Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

Powstanie Krakowskie 6 listopada 1923

powstanie_krakowskie_1923.jpg

 
 
Kryzys gospodarczy, który w roku 1923 ogarnął świat kapitalistyczny, miał w Polsce szczególnie ostry przebieg. Polska była krajem zacofanym, o dużych pozostałościach feudalnych. Rządy kapitalistyczno-obszarnicze wyprzedając bogactwo kraju kapitałowi zagranicznemu i uzależniając kraj ekonomicznie i politycznie od międzynarodowego imperializmu, doprowadziły Polskę do zupełnej katastrofy gospodarczej, a najszersze masy pracujące do skrajnej ruiny i nędzy. Olbrzymie sumy pochłaniało utrzymanie aparatu militarystyczno-biurokratycznego, który potrzebny był polskim klasom posiadającym do tłumienia wrzenia rewolucyjnego e kraju, do dławienia walki narodowo-wyzwoleńczej na okupowanych ziemiach Ukrainy i Białorusi Zachodniej oraz do przygotowania wojny przeciw ZSRR. Rosło bezrobocie. Inflacja doprowadziła do niebywałej nędzy i głodu nie tylko robotników i masy pracującego chłopstwa, nie tylko inteligencję pracującą i przeważającą część pracowników państwowych i prywatnych, ale również szerokie masy drobnomieszczaństwa- drobnych handlarzy. „Nie staczamy się już po równi pochyłej” - musiał stwierdzić jeden z przywódców „Wyzwolenia”, Thugutt - „ale głową na dół lecimy w przepaść bezdenną.
 
 

Przykład Kraju Rad i rosyjskiej klasy robotniczej rewolucjonizująco oddziaływał na masy pracujące Polski.
 
 

Kierowana przez Komunistyczną Partię Polski walka o ludzkie warunki bytu mas pracujących stawała się coraz bardziej uporczywa, zdecydowana, zacięta, coraz częściej żądania ekonomiczne splatały się z żądaniami politycznymi - w obronie ustawodawstwa społecznego, o uwolnienie aresztowanych działaczy rewolucyjnych, przeciwko represją wobec związków zawodowych, organizacji robotniczych i ich prasie.
 
 

Niemal codziennie w różnych miejscowościach kraju wybuchały strajki, odbywały się burzliwe demonstracje i wiece, podczas których nierzadko dochodziło do krwawych starć z policją.
 
 

Szczególnego rozmachu nabrała walka w październiku, gdy przystąpił do niej proletariat Górnego Śląska. Bohaterski strajk górników, który przekształcił się w strajk powszechny na całym Górnym Śląsku, prowadzony był przez jednolitofrontowy „Komitet 21”, wybrany na walnym zebraniu delegatów wszystkich kopalń i hut górnośląskich. Na czele „Komitetu 21” stał komunista, poseł do sejmu śląskiego, Józef Wieczorek. W późniejszej fazie strajku przyłączyli się do niego górnicy Zagłębia Dąbrowskiego. Oba strajki zakończyły się zwycięstwem.
W tym samym czasie przystępują do strajku kolejarze - najpierw w warsztatach kolejowych w Krakowie, następnie we Lwowie, Przemyślu, Tarnowie, Nowym Sączu. Strajk obejmuje stopniowo wszystkie najważniejsze węzły kolejowe w całym kraju. Walka kolejarzy miała szczególne znaczenie, gdyż paraliżował jeden z najważniejszych odcinków życia gospodarczego - koleje.
 
 

W wielu miejscowościach do strajkujących kolejarzy dołączyli się pocztowcy. W Krakowie strajk został poparty przez solidarnościowy strajk w całym mieście. Pomimo zdecydowanego zakazu przystąpienia do strajku, wydanego przez prawicowych przywódców PPS i opanowanej przez nich Komisji Centralnej Związków Zawodowych - strajk kolejarzy rozszerzał się z dnia na dzień,przekształcając się faktycznie w strajk powszechny na kolejach.
 
 

 

Chcąc złamać walkę kolejarzy i wymusić na nich przystąpienie do pracy, ówczesny rząd Chjeno-Piasta (blok endeków występujących pod nazwą Chrześcijańskiej Jedności Narodowej - tzw. Chjena - z kułacką partią PSL-Piast) wydał rozporządzenie o militaryzacji kolei. Kilkanaście roczników powołano do służby wojskowej, grożąc jednocześnie karą za dezercje lub niestawiennictwo.
 
 

31 października rząd wydaje dekret o sądach doraźnych i ogłasza stan wyjątkowy.
 
 
 
Rzucone przez komunistów hasło strajku powszechnego znajduje coraz szerszy odzew w masach pracujących. Pod naciskiem dołów prawicowi przywódcy PPS zmuszeni są proklamować na 5 listopada strajk powszechny.
 
 

Od pierwszego dnia strajku sytuacja w kraju była naprężona, postawa strajkujących zdecydowana i bojowa. Wszystkie większe ośrodki robotnicze zostały obsadzone silnymi oddziałami policji i wojska. Szczególny „opieką” otoczono skupiska kolejarzy, którzy wysunęli się na czoło strajkujących.
 
 

Kraków, gdzie maszyniści pierwsi dali sygnał do strajku, wyglądał jak obóz warowny. Wydano zakaz gromadzenia się pod gołym niebem. Robotnicy nie usłuchali zakazu i tłumnie zebrali się na ulicach i placach. Nie pomagały perswazje prawicowych przywódców PPS. Już pierwszego dnia doszło do kilka krotnych ostrych starć z policją.
 
 
 
 6 listopada od wczesnego rana tłumy strajkujących ciągnęły ze wszystkich krańców miasta do Domu Robotniczego. Prowadzące do niego wyloty ulic były jednak zamknięte gęstym kordonem policji. Za policją ustawiono wojsko. Coraz liczniej nadchodzący robotnicy starali się przerwać kordon, by przedostać się do swej siedziby związkowej. Gdy jedna z kompani wojska, wezwana na pomoc policji, zawahała się w wykonaniu rozkazu, robotnicy śmielej zaczęli nacierać.
 
 
 
Pod naporem mas kordon został przerwany. Część robotników, która przedarła się do Domu Robotniczego, wraz ze znajdującymi się już tam robotnikami i robotnicami zaatakowała kordon policji od tyłu. Padła salwa, a gdy robotnicy nie cofnęli się, wojsko otrzymało rozkaz rozproszenia manifestantów bagnetami. Gdy jednak żołnierze zbliżyli się do tłumu, kilku oficerów chwyciło oficera i poniosło go do Domu Robotniczego, a robotnicy, zmieszawszy się z żołnierzami, wezwali ich do oddania broni. W odpowiedzi na to wielu żołnierzy zaczęło oddawać karabiny robotnikom lub rzucać je na ziemię. Pozostałym żołnierzom broń odebrano. Uzbrojeni w kilkaset karabinów robotnicy przeszli do ataku i wkrótce już przyległe do Domu Robotniczego ulice zostały oczyszczone z policji. Wysłane przeciwko robotnikom nowe oddziały policyjne zostały również przez nich rozpędzone: większość policjantów wycofała się w popłochu, część skryła się po bramach, które powstańcy natychmiast obsadzili nie wypuszczając stamtąd nikogo. Wielu policjantów przebrało się w cywilne ubrania, by w ten sposób wydostać się z dzielnic objętych walkami.
 
 
 
Bitwy rozgorzały w kilku punktach miasta. Robotnicy atakowali policjantów karabinami, laskami, kamieniami, butelkami, zmuszając ich do ucieczki.
 
 
 
Gdy ówczesny dowódca krakowskiego okręgu wojskowego, Czikiel - były generał austriacki, zdrajca, płatny agent kapitału zagranicznego, zdemaskowany i skazany w Polsce Ludowej za jawną współprace z hitlerowcami w czasie okupacji - dowiedział się o przebiegu akcji i porażce policji, wydał rozkaz wysłania przeciwko kilku szwadronów ułanów. Nim jednak ułani dotarli do Domu Robotniczego, posypały się na nich kule i kamienie z plantów, z okien, z bram i dachów domów, zaś u wylotu ulicy Dunajewskiego, gdzie mieścił się Dom Robotniczy, pędzące konie ślizgały się na polanym wodą asfalcie i przewracały, zrzucając z siebie jeźdźców, których robotnicy jako jeńców odprowadzali do Domu Robotniczego. Ten sam los spotkał następny szwadron.
 
 
 
Unieruchomiono i zdobyto ostrzeliwujący robotników samochód pancerny „Dziadek”. Aresztowano obsługę samochodu oraz zarekwirowaną broń robotnicy odesłali do Domu Robotniczego. Nie zdołały również odstraszyć robotników krążące nisko nad miastem samoloty wojskowe. W walce o ludzkie warunki życia, o Polskę bez wyzysku i nędzy oddało swe życie na ulicach Krakowa kilkunastu robotników, setki zostało rannych.
 
 
 
Do południa niemal połowa miasta znajdowała się w rękach powstańców. W bohaterskiej walce przeciwko rządowi obszarników i kapitalistów wykuwał się na ulicach Krakowa jednolity front robotników bez względu na ich przekonania polityczne i przynależność partyjną. Bohatersko walczyli ramię przy ramieniu, wspomagając się wzajemnie, robotnik-komunista, robotnik z PPS, NPR, ChD i robotnik bezpartyjny. Brak było jednak jednolitego, rewolucyjnego kierownictwa. Członkowie Komunistycznej Partii Robotniczej Polski byli w pierwszych szeregach powstańców i swoim przykładem zagrzewali do boju proletariat Krakowa. Nie zdołali jednak skoordynować walki i - wbrew zdrajcom z PPS - stanąć na jej czele.
 
 
 
Podczas powstania krakowskiego przebywało w Krakowie kilku posłów oraz wielu działaczy pepesowskich w związku z przygotowaniami do kongresu PPS, który miał się odbyć w listopadzie tegoż roku. Jednak żadnego z przywódców tej partii nie było widać w szeregach robotników, gdy opierali oni natarcia wojska i policji, gdy w walce przeciwko znienawidzonemu rządowi przelewali swą krew.
 
 
 
Cóż, więc robili? Otóż część z nich, z posłem Klemensiewiczem na czele, ulokowała się w Domu Robotniczym, gdzie odbierał i chował przed robotnikami broń, którą ci zdobywali na żołnierzach i policjantach. „Postanowiliśmy” - przyznał otwarcie Klemensiewicz - „zebrać broń i złożyć ją w bezpiecznym miejscu”.
 
 
 
Inni a wśród nich posłowie Bobrowski i Marek, ukrywają się przez cały czas trwania walk w swych prywatnych apartamentach, „działali” przez telefony, alarmując CKW PPS oraz burżuazyjnych ministrów, by, czym prędzej dopomogli w zlikwidowaniu powstania.
 
 
 
Przerażone wypadkami w Krakowie centralne władze rządowe i CKW PPS szybko uzgodniły plan działania: rząd wstrzyma akcje wojska, a PPS odwoła strajk powszechny, rozbroi powstańców i zwróci władzom zdobytą przez robotników broń.
 
 
 
Generał Czikiel otrzymuje telefoniczną informacje z Warszawy: rząd poleca wstrzymać akcję zbrojną dla „dania możliwości posłom socjalistycznym uspokojenia tłumów”
 
 
„Teraz” - powiedział poseł Bobrowski - „nadszedł moment działania dla posłów i przywódców partyjnych.”
 
 
 
Na czym to „działanie” polegało? Przy pomocy oszustw i podstępu odebrali oni robotnikom zdobytą broń. Wysyłali na miasto bojówkarskie grupy pepesowskiej „straży porządkowej”, które podstępem lub siłą rozbrajały robotników.
 
 
 
Dopiero, gdy broń znalazła się powrotnie w „bezpiecznych rękach”, przywódcy PPS odważyli się obwieścić w Krakowie odwołanie strajku powszechnego. Wywołało to nową fale oburzenia i buntu. Robotnicy krakowscy znowu tłumnie podążyli do Domu Robotniczego, wdarli się do lokalu, gdzie obradowały góry PPS, domagając się oddania im karabinów. Pobili przy tym dotkliwie przewodniczącego Związku, Hofmana. „Wielu z nich nie chciało powrócić do pracy, żądając oddania broni” - stwierdził poseł Klemensiewicz. Gdy zaś 8 listopada po powrocie do pracy okazało się, że i tutaj zostali oszukani, gdyż od powołanych do służby kolejarzy zażądano złożenia przysięgi, innym zaś dano wymówienia, kolejarze z miejsca porzucili pracę i wbrew przywódcom pepesowskim zwołali wiec, w którym wzięło udział ponad 50 tys. robotników.
 
 
 
Wobec takiej postawy robotników rząd zmuszony był uchylić militaryzacje kolei, redukcję i dekret o sądach doraźnych oraz wypłacić robotnikom wynagrodzenie za okres strajku.
 
 
 
Łamistrajkowa, zdradziecka robota przywódców PPS była główną przyczyną porażki proletariatu polskiego w tym burzliwym okresie walk rewolucyjnych. Proklamując pod naciskiem mas strajk powszechny prowadzili oni jednocześnie pertraktacje z rządem. W tym zaś momencie, gdy w Krakowie zwyciężyli powstańcy, przywódcy PPS wbili nóż w plecy klasie robotniczej, odwołując strajk powszechny.
 
 
Komunistyczna Partia Robotnicza Polski była jedyną w Polsce partią, która walczyła i mobilizowała masy pracujące do walki przeciwko panowaniu burżuazji, o władze dla robotników i chłopów.
 
 
 
Jednakże KPRP nie potrafiła wówczas stanąć na czele całego ludu pracującego Polski i prowadzić go do zwycięstwa. Młoda KPRP była w tym okresie jeszcze niedojrzała ideologicznie i słaba organizacyjnie, nie kierowała się jeszcze w pełni zasadami marksizmu-leninizmu, szczególnie w kwestii chłopskiej i narodowej, bez czego niemożliwa była walka o obalenie ustroju kapitalistycznego.
 
 
 
Burżuazji polskiej udało się jesienią 1924 raz jeszcze zdusić przy pomocy swej agentury w klasie robotniczej rewolucyjną walkę proletariatu.
 
 
 
Walka ta nie była jednak daremna. „Robotnicy i żołnierze krakowscy” - mówi odezwa KC KPRP z czerwca 1924 roku - „zasłużyli sobie na wieczną pamięć ludu pracującego. Uczynili oni potężny krok naprzód ku wyzwoleniu Polski. Po wieczne czasy, gdy Polska będzie już prawdziwie wolna, gdy lud pracujący zaprowadzi w niej swoją władzę i swój ład, szczęśliwsze od nas pokolenia czcić będą pamięć 6 listopada w Krakowie, gdzie po raz pierwszy żołnierz zbratał się z robotnikiem, chłop w mundurze podał rękę walczącemu robotnikowi, żołnierz - Ukrainiec z Galicji Wschodniej, gnębiony u siebie przez polskich obszarników - w robotniku polskim ujrzał brata”.
 
 
 
 
Tekst ukazał się na portalu Lewica Bez Cenzury

Społeczność

jednolity front