Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Ryszard Rauba: Reakcje polskiej opinii publicznej na wieść o straceniu króla Ludwika XVI

Ludwik XVI na gilotynie

Dr  Ryszard Rauba
 
 
Instytut Politologii
 
 
Uniwersytet Zielonogórski
 
 
 
Reakcje polskiej opinii publicznej  na wieść o straceniu króla Ludwika XVI
 
 
Dziesiątego sierpnia 1792 r. to jest w dniu aresztowania  króla Ludwika XVI, Francja faktycznie stała się  republiką. Rewolucja tym samym wchodziła w nową, radykalna fazę.
 
 
W związku z powyższym czterdzieści dwa dni później – 21 września 1792 r. przedstawiciel stronnictwa jakobinów w świeżo ukonstytuowanym  Konwencie Narodowym – Jean Marie Collot  d´ Herbois  postawił oficjalny wniosek zniesienia we Francji raz na zawsze  monarchii. Wnioskodawca bez ogródek stwierdzał: „po co dyskutować, jeżeli wszyscy zgadzają się,  że królowie są w dziedzinie moralnej tym, czym potwory w dziedzinie fizycznej”.Antymonarchistyczny wniosek J. M. Collota d´ Herbois został jeszcze tego samego dnia uchwalony jednomyślnie.Dzień później, 22 września 1792 r. specjalnym dekretem Konwentu Narodowego monarchia został zniesiona. Francję ogłoszono republiką.
 
 
Deputowani (dokładnie 749) zasiadający w ławach Konwentu Narodowego postanowili  następnie w obliczu zaistniałych wypadków politycznych znaleźć odpowiedź na pytanie: co zrobić  z osadzonym wraz z rodziną  w Temple (dawnym opactwie zakonu Templariuszy) „obywatelem Ludwikiem Kapetem” czyli skompromitowanym  byłym juz królem Ludwikiem XVI Bourbonem?
 
 
Przedstawiciele stronnictwa jakobinów – lewicowej części Konwentu Narodowego nie mieli żadnych problemów z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie.  Domagali się kary śmierci dla byłego króla.
 
 
Ich polityczni oponenci – żyrondyści odgrywający rolę prawicy w Konwencie Narodowym podchodzili do sprawy z gruntu inaczej, łagodniej. Uważali, że należało poprzestać na samym fakcie detronizacji. Kary śmierci dla byłego króla nie brali w ogóle pod uwagę.Trzynastego listopada 1792 r. zabierając głos w sprawie dalszego losu byłego króla jeden z najbardziej bojowych przedstawicieli stronnictwa jakobinów w Konwencie Narodowym  25 – letni zaledwie Louis Antoine Léon de Saint – Just dobitnie stwierdzał zwracając sie do deputowanych: „nietykalność Ludwika nie może rozciągać się poza jego zbrodnie i poza granice rewolucji, bo gdyby się go jeszcze i teraz uważało za nietykalnego czy nawet tylko podawało się  w wątpliwość   te sprawę, wynikałoby z tego, obywatele, że król nie mógł być pozbawiony tronu i miałby   możność uciskania nas pod odpowiedzialnością za ten stan rzeczy samego narodu (...) Ja osobiście  jestem przeciwny półśrodkom: ten człowiek musi albo panować albo umrzeć. (...) król winien być sądzony nie za zbrodnie popełnione  w wykonaniu władzy, ale za sam fakt, że był królem(...) Monarchia (...) jest wieczystą zbrodnią i każdy ma prawo przeciwko niej powstać i wystąpić zbrojnie” - podkreślał w swojej oskarżycielskiej mowie Saint – Just dodając jednocześnie, że: „nie można panować i być bez winy: szaleństwo panowania jest zbyt oczywiste. Każdy król jest buntownikiem i uzurpatorem” - stwierdzał w konkluzji młody jakobin.
 
 
 Inny czołowy wówczas przedstawiciel stronnictwa jakobinów – Maximilien de Robespierre zabierając głos w dyskusji dotyczącej  przyszłości byłego króla (3 grudnia 1792 r.) wysuwał argument bezpieczeństwa młodej republiki, autentycznie zagrożonej wówczas od zewnątrz przez obcą interwencję.
 
 
W swojej mowie nie tak radykalnej w treści jak u Saint – Justa  podkreślał z kolei, że: „nie chodzi  tutaj o sprawę zwykłego procesu, Ludwik nie jest oskarżonym, wy nie jesteście sędziami (...) Nie macie wydać wyroku skazującego  lub uniewinniającego  jednostkę, macie zastosować środek zmierzający do utrzymania bezpieczeństwa publicznego (...)Ludwik musi umrzeć, ponieważ kraj musi żyć” - argumentował swoje stanowisko M. Robespierre.
 
 
 
 
 
Proces „obywatela Ludwika Kapeta” zaczął się 11 grudnia 1792 r. zakończył się natomiast 15 stycznia 1793 r. Tego dnia Konwent Narodowy uznał „obywatel Ludwika Kapeta, ostatniego króla Francuzów winnym sprzysiężenia przeciw wolności narodu i naruszenia bezpieczeństwa powszechnego”. Zapadła także decyzja, że wyrok ten nie będzie przedstawiony narodowi do zatwierdzenia.  Wysuwana w trakcie procesu przez żyrondystów nie ukrywających swoich  sympatii do pozbawionego tronu Ludwika idea odwołania się w ostatecznym rozrachunku do głosu ludu nie przeszła  podczas głosowania.
 
 
Dzień później, 16 stycznia 1793 r. deputowani zasiadający w Konwencie Narodowym przystąpili do imiennego co warto podkreślić głosowania nad konkretnym wymiarem kary dla „obywatela Ludwika Kapeta”.
 
 
 
 
 
Po trwającym blisko 24 godziny  burzliwym, pełnym słownych utarczek i spięć głosowaniu większość Konwentu Narodowego opowiedziała się za karą śmierci dla Ludwika – 387 deputowanych było za; 334 deputowanych z kolei było przeciw. Wstrzymało się od głosu tylko 5 deputowanych. Taki wynik oznaczał swoisty  triumf przepełnionego „republikańską pasją” liczącego niewiele ponad setkę (na 749 deputowanych!) i tworzącego w Konwencie  Narodowym tak zwaną „Górę” klubu jakobińskiego.
 
 
  „Obywatel Ludwik Kapet”, „Ludwik Ostatni” skazany został na karę śmierci przez zgilotynowanie.  Publiczna egzekucja byłego monarchy odbyła się na paryskim placu Rewolucji 21 stycznia 1793 r.
 
 
Po egzekucji Ludwika jeden z deputowanych  początkowo związany w Konwencie Narodowym z tak zwaną „Równiną”, następnie z jakobińską „Górą” - Pierre Joseph Cambon podkreślając, iż egzekucja Ludwika  „nieodwracalnie przypieczętowała republikańską „druga rewolucję””  dodawał przy tym : „dobiliśmy nareszcie do wyspy Wolności i spaliliśmy okręt, który nas tu przywiózł”.

 
 
 
 
Jak  zareagowała ówczesna polska opinia publiczna na wieść o straceniu króla Ludwika XVI? Otóż ukazujące się wówczas  na polskim gruncie periodyki wydały niemalże jednogłośnie jeden wyrok. Mianowicie był to wyrok potępiający francuskich deputowanych i ich „karkołomną” decyzję.Proces Ludwika XVI i wykonanie na nim kary śmierci  uznano za „barbarzyństwo, jakie nawet u dzikich nie było praktykowane”.
 
 
Na łamach „Dziennika Patriotów politycznych” z dnia 17 lutego 1793 r. stwierdzano z wyczuwalnym oburzeniem: „sprawiedliwą  jest rzeczą, ażeby ohydne znamiona okrucieństwa, którymi się lud francuski wypiętnował, całemu światu do powszechnego obrzydzenia na widok wystawione były”.
 
 
Ówczesna polska prasa obfitował w długie i dość szczegółowe działające mocno na wyobraźnię czytelników opisy egzekucji „nieszczęśliwego” króla. Bardzo mocno celowo niejako ku przestrodze eksponowano przy tym swoiście dramatyczny wątek.
 
 
Wszystko w celu  zintensyfikowania  w czytelnikach chrześcijańskiego współczucia dla pozbawionego w tak brutalny – zdaniem tych pism – sposób głowy byłego monarchy francuskiego.
 
 
Na początku lutego 1793 r. po Warszawie  krążyły co warto  podkreślić różnego rodzaju na wpół fantastyczne również na swój sposób pobudzające wyobraźnię słuchaczy opowieści, że po zgilotynowaniu Ludwika XVI królewską małżonkę – Marię Antoninę „rozszarpał rozwścieczony  lud i strzępy jej szat w krwi maczał, a Robespiera, Marata i księcia Egalité rozsiekano”.
 
 
Ksiądz Piotr Świtkowski jeden z bardziej znanych wówczas publicystów bardzo surowo oceniając postępek francuskich deputowanych pisał na łamach czasopisma „Zabawy Obywatelskie” : „wiadomo już całej publiczności, jaka na dniu 21 stycznia popełniona była w Paryżu zbrodnia. Ludwik XVI zawsze cnotliwy, na szacunek całego świata zasługujący,  padł zemsty niesłusznej ofiarą. Zapamiętali poddani skąpali się we krwi swego monarchy, który nie tchnął tylko ojcowskim ku nim przywiązaniem, nie szukał tylko uszczęśliwienia. Cały ten postępek z królem wykonany jest z taką srogością i skwapliwością, iż się na nie wzdryga  cała natura ludzka i dopełnia miary owej nienawiści, którą powzięła już cała Europa ku owemu systematowi, który do wszystkich zbrodni zachęca i wszystkie  cnoty tłumi, przewraca cały porządek, a niszczy zupełnie obywatelską szczęśliwość”.
 
 
Informację o zgilotynowaniu 21 stycznia 1793 r. Ludwika XVI przyjęto w ówczesnej Polsce generalnie z niedowierzaniem i  z „przerażeniem”. W pewnych środowiskach, szczególnie przerażonych „jakobińskimi metodami” przede wszystkim pośród bogatego mieszczaństwa oraz kleru katolickiego bez ogródek stwierdzano, że „Francuzi poszaleli”. Środowiska te nie ukrywały swojej „pogardy dla królobójców”.
 
 
Dwór ostatniego króla Polski -  Stanisława Augusta Poniatowskiego na wiadomość o śmierci  Ludwika XVI ogłosił z tego powodu w lutym 1793 r. sześciotygodniową żałobę.Kler katolicki w ówczesnej, chylącej się ku upadkowi Pierwszej Rzeczypospolitej  podkreślał na każdym kroku „męczeński” charakter  śmierci Ludwika XVI i potępiał w całej rozciągłości „szkaradne i okrutne  królobójstwo odrodnych i zbuntowanych Francuzów na osobie monarchy swego Ludwika XVI dnia 21 stycznia w Paryżu jak najhaniebniej popełnione”.
 
 
Duchowieństwo przypominało wiernym o zasługach „umęczonego niewinnie” Ludwika XVI i potępiało jednocześnie  „niesłychaną niegodziwość męczących”. Zwracano przy tej okazji uwagę wiernym, że „bezbożność i zepsute obyczaje do ostatniej prowadzą człowieka ślepoty i zajadłości”.
 
 
 
 
 
Ksiądz Stefan Łuskina – redaktor „Gazety Warszawskiej” i jednocześnie fanatyczny obrońca wiary katolickiej i wszystkiego co było z nią  związane  okazując w swoiście rozumiany sposób troskę o dalsze losy Francji  po zgilotynowaniu Ludwika XVI pisał: „nad tą tak zacną niegdyś Francją, nad tą pierworodną kościoła córą ubolewać dziś (...) przychodzi, (...)  iż się niesłychanej szkarady dopuściła, a patrząc jak ona (...) sama  tylko jedna ze swej szkaradnej roboty chełpi się, trudno jej nie płakać” - zauważał duchowny.
 
 
Polscy biskupi na wieść o zgilotynowaniu Ludwika XVI wydali cały szereg tak zwanych „Listów pasterskich”,  w których potępiali „okrucieństwo dokonane w Paryżu”. Biskupi nakazali ponadto wszystkim wiernym, aby ci gorliwie śpiewali w kościołach podczas wszystkich nabożeństw przez cały miesiąc „psalm żałobny za duszę króla Ludwika”.
 
 
W przekonaniu polskich biskupów zgilotynowanie Ludwika XVI było czynem „potworów  z ludzkiego plemienia, które doprowadziły Francję do upadku”. Ówczesny biskup kujawski Rybiński będąc pod silnym wrażeniem informacji o śmierci  króla Ludwika XVI pisał z wyczuwalnym przerażeniem: „Ile razy wspomnę o dzisiejszej Francji, gdzie sami tylko ateuszowie są na czele ich magistratur i sądów gdzie własność kościelną na rabunek wydano, gdzie handel i rękodzieła zniszczone, gdzie najbujniejsze niwy i role spustoszono i zaniedbano, gdzie lud ubogi zarobku i sposobu do życia pozbawiono, gdzie cały kraj powodzią krwi zalany, zbroczony, z zadumieniem się zawsze  pytać będę, co to za lud, jaką ma wiarę i jakiego wyznaje Boga?”.
 
 
 
 
 
Polski kler a w szczególności wysoko usytuowani hierarchowie  kościoła katolickiego w upadającej wówczas  Rzeczypospolitej bali się utracić swoją dotychczasową pozycję społeczną. Sytuacja panująca wówczas we Francji przerażała ich. Przerażała ich perspektywa utraty intratnych przywilejów oraz decydującego  wpływu na formowanie się  ludzkiej mentalności. Nie powinien zatem dziwić fakt oficjalnego  potępienia z ich strony decyzji podjętej przez francuskich deputowanych wobec Ludwika XVI.Dla ówczesnego polskiego kleru  posługującego się  w tym przypadku jedynie argumentem religijnym rzeczą oczywistą  było, że:  „dzikość, okrucieństwo i królobójstwo okryło naród  francuski wieczną  hańbą”. Zdaniem  polskiego kleru taki punkt widzenia był najwłaściwszy i najbezpieczniejszy.
 
 
 
 
Jako  doskonałe podsumowanie powyższych rozważań niech posłużą najbardziej wymowne w swej treści wybrane fragmenty dwóch wierszy powstałych na polskim gruncie pod wpływem wieści o zgilotynowaniu Ludwika XVI. Autorem pierwszego wiersza potępiającego przede wszystkim z przyczyn religijnych czyn  francuskich deputowanych był Józef Bielawski.
 
 
 
 
Tytuł jego wiersza brzmiał krótko i wymownie : Okrucieństwo paryskie. A oto jego wybrany fragment:
 
 
„Bezbożne zgromadzenie, ohydo trzech stanów,
 
Przeszłaś  w swej złości czarta i wszystkich tyranów,
 
Potomność Cię osądzi, lecz moc skrytej ręki
 
Utworzy dla Was, zdrajcy, nowe w piekle męki (...)
 
Wszystkie narody grubą okryte żałobą,
 
Brzydzą się  Twoją zbrodnią Francuzie i Tobą (...)
 
Niech przyszłe  pokolenia błąd ludu zobaczą,
 
I nad losem Francji dziwią się i płaczą”. 
 
 
Autorem drugiego wiersza wyrażającego z kolei podziw i szacunek dla odwagi francuskich deputowanych, wychwalającego ich śmiałość był przekonany republikanin  - Jakub Jasiński określany przez swoich politycznych  przeciwników (przede wszystkim w sutannie i z krucyfiksem w ręku) jako polski jakobin.
 
 
 
Jakub JasińskiJakub Jasiński
 
Jakub Jasiński w pełni podzielał pogląd francuskich deputowanych, iż stracenie Ludwika XVI było rzeczą konieczną.  Ten punkt widzenia co warto podkreślić podzielała wówczas ze względu na panującą w Polsce cenzurę królewską oraz policyjną atmosferę nieliczna mniejszość polskiej opinii publicznej.  Strach robił swoje... 
 
 
 
 
 
 
Utwór Jakuba Jasińskiego zatytułowany:  Wiersz w czasie obchodzonej żałoby przez dwór polski po Ludwiku XVI  wydany w związku z powyższym anonimowo (!)  został  co warto podkreślić oficjalnie, dla przykładu  potępiony, a za wskazanie autora  mocno zaniepokojony o swoje życie król Stanisław August Poniatowski  nie chcąc podzielić  losu swojego francuskiego kuzyna wyznaczył specjalną nagrodę. Oto jego najbardziej wymowny fragment: 
 
 
„Król ścięty! (...) Dziw tak rzadki w kronikach ludzkości
 
Wart zapewne zdziwienia, wart wielkiej litości (...)
 
Wszyscy ludzie są równi, czy król, czy poddany,
 
Jak kto prawu zawinił, niech będzie karany (...)
 
Ludwik zginął, tak chciała krajowa ustawa
 
Żałujmy go jak człeka, lecz szanujmy prawa (...)
 
Mówmy: niech giną króle, a świat będzie wolny”.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008