Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 35 gości.

Piotr Ciesielski: "Biznes na służbie zdrowia będzie robiony"

Beata Sawicka

„Biznes na służbie zdrowia będzie robiony” – mówiła na krótko przed objęciem w 2007 r. władzy przez Platformę Obywatelską posłanka tej partii Beata Sawicka.

I choć po bohaterce głośnej wówczas afery słuch zaginął, to jej partia z żelazną konsekwencją realizuje ową zapowiedź. Prywatyzacja służby zdrowia była jednym z czołowych postulatów PO, z tym że znany z dbałości o propagandę rząd Tuska maskował swe poczynania.
W telewizji puszczano więc przedwyborcze bajki Tuska o świetne wyposażonych szpitalach i takoż opłacanych
lekarzach, przygotowując jednocześnie ustawę przekształcającą szpitale w spółki nastawione na zysk. Zawetowanie tej ustawy przez prezydenta Kaczyńskiego
w listopadzie 2008 r. (mimo, że komercjalizacja postępowała także w czasie poprzednich rządów jego brata)
wpłynęło na pozorne złagodzenie przez Donalda Tuska i minister zdrowia Ewę Kopacz kursu,
głównie w warstwie językowej, co jest odwiecznym sposobem
wszelkiej władzy próbującej otumanić obywateli. Zamiast o
- słusznie źle się kojarzącej – prywatyzacji, zaczęto więc
mówić o bardziej neutralnej „komercjalizacji”, mającej
oznaczać przejęcie zadłużonych szpitali przez samorządy.
Doszło do takich absurdów jak ten podczas
tegorocznych wyborów prezydenckich, gdy Bronisław Komorowski ciągał po sądach
kontrkandydata za głoszenie, że PO ma zamiar prywatyzować
służbę zdrowia, choć wyraźnie mówi o tym jej program wyborczy z 2007 r. W głównych mediach tak przecież
ważny temat służby zdrowia także zszedł na dalszy plan. Tymczasem po uspokojeniu nastrojów rząd właśnie
przechodzi do nowej ofensywy. Na szczeblu lokalnym zaś, w samorządach opanowanych przez PO, przerabianie
placówek ochrony zdrowia i życia na maszynki do robienia kasy już teraz idzie pełną parą - z wiadomymi skutkami
tak dla pracowników jak pacjentów.

Przykłady z kilku miejscowości najlepiej ilustrują jak ludzie Tuska wprowadzają w czyn myśl Sawickiej.
Skandale prywatyzacyjne Szpital w Środzie Śląskiej już w 2004 r. przekształcono w spółkę prawa handlowego,
której właścicielem został powiat. Ten w maju 2010 r. sprzedał całość udziałów prywatnemu holdingowi Polskie
Centrum Zdrowia. Nastawiona na zysk firma szybko zaczęła ciąć koszty zwalniając część pracowników a pozostałych
zatrudniając na umowy-zlecenie lub na część etatu, często za żenujące stawki (np. 7 zł za godzinę w stosunku
do 16-18 w szpitalach powiatowych). Nie mniej bulwersujący jest sposób w jaki w ogóle doszło do sprzedaży szpitala
- otóż powiat nawet nie zatrudnił donegocjacji z PCZ profesjonalnych prawników.

Warunki prywatyzacji ustalali kompletnie do tego nieprzygotowani radni. No, ale skoro sam należący do
PO starosta powiatu zapowiadał, że szpital można tylko sprywatyzować albo zamknąć, to nie ma się co dziwić.
Podobnie „profesjonalnym” podejściem do kwestii szpitali odznacza się prezydent Piekar Śląskich Stanisław
Korfanty, także członek partii Tuska. W 2004 powołał on na stanowisko dyrektora Szpitala Miejskiego Michała Ekkerta,
młodego lekarza zaraz po stażu. Jednocześnie należący do PO marszałek województwa śląskiego powierzył
mu kierowanie jeszcze trzema szpitalami: w Knurowie, Rudzie Śląskiej i Zakładem Pulmonologii w Tarnowskich
Górach - i Bóg raczy wiedzieć jak mógł on nimi wszystkimi naraz efektywnie zarządzać.

Chyba, że uznać za efektywne zarządzanie ryzykowanie ludzkiego życia: by zwiększyć dochody wspomnianego
Zakładu Pulmonologii w TarnowskichGórach Ekkert wysyłał tam pacjentów ze szpitala w Piekarach Śląskich za pomocą
karetek pogotowia ratunkowego, których wielogodzinny brak na terenie miasta stwarzał oczywiste zagrożenie
dla mieszkańców. Kontrola NarodowegoFunduszu Zdrowia nałożyła za to na szpital karę, ale prezydent Korfanty nie
wyciągnął w stosunku do Ekkarta żadnych konsekwencji. Ostatecznie jednak opór lekarzy wobec poczynań dyrektora
był tak silny, że w 2009 r. zrezygnował on ze stanowiska w atmosferze kompromitacji.

Mimo to wspierająca go wciąż PO umożliwiła mu przeprowadzenie prywatyzacji szpitala w Knurowie.
Co do Szpitala Miejskiego w Piekarach Śląskich to ostatecznie na początku 2010 został on przekształcony w
spółkę prawa handlowego, co zresztą w żaden sposób nie rozwiązało problemu jego zadłużenia. Czy to wstęp do sprzedaży szpitala prywatnej firmie? Wiadomo,
że na jego przejęcie chrapkę miała w 2009 r. spółka Polskie Szpitale kierowana przez zięcia ówczesnego
prezydenta Rudy Śląskiej Andrzeja Stani (PO) i tylko zdecydowana postawa mieszkańców i pracowników uniemożliwiła
te plany.

Maksymalne zyski - minimalne koszty

Fatalnie wręcz przedstawia się sytuacja sprywatyzowanego szpitala w Krośnie Odrzańskim. Szpital ten w porozumieniu
ze starostą powiatu krośnieńskiego (PO) przejęła spółka prawa handlowego Grupa Nowy Szpital. Swe niemałe zyski
spółka osiąga minimalizując koszty. W miejsce dwóch Oddziałów Wewnętrznych szpitali w Gubinie i w Krośnie Odrzańskim gdzie pracowało od 6 do 8
lekarzy powołano jeden Oddział Wewnętrzny Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej Nowy Szpital w Krośnie
Odrzańskim zatrudniający tylko jednego lekarza. Pełniąca tę funkcję pani doktor jest jednocześnie Lekarzem Izby
Przyjęć, Lekarzem Zakładu Opiekuńczo- Leczniczego, Lekarzem Poradni Diabetologicznej, a także Ordynatorem
Oddziału Wewnętrznego i Dyrektorem ds. Medycznych Szpitala, oraz dyżuruje na Oddziale Wewnętrznym. Sama wykonuje więcej przyjęć pacjentów niż lekarze
obu istniejących wcześniej Oddziałów. Jest oczywiste, że jedna osoba nie jest w stanie przebywania
naraz w kilku miejscach: na Izbie Przyjęć, Oddziale Wewnętrznym i Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym, pełniąc przy
tym funkcję Ordynatora i Dyrektora. Gdy na Izbę Przyjęć krośnieńskiego szpitala przywieziono mężczyznę po kolejnym
ataku padaczki, pani doktor zajęta pracą na Oddziale nie miała możliwości dokładnej obserwacji. Tym razem była
to nie tylko padaczka -pacjent krwawił śródczaszkowo, wskutek czego doznał wgłobienia mózgu i zatrzymania
krążenia, co doprowadziło do śmierci. Gdyby nie minimalizacja kosztów pracy i leczenia miałby szansę żyć.
Wymienione zdarzenia nie przedostały się do wiodących mediów. Jednak spore poruszenie wywołała sytuacja w
Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku. W sierpniu 2010 obywatelka Szwecji Christine Hedlund przechodziła
tam płatny zabieg powiększenia piersi, po którym nie odzyskała przytomności (doznała trwałych
uszkodzeń mózgu). Zmusiło to wojewodę pomorskiego Romana
Zaborowskiego (PO) do przeprowadzenia w szpitalu
kontroli.

Powstały w jej wyniku raport stwierdza m.in. że umowa
zawarta między szwedzkim pośrednikiem Medica Travel a
PCT jest nieuprawniona gdyż „zakład nie posiada oddziału chirurgii plastycznej”, kontrakt na zabiegi chirurgiczne
zawarty przez szpital z NFZ „był świadomie ograniczany poprzez realizację zadań komercyjnych” co prowadziło
do „wydłużenia się kolejki i utrudniało dostępność osobom ubezpieczonym w NFZ”, zaś „brak przyjętych
procedur postępowania terapeutycznego stwarzał bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów korzystających z usług tzw. komercyjnych”,
którzy byli w okresie pooperacyjnym pozbawieni opieki lekarskiej. Tak mniej więcej przedstawia się
wpływ komercjalizacji zarówno na poprawę jakości usług, jak i skrócenie kolejek - co zapowiadali za każdym razem
jej chwalcy. Ale na tym nie koniec. Mimo że sama minister Kopacz określiła raport jako „szokujący”, wojewoda Zaborowski odmówił jego upublicznienia.Po
czym wysłał mediom wersję, z której wykreślił fragmenty najbardziej obciążające szpital. Ostatecznie
jednak Gazeta Wyborcza opublikowała pełny tekst raportu.

Afera spowodowała, że odpowiedzialny we władzach województwa za służbę zdrowia wicemarszałek Leszek Czarnobaj nie wejdzie do nowego zarządu województwa. Odchodząc stwierdził on, że nie czuje się
winny, bo o komercyjnych zabiegach w PCT nic nie wiedział - tak jakby wiedza o poczynaniach szpitala nie była jego obowiązkiem.

Ta bezczelność, a także zachowanie wojewody Zaborowskiego
próbującego ukrywać fakty przed opinią publiczną
w obawie „czy ktoś tego źle nie zinterpretuje i nie obrzuci kalumniami niewinnych ludzi”, są niezwykle charakterystyczne dla działaczy obecnej partii
władzy. PO przynajmniej od czasu „afery hazardowej” uważa, że ze swych działań nie musi się przed nikim tłumaczyć.
Powyższe przykłady pokazują jasno jak niebezpiecznym procesem jest prywatyzacja szpitali.

Nastawione na zysk firmy za nic mają prawa pracowników i
zdrowie pacjentów, a ich powiązania z lokalną władzą zapewniają im bezkarność - aż zdarzy się tragedia, a nieraz i to nie wystarcza. Zaś zapowiadane
rządowe reformy zmierzają ku temu, by ten rodzący patologie proceder stał się normą.

Dlatego dużą nadzieje budzi
opór wobec prywatyzacji, m.in. zainicjowana
przez Polską Partię Pracy szeroka
akcja informacyjna „Bronimy publicznej
służby zdrowia”.


Środowiska lewicowe
powinny ją wspierać niezależnie od istniejących
wśród nich podziałów.

Nie można pozwolić, by marzenia Sawickiej i jej podobnych z otoczenia władzy PO stały się rzeczywistością. Będzie to
koszmar dla większości społeczeństwa.

Tekst ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika "Pracownicza Demokracja"

Społeczność

future2