Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 9 gości.

Krzysztof Miśkiewicz: Afgańska lekcja pokory

afganistan_polski_żołnierz.jpeg

Amerykański generał John Campbell, dowódca Regionu Wschód w Afganistanie w liście do naszego Ministra Obrony Narodowej Bogdana Klicha napisał: „Bez aktywnego udziału i poświęcenia polskich żołnierzy oraz wojsk z innych krajów nie bylibyśmy w stanie odnieść sukcesu. Generał Andrzej Reudowicz i podległe mu siły kontynuują walkę z przeciwnikiem i dzięki temu ogromnie poprawiła się jakość życia Afgańczyków w prowincji Ghazni”. List amerykańskiego dowódcy to bez wątpienia nieudolna próba załagodzenia dyplomatycznego skandalu, który wybuchł parę dni temu po publikacji w amerykańskim piśmie „Time” artykułu nie pozostawiającego na polskim dowództwie w prowincji Ghazni suchej nitki za chaos tam panujący.

Przypomnę, że w piątkowym wydaniu tego prestiżowego tygodnika napisano, że polskie wojsko, które w całości przejęło rok temu odpowiedzialność za tę afgańska prowincję totalnie sobie tam nie radzi. W artykule skierowanym do amerykańskiej opinii publicznej można było przeczytać między innymi: „Amerykański oddział, który przybył ostatniego lata do Ghazni, był negatywnie zaskoczony tym co zastał na miejscu. Talibowie wznowili działalność na terenie, który został spacyfikowany przed przekazaniem kontroli polskiej armii rok wcześniej. To wyglądało jakby Polacy czekali na nas aż przyjedziemy i wyciągniemy ich z bazy”. Rząd Donalda Tuska ustami ministra Klicha broni się mówiąc, że to próba poróżnienia koalicjantów i że stwierdzenia tam zawarte nie są wiarygodne, bo nie opierają się na żadnym oficjalnym źródle. No właśnie panie ministrze szkopuł w tym, że nieoficjalne źródło tych doniesień, czyli amerykańscy żołnierze stacjonujący w Afganistanie, którzy na własne oczy widzą co się tam dzieje, to niestety najlepsze i najwiarygodniejsze źródło informacji. Próbkę oficjalnej, amerykańskiej propagandy mamy w liście gen. Campbella, który dwoi się i troi, by przedstawić nas, wbrew faktom, że jednak jesteśmy tam gwarantem spokoju i stabilizacji.

Z politycznego punktu widzenia dla ministra Klicha wygodnie jest wierzyć w to co piszą oficjalnie amerykańscy żołnierze, nawet jeśli to stek bzdur, niż dawać wiarę w to co relacjonują naoczni świadkowie w Afganistanie, bo ratuje to i tak jego nadszarpniętą reputację. Polska opinia publiczna ma już dość naszego udziału w okupacji Afganistanu i Bogdan Klich doskonale o tym wie, więc robi dobrą minę do złej gry. Na jego niekorzyść przemawia jeszcze fakt, że dopiero co zakończyła się w naszym kraju publiczna debata nad przedłużeniem naszej obecności w Afganistanie, którą tłumaczono tym, że nasza okupacja tego kraju przynosi coraz lepsze rezultaty dla zwykłych Afgańczyków. Nawet prezydent Komorowski musiał wycofywać się rakiem ze swoich przedwyborczych obietnic, że doprowadzi do zakończenia naszej obecności w Afganistanie, bo okazało się, że mamy w tej wojnie jednak jakąś niewiarygodną, społeczną misję do wykonania.

Trudno się dziwić prezydentowi, premierowi i ministrowi, że próbują dezawuować nieoficjalny głos amerykańskich dowódców, skoro nawet poważnie nie traktują opinii wygłaszanych przez polskich żołnierzy. Już w sierpniu 2009 roku gen. Waldemar Skrzypczak ostrzegał rządzących przed dalszym uprawianiem polityki kosztem życia źle uzbrojonych i wyszkolonych polskich żołnierzy. Mówił wprost „Ministrowi Klichowi się akurat nie dziwię, bo on nie ma w ogóle pojęcia o wojsku. Dziwię się wojskowym, którzy mu doradzali. Jak mogli nie przewidzieć rozwoju wypadków w Ghazni? Zachowaliśmy się jak kapryśna panienka, która co kilka miesięcy zmienia zdanie. Najpierw chcemy prowincji, chcemy trzymać wysoko flagę, potem się okazuje, że nie potrafiliśmy nad nią zapanować”. Przykład krwawego zamachu w Ghazni pod koniec września tego roku, w którym zginął między innymi wicegubernator tej prowincji oraz jego syn i siostrzeniec niestety doskonale obrazuje słowa polskiego generała.

Dobrze się stało, że w końcu ktoś głośno powiedział, to co już od dłuższego czasu mówiło się półgębkiem o naszym wkładzie w misję afgańską. Nie radzimy sobie tam i bez sensu jest nasze dalsze uczestnictwo w tej wojnie. Szkoda życia naszych chłopaków i miliardów złotych wyrzucanych w afgańskie błoto.

Źródło: http://krzysztof-miskiewicz.blog.onet.pl/

Społeczność

front