Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 31 gości.

Krzysztof Wójcicki: Zgnilizna demoliberalnego łgarstwa

london.jpg

Posunięcia brytyjskiego konserwatywno-liberalnego rządu i parlamentu nie można nazwać inaczej jak bandytyzmem. W atmosferze burzliwych protestów studenckich na placu przed parlamentem w Londynie, posłowie Izby Gmin stosunkiem głosów 323:302 zgodzili się na wprowadzenie nowego, czesnego w wysokości 9 tys. funtów rocznie. To jest, w przeliczeniu na złotówki 44 tysiące złotych - więcej niż roczna pensja brutto statystycznego Polaka. Nawet uwzględniając różnice w PKB Polski i Wielkiej Brytanii (44 000 dolarów w UK i 11 000 w Polsce), gdyby (analogiczna do zamożności państwa) podwyżka została ustanowiona w naszym kraju, student płaciłby za naukę przeszło 11 tysięcy złotych rocznie i to na państwowej uczelni (!). Jest to kwota porównywalna z minimalnym wynagrodzeniem netto, oczywiście zakładając że student pracuje na pełen etat. A przecież trzeba coś jeszcze włożyć do garnka!
 

 
Jeśli jednak nie może znaleźć pracy to pozostaje mu albo wisieć na garnuszku rodziców, albo – wzorem milionów spauperyzowanych przez kryzys obywateli Zachodu – zadłużać się, licząc że los kiedyś stanie się dla niego łaskawszy.
 
 
 
Jak oceniają brytyjscy studenci, studia skończą z zadłużeniem przekraczającym 40 tys. funtów. Gdy ich zarobki przekroczą 21 tys. funtów rocznie, będą mogli zacząć spłacać swój dług, oprocentowany na 3% rocznie. Przy racie w wysokości 10% zarobków dla pensji 21 000 funtów rocznie spłacanie długu, nawet optymistycznie licząc, że wzrost płacy pokryje odsetki, zajmie 20 lat.
 
Sytuacja „czesne na poziomie pensji”, skutecznie uniemożliwia kształcenie obywateli. Jest może naturalna dla wielu krajów Trzeciego Świata, lecz owa podwyżka nie miała miejsce w bezludnej afrykańskiej głuszy z  90% analfabetyzmem, lecz w jednym z najbogatszych krajów świata, kraju, który przez stulecia spijał zyski z kolonii, mając pod swoim berłem czwartą części lądów na naszej planecie, dysponując przez wieki zarówno przodującymi technologiami, jak i zagrabionymi surowcami.
 

 
Znając historię Wielkiej Brytanii można by z całą stanowczością twierdzić, że ten kraj stać na państwo socjalne, powszechną bezpłatną opiekę zdrowotną i bezpłatną edukację na wszystkich szczeblach. W wypadku tego kraju odpadają wszelkie wymówki polskich liberałów, że trzeba „gonić Niemcy” ( historycznie, to raczej Niemcy goniły w rozwoju Wielką Brytanię).  Tutaj żadna balcerowiczowska propaganda nie przejdzie poza zasadą „ciąć, ciąć i jeszcze raz ciąć”.
 

Angielscy studenci, jako pierwsi w historii nowoczesnej Europy, ponosić będą większość kosztów swojej edukacji. W tym kraju ziszcza się obłędny sen Korwina-Mikke, w którym wszystkie elementy etatyzmu zostały zniesione a każdy staje się „panem własnego losu”. Iście libertariański raj, czegoś takiego nie było nawet za czasów niesławnego premierostwa pani Thatcher. Pojawia się tylko jedne pytanie: jeżeli studenci ponoszą większość kosztów nauki, a podwyżka czesnego jest trzykrotna  - z i tak już niemałej kwoty - to idąc konsekwentnie korwinowską drogą, rząd brytyjski powinien był obniżyć podatki! Obniżenie podatków, wedle leseferystycznej ideologii, powinno pobudzić przedsiębiorczość i zapewnić gospodarce harmonijny rozwój w oparciu o neoklasyczny dogmat „idealnej równowagi na rynku”.
Tymczasem o obniżce podatków nie ma nawet mowy! Rząd Wielkiej Brytanii obciąża studentów drastycznym wzrostem kosztów życia i nauki nie z wierności liberalnym utopiom, lecz z powodu zwierzęcej niemal podległość swojemu prawdziwemu mocodawcy, którym nie jest brytyjskie społeczeństwo, jak każe twierdzić propaganda, ale kapitał finansowy.  Kapitał ten i jego zachowania można porównać do zaawansowanego stadium złośliwego nowotworu, żerującego na społeczeństwie. 
 

Liczby są przerażające. Poprzedni rząd, na czele z Gordonem Brownem, tylko do dnia 14 września 2009 wsparł upadające banki kwotą 2,4 biliona (Amerykanie powiedzieli by – tryliona - 2 400 000 000 000) dolarów, czyli aż 94,4% rocznego brytyjskiego PKB. W przeliczeniu na jednego Brytyjczyka to około 40 tysięcy dolarów (25 tysięcy funtów). Ciężar tego wydatku będzie odczuwany przez brytyjskich pracowników i studentów przez dziesięciolecia.
 
W związku z ostatecznym przegłosowaniem ustawy przez Izbę Gmin w dniu 9 grudnia, Anglię nawiedziła fala protestów.  Studenci, którym zajrzało w oczy widmo długotrwałego zadłużenia, mogącego wpędzić ich w nędzę, wyszli na ulice.

Nie ma bowiem nic bardziej kłamliwego niż twierdzenie liberałów, że w bogatych krajach wszyscy obywatele korzystają z dobrobytu. Liczba głodujących w USA wzrosła ostatnio o 43%, a punkty rozdawania darmowej żywności przeżywają prawdziwe oblężenie [2]. Tymczasem w ratowanie banków amerykańskie władze wpompowały jeszcze więcej niż brytyjskie, bo aż 3,6 biliona dolarów. Kraj, który nie jest w stanie nakarmić własnych obywateli wydaje bajońskie sumy na ratowanie tłustych tyłków bankierów.
 
 
Dyktatura kapitału finansowego – oto właściwe określenie na formę współczesnych państw kapitalistycznych. Rząd Camerona, a konkretniej liberalny koalicjant torysów, wicepremier Nick Clegg, jest kolejnym wybranym w demokratycznych wyborach premierem, który obiecywał obywatelom złote góry (jednym z jego haseł było zniesienie czesnego, czym Liberalni Demokraci zdobyli poparcie studentów), a w praktyce finansuje dziurę budżetową powstałą po ratowaniu banków ze studenckich kieszeni. 9 grudnia, w kolejnej fali protestów gniew ograbionych przez  Clegga studentów sięgnął zenitu. Na ulice Londynu wyszło 20 000 demonstrantów, którzy sparaliżowali stolicę. Wściekłość młodych ludzi nie miała granic i doszło do ostrych incydentów.
 

 
Ośmiu policjantów zostało poważnie rannych w starciach ze studentami. Jeden z konnych policjantów został ściągnięty z konia bądź spadł z niego, uderzony czymś przez atakujących. Policję obrzucono pociskami z farbą, kulami bilardowymi, petardami z czerwonym dymem i tym, co było pod ręką. Niektórzy uczestnicy protestu byli zamaskowani.  
 
 
Podpalone ławki, zaatakowane auto księcia
 
 
Podpalono drewniane ławki, na trawniku namalowano dużych rozmiarów napis NO (Nie!). Demonstranci wdrapali się na pomnik Winstona Churchill i pokryli go graffiti. Nie uszanowano nawet pomnika nieznanego żołnierza, przed którym ledwie miesiąc temu uroczyście składano wieńce. Usiłowano wybić szyby w pobliskim gmachu ministerstwa finansów.
 
 
Protestujący zaatakowali też samochód wiozący Księcia Karola   i jego żonę księżną Kornwalii Camillę Parker-Bowles. Demonstranci zaczęli kopać w samochód na wysokości Regent Street w samym centrum handlowej dzielnicy Londynu. Pojazd zdołał odjechać.

 
Trzynastu uczestników protestu zostało rannych. Zatrzymano co najmniej dziewięć osób. Ściągnięto dodatkowe siły policyjne. Zamknięto stację metra Westminster, by zapobiec mieszaniu się demonstrantów z tłumem ludzi nie uczestniczących w proteście.
 
 
Tak zwany "kocioł", mający odizolować demonstrantów na placu przed parlamentem trwał cztery godziny. Po zmroku policja  wypuszczała z niego i eskortowała do stacji metra kolejne grupy demonstrantów, a pod koniec wszyscy mieli już wyraźnie dość zimna.

 
"Clegg myśli, że będziemy grzeczni? Myli się"
 
 
Na transparentach umieszczono podobiznę lidera partii liberalno-demokratycznej Nicka Clegga, wicepremiera koalicyjnego rządu z konserwatystami. Na czole podobizny napisano słowo "Liar" (Kłamca). W trakcie kampanii wyborczej poprzedzającej majowe wybory liberałowie zapowiadali, że są przeciwni podwyżce czesnego. Po wejściu do rządu zmienili zdanie. Clegg jest najbardziej atakowany przez studentów, bo w wyborach głosowało na niego wielu z nich.
 
- Nick Clegg powiedział studentom, że są naiwni i żyją w nierealnym świecie. Jeśli sądzi, że studenci grzecznie się z nim zgodzą, to się myli - powiedziała reporterowi popołudniówki "Evening Standard" przewodnicząca związku studentów uniwersytetu londyńskiego Claire Solomon.
 
Do protestu studentów przyłączyli się także uczniowie szkół średnich, ponieważ proponowane zmiany obejmą ich w całej rozciągłości, ale jako niepełnoletnich nie trzeba ich pytać o zdanie. Media nazywają ich "wagarowiczami". [3]
 

 
 
 
 
Nasuwają się tutaj wnioski mówiące o istocie współczesnego kapitalizmu. Dlaczego jeden z najbogatszych krajów świata skazuje ludzi chcących się uczyć na widmo życia w długach po uszy?  Na Kubie, biednej i blokowanej przez embargo, edukacja na wszystkich szczeblach jest bezpłatna. Nawet w uważanej za kraj „czczący Ronalda Reagana”[4] Polsce, mimo bardzo silnej pozycji antyspołecznej myśli prawicowej, za studia na państwowej uczelni płacić nie trzeba.
 
 

 
Wniosek jest prosty – kapitalizm nie jest systemem gdzie bogactwo przekłada się automatycznie na zaspokojenie ludzkich potrzeb. Jak pisze w swoich wspomnieniach Piotr Ikonowicz opisując rewolucję goździków w Portugalii[5], system panujący wówczas w PRL-u był dla Portugalczyków – wśród których do dziś panuje najwyższy analfabetyzm w Europie, szczytem marzeń, mimo że Portugalia była do końca trwania dyktatury Salazara imperium kolonialnym, a w Polsce, kraju zawsze zacofanym, zniszczonym przez wojnę nie przelewało się – możemy być dumni, że dzięki doświadczeniu bycia krajem demokracji ludowej, przez 45 lat  polskie społeczeństwo osiągnęło więcej niż wiele bogatszych od niego krajów.
 
 

 
 
Kolejny wniosek – obecny kapitalizm nie sprowadza się do prostych relacji między robotnikiem a kapitalistą. Struktura tego systemu obrosła w liczne mechanizmy samoobrony burżuazji, na co uwagę zwrócił już Lenin, pisząc o rozwarstwieniu robotników najbogatszych krajów[5]. Obecnie jednak głównym mechanizmem wykorzystywanym jako oręż polityki burżuazji jest kłamstwo,  bezczelne kłamstwo. Łgarze egzystujący na pasku kapitału pochodzą najczęściej z partii liberalnych i socjaldemokratycznych. Prawicowcy święcie wierzący w swoje idiotyzmy nie są w stanie zdobyć poklasku dla swojej polityki - poparcie dla Korwina-Mikke nigdy nie przekroczy 2-3%.  Dużo skuteczniejszym opium dla robotników własnego kraju jest socjal-liberalny populizm, wprowadzany przy wsparciu magnatów medialnych. W tej polityce nie ma miejsca dla idealistów, tutaj najlepiej sprawdzają się zimne dranie, potrafiące łgać w żywe oczy, które opanowały technikę PR do perfekcji i potrafią robić dobrą minę do złej gry. Najbardziej chyba znanym reprezentantem takiej polityki jest premier Grecji - Jeorios Papandreu. O patronat nad polityką rządu PASOK-u ścierają się Międzynarodowy Fundusz Walutowy i chińscy kapitaliści, zrzeszeni w partii dla żartu zwanej „komunistyczną”, paktując wspólnie w „socjalistycznej” międzynarodówce. [6]
 
 

Rodzimym reprezentantem tego stylu prowadzenia polityki jest Donald Tusk. Socjotechniczne  manipulacje pana premiera, obiecującego nam w 2007 roku „dobrze zarabiających nauczycieli” i „drugą Irlandię” zostały doskonale zdemaskowane w jednym ze spotów Polskiej Partii Pracy [7]. Fakty wyglądają tak, że wkrótce możemy rzeczywiście dogonić Irlandię, lecz pod względem bezrobocia, które w Irlandii dochodzi już do poziomu 15%[8], pozostając jednak daleko z tyłu za „socjalistyczną”  Hiszpanią, gdzie pracy pozbawiona jest jedna piąta obywateli[9] . Kolejnym, niedawnym przykładem antydemokratycznego charakteru systemu są posunięcia Sarkozy’ego w sprawie reformy emerytalnej we Francji, z powodu których na ulice wyszły miliony ludzi na ulice.
 
 

 
Ostatnio do kręgu hańby Tuska, Sarkozy’ego, Zapatero i Papandreu dołączył przywódca brytyjskich Liberalnych Demokratów.
 
 
Rok 2010 zapisze się w historii jako przełomowy rok wzrostu natężenia protestów społecznych przeciw rządowym pomysłom cięć.  Kryzys, którego zakończenie spekulanci i inwestorzy giełdowi odtrąbili już dawno, powracając do osiągania miliardowych zysków[10], okazał się być dla kapitalistów wszystkich krajów bombą z opóźnionym zapłonem. Dopiero dwa lata po upadku Lehman Brothers skutki kapitalistycznego kryzysu są w pełni odczuwane przez szerokie masy pracujące. To jeszcze nie koniec batów jakie spuści na świat kapitalistyczna rządza zysku. Jak ocenia prof. Nouriel Roubini[11] , prawdopodobieństwo przyjścia drugiej fali kryzysu w najbliższym czasie wynosi od 35 do 40 procent. Wzrastający opór społeczeństw pokrywa się z ogólną tendencją spadku wpływów imperializmu USA. Chiny – zaliczane często do „wyzyskiwanych krajów trzeciego świata” pod względem potęgi gospodarczej wybiły się na drugie miejsce w świecie. Imperializm Państwa Środka stawia już całkiem poważne kroki na kontynencie europejskim, także w tych branżach przemysłu, które  tradycyjnie uznawane były za domenę „metropolii”. Chińczycy już nie tylko szyją nam buty i wytwarzają elektroniczny szmelc rękami dzieci pracujących za przysłowiową „miskę ryżu”. Teraz wzięli się także za produkcję samochodów. W orbitę ich wpływów wpadł nasz rodzimy Lublin, gdzie już zaczęła się - na razie na małą skalę - produkcja chińskich pickupów[12]. Chińczycy już planują u nas budowę potężnego parku technologicznego. Wartość dodatkowa wytworzona przez tysiące polskich robotników ma teraz trafiać do kieszeni chińskich biznesmenów.
 
 

 
Kolejny wniosek –  globalny imperializm będzie zmierzać do przegrupowania sił. Stany Zjednoczone będą powoli tracić na znaczeniu wobec Chin. Skompromitowany do cna, demoliberalny reżim USA, ze swoją pseudo-humanistyczną ideologią „praw człowieka”, wykorzystywaną jako bicz przeciwko wrogom zewnętrznym, staje się coraz mniej wiarygodny. Wobec miażdżących faktów, częstego stosowania tortur przez siły NATO, istnienia przywodzących na myśl obozy koncentracyjne „miejsc odosobnienia” takich jak Guantanamo, widać już że demokratyczna otoczka coraz bardziej ciąży kapitałowi. Tego problemu nie ma nacjonalistyczno-autorytarny reżym chiński, który po totalnym wyzbyciu się resztek pozostałości po ultralewicowo-maoistowskiej przeszłości, stworzył nową jakość kapitalizmu, w którym policyjna pałka już bez ogródek pokazuje swoje nagie bezwstydne oblicze.
 
 
 

Chcąc nie chcąc, świat zdominowany przez postreaganowskie wartości kontrrewolucji A.D. 1989 przeżywa swój zmierzch. Klasa robotnicza, po czasach czarnej nocy fukuyamowskiej degrengolady zaczyna powstawać z kolan. Rewolucja socjalistyczna, w obliczu totalnej kompromitacji socjaldemokratycznych państw dobrobytu, zdobywa coraz więcej zwolenników. Dość wspomnieć, że niemal wszystkie  kraje Ameryki Łacińskiej skręciły na lewo. Mimo iż, wyjąwszy może Wenezuelę, kraj gdzie proces rewolucyjny jest w najwyższym stopniu zaawansowania, kraje te dzieli jeszcze pewien dystans od obalenia kapitalizmu, konsekwentny kurs na antyimperializm jaki przyjęli tacy przywódczy jak Evo Morales czy Rafael Correa, pozostaje podstawowym warunkiem radykalizacji nastrojów mas pracujących. Jednak nie tylko na kontynencie latynoamerykańskim powinniśmy szukać „najsłabszego ogniwa kapitalizmu”.  W bieżącym roku oczy komunistów całego świata skierowane były na Grecję. To właśnie Grecja jest tym krajem Europy, gdzie antykapitalistyczna lewica zdobyła największą popularność – w listopadowych wyborach lokalnych partie identyfikujące się z różnymi nurtami marksistowskiego komunizmu zdobyły jedną piątą głosów, w tym dwucyfrowy wynik, najwyższy w historii zdobyła Komunistyczna Partia Grecji, posiadająca najlepszą organizację i osadzenie w klasowym ruchu robotniczym poprzez federację związkową PAME.[13]  Mimo iż podobne problemy, podważające zasadność kapitalistycznego ustroju miało wiele krajów południowej Europy, największe natężenie permanentych strajków generalnych właśnie w Grecji budzi nadzieję co do tego kraju.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Stwierdzenie Róży Luksemburg – „Socjalizm albo barbarzyństwo” zachowuje dziś w pełni swoją aktualność. Ci, którzy oczekiwali poszanowania „praw człowieka” i „humanizmu” od reżymów Zachodu zawiedli się na nich niepomiernie. Podobny zawód przeżyli socjaldemokratyczni robotnicy europejscy, przyzwyczajeni do idei „welfare state,” która w obliczu braku radzieckich czołgów na linii Łaby okazała się ckliwą melodią przeszłości.  Ogólny, najsilniejszy od ośmiu dekad kryzys całego systemu kapitalistycznego nie musi prowadzić jednak do szeregu zwycięskich rewolucji socjalistycznych. Poprzednia „zima Kondratiewa” [14]  przyniosła bowiem rozkwit faszyzmu i II wojnę światową. Między innymi od nas – komunistów – zależy jakie będą długofalowe konsekwencje bieżącego kryzysu gospodarczego. Zarówno miałki reformizm, jak i niesprawdzone przez dekady sekciarskie rozwiązania w obliczu rewolucji proletariackiej odejdą do lamusa. Najważniejsza obecnie jest międzynarodowa solidarność ruchu robotniczego oraz  budowa partii robotniczych, wolnych od uciążliwego i skompromitowanego bagażu sekciarstwa. Nie istnieje jeden uniwersalny i zawsze słuszny przepis na rewolucję, lecz rozumiejąc dialektykę ruchów społecznych można zdziałać wiele bez licencji i afiliacji. Daje to największą szansę na uniknięcie nowej epoki barbarzyństwa i reakcji, która jako antyteza socjalizmu czyha za rogiem,  żerując na trupim smrodzie demoliberalizmu.
 
 
 

 
 
Przypisy:
 
 

 
[1] http://www.1917.net.pl/?q=node/2339
 

[2] http://www.nbportal.pl/pl/np/artykuly/gospodarka/rachunek-za-kryzys
 
 

[3] http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,8794529.html
 
 

[4] http://www.1917.net.pl/?q=node/1299
 
 

[5]  www.lewica.pl/blog/ikonowicz/22512/
 
 

[6]  http://www.1917.net.pl/?q=node/3632
 
 

[7] http://www.1917.net.pl/?q=node/3542
 
 

[8]  http://www.1917.net.pl/?q=node/3265
 
 

[9]  http://www.1917.net.pl/?q=node/1925
 
 

[10] http://www.1917.net.pl/?q=node/3571
 
 

[11] http://www.1917.net.pl/?q=node/3654
 
 

[12] http://www.1917.net.pl/?q=node/3501
 
 

[13] http://www.1917.net.pl/?q=node/3491
 
 

[14] http://pl.wikipedia.org/wiki/Cykle_Kondratiewa

Portret użytkownika tres
 #

Polscy studenci, choć w nieco mniejszej liczbie, też protestowali, wyrażając swoją solidarność z ograbianymi przez rząd Camerona i Clegga Brytyjczykami

http://1917.net.pl/?q=node/3752

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Lenin 005