Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

Giną ludzie. Karetki wożą więźniów aresztantów i związkowców na spotkania z Ewą Kopacz, minister zdrowia

karetka4.jpg

Artur Borowicz to też członek Platformy Obywatelskiej i kandydat na posła do Sejmu RP obecnej kadencji. Jest dyrektorem Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.
 
 
Borowicz ryzykował życie 2 milionów mieszkańców Śląska, bo karetki pogotowia zamiast ratować życie i zdrowie mieszkańców jeździły jak taksówki przewożąc aresztantów i więźniów do prokuratury i sądu oraz działaczy związkowych „Solidarności” na spotkania związkowe min. z minister zdrowia, Ewą Kopacz.Nad Arturem Borowiczem utworzono partyjny parasola ochronnego przez wysokich urzędników Platformy Obywatelskiej. Marszałek i wicemarszałka województwa śląskiego oraz pozostali członkowie zarządu województwa śląskiego w celu ochrony A. Borowicza nie ujawnili raportu z wynikami kontroli przeprowadzonej przez Śląski Urząd Wojewódzki. Na zapytania radnych Sejmiku Województwa Śląskiego odpowiedzieli że wszystko jest w porządku. Wojewoda śląski nie dopełnili ustawowego obowiązku nadzoru i kontroli działalności Borowicza pomimo posiadania informacji o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu pogotowia. Donald Tusk jako premier w miesiąc po kontroli, która wykazała, że 70 procent wyjazdów karetek pogotowia było niezgodne z przeznaczeniem, polecił Artura Borowicza, czyli swojego partyjnego kolegę do Rady Ochrony Pracy - instytucji zwierzchniej w stosunku do Państwowej Inspekcji Pracy.Borowicz przez najwyższych działaczy PO został wykreowany na wybitny autorytet w zakresie środowiska pracy, choć likwidował trzyosobowe zespoły Ratownictwa Medycznego. To z jego przyczyny pracę straciło 100 osób - dotychczasowych kierowców karetek. Dyrektor Borowicz wprowadził 2-osobowe zespoły Ratownictwa Medycznego, a większość ratowników medycznych w zakładzie przeszła na samozatrudnienie, które w zakładach opieki zdrowotnej jest niedozwolone.„Oszczędności” autorstwa A. Borowicza nie przełożyły się w żadnym stopniu na: wzrost wynagrodzeń lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarek, ani na wzrost zakupów sprzętu do ratowania życia Polaków. Wzrosło jednak i to dwukrotnie zatrudnienie w administracji zakładu kierowanego przez Artura Borowicza. Można powiedzieć, że rodzina królika ma się dobrze...
 
 
Ewa Kopacz, minister zdrowia wyróżniła Borowicza i zaprosiła go do grona swoich doradców. Na zorganizowanej wspólnie z nim konferencji prasowej poinformował Polaków, że z Państwowym Ratownictwie Medycznym jest wspaniale. Następnego dnia po tej konferencji na ulice Warszawy wyszło 3 tysiące ratowników medycznych protestując przeciwko polityce komercjalizacji i prywatyzacji Ratownictwa Medycznego, wspieraniu przez gabinet minister Kopacz duńskiego koncernu Falck, przejmującego bardzo opłacalne kontrakty w zakresie ratownictwa.Ludgarda Buzek, żona Jerzego Buzka z PO, jako przewodnicząca Kapituły wyróżniła Artura Borowicza i odznaczyła go Złotą Odznaką Honorową za Zasługi dla Województwa Śląskiego za... wypadek autokaru ze studentami na Słowacji, gdzie pracownicy pogotowia ratunkowego wykonujący ten transport sanitarny nie uzyskali za tą pracę należnych diet pracowniczych za całodobowy wyjazd za granicę oraz za wypadek w kopalni „Wujek-Śląsk”. >>Karetek wystarczyło, były na miejscu o czasie i nie było tak, że ranny górnik czekał na karetkę<< - to słowa Artura Borowicza z konferencji prasowej w Urzędzie Wojewódzkim w Katowicach. Rzeczywista ocena koordynatora akcji, lekarza Michała Świerszcza, który na bieżąco relacjonował przebieg zdarzeń mówi, że kiedy o 11:02 dotarł do kopalni, w punkcie opatrunkowym było już kilkunastu poszkodowanych, trzeba było wybrać tych w najpoważniejszym stanie, aby w pierwszej kolejności przetransportować ich do szpitala. Kiedy okazało się, że poszkodowanych jest tak wielu, a pod ziemią są kolejni, wezwano śmigłowce i karetki - w sumie 18 zespołów ratownictwa medycznego. Wszyscy poszkodowani mieli oparzenia, zdarzały się też urazy mechaniczne. Pracownicy pogotowia konsultując to ze szpitalami, przewozili ich do poszczególnych placówek.13 listopada br. w Tychach miał miejsce wypadek karetki Państwowego Ratownictwa Medycznego w wyniku którego ciężkie obrażenia odnieśli dwaj ratownicy medyczni wykonujący swoje obowiązki w ramach samozatrudnienia.Jak zwalnia dyrektor BorowiczArtur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach chciał w trybie dyscyplinarnym natychmiastowo zwolnić Mariana Stanoszka, przewodniczącego Komisji Zakładowej Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” oraz Piotra Piszczka z Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego. Powód? Otóż, związkowcy zawiadomili organa o podejrzeniu popełnienia wielu przestępstw przez Borowicza, czym mieli szkalować jego dobre (rzecz dyskusyjna) imię. Pisma o nieprawidłowościach w katowickim WPR, jednostce sfery budżetowej poszło m.in. do prokuratury, CBA, CBŚ, ABW, NIK oraz do marszałka województwa śląskiego, który jest organem nadzorczym pogotowia.Dyrektor Borowicz to także aktywny polityk Platformy Obywatelskiej. Na uwagę zasługuje fakt, iż Borowicz w listopadzie 2008 roku został desygnowany przez premiera Donalda Tuska w skład Rady Ochrony Pracy i to mimo szeregu negatywnych publikacji prasowych na temat szefa śląskiego pogotowia. Większość organizacji związkowych domaga się odwołania Artura Borowicza z zajmowanej funkcji dyrektora WPR w Katowicach.
 
 
- Zrobiliśmy to, co do nas, jako do związkowców należy. Nie możemy spokojnie stać i patrzeć na działanie na szkodę tak zakładu pracy, jak i pracowników – mówi Marian Stanoszek z „Sierpnia 80”. - Dyrektor chce się nas pozbyć nawet kosztem ewentualnego odszkodowania, ale to nie będzie takie łatwe – dodaje Piotr Piszczek z KZZPRM. Struktury zakładowe obu związków negatywnie zaopiniowały dyrektorski zamiar wypowiedzenia umów o pracę działaczom związkowym.Komisja Krajowa WZZ „Sierpień 80” uzasadnienie zamiaru zwolnienia związkowców uważa za kuriozalne. „W uzasadnieniu Dyrektor WPR Artur Borowicz podał, iż WZZ „Sierpień 80” interweniował w sprawie sytuacji w WPR u Marszałka Województwa Śląskiego. Nie pozostawia to cienia wątpliwości, co do charakteru zwolnień, w odwecie za złożenie zawiadomienia do odpowiednich organów o nieprawidłowościach, do jakich doszło i w dalszym ciągu dochodzi w zarządzaniu WPR w Katowicach, Dyrektor Artur Borowicz dokonuje zwolnień pracowników WPR, mających charakter zwolnień grupowych. Zwolnieni pracownicy byli sygnatariuszami wyżej wymienionego zawiadomienia. Jest to działanie bezprawne, albowiem, jako reprezentacja pracowników WZZ „Sierpień 80” ma prawo i obowiązek podejmować wszelkie dostępne prawem działania w razie powzięcia informacji o niezgodnych z prawem działaniach WPR w Katowicach” - napisał w związku z zamiarem zwolnienia związkowców przewodniczący Bogusław Ziętek w piśmie do marszałka województwa śląskiego, Bogusława Śmigielskiego.Marian Stanoszek jest po trzykroć chroniony prawnie przed rozwiązaniem z nim umowy o pracę. Po pierwsze, z uwagi na pełnioną funkcję związkową w zakładzie pracy. Po drugie dlatego, że jest on członkiem Komisji Krajowej związku. I po trzecie dlatego, że znajduje się w okresie przedemerytalnym. Wcześniej zwolniono także Arkadiusza Piekarskiego, związkowego zastępcę Stanoszka. Sąd podważył zasadność i legalność tego zwolnienia.Co tak bardzo zdenerwowało dyrektora Artura Borowicza, że zdecydował się pozbyć związkowców? Przede wszystkim zarzut o mobbing i łamanie prawa przy mających miejsce zwolnieniach grupowych. Sprawa dotyczy pozbywania się z pracy przez Wojewódzkie Pogotowie Ratunkowe w Katowicach kierowców karetek pogotowia ratunkowego. Wypowiedzenia ma dostać ok. 150 osób, dostało już 50.Już nie tylko pracownicy Państwowego Ratownictwa Medycznego i pacjenci boją się ustawowych zmian. Bardzo często miejsce mężczyzn z 25-letnim stażem zajmują niedoświadczeni kierowcy, którzy mają prawo jazdy zaledwie od kilku miesięcy – alarmuje radio RMF FM. Stacja podaje przykład Zakopanego, gdzie od początku listopada karetką podstawową (oznaczoną jako „P”) jeździć będzie dwóch ratowników medycznych, w tym... jeden za kierownicą.Kłopoty pojawią się wtedy, kiedy trzeba będzie reanimować pacjenta. Do tego potrzeba dwóch ludzi, więc nie będzie miał kto odwieźć pacjenta do szpitala. Co więcej, ratownik medyczny nie może przerwać reanimacji, bo nie ma prawa stwierdzić zgonu. Musi czekać na przyjazd lekarza. Czyli kolejnej karetki. Ale taka karetka z lekarzem jest w Zakopanem jedna. Może więc czekać nawet kilka godzin – informuje radio.Tak będzie nie tylko w Zakopanem, ale na całym Śląsku. Podziękujcie Arturowi Borowiczowi i jego przyjaciółce, minister zdrowia Ewie Kopacz.

Źródło: Gazeta Polskiej Partii Pracy - "Prywatyzacji mówimy nie"
http://partiapracy.pl/wp-content/uploads/2010/11/PPP-gazeta.pdf

Społeczność

front