Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

Zbigniew Marcin Kowalewski: Marksizm, czyli walka klas jako siła napędowa historii

walka_klas.jpeg

Za fundament myśli marksistowskiej uważam marksizm klasyczny, przez który przede wszystkim rozumiem w pełni dojrzałą myśl marksowską, ucieleśnioną w Kapitale. Dla Marksa Kapitał był najważniejszym dziełem jego życia. Jest on najważniejszym dziełem w całej dotychczasowej historii myśli marksistowskiej – a zarazem najmniej ze wszystkich głównych dzieł Marksa znanym wśród marksistów.
 
 
Oto przejaw jednego z wielkich paradoksów historii tej myśli. Nie wynika on z tego, że jest to dzieło szczególnie obszerne i trudne, choć tak każe mniemać „potoczny rozsądek".
 
 

Paradoks ten wynika z rozpowszechnionego wśród marksistów przekonania, że Kapitał jest specjalistycznym traktatem ze specyficznej dziedziny – ekonomii politycznej – i że niekoniecznie trzeba go znać, aby przyswoić sobie teorię marksistowską. W wielu organizacjach marksistowskich wręcz odstręczano członków od studiowania Kapitału, bo to zajmuje bardzo dużo czasu, a są pilne zadania polityczne... Po co mozolnie brnąć przez to trudne i opasłe dzieło, gdy można obyć się brykiem – półtorastronicowym „wynikiem ogólnym” pracy teoretycznej Marksa, zapisanym w przedmowie do Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej z 1859 r. – a nawet bez trudu nauczyć się go na pamięć i mieć satysfakcję, że posiadło się istotę teorii marksistowskiej? To przekonanie i jego reprodukcja z pokolenia na pokolenie marksistów to skutek walki klas, która – podobnie jak we wszystkim, co ma historię – toczy się w marksizmie. Tymczasem tej teorii nie można sobie prawidłowo przyswoić bez dogłębnych studiów nad Kapitałem, bo trzon teorii Marksa znajduje się w Kapitale. Co więcej, życie nauczyło mnie, że studia nad myślą Marksa i teorią marksistowską najlepiej zaczynać właśnie od studiów nad Kapitałem (oraz książki Lenina Państwo a rewolucja i Historii rewolucji rosyjskiej Trockiego), a dopiero w następnej kolejności studiować inne prace Marksa.
 
 
 
Wszelkie wcześniejsze poglądy teoretyczne Marksa trzeba koniecznie konfrontować z Kapitałem, gdyż w Kapitale Marks sporo z nich zrewidował. Wskażę na jeden, który uważam za zdecydowanie najważniejszy: chodzi o stosunki między siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji, a więc o dwa spośród najbardziej podstawowych pojęć marksizmu. We wcześniejszej od Kapitału o 8 lat przedmowie do Przyczynku Marks zreferował „wynik ogólny”, do którego doszedł przed marcem 1848 r. – a więc 20 lat przed ukazaniem się pierwszego tomu Kapitału – podczas studiów nad ekonomią polityczną, i który stał się „nicią przewodnią” w jego dalszych badaniach. Jest rzeczą oczywistą, że wynik ten, po którego osiągnięciu Marks pracował jeszcze 20 lat, zanim powstał Kapitał, nie może być tożsamy z wynikiem owej późniejszej dwudziestoletniej pracy, zawartym w Kapitale. Tymczasem nagminnie sugeruje się, że... jest!
 
 
 
W owej przedmowie Marks sformułował osławioną tezę o prymacie sił wytwórczych nad stosunkami produkcji – tezę, która bardzo zaciążyła na pomarksowskiej myśli marksistowskiej i położyła się na niej bardzo długim cieniem. Twierdził, że stosunki produkcji odpowiadają poziomowi rozwoju sił wytwórczych. Nigdy nie giną, zanim się nie rozwiną się te wszystkie siły wytwórcze, którym dają one pole rozwoju. Nowe, wyższe stosunki produkcji nigdy nie zajmują miejsca starych, zanim w łonie starych stosunków produkcji nie dojrzeją siły wytwórcze, które stanowią materialne warunki ich istnienia. Na określonym szczeblu swego rozwoju siły wytwórcze popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami produkcji. Te z form rozwoju sił wytwórczych zamieniają się w ich kajdany. Wówczas następuje epoka rewolucji społecznej, która zrywa te kajdany i zaprowadza stosunki produkcji odpowiadające nowemu szczeblowi rozwoju sił wytwórczych.
 
 
 
Ani tu, ani w całej prezentacji „wyniku ogólnego”, zapisanej w przedmowie do Przyczynku, nie ma ani słowa o walce klas, a nawet o istnieniu klas społecznych! Mamy tu jeszcze do czynienia ze „smithowsko-wczesnomarksowskim materializmem historycznym”, w którym „ironią losu jest to, że pozbawia on walkę klas jakiegokolwiek realnego znaczenia przyczynowego – i to nawet wtedy, gdy wydaje się, że plasuje walkę klas (...) w samym centrum przeobrażeń historycznych” (Robert Brenner, Marx’s First Model of the Transition to Capitalism, 1985), a nie z dojrzałą myślą Marksa. Zauważmy, bo to ważne, że stosunki między siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji funkcjonują tu „na modłę heglowskiej niekontradyktoryjnej, a następnie kontradyktoryjnej dialektyki alienacji między formą a treścią, a więc na samej podstawie teoretycznej koncepcji heglowskiej” (Althusser). Oto bowiem stosunki zachodzące między stosunkami produkcji a siłami wytwórczymi mogą przyjmować dwie skrajne formy: formę zgodności albo – przejściowo – formę niezgodności, a siłą napędową wariacji tych form i w ogóle siłą napędową historii jest rozwój sił wytwórczych. W dialektyce sił wytwórczych i stosunków produkcji to siły wytwórcze są określające (determinujące) i to im przypada prymat.
 
 
 
Louis AlthusserLouis Althusser„W rzeczywistości, poza tymi i kilkoma innymi zdaniami, Marks nigdy nie twierdził, że siły wytwórcze mają prymat nad stosunkami produkcji”, pisze Louis Althusser (Marx dans ses limites, 1978), lecz „głosił jednocześnie myśl o jedności stosunków produkcji i sił wytwórczych oraz myśl o prymacie stosunków produkcji (to znaczy zarazem stosunków wyzysku) nad siłami wytwórczymi” oraz wykazał, że „prymat stosunków produkcji ma tylko jeden sens – zachęca do myślenia o tym, że wyzysk to walka klas, a w kapitalistycznym sposobie produkcji kwestie techniczne i technologiczne są kwestiami składowymi walki klas, ale jej podporządkowanymi”. To wszystko jest jasne w Kapitale. To, że stosunków produkcji wcale nie określa poziom rozwoju sił wytwórczych, gdyż w swoistej jedności sił wytwórczych i stosunków produkcji, stanowiącej sposób produkcji, rolę określającą odgrywają stosunki produkcji – oczywiście, odgrywają tę rolę na podstawie i w obiektywnych granicach wytyczonych przez istniejące siły wytwórcze.
 
 
 
Podsumujmy. „W dialektyce sprzeczności przeciwstawiającej sobie siły wytwórcze i stosunki produkcji to tym pierwszym przypisuje się główną rolę i pojmuje się je jak deus ex machina; następuje przyrost sił wytwórczych i rozwijając się popadają one w sprzeczność ze stosunkami produkcji. Rolą tych ostatnich jest tylko hamowanie albo przyspieszanie rozwoju sił wytwórczych, który zachodzi jako pierwszy. Taka koncepcja jest odwrotna niż koncepcja Marksa w Kapitale, w którym dowodzi się, że pierwsze są stosunki produkcji. Pierwsze w znaczeniu logicznym, w sposobie produkcji: to mechanizm względnej wartości dodatkowej pozwala zrozumieć swoisty dla kapitalizmu ruch sił wytwórczych. Pierwsze historycznie: w analizie manufaktury Marks pokazuje, że stosunki kapitalistyczne najpierw opanowują taką produkcję, jaką dziedziczą po poprzednich sposobach produkcji – jest to okres «podporządkowania formalnego», który można umiejscowić w XVII w.; dopiero w późniejszym okresie kapitał «podporządkowuje sobie realnie» siły wytwórcze, określając rewolucję przemysłową XVIII w.” (Alain Testart, Le communisme primitif: Économie et idéologie, 1985).
 
 
 
Prymat stosunków produkcji jest zarazem prymatem walki klas. Siłą napędową historii nie jest rozwój sił wytwórczych, lecz walka klas. „Przez prawie 40 lat podkreślaliśmy rolę walki klas jako bezpośredniej siły napędowej historii”, pisali w 1879 r. Marks i Engels. Teza o walce klas jako sile napędowej historii jest podstawową tezą marksizmu. Materializm historyczny, który stworzyli Marks i Engels, to – jak sama nazwa wskazuje – nauka historii: nauka o historii jako procesie, którego siłą napędową jest walka klas, nauka o warunkach, formach i skutkach walki klas jako siły napędowej historii. Jak to z niezwykłą jasnością umysłu napisał sam Marks, o ile nauka taka w ogóle reprezentuje pewną klasę, może reprezentować tylko tę klasę, której misją dziejową jest obalenie kapitalistycznego sposobu produkcji i ostateczne zniesienie klas – mianowicie proletariat.
 
 
 
Dlatego tendencją marksizmu jest jedność – nierozerwalne powiązanie – nauki o historii jako procesie, którego bezpośrednią siłą napędową jest walka klas, stanowiska proletariackiego w walce filozoficznej, politycznej teorii walki klasowej proletariatu i rewolucji permanentnej oraz programu i strategii rewolucji proletariackiej, przy czym ten program i ta strategia materializują się w politycznej praktyce partii rewolucyjnej.
 
 
 
„Dialektyka jest algebrą rewolucji”, pisał Hercen, a powtarzali to za nim Lenin i Trocki. Hercen miał oczywiście na myśli dialektykę heglowską. Jaka więc dialektyka, bo przecież nie heglowska, jest algebrą rewolucji dla marksistów – oto pytanie. Wiadomo, że nie idealistyczna, lecz materialistyczna, nie apologetyczna ani konserwatywna, lecz – mówiąc słowami Marksa – „krytyczna i rewolucyjna”. Lecz to nie wszystko. Odpowiedź Trockiego na powyższe pytanie była jasna: „Prawdziwą algebrą rewolucji jest materialistyczna dialektyka walki klas” (Literatura i rewolucja, 1924). Ściślej mówiąc – materialistyczna dialektyka nierównomiernego i kombinowanego rozwoju walki klas.
 
 
 
Jak to bardzo dobrze wyjaśnił Étienne Balibar, dialektyka materialistyczna jest dialektyką walki klas, gdyż z walką klas pozostaje w podwójnym stosunku. Po pierwsze, sama stanowi formę walki klas – formę tej szczególnej walki klas, którą jest walka między materializmem a idealizmem. Stanowi ona warunek istnienia dialektyki materialistycznej, toteż dialektyka musi brać ją pod uwagę po to, aby analizować własne sprzeczności. W tej walce, toczącej się w samej dialektyce materialistycznej, i za jej pośrednictwem klasa robotnicza konstytuuje się jako klasa na gruncie ideologicznym i teoretycznym, a tym samym osiąga samodzielne istnienie ideologiczne i teoretyczne. Po drugie, dialektyka materialistyczna ma dotychczas za przedmiot przede wszystkim (żeby nie powiedzieć: wyłącznie) walkę klas. Dialektyka materialistyczna nigdy nie miała i dopóki będą istniały społeczeństwa klasowe nie będzie miała „innego przedmiotu (analizy) niż walkę klas, a dokładniej walkę klas przeciwstawiającą burżuazję proletariatowi (i w stosunku do niej inne historyczne walki klas). Ma za realny przedmiot (który sobie przyswaja realnie, a nie tylko w sposób wyimaginowany, po prostu realizując pragnienie filozoficzne) stosunek konkretnych warunków tej walki klas do jej ogólnej tendencji, co można schematycznie określić jako powiązanie w każdej sytuacji historycznej tendencji do reprodukcji wyzysku kapitalistycznego i tendencji do dyktatury proletariatu”, pisze Balibar.
 
 
 
Dla uniknięcia w tej sprawie nieporozumień, wyjaśniam w ślad za Balibarem, że „nie chodzi o to, aby raz na zawsze definiować, tj. delimitować dialektykę materialistyczną jako teorię walki klas, to znaczy z jednej strony jako zwykłą teorię, a z drugiej – jako teorię szczególnego przedmiotu obok innych”, lecz „o to, aby zrozumieć, że taka dialektyka materialistyczna, jaką dotychczas realnie się praktykuje, nie ma innego przedmiotu poznania niż to, co jest przedmiotem poznania materializmu historycznego, a jednocześnie nie sprowadza się do poznania tego przedmiotu” (Balibar, À nouveau sur la contradiction: Dialectiques des luttes de classes et lutte de classes dans la dialectique, 1977).
 
 
 
W historii dialektyki materialistycznej występują dwie nieodłączne od niej tendencje, które są formami sprzeczności historycznej występującej w jej łonie.
 
 
 
Pierwsza to tendencja obiektywistyczna. Właściwa jest dla niej wspomniana już dialektyka sił wytwórczych i stosunków produkcji, która jest przemiennie niekontradyktoryjna („zgodność stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych”) i kontradyktoryjna (okresowa „niezgodność stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych”). Tendencja ta zasadniczo odróżnia dialektykę od materializmu historycznego. Z dialektyki czyni naukę o świecie – metafizykę przyrody i ewolucji oraz ontologię ogólną, której ogólne „prawa” stanowią aprioryczny fundament materializmu historycznego i stosują się do niego (podobnie jak do wszelkich innych nauk). Była ona historycznie konieczna do uznania obiektywności materializmu historycznego, lecz degraduje rolę walki klas w historii, sprowadzając ją do przejawu czy wyrazu okresowej „niezgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych”. Cechowała „marksizm ortodoksyjny” II Międzynarodówki, w tym zwłaszcza pisma Kautskiego i Plechanowa. Została skodyfikowana, a zarazem gruntownie zwulgaryzowana, w stalinowskim „marksizmie-leninizmie”, którego „katechizmem” były prace Stalina O materializmie dialektycznym i historycznym (1938) i Ekonomiczne problemy socjalizmu w ZSRR (1952), a „biblią” – przygotowany pod jego osobistym nadzorem podręcznik ekonomii politycznej Akademii Nauk ZSRR (1954).
 
 
 
Uświęcono w nim stalinowskie „prawo koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych” jako „ekonomiczne prawo rozwoju społeczeństwa”. Marksowską tezę głoszącą, że bezpośrednią siłę napędową historii jest walka klas, gruntownie wyrugowano, zastępując następującą tezą stalinowską: „Ekonomicznym prawem rozwoju społeczeństwa jest prawo zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych. W społeczeństwie opartym na prywatnej własności i wyzysku człowieka przez człowieka konflikty pomiędzy siłami wytwórczymi a stosunkami produkcji przejawiają się w walce klasowej.” Stalinowskie „prawo” legitymowało wielu uczonych tego kalibru, co Oskar Lange, który w swojej Ekonomii politycznej uznał je za „pierwsze podstawowe prawo ekonomii politycznej i socjologii”. „Sprzeczność, powstająca między nowymi siłami wytwórczymi a starymi stosunkami produkcji”, pisał, „prowadzi do walki klas.” Innymi słowy, toczy się ona wtedy, gdy stosunki produkcji znajdują się w stanie niezgodności z charakterem sił wytwórczych – z czego wynika niezbicie, że gdy znajdują się w stanie zgodności, walka klas się nie toczy! Jakże powstanie tej niezgodności może „prowadzić do walki klas”, jeśli w społeczeństwach klasowych walka klas toczy się zawsze, bo taką walką jest z jednej strony wyzysk, a z drugiej – opór wobec wyzysku?
 
 
 
Druga to tendencja historystyczna. Właściwa jest dla niej – zawsze kontradyktoryjna – dialektyka układów sił. Tendencja ta, będąc reakcją na metafizykę przyrody i w ogóle na tendencję obiektywistyczną, apriorycznie utożsamia dialektykę z historycznością materializmu historycznego. Czyni z niego filozofię praktyki, wyraz organicznej ideologii historii jako praktyki. Tendencja historystyczna była historycznie konieczna do uznania prymatu praktyki i „klasowego punktu widzenia” w samym materializmie historycznym, co wyraziło się w tezie głoszącej, że dialektyka istnieje tylko z praktycznego punktu widzenia, to znaczy takiego, który podporządkowuje teorię określeniom (determinacjom) praktycznym (mnogości praktyk społecznych). Uniemożliwia ona jednak poznanie wewnętrznego wobec praktyki teoretycznej historycznego stosunku obiektywnego poznania do jego własnych warunków możliwości oraz tylko pozornie zapewnia prymat praktyki nad teorią w samej teorii, gdyż myli praktykę z teorią. W dziejach myśli marksistowskiej tendencja ta miała swojego najwybitniejszego rzecznika w Gramscim.
 
 
 
Przeciwstawność tych nie dających się pogodzić tendencji jest wewnętrzna wobec historii dialektyki materialistycznej. Inaczej rzecz się ma z dwiema innymi tendencjami, które można uważać za skrajne formy tendencji podstawowych – pozytywistyczną, stanowiącą skrajną formę tendencji obiektywistycznej, oraz subiektywistyczną, stanowiącą skrajną formę tendencji historystycznej. Dla tendencji pozytywistycznej właściwa jest dialektyka (a raczej już tylko mechanika) rozwoju sił wytwórczych, a dla tendencji subiektywistycznej – dialektyka podmiotu i przedmiotu, która w historii myśli marksistowskiej miała swoich klasycznych rzeczników w Lukácsu (Historia i świadomość klasowa, 1923), Korschu (Marksizm a filozofia, 1923) i Jakubowskim (Nadbudowy ideologiczne w materialistycznym pojmowaniu dziejów, 1935) Obie te tendencje sytuują się na obrzeżach realnej historii dialektyki materialistycznej – tendencja pozytywistyczna dlatego, że jest zasadniczo mechanistyczna, a nie dialektyczna, tendencja subiektywistyczna dlatego, że jest zasadniczo idealistyczna, a nie materialistyczna.



PRYMAT SIŁ WYTWÓRCZYCH ZAMIAST PRYMATU WALKI KLAS
 
 
 
Dlaczego można przekopać się przez góry wydanych w ciągu całego XX w. podręczników marksizmu, publikacji propagujących marksizm oraz prac napisanych – jak zapewniali ich autorzy – z pozycji marksistowskich i nie znaleźć w nich podstawowej tezy marksizmu, głoszącej prymat walki klas, podczas gdy niemal wszechobecna jest w nich teza o prymacie sił wytwórczych? Dlaczego tak wielu nawet najwybitniejszych rewolucjonistów – działaczy i myślicieli marksistowskich – z jednej strony w praktyce (politycznej i teoretycznej) uznawało prymat walki klas, a z drugiej powtarzało tezę o prymacie sił wytwórczych? Dlaczego po podstawowym pojęciu marksistowskim – pojęciu stosunków produkcji – w literaturze marksistowskiej pozostał praktycznie sam tylko termin, a pojęcie znikło, toteż z literatury tej nie można się dowiedzieć, co to w ogóle są stosunki produkcji, a szczególnie co to są kapitalistyczne stosunki produkcji?
 
 

Można przewertować tony literatury marksistowskiej i nie znaleźć w niej fundamentalnego dla marksizmu wyjaśnienia, że we wszystkich społeczeństwach klasowych podstawowym stosunkiem produkcji jest zawsze „wyciskanie pracy dodatkowej z bezpośredniego wytwórcy” (Marks), czyli stosunek wyzysku, że sposoby produkcji – i społeczeństwa, w których panują różne sposoby produkcji – „różnią się od siebie tylko formą, w której praca dodatkowa jest wyciskana z bezpośredniego wytwórcy” (Marks), a więc różnią się podstawowym stosunkiem produkcji, tj. stosunkiem wyzysku.
 
 
 
Dlaczego? Dlatego, że obie hegemoniczne formy „marksizmu historycznego” w XX w., a mianowicie kautskistowski „marksizm ortodoksyjny” II Międzynarodówki i stalinowski „marksizm-leninizm” III Międzynarodówki oraz ich dziedzictwa miały za podstawę wyrugowanie tezy o „roli walki klas jako bezpośredniej siły napędowej historii”, a co za tym idzie, tezy, zgodnie z którą poziom rozwoju i charakter sił wytwórczych określają stosunki produkcji, a więc tezy o prymacie walki klas i co za tym idzie o prymacie stosunków produkcji, oraz zastąpienie jej tezą głoszącą, że poziom rozwoju sił wytwórczych określa charakter stosunków produkcji, a co za tym idzie, faktycznie tezą o roli rozwoju sił wytwórczych jako siły napędowej historii, a więc tezą o prymacie rozwoju sił wytwórczych.
 
 
 
„Teza o prymacie sił wytwórczych ma dwa główne skutki:
 
 
1º Zgodnie z tą tezą, stosunki produkcji nie określają rozwoju sił wytwórczych, lecz jedynie służą przyspieszaniu czy hamowaniu tego rozwoju. Nie bardzo jednak wiadomo, jak mogłyby służyć przyspieszeniu ich rozwoju, bo uważa się, że siły wytwórcze rozwijają się zupełnie same, zgodnie ze swoim własnym dynamizmem”, pisze Testart. „Dochodzi więc do tego, że stosunki produkcji pojmuje się koniecznie i głównie pod postacią możliwej przeszkody, ram, które mniej czy bardziej ograniczają rozwój sił wytwórczych – w końcu o stosunkach produkcji myśli się jako o czymś, co jest zupełnie nieistotne. Jak mówi Balibar, teza o prymacie sił wytwórczych «po prostu nieuchronnie prowadzi do wyeliminowania stosunków produkcji i badań naukowych nad nimi (te badania na ogół zastępuje zwykłe odniesienie się do prawnych form własności środków produkcji).»
 
 
2º Zgodnie z tą tezą, stosunki produkcji i siły wytwórcze popadają w sprzeczność, ale popadają w sprzeczność jako elementy zewnętrzne. Sprzeczność tę pojmuje się mechanicznie, bo oba terminy sprzeczności pojmuje się oddzielnie, bez związku wzajemnego: jeden z terminów jest ruchliwy i napotyka przeszkodę w postaci drugiego, który jest stabilny.”
 
 
 
Testart pisze dalej: „Pojmować siły wytwórcze jako coś, co porusza się samo, niezależnie od społecznych stosunków produkcji, a w końcu natyka się na nie jak na zewnętrzną przeszkodę, to uprawiać determinizm technologiczny, odwoływać się do starego pojęcia postępu technicznego jako pierwszego czynnika ewolucji społecznej. Jak znów mówi Balibar, teza o prymacie sił wytwórczych «jest uprzywilejowaną formą ekonomizmu w łonie marksizmu». W tych warunkach nie można się dziwić, że badacze radzieccy, a w ślad za nimi ci wszyscy, którzy przyjmowali za swoją tezę o prymacie sił wytwórczych, po pierwsze, nigdy nie zdołali odkryć ani jednego społecznego stosunku produkcji i zadowalali się opisywaniem (prawnych) form własności, a po drugie, sprowadzili marksizm do swojego rodzaju ewolucjonizmu w wersji materialistycznej zabarwionej determinizmem technologicznym.”
 
 
 
Polemiką z rewizjonistą Bernsteinem (którego błąd polegał na tym, że powiedział głośno to, co biurokracja socjaldemokratyczna wraz z Kautskim myślała) Kautsky ugruntował w niemieckim i międzynarodowym ruchu robotniczym swoją pozycję „papieża ortodoksyjnego marksizmu”. Udowodnił tej biurokracji, że prowadzona przez nią polityka reformistyczna może i powinna obejść się bez jawnej rewizji marksizmu – że wystarczy przystosować marksizm do tej polityki, niepostrzeżenie przebudowując go od wewnątrz: rugując z niego tezę o prymacie walki klas na rzecz tezy o prymacie sił wytwórczych. Trocki pisał o biurokracji socjaldemokratycznej i roli Kautskiego: „Potężny rozwój kapitalizmu porwał ją i pociągnął za sobą. Najpierw w czynie, a następnie również w słowie wyrzekła się rewolucji w imię reformy. Wprawdzie Kautsky jeszcze bronił frazeologii rewolucji, ale przystosowując ją do potrzeb reformizmu. Bernstein, przeciwnie, żądał wyrzeczenia się rewolucji: kapitalizm wchodzi w epokę pokojowego rozkwitu, bez kryzysów i wojen. Wzorowe proroctwo! Mogło się wydawać, że między Kautskim a Bernsteinem zachodzi antagonistyczna sprzeczność. W rzeczywistości symetrycznie się uzupełniali, jako prawy i lewy but reformizmu.” (Rewolucja niemiecka a biurokracja stalinowska, 1932.) „Rutyniarze polityczni, nie potrafiący postrzegać procesu historycznego w jego złożoności, w jego wewnętrznych niezgodnościach i sprzecznościach, wyobrażali sobie, że historia przygotowuje ustrój socjalistyczny jednocześnie i planowo pod każdym względem – tak, że koncentracja produkcji i moralność komunistyczna producenta i konsumenta dojrzewają w tym samym czasie, gdy pojawia się pług elektryczny i uzyskuje się większość parlamentarną. Stąd czysto mechaniczny stosunek do parlamentaryzmu, który w oczach większości polityków II Międzynarodówki równie nieomylnie wskazywał na stopień przygotowania społeczeństwa do socjalizmu, jak manometr wskazuje na stopień ciśnienia pary. Tymczasem nie ma nic bardziej bezmyślnego niż takie mechaniczne wyobrażenie o rozwoju stosunków społecznych.” (Terroryzm i komunizm, 1920.)
 
 
Karl KautskyKarl Kautsky
Kautsky i inni przywódcy socjaldemokracji posłużyli się tezą o prymacie sił wytwórczych do walki ideologicznej i politycznej z Rewolucją Październikową – czyż tak niski poziom rozwoju sił wytwórczych, jaki cechował słabo rozwiniętą Rosję, nie świadczył o niedojrzałości tego kraju do rewolucji proletariackiej, a ustanowienie władzy robotniczej na takim gruncie nie było groteskowym gwałtem popełnionym na „żelaznych prawach historii” i szczytem awanturnictwa? Przecież wiadomo – sam Marks tak orzekł – że do rewolucji społecznej dochodzi wtedy, gdy na określonym szczeblu rozwoju siły wytwórcze popadają w sprzeczność z istniejącymi stosunkami produkcji, a te z form rozwoju sił wytwórczych zamieniają się w ich kajdany. Przecież w Rosji siły wytwórcze były za słabo rozwinięte, aby popaść w sprzeczność z kapitalistycznymi stosunkami produkcji i je rozsadzić!
 

Stalin, w całej rozciągłości zgadzając się co do zasady z Kautskim, po prostu stwierdził, że było dokładnie na odwrót – że w Rosji dokonała się rewolucja socjalistyczna, bo siły wytwórcze rozwinęły się na tyle, że popadły w sprzeczność z kapitalistycznymi stosunkami produkcji – a nie dlatego, że, jak twierdził Lenin, Rosja była najsłabszym ogniwem w łańcuchu światowego kapitalizmu, czyli innymi słowy, że jego najrozmaitsze sprzeczności, których rozwój zawsze jest nierównomierny i kombinowany, uległy tam kondensacji i nadokreśleniu! Rewolucja Październikowa była wynikiem działania „ekonomicznego prawa koniecznej zgodności”: „Klasa robotnicza wykorzystała prawo koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych, obaliła burżuazyjne stosunki produkcji i doprowadziła je do stanu zgodności z charakterem sił wytwórczych”, bredził Stalin, nie mając innego wyjścia. Jeśli władza radziecka zniosła wyzysk kapitalistyczny, to „jedynie dlatego, że opierała się na ekonomicznym prawie koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych. Siły wytwórcze naszego kraju, zwłaszcza w przemyśle, miały charakter społeczny, podczas gdy forma własności była prywatna, kapitalistyczna. Opierając się na ekonomicznym prawie koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych, Władza Radziecka uspołeczniła środki produkcji, uczyniła je własnością całego narodu, i w ten sposób zniosła system wyzysku, stworzyła socjalistyczne formy gospodarki. Gdyby nie to prawo i gdyby nie to, że Władza Radziecka opierała się na nim, nie zdołałaby wykonać swego zadania.”
 

 
Reżim stalinowski oparł swój „marksizm-leninizm” na „prawie koniecznej zgodności”, aby legitymował on władzę pasożytniczej warstwy biurokratycznej w społeczeństwach przejściowych między kapitalizmem a socjalizmem – aby był apologetyką tej władzy, a więc nie mógł służyć teoretycznemu poznaniu stosunków społecznych panujących w tych społeczeństwach. W szczególności miał on zapewniać niewidzialność i niepoznawalność: a) społecznej natury władzy, która ukształtowała się i skonsolidowała w ZSRR w toku i w wyniku zwyrodnienia rewolucji proletariackiej i kontrrewolucji biurokratycznej, b) faktycznie toczącej się w społeczeństwie radzieckim walki klas, która w świetle „marksizmu-leninizmu” zanikła i nie miała już do odegrania żadnej roli, bo rzekomo socjalistyczne stosunki produkcji „odpowiadały w zupełności stanowi sił wytwórczych”, oraz c) realnie istniejących w tym społeczeństwie stosunków wyzysku ukrytych pod formą państwowej własności środków produkcji.
 
 
 
W wysoko rozwiniętych krajach kapitalistycznych nowi – tym razem stalinowscy – rutyniarze polityczni, stojący na czele partii komunistycznych, głosili, że historia planowo przygotowuje warunki do pokojowego przejścia do socjalizmu. Po pierwsze, w warunkach rewolucji naukowo-technicznej działanie „prawa postępującego rozwoju sił wytwórczych” podważa zgodność kapitalistycznych stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych i coraz bardziej zaostrza sprzeczność między nimi. Po drugie, działanie „prawa koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych” przywróci zgodność stosunków produkcji z nowymi siłami wytwórczymi, ustanawiając socjalistyczne stosunki produkcji. Po trzecie, działanie „prawa koniecznej zgodności nadbudowy z bazą ekonomiczną” przywróci zgodność nadbudowy z nową bazą ekonomiczną, a więc sprawi, że wśród mas zapanuje świadomość socjalistyczna, zapewni komunistom i ich sojusznikom większość parlamentarną i władzę oraz doprowadzi do końca proces tworzenia nowej, socjalistycznej „formacji społeczno-gospodarczej”.
 
 
 
A co z walką klas? Nieuchronnie do niej dojdzie w odpowiednim czasie, określonym przez działanie wspomnianych praw, zapewniali zakłopotani rutyniarze, bo przecież, zgodnie z „marksizmem-leninizmem”, „sprzeczność powstająca między nowymi siłami wytwórczymi a starymi stosunkami produkcji oraz sprzeczność powstająca między wymaganiami nowych stosunków produkcji a starą nadbudową prowadzi do walki klas”.
 
 
 
Z kolei na kolonialnych i zależnych, słabo rozwiniętych peryferiach światowego kapitalizmu teza o prymacie sił wytwórczych pozwalała uzasadniać niedojrzałość tych peryferii do rewolucji proletariackiej. Tak, jak Kautskiemu służyła do krytyki i potępienia bolszewików, tak też służyła Stalinowi do wywierania na komunistów chińskich i jugosłowiańskich bezskutecznej, a na komunistów w wielu innych krajach skutecznej presji, aby nie stawali na czele rewolucji, nie zdobywali władzy i nie obalali kapitalizmu.
 
 
 
… w marksizmie chodzi o stosunki produkcji, bo stosunki własności są tylko ich „prawnym wyrazem”. Marksizm nie jest krytyką własności prywatnej, lecz teorią kapitalistycznych stosunków produkcji.
 
 
 
Jak powiedzieliśmy, kautskistowski „marksizm ortodoksyjny” i stalinowski „marksizm-leninizm” systematycznie rugowały pojęcie stosunków produkcji i zastępowały je pojęciem prywatnej własności środków produkcji. Podobnie, rugowały pojęcie sposobu produkcji, pozostawiając wyprany z treści termin, który zresztą „marksizm-leninizm” na ogół zastępował nie kojarzącym się już zupełnie ze stosunkami produkcji i sposobem produkcji terminem formacja społeczno-ekonomiczna. Legitymował go nadużyciami popełnianymi w przekładach dzieł Marksa, w których niejednokrotnie słowo forma zastępowano słowem formacja (proszę np. zajrzeć do niemieckiego oryginału Zarysu krytyki ekonomii politycznej i porównać tytuł rozdziału poświęconego „formom poprzedzającym produkcję kapitalistyczną”, a następnie porównać polski przekład, w którym, w tym miejscu, formy – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – zamieniły się w formacje! Podobnego nadużycia dopuszczono się w przekładzie Kapitału).
 
 
 
Dlaczego stosunki produkcji zastąpiono własnością środków produkcji? Dlatego, że (w społeczeństwach klasowych) stosunki produkcji są stosunkami wyzysku; dlatego, że aby poznać rzeczywistą naturę danego społeczeństwa, trzeba zbadać, czy istnieją w nim stosunki wyzysku, a jeśli tak, na czym one polegają, czyli trzeba zbadać i określić „formę, w której praca dodatkowa jest wyciskana z bezpośredniego wytwórcy” (Marks). Forma własności środków produkcji sama przez się o niczym nie świadczy. Jeśli natomiast, jak to konsekwentnie uczyniono w „marksizmie-leninizmie”, wyzysk kojarzy się z prywatną własnością środków produkcji, jeśli twierdzi się, że aby wiedzieć, czy istnieje wyzysk, wystarczy stwierdzić, czy środki produkcji są prywatną własnością, można głosić, że zniesiono wyzysk człowieka przez człowieka, gdyż własność prywatną zastąpiono społeczną własnością środków produkcji.
 
 
 
Na gruncie takiego „marksizmu” poznanie stosunków wyzysku kryjących się za fasadą „społecznej własności środków produkcji” jest niemożliwe, bo ów „marksizm” wyklucza istnienie wyzysku w warunkach społecznej własności. Taki „marksizm”, zamiast być poznaniem stosunków wyzysku i walki klas, jest ich doskonałym kamuflażem, toteż służy reformistycznej biurokracji ruchu robotniczego, pozwalając jej przedstawiać nacjonalizacje przeprowadzane przez państwo kapitalistyczne jako znoszenie wyzysku (i kapitalizmu), a biurokracji rządzącej w zwyrodniałym czy zdeformowanym państwie robotniczym pozwala twierdzić, że wyzysk został zniesiony wraz ze zniesieniem prywatnej własności podstawowych środków produkcji.
Protest robotniczy w Radomiu w 1976 rokuProtest robotniczy w Radomiu w 1976 roku
 
 
W Polsce Ludowej, podobnie jak w ZSRR i w innych państwach „realnego socjalizmu”, skutkowało to m.in. takim oto strasznym, kompromitującym marksizm paradoksem. Gdy robotnikom podnoszono normy pracy, co nie było wynikiem postępu w dziedzinie technicznego uzbrojenia pracy, lecz polegało na wymuszaniu wzmożonego wysiłku, a robotnicy stawiali opór, strajkowali, nawet ruszali pod komitet wojewódzki PZPR, dla wszystkich marksistów powinno było być jasne, że nastąpił wzrost wytwarzania bezwzględnego produktu dodatkowego, czyli wzrost bezwzględnego wyzysku siły roboczej, poprzez intensyfikację procesu pracy, a reakcja robotników jest naturalnym aktem walki klas – dialektyki wyzysku i oporu wobec wyzysku. Tymczasem w tych państwach prawie żaden „marksista” tego nie widział, bo „marksizm-leninizm” skutecznie mu to przysłaniał – na tym polegała jedna z jego podstawowych funkcji społecznych. Nic więc dziwnego, że „marksizm-leninizm” był teorią nie wiadomo czego lub wszystkiego, tylko nie tego, czego teorią jest prawdziwy marksizm – warunków, form i skutków walki klas, a dialektyka materialistyczna była dialektyką czegokolwiek, co często nie miało z nią nic wspólnego, tylko nie walki klas.
 
 
 
* Fragmenty artykułu Lustracja w marksizmie: Polemika z Piotrem Strębskim (2005).
 
Tekst  ukazał się na portalu Lewica Bez Cenzury

Społeczność

che rebel