Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Mateusz Kieran: Ludwik Waryński - pionier polskiego socjalizmu

Ludwik Waryński

Ludwik Waryński – pionier socjalizmu

 
 

Nie sposób zrozumieć polskiego ruchu i myśli robotniczej bez zapoznania się z postacią Ludwika Waryńskiego. Historia początków socjalizmu na ziemiach polskich jest bowiem nierozerwalnie związana z osobistą historią tego człowieka. Człowieka, którego troska o los robotników była tak wielka, że rzucił studia, by stać się jednym z nich, narażał swoje życie pod carskim reżimem, aż wreszcie złożył z niego najwyższą ofiarę.
 
 

Kształtowania się polskiej myśli socjalistycznej nie można omówić z pominięciem osobistych rozterek i dojrzewania poglądów Waryńskiego, a taktyki polskiego ruchu robotniczego nie można oderwać od indywidualnego zaangażowania tej postaci.
 
 

Pomimo że Ludwik Waryński urodził się w guberni kijowskiej, to jego działalność największe piętno odcisnęła w Warszawie. Przyszedł na świat 24 września 1856 r. Swoje trzydziestotrzyletnie życie poświęcił całkowicie idei, w którą wierzył, przez większość tego krótkiego życia zadowalał się skromnymi warunkami i niedojadał, a siedem lat spędził w więzieniach. Zmarł 2 marca 1889 r. w twierdzy Szlisselburg pod Petersburgiem.
 
 

Rodzina Waryńskich wywodziła się z Podola i należała do zubożałej szlachty. Odznaczała się także patriotyzmem – ojciec Ludwika, Ludwik Seweryn Waryński brał udział w powstaniu styczniowym oraz należał do czerwonego skrzydła działaczy niepodległościowych. W czasie studiów natomiast przyłączył się do demokratycznego koła konspiracyjnego, które głosiło potrzebę zniesienia poddaństwa.
 
 

Młody Ludwik uczęszczał do szkoły elementarnej w Białej Cerkwi, posiadającej profil matematyczno-przyrodniczy. Gospodarowanie majątkiem w Krzywcu pozwalało licznej rodzinie Waryńskich (Ludwik miał dwóch braci oraz trzy siostry) tylko na skromne życie. Już w szkole rozpoczął się proces kształtowania jego poglądów. W pierwszym okresie największy wpływ miały dwa prądy umysłowe: przenikający z ziem polskich pozytywizm oraz rosyjski ruch narodnicki.
 
 

Represje rusyfikacyjne, szczególnie ciężkie w pierwszych latach po powstaniu styczniowym, dotykały również rodzinę Waryńskich. Ojciec Ludwika, jako że był człowiekiem otwartym i postępowym, zdawał sobie sprawę, że klęska powstania dowodzi o klęsce wszelakich zrywów niepodległościowych oraz że przemysł przynosi większe szanse rozwoju niż zajęcia rolnicze. Dlatego dokształcał swoje dzieci do zajęć tokarskich i introligatorskich. Ludwik już wtedy wyrobił sobie wielki szacunek pracy oraz światopogląd materialistyczny.
 
 

Natomiast szkolna młodzież na Ukrainie była pod wielkim wrażeniem idei narodnickich, które choć wywodziły się z marksizmu, proponowały, by rewolucję oprzeć o masy chłopskie. Narodnictwo żywiło także nadzieję, że Rosji – zacofanej pod względem cywilizacyjnym w stosunku do Zachodu – uda się ominąć etap kapitalizm i wprost z feudalizmu przejść do społeczeństwa socjalistycznego. Tym samym uznawało kapitalizm wraz z wynikającą z niego urbanizacją, industrializacją i przekształcaniem stanu chłopskiego w proletariat za coś zbędnego czy wręcz zwyrodniałego. Narodnicy odrzucali też wszelką koncepcję o uzyskaniu pewnych przekształceń niedogodnej sytuacji drogą reform. Uznawali, że w obliczu jarzma carskiego jakakolwiek próba legalnej działalności jest skazana na porażkę, dlatego dążyć należy od razu do rewolucji. Wreszcie negowali zasadność istnienia państwa, skłaniając się ku koncepcji anarchizmu według Kropotkina. O narodnikach warto wspomnieć, że w 1874 r. przeprowadzili tzw. „pójście w lud” – działacze (przeważnie studenci) ruszyli po wsiach agitować chłopów do rewolucji. Jedynym skutkiem tej akcji były masowe aresztowania.
 
 

Rok 1874 był dla Waryńskiego przełomowy. Ukończył bowiem szkołę w Białej Cerkwi i wyjechał na studia do Petersburga. Pierwotnie planował podjęcie studiów w Instytucie Inżynierów Komunikacji, ale wobec nieprzyjęcia go na ten kierunek zdecydował się na studia w dziedzinie organizacji i budowy zakładów i urządzeń przemysłowych. Na studiach Waryński wstąpił do Towarzystwa Polaków Studentów. Już kilka tygodni po rozpoczęciu nauki trafił do aresztu. Miał wtedy 18 lat.
 
 

Na petersburskich uczelniach doszło bowiem do rozruchów studenckich. Ich motywacja dotyczyła jednak spraw czysto związanych ze studiami jak udział studentów w sądzie dyscyplinarnym czy urządzenie taniej restauracji dla studentów. Uczestnicy zostali aresztowani i skazani, Waryński otrzymał wyrok dwóch tygodni aresztu. Przez to nie zaliczył pierwszego roku nauki.
 
 

Niedługo potem kierował kolejną akcja protestacyjną, za co został skazany na przymusowy pobyt w miejscu zamieszkania pod policyjnym dozorem. Na studia już nie wrócił. Przeczytał jednak wtedy po raz pierwszy Kapitał Karola Marksa. Gdy skończył się termin jego pobytu w domu, zdecydował się wyjechać do Warszawy.
 
 

W 1876 r. Waryński przybył do Warszawy i w krótkim czasie dołączył do akademickiego kółka socjalistycznego. Rok później natomiast podjął się pracy w zakładach Lilpopa i Raua jako ślusarz. Jednak, gdy ogłoszono pobór do armii rosyjskiej z powodu wojny z Turcją, Waryński wyjechał do Puław, gdzie podjął studia, by uniknąć poboru. Pod koniec roku wrócił na pewien czas do Warszawy, jednak nie chciał przerywać studiów. Przez pewien czas krążył między stolicą, a Puławami, za każdym razem spóźniając się o kilka dni na studia. W końcu został skreślony z listy studentów. Wtedy ponownie podjął pracę w fabryce. Aby nadal unikać poboru, zaczął posługiwać się fałszowanymi dokumentami.
 
 

Warto napisać kilka słów o sytuacji warszawskiego i ogólnie polskiego proletariatu. Chociaż w drugiej połowie XIX w. nastąpił rozwój przemysłu w takich ośrodkach jak Zagłębie Dąbrowskie, łódź lub Warszawa, to proletariat polski wciąż był nieliczny, a jego przytłaczającą większość stanowili robotnicy w pierwszym pokoleniu. Fakt chłopskich korzeni skutkował bardzo niską świadomością dotyczącą własnego położenia i spraw społecznych. Jedynie nieznaczna część robotników pochodzenia inteligenckiego i szlacheckiego znała teorie marksistowskie i sytuację na Zachodzie. Pod wrażeniem Komuny Paryskiej, I Międzynarodówki oraz zachodnich partii robotniczych powstawały w Warszawie pierwsze nielegalne kółka socjalistyczne. Jednakże ruch robotniczy na ziemiach polskich napotykał znaczne trudności z powodu pozostawania kraju pod zaborami. W dziedzinie taktyki była to oczywiście niemożność podjęcia legalnej działalności w systemie carskiego despotyzmu. W dziedzinie doktryny natomiast polska myśl socjalistyczna musiała ustosunkować się do kwestii niepodległościowej.
 
 

Waryński w tym okresie nie posiadał jeszcze wykształconych poglądów. Wciąż pozostawał pod wrażeniem rosyjskiego narodnictwa, choć grupa warszawskich socjalistów inspirowała się w większym stopniu działalnością zachodnich (zwłaszcza niemieckich) partii robotniczych. W 1878 r. Waryński uczestniczył w organizowaniu tzw. kas oporu, które gromadziły fundusze na cele strajkowe. Jednakże z powodu niskiej świadomości proletariatu postanowiono na razie skupić się głównie na pracy propagandowej.
 
 

Waryński wyrósł teraz na lidera warszawskiego ruchu robotniczego. Większość swojego czasu poświęcał dla głoszenia haseł socjalistycznych. Brał udział w wielu dyskusjach programowych wśród działaczy ruchu a także – co chyba najważniejsze – energicznie uczestniczył w zebraniach robotniczych, gdzie przystępnie tłumaczył zasady socjalizmu robotnikom i zachęcał ich do walki o poprawę swojego losu. Oprócz tego przemycał nielegalne broszury i rozpowszechniał je w fabrykach. Wielu działaczy z tamtego okresu było pod wielkim wrażeniem zdolności oratorskich Waryńskiego.
 
 

Trwały także organizacyjne oraz ideowe przemiany stowarzyszenia. Działacze zaakceptowali koncepcję „federacji gmin wytwórczych ludu polskiego w granicach narodowości”.
 
 

Pierwszą działalność warszawską przerwał tzw. proces krakowski. Waryński wraz z grupą towarzyszy udał się do Galicji, by tam głosić idee socjalistyczne. Został jednak aresztowany i wytoczono mu proces o fałszowanie dokumentów i antypaństwową działalność. Wydawało się, że sprawa jest przegrana.
 
 

Jednakże proces wzbudził wielkie zainteresowanie krakowskiej opinii publicznej, która domagała się uniewinnienia. Dał także ogromne okazje do propagowania swoich poglądów. Waryński zamienił sądową ławę w trybunę, z której rozgłaszał – oczywiście w ramach swoich zeznań – zasady teorii socjalistycznej. Zeznania te drukowały krakowskie gazety, przez co dotarły one do szerokich mas. Paradoksalnie sam proces bardziej przyczynił się do propagowania treści socjalistycznych niż nielegalna działalność za którą był wytoczony.
 
 

Zobaczmy, co takiego głosił Waryński podczas procesu: „Socjalizm jest wynikiem krytyki społecznego ustroju, a zatem w konstytucyjnym państwie austriackim nie może być uważany za przestępstwo”, „Rewolucja nie niszczy podstaw społeczeństwa i niekoniecznie musi być krwawą [...] W istocie rzeczy rewolucja jest rezultatem panujących stosunków społecznych, a nie działalności socjalistów. Zatem program socjalistów nie żąda rewolucji, ale ją przewiduje”, „To, co mnie skłoniło do zajęcia się propagowaniem tej idei [...] jest chęć szukania prawdy”, „Siłą dokonującą rewolucji są ogromne masy proletariatu stojące w obliczu wyboru: albo zdobyć coś, albo umrzeć z głodu”.
 
 

Wreszcie wydano wyrok. Waryński został uznany winnym jedynie fałszowania dokumentów, do czego zresztą się przyznał. Musiał jednak udać się na emigrację.
 
 

Wybrał Genewę. Znajdowali się tam już tacy działacze socjalistyczni jak Kazimierz Dłuski, Szymon Diksztajn i Bolesław Limanowski. Wraz z Waryńskim przyjechali również sądzeni m.in. Józef Uziembło i Stanisław Mendelson. Ten ostatni wyłożył większość funduszy na założenie pisma „Równość”, które przeznaczone było głównie dla inteligencji. Już od początku natomiast dało się zauważyć rozdźwięk pomiędzy Limanowskim a resztą działaczy. Chodziło o kwestię niepodległościową, gorąco popieraną przez Limanowskiego. Pozostali zaś uważali, że państwo polskie byłoby tworem warstw uprzywilejowanych i nie należy o nie walczyć.
 
 

Redakcja „Równości” nawiązała wówczas współpracę z rosyjskimi emigrantami wywodzącymi się kręgów Narodnej Woli. Współpraca ta była jednak w większej mierze taktyczna aniżeli programowa. Narodowolcy bowiem skupiali się na masach chłopskich a za metody działania uważali przede wszystkim terror. Polscy socjaliści natomiast postulowali walkę o demokratyzację carskiej Rosji oraz oparcie rewolucji na uświadomionych rzeszach miejskiego proletariatu.
 
 

Wewnątrz polskich działaczy wciąż pogłębiała się rozbieżność na tle niepodległościowym. Dłuski pisał w „Równości”: „Nie, niepodległość Ojczyzny nie zniesie niewoli pracy [...] Pod jednym dachem wojujące strony żyć nie będą, nic wspólnego – ojczyzny jednej nie mają i mieć nie mogą”. Warto też przytoczyć słowa Waryńskiego na temat patriotyzmu: „Szlachetna idea przywiązania do macierzystego kraju nie musi oznaczać posiadania własnego państwa jako aparatu przymusu”. Widać tu wciąż naleciałości anarchistyczne, których pozbywanie się przychodziło pierwszym polskim socjalistom z niemałym oporem. Za główny tego powód należy uznać doświadczenia represji carskich, przez które państwo jawiło się wyłącznie jako bezduszne narzędzie ucisku.
Limanowski i Uziembło opuścili „Równość”, nie godząc się na odrzucenie postulatów niepodległościowych. Jednakże rok 1880 przyniósł inne o wiele bardziej doniosłe wydarzenie. Przypadała wtedy bowiem pięćdziesiąta rocznica powstania listopadowego.
 
 

Redakcja „Równości” postanowiła z tej okazji zorganizować mityng. Zaproszono na niego wielu działaczy innych narodowości w tym Marksa, Engelsa i Lessnera. Warto przytoczyć w tym momencie treść afiszy oraz zaproszeń. Te pierwsze, rozklejone na ulicach Genewy, głosiły:
 
 
Obok walki politycznej istnieje jeszcze walka proletariatu, walka społeczna, prowadzona codziennie w Polsce, walka głucha, która uchodzi szerszej uwadze, ale która proletariat polski popchnęła do szeregów bojowników za sprawę socjalną”.
 
 
Natomiast w zaproszeniach można było przeczytać:
 
 
„Hasło Vive la Pologne! zaczęło tracić swój urok, znikło wreszcie zupełni wśród walki klas, wśród walki pracy z kapitałem [...] Zapraszamy więc was, obywatele, aby wspólnie przywitać jutrzenkę swobody, aby pod hasłem Vive l’Internationale! wspomnieć o proletariacie polskim, który bratnią dłoń do was wyciąga”. Kwestię narodową socjaliści nazwali
 
 
molochem, który pożerał wszystkie nasze siły i przeszkadzał w obudzeniu się świadomości wśród naszego ludu”.
 
 

Marks, Engels i Lessner nie mogli zjawić się na mityngu, ale wystosowali list, w którym na przekór organizatorom poparli kwestię niepodległościową. Pisali w nim: „Polacy więc poza granicami swego kraju odegrali wielką rolę w walce o wyzwolenie proletariatu – byli wszędzie jej czołowymi bojownikami. Dziś, gdy walka ta rozwija się wśród samego ludu polskiego, niech ją podtrzymuje propaganda, prasa rewolucyjna, niech łączy się ona z usiłowaniami naszych braci rosyjskich, będzie to jednym powodem więcej, aby powtórzyć dawny okrzyk Niech żyje Polska!” Dla uzupełnienia tego stanowiska warto przytoczyć fragment słynnej przemowy Marksa i Engelsa w dwunasta rocznicę wybuchu powstania styczniowego w Londynie:
 
 
Dopóki zdolny do życia naród znajduje się pod jarzmem obcego zaborcy, dopóki musi on kierować całą swą moc, wszystkie swoje wysiłki, całą swoją energię przeciwko wrogowi zewnętrznemu, dopóty zatem jego życie wewnętrzne jest sparaliżowane, dopóty nie jest on zdolny do walki o emancypację społeczną [...] Rozbiory Polski są spoiwem, które łączy trzy wielkie despotie militarne. Tylko odbudowanie Polski może tę więź rozerwać i tym samym usunąć z drogi największą przeszkodę emancypacji społecznej narodów europejskich [...] Nowa Polska, którą rewolucja powoła do życia, będzie się różnić pod względem społecznym i politycznym od polski z roku 1772 tak zasadniczo, jak społeczeństwo, ku któremu zmierzamy, różnić się będzie od społeczeństwa dzisiejszego”.
 
 
Stanowisko socjalistów poparły natomiast organizacje anarchistyczne.
 
 

W spotkaniu wzięło udział około pół tysiąca delegatów z różnych krajów. Przewodniczył mu socjalista niemiecki Becker. Waryńskiemu przypadła trudna rola polemiki z listem Marksa, Engelsa i Lessnera. Skupił się głównie na negatywnym stosunku polskich powstańców do kwestii rewolucyjnej.
 
 

Jednakże najważniejszym okresem działalności Waryńskiego było przywództwo partii Proletariat w Warszawie. Po koniec 1881 r. Waryński wrócił do Polski okrężną drogą przez Petersburg. Postanowił założyć partię robotniczą, oczywiście tajną. A oto jak wyglądała koncepcja tej partii: w warunkach rosyjskich Waryński uznał, że większym wrogiem niż burżuazja jest carat, dlatego należy utrzymać sojusz z Narodną Wolą w walce z despotyzmem monarchy, strajki uważał za nieprzynoszące większych sukcesów, uświadamianie postanowił ograniczyć tylko do najwybitniejszych jednostek, gdyż polski proletariat posiadał bardzo nikłe wykształcenie, natomiast szerokie masy proletariatu powinny były zostać poddane energicznej agitacji . Za cele postanowiono sobie początkowo podniesienie płac, skrócenie dnia pracy, poprawę warunków higienicznych i mieszkaniowych, dostęp do wykształcenia. Wreszcie powstała jednolita scentralizowana organizacja pod nazwą Międzynarodowa Partia Socjalno-Rewolucyjna Proletariat.
 
 

Pierwszy sukces partia odniosła w 1883 r. Oberpolicmajster Mikołaj Buturlin wydał nakaz, aby „robotnice płci żeńskiej znajdujące się we wszystkich zakładach fabrycznych poddawane były co dwa tygodnie przymusowym badaniom wenerologicznym”. Z obowiązku zwolnione były „kobiety, których pracodawcy przedłożą co kwartał poręczenie za ich moralne prowadzenie się”. W praktyce oznaczało to uzależnienie pracownic od fabrykantów, którzy mogli wykorzystywać je seksualnie, aby otrzymały owe poświadczenie. Partia Proletariat wezwała do strajków. Członkowie partii rozdawali robotnikom wydrukowane odezwy. Robotnicy wylegli na ulice, władze odwołały rozporządzenie.
 
 

Niedługo potem wybuchł strajk w Żyrardowie, po tym jak właściciele fabryki ogłosili obniżkę płac. Strajk również odniósł sukces, z obniżki wycofano się. Choć partia Proletariat nie brała w nim udziału, można mniemać, że powodzenie poprzedniej akcji znacznie ośmieliło robotników z Żyrardowa.
 
 

Partia działała coraz energiczniej. Warto podkreślić rolę jaką pełniły w nim kobiety: Aleksandra Jentysówna, Maria Onufrowiczówna i Witolda Karpowiczówna. To one odpowiadały za funkcjonowanie sekretariatu, który zajmował się korespondencją (szyfrowaną), gromadzeniem dokumentów, odbijaniem ulotek i różnych materiałów. Szeregi partyjne szybko rosły, głównie za sprawą agitacji w fabrykach.
 
 

Określono wtedy metody działania. Warto przytoczyć fragment programu: „podburzanie robotników przeciw wszelkim formom wyzyskiwania, prowadzenie akcji strajkowej, zakładanie tajnych robotniczych stowarzyszeń zawodowych oraz terroryzowanie kapitalistów i ich służby za nieludzkie z robotnikami obchodzenie się lub odwołanie się do pomocy policyjnej w zajściach robotniczych”. Niechętne stanowisko wobec strajków Waryński zmienił zupełnie po zajściach z nakazem Buturlina i w Żyrardowie. Krystalizowały się też jego poglądy na inne kwestie: „Na polu politycznym dobijać się będziemy jak największych swobód i z wszelkim rządem bez względu na jego narodowość walczyć będziemy dopóty, dopóki swobód tych całkowicie nie zdobędziemy. Potępiamy stanowczo brak swobody sumienia, języka, zgromadzeń, stowarzyszeń i druku, gdyż stawia to wszystko wielkie przeszkody rozwojowi świadomości robotniczej, już to rozbudzając religijno-narodowościowe nienawiści i fanatyzmy”. Wskazywał także nowe metody działania: „opór wobec administracyjnych czynności rządu, podburzanie ludu do niepłacenia podatków, czynny opór wobec rozporządzeń rządowych godzących w interesy robotników, ciągłe sprzeciwianie się ingerencji władz w konflikty między robotnikami a pracodawcami, otwarte manifestowanie”. Pozbył się także naleciałości anarchistycznych, w pełni uznając już – z wyjątkiem kwestii niepodległości Polski – poglądy marksistowskie. Koncepcję federacji gmin zastąpił koncepcją państwa robotniczego.
 
 

Działalność ta niestety została zakończona w skutek nieroztropnego incydentu. Przez nieuwagę zostawił w sklepie wydrukowany egzemplarz Warszawianki. Gdy po niego wrócił, został aresztowany. Umieszczono go w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Był 28 września 1883 r.
 
 

Aresztowano innych działaczy, do zamknięcia śledztwa w 1885 r. łącznie 190 osób. Waryński nie wydał nikogo, jednakże znaczna część aresztowanych dała się złamać. Wszyscy narażeni byli brutalne traktowanie przez władze carskie. Proces urągał zasadom praworządności. Waryński nie miał złudzenia, jaki los go czeka. Wielu działaczy skazano na śmierć, Waryńskiego zaś na 16 lat katorgi. Potem car jednak nieznacznie złagodził wyroki w skutek odwołania. Niektórym karę śmierci zamieniono na zesłanie.
 
 

Waryńskiego zesłano do twierdzy w Szlisselburgu koło Petesburga. Zmarł tam w 1889 r. Pamięć o nim pozostała jednak wśród środowisk robotniczych Warszawy i wszystkich ziem polskich.
 
 

Jestem bardzo niechętny wszelkim panegirykom i czynieniu z ludzi bohaterów bez skazy. Jednakże Waryńskiemu niewiele tak naprawdę można zarzucić. Przede wszystkim jego największą wadą była często nieprzemyślana żywiołowość. Można by mu zarzucić, że zbyt mało czasu poświęcił na kwestie teoretyczne, a skupił się na praktyce. Jednak trudno nie być pod wrażeniem odwagi, jakiej owa praktyka wymagała w warunkach carskiego despotyzmu.
 
 

Działalność Waryńskiego nie była wcale bezrefleksyjna. Co prawda nie wydał on wielkich prac naukowych, jednakże przeszedł długą drogę kształtowania swoich poglądów – od idealistycznego narodnika marzącego o natychmiastowej rewolucji do racjonalistycznego marksisty planującego realne działania na rzecz poprawy bytu robotników. Nie wywyższał się ponad proletariat, szedł z nim ramię w ramię. To głównie jego zasługą jest rozprzestrzenienie się idei socjalistycznych na ziemie polskie.
 
 

Ciężko ocenić też jego podejście do kwestii niepodległościowej. Wiadomo, że w ostatnich latach odszedł od anarchizmu na rzecz powstania państwa, jednakże wciąż obawiał się, że gdyby powstała Polska, szybko zostałaby zawłaszczona przez klasy posiadające, które za nic by miały fakt, że niepodległość okupiona jest krwią ludu. Dlatego wolał tę krew przelewać za rewolucje socjalną – nawet w państwie z innymi narodami. Zresztą daleki był od jakiegokolwiek przelewu krwi, popierał go tylko wtedy, gdy był on absolutnie konieczny.
 
 

Przykre, że dziś bohater, który uczynił tak wiele dla polskiego społeczeństwa, jest zapomniany, podczas gdy chwali się ludzi bezsensownie wykrwawiających społeczeństwo jak dowódcy powstania warszawskiego. A zatem czas, by odbudować pamięć o postaci, której Polska zawdzięcza to, że rzesze robotników otworzyły oczy, by zobaczyć własną nędzę i zyskały siłę, by z tą nędzą walczyć.
 
 

W swojej pracy korzystałem z biografii Ludwika Waryńskiego autorstwa Andrzeja Notkowskiego, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 1989
 
Mateusz Kieran

Społeczność

marks