Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 13 gości.

Krzysztof Wójcicki: Nie budować nowej lewicy

sztandar_czerwony.png

 Znany powszechnie w lewicowych środowiskach Piotr Ikonowicz, zadał sobie niedawno leninowskie pytanie „Co robić?”. Wszyscy wiemy doskonale do czego doprowadziło dwadzieścia lat kapitalizmu, że praca na etacie jest luksusem, nasz kraj znalazł się pod butem międzynarodowego imperialistycznego kapitału, a premier Tusk jest niczym innym tylko jego marionetką potrafiącą ładnie się uśmiechać.
 
 
 
Od oceny stanu rzeczy do sformułowania konkretnego planu działania jednak daleka droga. Jak wiadomo, w ciągu ostatnich dwudziestu lat na lewicy społecznej (bo nie chodzi przecież o to żeby budować gejowsko-feministyczno-palikotową „lewicę obyczajową”) budowniczowie partii i organizacji, w tym Piotr Ikonowicz nie mieli zbyt wielu sukcesów, mimo tego, że społeczeństwo polskie boleśnie odczuło odbudowę kapitalistycznych stosunków wyzysku.  Łatwo jest bowiem narzekać, że jest źle, równie łatwo jest pochylić czoło przed losem, czy wykrzykiwać raz na jakiś czas zupełnie od czapy hurrarewolucyjne hasła i liczyć że w ten sposób doprowadzi się do rewolucji społecznej, a znacznie trudniej jest spróbować zaproponować konkretny program polityczny dający się zastosować w obecnej sytuacji politycznej, zawierający w sobie – jawnie bądź niejawnie – perspektywę obalenia kapitalizmu i budowy nowego, sprawiedliwego, socjalistycznego społeczeństwa.
 
 
 
Piotr Ikonowicz podjął się tego zadania, zawierając swoje polityczne przemyślenia w kilkunastu tezach. Jak mówi teza nr 1.
 
 
 
Lewica, o którą warto zabiegać powinna być pro państwowa. Mamy walczyć o państwo, a nie przeciw państwu.
 
 
 
 
Stosunek do państwa nakreślił wiele podziałów w ruchu robotniczym. Problem niemłody, bo podejmowany już od czasów polemiki Marksa z Proudhonem. Opcja pierwsza – walczyć przeciwko państwu – to stanowisko anarchistów dla których każda władza państwowa stanowi źródło zła samo w sobie. Opcja druga „o państwo a nie przeciw państwu, którą reprezentuje w tezie 1. Ikonowicz, to opcja pro-państwowa, socjaldemokratyczna, zakładająca że jest możliwe przegłosowanie elit w ramach istniejącego systemu i stworzenie silnego państwa opiekuńczego które rozwiąże wszystkie problemy społeczne, przy jednoczesnym automatycznym wyrzeczeniu się możliwości jakichkolwiek działań pozaprawnych, walki rewolucyjnej (nie przeciw państwu), co dziwi w ustach człowieka, który dzięki obronie lokatorów przed zgodnymi z prawem eksmisjami dorobił się już paru wyroków.
 
 
 
Stanowisko komunistów, rewolucyjnych marksistów w tej sprawie można by wyrazić tak – o państwo i przeciw państwu – o państwo w którym władza będzie należeć do wyzyskiwanej większości – proletariatu, a przeciwko obecnemu państwu, państwu burzuazyjnemu, które stanowi jedynie środek działania dla elit finansowych. Konieczne jest tutaj podkreślenie, że państwo – jako aparat ucisku jednej klasy przez drugą –  kiedyś przestanie być potrzebne, a dalekosiężnym celem powinno być społeczeństwo bezpaństwowe. Jak widać marksistowski stosunek do państwa nie jest w stanie zmieścić się w jednym zdaniu, tak jak miało to miejsce w przypadku tego, co wyartykułował Piotr Ikonowicz, chcący zawrzeć swoje poglądy  na państwo w jednym zdaniu, przez co stoczył się do taniego socjaldemokratycznego banału i każdy przez to będzie mógł powiedzieć Ikonowicz-socjaldemokrata, podobnie jak gdyby Ikonowicz zadeklarował, że „lewica powinna być przeciwko państwu” można by było rzecz Ikonowicz-anarchista. Jak widać nie zawsze najprostsza odpowiedź jest tą najlepszą.
 
 
 
 Teza nr 2 lewica Powinna się opierać na programie, a nie wyłącznie charyzmie liderów oczywiście jest słuszna bo na samej charyzmie (czy też na nazwisku) daleko się nie zajedzie. Zanim stworzy się program powinno się pomyśleć do kogo ten program będzie adresowany, jakie grupy społeczne powinny stanowić bazę społeczną partii i na jakich przesłankach program ten został oparty o te a nie inne grupy, czy przesłanki te są jedynie naszym widzi mi się, czy stoi za nimi jakaś poważniejsza teoria ekonomiczna, społeczna, filozoficzna. Można sobie zbudować Partię Hodowców Tchórzofretek bo można osobiście uważać że tchórzofretki to miłe zwierzątka i warto żeby miały swoją reprezentację w parlamencie, a może nawet wywołają rewolucję która prostą drogą doprowadzi nas do społeczeństwa powszechnej szczęśliwości można w hołdzie dla Leszka Bubla odbudować Polską Partię Przyjaciół Piwa, kierując się uznaniem dla złocistego trunku.  Ktoś inny może powiedzieć że Polska jest krajem złym, homofobicznym i  tylko budowa partii stawiającej  na legalizację małżeństw homoseksualnych musi być dla nas priorytetem. Analogicznie mogą powstawać i powstają partie zielone, ekologiczne, feministyczne itp. których horyzontem bynajmniej nie jest, jak to się wyraził Ikonowicz, przemiana społeczna, polegająca na wspólnej aktywności większości obywateli celem kontrolowania państwa.
 
 
 
A można porzucić subiektywne sympatie i antypatie i kierować się w budowie partii obiektywnymi, naukowymi prawdami takimi jak fakt, że burżuazja, klasa panująca w kapitalizmie, zapewnia swoje dochody wyzyskowi klasy robotniczej, wszelkie dobra wytwarzane są dziełem ludzkiej pracy wobec czego to klasa robotnicza powinna być grupą bazą społeczną na której zbudujemy partię i dokonamy rewolucji. Bez oparcia, w klasie robotniczej, pracownikach produkcyjnych, przemiana społeczna, polegająca na wspólnej aktywności większości obywateli celem kontrolowania państwa nie ma szans się dokonać. Choćby nie wiem jak heroiczna, okupacja kamienic, czy pomoc bezdomnym i bezrobotnym nie odsunie od władzy klasy kapitalistów i nie pozbawi jej wpływu na aparat państwowy.  Eksmitowani lokatorzy, zwłaszcza bezrobotni, emeryci i renciści nie są w ogóle kapitalistom do niczego potrzebni, równie dobrze dla nich mogliby zostać fizycznie zlikwidowany, kapitalista-człowiek kierujący się zyskiem w swojej działalności nie poczułby różnicy.
 
 
 W przeciwieństwie do tzw. Marginesu społecznego, produkcyjni pracownicy najemni – robotnicy  są koniecznym filarem egzystencji systemu kapitalistycznego i to organizacja robotników właśnie może sporo w nim namieszać, pomniejszając panom tego świata ich zyski.
 
 
 
 
Strajki, okupacje fabryk, zakładów, miejsc pracy skończywszy na sformowaniu organizacji rad delegatów robotniczych, mogących stać się przyszłym organem władzy państwowej są realnymi aktami walki klasowej, walki o odbieraną robotnikowi wartość dodatkową, a w połączeniu z postulatami politycznymi są kolejnymi krokami w kierunku dokonania przemiany społecznej polegającej na wspólnej aktywności większości obywateli. Olbrzymią większość obywateli stanowią bowiem ludzie pracy, mniejszość – wyzyskiwacze, kapitaliści, spekulanci, bankierzy i gracze giełdowi. Taki system, system demokracji dla większości ludu i zdławienia wyzyskiwaczy Lenin nazywał dyktaturą proletariatu, rozumiany jako etap przejściowy przed dalekosiężnym celem – komunizmem. Partia która powinna dokonać przemiany społecznej, rewolucji  powinna być więc zdecydowanie partią robotniczą. To stwierdzenie kiedyś mogło uchodzić za banalne, lecz dziś w erze lewicy zielonej, różowej i tęczowej, gdy niektórzy uważający się za rewolucjonistów i komunistów myślą że feministka może stanowić bazę społeczną rewolucji z samej racji swojej walki o „postępowe” prawa kobiet, trzeba takie rzeczy powtarzać do bólu, dopóki nie wytępi się rewizjonizmu zielonego, różowego i tęczowego, które rozmywają cel działania i prowadzą do dezintegracji ruchu.  To co dla każdego ideowego komunisty 50 czy 70 lat temu było oczywiste, dzisiaj trzeba tłumaczyć, wracając do rewolucyjnych korzeni od nowa i od nowa wpajać że partia rewolucyjna musi być przede wszystkim partią robotniczą, To jest pierwszy krok, a dopiero później powinien przyjść czas na rewolucyjny program, statut i rewolucyjne okrzyki, które, jeśli nie wiążą się ściśle z działalnością partii rzeczywiście robotniczej – są nic nie warte.
 
 
 
Teza 3. Zasadą działania powinno być wyznaczanie kolejnych etapów możliwych do osiągnięcia, by uniknąć losu formacji sfrustrowanych ciągłym czekaniem na ten jedyny w swoim rodzaju dzień wielkiego tryumfu.  Sprawa jest zgrubsza podobna do stosunku do państwa – też nie istnieje prosta odpowiedź – kierować się w działaniu bliskimi, czy dalekosiężnymi celami. Odpowiedź poprawna, dla rewolucyjnego marksisty jest – jak na marksistę przystało – dialektyczna. Organizacja polityczna powinna stawiać zarówno na bieżącą problematykę rozwoju, jak i na plany rewolucji, zdobycia władzy i obalenia bieżącego systemu.  Lekceważenie celów dalekosiężnych – to reformizm który może doprowadzić co najwyżej do kosmetycznych zmian istniejącego systemu, nie doprowadzą one jednak do tego że większość obywateli – ludzie pracy – zaczną kontrolować państwo. Lekceważenie celów bieżących, czyli mówienie, „po co podwyższać płacę minimalną jak będzie rewolucja”, „nie powinniśmy ratować zakładów pracy bo w socjalizmie i tak zbudujemy nowe” to nic innego jak ultra-lewicowe awanturnictwo, które kompletnie nie liczy się z bieżącymi problemami ludzi pracy, wskutek czego taka postawa jest z góry skazana na porażkę.
 
 
 
W tezie  4 lewica   powinna rosnąć wraz z ruchem społecznym traktując go jako partnera, a nie tylko instrument Ikonowicz popełnia błąd, który wskazał już Lenin w „Co robić?”, określając mianem korzenia się przed żywiołowością.
 
 Jaka powinna być relacja partii w stosunku do szerokiego ruchu społecznego – czy partia powinna iść wewnątrz ruchu, dostosowując się do jego poziomu, czy powinna być jego awangardą rosnąć i krzepnąć niezależnie od chwilowych  przypływów i odpływów masowego ruchu? Ikonowicz twierdzi że lewica powinna rosnąć wraz z ruchem społecznym czyli że liczebność partii powinna być proporcjonalna do frekwencji na demonstracjach. Nic bardziej błędnego. Ikonowicz sugeruje, że partia powinna korzyć się przed żywiołowością masowego ruchu w obawie przed „instrumentalizacją” masowego ruchu. Ruch masowy – wystarczy wspomnieć przykład „Solidarności” ma to do siebie, że jest efektem chwilowego buntu szerokich warstw społeczeństwa i sam z siebie nie wie czego chce, postulaty ruchu masowego nie są konkretne, ruch masowy sam w sobie nie jest w stanie wypracować strategii i wytycznych działania. Wobec tego – tak jak Solidarność została instrumentalnie wykorzystana jako taran kapitalistycznej kontrrewolucji i neoliberalnych reform – jedyna perspektywa stojąca przed masowym ruchem to właśnie „instrumentalizacja”. Pytanie tylko w jakim celu, w celu podtrzymania czy odbudowy kapitalizmu, tak jak Solidarność, w interesie międzynarodowego kapitału, czy w interesie samych ludzi pracy , w celu jego obalenia kapitalizmu i budowy nowego sprawiedliwego socjalistycznego społeczeństwa.
 
 
 
Aby ruch masowy został należycie „instrumentalnie” wykorzystany dla własnych celów, czyli, żeby nie umarł śmiercią naturalną i nie zamienił się w swoje zaprzeczenie, tak jak stało się z „Solidarnością”,  potrzebna jest partia robotnicza, która będzie stanowić awangardę, straż przednią tego ruchu, odporną na chwilowe wahania polityczne, rosnącą niezależnie od ruchu społecznego,  tworzącą niezbędne zaplecze ideowe, organizacyjne do objęcia przez ludzi pracy władzy w państwie. Tego niestety Ikonowicz nie zrozumiał
 
 
 Jeśli chodzi o kolejną, piątą tezę Dążyć do zdobycia władzy, poprzez przekonanie większości, a nie zamykać się na pozycjach dogmatycznych w wiecznej opozycji powinno się zadedykować wszystkim kanapowym dogmatykom-sekciarzom „walczącym o nowe rewolucje październikowe” w kawiarnianych rozmowach przy piwie i uznających za wskazaniem „jedynie słusznej” międzynarodówki konieczność walki o niepodległość Quebecu. Bez poparcia większości ludzi pracy nie może być mowy o rewolucji społecznej, wszakże rewolucja październikowa dokonała się dopiero wtedy, kiedy partia rewolucyjna – bolszewicy – miała poparcie pozwalające uzyskać 51% miejsc w Radach Delegatów Robotniczych Chłopskich i Żołnierskich. Bez poparcia mas ludowych, tych magicznych „51% w radach” zamiast demokracji  dla olbrzymiej większości ludu wyjdzie antydemokratyczna uzurpacja i klęska ruchu, choćby nie wiem jak rewolucyjne i słuszne byłyby jego pryncypia.
 
 
Wskazówki nr 6,11 i 12 są oczywiste dla każdego, kto kiedykolwiek miał jakikolwiek kontakt ze zwyczajnymi robotnikami, albo choć raz był na demonstracji związkowej. Większość ludzi pracy sama  z siebie nie zrozumie sensu krzyczenia „Che Che Guevara” „Ho ho ho chi mich” i wznoszenia w górę nazwisk innych wybitnych rewolucjonistów czy solenia żywcem cytatów z Marksa i Lenina, mówienia o bliżej nieokreślonej rewolucji i komunizmie. Jeśli chodzi o formułowanie przemówień, jak i przeznaczonych do szerszego odbioru w czasie rzeczywistym dokumentów programowych, powinny być one dostosowane do bieżących problemów społecznych jak najszerszych warstw ludzi pracy, nie ograniczając się jednak do doraźnych socjaldemokratycznych postulatów . W tym kontekście ogłoszone niedawno oświadczenia programowe Polskiej Partii Pracy: zniesienie OFE, sprzeciw wobec podwyżki wieku emerytalnego, gwarancji publicznej służby zdrowia, demokratyczna i pracownicza kontrola nad kolejami, wydają się być dobrą kombinacją postulatów – bieżących o szerokim poparciu społecznym (jak np. sprzeciw wobec prywatyzacji służby zdrowia)  z postulatami przejściowymi, które nie dają się zrealizować w ramach kapitalizmu, których realizacja wymusza konieczność obalenia systemu.
 
 
 
Teza nr 7 mówi zgrubsza że – krytyka, która jak mawiał Marks jest motorem postępu – musi być konstruktywna. Kolejny plus dla Ikonowicza. Dla ludzi widzących wszędzie zdradę, morze oportunizmu, ludzi uważających się za wyrocznie, kierujących się własnymi chorymi ambicjami i urojeniami nie powinno być na ideowej lewicy miejsca. Takich ludzi, jako szkodliwych powinno się izolować od ruchu i marginalizować. Realnym problemem jest że „czubków” realizujących swoje prywatne niespełnione marzenia  jest na lewicy zbyt wielu w stosunku do prawidłowo funkcjonujących w społeczeństwie działaczy politycznych.
 
 
 
Teza nr 8 – czyli lewica społeczna a nie „obyczajówka”, unikanie ostrych stwierdzeń obyczajowo-światopoglądowych to kolejny poprawny wniosek do którego, mimo swoich błędów doszedł Ikonowicz. Pojęcie partii lewicy społecznej jest niezbędnym punktem wyjścia – dopiero w ramach lewicy społecznej buduje się partię robotniczą a w ramach partii robotniczej – rewolucyjną partię robotniczą. Stwierdzenie, że „wychodzimy naprzeciw problemom zwykłych ludzi a nie usuwamy krzyże” ma dla dalszego rozwoju lewicy fundamentalne znaczenie.  O sprawach „obyczajówki” pisałem już przy omówieniu tezy nr 2.
 
 
Lewica powinna być lewicą zwykłych ludzi a nie wypindrzonych burżuazyjnych lafirynd maszerujących za panią Bochniarz.
 
 
 
 
Teza nr 9 – nic dodać nic ująć – wszystko można by „unaukowić” przytaczając cytaty z Marksa i Lenina, ale nie zawsze jest to konieczne.
 
 
 
 
Teza dziesiąta – Antykapitalizm musi wynikać ze społecznych celów. Musimy wiedzieć, że mówimy, że kapitalizm jest „zły” nie dlatego, że go po prostu nie lubimy – patrz omówienie tezy nr 2 i konieczność posługiwania się obiektywnymi przesłankami w budowie partii lewicy społecznej – tylko dla tego, że nie potrafi zaspokoić ludzkich potrzeb i mimo, że system kapitalistyczny wniósł niewątpliwy postęp w stosunku do feudalizmu i innych wcześniejszych systemów społeczno-gospodarczych – jest systemem panowania nie człowieka, lecz pieniądza nad człowiekiem.
 
 
 
W ostatniej, trzynastej tezie, Ikonowicz pisze.
 
 
Nigdy nie zaniedbywać dyskusji teoretycznej, budowania wizji ustroju idealnego, alternatywy systemowej w pracach wewnątrzpartyjnych. Utopia to azymut, głoszony program to konkretne propozycje zmian tu i teraz.
 
 
 
 
Wypada się do tego zastosować. Określając się jako komuniści nie zaniedbujemy dyskusji teoretycznej, wizji społeczeństwa bezklasowego, wytykając jednocześnie przedmówcy pryncypia w powyższym tekście. Zgadzamy się z nim, że wytrwałość – która jednak nie jest możliwa bez posiadania konkretnej bazy społecznej – np. związkowej jest konieczna.  Wypada się jednak nie zgodzić z podstawowym postulatem przedmówcy – konieczności budowy partii „od zera”
 
 
 
 
. Zbyt wiele było już takich prób, które spaliły na panewce, właśnie z wyżej wymienionego powodu, braku klasowej bazy. Nie chcąc budować nowej lewicy, należy lepiej doskonalić to co już udało się zbudować. Istnieje już partia robotnicza – Polska Partia Pracy  - Sierpień 80 – tak więc próby budowy czegoś „od zera” to nic innego jak wyważanie otwartych drzwi, podczas gdy można by poświęcić swoje siły na wzmocnienie już istniejącej PPP. Zarówno w działalności w ruchu społecznym i związkowym, jak i podczas bieżącej kampanii wyborczej
 


Krzysztof Wójcicki, Władza Rad, 13 października 2010
 Manifest Piotra Ikonowicza http://1917.net.pl/?q=node/3271/

Portret użytkownika Roger
 #

Piotr Ikonowicz opublikował dość ciekawy tekst pod tytułem Jak budować lewicę.
http://www.lewica.pl/blog/ikonowicz/22584/
Nie odniósłbym się do niego, gdyby nie totalna krytyka tekstu jaką zamieściła redakcja portalu Władza Rad.

Jak widzimy tezy – poza pierwszą – mają charakter taktyczny a nie programowy. Teza pierwsza wynika z uwagi poczynionej w środku tekstu, że W Polsce na razie wystarczy wyjść z projektem socjaldemokratycznym. Nie bardzo rozumiem, jak pogodzić tezę z taktyką budowania ruchu na zasadzie blokad legalnych eksmisji. Moim zdaniem działania Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej i Piotra Ikonowicza osobiście w większym stopniu były antypaństwowe niż propaństwowe. Być może Nowa Lewica miała program bardziej propaństwowy ale Kancelaria działa na zasadzie wzajemnej pomocy poszkodowanych przez państwo kapitalistyczne. Moim zdaniem program Piotra Ikonowicza ewoluuje w kierunku anarchistycznego. I bardzo dobrze :-)

Teza druga, odrzucająca charyzmę jako podstawę ruchu, jest dobra. Szczerze mówiąc sposób działania Piotra Ikonowicza w ciągu ostatnich 10 lat w coraz doskonalszy sposób realizuje tę tezę. I bardzo dobrze :-) Jednakże odrzuciwszy postulatywny i wartościujący charakter tezy należy przypatrzyć się działaniom – no powiedzmy – Donalda Tuska. Jeśli potraktujemy tezy jako technikę zdobycia władzy to odkrywamy, że budowanie ruchu w oparciu o przekaz medialny lidera a nie program, jest skuteczniejsze.
Redaktor portalu Władza Rad, omawiając tę tezę, podważał sens ruchów lokatorskich. Choćby nie wiem jak heroiczna, okupacja kamienic, czy pomoc bezdomnym i bezrobotnym nie odsunie od władzy klasy kapitalistów i nie pozbawi jej wpływu na aparat państwowy. ... Strajki, okupacje fabryk, zakładów, miejsc pracy skończywszy na sformowaniu organizacji rad delegatów robotniczych, mogących stać się przyszłym organem władzy państwowej są realnymi aktami walki klasowej, walki o odbieraną robotnikowi wartość dodatkową, a w połączeniu z postulatami politycznymi są kolejnymi krokami w kierunku dokonania przemiany społecznej polegającej na wspólnej aktywności większości obywateli. W pełni popierając opinię, że ruchu konsumenckie nie dokonają przemian klasowych, należy podkreślić dwie rzeczy:
- Próba dotarcia do wielkiej grupy społecznej, jaką są pracownicy najemni, przez radykalne ruchy jest z góry skazana na porażkę wobec siły korporacyjnych mediów. Lepiej budować ruch w mniejszej grupie docelowej;
- Ruch lokatorski powoli formułuje postulaty polityczne i powoli zaczyna wiązać walkę z kapitalistycznym państwem z walką z kapitalizmem.

Teza czwarta, odrzucająca instrumentalne traktowanie ruchu społecznego przez partię, jest jedynym uczciwym sposobem postępowania wobec uczestników ruchu. To takie anarchistyczne podejście :-) Choć, z drugiej strony, wyklucza szybkie osiągnięcie sukcesu wyborczego. Donald Tusk zasadę składania obietnic przed wyborami posiadł w stopniu doskonałym co zapewniło mu władzę i niemalejącą popularność.

Wyjątkowo zdarzyło się, że redaktor portalu Władza Rad poparł tezę piątą. Czytamy: Bez poparcia większości ludzi pracy nie może być mowy o rewolucji społecznej, wszakże rewolucja październikowa dokonała się dopiero wtedy, kiedy partia rewolucyjna – bolszewicy – miała poparcie pozwalające uzyskać 51% miejsc w Radach Delegatów Robotniczych Chłopskich i Żołnierskich. Bez poparcia mas ludowych, tych magicznych „51% w radach” zamiast demokracji dla olbrzymiej większości ludu wyjdzie antydemokratyczna uzurpacja i klęska ruchu, choćby nie wiem jak rewolucyjne i słuszne byłyby jego pryncypia. Pragnę przypomnieć redaktorowi, że bolszewicy nie posiadali większości w wielu radach robotniczych czy żołnierskich. Przeciwnie, po zamachu stanu 7 listopada 1917 roku, rozwiązali te rady, w których większość posiadali mieńszewicy i mianowali swoje. Możemy o tym przeczytać u Johna Reeda w książce 10 dni, które wstrząsnęły światem. Więc rozumiejąc tezę „dążenie do zdobycia władzy, poprzez przekonanie większości” :-) mam nadzieję, że chodziło wyłącznie od odcięcie się od jałowych narzekań.

Popierając pozostałe tezy przejdę do obu podsumowań.
U Piotra Ikonowicza czytamy: Wszelkie dotychczasowe próby polityczne na lewicy społecznej kończyły się fiaskiem z powodu braku wytrwałości w dążeniu do celu. Zbyt szybko próbowano skapitalizować, wprowadzić w życie coś, co było jeszcze tylko zamierzeniem, pobożnymi chęciami inicjatorów. Dlatego tak ważny jest okres dojrzewania ruchu w cieniu, bez światła kamer, jupiterów i popędliwych recenzentów. Krok po kroku trzeba budować organizacje realizując cele społeczne, organizując ruch stowarzyszeniowy, związkowy i wszelki inny. W mojej ocenie dotychczasowe próby polityczne na lewicy społecznej kończyły się fiaskiem z powodu dysproporcji sił pomiędzy kilkudziesięcioosobowymi ruchami a zmasowanymi atakami medialnymi organów państwa opłacanego przez kapitał. Jednak w pełni się zgadzam, że trzeba – realizując cele społeczne – organizować ruchy, stowarzyszenia, związki zawodowe i inne. Ruchy lokatorskie dobrze wpisują się w paletę programową i polityczną niezależnego społeczeństwa.

Natomiast na portalu Władza Rad zamieszczono: Zbyt wiele było już takich prób, które spaliły na panewce, właśnie z wyżej wymienionego powodu, braku klasowej bazy. Nie chcąc budować nowej lewicy, należy lepiej doskonalić to co już udało się zbudować. Istnieje już partia robotnicza – Polska Partia Pracy - Sierpień 80 – tak więc próby budowy czegoś „od zera” to nic innego jak wyważanie otwartych drzwi, podczas gdy można by poświęcić swoje siły na wzmocnienie już istniejącej PPP. Zarówno w działalności w ruchu społecznym i związkowym, jak i podczas bieżącej kampanii wyborczej. Redaktor nie tylko rezygnuje z bogactwa programowego niezależnego społeczeństwa. Będzie to skutkować gorszym dotarciem do niezadowolonych, którzy zasilą kadrowo ruch.
W podsumowaniu widnieje postulat przyłączenia się, także Piotra Ikonowicza, do Polskiej Partii Pracy. Czy jednak autor zapytał przewodniczącego Polskiej Partii Pracy - Sierpień 80 czy chce, aby Piotr Ikonowicz wstąpił do PPP? Z całą pewnością stosunek Bogusława Ziętka do współpracy z Nową Lewicą był do tej pory niechętny. Moim zdaniem redaktor Władzy Rad wyłącznie podbudował swoje dobre samopoczucie, niestety bezpodstawnie.

 
Portret użytkownika tres
 #

Zgadzam się, że teza pierwsza, tak samo jak i teza druga jakoś zgrzytają z praktyką polityczną Ikonowicza - nie da się bowiem pogodzić oddolnych blokad i bursocjaldemokratycznego programu welfare state, który chce Ikonowicz zapostulować, z tej racji że jeden jest skrajnie anty- a drugi propaństwowy. Jak widać Ikonowicz, mimo przeszło 30 lat działalności politycznej nadal nie wie czego konkretnie chce i mota się od jednej skrajności - anarchistyczno-ultralewicowej - nielegalnych blogad eksmisji - w drugą skrajnośc - prawicową - poglądy socjaldemokratyczne - za państwem a nie przeciw państwu. Zgadzając się z tym co powiedział przedmówca, że teza 1. ma charakter ogólno-programowy można wywnioskować, że Ikonowicz nie jest w żadnym wypadku ani komunistą, ani anarchistą jakby chciał tego Roger, tylko socjaldemokratą po przejściach, który dlatego nie założy nowej mainstreamowej socjaldemokracji, ponieważ prawo nie pozwala mu na zrobienie kariery politycznej i powrót do sejmowej ławy, czuje się on poniekąd żywiołowym rewolucjonistą, poprzez praktykę swojej działalności w KSS.

Można przyznać że jest on typowym przykładem drobnomieszczańskiego radykała który z jednej strony żyje "w ruchu" i czasami wykrzykuje ostre hasła, a z drugiej strony jest się w stanie ukorzyć przed BURŻUAZYJNYM państwem i walić tanie socjaldemokratyczne banały. Jak typowy drobnomieszczanin Ikonowicz nie wie, gdzie szukać bazy społecznej, nie rozumie marksizmu, czego dowodem jest jego stawianie na KSS która jest, nie oszukujmy się, organizacją charatytywną, pomagającą elementom zdeklasowanym, ludziom na marginesie systemu. Nie ma oczywiście nic złego w pomaganiu ludziom z marginesu społecznego, ale nie można łudzić się że lokatorzy i bezrobotni - jako baza społeczna ruchu - są w stanie zastąpić robotników, co już zostało wyrażone w tekście.

Nie nawołujemy Ikonowicza do wstępowania do PPP, bo wiemy, że ani kierownictwo PPP, ani on sam nie są tym zainteresowani. Chcieliśmy jedynie wyrazić swój stosunek do jego manifestu i jak naszym zdaniem powinno się budować lewicę

 
Portret użytkownika Roger
 #

Jak powinno się budować lewicę? Klasowo. Przez związki zawodowe. Ale to nie jedyne pole walki z systemem.
Trzeba i można walczyć na froncie mieszkaniowym, samorządowym. Trzeba wykorzystać osoby, które nie pracują i chcą włączyć się do walki. Propozycja, aby zaniedbać ten front, jest szkodliwa.
Propozycja redaktora Portalu w odpowiedzi na "Jak budować lewicę?" jest niepełna, gdyż nie podaje pomysłu Piotrowi, co ma robić. Zaprzestać działania? Nie. Działać, jak najbardziej.
Natomiast obowiązkiem kierownictwa PPP jest akceptacja działania innych osób, spoza PPP. Akceptacja oznacza współpracę. Zawsze, a szczególnie w okresie przedwyborczym.
Oczekuję, że Redakcja Portalu WR ponownie zredaguje ostatni akapit komentowanego artykułu.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

[Pragnę przypomnieć redaktorowi, że bolszewicy nie posiadali większości w wielu radach robotniczych czy żołnierskich. Przeciwnie, po zamachu stanu 7 listopada 1917 roku, rozwiązali te rady, w których większość posiadali mieńszewicy i mianowali swoje. Możemy o tym przeczytać u Johna Reeda w książce 10 dni, które wstrząsnęły światem]

A czy John Reed wspomniał także o koalicji, jaką zawiązały ugrupowania lewicowe w tym wymienieni powyżej mienszewicy i eserowcy, które już na wieść o Rewolucji zaczęły budować zorganizowaną opozycję przeciw jedynym, którym udało się obalić na pół feudalny, na pół kapitalistyczny ustrój, zarzucając zdradę nie tylko bolszewikom, ale i lewicowym eserowcom, którzy w tym czasie z bolszewikami współpracowali. Jak pisze prof. Bazylow - a był to historyk przez pewien czas raczej zbliżony do PPS, o czym wiem od jego bliskiego współpracownika - koalicja ta złożyła przysięgę, że uczyni wszystko, by ten rząd rewolucyjny obalić. W takim kontekście zmiana składu rad wydaje się zrozumiała. Proponuję też zauważyć, że w tym okresie nie protestowali przeciw temu nawet lewicowi eserowcy, a więc zapewne na tym etapie widzieli w tym posunięcie konieczne, nie budzące żadnych rozterek.
Co nie oznacza też, że bolszewicy nie mieli poparcia społecznego, co szczegółowo opisuje w swojej książce "Wokół terroru białego i czerwonego" Andrzej Witkowicz.

 
Portret użytkownika dawid jakubowski
 #

Mieńszewicy byli w listopadzie 1917 partią, która skompromitowała się i zeszła na kompletny margines co pokazują wyniki wyborów. Nie stanowiła ona żadnej alternatywy dla bolszewików w oczach klasy robotniczej. Co sensowniejsze elementy (mienszewicy-internacjonaliści) poparły bolszewików i przyłączyły się do nich.
No i może jeszcze kilka słów o mienszewikach w radach. Posłużę się fragmentem jednego z komentarzy tresa z lewicy.pl, który jest zgodny z prawdą:

Większość mienszewicka poparła krwawą jatkę urządzoną przez kilkanaście imperialistycznych armii i białych generałów. Idea "demokratycznego" socjalizmu tzn. takiego który sprzeciwia się dyktaturze proletariatu i eksportowi rewolucji jest w gruncie rzeczy pro burżuazyjna jeżeli na pytanie - dyktatura burżuazji czy dyktatura proletariatu odpowiada... "demokracja parlamentarna" która tak naprawdę jest formą dyktatury burżuazji.

Masy chłopskie głosowały na eserowców bo innej partii nie znały. Zresztą wypada nadmienić że partia socjalistów-rewolucjonistów wtedy już właściwie nie istniała. Rozpadła się bowiem na prawicę wrogą rewolucji i lewicę sprzymierzoną z bolszewikami.

 
Portret użytkownika uno
 #

Pomaganie wykluczonym uważamy za szlachetne, ale nieefektywne. Do skutecznego rozwiązania problemów tych ludzi potrzebna jest machina, a zwłaszcza potężny budżet - budżet państwa. Wykluczeni, nawet jeśli się zorganizują, to i tak nie zaszkodzą systemowi - bo nie są mu do niczego potrzebni (nie produkują zysku).

Działalność charytatywna grupki lewicowców też nie zaszkodzi systemowi - wręcz przeciwnie, zwolennicy Ikonowicza wyręczą nieodpłatnie państwo kapitalistyczne w niektórych zadaniach opiekuńczych.

Oczywiście należałoby pomagać wykluczonym, ale pytam z czego i za co? Za czyje pieniądze? Ani Ikon, ani Nowa Lewica groszem nie śmierdzą. Piotrek spali tylko działaczy, którzy poczują się w końcu bezradni w morzu ludzkiego nieszczęścia i wcześniej lub później uciekną w prywatność.

Systemowi mogą zaszkodzić tylko zorganizowani "producenci zysku" - robotnicy. Jeśli oni odejdą od maszyn, to właściciel natychmiast dostanie po kieszeni, i to jest to, co najbardziej boli kapitalistów.

Jeśli mamy ograniczone zasoby (a mamy), w tym również kadrowe, to należy je optymalnie wykorzystywać, kierując na najbardziej perspektywiczne kierunki.

Takim perspektywicznym, rozwojowym kierunkiem jest naszym zdaniem PPP, a nie Nowa Lewica ani anarchizm. Wołanie o nowy projekt, na zasadzie: no to zbierzmy się do kupy i zróbmy coś, skończy się powtórką z Nowej Lewicy, anarchizmu i trockizmu. Brak odpowiednio licznej bazy społecznej, zdolnej do opłacania składek i utrzymania aparatu organizacji, musi w końcu doprowadzić do zaniku organizacji, co nie raz już polska lewica radykalna przećwiczyła. Jak widać niczego to naszych lewicowców nie nauczyło. Polityka to zajęcie niezwykle kosztowne, a ludzie poświęcający czas dla sprawy też muszą coś jeść i gdzieś mieszkać i od tego faktu nie da się uciec.

 

Społeczność

LENIN