Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 16 gości.

Komentarz do tekstu Mateusza Krępy pt. "Nowa dekada - nowe szanse"

wozek_widlowy.jpeg

KOMENTOWANY TEKST
 
 
Faktem jest, że liczebność wielkoprzemysłowego proletariatu w krajach rozwiniętych spada. W Polsce pracujący w przemyśle stanowią 30% zatrudnionych, w Unii Europejskiej 26 [1] podczas gdy zatrudnienie w usługach wynosi odpowiednio 57 i 70 procent. Nie oznacza to jednak, że proletariat przemysłowy przestał liczyć się jako podmiot rewolucyjny.  Historycznie rzecz biorąc we względnie niewielu przypadkach państw robotnicy wielkoprzemysłowi stanowili większość pracujących. Takim krajem , jedynym za czasów Marksa, była Anglia. Fakt ten nie miał jednak żadnych rewolucyjnych konsekwencji.  Robotnicy wielkoprzemysłowi stanowili mniejszość zarówno w Polsce czasów zaborów jak i II RP, dopiero industrializacja za czasów Polski Ludowej uczyniła robotników wielkoprzemysłowych najliczniejszą grupą wśród pracujących, jednak nie na długo, ponieważ upadkowi przemysłu w latach 90. towarzyszył wzrost zatrudnienia w usługach. Robotnicy nie stanowili większości pracujących ani w Rosji roku 1917, ani na Kubie roku 1959 gdzie dokonały się proletariackie rewolucje. W Wenezueli, gdzie rewolucja właśnie ma miejsce, także nie stanowią większości.  Za to w Anglii XIX-wiecznej gdzie robotnicy przemysłowi większość stanowili, nie byli w stanie nawet powołać własnej partii.
 
 
 
 
Własną partię powołali natomiast – z rewolucyjnym skutkiem – robotnicy rosyjscy, mimo iż stanowili mniejszość w morzu chłopskiej biedoty.  Widać więc że sam fakt, czy robotnicy wielkoprzemysłowi stanowią większość czy nie – nie jest ani warunkiem koniecznym ani też wystarczającym do rewolucji.
 
 
 
 
Przy opisie zmian proporcji w zatrudnieniu jakie nastąpiły w ostatnim stuleciu, zjawiskami na które należy koniecznie zwrócić uwagę,  poza spadkiem zatrudnienia w przemyśle w krajach najlepiej rozwiniętych, są: wzrost liczebności proletariatu w ubogich krajach, w których sto lat temu klasa ta praktycznie nie istniała oraz praktyczne zniknięcie chłopstwa – jako grupy w klasie drobnotowarowych producentów w krajach średnio i wysokorozwiniętych. Zarówno w Rosji roku 1917, jak i w Polsce lat rewolucyjnej wrzenia 1918-19 jednym z czynników jakie zadecydowały o klęsce bądź zwycięstwie rewolucji była kwestia czy zrewoltowany proletariat pociągnie za sobą ogromne masy pracującego chłopstwa. Jeszcze w XX wieku chłopi odcisnęli swoje piętno na historii Europy, co widzimy w chłopskich wystąpieniach rewolucyjnych takich jak Machnowszczyzna czy Republika Tarnobrzeska.
 
 
 
 
W dzisiejszej Europie XXI wieku, gdzie chłopów zastąpiła kilkuprocentowa grupa nowoczesnych farmerów korzystających z nowoczesnej techniki, chłopów w rozumieniu producentów drobnotowarowych można oglądać już tylko w skansenach.
 
 
 
 
Za to podczas gdy sto lat temu ciężko było mówić o jakiejkolwiek możliwości wybuchu rewolucji proletariackiej poza Europą i Ameryką Północną, ze względu brak przemysłu w krajach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej. Dzisiaj za to kraje takie jak Chiny, Indie, Brazylia przeżywają gwałtowną industrializację.  W skali globalnej w kończącym się właśnie roku 2010 jest wielokrotnie więcej zarówno pracowników najemnych jak i robotników wielkoprzemysłowych, niż było sto lat temu. Rozwój gospodarczy w żadnym wypadku nie przekreśla możliwości przeprowadzenia rewolucji socjalistycznej, wręcz przeciwnie, stwarza do tego niespotykane środki. Po pierwsze – plan rewolucji socjalistycznej nie ogranicza się już w żadnym wypadku do Europy czy Ameryki. Skoro rewolucja socjalistyczna potrafiła, wbrew temu co chciałby Kautsky,. wybuchnąć w Rosji w 1917, dziś może wybuchnąć ona niemal w każdym kraju świata. W wielu krajach w których „kwestia chłopska” była sprawą palącą sto lat temu, dzisiaj oparcie się na pracownikach najemnych załatwia sprawę.  Także kwestia rewolucji światowej wydaje się być obecnie bardziej realna niż sto lat temu, właśnie ze względu na wzrost liczebności proletariatu w skali globalnej
 
 
 
 
Niektórzy ludzie, pojmujący marksizm dogmatycznie, myślą, że proletariat ogranicza się do robotników biorący bezpośredni udział procesie produkcji. Można by tutaj zadać pytanie jakim kryterium stosowac przy owej „bezpośredniości”, czy robotnik obsługujący maszynę w fabryce jest producentem bezpośrednim czy dopiero fizyczny kontakt z przedmiotami pracy kwalifikuje producenta jako „bezpośredniego” – w takim ujęciu jedynym producentem bezposrednim jest pracownik XVI-XVIII wiecznej manufaktury a już np. hutnik obsługujący wielki piec nie może być takim „bezpośrednim producentem” w żaden sposób.
 
 
Widzimy więc, że ograniczanie proletariatu do producentów bezpośrednich to co najwyżej doprowadzająca do absurdów  historyczna maniera a nie naukowa definicja która ma nam pomóc objaśniać świat. Proletariuszem jest każdy wyzyskiwany pracownik najemny. Gdy zysk z pracy najemnej zagarniany przez kapitalistę wytwarzany w efekcie pracy najemnej oznacza że praca wytwarza wartość większą niż płaca pracownika -  mamy do czynienia z kapitalistycznym wyzyskiem, mamy też więc do czynienia z proletariatem. Wszystko to jest spełnione w przypadku kasjerki w markecie  - bez niej sprzedaż towaru nie mogłaby się dokonać – a więc jest ona koniecznym elementem w procesie dystrybucji towarów stanowiącym niezbędny element procesu produkcji. Podobnie rzecz się ma z kierowcami, magazynierami w marketach – są oni równie niezbędni produkcji kapitalistycznej jak robotnik stojący przy taśmie w hali fabrycznej, z tą różnicą, że etap produkcji zwany wytwarzaniem, związany z bezpośrednią fizyczną ingerencją w wewnętrzną strukture przedmiotów pracy najłatwiej jest zautomatyzować. W halach fabrycznych jest więc coraz mniej robotników a coraz więcej robotów i ta tendencja będzie postępować w ramach zwiększającego się technicznego uzbrojenia siły roboczej. Pracę kierowcy, kasjera czy magazyniera zautomatyzować jest znacznie trudniej przez to udział tych zawodów w szeregach proletariatu rośnie i będzie rósł.
 
 
 
 
Marks nie mylił się tworząc swoje teorie, choć niektórzy mogliby tak twierdzić. To świat się zmienił tak, że wygląda dziś zupełnie inaczej niż w czasach mu współczesnych. Marksizm to jednak nie tylko ekonomia polityczna i socjologia. Posiada on podbudowę filozoficzną w materializmie dialektycznym. Spojrzenie dialektyczne jest więc konieczne do prawidłowego odczytania marksistowskiej ekonomii politycznej i nie tylko. Bez podejścia dialektycznego – rozpatrzania rzeczy ze wszystkich stron, we wzajemnym powiązaniu z otoczeniem z konkretnych mających zastosowanie naukowych definicji wychodzą kompromitujące potworki, jak z koncepcją „proletariusza jako bezpośredniego producenta”.
 
 
 
 
Podobnie rzecz się ma z innymi problemami przed jakimi stawia marksistów zmieniająca się rzeczywistość. Za przykład posłuży tu prywatyzacja pracownicza. Tow. Krępa pisze o
 
 
 
 
fazie przejściowej w postaci spółek akcyjnych, w których każdy pracownik musiałby być współwłaścicielem. Jest to forma zupełnie przejściowa, poniewa zakłada częściowe uspołecznienie środków produkcji poprzez kapitalistyczny system akcji i funkcjonowanie w systemie wolnego rynku. Lepiej jednak osiągnąć niewiele, niż nic i tylko marzyc o wyższych celach
 
 

Kolejna rzecz która jak widzimy jest istotna – to znajomość klasyków marksizmu. O „rzeczach zupełnie przejściowych” pisał już w swoim „Programie przejściowym” Lew Trocki wskazując jako postulaty które mogłyby podważyć system kapitalistyczny nacjonalizację banków, skrócenie dnia robocznego oraz wprowadzenie robotniczej kontroli nad przemysłem. Analiza przeprowadzona przez Trockiego w 1938 zachowała znaczną aktualność. [2]
 
 
 
 
W odpowiedzi na to czy „prywatyzacja pracownicza” prowadzi do upodmiotownienia proletariatu i nadaje się jako postulat przejściowy czy nie przytoczę fragment pracy Floriana Nowickiego:
 
 
 
 
1. Marksistowska krytyka prywatyzacji musi obejmować także tzw. prywatyzację pracowniczą. Wszelka prywatyzacja prowadzi do narzucenia kryterium zysku jako podstawowego regulatora działalności gospodarczej (przy czym kryterium zysku ma różną moc destrukcji w różnych branżach i niszach rynkowych). Wszelka prywatyzacja prowadzi do zwolnień i osłabienia roli reprezentacji pracowniczych w procesie zarządzania gospodarką. Konsekwencje prywatyzacji to nie tylko konsekwencje prywatyzacji dla konkretnego prywatyzowanego przedsiębiorstwa, ale konsekwencje dla całej gospodarki (także dla przedsiębiorstw znajdujących się w gestii państwa). Tzw. prywatyzacja pracownicza - jako najpopularniejsza ścieżka prywatyzacji w początkach transformacji - przyczyniła się do przekroczenia "masy krytycznej" własności prywatnej w gospodarce, co miało - zgodnie z intencjami elit ekonomicznych i politycznych - uniemożliwić powrót do gospodarki nierynkowej. Możliwość tzw. prywatyzacji pracowniczej niewątpliwie przyspieszyła proces restauracji kapitalizmu w Polsce, a prokapitalistycznym elitom kierowniczym przedsiębiorstw państwowych umożliwiła drogę do kapitalizmu na skróty. Była to dogodna forma tzw. uwłaszczenia nomenklatury. 
 
 
2. Tzw. prywatyzacja pracownicza nie prowadzi do upodmiotowienia robotników. Prowadzi zaś do czegoś wręcz przeciwnego - upodmiotowienia elit kierowniczych byłych przedsiębiorstw państwowych. Upodmiotowienie elit kierowniczych oznacza przejmowanie przez nie kapitalistycznej kontroli właścicielskiej nad przedsiębiorstwami. Z punktu widzenia pracowników, tzw. prywatyzacja pracownicza oznacza wręcz uprzedmiotowienie załóg, skoro likwidacji ulega organ reprezentacji i artykulacji interesu załogi, a na jego miejsce nie powstaje żaden jego odpowiednik. Interes załogi przestaje być bezpośrednim punktem odniesienia wewnąrz-zakładowych debat i negocjacji. Jeżeli mimo wszystko "przebija" się on na walnym zgromadzeniu, to jedynie w formie zapośredniczonej i cząstkowej. Spółki pracownicze nie mają nic wspólnego z jakąkolwiek samorządnością robotniczą - sama forma własnościowa spółki pracowniczej wbija klin między pracowników-udziałowców i pracowników bez udziału. Załoga nie może tu wystąpić jako jednolity podmiot, artykułujący i realizujący kolektywne interesy w procesie zarządzania.
 
 
3. Marksiści nie powinni popierać żadnej formy prywatyzacji. Powinni bronić własności znacjonalizowanej - w perspektywie jej przyszłego uspołecznienia. Powinni bronić tych ubogich form samorządności pracowniczej, które gwarantuje Ustawa o przedsiębiorstwie państwowym i Ustawa o samorządzie pracowniczym z 1981 roku.[3]
 
 
 
 
Pozostaje tylko z naszej strony odpowiedzieć czy należy zamienić sierp i młot na wózek widłowy. Twierdzimy że nie. W 1917 roku nie używano już ani sierpów ani młotów, przynajmniej nie używał ich proletariat pracujący w nowoczesnych na owe czasy zakładach. Symbol sierpa i młota ma znaczenie SYMBOLICZNE i to jako powszechnie rozpoznawalny symbol jest on używany i nie ma żadnego powodu żeby z sierpa i młota – jako symbolu ruchu komunistycznego zrezygnować. 
 
 
 
 
 
Przypisy:
 

 
[1] http://pl.wikipedia.org/wiki/Polska
 
 
 
[2] Lew Trocki, Program Przejściowy (Agonia kapitalizmu a zadania IV międzynarodówki) http://www.marxists.org/polski/trocki/1938/prog_przejsciowy.htm
 
 
[3] Florian Nowicki „Spółki pracownicze – pracownicze menedżerskie czy kapitalistyczne”
http://1917.net.pl/?q=node/3659

Społeczność

Lenin 666