Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 7 gości.

Wojtek Orowiecki: FSO kończy produkcję

FSO.JPG

W ciągu kilku miesięcy 1700 pracowników FSO i ich rodzinyznajdą się bez środków do życia, wkrótce dołączy do nich drugietyle ludzi pracujących u poddostawców.
 
Na tragedię FSO, a przede wszystkim załogi fabryki, zgodnie pracowali jej właścicielei władze Warszawy, a biernie przyglądał się jej rząd i tchórzliwe związki zawodowe.Jeżeli dzisiaj jeszcze cokolwiek może uratować FSO, to tylko zdecydowana akcja jej pracowników.
 
22 października Zarząd oficjalnie powiadomił wszystkie cztery działające w firmiezwiązki zawodowe o zamiarze dokonania grupowych zwolnień, a dokładniej – zwolnienia1 700 pracowników, czyli niemal całej załogi. Powód jest prosty:fabryka kończy działalność produkcyjną. Pierwsze wypowiedzenia wręczane będą już w listopadzie, ostatnie – w marcu 2011r. Zarząd przewiduje również w odniesieniu do niektórych pracowników skracanie okresu wypowiedzenia z trzech do jednego miesiąca – ilu ludzi ma to dotknąć, nie wiadomo.
 
Załoga FSO nie ma co nawet liczyć na wysokie odprawy – jak podaje Zarząd, będzie to kwota najwyżej 19 755 zł brutto. Wiadomo zresztą, że nawet na takie odprawy nie ma obecnie pieniędzy – aby móc cokolwiek pracownikom wypłacić, Zarząd będzie musiał wcześniej sprzedać co najmniej część terenów należących do fabryki.
 
Wydawałoby się, że informacja o zwolnieniu niemal całej załogi powinna w końcu zmusićdziałające w FSO związki zawodowe do jakichkolwiek działań. Tymczasem ani „Solidarność”,ani Metalowcy, czy też „Solidarność 80” i Związek Zawodowy Inżynierów i Techników – niezapowiadają walki o miejsca pracy załogi.
 
Franciszek Piotrowski z „Solidarności” przyznaje tylko, że jest… zszokowany, ale nic niemówi na temat, co związki zamierzają z tą całą sytuacją zrobić.
Czy robotnicy FSO tylko tego mogą oczekiwać od swoich związków zawodowych, że będą„zszokowane”? Mało tego, z wypowiedzi związkowców z FSO wynika, że oni wręcz „obawiająsię” tego, że pracownicy sami wyjdą na ulice!
 
Tymczasem to obecnie jedyna droga do ratowania fabryki. Pracownicy FSO muszązrobić to, co ich związki zawodowe powinny zrobić już dawno
– wyjść na ulice w obronie swojego zakładu pracy. Nie mogą się spodziewać pomocy od rządu,chyba, że sami ją wymuszą. Właściciele i zarząd fabryki wciąż zwodzą pracownikówi opinię publiczną historiami o nowych inwestorach, którzy mają się zjawić jak rycerz nabiałym koniu i wybawić ich z kłopotu. Jeszcze niedawno miał to być koncern Tata, poteminformację o przejęciu FSO przez chińską firmę Chery informowano już jako o rzeczy pewnej.Tymczasem nic takiego nie miało i raczej nie będzie mieć miejsca – jak przyznał sam prezesWoźniak, Chery nie będzie produkowało silników z normą czystości spalania potrzebną narynek europejski, ich nowa inwestycja ulokowana więc będzie w Turcji.
 
 
Obecnie pojawiła się kolejna historia o azjatyckim inwestorze, ale kto miałby nim być– nie wiadomo. Wszyscy pamiętamy, jak historie z „katarskim inwestorem” skończyły się dlastoczni, teraz zanosi się na powtórkę w FSO.
 
Z zapowiedziami znalezienia nowego inwestora i wznowienia produkcji kłócą się zresztą samedziałania właścicieli – chęć jak najszybszego pozbycia się pracowników i wyprzedaży terenówfabryki. Jeżeli pracownicy pozwolą na zamknięcie FSO, to może się okazać, że nie ma gdziewznawiać produkcji, ponieważ maszyny będą już wywiezione, budynki fabryczne rozjechaneprzez buldożery, a na ruinach powstawać będą nowe biurowce lub centra handlowe.
 
 
Tak naprawdę to fakt, że FSO położone jest na atrakcyjnych terenach, mógł przesądzić o jegoupadku. Niedawno to prezydent  Warszawy, Hanna Gronkiewicz- Waltz, wbiła FSO nóż w plecy,podwyższając czynsz za użytkowanie wieczyste z 7 do 22 milinów złotych, czyli ponadtrzykrotnie! Było to już w momencie, gdy FSO miało poważne problemy finansowe – Gronkiewicz-Waltz dowiodła więc, że nie tylko nie zależy jej na utrzymaniu miejsc pracy, ale teżw imię dodatkowych pieniędzy jest gotowa je poświęcić.
 
To zachowanie typowe dla jej partii, Platformy Obywatelskiej, która już nie raz dowiodła, ile obchodzą ją ludzie pracy. Dziennikarze z mediów przychylnych władzom Warszawy piszą teraz,że miejsce dużej fabryki nie jest w mieście, i że przecież w tym miejscu mógłby stać np. banklub supermarket. Całkiem uzasadnione jest przypuszczenie, że nie tylko są już chętni na terenyFSO, ale nawet zdążyli je już między siebie po cichu podzielić. Prezydent Warszawy udaje zaś,że o niczym nie wie, a kolejne 2 tysiące bezrobotnych w mieście to nie jej problem.Ale władze Warszawy nie są jedynym winnym tragedii FSO. Przede wszystkim powodem sądziałania właściciela, firmy UkrAvto, który od początku traktował pracowników FSOjako ludzi drugiej kategorii, którym można do woli obcinać pensje, zaś sam zakład jak piąte kołou wozu. Produkcję lanosa przeniesiono na Ukrainę, nie zrobiono też nic z tym, żebypozyskać możliwości produkowania nowych samochodów po wygaśnięciu licencji na aveo,chociaż właściciel doskonale wiedział o tym, kiedy ono nastąpi!
 
O inwestycjach w FSO, rozbudowie parku maszynowego, nie ma nawet co mówić.Pomimo wieloletnich zaniedbań – FSO wciąż posiada technologię, która pozwala produkowaćnowoczesne samochody, oraz doświadczoną załogę. Najwyraźniej jednak właściciel wychodziz założenia, że lepiej jest zakład sprzedać, niż inwestować w jego rozwój. Przypomnijmy,że tereny FSO wyceniane są na od jednego do trzech miliardów złotych. A co mają w tej sytuacjipowiedzieć pracownicy?
 
Zastanawiająca jest również w całej tej sytuacji bierność rządu. Specjaliści oskarżają PolskąAgencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz Agencję Rozwoju Przemysłuo kompletny brak zainteresowania losem Żerania. Jakieś bliżej nieznane spotkania wicepremieraPawlaka z właścicielem mają się odbywać dopiero teraz, chociaż fatalna sytuacja FSOznana jest od dawna. Znane są  także „możliwości” Pawlaka, który nie ma żadnego wpływunawet na państwowe firmy, podległe jego resortowi. Rząd nie zrobił absolutnie nic, aby ratowaćFSO – i sam z siebie nic nie zrobi, ponieważ utrzymanie miejsc pracy jest dla rządu PO-PSLdużo mniej ważnym problemem, niż zapewnienie kapitalistom odpowiednio wysokichzysków.
 
Jedynie zdecydowane działanie samych pracowników FSO mogłoby zmusić rząd do ratowaniafabryki – protest dwóch tysięcy ludzi w stolicy nie jest czymś, co można łatwo zignorować.I organizacją takiego właśnie zdecydowanego protestu powinny się zająć związki zawodowe,gdy tylko stało się jasne, że fabrykę czeka likwidacja. Jednak usłużni związkowcy z „S”,OPZZ i pozostałych dwóch związków woleli ograniczyć się do działań pozorowanych, takich,jak wywieszanie flag. 
 

W tej sytuacji pracownicy FSO nie tylko powinni pomyśleć o związkach zawodowych, którenaprawdę reprezentowałyby ich interesy – ale też teraz, gdy nie ma już czasu do stracenia, samizorganizować akcję protestacyjną, domagając się utrzymania swoich miejsc pracy. Nie wystarczydomagać się od rządu „pomocy” takiej, jakiej udzielił stoczniom – pomocy w upadaniu.Trzeba żądać ponownego przejęcia FSO przez państwo, aby zagwarantować kontynuacjęprodukcji i utrzymanie miejsc pracy. Tylko natychmiastowa i zdecydowana akcja załogiFSO może do tego doprowadzić.
 
 
Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" 24 listopada 2010
 
http://partiapracy.pl/wp-content/uploads/2010/11/KZ-24.11.10-lekki-ost.pdf

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ochotnik