Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 29 gości.

Dariusz Zalega: Trockizm w PRL - zapomniana opozycja (cz. VI)

Solidarność

Rozdz. 6
Trockizm wobec ewolucji polskiej opozycji po stanie wojennym
 
6.1 Trockiści w ruchu “Solidarności z Solidarnością”
Już 13 grudnia, na wiadomość o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego, manifestacje przeciwko “biurokratycznej kontrrewolucji” odbyły się przed polskimi
ambasadami w całej Europie Zachodniej. Aktywnie uczestniczyli w nich trockiści, niejednokrotnie będąc inicjatorami tych akcji. Największe manifestacje oraz
strajki solidarności z Polską miały miejsce we Włoszech i Francji 1.
Na okładce “Rouge’a” z 24-30.12.1981 ukazało się hasło “Solidarite avec Solidarność! Socialisme, oui! Stalinisme, non!”, dobrze oddające postawę zachodniej
lewicy radykalnej. Zjednoczony Sekretariat 17 grudnia ogłosił deklarację solidarności z polskimi robotnikami, żądając natychmiastowego uwolnienia wszystkich
więźniów politycznych oraz przywrócenia praw związkowych i demokratycznych w Polsce. Zdecydowanie odcinał się także od tych obrońców “Solidarności”,
którzy “wykrwawiają społeczeństwa Ameryki Środkowej oraz popierają wojskową dyktaturę w Turcji”: “Wystarczy posłuchać reakcji wszystkich wielkich świata
po 13 grudnia, od papieża Jana Pawła II do Ronalda Reagana, poprzez Helmutha Schmidta, Claude Cheyssona, Margaret Thatcher, by zauważyć do jakiego
stopnia to prawdziwe Święte Przymierze obawiało się bojowego potencjału polskiej klasy robotniczej, dała wolną rękę kamaryli z Warszawy w okiełznaniu
polskiego społeczeństwa, by porządek mógł trwać w Europie i zwracało się do polskich robotników  pod pełnymi hipokryzji hasłami humanitarnymi: “Zachować
spokój! Przede wszystkim nie organizować oporu! Nie podejmować “nieodpowiedzialnych” inicjatyw !” 2.
Przyjęto także rezolucję “Rewolucja i kontrrewolucja polityczna w Polsce”, która określała najbliższe zadania stojące przed ruchem solidarności z polskimi
robotnikami: “Wszystkie związki nawiązane wcześniej między “Solidarnością” a ruchem robotniczym krajów kapitalistycznych muszą służyć do złamania izolacji,
jaką generał Jaruzelski chce narzucić polskiemu społeczeństwu. Dostarczanie pomocy materialnej, żywnościowej i medycznej, pozostaje wciąż zadaniem chwili.
Dzięki temu zostaną nawiązane kontakty, które umożliwią przepływ informacji oraz pozwolą polskim robotnikom poznać, kto rzeczywiście popiera ich w świecie
(...). Pomoc, przechodząca przez kanały organizacji niezależnych od państwa polskiego (w tym przez Kościół, obecnie jedyną legalną instytucję niezależną) może
ułatwić odbudowę więzi między działaczami “Solidarności”. Wysyłając komisje związkowe, by dowiedziały się o represjach jakie spotkały działaczy “Solidarności”,
ruch robotniczy odkryje hipokryzję zarówno biurokratów, mówiących o “respektowaniu swobód”, jak i rzeczników imperializmu zamykających oczy na los
działaczy związkowych w Polsce, jak i w Turcji” 3.
Sprzeciwiono się także bojkotowi Polski i ZSRR ogłoszonemu przez kraje kapitalistyczne, którego koszty ponosi głównie społeczeństwo polskie, a nie biurokracja
oraz który pozwala kierownictwu partii komunistycznej prowadzić nacjonalistyczną kampanię pod hasłem “oblężonej twierdzy”.
Trockiści nie uważali jednak, że polska rewolucja definitywnie przegrała. Jacqueline Allio opisując represje, jakie spotkały działaczy “Solidarności” kończyła swój
artykuł w “Inprekorze” pytaniem: “Czy należy z tego wnioskować, że polska klasa robotnicza została zdruzgotana i dołączyć do chóru widzących problem jedynie
pod kątem pomocy humanitarnej i stawiających już kreskę na rewolucji politycznej w Polsce? Zasięg ruchu oporu, który zaczął się już organizować świadczy o
czymś zupełnie innym” 4.
16 grudnia grupa działaczy NSZZ “Solidarność”, których stan wojenny zastał we Francji powołała do życia Komitet Koordynacyjny “Solidarności”. Na jego czele
stanęli Seweryn Blumsztajn, redaktor agencji związkowej AS oraz Zbigniew Kowalewski, który tuż po wprowadzeniu stanu wojennego opublikował w dzienniku
“Le Monde” artykuł o sytuacji w Polsce pod znaczącym tytułem “Sprawa wszystkich ludzi pracy”.
Stan wojenny od razu uruchomił na Zachodzie ogromną akcję pomocy dla “Solidarności”. W związkach zawodowych powstawały nawet specjalne komórki do
gromadzenia pieniędzy, leków, ale przede wszystkim sprzętu poligraficznego – tego, co jest najbardziej potrzebne w konspiracji. Niejako siłą rzeczy główną rolę w
organizowaniu samych konwojów z pomocą odgrywali trockiści, “bo potrafili się znaleźć w takiej sytuacji” 5. Istniały dwa kanały przerzutu – z RFN przez NRD i
najprostszy, bo omijający granice innych “demoludów”, promem ze Szwecji lub z Danii. Nigdy nie prowadzono szacunków, jaka była wielkość pomocy, która
trafiła do Polski za pośrednictwem trockistów, ale można przypuszczać, że zwłaszcza w pierwszym okresie po stanie wojennym była ona zdecydowanie dominująca.
Tym bardziej, że nie zanotowano zbyt wielu wpadek. Do jednej z większych doszło w 1983 r., kiedy to dwaj szwedzcy  trockiści spędzili kilka miesięcy w polskim
więzieniu. Natomiast jesienią 1982 r. na granicy NRD zatrzymano trzech niemieckich trockistów, których zwolniono dopiero po trzech tygodniach po bezpośredniej
interwencji kanclerza Kohla 6.
Jednak działalność IV Międzynarodówki nie ograniczała się tylko do gromadzenia i przerzutu pomocy dla “Solidarności”. W 1982 r. trockiści wysunęli ambitny
projekt stworzenia systemu łączności radiowej dla całej podziemnej “Solidarności”, z racji przygotowywanego strajku powszechnego. Pieniądze zapewniali
szwajcarscy związkowcy, jednak z powodu wpadki kolejnych szefów dolnośląskiej “Solidarności”, najbardziej zaangażowanych w organizowanie strajku, projekt
upadł.
Poważnym ciosem dla akcji pomocy był rozłam w listopadzie 1982 r. w paryskim komitecie “Solidarności z Solidarnością”, najsilniejszym z podobnych komitetów
w Europie Zachodniej. Jego bezpośrednią przyczyną było pomównienie Zbigniewa Kowalewskiego o “agenturalną działalność”, wysunięte przez Jerzego
Milewskiego, szefa Biura Koordynacji NSZZ “Solidarność” Za granicą. Oskarżeń nie poparto żadnymi dowodami, co więcej nie wysunięto ich nawet oficjalnie. Nie
pomogły tu zapewnienia Józefa Piniora, szefa dolnośląskiej “Solidarności” o jego pełnym zaufaniu dla Kowalewskiego, ani żądanie Kowalewskiego powołania
międzynarodowej komisji do zbadania zarzutów. Jak można przypuszczać brukselskiemu biuru, które wówczas próbował przejąć kontrolę nas całą pomocą dla
związku, nie przypadły do gustu radykalnie lewicowe poglądy, jak i niezależność Kowalewskiego. Jednoznaczne stan w tej sprawie zajęła redakcja ““Inprekora”,
którego wydawanie wznowiono w Paryżu: “Jesteśmy przeświadczeni, że oskarżenia są wynikiem roboty SB, niebacznie podchwytywanej przez mniej
doświadczonych działaczy związku. Nikt nie potrafi przedstawić żadnych dowodów potwierdzających oskarżenia, a już to samo wystarcza, aby w naszych oczach
zdyskredytować plotkarzy i odsunąć odium pomówień od Kowalewskiego” 7.
 
Mimo delegalizacji “Solidarność” wciąż pozostawała punktem odniesienia dla zachodnioeuropejskich robotników. Przykładowo we wrześniu 1983 r. ogromny
transparent z napisem “Solidarność” powiewał nad strajkującą stocznią w Hamburgu. Jednak najpełniej sprawa relacji zachodnich związków zawodowych i
“Solidarność” wyszła podczas strajku brytyjskich górników w 1984-85 r. Rząd PRL, podobnie jak już to czynił niejednokrotnie wcześniej, postawił się wówczas w
roli łamistrajka, zwiększając dwukrotnie eksport polskiego węgla do Wielkiej Brytanii. Równocześnie gazeta “Sunday Mirror” zamieściła artykuł, w którym Wałęsa
krytykował taktykę pikiet strajkujących górników oraz ich przywódcę Arthura Scargilla, wyrażając równocześnie swój podziw dla Margaret Thatcher. Wywołało to
szok wśród brytyjskich związkowców, ale w sukurs pospieszyły m.in. Międzyzakładowy Robotniczy Komitet “Solidarność” Regionu Mazowsze, redakcja
warszawskiego “Robotnika” oraz Tymczasowa Komisja Koordynacyjna Górnictwa NSZZ “Solidarność” Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, które wydały
oświadczenia popierające strajk.
 
6.2 Dyskusje o strategii ruchu w podziemiu
Stan wojenny wprowadzono, kiedy w Paryżu trwały przygotowania do wydania trzeciego numeru polskiego ““Inprekora”. Postanowiono go wydać w mniejszym
formacie, bo wydawało się, że cios w “Solidarność” był tak silny, że długo jeszcze nie powstanie w Polsce jakiś drugi obieg prasy. Pierwszy numer konspiracyjnego
“Inprekora” ukazał się wczesną wiosną 1982. Zakładano początkowo utrzymanie dwumiesięcznego cyklu wydawniczego, co jednak już po roku okazało się
niemożliwe. W skład komórki wydającej pismo weszli Smuga i Allio, później dołączył do nich Kowalewski.
W “Inprekorze” rozpoczęto dyskusję dotyczącą strategii działania podziemnej “Solidarności”, metod walki, tempa jej rozwoju, jak i przyczyn klęski związki. Na
łamach pisma ukazały się artykuły redaktorów “Inprekora”, Kowalewskiego, a także przedruki tekstów A. Michnika, Z. Bujaka, W. Kulerskiego, Z.
Romaszewskiego, W. Frasyniuka.
Podsumowaniem tego “przeglądu koncepcji”, jak i próbą wpisania w tradycję ruchu robotniczego przygotowań do strajku powszechnego w Polsce w połowie
1982 był artykuł redakcyjny z czwartego numeru pisma (lipiec 1982). Jego autorzy oceniali, że zapowiedź strajku powszechnego była przełomowym wydarzeniem
w ruchu oporu – zwłaszcza po porażkach wcześniejszych spontanicznych i ograniczonych akcji strajkowych, bądź manifestacji. Ich zdaniem podejmując decyzję o
przeprowadzeniu strajku powszechnego trzeba sobie jednak zdać sprawę, że jest to najbardziej odpowiedzialna decyzja kierownictwa ruchu społecznego, gdyż
oznacza wejście w sytuację bezpośrednio rewolucyjną. Tymczasem w kierownictwie podziemnej “Solidarności” dało się zaobserwować tendencje, które mogły
przekreślić szanse strajku: nieprzygotowanie organizacyjne Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej, biernie oczekującej na inicjatywy oddolne, czy ograniczenie
żądań rewindykacyjnych takiego strajku, niewspółmierność celów i środków. Strajk powszechny wymaga przedstawienia programu działania, którego przyjęcie
przez masy pozwala stwierdzić, że są one gotowe do strajku, a poza tym “sprzyja on rozwojowi świadomości i ducha bojowego”. Program taki powinien zawierać
bieżące postulaty związku – uwolnienie więźniów politycznych, zniesienie stanu wojennego, przywrócenie swobód związkowych i demokratycznych. Są one jednak
niewystarczające: wszak, jak pisał Trocki “dalej niż strajk powszechny jest tylko powstanie zbrojne” – i dlatego w programie powinny się znaleźć postulaty dalej
idące, będące elementami programu przejściowego: “Nie można bowiem oddzielać postulatów dających się zrealizować pod panowaniem biurokracji od programu
docelowego – programu budowy Samorządnej Rzeczypospolitej”. Częścią programu powinien być też plan walki z kryzysem gospodarczym. W czasie strajku
powszechnego, zakładom pracy należałoby zapewnić, co już postulowali przywódcy związkowi z Mazowszaa czy Gdańska, czynną obronę, czyli utworzyć straż
robotniczą. Nie można też rezygnować z propagandy wśród żołnierzy i milicjantów 8.
Strajk powszechny nie oznacza – zdaniem redakcji “Inprekora”, że w jego wyniku władza biurokracji od razu zostanie obalona. Może się on zakończyć
kompromisem, ale trzeba wówczas zdawać sobie sprawę z jednej rzeczy: byłby to jedynie kompromis taktyczny, zawieszenie broni, powrót do sytuacji dwuwładzy
sprzed 13 grudnia.
O nastrojach, które mogły sprzyjać takiemu rozwiązaniu świadczyły manifestacje 1 i 3 maja, a przede wszystkim 31 sierpnia 1982 r., w których wzięło udział ok.
pół miliona osób. Jednakże sama TKK, nie rozstrzygnęła kwestii strajku powszechnego, który najpoważniej był traktowany na Dolnym Śląsku. Region ten stał się
polem eksperymentalnym różnych form walki z reżimem. Szeroko komentowane w “Inprekorze” były spory między Władysławem Frasyniukiem, szefem
wrocławskiej “Solidarności”, a “Solidarnością Walczącą” – zwracać się w kierunku zakładów, czy ulicy, strajki, czy manifestacje. Trockistom bliższe były pozycje
Frasyniuka, choć przyznawali SW zasługę zerwania z nadziejami na dogadanie się z władzą 9. Po demonstracjach 31 sierpnia zaznaczył się jednak odpływ ruchu
masowego. Według redakcji “Inprekora” główną przyczyną tego stanu rzeczy, były wahania TKK w sprawie strajku powszechnego i w ogóle “permanentny kryzys
strategii, w jakim jest pogrążona TKK i cała “Solidarność”, który bierze się z iluzji ugody narodowej” 10.
Kowalewski opisywał trzy główne koncepcje walki charakterystyczne dla ówczesnego podziemia. Pierwsza z nich to doświadczenie podziemnej organizacji
politycznej o charakterze kadrowym, które miałyby powstać jako substytut ruchu społecznego (np. “Solidarność Walcząca”), drugi wzorzec to rozszerzone
doświadczenie opozycji demokratycznej sprzed sierpnia 1980, budowy społeczeństwa podziemnego (region Mazowsze), wreszcie – stawiana za wzór przez
trockistów – “linia fabryk” Dolnego Śląska. “Frasyniuk stworzył robotniczy wariant idei społeczeństwa podziemnego” – stwierdzał Kowalewski 11 – “bowiem w
centrum jego struktur widział podziemną organizację związkową”. Cytowany przez Kowalewskiego Pinior następująco scharakteryzował “linię fabryk”: “1.
Robotniczy Komitet Strajkowy podkreśla nieustannie: nasz związek to zakłady pracy, przede wszystkim fabryk. (...) Jeżeli pozwolimy zepchnąć się na działanie
zewnętrzne wobec naszych zakładów, przegramy związek. 2. Twierdzenie, że strajk się skompromitował, że zakłady pracy nie zastrajkują, to odcięcie się od naszej
bazy, od źródła naszej siły i żywotności (...). Rezygnacja ze strajku to już tylko liczenie na cud. 3. Albo uderzymy strajkiem generalnym, zaczniemy się do niego
poważnie przygotowywać, albo czekają nas długie lata rządów wojskowych. (...) 4. Odpowiednie przygotowanie zakładów i osiedli do strajku powszechnego to
naczelne zadanie samoorganizującego się społeczeństwa.”
Częściowa amnestia, wizyta papieża, a wreszcie zniesienie stanu wojennego latem 1983 miały świadczyć o liberalizacji reżimu. Były one jednak przede wszystkim
“wyrazem układu sił, jaki mimo stanu wojennego i represji został narzucony totalitarnej władzy przez zepchnięty do podziemia ruch społeczny” 12. Redakcja
“Inprekora”, wciąż opowiadając się za strategią strajku powszechnego, przyznawała, że w tym czasie stan przygotowań do niego jest niedostateczny i inicjatywy
zmierzające ku niemu można uznać za przedwczesne. Trzeba do niego przygotować organizacyjnie i psychicznie struktury związkowe, łączyć je w sieci “strajkowych
komisji zakładowych”. Przewidywano, że strajk powszechny nie wybuchnie jednocześnie we wszystkich zakładach, lecz rozpocznie się od kilkunastu wielkich
przedsiębiorstw, które pociągną za sobą resztę 13.
Na przełomie 1984 i 1985 ruch społeczny przeżył dwie ciężkie chwile – zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki i ogłoszenie kolejnych podwyżek cen. Z żadnej z tych
prób nie wyszedł obronną ręką. Temu bezwładowi “Solidarność” poświęcono dwuczęściowy artykuł w “Inprekor”ze (nr 18 i 19) pod wymownym tytułem “Kryzys
ruchu społecznego”.
W wyniku kryzysu strategii, czyli również kierownictwa niezdolnego do jej wypracowania, “potencjał jaki nadal reprezentuje ruch społeczny – czytamy w artykule –
zamiast narastać i konsolidować się, ulega rozproszeniu, zanika w pewnych okresach na wielu odcinkach, wytraca się w nieskutecznym działaniu, w sumie wyraźnie
słabnie. Trzeba bić na alarm”. Podziemne kierownictwo ruchu, jak i sam Wałęsa wciąż byli przywiązani do koncepcji “drugiego wyjścia” – porozumienia z władzą
przy wydatnym udziale Episkopatu. Redakcja “Inprekora” zastrzegła się, że jest świadoma jak niezwykle trudno kierować jest ruchem społecznym zepchniętym do
podziemia. Jednakże w ciągu tych kilku już lat po stanie wojennym kierownictwo okazało się wciąż pełne iluzji. Dominującą rolę w społeczeństwie podziemnym
zaczęły odgrywać środowiska inteligenckie, na ogół oderwane od zakładów pracy, czego efektem było “strukturalne rozproszenie i rozmycie woli i dążeń klasy
robotniczej”.
“Ponieważ zaś nie ma ani naturalnego , zmaterializowanego w strukturze organizacyjnej ruchu społecznego odniesienia do klasy robotniczej, ani ideowo-politycznych
organizacji robotniczych, nie dość wykrystalizowane ongiś i nie uosobione w poszczególnych przywódcach związkowych zdobycze programowe “Solidarność”
ustępują miejsca presji różnych zjawisk ideologicznych, żyjących życiem własnym za sprawą rozmaitych wąskich, ale w tej sytuacji uzyskujących rangę
opiniotwórczych środowisk”.
Redakcja “Inprekora” uważała, że konieczny jest jak najszybszy powrót do programu “Solidarność” z 1981 r., z drugiej strony zapewnienie pomocy odosobnionym
walkom strajkowym, które toczono wówczas w obronie bieżących interesów robotników. Potrzebne było ich zdaniem jak najszersze zawieranie poziomych
porozumień między ogniwami związkowymi szczebla zakładowego i ponadzakładowego. Powinny one pracować nad taktyką i strategią ruchu społecznego,
alternatywną wobec tej, jaką zaprezentowało ówczesne kierownictwo.
Stan wojenny zwiększył rolę czynnika świadomego w ruchu. Kiedy jednak nie znajduje on skoncentrowanego wyrazu w organach kierowniczych, to przywódcy
ruchu idą po linii najmniejszego oporu, a ruch cofa się – widać to na przykładzie jego wycofywania się na pozycje przedsierpniowej opozycji demokratycznej.
Przykładem tego jak daleko kierownictwo “Solidarność” odeszło od programu Rzeczpospolitej Samorządnej były postulaty gospodarcze TKK przyjęte we
wrześniu 1985 r. Zrywały one z planowaniem gospodarczym, samorządności robotniczej przyznając poślednią rolę w stosunku do rynku. Jeden z postulatów
brzmiał: “bezwzględnie i konsekwentnie należy wprowadzić w życie zasady upadłości i bankructwa przedsiębiorstw nierentownych”. Jak wskazuje redakcja
“Inprekora” “sprzeczność między pewnym stopniem uspołecznienia środków produkcji (jakim jest niewątpliwie ich upaństwowienie), a ich partykularnym
zarządzaniem można rozwiązać albo zwiększając stopień uspołecznienia (czyli uspołeczniając zarządzanie), albo partykularyzując własność środków produkcji
(drogą reprywatyzacji)” 14.
Kierunek ku gospodarce rynkowej dał się jednak zauważyć wcześniej już w zapoczątkowanych reformach rządowych. Przykładem jest zniesienie pułapu
wynagrodzeń w 1984 r., powodujące ich silne zróżnicowanie. Ale jak zwierzył się wówczas minister Ciosek: “Płacami powinny rządzić brutalne prawa
ekonomiczne”. Nastąpiła pewna decentralizacja zarządzania porównywana w “Inprekorze” do “feudalizacji stosunków społecznych”: osłabienie władzy centralnej,
przy umocnieniu się jej “namiestników”, którym silniej podporządkowano pracowników 15. Pikanterii tym manewrom rządu dodawał też fakt, że zastępcą
pełnomocnika rządu ds. reformy gospodarczej, prof. Zdzisław Sadowski, był wcześniej ekspertem “Solidarność”.
 
4.3 Budowa opozycji robotniczej w łonie “Solidarności”
IV Międzynarodówka “weszła w Solidarność” nie z koncepcją “wyrwania czegoś”, lecz wpływania na sam ruch. Zmieniono tą postawę, kiedy już ewidentny był
kryzys kierownictwa związku, niezdolnego do wypracowania spójnej strategii. Nie chodziło jednak międzynarodówce o założenie organizacji, która sama
proklamowała by się awangardą. “Działacze, którzy zgrupują się najpierw na bazie zasadniczo programowej i politycznej są tylko pierwszym ośrodkiem partii. Nie
proklamuje się ona woluntarystycznie “kierownictwem klasy robotniczej”, co nie miałoby żadnego faktycznego znaczenia, spróbuje natomiast zdobyć zaufanie klasy
przez swą działalność i to czyniąc, przyciągnie najlepszych robotników pojawiających się w trakcie procesu samoorganizacji proletariatu. Stanie się rzeczywistym i
efektywnym kierownictwem w miarę, jak powiedzie się jej fuzja z naturalnymi przywódcami klasy robotniczej” 16.
Po stanie wojennym międzynarodówce udało się utrzymać kontakty z pojedynczymi osobami w Warszawie, Lublinie i na Śląsku. W końcu 1982 r. w Paryżu
zorganizowano spotkanie w którym wzięli udział ludzie z kraju.
Poprzez działacza ze Śląska nawiązano kontakty z radykalną Tymczasową Komisją Koordynacyjną Kopalń Jastrzębia, która powstała w maju 1983 i wydawała
wówczas jedyne regularne pismo w regionie – miesięcznik “Głośno” oraz z Polskim Ruchem Oporu-Związkiem Rada Robotniczych, utworzonym przez grupę
robotników-socjalistów, głównie z Gliwic. PRO wydawał w miarę regularnie pismo “Wolny Robotnik”, współpracował przez pewien czas z “Robotnikiem” i głosił
dość oryginalną strategię:  “Należy – czytamy w programie PRO – przygotować się do strajku generalnego, który powinien wybuchnąć wraz z wprowadzeniem
przez rady robotnicze stanu wyjątkowego w oparciu o wzór, jaki zaprezentowała junta WRON” 17.
Inne środowiska, które nawiązały współpracę z IV Międzynarodówką ponownie wyszły z Ośrodka Pracy Politycznej Zrzeszenia Studentów Polskich Uniwersytetu
Warszawskiego “Sigma”. Była to dziesięcioosobowa grupa głównie studentów, w której prym wiódł student prawa Robert Dymkowski. Latem 1984 rozpoczęli oni
wydawać pismo “Front Robotniczy”. W pierwszym numerze (12.08.1984) ukazał obszerny fragment “Listu Otwartego”, dotyczący samoorganizacji klasy
robotniczej, również w podtytule określono, że jest to “pismo na rzecz samorządności robotniczej”. Bardziej teoretyczne nastawienie miała “Sprawa Robotnicza”,
wydawana przez małą grupę, która wcześniej współpracowała z vargistami, przy tworzeniu pisma “Metro”.
W “Inprekorze” z przełomu 1983/84 podjęto próbę usystematyzowania historii polskiej lewicy antystalinowskiej w PRL. Punktem dojścia miała być lewica
rewolucyjna połowy lat 80., której przedstawiciele są “rozsiani po rozmaitych strukturach społeczeństwa podziemnego” i powinni się odszukać, by “wymienić swoje
doświadczenia, ujednolicić refleksję polityczną, do jakiej ich te doświadczenia skłaniają i nawiązać ze sobą stałą i regularną współpracę, która pozwoliłaby im
zawrzeć porozumienie lewicy rewolucyjnej”. Przy czym redakcja “Inprekora” zastrzegła, że “chodzi o porozumienie ludzi czynu, których łączy współny pogląd na
zadania dalsze i bliższe ruchu społecznego”, a nie o “klub hołdujący takiemu czy innemu światopoglądowi lub kultywujący tradycje takiej czy innej myśli
ideowo-politycznej” 18.
Nie wszystkie poglądy prezentowane w “Inprekorze” były bezkrytycznie przyjmowane przez działaczy krajowych struktur. Część redakcji “Sprawy Robotniczej”
krytykowała redakcję “Inprekora” za pomijanie tradycji KPP oraz jednoznacznie negatywną ocenę PPR, przede wszystkim jednak za niezauważanie
“zdecydowanego i spontanicznego zwrotu masowego ruchu “Solidarność” na prawo”. Redakcja odpowiadała, że “nie można wychodzić od ideologicznego stanu
ducha mas, określać zadań politycznych w odniesieniu do ich psychologii. Punktem wyjścia może być tylko sytuacja obiektywna, na którą składają się z jednej
strony oczywisty zmierzch systemu władzy totalitarnej, a z drugiej obiektywna dynamika rewolucyjna ruchu społecznego”. To zamieszanie ideologicznego miało być
głównie skutkiem ciężkich warunków w jakich przyszło działalność związkowi oraz wahań jego kierownictwa 19.
Tymczasem grupy w Polsce rozpoczęły ścisłą współpracę – zwłaszcza środowisko warszawskie oraz PRO. Głównym spoiwem było postawienie na strategię
robotniczą w walce z biurokracją, mającą oparcie w fabrykach, której ostatecznym etapem byłby powszechny strajk czynny.
W maju 1985 r. odbyło się spotkanie przedstawicieli “Głośno”, “Wolnego Robotnika”, “Frontu Robotniczego” i “Sprawy Robotniczej”, w którym wziął również
udział działacz jednej z zachodnioeuropejskich sekcji międzynarodówki, na którym powołano do życia Porozumienie Prasowe Opozycji Robotniczej (później
przekształcone w Porozumienie Opozycji Robotniczej – “Solidarność”). W pierwszym numerze pisma POR “Przełom” Komisja Wykonawcza porozumienia
podkreślała: “W odróżnieniu od tzw. opozycji niepodległościowej i demokratycznej, na pierwszym miejscu stawiamy walkę o sprawy robotnicze. Nie znaczy to, że
odrzucamy demokrację, czy niepodległość – przeciwnie, uważamy, że tylko w kraju suwerennym politycznie i nie wyzyskiwanym ekonomicznie możliwe jest
wyzwolenie pracy” 20. Przyjęto też projekt Platformy Opozycji Robotniczej – faktycznie pierwszy program polskiej lewicy rewolucyjnej od czasów “Listu
Otwartego”.
“Walka polityczna, która toczy się w Polsce od 1980 r., – czytamy w dokumencie – najczęściej nazywana walką pomiędzy społeczeństwem a władzą, jest przede
wszystkim walką klasową”, której stronami jest klasa robotnicza i biurokratyczna władza państwowa. Jako cel PRO przyjęto upodmiotowienie klasy robotniczej,
“możliwe jedynie przez szeroko rozbudowany system samorządów”. Związany z tym powinien być wszechobecny pluralizm polityczny, przy czym nie można jeszcze
przesądzić jaką rolę miałby tu do odegrania Sejm.
Obalenie władzy biurokratycznej mogło mieć – zdaniem działaczy POR – różnorodny przebieg. Położono jednak nacisk na “rewolucyjny strajk generalny,
przechodzący w strajk czynny, wsparty działaniami poza zakładami pracy”.
Za rewolucyjną strategię uznano konsekwentne rozwijanie samoorganizacji klasy robotniczej. Stąd wysuwane żądania w swych programach zawsze muszą
uwzględniać trzy elementy: muszą odpowiadać potrzebom klasy robotniczej, uwzględniać aktualny stan świadomości tej klasy oraz pozwalać w trakcie walki
rozszerzać jej samoorganizację, jak i sojuszniczych wobec niej grup społecznych.
Za podstawową formę samoorganizacji uznano istnienie niezależnego ruchu robotniczego. Niezależnego od “wszelkich organizacji i instytucji działających poza klasą
robotniczą”. Polityczny rozwój ruchu robotniczego wymaga też pluralizmu wewnętrznego.
Odrzucając nacjonalistyczny obraz walki antybiurokratycznej (walki ze Związkiem Radzieckim) opowiadano się za niepodległością narodową, jako “efektem
społecznowyzwoleńczej walki klasowej”, nie zapominając o odwołaniu się do “międzynarodowej solidarności ludzi pracy”, będącej najpewniejszym
sprzymierzeńcem polskich robotników.
Przeciwstawiono reprywatyzacji, jak i autonomizacji własności państwowej w ramach reformy biurokratycznej realne uspołecznienie środków państwowych.
Władzę polityczną traktowano tylko jako instrument służący do zdobycia władzy ekonomicznej.
Autorzy dokumentu zastrzegli jednocześnie, że “budując porozumienia organizacyjne czy też w przyszłości partie rewolucyjne nie przeciwstawiamy się szerokiemu
ruchowi robotniczemu”, chcąc przyczynić się do jego rozwinięcia.
Działalność grupy warszawskiej skomplikowała wpadka offsetu oraz odejście redakcji “Sprawy Robotniczej” (w sumie wyszły dwa numery tego pisma), po
oprotestowaniu przez nich dossier poświęconego lewicy Ukraińskiej Armii Powstańczym w 17 numerze “Inprekora”. Powołali oni do życia w końcu 1985 r. Grupę
Samorządności Robotniczej – Komuniści, która na pewien okres zniknęła z pola działalności radykalnej lewicy.
W sierpniowym “Froncie Robotniczym” 21 wezwano do tworzenia grup politycznych (środowiskowych , zakładowych, dzielnicowych). Grupy nastawione miały
być na trzy podstawowe formy aktywności: “edukację – czyli działania samokształceniowo-programowe, agitację – czyli działania propagandowo-kadrowe,
interwencję – działania bezpośrednio wykonawcze”. Ludziom z redakcji “Frontu” nie udało się jednak wyjść poza etap grup samokształceniowych. Szerszą próbą
działalności interwencyjnej były propozycje strajku czynszowego wysunięta przez grupę polityczną “Praga-Północ” (wydała ona dwa numery biuletynu “OBI”
wiosną 1986 r.)
Na początku 1986 r. ukazał  się apel POR w obronie stopy życiowej i majątku narodowego, jako program walki bieżącej porozumienia. Za najważniejsze dla
obrony stopy życiowej pracowników uznano wprowadzenie dodatku drożyźnianego, rekompensującego wzrost cen, wyrównanie rozpiętości uposażeń, skracanie
czasu pracy bez obniżenia płacy, wprowadzenie dodatków mieszkaniowych dla osób żyjących poniżej minimalnej normy metrażowej, zredukowanie wydatków
biurokracji. Na płaszczyźnie “doraźnej obrony substancji gospodarki narodowej” za najważniejsze uznano chronienie mienia społecznego przed niegospodarnością
biurokratów, pilnowanie jakości produkcji, wymuszanie racjonalności pracy oraz ujawnienie danych gospodarczych. By to osiągnąć należy “w miejscu pracy
tworzyć zręby samorządu wytwórców. Należy wspierać wszelkie istniejące, niezależne i realnie działające w zakładzie pracy legalne, półlegalne i nielegalne
organizacje robotnicze”. Potężnym jego sojusznikiem miały być także zręby samorządu mieszkańców, w postaci “niezależnych komitetów osiedlowych”. W dalszej
perspektywie jako konieczne uznano skoordynowanie tych różnych struktur samoorganizacji, w celu wymiany doświadczeń, organizowani wsparcia dla
strajkujących, opracowywanie programów walki antybiurokratycznej 22.
Kiedy jednak w pierwszej połowie 1986 z powodu sporów wewnętrznych zawieszono wydawanie “Frontu Robotniczego”, POR został już zupełnie zdominowany
przez grupę “Wolnego Robotnika”. Redaktorzy pisma byli m.in. gośćmi międzynarodówki na Zachodzie. W lutym 1986 podczas wpadki drukarni “Wolnego
Robotnika” do konspiracji miał przejść Damian Dziubelski, wybrany przewodniczącym POR. Pewne elementy w działalności tej grupy zaczęły jednak wywoływać
podejrzenia grupy warszawskiej, jaki i centrali międzynarodówki. Przykładowo na początku 1986 r. “Wolny Robotnik” poinformował, że w wyniku reorganizacji
PRO–ZRR, powstały trzy współpracujące struktury: Międzyzakładową Strukturę “Solidarność” na Śląsku, POR Region Górnośląski, Grupę Polityczną PRO–ZRR,
co uznano za sztuczne “mnożenie bytów”.
W maju 1986 na bazie POR proklamowano powstanie Tymczasowego Komitetu Założycielskiego Robotniczej Partii Rzeczpospolitej Samorządnej – sekcji polskiej
IV Międzynarodówki. W pierwszym numerze pisma RPRS “Zryw” opublikowano deklarację ideowo-polityczną partii “W walce o niepodległą samorządową
Rzeczpospolitą Polską”, przy czym platforma POR miała być jej tymczasową bazą programową. Był to już przejaw “ucieczki do przodu”, gdyż partię tworzyli
faktycznie ci sami ludzie, co POR 23. W celu ocenienia na miejscu sytuacji do Gliwic udali się przedstawiciele międzynarodówki, którzy stwierdzili, że działalność
grupy śląskiej jest w znacznej mierze fikcyjna i zerwano z nią kontakty zimą 1986/87 24.
 

Tekst ukazał się w 2003 roku na portalu Lewica Bez Cenzury

 
 

Społeczność

jednolity front