcą interesów kapitalistów i działał na ich korzyść, przeciwko klasie z której się wywodził.

Czy Lenin jako przewodniczący Sownarkomu był robotnikiem, miał korzenie robotnicze, pracował kiedykolwiek jako robotnik. Nie. Ale nie przeszkodziło mu to przewodniczyć państwu robotniczemu i działać w interesie proletariatu.

Ważne żeby odróżniać te dwa pojęcia i uniknąć powielania starych błędów anarchistów.

Państwo zawsze jest organem panowania klasowego i ucisku jednej klasy przez drugą ale nie jest "złem samym w sobie" źródłem istnienia klas i ucisku. Państwo nie może zostać zniesione, bo klasy nie mogą zostać zniesione z dnia na dzień, lecz powinno obumrzeć w komunizmie kiedy znikną klasy

Jeżeli kapitaliści będą zbyt silni w porównaniu do władzy centralnej, wtedy zostaje naruszona integralność państwa. Taka sytuacja miała miejsce m.in. na Ukrainie po upadku ZSRR, gdzie lokalni mafijni oligarchowie sprawowali rzeczywistą władzę a jeśli chodzi o feudalizm pozbawiony kontroli centralnej to taki był w I Rzeczpospolitej, gdzie magnateria dysponowała majątkami o powierzchni niemalże dorównującej dzisiejszym województwom.

Jednak w większości przypadków kapitalistom opłaca się istnienie władzy centralnej, zabezpieczającej interesy całej klasy a nie tylko poszczególnych jednostek. System stabilnych rządów jest po prostu najbardziej opłacalny dla światowego kapitału.

 
Portret użytkownika dos
 #

Myślę że się nie zrozumieliśmy. Czepiłem się cytatu ponieważ wynika z niego że kapitalizm istnieje bo rząd uchwala kapitalistyczny budżet to mamy kapitalizm. Nie jest na odwrót mamy kapitalizm to rząd uchwala kapitalistyczny budżet. Rozumowanie przyjęte w cytacie do którego się przyczepiłem oznaczało by że to nadbudowa tworzy swoją bazę nie jak w rzeczywistości jest (a jest na odwrót).

I przypisywanie poglądów jakby prezydentura robotnika w kapitalistycznym państwie doprowadziła do państwa robotniczego albo brania państwa za całe zło jest zupełnie niesłuszne.

Co do zarządzania przez rząd większą wartością dodatkową niż kapitaliści. Budżet państwa wynosi około 250 miliardów złotych. 15 największych przedsiębiorstw (wg. rankingu "Polityki") ma przychody wysokości około 200 miliardów złotych. Poza tym w naszym kraju działają filie międzynarodowych koncernów które obracają wielokrotnością polskiego budżetu.

Poza tym nie cały budżet to "wartość dodatkowa" bo takową są tylko przychody z CIT. Reszta przychodów a więc:
- VAT, podatki od osób fizycznych, podatki gruntowe, cła, dywidendy od spółek skarbu państwa pochodzi z innych źródeł.

Więc nie można uznać że cały budżet to jakiś procent krajowej "wartości dodatkowej". Poza tym finanse państwa to co innego niż finanse np. spółki gdyż w przypadku państwa na ogół dochody są w dużej mierze zjadane przez rozchody a więc suma pieniędzy którą państwo dowolnie rozdysponuje (nie na zasadzie budżetu zadaniowego) jest bardziej ograniczona niż taka suma w prywatnej firmie.

W I RP jak najbardziej istniał zarząd centralny a nawet był stosunkowo efektywny wszakże Rzeczpospolita Szlachecka przez większość czasu swego istnienia podbijała i walczyła o pozycję dominanta w tej części Europy natomiast problemy wynikły dopiero w 18 wieku i to dzięki udziałowi zewnętrznych czynników inaczej taki stan mógłby trwać b. długo.

Oczywiście że kapitalistom nigdy nie opłaci się likwidacji państwa. Państwo to cała niezbędna infrastruktura. Czy ktoś by założyć firmę taksówkarską buduje drogi asfaltowe? Albo czy ktoś by "wytrenować pracownika" kształci go od wieku 10 lat do 18 roku życia a nawet później? Państwo jest absolutnie niezbędne dla przedsiębiorców (co innego jakieś niedogodności związane z jego zbiurokratyzowaniem czy "nadmierny" fiskalizm). Wbrew pozorom lepsze "business opportunities" są w Polsce niż w Somalii.

 
Portret użytkownika Rafał Zieleniewski
 #

Cieszę się z przytoczenia definicji klasy wg Lenina. Składa się ona z dwu zdań: pierwszego ściśle definiującego i drugiego, wyjaśniającego znaczenie pierwszego. Pierwsze zdanie ma trzy składowe:
 
 
1.miejsc zajmowane w historycznie określonym systemie produkcji społecznej,
 
 
2.stosunek do środków produkcji,
 
 
3.rolą w społecznej organizacji pracy i, co za tym idzie, sposobem otrzymywania i rozmiarami tej części bogactwa społecznego, którą rozporządzają. W systemie kapitalistycznym reguła druga jest najważniejsza i zwykle definiuje trzecią. W systemie realnego socjalizmu jest inaczej. Wszyscy (poza rolnikami indywidualnymi, o których później) mają ten sam stosunek do środków produkcji. Konkretnie ich nie posiadając. Dlatego znaczenia nabierają pozostałe człony.
 
 
Trzecia część definicji mówi o rozmiarach tej części bogactwa społecznego, którą rozporządzają. Przypuszczenie, że robotnicy w PRL rozporządzali czy to majątkiem czy to dochodami z majątku ogólnonarodowego jest przejawem naiwności nie przystającej dorosłemu człowiekowi. Wkładem do leninowskiej definicji jest podanie wygodnej do badania miary stopnia kontroli czyli rozporządzania majątkiem ogólnonarodowym. Część wartości dodatkowej rozporządzanej przez członków społeczeństwa realnego socjalizmu jest doskonałym miernikiem roli w społecznej organizacji pracy.
 
 
Moja definicja jest dwupoziomowa: pierwsza dzieli społeczeństwo wg trzeciego kryterium leninowskiego „rolą w społecznej organizacji pracy” na w-grupy.
 
 
Natomiast drugi poziom dzieli w-grupy na klasy w sensie socjologicznym, wg sposobu wykonywania pracy wewnątrz jednej w-grupy.
 
 
Ø Zostając przy podjętym przez Zieleniewskiego temacie PRL-u ujęcie podziału klasowego w kategorii posiadania-nieposiadania prowadzi do stwierdzenia, że główną reakcji w Polsce były miliony drobnotowarowych gospodarstw chłopskich, ponieważ chłop, choćby miał tylko 2 hektary ziemi jest posiadaczem środków produkcji a dyrektor fabryki, takowym być nie musi.
 
 
Obawiam się, że tow. Krzysztof Wójcicki zupełnie nie zrozumiał mojej definicji. Nigdy nie pisałem o posiadaniu środków produkcji! Moja definicja jest wręcz przeciwna.
 
 
Rolnik indywidualny rozporządza wartością dodatkową w = 1, jeśli areał wystarcza na przeżycie. Natomiast dyrektor zakładu pracy w realnym socjalizmie rozporządza wartością dodatkową równą np. 100 zależnie od wielkości zakładu. Ich (rolnika i dyrektora) znaczenie w systemie określa proporcja 1 : 100.
 
 
Ø Interesy pielęgniarki nie są antagonistyczne z interesami górnika, a fakt że ktoś zarabia 100zł więcej od innego człowieka, czy nawet dwa razy więcej niekoniecznie świadczy że między tymi osobami zachodzi stosunek wyzysku.
 
 
Obawiam się, że tow. Krzysztof Wójcicki zupełnie nie zrozumiał mojej definicji. Nigdy nie pisałem o dochodach osobistych z pracy! Pisałem o rozporządzaniu wartością dodatkową, a więc tej części wynagrodzenia za pracę, która powinna trafić do wykonującego pracę ale nie trafia.
 
 
Ø Kryterium o tyle nietrafione, że nawet w obecnym kapitalistycznym państwie największą kontrole nad podziałem wartości dodatkowej mają parlament i rząd uchwalające budżet państwa. Kontrolują one dużo więcej wartości dodatkowej niż pojedynczy, nawet największy kapitalista.
 
 
Zgadzam się z tym, że aparat partyjny burżuazyjnego państwa kontroluje dużą część wartości dodatkowej. Ale też partyjny aparat urzędniczy nie podejmuje decyzji samodzielnie. Wybór tej czy innej partii jest dokonywany przez wpływ burżuazji na media narzucające wolę wyborcom. To jest właśnie wpływ dysponowania wartością dodatkową: pieniądze trafiają na cele wygodne dla burżua.
 
 
Ø Przyjęty przez Rafała Zieleniewskiego rok 1970 jako rok „rewolucji” czy „kontrrewolucji” dyrektoriatu nie jest jakoś szczególnie wyróżnioną datą w historii. Nie jest prawdą że to wtedy w Polsce czy innych krajach „bloku wschodniego” pierwszy raz zaczęto strzelać do strajkujących, wystarczy sobie przypomnieć Berlin 1953 czy Poznań 1956. Już kilkanaście lat wcześniej podobne praktyki były stosowane.
 
 
Nigdy nie pisałem o kryterium strzelania do robotników jako wyróżniku klasowości. Przeciwnie, uważam że w ZSRR za czasów Stalina, choć robotnicy ginęli w kolejnych czystkach, aparat partyjny był klasą nie antagonistyczną wobec klasy robotniczej. Realizował bowiem program rozwoju gospodarki, zwiększania dochodów robotników i zbiorowego awansu społecznego klasy robotniczej. Natomiast w 1970 roku dyrektoriat uwierzył w swoją moc (klasa w sobie i dla siebie) i zaczął realizować własną politykę na swoją korzyść. Inwestycje wybierane w wyniku gierek partyjnych klik o dewizy i moce przerobowe. Inwestycji, które były oderwane od potrzeb konsumentów i powiązań kooperacyjnych z krajowym przemysłem. Inwestycji, traktowanych jako kolejny etap w zdobywaniu władzy przez branżowe grupy nacisku.
 
 
Ø Dyrektoriat” pełnił tę samą rolę co dziś menedżerowie nieposiadający akcji – był warstwą wewnątrz drobnomieszczaństwa.
 
 
Klasa drobnomieszczaństwo w PRL? Wg tow. Krzysztofa Wójcicka obejmowała trzy warstwy: drobnotowarowych producentów, pracowników nieprodukcyjnych i tzw. wolne zawody. Domyślam się, że dyrektorów zakładów pracy tow. Krzysztof Wójcicki zaliczył do pracowników nieprodukcyjnych. Jestem przekonany, że są pracownicy produkcyjni.

 
Portret użytkownika tres
 #

Dzielenie społeczeństwa na w-grupy (czyli na ilość kontrolowanych wartości dodatkowych) ma jeden mankament. Istnienie ludzi w>1 i w<1 automatycznie oznacza bowiem istnienie klas antagonistycznych skoro w-grupy dzielą sie na klasy a w-grupa o w>1 jest niewątpliwie antagonistyczna z w<1. Nigdzie nie widać tutaj powiązania z rokiem 1970, jedynie wniosek, że każda forma zdeformowanego socjalizmu jest tak naprawdę społeczeństwem klasowym jeśli stosujemy te kryteria. Także ZSRR czasów Stalina i PRL czasów Gomułki, bo ludzie o w>1 niewątpliwie za czasów rządów Stalina istnieli.

Dyrektorzy fabryk nie są pracownikami produkcyjnymi bo nie są nikomu w produkcji potrzebni. Równie dobrze mogą istnieć fabryki bez szefów (np. argentyński Zanon). Natomiast pracownikami produkcyjnymi są jak najbardziej pracownicy magazynów, transportu, ochrony, a nawet sieci handlowych, jako niezbędne ogniwa procesu produkcji do pracowników produkcyjnych się zaliczają

 

Społeczność

Obama rev