Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 23 gości.

Jane Hardy: Kompania braci w stanie wojny

fed-seal.jpg

Tworzenie harmonogramów wydatków publicznych przypada na okres silnych napięć międzynarodowych, jako że rządy na całym świecie konkurują w próbach uniknięcia ekonomicznej ruiny.

Jane Hardy analizuje globalne “wojny walutowe”.
Finansowi eksperci przestali już doszukiwać się oznak ożywienia. 14 października profesor Nouriel Roubini
z Nowego Jorku stwierdził, że “Stopa wzrostu jest tak niska, że będzie odczuwana jak recesja, mimo że
nie mamy z nią do czynienia z technicznego
punktu widzenia”.

Na domiar złego, według jego przewidywań szansa na podwójną recesję wynosi od 35 do 40 proc. Ożywienie w
Stanach Zjednoczonych, samym sercu globalnego kapitalizmu, okazało się kruche. W połowie października dolar
osiągnął piętnastoletnie minimum, zaś bezrobocie wzrosło - 18 miesięcy od początku tzw. poprawy miejsca pracy są
wciąż likwidowane. Długo terminowa stopa bezrobocia jest niemal dwukrotnie większa od poziomów z recesji lat
80 - tych i 90 - tych. Z kolei pobudzenie koniunktury w Japonii utknęło w martwym punkcie. W obawie przed nawrotem
recesji rząd tego kraju postanowił przeznaczyć kolejne 63 mld dolarów na stymulację gospodarki.

W 2008 roku globalne klasy rządzące wpompowały w swoje gospodarki bezprecedensowe ilości środków, przeprowadzając największe nacjonalizacje w historii. Jednakże koordynacja
w celu odwrócenia krachu systemu bankowego z pierwszej fazy kryzysu zupełnie się załamała. Tymczasowa
współpraca została zastąpiona przez rządowe próby uzyskania krótkoterminowych korzyści z dewaluacji ich walut
i protekcjonizmu. Temat z okładki tygodnika The Economist
z 16 października donosił o globalnej gospodarce znajdującej się na “wojennej ścieżce” w związku z międzynarodowymi wojnami walutowymi. Cały chór krajów zaczął się nawzajem obwiniać o uzyskiwanie niesprawiedliwej
przewagi przy użyciu różnego rodzaju broni z ich arsenałów takich jak quantitative easing (drukowanie pieniędzy w
celu odkupienia obligacji), manipulacje walutowe i kontrola kapitałowa. Japonia i Korea bezpośrednio interweniowały w swoje gospodarki, zaś Brazylia i Tajlandia
wprowadziły kontrole przepływów kapitału.

Październikowe spotkanie MFW zakończyło się patem odnośnie kursów walutowych. Chiny wciąż nie chcą zgodzić
się na wzrost wartości juana, czym wywołują gniew klas rządzących USA.

We wrześniu, w niemalże otwartym odwecie, Izba Reprezentantów uchwaliła prawo zezwalające firmom na skorzystanie z ochrony celnej przeciwko krajom
z niedowartościowaną walutą. Stany Zjednoczone przekonywały, że bardziej elastyczny juan jest niezbędny dla ożywienia gospodarki globalnej. Chiny odparły zarzuty stwierdzając, że quantitative easing powodowało zakłócenia i w konsekwencji aprecjację walut innych
krajów.

Niektórzy członkowie europejskich klas dominujących wskazywali, że “następny etap agresywnego łagodzenia
monetarnego” w wykonaniu FED [Banku Federalnego USA] byłby nieodpowiedzialny, jako że zwiększyłoby to
konkurencyjność amerykańskiego eksportu w stosunku do rywali. “W pewnym sensie Stany Zjednoczone wygrywają
wojnę walutową, jako że słaby dolar pomoże ich gospodarce, jednak może to zarazem uderzyć w duże bloki gospodarcze
Chin, Japonii i Europy” - stwierdził jeden ze strategów walutowych.

Rosyjski minister finansów Aleksiej Kurdin na spotkaniu z urzędnikami Unii Europejskiej oskarżył Stany Zjednoczone
(oraz inne kraje) o wywoływani e niestabilności walutowej.

Jednym z powodów chaosu w kursach walutowych jest sposób, w jaki Ameryka próbuje rozwiązać swój strukturalny
problem - pompując więcej pieniędzy w gospodarkę. Problem ten leży w samym sercu globalnego kapitalizmu i był osią kryzysu w 2007 roku. Monstrualne nadwyżki handlowe Chin i innych krajów musiały znaleźć ujście.

Zachodnie rynki finansowe z radością przetworzyły dług, który się z tym wiązał, co wytworzyło ogromne bańki
na rynkach nieruchomości. Gdy globalna ekonomia znajduje się w stagnacji, wśród klas rządzących poszczególnych
krajów rośnie pokusa, by uzyskać krótkotrwałą przewagę, lub by chronić własne gospodarki. Wśród instytucji
i komentatorów reprezentujących szersze interesy globalnego
kapitalizmu panują obawy przed powrotem lat 30 - tych. Wtedy również państwa stosowały bariery handlowe i
dewaluowały swoje waluty w celu ochrony przed spustoszeniami sianymi przez Wielki Kryzys. To popchnęło globalną gospodarkę w dalszą spiralę w
dół.

Jednakże, pozwalanie na aprecjację chińskiej waluty może spowodować dalsze problemy dla tego kraju. Obawy
budzi perspektywa wybuchu społecznego i politycznego niezadowolenia z powodu utraty pracy przez pracowników
sektora eksportowego. Tegoroczne strajki w fabrykach dotyczyły nie tylko płac, ale też żądań niezależnych
związków zawodowych. Oczywiste wydają się pęknięcia wewnątrz chińskiej klasy rządzącej, z niektórymi frakcjami
nawołującymi do politycznej reformy, która oddaliłaby potencjalne niezadowolenie i rosnące nierówności
majątkowe. Ale nawet jeśli Chiny zgodziłyby się
na rewaluację juana, problemy amerykańskiej gospodarki, w tym bezrobocie, nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dwa nowe raporty Instytutu
Brookings malują ponury obraz rosnącej biedy w Stanach Zjednoczonych.

W przeciągu ostatniej dekady liczba ubogich mieszkańców przedmieść skoczyła o 37 proc. do poziomu 13,7 mln, w porównaniu z 12,1 mln ludzi żyjącymi poniżej granicy nędzy w miastach. Rosnąca liczba ludzi korzysta z programów
zabezpieczenia społecznego takich, jak kupony żywnościowe i ubezpieczenie od bezrobocia. Jeden z pracowników
organizacji non-profit mówił o ciężkim wyborze, przed jakim stają ludzie: n“Rata kredytu hipotecznego albo jedzenie”.

Ekonomiści daremnie szukali oznak, że gospodarka amerykańska osiągnęła “prędkość ucieczki” - czyli
wzrost, który zmniejszy bezrobocie. W październiku utracono 95 tys. miejsc pracy. I chociaż prywatne zatrudnienie wzrosło zaledwie o 0,1 proc., sektor
publiczny odnotował znaczący spadek zatrudnienia. Redukcje w ramach samorządu, szczególnie w szkołach, były
największe od 1982 roku.

Deflacja stanowi wielkie zagrożenie dla gospodarek rozwiniętych. Kiedy ceny zaczynają spadać, ludzie i firmy
często odkładają zakupy w oczekiwaniu na dalsze spadki, co zmniejsza popyt i znowu powoduje obniżkę cen. Stany
Zjednoczone doświadczyły takiej spirali deflacji w latach 30 - tych, zaś Japonia przeszła to w latach 90 - tych. Jeżeli deflacja jest powszechna, może być toksyczna
dla banków. Jak przekonały się banki japońskie w ostatniej dekadzie, deflacja oznacza dla nich większe straty
i następne niespłacone pożyczki. A to może wywołać kolejny kryzys kredytowy. Jest już jasne, że globalna gospodarka
balansuje na granicy ponownej recesji. Nie ma łatwego wyjścia dla klas rządzących takich potężnych gospodarek,
jak Stany Zjednoczone, Chiny i Europa. Wszystkie mają interes w tym, by globalna gospodarka wyszła z recesji i
wszystkie rozumieją, jakie zagrożenia niesie protekcjonizm zgodnie z zasadą “ząb za ząb”. Jednocześnie starają się
one chronić własne podwórka, jako że nie mniej ważne okazują się konsekwencje ze strony ich własnych klas pracujących.

Jane Hardy Tłumaczył Bartosz OlesińskiTekst pochodzi z pisma“Socialist Review”(socialistreview.org.uk).
 
 
Tłumaczenie ukazało się w listopadowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

front