Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 36 gości.

Libia - to nie zamach stanu ale ludowe powstanie

Protesty w Libii

Wenezuela i Libia: to nie zamach stanu 11 kwietnia, to Caracazo 27 lutego

W Ameryce Łacińskiej toczy się dyskusja na temat wydarzeń w Libii. Artykuł ten wyjaśnia stanowisko IMT [Międzynarodowa Tendencja Marksistowska, przyp. red. WR], która wspiera powstańców libijskich, będąc jednocześnie przeciwko jakiejkolwiek imperialistycznej interwencji. Badamy także krytycznie pozycję zajętą przez Hugo Chaveza i Fidela Castro.

Rządy Wenezueli i Kuby prawidłowo występują przeciwko imperialistycznym interwencjom w Libii. Skrytykowały one hipokryzję krajów, które ubolewają nad łamaniem praw człowieka w Libii, podczas gdy w tym samym czasie biorą udział w imperialistycznych wojnach w Iraku i Afganistanie oraz wspierają represje Izraela wobec ludności palestyńskiej.

Wenezuelski ambasador przy ONZ, Jorge Valery wyjaśnił: „Kto odpowiada za ponad milion zabitych w Iraku? Kto odpowiada za nieustającą masakrę Palestyńczyków? Dlaczego odpowiedzialni za to ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości – które są znane międzynarodowej opinii publicznej – nie zostali postawieni przez Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości? Co robi Rada Bezpieczeństwa, że ta straszliwa masakra nadal trwa?”

Dość poprawnie reprezentant Wenezueli potępił rzeczywiste cele imperialistycznych interwencji w regionie: „Ci, którzy promują użycie siły wobec Libii, nie dążą do obrony praw człowieka, lecz do ustanowienia protektoratu po to, aby te prawa łamać. Jak zawsze w sprawie najbogatszego w surowce kraju Bliskiego Wschodu.”

Ludność Iraku jest dowodem prawdziwości tych słów. Waszyngton znalazł pretekst (tzw. „broń masowego rażenia”), aby zaatakować Irak. Wszystko po to, aby uzyskać kontrolę nad bardzo ważnymi zasobami ropy naftowej. Celem inwazji nie było „ustanowienie demokracji” i z pewnością jest demokracja jest słaba pod rządami premiera Maliki. Tysiące Irakijczyków demonstrowało w zeszłym miesiącu, żądając elektryczności, wody, chleba i pracy. Ludzi tych spotkały brutalne represje ze strony rządowych sił, byli zabici, ranni, aresztowani oraz porwani. I nikt nie sugeruje postawienia rządy irackiego przed Trybunałem!

ONZ to w rzeczywistości farsa. To ciało, które jedynie odzwierciedla dominację amerykańskiego imperializmu. Kiedy USA są w stanie przeforsować rezolucję usprawiedliwiająca ich akcje, używają ONZ jako listka figowego. Kiedy z różnych powodów nie są w stanie uzyskać zgody ONZ, ignorują to i robią swoje. I wreszcie kiedy rezolucje przemawiają przeciwko imperialnym celom, (np. przeciwko blokadzie Kuby oraz o potępieniu izraelskich opresji wobec Palestyńczyków), Stany Zjednoczone po prostu lekceważą je. Podczas ostatniej rezolucji w sprawie potępienia izraelskiego osadnictwa na palestyńskiej ziemi, USA użyły swojego veta, aby zablokować uchwałę. Wszystko dla sprawiedliwości i praw człowieka…

Podczas ostatnich kilku dni było dużo hałasu oraz konkretnych akcji imperialistycznych krajów odnoście Libii. Stany Zjednoczone przemieściły na Morze Śródziemne dwa okręty wojenne, USS Ponce i USS Kearsarge, z helikopterami i myśliwcami na pokładzie. Pod przykrywką tzw. „interwencji humanitarnej” imperialne siły (USA, Wielka Brytania, Francja oraz Włochy) dyskutują, jakie środki podjąć w obronie własnych interesów. Kraje europejskie są głównie zaniepokojone możliwych napływem uchodźców. Inna obawa dotyczy utraty kontroli nad źródłami ropy naftowej oraz wpływy rewolucji Arabskich na cenę tego surowca oraz oczywiście wpływu tych dwóch czynników na kapitalistyczne gospodarki.

Najbardziej rozważana opcją jest „strefa bez lotów”, która jest popierana zarówno przez senatora Republikanów Johna McCaine’a jak i demokratycznego senatora Johna Kerry’ego. Ze swoich własnych powodów brytyjski premier David Cameron również robi dużo hałasu, usiłując przywrócić Wielkiej Brytanii rolę w światowej polityce, której jednak nie jest już ona w stanie odgrywać.

Prawda jest taka, że nawet ograniczona interwencja w postaci strefy bez lotów może być ryzykowna i trudna do wprowadzenia w życie. Sekretarz Obrony USA Robert Gates przyznał, że „Jest dużo, powiedzmy szczerze, luźnej dyskusji na temat zbrojnych działań”. Przestrzegł przed skutkami takiej akcji: „Strefa bez lotów zaczyna się od ataku na Libię w celu zniszczenia jest obrony przeciwlotniczej. To sposób na wprowadzenie takiej strefy… To także wymaga większej liczby samolotów, niż mieści jeden lotniskowiec. A zatem jest to duża operacja w dużym kraju.”

Siły USA są obecnie zaangażowane w Iraku i Afganistanie, jak podkreślił: „Jeżeli przemieścimy cenne siły, to jakie będą konsekwencje dla Afganistanu i Zatoki Perskiej? I czy nasi sojusznicy są gotowi na takie działanie?”

Jednak główna obawa imperialistów w sprawie ewentualnej interwencji to ostra reakcja innych państw regionu. Masy są zmęczone imperializmem i wzbierająca w świecie arabskim fala wyraźnie kieruje się przeciwko wspieranym przez Amerykę reżimom. Gates udowodnił, że amerykańska klasa rządząca obawia się tego, gdy powiedział: „Musimy poważnie przemyśleć użycie siły także w innych krajach Bliskiego Wschodu”.

Te rozważania oczywiście nie mogą wykluczyć interwencji zbrojnej w Libii lub innych krajach regionu, jeżeli interesy rządzących zostałyby zagrożone. Jednakże udowodniły one, że USA zostały zaskoczone falą rewolucji i nie są w stanie kontrolować jej w celu uzyskania pomyślnego dla Ameryki przebiegu.

W odpowiedzi na imperialistyczne manewry i niekonsekwencję w podejściu do praw człowieka i zbrodni przeciwko ludzkości, Kuba i Wenezuela prawidłowo obnażają hipokryzję imperialistów i działają przeciwko interwencji zbrojnej w Libii.

Jednakże kroki podjęte przez oba kraje są podważane przez fakt, iż Chavez i Castro są postrzegani jako sprzymierzeńcy Kaddafiego, zamiast jako ci, którzy wspierają libijskie masy w walce przeciwko reżimowi.

To prawda, że wenezuelski ambasador przy ONZ powiedział w swoim przemówieniu, iż Wenezuela „pozdrawia arabskie społeczeństwa, które są w trakcie pokojowego i sprawiedliwego dążenia do zmiany oraz poszukiwania lepszej przyszłości poprzez pokojowe rozwiązania”. Ale w tym samym czasie Fidel Castro stwierdził, że problem, z którym przyszło się mierzyć Libijczykom, jest zgoła odmienny niż ten, z którym mierzyli się Egipcjanie i Tunezyjczycy. Dodał też, że „podczas gdy nie ma wątpliwości, że twarze protestujących w Benghazi wyrażają prawdziwe oburzenie, ma miejsce ogromna kampania kłamstw prowadzona przez media, której Celej jest zmylenie międzynarodowej opinii publicznej”.

Hugo Chavez natomiast powiedział, że „odmawia potępić Kaddafiego, który był bardzo długo przyjacielem Wenezueli”, ponieważ nie posiada wystarczających informacji na temat sytuacji. Jako przykład podał 11 kwietnia 2002 r., kiedy światowe media oskarżyły Chaveza o użycie armii przeciwko nieuzbrojonym demonstrantom. Jak wszyscy wiemy, zostało później dowiedzione, że wszystko zostało ustawione, włącznie z wynajętymi snajperami, strzelającymi do tłumu.

Jednakże sytuacja w Libii jest kompletnie inna. W Wenezueli mieliśmy do czynienia z reakcyjnym ruchem przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi, który zamierzał przeprowadzić postępowe reformy i przeciwstawiał się imperializmowi. W Libii natomiast doszło do ludowego powstania przeciwko reżimowi, który na różne sposoby współpracował z imperializmem.

W pewnym zakresie można zrozumieć pomyłkę Wenezueli w sprawie prawdziwej istoty wydarzeń w Libii. Wenezuelczycy nie wierzą kapitalistycznym mediom, kompletnie skompromitowanym po zajściach 2002 roku. Ponadto antyrewolucyjna opozycja w tym kraju zamierza przejść na stronę arabskiej rewolty, mówiąc, że następnym dyktatorem do obalenia będzie Hugo Chavez.

To także kwestia informacji, że wenezuelscy antyrewolucjoności otrzymują pomoc od Waszyngtonu. Wiele razy organizowali akcje uliczne, by udowodnić, że Chavez to tyran, przeciwko któremu istnieje szeroka opozycje (11 kwietnia 2002, podczas lokautu ropy naftowej w grudniu 2002, guarimba 2004, studenckie protesty w obronie RCTV etc). Nie zawahają się zrobić tego ponownie. Jednakże w świecie arabskim opozycja to ruch przeciwko Stanom Zjednoczonym wspierającym reżimy.

Prawdą jest, że Kaddafi doszedł do władzy na fali ruchu mającego szerokie poparcie, a wymierzonego przeciwko zepsutej monarchii Idrisa w 1969 r. W latach 70. Pod wpływem wcześniejszej fali rewolucji oraz światowej recesji w 1974 r. reżim skręcił w lewo, kierując się przeciwko imperializmowi i kapitalistycznej własności. Bazując na bogactwie ropy naftowej i małej liczbie ludności, Kaddafi był w stanie przeprowadzić wiele postępowych reform i zasadniczo podnieść standard życia przytłaczającej większości Libijczyków.

Jednakże po upadku ZSRR reżim otworzył się na imperializm. Już w 1993 r. przyjęto prawo umożliwiające zagraniczne inwestycje. Zaś po upadku Saddama Husajna w 2003 r. zawarł wiele umów z imperialistami, zakładających rozbrojenie lub wypłatę odszkodowań za zamachy bombowe. Reżim stał się partnerem imperializmu w tzw. „wojnie z terroryzmem” i UE w budowaniu europejskiej fortecy przeciwko nielegalnej imigracji z Afryki.

Dopełniła tego prośba o włączenie do WTO, utworzenie specjalnych stref ekonomicznych, prywatyzacja wielu sektorów gospodarki, pozwolenie międzynarodowym koncernom za eksploatację ropy oraz wycofanie subsydiowania żywności. Celem była nawet stuprocentowa prywatyzacja. Działania te doprowadziły do wzrostu bezrobocia (pomiędzy 20% a 30%), biedy i nierówności, co odegrało znaczącą rolę w przygotowaniu nastrojów rewolucyjnych.

W swoim ostatnim artykule na temat sytuacji, Fidel Castro zaznaczył, że „jest niezaprzeczalnym faktem, iż w ostatnim czasie relacje między USA i NATO a Libią były znakomite.” Dodał też, że „Libia otworzyła strategiczne sektory gospodarki, takie jak produkcja i sprzedaż ropy naftowej, dla zagranicznych inwestycji, a wiele uprzednio państwowych przedsiębiorstw zostało sprywatyzowanych. Kluczową rolę w tym procesie odegrał Międzynarodowy Fundusz Walutowy. W rezultacie Aznar był pełen podziwu dla Libii, a wtórowali mu Blair i Berlusconi, Sarkozy i Zapatero, a nawet mój przyjaciel, król Hiszpanii. Czekali w kolejce, aby z kpiącym uśmieszkiem, byli zadowoleni”.

W swoim ostatnim wywiadzie z BBC i ABC news Kaddafi ujawnił, jak w jego ocenie został „zdradzony” przez Zachód. Po wieloletnim wspieraniu zachodnich państw i podążaniu za ich wytycznymi, teraz poczuł się opuszczony. Świadczy o tym także retoryka, której używa. Kiedy oskarża rebeliantów o bycie manipulowanym przez Al-Kaidę, używa tych samych panikarskich słów, co Ben Ali i Mubarak i w rzeczywistości prosi o wsparcia Zachodu. Prawdziwe oblicze reżimu Kaddafiego może być wywnioskowane z jego postawy wobec rewolucjonistów w Tunezji, kiedy Kaddafi był po stronie prozachodniego Ben Alego, przeciwko robotnikom i młodzieży.

Dla zrozumienia rzeczywistej sytuacji w Libii nie trzeba wcale słuchać zachodnich mediów. Saif al Islam, syn Kaddafiego i jego prawa ręka, przyznał do użycia broni przeciwko nieuzbrojonym demonstrantom: „Oczywiście, że było wielu zabitych, co zezłościło demonstrantów w Benghazi, ale dlaczego ci ludzie zostali zabici? Armia była pod presją, nie zdołała zapanować nad tłumem, więc strzelała zgodnie z moim poleceniem. Żołnierze powiedzieli, że część demonstrantów była pijana, część znajdowała się pod wpływem narkotyków. Armia musiała bronić broni, a ludzie byli bardzo zdenerwowani. Dlatego doszło do rozlewu krwi.”

Kaddafi przyznał, że kilka tysięcy zostało zabitych, lecz cała winę zrzucić na Al-Kaidę rozdającą młodzieży narkotyki!

Historia przedstawiona przez reportera TeleSUR Reeda Lindsaya (twitter.com/reedtelesur) potwierdza informacje z innych źródeł. Demonstracje były nieuzbrojone, zaś wojsko otworzyło ogień (na przykład tu: Telesur). W reportażu, który przysłał z Bregi 2 marca (Telesur) opisuje, że byli żołnierze, którzy dołączyli do protestujących, lecz także cywile (lekarze, inżynierowie, pracownicy firm naftowych), byli oni uzbrojeni, ale rebelia zaczęła się pokojowo dwa tygodnie wcześniej. Jednakże teraz ludzie są uzbrojeni, aby walczyć aż do odejścia Kaddafiego. Odrzucił także tezę, iż w Libii trwa wojna domowa: „Nie mówimy tu o wojnie domowej… to zaczęło się jako pokojowa demonstracja, która została zaatakowana przez siły porządkowe”. (Union Radio)

Reed Lindsay potwierdził także, że ludzie w Libii są zdecydowanie przeciwko obcej interwencji. „Oni mówią, że jeśli wojsko USA przybędzie tutaj, będą z nim walczyć w równym stopniu, co z oddziałami rządowymi”.

Inna ważną rzeczą, którą Lindsay zauważył w swoich reportażach, jest stosunek demonstrantów do rządów Ameryki Łacińskiej i konkretnie wobec krajów zrzeszonych w ALBA. W Bredze wiele osób pisało, dlaczego prezydent Wenezueli i innych krajów, które popierają sprawiedliwość społeczną i rewolucyjne zmiany, wspierają dyktatora używającego armie przeciw ludności (Union Radio). „Oni proszą kraje ALBA, by zerwały z Kaddafim i wsparły rewolucję” – relacjonował Lindsay z Benghazi. Dodał też, że ludzie w Adżabiji mówią o wspólnej walce z ludźmi z Ameryki Łacińskiej. Cytujemy Lindsaya, ponieważ on nie może być oskarżany o bycie agentem imperializmu i działanie na rzecz usprawiedliwienia interwencji zbrojnej.

Inny korespondent TeleSUR, Jordan Rodriguez, który relacjonuje słowa Kaddafiego i innych bez żadnych komentarzy, miał problem, kiedy chciał relacjonować starcia w okolicach Trypolisu. Jego ekipa została zatrzymana przez policje na cztery godziny, bita oraz szantażowana z użyciem broni. Zrobiono im także zdjęcia (Telesur). To był drugi raz, gdy zostali aresztowani, mimo że podróżowali w wenezuelskim samochodzie dyplomatycznym.

W tych reportażach jest jedno bardzo cenne spostrzeżenie. Wenezuela i prezydent Chavez są niezmiernie popularni w krajach arabskich, szczególnie po zdecydowanym potępieniu agresji Izraela na Liban. Masy w tych krajach widza Chaveza jako lidera kraju również bogatego w złoża ropy, który jednak sprzeciwił się imperializmowi i użył pieniędzy z importu ropy na podniesienie standardu życia ludności. Jest to całkowite przeciwieństwo przywódców ich krajów, którzy są marionetkami USA, boja się otworzyć usta przeciwko Izraelowi i używają pieniędzy ze sprzedaży ropy dla własnego wystawnego życia. To dokładnie jedna z przyczyn wybuchu rewolucji. W ankiecie przeprowadzonej w 2009 r. w krajach arabskich Hugo Chavez był najpopularniejszym liderem, uzyskując poparcie 36% i dystansując pozostałych (pdf).

Jedyne wsparcie na jakie mogą liczyć rewolucjoniści wenezuelscy, to masy robotników i młodzieży z Bliskiego Wschody i Afryki Północnej oraz reszty świata, które czują solidarność z rewolucja boliwariańską, ponieważ pragną podobnej rewolucji w swoich krajach. Hugo Chavez i boliwariańscy rewolucjoniści powinni wspierać rewoltę w krajach arabskich, gdyż jest to część światowej rewolucji, w której Ameryka Łacińska jest obecnie awangardą. Oznacza to wsparcie dla walczących przeciwko Kaddafiemu oraz przeciwdziałanie jakiejkolwiek interwencji imperialistów.

Aby zapobiec zagranicznej interwencji w Libii, Hugo Chavez zaproponował międzynarodowe mediacje. Później jednak zostało potwierdzone, że podczas gdy Kaddafi przystaje na te propozycję, jego syn Saif jednoznacznie ja odrzuca: „Dziękujemy wam, ale jesteśmy w stanie sami poradzić sobie z naszymi problemami. Wenezuelczycy to nasi przyjaciele. Cenimy ich i szanujemy, ale oni są daleko. Nie mają oni pojęcia o Libii. Libia jest na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce, oni SA w Centralnej Ameryce.” Dla informacji Saifa Wenezuela nie jest częścią Ameryki Centralnej, ale jego umysł niewątpliwie zajęty jest teraz innymi sprawami.

Rebelianci także odrzucili mediacje, tłumacząc, że jest już za późno i że Kaddafi zabił zbyt dużo ludzi. Jeżeli zrozumiemy tragizm sytuacji w Libii, który polega na tym, że rząd brutalnie tłumi pokojowe demonstracje z użyciem wojska i policji, to zrozumiemy, dlaczego demonstranci odrzucili mediacje. To tak, jakby ostatnich dniach kubańskiej rewolucji przed obaleniem Batisty ktoś powiedział „Zaczekajcie na międzynarodowe mediacje, może osiągniemy porozumienie pomiędzy Batistą a ruchem M26J.”

Jedyną postawą godną rewolucjonisty w tej sytuacji jest postawa wsparcia dla libijskich powstańców. Jeżeli Hugo Chavez nie poprze jednoznacznie arabskich mas, popełni poważny błąd, za który Wenezuela będzie mogła słono zapłacić. Chavez patrzy na Libię z wenezuelskiej perspektywy, dokonując błędnych porównań. Rebelia w Libii nie może być porównana do wenezuelskiej opozycji, a sytuacja Kaddafiego nie może być porównana do sytuacji Chaveza.

Musimy postawić sprawę jasno: to, co obserwujemy w Libii i innych krajach arabskich, to nie sytuacja z 11 kwietnia 2002 r. – powstanie usprawiedliwiane przez medialne manipulacje – ale raczej 27 lutego 1989 r. – powstanie caracazo, podczas którego rząd użył siły przeciwko nieuzbrojonym demonstrantom. Wraz z potępieniem imperialistycznej interwencji musimy być pewni, po której stronie jesteśmy: libijskiego ludu, nie reżimu Kaddafiego.

Tekst ukazał się na stronie marxist.com

Tłumaczenie: Mateusz Kieran

Portret użytkownika Zdzichu1010
 #

nie zartujcie sobie.. te cale rebelianty to banda nieokielznanych i popierdolonych malp i dzikusow wsparcie dla rebeliantow jest efektem albo niewiedzy albo blednej oceny mozliwych skutkow tego poczu rodem z hiszpanii

 
Portret użytkownika tres
 #

Mógłbyś rozwinąć, co masz na myśli, Zdzichu? Nie do końca zrozumieliśmy co chciałeś przez to wyrazić?

 
Portret użytkownika Zdzichu1010
 #

To ze ten tekst jest podobny do artykułu z GW tylko, że jest z drobnym komunistycznym zabarwieniem- "przeciwko imperializmowi". Jednak GW nie ośmieli się poinformować o tym, że Libia nie jest w stanie istnieć bez władzy kogoś, kto by ten kraj pełen kontrastów był w stanie trzymać w kupie. GW (ani zapewne inne liberalne media na świecie) nie poinformują, że owi "powstańcy ludowi" dokonują masakr na czarnej ludności zamieszkującej Libię, oskarżając ich o zaistniałą sytuację. Mówią, że czarni są w szeregach armii najemników mimo, że dziennikarze przebywający w Libii zaprzeczają temu. Myślę, że te dwa powody wystarczą, aby trzymać stronę Kaddafiego.

 
Portret użytkownika tres
 #

Autor tekstu pokazuje sporo ważnych rzeczy

Postępujący proces przekształcania się Kadafiego z charyzmatycznego lidera ludowo-socjalistycznej republiki a'la Fidel Castro do człowieka który poparł walące się, proimperialistyczne reżimy Tunezji i Egiptu,

Kaddafi próbował stworzyć nowy system oparty na demokracji bezpośredniej i władzy ludu, niezależny od zachodniego imperializmu, lecz pod koniec realna władza polityczna spoczywała w rękach samego Kadafiego, a nie ludowych komitetów.

Lud nie wybaczył Kadafiemu wstawienia się po stronie lokalnych tyranów, fakt że Libia była rajem w porównaniu do sąsiadów nie ma tu wiele do działania. Zaistniały obiektywne warunki rewolucji na Bliskim Wschodzie a Kadafi stawiwszy się po stronie obalonych dyktatorów, został przez obywateli potraktowany jak Mubarak. Popełnił po prostu, niewybaczalny błąd. Jeśli rzeczywiście byłby tym za kogo się uważa, jego priorytetem było zmiecenie z powierzchni ziemi wszystkich Mubaraków i dążenie do stworzenie państwa federacyjnego na zasadzie panarabskiego socjalizmu.

Akcja wywołała reakcję i w Bengazi wybuchło powstanie. Pewnie że imperialiści chcą ukręcić na tym swoje lody. Kaddafi mógł jednak zapobiec powstaniu, lecz swoim postępowaniem tylko zwiększał gniew ludu, przez co jego koniec był bliski. Na radykalnej lewicy częste bywają kategoryczne i bezrefleksyjne sądy - jedni robią z Kaddafiego bohatera zmagającego się z imperialistyczną prowokacją a inni pachołka Izraela i USA. Żadna z tych opinii nie mówi prawdy.

Warto jednak zauważyć, że jakby Kaddafi został pokonany przez powstańców, radykalni lewicowcy potraktowaliby go jak kolejnego Mubaraka, a jak zostanie obalony przez siły NATO, dla tych samych osób byłby heroicznym bojownikiem z imperializmem. Nie zawsze więc najprostsze odpowiedzi są najlepsze.

 
Portret użytkownika Zdzichu1010
 #

Tak zwany "lud" (mimo, że dużą część populacji stanowią zwolennicy Kaddafiego) zaprosił do siebie NATO, które jest skore "pomagać" i "walczyć o demokrację" w każdym kraju, w którym znajduje się ropa, czy coś innego co by ich kusiło. Francuzi chcą mieć ropę, a Włosi śladem swojego nadal wielkiego przywódcy duce (który ma swoje mauzoleum) mają zamiar odzyskać dawne wpływy kolonialne. Jeżeli "lud" chce poddaństwa to jest na dobrej drodze (z której obecnie nie ma odwrotu) do szponów imperialistów. No ale cóż, przecież taka jest wola "ludu".

 
Portret użytkownika tres
 #

Dużą ale nie całą. Kaddafi swoją polityką narobił sobie wrogów wśród własnych obywateli. A kurewki na pasku CIA które głośno krzyczą do kamer zachodnich reporterów się zawsze znajdą, nie brakuje ich po obu stronach libijskiej wojny domowej.

Czy fakt że niejaki Bolek był takową lat temu 30, sprawia że wszyscy robotnicy protestujący przeciwko nadużyciom biurokracji w PRL-u byli antysocjalistycznymi imperialistycznymi kontrrwewolucjonistami?

 
Portret użytkownika CzerwoneMazowsze
 #

"Czy fakt że niejaki Bolek był takową lat temu 30, sprawia że wszyscy robotnicy protestujący przeciwko nadużyciom biurokracji w PRL-u byli antysocjalistycznymi imperialistycznymi kontrrwewolucjonistami?"

Oczywiście nie, ale jak CIA może "zagospodarować" nawet słuszne rewolucje, każdy widzi.

 

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna