Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Po ośmiu lat więzienia i tortur bez sądu "terroryści" stają w końcu przed sądem

Baza Guantanamo

Wynik procesu w Nowym Jorku przesądzi nie tylko o losie oskarżonego, ale również o polityce prezydenta Obamy w sprawie więzienia Guantanamo.

Od klęski prawników Obamy zaczyna się pierwszy cywilny proces więźnia Guantanamo. Jego przebieg i wynik przesądzą, czy obietnice prezydenta USA o zamknięciu więzienia są realne

Barack Obama zaraz po prezydenckiej inauguracji w styczniu 2009 roku zawiesił wojskowe trybunały powołane do życia przez George'a Busha, które miały sądzić więźniów z bazy Guantanamo. Nowy prezydent obiecał też, że do końca 2009 roku w ogóle zamknie niesławne więzienie na Kubie, gdzie wciąż przetrzymywanych jest prawie 200 "wrogich bojowników" podejrzewanych o terroryzm. Większości z nich wciąż nie przedstawiono żadnych konkretnych zarzutów, co od lat wywoływało i wywołuje protesty obrońców praw człowieka.

Obama bo nie wie, co zrobić z aresztantami. Przez osiem lat istnienia więzienia wypuszczono z Guantanamo ponad 500 "bojowników", którym nie udało się nic udowodnić.

Komentatorzy podkreślają, że jeśli Ghailaniego nie uda się skazać, ekipa Obamy znajdzie się w fatalnej sytuacji i wszystkie jej obietnice w sprawie Guantanamo staną pod znakiem zapytania. Ten czarny scenariusz zaczął się wczoraj jakby sprawdzać.

Sędzia Lewis Kaplan zdecydował, że nie uznaje zeznań kluczowego świadka oskarżenia Husseina Abebego, który sprzedał trotyl Ghailaniemu. Z wiarygodnością świadka nie ma problemu, chce on też zeznawać na ochotnika. Problem polega na tym, że śledczy CIA dowiedzieli się o istnieniu Abebego podczas "niekonwencjonalnych przesłuchań".

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

front