Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Tomasz Bolechowski: Organizujmy się w sieciach handlowych!

Sierpień 80 w Obi

Pora skończyć tylko i wyłącznie z narzekaniem, że w super- i hipermarketach dzieje się źle. Trzeba to zmienić! Zmiany na lepsze możliwe są tylko za pomocą związków zawodowych, do których trzeba się przyłączać tam, gdzie istnieją. I tworzyć je tam, gdzie ich nie ma.

Pracuję w markecie OBI już kilka lat i dziś mogę powiedzieć, że zbyt wiele jest bulwersujących spraw dotyczących zarządzania w tej sieci, by pozostać obojętnym na to co się dzieje. Wbrew temu co pisze się w propagandowych pisemkach typu „Dzień dobry” lub ostatnio wydawanym „OBI Express”, wcale nie mamy tu krainy mlekiem i miodem płynącej, gdzie możemy spotkać chmary uśmiechniętych do bólu i szczęśliwych pracowników.

Jest niestety bardziej na odwrót. Czytając te pisma mam wrażenie że, Goebbels był tylko zwykłym amatorem i uczniakiem. Atmosfera w pracy najczęściej jest ciężka i niezbyt przyjemna. Wszechogarniające chamstwo, bezczelność i wyzysk.

Po ostatnich cięciach personalnych garstka pracowników próbuje nadrabiać to, co do niedawna robiła liczebna, mocna i zgrana brygada. Jest to momentami nie do zniesienia. Ostre cięcia personalne były wynikiem zbiorowej histerii pt. „kryzys”, który tak naprawdę nas wtedy jeszcze nie dotknął. Świetny i bardzo wyrachowany pomysł pomysł, który spowodował tzw. efekt domina w naszej firmie. Zwolniono spora część doświadczonej i fachowej załogi. Wszyscy płakali, jakie to kłopoty finansowe ma firma, jak to jest bardzo źle na rynku. Nie przeszkadzało to jednak w zakupie nowiutkich mercedesów kompresor, bo a jakże… trzeba się przecież pokazać. Zresztą o niebotycznych sumach wyrzucanych w tym okresie w błoto można by napisać epos. Są to wielomilionowe sumy. Dla pracowników nigdy się nie znajdzie nawet paru groszy, za to firma zaczęła oczekiwać zwiększonych nakładów pracy i poświęcenia dla firmy.

W tym okresie rozkręciła się na całego machina mobbingu. Nielicznie pozostawionych pracowników zaczęto zajeżdżać jak mopy. Firma przy tym zawsze stroniła od zapłacenia pracownikom za nadgodziny których robiła się niezła ilość. O oddaniu tych nadgodzin tez często zapominano. OBI nie postarało się również, by pracownik miał odpowiednie warunki i narzędzia przy wytężonym okresie pracy. Jak pamiętam, to na porządku dziennym było ściąganie ciężkich i wielkogabarytowych przedmiotów – kabin, stalowych drzwi, mebli, itp. z drabiny lub stojąc na palecie uniesionej wózkiem widłowym. Rwanie ciężkich przedmiotów typu grzejniki, paczki wielkich płytek, kominki i piece w pojedynkę bo we dwójkę to było już rozpasanie z naszej strony. Nieodpowiednia ilość paleciaków, wózków jezdniowych, na które to zawsze było firmie ciężko wydać pieniądz, niezrozumiały pospiech i nerwowość ze strony przełożonych, przyczyniało się do licznych wypadków oraz kłopotów z psychiką i zdrowiem fizycznym pracowników.

Często sytuacja ta powodowała załamanie i rezygnację z pracy. Wśród pracowników często słyszało się żale, pretensje, zażenowanie, złość. Pojawiała się olbrzymia chęć zmiany tej patologii w pracy, a jednocześnie strach przed konsekwencjami tych działań czyli utratą pracy. Często też zwykły pracownik czuł się zbyt mały i bezsilny w próbach przedstawienia swoich racji. Czara goryczy została przelana… Spośród całej tej masy pracowniczej zaczęli się wyłaniać tacy, którzy zapragnęli walki o godność, lepsze warunki w pracy, lepsze warunki finansowe, o normalność. Po prostu o zwykłą normalność.

Tak właśnie zaczęły powstawać pierwsze związki zawodowe w OBI. Teraz pod sztandarami Wolnego Związku Zawodowego „Sierpień 80” mamy szanse wspólnie wywalczyć to co należy nam się od dawna. Szacunek i docenienie w naszej pracy, bo to my jesteśmy podstawą w tej firmie, to naszymi rękami wypracowuję się pieniądze dla tej firmy. Czas, żeby w Polsce niektóre elity menadżerskie zmieniły swą politykę wobec pracownika. Czas, by normalność w pracy i w życiu, którą znamy niestety tylko z doświadczeń zdobytych podczas pobytu i pracy w cywilizowanych państwach członkowskich Unii zawitała i u nas w kraju. Od dawna słyszy się, że Polska jest cenionym partnerem w interesach Unii, że jest demokratycznym, praworządnym krajem i pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Ale czy na pewno tak jest? Czy to kolejne puste nic nieznaczące hasła? Jak pokazuje historia, nasz kraj od wieków zawsze dostawał ostro po „tyłku”. W tragicznych i ekstremalnych sytuacjach potrafiliśmy się zjednoczyć i wspólnie wyjść na prostą. Niestety, mam wrażenie, że nigdy z tego nie potrafimy wziąć nauki, zamiast tego tylko rozpamiętywać, biadolić i użalać się nad swoim losem.

Może wreszcie by tak przełamać swój strach i obawy?! Chwycić za ster i pokierować swoim losem. Chociaż spróbować… My nieliczni (jeszcze dzisiaj) wiele nie zdziałamy jeżeli wy pozostaniecie obojętni.

Tylko solidarnie i wspólnie, w masie i sile możemy coś zmienić. „Kto nie walczy już przegrał…”.

Tomasz Bolechowski, przewodniczący WZZ „Sierpień 80” w OBI Dom i Ogród

Tekst ukazał się na stronie "Sierpnia 80"

Portret użytkownika norbo
 #

Czas, żeby w Polsce niektóre elity menadżerskie zmieniły swą politykę wobec pracownika.

Polska jest cenionym partnerem w interesach Unii, że jest demokratycznym, praworządnym krajem i pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej.

Dlaczego odnoszę wrażenie, że zdaniem autora niniejszego tekstu wszędzie dokoła jest lepiej tylko w tej paskudnej Polsce jest tak źle? Otóż nie, wszędzie jest tak samo, ewentualne różnice sprowadzają się do lokalnych uwarunkowań społecznych i ekonomicznych, nic ponadto.

 
Portret użytkownika Kieran
 #

Już wcześniej sugerowałem, że pracownicy wielkopowierzchniowych marketów są najliczniejszą grupą wyzyskiwaną w Polsce. Ta sytuacja jest o tyle ciekawa, że nie są jak robotnicy zamknięci w fabryce. Właściwie 99,9% obywateli przynajmniej raz na jakiś czas obcuje z tymi ludzi podczas ich harówki. To stwarza świetne okazje, aby uzmysłowić ludziom skale wyzysku. Wokół supermarketów powinny koncentrować się działania radykalnej lewicy, oczywiście wymaga to świetnej samoorganizacji pracowników. Ale jednocześnie pomocy z zewnątrz - tzn aktywistów, nad którymi nie ciąży groźba zwolnienia. i oni powinni (były już takie akcje) rozdawać ulotki klientom na temat pracy ludzi za kasą i między półkami.

 
Portret użytkownika tres
 #

Nie wiem czy jest to najliczniejsza grupa w liczbach bezwzględnych, sądzę że w fabrykach może pracować więcej osób. Nie jest to jednak istotne.

Agitacja klientów? Poza akcjami w stylu "nie rób zakupów 24 grudnia" których celem jest zrobienie "szumu" i zmuszenie właścicieli marketów do skrócenia godzin pracy nie widzę szczerze mówiąc pola do działania. Marksizm uczy że w życiu nie liczy się wrażliwość na ludzką krzywdę ale interesy. Interesem klienta jest jak najszybsze zrobienie zakupów, a interesem pracownika marketu jest jak najwyższa płaca za jak najmniej pracy. O ile interesy różnych grup ludzi pracy są zbieżne, dlatego też mówimy o interesie klasowym proletariatu, to interes klienta nie ma nawet punktów wspólnych z interesem pracownika marketu, stąd też wniosek że tego typu agitacja może służyć co najwyżej robieniu "szumu", co oczywiście czasem też jest pożyteczne, ale treścią akcji w obronie pracowników marketów powinno być dotarcie do samych pracowników.

Zacytuję autora tekstu

"Zmiany na lepsze możliwe są tylko za pomocą związków zawodowych, do których trzeba się przyłączać tam, gdzie istnieją"

Jeśli chodzi o akcje w obronie pracowników marketów, na pewno PPP będzie takie akcje przeprowadzać w najbliższym czasie. Już teraz możemy zadeklarować aktywne uczestnictwo w nich oraz informowanie o takowych w ramach możliwości. Chętnie przyjmiemy też konkretne propozycje działania.

 
Portret użytkownika Kieran
 #

Tylko że klient też może być jednocześnie pracownikiem. Np. w Biedronkach nie kupują menedżerowie i właściciele spółek giełdowych ale głównie pracownicy innych marketów, pielęgniarki, woźne, salowe czyli osoby, które też cierpią z powodu wyzysku i warto by im było uzmysłowić wspólnotę interesów.

 

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse