Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 9 gości.

Krzysztof Wójcicki: Jak "Gazeta Wyborcza" bierze pod pantofel warszawską radykalną lewicę

11.listopada.2010.plakat.podglad.jpg

(Na zdjęciu obok plakat, wyemitowany przez radykalnie lewicową organizację, którego miniaturka została opublikowana w "Gazecie Wyborczej" 5 listopada 2010)
 
czyli dowód
jak „Gazeta Wyborcza” bierze pod pantofel warszawską radykalną lewicę
 
 
 
 
„Warszawa wolna od faszystów!” „11 listopada zablokujemy marsz faszystom!” Głoszą porozwieszane po całym mieście plakaty. Za blokadą marszu organizowanego przez Obóz Narodowo-Radykalny, opowiedział się szeroki wachlarz organizacji. Chęć zablokowania przemarszu  ONR połączyła organizacje anarchistyczne, feministyczne, gejowskie, Żydowska Ogólnopolska Organizacja Młodzieżowa a także liberalne stowarzyszenie „Otwarta Rzeczpospolita”. Swojego poparcia dla inicjatywy nie kryje główna szczekaczka rządzących liberałów, „Gazeta Wyborcza”, jak potwierdza na łamach dziennika w piątek 5 listopada jeden z jego redaktorów, Seweryn Blumsztajn.
 
 
 
Eufemizmem byłoby powiedzieć, że Porozumienie, które łączy antykapitalistów (anarchistów i posttrockistowsie grupki) z mainstreamowymi liberałami jest bardzo szerokie, starając się jakoby nawiązywać do tradycji jednolitego frontu przeciwko faszyzmowi.

 
 
 
 
Sama idea taktycznego porozumienia komunistów, anarchistów i socjaldemokratów, bo tym był jednolity front robotniczy postulowany przez Trockiego na początku lat 30. , w obliczu realnego dojścia faszystów do władzy jest jak najbardziej słuszna, ale tylko wtedy kiedy istnieje realne zagrożenie powstania w danym kraju ustroju faszystowskiego, jak np. było w Niemczech na początku lat trzydziestych ubiegłego stulecia. Jednolity front był rozumiany jednak przez przywódców komunistycznych jako taktyka mająca na celu obronę swobód obywatelskich przed faszystowskim terrorem, obroną tego co wywalczyli ludzie pracy w ramach systemu demokracji parlamentarnej, ale absolutnie nie jako obrona kapitalizmu, jako „mniejszego zła” razem z burżuazyjnymi liberałami. Na to ideowa, rewolucyjna lewica powinna mieć tylko jedno słowo: zdrada! 
 
 
 
 
 
 
Fakt, że marsz współorganizują liberałowie z „GW”, popierający mordowanie afgańskich cywili przez NATO-wskich zbrodniarzy jakoś umknął wszystkim „antykapitalistom”, „trockistom” i „lewicowcom”. Najbardziej umknęło im jednak magiczne słowo „taktyka”, bez zrozumienia którego jakikolwiek jednolity front przeistoczy się we wleczenie się „antykapitalistów” w ogonie liberałów. Gazeta Wyborcza ma dużo więcej środków niż Lewicowa Alternatywa, dlatego będzie oddziaływać na uczestników inicjatywy z dużo większą siłą niż anarchiści. Lecz tak to jest kiedy młodzieńcze, drobnomieszczańskie instynkty przeważają nad trzeźwą, dialektyczną analizą rzeczywistości.
 
 
 
 
 
Mówiąc o taktycznym charakterze porozumienia, należy spojrzeć jak na marksistę przystało, globalnie. Jaki jest układ sił politycznych na świecie i w kraju? Które organizacje/media są przez kogo wspierane? Kim są ci z którymi chcemy to porozumienie organizować? Jakie wymierne korzyści to porozumienie nam przyniesie?
 
Lewicowa frakcja organizatorów najwyraźniej nie zadała sobie trudu odpowiedzieć na wyżej wymienione pytania, albo po prostu nie uwzględnia innych czynników jak poklask na warszawskich salonach lewicy różowej, tęczowej i bananowej. Taka smutna prawda o pseudolewicy, niekoniecznie SLD-owskiej, która zamiast wyjść naprzeciw interesom i potrzebom ludzi pracy, imprezuje razem z liberałami, tworząc wspólny front „lewicy obyczajowej”. To samo towarzystwo chodzi razem na popierane przez „Gazetę Wyborczą” feministyczne manify i gejowskie marsze równości, ewentualnie marsze wyzwolenia konopii. Jest to kolejna impreza drobnomieszczańskiej warszawki, która po „blokadzie” wybawi się do cna na całonocnym after party. Dla tych ludzi parady manify i pochody są sposobem na umilenie sobie życia. Jeżeli ktokolwiek z niniejszego towarzystwa traktuje to co robi poważnie, świadczy to o niczym innym jak o głupocie i ograniczeniu, albo byciu zwyczajnym liberałem. 
 
Zastanówmy się  i odpowiedzmy na pytania, które dla olbrzymiej większości uczestników „Porozumienia 11 listopada”, żyjących chwilą i chęcią towarzyskiego spełnienia się, są pytaniami retorycznymi. Powtórzmy więc owe „retoryczne” a tak naprawdę merytoryczne i fundamentalne pytania;
 
Jaki jest układ sił politycznych na świecie i w kraju? Które organizacje/media są przez kogo wspierane? Kim są ci z którymi chcemy to porozumienie organizować? Jakie wymierne korzyści to porozumienie może przynieść?
 
Pytanie 1.

Układ sił wygląda tak, że od wielu lat Polska jest pieskiem i lokajem NATOwskiego imperializmu. Wedle niektórych statystyk, agresje wojsk NATO, w których uczestniczyły także polskie wojska (Irak i Afganistan) przyniosły w ostatnim dziesięcioleciu ponad sześć milionów ofiar cywilnych, z czego 4,9 miliona przypada na Afganistan[1], a przynajmniej 1,2 miliona na Irak[2]). I kto to uczynił!? Kto jest odpowiedzialny za ten Holocaust pierwszego dziesięciolecia XXI wieku?! ONR?! Młodzież Wszechpolska?! A może jakaś „totalitarna dyktatura” która jest wedle demoliberalnej nowomowy ucieleśnieniem wszelkiego zła.
 
 
 
Pokazuje to kłamstwo jakim przesiąknięty jest demoliberalny jad, który nas otacza  i sączy się z mainstreamowych mediów. Ku wielkiej radości wszelkich przyjaciół „Gazety Wyborczej” na świecie zatriumfowały wolność i demokracja. Czołowym zadaniem wszystkich wzorowych „demokratów” jest szerzenie wolności i demokracji tam gdzie jeszcze one nie dotarły, dlatego wolno było, i było wręcz konieczne wymordować sześć milionów ludzi po to by zabezpieczyć pewne części świata przed groźbą „totalitaryzmu”. Jakiego konkretnie – tego liberalne media nie wyjaśniły inaczej niż jakąś urojoną w umysłach sowicie opłacanych propagandzistów „bronią masowego rażenia”.
 
 
 
 
 Iluzja, straszenie, kłamstwo  - o to czym posługuje się liberalna burżuazja dla usankcjonowania swoich kolejnych zbrodniczych  kampanii wojennych. System demokracji parlamentarnej, w którym żyjemy, wymaga od przywódców opanowania sztuki masowego okłamywania ludzi, wciskania im kitu, oczadzania ich bzdurami, aby zapewnić jednocześnie kapitalistom należyte zyski i utrzymać poparcie społeczne na takim poziomie, żeby zapewnić sobie, lub zaprzyjaźnionym burżuazyjnym siłom sukces w wyborach. Sztukę łączenia klasowej dyktatury kapitalistów z pozorną demokracją politycy partii liberalnych opanowali do perfekcji.
 
 
 
 
 
 
Pytania kolejne – Jaki profil ma Gazeta Wyborcza nie trzeba chyba nikomu uświadamiać. Ogólnopolski dziennik o niemal milionowym nakładzie, wydawany przez ludzi związanych z etosem liberalnej i imperialistycznej „opozycji”. Im nie jest wszystko jedno – „wolny rynek”{ i „demokracja” – to są dwa slogany na których oparta jest polityka redakcyjna tego pisma.
 
 
 
„Wolny rynek” – czyli niczym nieskrępowana dyktatura wielkiego kapitału, kapitału finansowego, nad ludźmi pracy, stanie murem za interesami wielkich korporacji i banków, kierowanych tylko jedną zasadą – zyskiem.  „Demokracja” tutaj nie ma nic wspólnego z rzeczywistym ludowładztwem, które jest możliwe jedynie  przez obalenie kapitalizmu i przejęcie władzy przez samych pracujących.
 
 
 
 
 
„Demokracja” w rozumieniu „Gazety Wyborczej” oznacza nic innego jak kłamstwo i manipulację, słowem nieustanne sączenie na łamach tego dziennika goebbelsowskiego jadu utrwalającego poparcie zwykłych ludzi dla imperializmu, pod przykrywką „medium opiniotwórczego”.  Nie sztuką jest bowiem mówić wprost – jak Korwin-Mikke, że ponieważ kapitalizm jest dobry to Franco i Pinochet też są naszymi bohaterami, za to że przegonili czerwoną hołotę i ustanowili „wolnorynkowe raje na ziemi”.
 
 
Nikt by się na to nie nabrał, dlatego poparcie dla jawnych faszystów, ONR, NOP a także dla nie uważającego się za faszystę Janusza Korwina-Mikke nigdy nie przekracza poziomu 1- 2% z tego powodu, że nie opanowali oni socjotechniki kłamstwa tak jak demoliberałowie, nie mają poparcia finansjery, ponieważ psują imidż „demokratycznej” Unii Europejskiej, a często sami są dość krytyczni wobec tego porozumienia kapitału, przypisując mu rzekomo "socjalistyczny" charakter.
 
 
Demoliberałowie stanowczo potępiają reżimy powszechnie uznane za autorytarne, z wyżej wymienionego powodu, co utwierdza trwałość ich rządów, a samym mocodawcom utrwala ich klasową dyktaturę. To „święte przymierze” stanowi podstawę trwałości systemu kapitalistycznego w większości krajów świata.  To doprowadza do tego, że podczas gdy każda „ofiara komunizmu” doczekuje się tuzina pomników  i miejsca w podręczniku od historii, ludzie cały czas głosują na partie, które spowodowały imperialistyczny Holocaust w Iraku i Afganistanie. Amerykanie i ich sojusznicy, a zwłaszcza Izrael, nabyli swoistą „licencję na zabijanie”, podczas gdy wszelcy ich przeciwnicy są terrorystami, bandytami, na których torturowanie dał osobiste przyzwolenie sam były prezydent USA. Trzeba to powiedzieć wyraźnie, w obecnym systemie, wszyscy przeciwnicy NATOwskiego imperializmu są wedle oficjalnej propagandy podludźmi. Skąd my to znamy z historii? Przeciwko czemu wymierzona powinna być blokada marszu faszystów jak nie przeciwko takim procederom?!
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Poparcie „Gazety Wyborczej” dla tej blokady oznacza mniej więcej to, jakby redaktor gazety „Volkischer Beobachter” poparł protesty przeciwko dojściu Hitlera do władzy i jako organ „prawdziwych antyfaszystowskich narodowych socjalistów” zachęcał członków KPD i SPD do udziału we wspólnym nielegalnym marszu przeciwko legalnej demonstracji NSDAP.
 
 
 
Jak byłoby to odebrane przez niemieckich komunistów i socjaldemokratów w 1932 czy 1933? Nie inaczej jak prowokacja mająca na celu pozbyć się ideologicznych przeciwników. Historia wyglądała tak, że właśnie prowokacją (podpalenie Reichstagu) posłużył się Hitler dla zdelegalizowania komunistów,  na wrogości do których zbudował swoją pozycję polityczną.  Wtedy nikt nie dałby się na to nabrać, taka prowokacja jest zbyt głupia. Ale dzisiaj techniki manipulacji i kłamstwa rozwinęły się znacznie bardziej niż w czasach Goebbelsa, dzisiejsi burżuazyjni politycy wiedzą jak omamić masy bez wprowadzanie jawnie faszystowskich rządów. Stworzone zostały olbrzymie koncerny medialne, usłużne interesom kapitalistycznych elit, spełniające rolę orwellowskiego Ministerstwa Prawdy, nie bez przesady zwane „czwartą władzą”.
 
 
 
 
 Liberalni redaktorzy o żydowskich korzeniach cieszą się niezmiernie, kiedy mogą wziąć „radykalną lewicę” rozpuszczoną uprzednio w feministyczno-gejowskim zaczynie pod pantofel. Upieką oni kilka pieczeni na jednym ogniu.
 
 
 
Dla pokrzepienia swojego syjonizmu,  stwierdzą, że jedynymi ludźmi którzy doznali cierpień w historii (za wyjątkiem osławionych „ofiar komunizmu”) byli Żydzi, manipulując historią i wymazując z niej ofiary imperializmu, w tym ofiary kolonialnej polityki Izraela wobec Palestyny, wojny wietnamskiej, koreańskiej, wspieranych przez USA nikaraguańskich oddziałów Contras, agresji na Afganistan, dwóch wojen w Zatoce Perskiej  i wielu innych jakie przetoczyły się przez naszą planetę od czasu kiedy padł ostatni strzał II wojny światowej. 
 
  A „radykalna lewica” której świętym obowiązkiem jest przypominać o zbrodniach imperializmu, usłużnie i grzecznie wystawia się na strzał nacjonalistycznej młodzieży pod liberalnymi sztandarami, bez najmniejszego mrugnięcia okiem.  Na uwagę zasługuje fakt że uczestniczy blokady w żadnym wypadku nie są członkami jednej monolitycznej, militarystycznej organizacji i wychowywani przez „Gazetę Wyborczą od wczesnej młodości, nie absolutnie nie.
Pochód skrajnej prawicy nacjonalistycznej 11 listopada 2009Pochód skrajnej prawicy nacjonalistycznej 11 listopada 2009
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
„Gazeta Wyborcza” jak napisałem wyżej, bierze pod pantofel cały wachlarz lewicowych organizacji, jak się wyraził Blumsztajn „różnych odcieni czerwieni”. Uczestniczy blokady myślą, że naprawdę walczą z ludobójczym reżimem i wyzwalają świat od faszyzmu, kiedy stają w poprzek Nowego Światu nacjonalistycznemu marginesowi, a redaktorzy „Gazety”  mają co opijać na ich wspólnym after party. „Na chwilę przestańcie dywagować o błędach Balcerowicza i zajmijcie się faszystami” – woła na łamach „GW” z 5 listopada Seweryn Blumsztajn, jakby chciał, w imieniu całego środowiska „Gazety” dodać:
 
Tak my tego chcemy! Chcemy żebyście byli nam posłuszni i porzucili lewicowość, stając się naszą bojówką przeciwko opozycji!
 
 Gratulujemy Wam przełamania komunistycznego zacietrzewienia i pójścia w manifie razem z panią Bochniarz, przecież interes kobiet jest ważniejszy niż interes roszczeniowych pracobiorców! 
 
Gratulujemy wam konsolidacji wokół lewicy gejów, za odstraszanie od lewicowości konserwatywnych i brudnych roboli o mentalności homo sovieticusa!
 
 Gratulujemy Wam udziału w marszach wyzwolenia konopi i kiszenia się we własnym sosie, w oparach tychże konopi, to przecież kompromituje lewicowość i odstrasza od niej „roszczeniowe grupy”.
 
Gratulujemy Wam wytrwałości w walce o usunięcie krzyża, od teraz państwo ma decydować o tym czy dany symbol jest słuszny czy nie i pomoże nam to  w ściganiu antysystemowej opozycji.
 
Będziecie nam potrzebni dla zorganizowania „marszu młodości” jak będziemy chcieli pogonić leniwych dziadów do roboty i podwyższyć wiek emerytalny.
 
 Będziecie nam potrzebni aby zorganizować ekologiczny marsz przeciwko górnictwu, jak będziemy chcieli zlikwidować kopalnie,
 
Będziecie nam potrzebni jak stracimy grunt pod nogami i „elementy roszczeniowe” zorganizują się w partię polityczną, wtedy Waszymi rękami zgłosimy nowelizację prawa pozwalającą zdelegalizować zarówno NOP, ONR i MW, jak i wszystkie niepokorne wobec liberalnego mainstreamu siły, zwłaszcza te skupiające „nieokrzesanych roboli”..
 
Będziecie nam potrzebni, jako Schutz Staffeten demoliberalizmu. Możecie pieprzyć na razie te swoje głupoty o feminizmach, anarchizmach, , tylko bądźcie nam posłuszni. Jesteście młodzi, wybaczymy Wam zainteresowanie Marksem dopóki nie zrozumiecie co rzeczywiście Marks miał na myśli, jesteście OK. Wszak kto nie był socjalistą za młodu ten nie miał serca, a kto jest socjalistą na stare lata, ten nie ma rozumu, więc popierajcie Wolność i Demokrację. Niech Wam Nie Będzie Wszystko Jedno!
 
Nic dodać nic ująć. Jakby któryś z redaktorów „GW” miał szczerze powiedzieć co myśli któremuś z uczestników blokady powiedziałby zapewne coś podobnego co wyżej napisano.
 
 
 
Pokazuje to, jak ciężko jest wyzwolić się z demoliberalnego matriksa i nawet uważanie się za „radykalnego lewicowca”, chodzenie w koszulce z Che Guevarą niewiele tutaj zmienia, dopóki nie nabierze się konsekwencji w myśleniu w kategoriach klasowych, dopóki nie rozumie się, że jakkolwiek nie stroiłyby się w czerwone piórka SLD czy Gazeta Wyborcza, nadal pozostaną instytucjami lokajskimi wobec imperialistycznej burżuazji, realizującymi jej interesy. Żadna sentymentalna blokada z udziałem drobnomieszczańskiej bohemy nie zmieni finansowych powiązań ani układu sił politycznych, nie zmieni także świadomości społeczeństwa, wręcz przeciwnie będzie sprzyjać propagowaniu kłamstwa że głównym źródłem zła na świecie są ludzie nie akceptujący, z różnych, nie zawsze słusznych, powodów, demoliberalnych dogmatów. Blokada ta właściwie utwierdza w umysłach społeczeństwa postulowaną przez burżuazyjnego filozofa Poppera tezę o „społeczeństwie otwartym” czytaj demoliberalnym imperializmie i jego wrogach, posługujących się totalitarnymi „historycystycznymi” teoriami zwolenników „społeczeństw zamkniętych” do których rzekomo zaliczają się zarówno zwolennicy ONR i NOP jak i komuniści.
 
Marksiści odsyłają zwolenników „zamkniętości”,„otwartości” i „domkniętości” do najbliższych drzwi ewentualnie do podręczników analizy matematycznej i topologii.  Zwolenników mistycyzmu i metafizyki odsyłamy do Strażnicy Zwiastującej Królestwo Jehowy, a jak wolą coś bardziej powszedniego to do pierwszego lepszego parafialnego kościoła. Twierdzimy, że konieczne jest aby nie posługiwać się strachem przed „demonem totalitaryzmu”, mitami i nieprzemyślanymi skojarzeniami w swojej działalności politycznej.  Co z tego że istnieją pewne podobieństwa pomiędzy ONR a nazistami? Samo głoszenie antysemickich treści dzisiaj i 80 lat temu ma zupełnie inny wydźwięk. Nie istnieje „duch żydowski” którego sponiewieranie jest tragedią ludzkości jak myślą spirytystyczni syjoniści. Żydzi istnieją, tak jak wszyscy ludzie w realnym materialnym świecie, który ewoluuje w czasie, jest w ciągłym ruchu i różni się od tego znanego z dzieciństwa naszych dziadków.  Przed II wojną światową Żydzi byli narodem uciskanym, grupą etniczną która często była z różnych powodów prześladowana.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tusk mógłby się wiele nauczyć od nazistów, którzy byli mistrzami w dziedzinie „tematów zastępczych”; bowiem skoncentrowali oni nienawiść niemieckiego drobnomieszczaństwa do skompromitowanego systemu i urażone ambicje narodowe właśnie na antysemityzmie, co w połączeniu z konsekwentnym, zwierzęcym antykomunizmem i niezbędnym dla sprawy poparciem finansjery wyniosło NSDAP do władzy.
 
Gdyby imperialistyczna burżuazja nie była pewna, że hitleryzm będzie stanowiłskuteczną zaporę przed rewolucyjnymi robotnikami, Hitler pozostałby mało znaczącym krzykaczem. Decydujący były więc nie antysemickie poglądy, jak twierdzą idealiści, ale fakt, że Hitlera sfinansowały m.in. IG Farben, General Electric, International Telephone and Telegraph i kilka innych wielkich spółek, zasilając fundusze partyjne setkami tysięcy ówczesnych marek.[3]
 
 
 
Dzisiaj, jako że od dojścia Hitlera do władzy minęło 77 lat, świat wygląda zupełnie inaczej. Żydzi nie są dzisiaj narodem uciskanym, posiadają własne niepodległe i posłuszne Amerykanom państwo. Rząd Izraela stosuje bandyckie kolonialne metody wobec ludności palestyńskiej, atakuje jednostki humanitarne, co miało miejsce podczas ataku na Flotyllę Wolności w maju tego roku. Te działania wywołują uzasadniony gniew, zwłaszcza wśród ludów arabskich. Ludobójcami dzisiejszych czasów nie są antysemici, lecz imperialiści, a syjoniści są ich sojusznikami. Antysemityzm jest dzisiaj „zwyczajną” narodową fobią, taką jak samą, jak rusofobia. Mimo, że pogląd „wszystkiemu winni są Żydzi” historycznie był doskonałym „tematem zastępczym” jaki wykorzystywali przed Hitlerem także m.in. członkowie Czarnej Sotni organizujący pogromy Żydów, jak i biali generałowie; co szczególne uwidacznia plakat propagandowy przestrzegający przed „Żydobolszewickim mordercą Trockim”. Fakt obecności znacznej liczby ludzi pochodzenia żydowskiego w ruchu komunistycznym sprawił, że antykomunizm bardzo często łączony był z antysemityzmem.
 
 
 
 
W dzisiejszych czasach jednak żaden sojusznik imperializmu nie odważy się zadąć w antysemicki róg. Po pierwsze, propagandowo to nie przystoi, po drugie, dzisiaj Izrael jest sojusznikiem imperializmu, więc zamiast antysemityzmu wymierzonego w żydowskich komunistów mamy syjonizm wymierzony w Bogu ducha winnych Palestyńczyków i innych antyimperialistycznych bojowników.
 
 
Zdrajcy-bękarty żydowskich komunistów, w tym sam Adam Michnik, syn działacza Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy,   Ozjasza Szechtera, dzisiaj są syjonistycznymi, liberalnymi  sojusznikami imperializmu i gorącymi zwolennikami NATO-wskich podbojów w imię ropy i supremacji dolara.
 
 
 
 
Historia prowadzi jak widać do efektów, w których jakiekolwiek metafizyczne podejście do sprawy, czy poszukiwanie zła i dobra tego świata w samych ideach załamuje się.  Tylko podejście konsekwentnie marksistowskie, pozbawione wszelkiego „lewicowego tradycjonalizmu” o który tak gorąco zabiega u antyfaszystów redaktor Blumsztajn, uchroni nas przed popieraniem tych czy innych reakcyjnych sił, szykujących kolejne rzezie w imię nieograniczonego zysku kapitału. Warto o tym pamiętać w dniu 11 listopada, kiedy wszyscy będą zaabsorbowani bitwami pomiędzy anarchistami a narodowcami. 
 
 

 
Widzimy zatem, że antyfaszyzm roku 2010 nie może w żadnym wypadku ograniczać się do samego sprzeciwu wobec działalności organizacji nacjonalistycznych i antysemickich, a forma jaką przyjęło „Porozumienie 11 listopada” może być wykorzystana do sprzecznych z idea antyfaszyzmu celów, a nawet do poparcia sił które udowadniają, że są godnymi następcami Hitlera, jak rządzący USA i jego sojusznicy.

Jedno jest pewne –  Obecnie ostoją reakcji i imperializmu są nie skrajni prawicowcy, ale liberałowie
 

 
 
 
 
 
 
 
 
Krzysztof Wójcicki,  8 listopada 2010
 
 
Przypisy:
 
 
 
[1] http://www.1917.net.pl/?q=node/3256/
 
[2] http://www.1917.net.pl/?q=node/2584/
 
[3] http://www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/hitler/hitl3.html

Portret użytkownika tres
 #

Na szczęście nie wszystkie organizacje posłuchały apelu Gazety Wyborczej i podkuliły ogon przed liberałami. Związek Syndykalistów Polski nie wstydzi się swojego antykapitalistycznego charakteru i podkreśla swoją wrogość do odpowiedzialnych za współudział Polski w imperialistycznych zbrodniach liberałów.

Jak piszą syndykaliści:

Współczesne getta dla wykluczonych są tworzone na rozkaz neoliberałów przy głośnym aplauzie neoliberalnych mediów – na czele z Gazetą Wyborczą. Dlatego będąc antyfaszystami, jesteśmy wrogami propagandowej linii reprezentowanej przez „Gazetę”.

http://1917.net.pl/?q=node/3497

 
Portret użytkownika Lord Dragon
 #

Chyba jednak robicie aferę o skórkę z gówna, towarzysze.

 
Portret użytkownika tres
 #

Film z w/w demonstracji http://1917.net.pl/?q=node/3604

 

Społeczność

Sierp i młot