Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Patryk Kosela: Czas przełamać bierność

Sierpień 80 w Obi

Z miesiąca na miesiąc coraz gorzej pracuje się w sklepach należących do wielkich sieci handlowych.
– By cokolwiek można było zmienić, trzeba tworzyć w tych firmach i w poszczególnych marketach związki zawodowe – zachęcają związkowcy „Sierpnia 80” i dodają: – Są już pozytywne skutki działania związków zawodowych w sklepach sieci wielkopowierzchniowych, a im więcej sieci będzie uzwiązkowionych i w im większej ilości sklepów będziemy działać, tym będzie tylko lepiej.

O fatalnej sytuacji w dyskontach oraz super- i hipermarketach rozpisywały się ostatnio media, które dotychczas raczej niechętnie dostrzegały problem, woląc nie zadzierać z sieciami handlowymi, wydającymi duże pieniądze na reklamy w środkach masowego przekazu. Dlatego sytuacja pracowników tych sklepów musi być naprawdę zła, skoro media musiały ją dostrzec i poruszyć. Zaczęto pisać o „buncie kasjerek” i opisywać kiepskie warunki pracy i skandalicznie niskie płace kasjerek i pracowników działów.

Oszczędności na pracownikach

Nie ma gminy, w której nie byłoby co najmniej kilku marketów. Powstając, zwalniane są z podatków na kilka lat, jakoby w nagrodę za tworzone miejsca pracy. Tych jednak jest coraz mniej. – We wszystkich sieciach głównym, największym problemem są braki w zatrudnieniu – mówi Elżbieta Fornalczyk, przewodnicząca Komisji Zakładowej WZZ „Sierpień 80” w Tesco Polska, która w lutym 2008 r. zorganizowała pierwszy w kraju strajk w hipermarkecie. – Brakuje personelu w stosunku do nałożonej pracy i potrzeb. Mało tego, co chwilę firmy zwalniają dobrych, sprawdzonych pracowników zatrudnionych na całe etaty, by zaraz przyjąć nowe, niedoświadczone osoby, lecz już nie na cały, a na pół lub trzy czwarte etatu – dodaje związkowczyni. Bo założenie jest takie, że człowiek w sieci może pracować ok. 2 lat, kiedy to do cna się go eksploatuje, a po tym czasie wypalonego zawodowo i zużytego wyrzuca się niczym zużyty długopis na śmietnik.

Obcinanie etatów to jedna z form tzw. oszczędności. Te jednak odbijają się głośną czkawką. Wie to każdy, kto robi zakupy w sklepach sieciowych. Długie kolejki do kas lub przy ladach chłodniczych na mięsie i wędlinach, czy półki z niepełną ofertą handlową – to stałe widoki podczas zakupów. A przecież pełna oferta, szybka obsługa i wystarczająca ilość czynnych kas to dla klienta sprawa równie ważna, jak promocje, na których to wyłącznie skupiają się menedżerowie sieci. Widocznie oni nie robią zakupów w sklepach, którymi zarządzają…

– Trzeba porównać ilość pracowników w danym sklepie sprzed kilku lat i dziś. Warto przy tym zestawieniu wziąć ówczesne i dzisiejsze zyski ze sprzedaży. Nie ma żadnej logiki w tym, że pracowników wyrzuca się z pracy wprost proporcjonalnie do wielkości osiąganych zysków i ilości pracy. Obecnie jeden pracownik pracuje za cztery osoby – wylicza przewodnicząca Fornalczyk.

Skoro pracy przybywa, to i szybkość wykonywania poszczególnych połączeń musi wzrosnąć. Nie zawsze jest to możliwe, ponieważ wciąż wiele marketów nie posiada elektrycznych wózków do przewozu towarów, lub ich ilość jest niewystarczająca w stosunku do koniecznych potrzeb. Wówczas zostają ręczne paleciaki i bardzo często pracownik zmuszony jest ciągnąć taki wózek za sobą wypełniony po brzegi towarami, przekraczając normy ciężarów i zasady bezpieczeństwa i higieny pracy. Ale mus, to mus! Miejsca i czasu na dochodzenie swoich praw nie ma. Alternatywą jest bruk. W Tesco w parze za zwolnieniami kasjerek poszło nałożenie na te, które jeszcze zostały limitów kasjerskich. Wyliczono, że jedna kasjerka przez godzinę ma przepuścić przez kasę 1650 towarów. Strona związkowa napisała skargę do Państwowej Inspekcji Pracy i protest do zarządu Tesco Polska, ponieważ zapis o takich normach nie znajduje się ani w Kodeksie Pracy, ani w zakładowym Regulaminie Pracy. Po tych działaniach w większości sklepów normy kasjerskie wycofano, ale nie wszędzie. W katowickim Silesia City Center dalej obowiązują nienormalne normy…

Lepiej przy związkach

Związkowcy z „Sierpnia 80” przyznają, że tam gdzie są związki zawodowe, tam warunki pracy są znacznie lepsze. – To związek bierze na siebie zadanie, by np. wymusić na dyrektorze sklepu zakup wózków elektrycznych. Tam, gdzie działamy nie ma sytuacji, by kasjerka musiała siedzieć na kasie i nie mogła się doprosić o możliwość zejść na przerwę lub skorzystać z ubikacji – mówi Elżbieta Fornalczyk. I przyznaje, że ma informacje ze sklepów różnych sieci, gdzie związków nie ma, że dzieją się tam „cyrki” różnego rodzaju. – Są markety, gdzie urlop na żądanie po prostu nie istnieje, choć jest on zagwarantowany prawnie – opowiada.

Kolejną sprawą jest pozycja i zachowanie pracowników ochrony, szczególnie tej wewnętrznej. – To specjalna grupa osób zatrudniana przez dyrektorów i kierowników sklepów do pilnowania nie tego czy jakiś klient kradnie, ale do pilnowania pracowników. Pełnią rolę takich kapo, są dobrze opłacani i mogą traktować pracownika tak źle jak tylko chcą. Są nietykalni – żali się jedna z osób zatrudnionych w supermarkecie Intermarche. Podkreśla, że osoby te zazwyczaj są w dobrym z układzie towarzyskim z dyrektorem sklepu.

Czego w takim razie życzyłyby sobie osoby zatrudnione w sieciach handlowych? – Wolnych niedziel – słyszymy od pani pracującej na dziale suchym jednego z dużych sklepów. – I tego, by pracownik mógł kupować towar, który idzie do przeceny, bo obecnie nie możemy sobie go odłożyć w czasie pracy, a po pracy tego już nie ma, bo wszystko zostaje wykupione. A zarabiamy tak mało, że kupno produktu dużo tańszego to dla nas ważna sprawa – dorzuca jej koleżanka z chemii.

Płace to także częsty temat utyskiwań. – Nierówność w płacach aż kuje w oczy. Kobiety pracujące na tym samych stanowiskach i wykonujące taką samą pracę dostają średnio 20 procent mniejsze wynagrodzenie niż mężczyźni – przyznaje Wojciech Nawrot, przewodniczący WZZ „Sierpień 80” w krakowskim supermarkecie budowlanym OBI. – Kiedyś mieliśmy też premie, lecz od przeszło 3 lat ich już nie ma. „W zamian” pojawił się system ocen pracowników polegający na wizycie tzw. tajemniczego klienta. Nazywa się to V-Test i jak pracownik dobrze w nim wypadnie, rzuca mu się 100 zł nagrody – dodaje związkowiec.

Na czym polega V-Test? Na sklepie pojawia się udająca klienta osoba z audytu wewnętrznego, która spisuje według odpowiedniego szablonu zachowanie sprzedawcy. Dokument taki następnie trafia do centrali do Niemiec, później w Warszawie, a na końcu do macierzystego do marketu. Tu najczęściej wynik wieszany jest w miejscu publicznie dostępnym dla wszystkich pracowników, jak stołówka lub przejście służbowe i tam to sobie można poczytać… Pracownicy mówią, że lektura jest „ciekawa”. – Piszą, że klient stał, a sprzedawca był zajęty czymś innym krzątał się po dziale nerwowo i nie miał kontaktu wzrokowego. Ale już nie ma zgodnego z prawdą dopisku, że obsługiwał innego lub przygotowywał mu towar – mówi nam jeden z pracowników. Tak opisany pracownik ma stać się pośmiewiskiem dla innych. I, jak dodaje, można godzić się na autentyczność przydatności tej metody badania jakości pracy sprzedawców w warunkach, kiedy: istnieje małe nasilenie ruchu klientów w sklepie, sprzedawcy są dobrze motywowani systemami premii i pensji, a także wtedy, gdy jest mała rotacja samych sprzedawców, bo nie trzeba każdego doszkalać z procedur oraz oferowanego asortymentu. Mało tego, kryteria V-Testów od końca 2009 r. podległy znacznemu zaostrzeniu. Dwukrotny wynik poniżej 85 proc. (może być spowodowany brakiem słów „dzień dobry” i „do widzenia”) powoduje za pierwszym razem rozmowę ostrzegawczą z dyrektorem, a już za drugim razem utratę pracy!

Na koniec trzeba dodać, że tam, gdzie nie ma związków zawodowych, grabiony jest Fundusz Socjalny pracowników, przez co bony na święta to marne 150 zł. Z zebranych informacji od pracowników rożnych sieci handlowych wynika też, że często stosowana jest polityka strachu. Wchodzi ona w życie zazwyczaj, gdy pracownicy chcą podwyżek pensji, a market nie chce ich dać. Czym się straszy? Choćby zastąpieniem pracownika kimś innym, choćby takim wynajętym z agencji pracy tymczasowej. W takim OBI pensje stoją w miejscu od 1,5 roku. Obroty w tym czasie nie spadły, a wręcz przeciwnie – zysk z roku na rok pnie się do góry. Mimo tego, OBI znajduje się na samym końcu rankingu wysokości zarobków spośród wszystkich marketów budowlanych.

Tylko razem coś zdziałamy!

W sklepie OBI w Krakowie na Al. Bora-Komorowskiego działa związek zawodowy „Sierpień 80”, co powoduje, że tam warunki pracy są lepsze, niż w innych sklepach sieci, nawet w tym samym mieście. W sąsiednim, też krakowskim OBI wprowadzono elastyczne grafiki, na co pracownicy musieli się zgodzić, bo nie mieli innego wyboru. Nie mieli organizacji związkowej, która by się temu przeciwstawiła. Teraz pracują na podstawi elastycznych grafików, które bardzo uciążliwie komplikują pracownikom życie rodzinne. W jaki sposób? Dzienny czas pracy to np. 4, 6, 8 czy 10 godzin – w różnych porach dnia, przez co nie można niczego zaplanować.

Zgoda na przyzwolenie pracowników na takie czyny, jak te opisane powyżej to trwanie w tej beznadziei ze swojego świadomego wyboru, dlatego związkowcy z WZZ „Sierpień 80” z sieci handlowych apelują wspólnie o przełamanie bariery strachu, niewiary w poprawę sytuacji pracy i płacy i wspólne działanie. – Są pozytywne skutki działania związków zawodowych w sklepach sieci wielkopowierzchniowych, a im więcej sieci będzie uzwiązkowionych i w im większej ilości sklepów będziemy działać, tym będzie tylko lepiej, bo ilością stanowić będziemy pewną wartość i siłę – mówią wspólnie Elżbieta Fornalczyk i Wojciech Nawrot, przewodniczący struktur WZZ „Sierpień 80” w Tesco i OBI.

PATRYK KOSELA

Kontakt:

Komisja Zakładowa WZZ „Sierpień 80” w TESCO Polska Sp. z o.o.

43-100 Tychy, ul. Towarowa 2

tel.: 513 156 882, >> tesco@wzz.org.pl

Komisja Zakładowa WZZ „Sierpień 80” w OBI Superchobby Market Budowlany Sp. z o.o.

31-476 Kraków, Al. Bora-Komorowskiego 31

tel. 512429 577 lub 601 626 779, >> Sierpien80Obi019@interia.pl

Tekst ukazał się w Kurierze Związkowym 6 października 2010

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008