Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 18 gości.

Libertador: Rozważania o wojnie 1920 roku

Armia Czerwona - flaga

Pomówmy tutaj o postawach i praktykach obu stron. Porównajmy rzeczywistość z fikcją fundowaną nam przez armię tendencyjnych historyków. Weźmy pod uwagę ogólnoświatowe tło konfliktu. A to wszystko dla odpowiedzenia na pytanie czy rok 1920 przyniósł CZŁOWIEKOWI zwycięstwo czy też klęskę. Zastanówmy się wreszcie jakie były skutki roku ’20 i kto skorzystał na nim najbardziej. Pozwolę sobie zainicjować dyskusję paroma zdaniami i postawieniem własnej tezy.
 
Państwo polskie było generalnie rządzone przez trzy grupy – szlachtę, bogatą burżuazję i kler. Piłsudski mimo socjalistycznej przeszłości zapewnił tym grupom niemal zupełną wyłączność na władzę. Wprawdzie robotnicy i chłopi mieli swoich – często wysoko postawionych – przedstawicieli, ale byli oni jedynie opium dla ludu i w II RP nigdy nie dane im było wywalczyć dla nich równouprawnienia. W nowopowstałym państwie polskim panowała dyktatura wojskowa, i co bardzo ważne bo świadczące o antydemokratycznym duchu ludności, popierana przez ponad 95% społeczeństwa. Dawny bojowiec OB PPS na warszawskich bankietach radził z szlachcicami jak mogą odzyskać swe majątki na wschodzie. Międzyczasie brał udział w kościelnych uroczystościach i paktował z biskupami. Komitet Obrony Kresów Wschodnich, na czele z późniejszym ministrem spraw zagranicznych księciem Eustachym Sapiehą, kroczył zaraz za polskim żołnierzem nacierającym na wschód i zajmował wszelkie dawne posiadłości polskiej szlachty – najczęściej wyrzucając z stamtąd ówczesnych właścicieli a chłopów przywiązując w praktyce do ziemi i własnej osoby. Inny książę z rodu Sapiehów przewodził wściekle nacjonalistycznemu, antysemickiemu, upolitycznionemu, wręcz zmilitaryzowanemu – co najwyraźniej przejawiło się w Wielkopolsce – polskiemu Kościołowi katolickiemu. Po Naczelniku największą władzę pełnili również nacjonalistyczni, sklerykalizowani i antysemiccy endecy, gdyż cieszyli się w społeczeństwie polskim niemal pełnym zaufaniem. Każdy niemal zapomniał choćby o wydarzeniach z 1905/06/07 roku kiedy o niepodległość Polski bili się i zabiegali socjaliści, endecy lizali carskie buty, a księża w „imię boże” wzywali do spokoju i wierności względem „pomazańca bożego” cesarza rosyjskiego.
 
Tak więc Polską kierowała niemal jednomyślna w swej reakcyjności, szeroka koalicja szlachty, bogatej burżuazji i kleru. Największym spoiwem dla owej koalicji było coraz wyraźniejsze widmo utraty władzy, źródła zysków i uprzywilejowanej pozycji. To „straszne niebezpieczeństwo” szło z każdej strony – z Rosji wiał jedynie rewolucyjny, inspirujący wiatr. Niemal w każdym państwie europejskim słuchać było „Międzynarodówkę” na tłumionych brutalnie przez wojska i policję manifestacjach i protestach robotniczych. O większości z nich praktycznie nic nie wiemy gdyż władze skrzętnie zacierały wszelkie ślady rewolty i niezadowolenia, a kontrolowane przez kapitalistów gazety nie widziały potrzeby pisania o tych wydarzeniach. Lepiej znamy jedynie potężne rewolty których rządom nie udało się stłumić w zarodku i przykryć pyłem zapomnienia. Ich historie uświadamiają przede wszystkim z jaką zaciętością szeroko rozumiany „kapitał” i establishment tłumił ruch socjalistyczny i głos ludu. Ta świadomość pozwala lepiej zrozumieć co rządy, kapitaliści i księża mieli do stracenia, dlaczego mieli pianę na ustach i dlaczego chcieli tak bardzo zatuszować ślady buntu. Tą historię tworzą przede wszystkim utopione we krwi rewolucje w Berlinie, Bawarii, Zagłębiu Ruhry i Węgrzech. Uzupełniają ją jednak setki krwawych epizodów rozgrywanych w niemal całej Europie, ale także w Ameryce Północnej, Azji i Australii.
 
 
 
 
 
 

 Plakat Freikorpsu, bojówek odpowiedzalnych za śmierć Róży Luksemburg i Karola LiebknechtaPlakat Freikorpsu, bojówek odpowiedzalnych za śmierć Róży Luksemburg i Karola Liebknechta
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 
 
Szereg rządów pompował miliony dolarów w rosyjskie siły białogwardzistów, które miały swym butem zdeptać to „straszne” dla nich „widmo” socjalizmu. Te same rządy wysłały również do Rosji swoich chłopców w roli „krzyżowców” i wspierały każdy inny rząd walczący z „Czerwonym Sztandarem”. W tym samym czasie miliony robotników (ale nie tylko, gdyż protestowały również środowiska inteligenckie) na świecie solidaryzowały się z walczącą „czerwoną” Rosją, wiedząc że sprawa rosyjskich bolszewików jest ich własną sprawą. M.in. francuscy robotnicy fabryczni odmawiali produkcji broni jeśli ta miała być wysłana do Polski i użyta przeciw Armii Czerwonej; dokerzy brytyjscy, niemieccy i czechosłowaccy kolejarze odmawiali za to transportu broni do Polski. Komuniści rosyjscy walczyli w Niemczech, polscy w Rosji, węgierscy w Anglii. Ruchowi komunistycznemu – w ramach Kominternu – przewodzili ludzie którzy przesiedzieli lata w zimnych celach, konspiratorzy którzy na tajne spotkania przemycali „Czerwony Sztandar” owijając się nim pod płaszczem, ludzkie którzy dawniej, wspólnie z umiarkowanymi socjalistami, byli jedynymi obrońcami praw człowieka przeciw reakcyjnym kościołom i monarchiom. Świat bodaj nie znał bardziej śmiertelnej walki. Jej ogólnoświatowy charakter brutalnie zapoznaje z prawdą tych którzy uważali i uważają teorię „walki klasowej” za chorą bzdurę.
 
Pogromy i represje wobec komunistów i robotników nie ominęły oczywiście jaśniepańskiej i sklerykalizowanej Polski. Setki członków Komunistycznej Partii Robotniczej Polski czy też osób podejrzanych o sympatie komunistyczne zostało rozstrzelanych bądź też gniło w więzieniach. W brutalnie rozpędzane były manifestacje robotnicze w Warszawie, Łodzi, Zagłębiu Dąbrowskim i Ostrowcu Świętokrzyskim. Podobno praktykę stosowano również w Wojsku Polskim, na froncie. Zarządzenie Hitlera wydane na przededniu „Operacji Barbarossa” o natychmiastowym rozstrzeliwaniu sowieckich komisarzy jest powszechnie znanym przykładem łamania międzynarodowego prawa wojennego i zwykłej humanistycznej moralności – o ile w ogóle można o niej mówić na wojnie. Tymczasem w czasie wojny z Sowietami w latach ’19-’20 w WP obowiązywał rozkaz o rozstrzeliwaniu nie tylko komisarzy ale wszystkich członków partii komunistycznych. Warto tutaj przypomnieć, iż  w roku ’20 1/5 krasnoarmiejców należała do partii komunistycznej – ich wszystkich, w rozumieniu polskiego dowództwa, nie obejmowało prawo wojenne, prawo jenieckie, prawo do życia. Rozkaz ten oczywiście wykonywano choć nie poczytamy o tym w polskiej historiografii. Na szczęście większości czerwonoarmistów udawało się zataić swą partyjną przynależność w chwili dostania się do niewoli.
 
 
 
 
Terror na tle ideologicznym był obecny w WP również na zapleczu frontu. Ginęły w ten sposób najczęściej osoby podejrzane, pomówione o komunistyczne sympatie, agitację czy szpiegostwo. I tak gdy marszałek Piłsudski ściskał się z biskupami przed Katedrą Wileńską zaraz po zdobyciu miasta w kwietniu ’19 roku, kilka ulica dalej polscy ułani na sznurkach przywiązanych do siodeł ciągnęli zmasakrowane członki ludzi posądzonych o komunizm – wśród nich była także 14-letnia dziewczyna. Pod „opiekuńczym skrzydłem” polskiego drapieżnego orła ginęli także Żydzi, do czego obok Kościoła popychało polskich krzyżowców ogólne przeświadczenie, iż każdy Żyd to komunista. Pamiętnego 5 kwietnia 1919 roku w Pińsku polscy żołnierze wywlekli 35 Żydów – uczestników zapewne towarzyskiego spotkania w jednym z mieszkań – i bez sądu rozstrzelali. Polski dowódca – mjr Łuczyński – usprawiedliwił swój rozkaz krótkim „dla przykładu” – chodziło oczywiście o zakaz zgromadzeń. Pogromy Żydów były częste, szczególnie na Wołyniu.
 
 
 
Zarówno Polska jak i sowiecka Rosja i Ukraina były państwami gdzie obecna była dyktatura. O ile jednak nad Wisłą była to dyktatura jednego człowieka, o tyle w Rosji była to dyktatura kilkudziesięciu milionów ludzi, ponad 95% społeczeństwa, dyktatura rad – dyktatura proletariatu. W tym momencie należy odesłać do wspaniałego przemówienia Lenina, wygłoszonego na kongresie Kominternu 4 kwietnia ’19 roku, w którym w logiczny sposób wyjaśnia zasadność koncepcji dyktatury proletariatu w fazie rewolucyjnej, ukazuje jej w istocie demokratyczny charakter a demaskuje dyktatorski charakter demokracji parlamentarnej obecnej w kapitalistycznych państwach, którą nazywa „demokracją burżuazyjną”. Jednocześnie Lenin unaocznia fałszywość twierdzenia, iż państwa kapitalistyczne stoją na straży demokracji. Do kwestii tej w razie potrzeby jeszcze wrócimy. Rosja i Ukraina sowiecka były jedynymi państwami – może poza Francją – gdzie równouprawnienie i obywatelskie prawa realnie dosięgały także robotników i przede wszystkim chłopów. Rzecz nie do pomyślenia w państwie carów czy międzywojennej Polsce. Wszędzie obradowały rewkomy i każdy mógł przemawiać na ulicznych wiecach. Tymczasem w Polsce zgromadzenia były zakazane, a jeśli do nich dochodziło to były brutalnie rozpędzane. „Manifestacjami” które zalewały Polskę (szczególnie w sierpniu ’20 roku) były za to liczne procesje religijne, które wprawiły w niebywałe zdumienie nawet lorda d’Abernona. Ważniejsze od praw człowieka było kolejne koronowanie „Matki Boskiej” na „królową Polski”.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Oddział kawalerii Armii CzerwonejOddział kawalerii Armii Czerwonej
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
W Armii Czerwonej do kwietnia ’19 roku dowódcy obierani byli drogą demokratycznych wyborów spośród żołnierzy. W Polsce właściwie nie było generała chłopskiego pochodzenia, ich większość stanowili wychowani w przekonaniu o własnej wyższości szlachcice, widzący w każdym bolszewiku coś na kształt „podczłowieka”, gotowi posłać swoich wszystkich ludzi na śmierć w imię tego co nazywali „honorem i prestiżem”. W Armii Czerwonej nie było stopni wojskowych – nie było oficerów. Dowódcę od zwykłego krasnoarmiejca odróżniała jedynie pełniona funkcja. Gdy ją tracił stawał się zwykłym żołnierzem. Oczywiście w Armii Czerwonej nie obowiązywał przepisowy regulamin wojskowej kurtuazji (salut itp.). Gdy natomiast Trocki wizytował front to zwykł całować każdego czerwonoarmistę z którym rozmawiał, od którego wysłuchiwał próśb i skarg na temat zaopatrzenia etc. Wśród dezerterów przemawiał bez żadnego żołnierza osłony i każdego z nich potrafił namówić do powrotu do szeregów słowami i własną postawą. Komisarze prowadzili żołnierzy do ataku z „Międzynarodówką” na ustach. W Wojsku Polskim najczęściej szlachecki oficer mobilizował żołnierzy do ataku przy pomocy postronka co obrazowo opisał m.in. Babel. Grupy polskich dezerterów ukrywające się białoruskich lasach ostrzeliwano z tak „potrzebnej” na froncie ciężkiej artylerii. Rozstrzeliwano wszelkich żołnierzy którzy okazali choćby najmniejszy gest sympatii względem Polaków z Zachodniej Dywizji Strzelców. W okopie śmierć groziła choćby za śpiewanie socjalistycznych pieśni. W tym samym czasie po drugiej stronie barykady delegacje „czerwonych” pułków wysyłały listy do lubianych komisarzy, czy to z prośbą o nowe pary butów, czy też z prośbą o przybycie i wsparcie słowem.
 

 
Żołnierzy polskich do ataku, na „świętą wojnę”, prowadzili księża, a w kościołach mówiono o mordowaniu bolszewików jak o obowiązku każdego chrześcijanina. Oczywiście było to połączone z klasycznym dla Kościoła i jego sojuszniczych kręgów potokiem kłamstw skierowanych względem socjalistów w ogóle, który rzecz jasna trwa do dziś i zapewne trwał będzie nadal. Tych wrogów kościelnej władzy posądzano i posądza się o nihilizm, materializm czy wręcz „zezwierzęcenie”. Doprawdy, żałosne słowa z ust ludzi przesiąkniętych rządzą władzy, kapiących złotem i unurzanych we krwi ludzi zamordowanych na tle stworzonych laboratoryjnie podziałów. Co więcej, adresatem tych oskarżeń był i jest ruch humanistyczny, wręcz antropocentryczny, gardzący „królestwem mamony”.
 

W ramach przerywnika chciałbym przytoczyć fragment przemówienia Trockiego z Homla z 10 maja 1920 roku. Poruszy on kolejną kwestię na którą chcę zwrócić uwagę.
 
[…] „Ja, towarzysze, byłem dziś pod Rzeczycą. Opowiadano mi tam, na naszym froncie, o tym nie do opisania zezwierzęceniu i okrucieństwach, z jakimi polski białogwardyjski korpus oficerski i polskie białogwardyjskie kułactwo traktują jeńców i rannych czerwonoarmistów. Oni w ogóle nie uznają jeńców. Wieszają nie tylko komunistów. Wieszają każdego bezpartyjnego czerwonoarmistę, który wpadnie im w ręce. Likwidują rannych i chorych. Towarzysze! Pytałem, czy te opowieści nie są przesadzone, czy to nie oszczerstwo, nawet bowiem na wroga nie wolno wrzucać oszczerstw. Odpowiadano mi: „Był tu taki to a taki, dotarł tutaj taki to a taki, a są oni ludźmi zasługującymi na zaufanie, wszystko widzieli na własne oczy i wszyscy potwierdzają to potworne zezwierzęcenie”.
 
 

 


 
 
 
Jaka jest nasza odpowiedź? Wydaliśmy dziś w imieniu Rewolucyjnej Wojskowej Rady Republiki rozkaz dla wszystkich wojsk frontu zachodniego, by nie mściły się za te bezeceństwa na niewinnych polskich jeńcach. Towarzysze, będziemy ucinać ręce tym czerwonoarmistom, którzy podniosą je nad wziętym do niewoli polskim robotnikiem lub chłopem, nad bezbronnym, chorym i rannym. My walczymy tylko z uzbrojonymi. Dlaczego polska szlachta rozstrzeliwuje rosyjskich jeńców – robotników i chłopów? Bo wie, że każdy czerwonoarmista zawsze będzie śmiertelnym wrogiem magnatów i zbrodniarzy. Ale jeśli my wziętego do niewoli polskiego robotnika, polskiego chłopa posadzimy obok siebie i powiemy mu naszą prawdę, przeciwstawiając ją kłamstwu Piłsudskiego i jego magnatów, to ten polski chłop i ten polski robotnik po kilku tygodniach lub po kilku dniach będzie zaciekłym wrogiem Piłsudskiego. W ten sposób przekształciliśmy w rewolucjonistów niemieckich żołnierzy, którzy potem powstali przeciwko Wilhelmowi, a także żołnierzy austriackich, węgierskich, żołnierzy Kołczaka i Denikina. Oni wszyscy przeszli naszą szkołę. My nie rozstrzeliwaliśmy jeńców, przekształcaliśmy ich w świadomych bojowników. Dlatego i polscy legioniści, polscy robotnicy i chłopi, którzy dostaną się do naszej niewoli, nie powinni bać się tortur i straceń. Nie, my niesiemy im światełko komunizmu, światełko teorii braterstwa wszystkich ludzi pracy. Przyszli do nas pod żółtą flagą drapieżczego imperializmu, a wyjdą stąd pod czerwonym sztandarem rewolucji i komunizmu. Potrzebna jest bezlitosna walka w boju i wielkoduszność wobec wroga wziętego do niewoli. Bezlitosna wrogość – magnatowi, kapitaliście; ręka wyciągnięta w geście przyjaźni – polskiej klasie robotniczej. Nie dopuścimy do zamachu na nas i nie podniesiemy własnej ręki na niezawisłość polskiego narodu. I wierzymy, wiemy, że Republika Polska wyjdzie z tej wojny odmieniona.” […]
 
 
 
 
 
 
 
Jeśli oceniać mamy postawę rządu polskiego to nie możemy pominąć sprawy dyplomacji i rokowań rozejmowych/pokojowych. Strona polska jawnie gardziła pokojem, dążyła do utrzymania stanu wojny, przy jednoczesnym przekonywaniu Ententy o pokojowych intencjach. Postaram się wypunktować najważniejsze epizody na polu dyplomatycznym.
 
- luty/marzec 1918 – delegacja bolszewicka na konferencję pokojową w Brześciu odmawia uznania marionetkowego rządu Królestwa Polskiego za „niezależne przedstawicielstwo suwerennego narodu polskiego” – mimo, iż strona niemiecka obiecywała w zamian za to liczne ustępstwa.
 
- 2 luty 1919 – wymordowanie w lesie przez polskich żandarmów sowieckiej pokojowej delegacji z Czerwonego Krzyża z Bronisławem Wesołowskim na czele – po uprzednim odrzuceniu przez rząd polski propozycji wymiany jeńców.
 
- lipiec 1919 – Przybyłego z pokojową misją Marchlewskiego polscy żołnierze przeszukali, związali ręce, przewiązali oczy i osadzili w leśniczówce w Puszczy Białowieskiej. Tam doszło do krótkiego spotkania z posłem polskim – Aleksandrem Więckowskim – który z propozycjami sowieckimi udał się do Warszawy skąd jednak nie powrócił a Marchlewskiego odesłano do Rosji bez odpowiedzi.
 
- 22 grudnia 1919 – Komisarz Cziczerin – wobec kłamliwego oświadczenia w Sejmie, iż „Rosja nigdy nie proponowała pokoju Polsce” – publicznie wezwał przez radio do rozpoczęcia rozmów pokojowych. Brak odpowiedzi ze strony polskiej.
 
- 28 stycznia 1920 – Komisariat spraw zagranicznych wystosował do rządu polskiego pokojową notę w której m.in. zapewniano nietykalność ziem polskich, zaproponowano linię demarkacyjną, zaświadczano o braku porozumień przeciw Polsce z państwami trzecimi, proponowano wreszcie rozejm, rozpoczęcie rozmów pokojowych i przeprowadzenie plebiscytu na spornych terytoriach.
 
- 27 marca 1920 – W odpowiedzi na sowiecką notę (po upływie dwóch miesięcy!) minister Patek zaproponował rozpoczęcie rozmów pokojowych w zajętym przez WP i znajdującym się na linii frontu Borysowie, odmawiając jednocześnie ogłoszenia zawieszenia broni na całym froncie, w związku z przygotowywaną inwazją na Ukrainę. W odpowiedzi rząd sowiecki zgodził się na rozpoczęcie rozmów pokojowych w każdym mieście – byleby nie znajdowało się w sferze walk, na linii frontu. Cziczerin uzyskał m.in. zgodę rządu Estonii na gospodarowanie rokowaniami.
- 7 kwietnia 1920 – Ostatecznie rząd polski wydał oświadczenie, iż „nie podejmie żadnych rozmów na temat miejsca pertraktacji”. (!) Po tym wydarzeniu „rydwany wojny” wyruszyły w pole…
 
Powszechny był i jest pogląd, iż czerwonoarmiści rabowali wszelki dobytek z polskich domów. Jest to oczywiście w dużej mierze prawda, co wynikało z ograniczonej możliwości zapanowania przez komandirów i komisarzy nad masą żołnierską. Jednak nawet sam proboszcz Mieczkowski – gospodarz na słynnej plebanii w Wyszkowie – świadczy słowem że występki takie były zdecydowanie karane przez dowódców. Sprawa miała się gorzej w Konarmii w której panowały stare kozackie zwyczaje. Na terenach zajętych przez Armię Czerwoną parcelowano wielkie majątki ziemskie, ziemie czy też bydło rozdawano chłopom. Ci przyjęli to wszystko z naturalną radością, tłumioną jednak obawą przed powrotem i zemstą „białego orła”.
Musimy przywołać jeszcze dwie kwestie obciążające stronę polską. Pierwszą jest niekonwencjonalne zdobycie Wilna przez WP w kwietniu ’19 roku. Otóż legioniści poprzebierali się w mundury krasnoarmiejców i w ten sposób wkroczyli i zdobyli miasto, dokonując następnie masakry tamtejszych komunistów. Kwestią drugą i o dużo większym znaczeniu jest zdrada jakiej na współwalczących Ukraińcach Petlury i Białorusinach Bułaka-Bałachowicza dopuścił się Piłsudski i polski rząd. Warto o tym pamiętać, gdyż sławetne „przepraszam” Piłsudskiego to nic przy rozpaczy zamkniętych w obozach ukraińskich obrońców polskich kolonii na ukraińskiej ziemi znad Zbrucza i Seretu.
 
Teraz chciałbym rozliczyć polską tendencyjną historiografię z kilku fałszów. Przedstawię tylko parę najważniejszych. Są one albo wynikiem kompletnego braku zrozumienia dla opisywanych tematów, albo też obliczonym i celowym wprowadzaniem czytelnika w błąd.
 
 

- brak zrozumienia internacjonalistycznego, ponadnarodowego charakteru rewolucji bolszewickiej, co przejawia się m.in. używaniem określenia „wojna polsko-rosyjska”, czy też wytaczaniem względem członków Polrewkomu zarzutu „zdrady Ojczyzny” – co zapoczątkował Żeromski w „Na probostwie w Wyszkowie”. Czymże jest „zdrada Ojczyzny” dla kogoś kto „ojczyzny” nie uznaje i dla kogo patriotyzm jest zjawiskiem negatywnym? Oskarżenie takie jeśli więc coś mówi to tylko świadczy o ograniczeniu oskarżycieli.
 
 
 
- uzasadnienie określenia „biełopolacy” rzekomym uznaniem przez bolszewików, iż Polacy są w istocie „białymi” Rosjanami. (!) Oczywiście w rzeczywistości nazwę taką nadano dla odróżnienia od Polaków walczących po stronie rewolucji. Autorzy polscy chcąc zatuszować istnienie i działalność „czerwonych Polaków” sprzedają czytelnikowi własnej roboty propagandowego gniota.
 
- uzasadnienie „polskich” nazw pułków Armii Czerwonej (np. Czerwony Pułk Warszawski) rzekomymi celami podboju tych pułków, a nie rzeczywistym powodem jakim był polski skład etniczny tych jednostek. Podobnie wyrugowana jest informacja o całkowicie polskim charakterze Zachodniej Dywizji Strzelców.
 
Czerwony pułk WarszawyCzerwony pułk Warszawy
 
 
 
 
 
Generalnie rzecz biorąc polska literatura historiograficzna na temat wojny jest tragicznie propagandowa i kłamliwa. Rzeczą zupełnie normalną jest w niej język zdradzający w każdym momencie stosunek emocjonalny i polityczny autora. Na szczęście dla Polaków parę zdań napisał także Davis, nie zarażony polskim destrukcyjnym nacjonalizmem.
 
 
 
Klęska Armii Czerwonej w 1920 roku sprawiła, iż polski chłop na elementarną równość musiał poczekać do ’44 roku. Klęska ta była triumfem „starego świata”, świata lepszych i gorszych. Twierdzę także, iż klęska Armii Czerwonej była klęską CZŁOWIEKA. Klęską wszystkiego co realne i wszystkiego co liczy się niezależnie od miejsca geograficznego i strefy wpływów religii w których przyszło żyć – ludzkiego szczęścia. Wygrało wszystko to co jest morderczą, zniewalającą iluzją – religia, tradycja, naród. Klęska Armii Czerwonej nad Wisłą nie tylko ocaliła „stary”, kapitalistyczny świat, ona zgwałciła i zamordowała niedawno zrodzony, dopiero raczkujący, „nowy”, socjalistyczny świat. W jej wyniku komunizm został zamknięty w jednym kraju, co doprowadziło do zwycięstwa obrazoburczej teorii „bolszewizmu narodowego” Karola Radka. Teoria ta nieuchronnie prowadziła do wyzysku, zbrodni i wszystkiego czemu sprzeciwia się socjalizm.  Stalin, największy wódz wprowadzający w życie ową teorię, stał się największym mordercą, zabójcą socjalizmu który rozstrzelał razem z trockistami. Pod jego batutą powstały dramaty narodowych, rzekomo socjalistycznych państw zrodzonych po ’45 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć słowa Trockiego, iż „stalinizm ma się do socjalizmu jak kontrrewolucja do rewolucji”.
 
Jedna rzecz jest bezsporna – wojna polsko-bolszewicka (wraz z rosyjską wojną domową) była niezwykle ważnym wydarzeniem w historii świata, aspirującym do miana jednego z kilku najważniejszych. Co raz częściej widzę w niej straconą szansę na „Wolność, Równość, Braterstwo” i pokój – szansę którą ciężko będzie znowu dostać. Bohaterowie rewolucji tamtych lat, kierujący się jedynie miłością do CZŁOWIEKA zostali rozstrzelani i obrzuceni skutecznymi kłamstwami, a ich idea została w historii zbrukana. Jako, iż jest to również moja idea to widzę rany w swojej piersi…
 
Na koniec chcę oddać głos Trockiemu.
 
[…] „Nasz kraj, Rosja, przez wiele wieków miała na swojej fladze dwugłowego orła. Co symbolizowały te dwie jego głowy? Jedna dziobała i nękała rosyjski naród, ludzi pracy, a druga była skierowana przeciwko Polakom, Litwinom, Estończykom, Finom, zagrażając i nękając inne narody poza granicami Rosji. Takie były te dwie głowy drapieżnego orła carskiego. Odcięliśmy je obie. Mamy teraz nową flagę z sierpem i młotem, symbolami pracy, a praca prowadzi ludzi do braterstwa.
 
Polska nie jest republiką pracy. Nie. To republika burżuazji i szlachty. Na jej herbie widnieje orzeł biały. Jest to wprawdzie jednogłowy orzeł, ale ma głowę drapieżnika. Kręci się w prawo i lewo, by dziobać i szarpać swoich polskich, ukraińskich i białoruskich robotników i chłopów. Ten biały orzeł jest cały skrwawiony. Nasze zadanie polega teraz na odcięciu głowy temu drapieżnemu polskiemu orłu, by w ten sposób pomóc polskim robotnikom i chłopom – pomóc im wznieść nad republiką sztandar, na którym, podobnie jak na naszym, będą widniały symbole pracy. A wtedy między Polską i Rosją nie będzie wrogości, będzie sojusz i będzie braterstwo, a wszystkie swoje siły będziemy mogli poświęcić spokojnej, pokojowej, uczciwej pracy. I wtedy podźwigniemy nasz kraj z nędzy, z zawieruchy, biedy i chorób. Dzięki pracy setek tysięcy robotników i chłopów, którzy teraz przelewają krew na frontach, przekształcimy ją w kwitnący sad, gdzie ludzie będą żyć w dobrobycie, a dzięki spokojnej i szczęśliwej pracy będą czerpać radość z nauki i sztuki, tworzyć lepsze warunki dla przyszłych pokoleń, ponieważ cała ludzkość stanie się nareszcie prawdziwym, wolnym gospodarzem naszej planety.” […]

Portret użytkownika Samuel
 #

"Czymże jest „zdrada Ojczyzny” dla kogoś kto „ojczyzny” nie uznaje i dla kogo patriotyzm jest zjawiskiem negatywnym?"

Z całym szacunkiem dla Autora tekstu, ale uważam że również ci Polacy, którzy stanęli po stronie radzieckiej kierowali się poniekąd pobudkami patriotycznymi, leżał im na sercu los Ojczyzny. Ale nie pojmowali oni tego patriotyzmu, tak jak np. prawica.

Pozdrawiam!

 
Portret użytkownika tres
 #

Myślę, że ten tekst pod poniższym linkiem dobrze objaśnia, jak pojmowali Polskę i polskość komuniści

http://1917.net.pl/?q=node/5699

 

Społeczność

1917 rev