Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 75 gości.

Patryk Kosela: Skanuj z uśmiechem

kasjerka.jpeg

Po udanej akcji pod tytułem: „Nie rób zakupów 24 i 31 grudnia. Tu też pracują ludzie, którzy mają swoje rodziny i chcą z nimi spędzić święta!”, Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80” zapowiedział kontynuowanie działań na rzecz pracowników sklepów wielkopowierzchniowych. A do zrobienia jest wiele.

Weźmy takie Tesco. Sieć ta narzuciła kasjerkom i kasjerom tempa skanowania, choć zapisu o tym nie ma ani w Kodeksie Pracy, ani w wewnętrznym regulaminie pracy, ani nawet w umowach o pracę. Mimo to w zależności od skanera, pracownicy mają skanować nie mniej, niż 1650 produktów na godzinę na nowych skanerach i 1450 produktów na godzinę na skanerach starszego typu. Daje to średnio 2 sekundy na zeskanowanie jednego produktu. Jak wiadomo, czasem trudno znaleźć kod kreskowy lub kod ten nie wchodzi i trzeba go wbić ręcznie, a to spowalnia tempo i nie podoba się pracodawcy. Zbyt „powolnie” kasujący otrzymują notatki służbowe!

Inną rzeczą spowalniającą durne normy tempa skanowania to karty lojalnościowe Clubcard, o których głośno w telewizji. Kasjer ma pytać klientów czy mają te karty i w ciągu jednego dnia swojej pracy za użyć Clubcard’ów 60 procent klientów, czyli na 100 klientów aż 60 musi mieć karty i dać je sprzedawcy. Co w sytuacji, gdy ktoś nie ma tego kawałka plastiku? Kasjer jest zobowiązany założyć takową klientowi. Dziennie jeden pracownik ma wydać od 4 do 6 nowych kart.

– Apeluję do klientów, by płacili za zakupy dopiero po ich spakowaniu – mówiła na ostatniej konferencji prasowej Elżbieta Fornalczyk, szefowa WZZ „Sierpień 80” w Tesco Polska. – Wówczas kasjerka nie może kasować następnego klienta i gonić jak szalona z normami – podkreślała związkowczyni.

Innym problemem w Tesco jest multiskilling. Chodzi o to, że Tesco przez swoje skąpstwo i chytrość nie zatrudnia tylu pracowników, ilu rzeczywiście potrzeba do sprawnego działania sklepu. Gdy więc robią się kolejki do kas, stosowany jest właśnie multiskilling, a więc na kasy ściąga się pracowników działów lub stoisk. Wówczas te osoby nie mogę wykonać swojej pracy, a są zobligowane do pomocy na kasie. I odwrotnie, kasjerki ściąga się na działy lub stoiska.

No, ale czemu się dziwić? Od 2008 roku do dziś tylko z jednego sklepu Tesco w Tychach ubyło aż 200 pracowników! – Pracy nie tylko jest tyle samo, co wtedy, ale jeszcze jej przybyło. Weźmy za przykład nowość, którą są Clubcardy – mówi Elżbieta Fornalczyk. Dodaje, że problemu by nie było, gdyby poziom zatrudnienia był adekwatny do potrzeb sklepu. Działaczka zauważa, że odbija się to nie tylko na pracownikach, ale i na klientach. Ci niestety rozładowują swoje negatywne emocje powstałe z powodu fatalnego zarządzania Tesco Polska na niczemu winnych pracownikach.

Absurd goni absurd w Tesco w Poznaniu przy ul. Słowiańskiej. Tam kierownik wchodzi w system komputerowy, wynajduje przeceny, odkłada sobie towary w atrakcyjnej cenie i… kasuje je sam sobie. Nikt nie ma nad tym żadnej kontroli! Ewentualne „manko” w kasie zapłacić musi później kasjerka, która pracuje na ten kasie, ale była na przerwie lub na pomocy na dziale w ramach multiskillingu.

Ponadto tym poznańskim sklepie kasy rozlicza się po godzinach pracy kasjerek. Pół godziny każdego dnia pracują więc dodatkowo za darmo! Mało tego, przerywa im się przerwy, gdy są kolejki na kasach. Pracownicy tego sklepu często też pozbawieni są możliwości zjedzenia śniadania, bo pomieszczenie służące do tego celu jest też wykorzystywane jako swego rodzaju „areszt” dla złapanych złodziei do czasu przyjazdu policji.

W tej sieci źle dzieje się w całej Polsce. W tyskim hipermarkecie zabrania się rozmów pomiędzy pracownikami nawet w celach wyłącznie służbowych. Notatkę można dostać choćby za konsultację pracownika punktu obsługi klienta z pracownikiem działu RTV przy reklamacji sprzętu GPS.

Działania na rzecz poprawy sytuacji pracowniczej i płacowej osób zatrudnionych w super- i hipermarketach jest potrzebna. Działania takie, prowadzone pod egidą „Sierpnia 80”, będą więc trwać cały 2011 rok. Akcje obejmą nie tylko te sieci, gdzie działa już WZZ „Sierpień 80”, ale także inne duże sklepy. Oprócz akcji piętnujących pracodawców, łamiących przepisy czy naruszających dobre obyczaje, równie ważne jest informowanie społeczeństwa o nagannych praktykach stosowanych przez sieci handlowe.

– Planujemy różne formy nacisku: m.in. wszczynanie sporów zbiorowych, pikiety przed sklepami, ale przede wszystkim akcję informacyjną, np. ulotkową, skierowaną do społeczeństwa. Chcemy pokazać, jak naprawdę wygląda praca kasjerek, że ich uśmiech, to często uśmiech przez łzy – deklaruje Bogusław Ziętek, szef „Sierpnia 80”. – Będziemy piętnować i powodować wstyd u tych pracodawców, którzy łamią normy cywilizacyjne wobec swoich pracowników, np. narzucając im nieludzkie regulacje. Liczymy też na refleksję u klientów – to pod ich presją sieci handlowe będą się cywilizować – ocenił Ziętek.

„Sierpień 80” chce doprowadzić do zawarcia układów zbiorowych pracy w poszczególnych sieciach handlowych, a docelowo także do powstania ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla tej branży. W tej ostatniej sprawie Związek zamierza wystąpić do minister pracy, Jolanty Fedak, która mogłaby zainicjować prace nad takim układem i być jego gwarantem. Wyeliminowałoby to niekorzystne zjawiska długotrwałego zatrudniania pracowników jedynie na czas określony, zamiast na stałe.

Tekst ukazał się w "Kurierze Związkowym" 26 stycznia 2010

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front