Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 9 gości.

Filip Ilkowski: Komorowski na szczycie NATO - cztery lata w Afganistanie a może i dłużej!

Bronislaw_Komorowski_NATO_4744787.jpg

W czasie wyborów prezydenckich Bronisław Komorowski zapowiadał wysyłanie polskich wojsk do Afganistanu
przez kolejne dwa i pół roku – w ładniejszych słowach nazywając to wycofaniem wojsk do 2012 r. Już po
wyborach pytani o tę zapowiedź przedstawiciele polskich władz odsyłali do „negocjacji z sojusznikami”,
których kluczowym momentem miał być szczyt NATO w Lizbonie.
Szczyt faktycznie się odbył w dniach 19-20 listopada, a prezydent Komorowski mógł po raz pierwszy zaprezentować
się na międzynarodowych salonach. Po tym wydarzeniu pewne już jest, że Polska zamierza wysyłać wojska do
Afganistanu nie przez kolejne ponad dwa, ale przynajmniej ponad cztery lata. Oficjalna wersja teraz brzmi, że po 2012
r. nie ma nastąpić wycofanie wojsk, ale „zmiana charakteru misji” z bojowej na szkoleniową. Nawet to nie jest zresztą
pewnie - znów przecież trzeba porozumieć się z „sojusznikami”. Co znamienne, jak podała Informacyjna
Agencja Radiowa, po rozmowie wcztery oczy z Hamidem Karzajem, marionetkowym prezydentem Afganistanu,
Komorowski stwierdził, że „umówiliśmy się na kontynuowanie współpracy, przy przyjęciu tego horyzontu czasowego
2014, ale także i potem.”Owe „potem” zgodne jest z polityką
całego Sojuszu w sprawie Afganistanu.

Sekretarz Generalny NATO Rasmussen stwierdził na lizbońskim szczycie, że celem Sojuszu jest stopniowe przekazywanie odpowiedzialności za Afganistan
prorządowym siłom afgańskim do końca 2014 r.
Dodał jednak, że to „przejście” nie będzie miało miejsca, „dopóki nasi afgańscy partnerzy nie będą gotowi”, a
nawet po jego ewentualnym przeprowadzeniu NATO pozostanie w Afganistanie „w roli pomocniczej”. „Długotrwałe partnerstwo” – jak wyraził się szef Sojuszu –
będzie obowiązywać także po ewentualnym zakończeniu „misji bojowej”. Świadectwem tego stała się oficjalna
deklaracja podpisana przez Rasmussena i Karzaja, w której, co charakterystyczne, nie wymienia się żadnych dat
dotyczących końca owej „misji bojowej”. Nowa strategia –
nowe wojny?

Obok wojny afgańskiej, głównym tematem natowskiego szczytu była nowa strategia Sojuszu na kolejną dekadę. W
ogłoszonym z wielką pompą dokumencie nie znajdziemy jednak wiele poza starymi banałami uzasadniającymi natowską
politykę ekspansji i zbrojeń. Sojusz potwierdził więc swoją wolę interwencji poza własnymi granicami, w
celu zapewnienia „bezpieczeństwa” państw członkowskich. Lista możliwych powodów do interwencji jest przy tym
bardzo długa. Wymieniane są więc „ekstremizm, terroryzm, transnarodowe nielegalne praktyki, takie jak handel bronią,
narkotykami i ludźmi”, a nawet zagrożenia w zakresie zmian klimatycznych. NATO zapowiada też obronę przed
„groźbą chemicznej, biologicznej, radiologicznej i nuklearnej broni masowego rażenia”, której sam Sojusz posiada największy arsenał. Oczywiście, akurat ten
arsenał nie jest uznawany za jakiekolwiek
zagrożenie. Przeciwnie, jak możemy przeczytać:
„Ostateczna gwarancja bezpieczeństwa sojuszników zapewniana
jest przez strategiczne siły nuklearne Sojuszu,
w szczególności Stanów Zjednoczonych.”

Nowa strategia zakłada także konieczność dalszych
zbrojeń. Jak głosi jeden z jej punktów, państwa członkowskie muszą „podtrzymać konieczny
poziom wydatków na obronność, aby nasze siły
zbrojne były wystarczająco wyposażone”. Dalszej militaryzacji można się spodziewać
także dlatego, że NATO zapowiada budowę „tarczy antyrakietowej” przeciw atakowi rakiet balistycznych, traktując ją jako „centralny element naszej wspólnej
obrony”, w czym zamierza współpracować „z Rosją i innymi partnerami euro-atlantyckimi”.

Ciekawostką jest, że w nowej strategii NATO opisane są możliwe działania Sojuszu podejmowane w celu
zapewnienia płynności w dostarczaniu surowców energetycznych. W dokumencie można więc przeczytać:
„Wszystkie kraje są w rosnącym stopniu zależne od kluczowych dróg komunikacji, transportu i tranzytu, od których zależą handel międzynarodowy, bezpieczeństwo
energetyczne i prosperity. Wymagają one większych wysiłków
międzynarodowych, aby zapewnić ich prężność przeciw atakom lub zakłóceniom.

Niektóre kraje NATO staną się bardziej zależne od zagranicznych dostarczycieli energii, a w niektórych przypadkach od zagranicznych sieci dostaw
i dystrybucji dla własnych potrzeb energetycznych.
Gdy większa część światowej konsumpcji transportowana jest
przez świat, dostarczyciele energii są w rosnącym stopniu wystawieni na zakłócenia.”

Obrona „dostarczycieli energii” po raz pierwszy została tak jasno wyłożona w natowskiej strategii.

Charakterystyczne jest, że została ona przedstawiona
z punktu widzenia interesów zależnych od jej dostaw państw członkowskich. Stworzono więc pole dla podejmowania akcji zbrojnych w celu zapewnienia bezpośrednich interesów ekonomicznych sojuszników. NATO już niemal oficjalne prowadzić więc może „wojny o ropę”.

Filip Ilkowski

Kontakt z Inicjatywą “Stop Wojnie”:
stopwojnie.org
stopwojnie@go2.pl

Tekst ukazał się w grudniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

BLOOD