Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 102 gości.

Ryszard Rauba: Ku refleksji i rozwadze czyli problematyka żydowska w zapomnianej publicystyce jezuickiego „Przeglądu Powszechnego” z lat 1935 – 1937

Żydzi w II RP

Publikujemy, nietypowy jak na profil naszego portalu tekst, dotyczący problematyki Żydów w przedwojennym jezuickim czasopiśmie "Przegląd Powszechny" (nie mylić z wychodzącym po wojnie i ukazującym się do dziś liberalnym "Tygodnikiem Powszechnym"). Na uwagę zasługuję kilka rzeczy. Po pierwsze, nie rozwinięte zresztą w tekście stwierdzenie że "Zasługą Piłsudskiego była ochrona polski przed skrajną prawicą i antysemityzmem" jest stwierdzeniem czysto subiektywnym. Faktem jest że upadek II RP bo zbrataniu się przez nią z Hitlerem i współudziale w rozbiorze Czechosłowacji nastąpił dopiero po śmierci Piłsudskiego, fakt że istnieli gorsi przywódcy od niego, nie stanowi żadnego pretekstu do jego obrony.

Ciekawą rzeczą jest wyraźne rozróżnienie, jakie stawia autor pomiędzy rodzimym antysemityzmem a hitlerowską machiną śmierci. Kwestia żydowska bowiem, ze względu na obecny geopolityczny układ sił jest niezmiernie drażliwa. Jak przyznał bez bicia minister Sikorski "Polska jest krajem filosemickim" co jest jednak eufemizmem ponieważ to stwierdzenie tyczyło się polityki międzynarodowej a nie osobistych preferencji Polaków, których p.Sikorski osobiście nie był przecież w stanie dokładnie zbadać. Prawda jest taka że "Polityka polskich elit rządzących jest prosyjonistyczna", co jest konsekwencją tylko i wyłącznie tego, że elity rządzące polską są bezkrytyczne zarówno do amerykańskiego imperializmu jak i do jego sojuszników. Logicznym tego następstwem jest fakt, że media w naszym kraju są przesiąknięte syjonizmem, w czym prym wiedzie "Gazeta Wyborcza". Burżuazyjna prasa i telewizja (wyjąwszy antysemitów z "Naszego Dziennika" i TV Trwam) przyjęła właściwie ideologię syjonistyczną, która nie czyni rozróżnienia pomiędzy krytycznym spojrzenie na państwo Izrael, incydentalnymi wybrykami radiomaryjnego marginesu a hitlerowską ideologią śmierci. Warto nie tylko zdawać sobie sprawę z obecnej zbrodniczej polityki państwa Izrael, jak i znać wyżej wymienione różnice, rozumieć to, że antysemityzm był dla hitlerowców nie przesądem, takim jak dla publicystów opisanej w tekście gazety, lecz jedynie narzędziem do prowadzenia zbrodniczej polityki w imię zysków wielkiego kapitału. Podobną rolę odgrywa syjonizm dla NATO-wskiego imperializmu.

Redakcja WR

Dr Ryszard Rauba
Instytut Politologii
Uniwersytet Zielonogórski

Ku refleksji i rozwadze czyli problematyka żydowska w zapomnianej publicystyce jezuickiego „Przeglądu Powszechnego” z lat 1935 – 1937.

W roku 1935 Rzeczpospolita poniosła dotkliwą stratę. Umarł człowiek, który za wszelką cenę po roku 1926 starał się chronić odrodzone państwo polskie przed wszelkimi ideologicznymi skrajnościami, przede wszystkim z prawej strony. W myśli politycznej J. Piłsudskiego antysemityzm oraz nacjonalizm nie znalazły do 1935 roku oficjalnie miejsca. Marszałek, choć u progu niepodległości zerwał z P. P. S. i socjalizmem, w duchu pozostał nadal socjalistą i zaciekłym wrogiem endeckiej prawicy i Romana Dmowskiego, uznającego antysemityzm za skuteczną broń polityczną i gospodarczą.

Śmierć Marszałka będącego głównym filarem obozu sanacyjnego ludność żydowska przyjęła ze szczerym bólem. I choć Żydzi uzyskali na krótko przed śmiercią Józefa Piłsudskiego w nowej konstytucji formalne potwierdzenie swoich praw, zdawali sobie sprawę, iż fala antysemityzmu nadal będzie wzrastać. Niestety, nie mylili się. W roku 1935 doszło do pogromu ludności żydowskiej w Grodnie. Pogrom ten, inspirowany był przez Stronnictwo Narodowe (dalej: SN) i wzięła w nim udział spora liczba ludności polskiej, nie dostrzegając w tym niczego nienormalnego.
Rok 1935 zapisał się w „Przeglądzie Powszechnym” (dalej: „PP”) jako rok swoistego milczenia w kwestii żydowskiej. Brak tu szerszych artykułów oraz sprawozdań odnoszących się do wspomnianej kwestii. Wydaje się wielce prawdopodobne, iż „PP” przyjął w 1935 roku celowo postawę biernego obserwatora i postanowił przez ten rok milczeć.
Do kwestii żydowskiej miesięcznik ojców jezuitów powrócił w 1936 r. W czerwcowym sprawozdaniu z ruchu religijnego, naukowego i społecznego ówczesny redaktor naczelny ks. Jan Rostworowski pisał: „złożyły się na to różne czynniki, że odwieczna sprawa żydowska, nie tylko u nas, ale i zagranicą, stała się na powrót przedmiotem żywszych zainteresowań. W pierwszym rzędzie przyczyniły się do tego, z jednej strony gwałtowne prześladowanie krwi semickiej, jakie w zasadniczy swój program wprowadził narodowy socjalizm niemiecki, z drugiej ogromny udział Żydów w potęgującej się ciągle komunistycznej propagandzie”.

Ks. J. Rostworowski dostrzegał jeszcze jeden czynnik: „To powszechne niemal żywiołowe odczucie, że dokonywa się w tej chwili jakaś bardzo głęboka przemiana porządku i ustroju świata prowadzi do zrozumienia , że w tym rodzącym się nowym porządku rzeczy musi znaleźć jakieś rozwiązanie i problem tak niezmiernej doniosłości jak problem żydowski” .

Odnosząc się do „kwestii żydowskiej w Polsce” publicysta „PP” stwierdził: „u nas w Polsce, gdzie kwestia żydowska jest sto razy dotkliwsza niż gdziekolwiek rzeczy tak, jak są, dalej pozostać nie mogą. Stąd dyskusja, ale dyskusja idąca po zupełnie przeciwnych drogach myśli”. Publicysta nie pochwalał hitlerowskich metod prześladowania Żydów uznając je „za zupełnie sprzeczne ze sprawiedliwością i z Chrystusową miłością bliźniego”. Równocześnie jednak pisał, że: „Żydzi wprowadzili w społeczeństwa chrześcijańskie nieobliczalną w swych skutkach zarazę.

Ich dziełem jest (...) mamonizm i kapitalizm(...), im zawdzięcza swój początek masoneria (...), oni zrodzili socjalizm i komunizm z całym jego antychrystusowym i antyczłowieczym szałem, oni kierowali prawie wszędzie antykościelną polityką państw i stronnictw, oni byli najwydatniejszym źródłem jak społecznego tak ideowego i religijnego rozstroju. Mają więc chrześcijanie – żeby cały szereg innych skarg pominąć – aż za wiele powodów do tego, żeby uznawać istnienie kwestii żydowskiej i niebezpieczeństwa żydowskiego, bez cudzysłowów, mają aż nadto racyj, żeby widzieć w żydostwie siłę bardzo wrogą wszystkiemu, co jest i chce być prawdziwym chrześcijaństwem” .

Cóż należało zatem robić? „PP” piórem ks. J. Rostworowskiego uznał, że: „jedynym bezwzględnie skutecznym sposobem rozwiązania kwestii żydowskiej jest nawrócenie”. Redaktor naczelny periodyku dodawał jednocześnie, że: „Dopiero szczere przyjęcie chrześcijaństwa zabije w duszy żydowskiej wszystkie te bakcyle, które robią z niej taką dziwnie destrukcyjną siłę”. „PP” piórem swojego redaktora naczelnego nie omieszkał odnieść się również do sprawy asymilacji narodowej, stwierdzając, że: „o asymilacji narodowej bez nawrócenia ani rozprawiać nie warto. Można być dodatnim narodowo elementem, jeśli się jest prawdziwie chrześcijańskim Żydem (...), ale nie można o tem marzyć, by Żyd nienawrócony był zupełnie zdrowym i bezpiecznym członkiem chrześcijańskiego społeczeństwa” .

Nawracanie nie przedstawiało jednak wówczas wielkich szans powodzenia. Cóż więc zostawało ? Ks. J. Rostworowski stwierdził wprost: „zostaje więc, jeżeli o Polskę chodzi, tylko emigracja”. Emigracja również nie przedstawiała szerokich widoków powodzenia, ze względu na ostre spięcia panujące w brytyjskiej Palestynie i prowadzoną przez Londyn politykę imigracyjną. W związku z powyższym „trzeba nam uciekać się do (...) asemityzmu, który jest sposobem rozwiązania palącej kwestii, zarówno skutecznym, jak moralnie godziwym – podkreślał ks. J. Rostworowski dodając, iż: „trzeba zostawiać Żydów samym sobie, a eliminować ich, o ile tylko być może, z życia chrześcijańskiego społeczeństwa. Trzeba dążyć wytrwale do stworzenia dla Żydów osobnych szkół wyznaniowych, by nasze dzieci nie zarażały się od nich niższą moralnością, trzeba wysuwać Żydów poza nawias towarzyskiego, sportowego a tem bardziej rodzinnego życia, trzeba ignorować żydowską literaturę czy prasę, trzeba przede wszystkim się powstrzymywać od ekonomicznych z nimi stosunków”.

Odnośnie ostatniego punktu ks. J. Rostworowski dodawał: „ten ostatni punkt, trafiający w same źródła żydowskiej siły, jest naturalnie najtrudniejszym do przeprowadzenia, bo całe gałęzie handlu są niepodzielnie owładnięte przez Żydów, ale trzeba ten obowiązek tak wytrwale przypominać, nad drogami do jego wykonania tak pilnie się zastanawiać , tak starannie przygotowywać się do tego, żeby móc ekonomicznie bez Żydów się obchodzić, aż przecież osiągniemy jakieś znaczniejsze rezultaty”.
Warte podkreślenia jest to, że ks. J. Rostworowski nie ukrywający jak widać swojego antysemityzmu starał się uświadomić „katolickim nabywcom”, że „przy bojkocie żydowskich sklepów (...) muszą ponieść pewne ofiary (...), ofiary (...) dla niezmiernie ważnej sprawy i religijnej i narodowej”.

Wszelkie ekscesy i pogromy oraz nawoływanie do nich „PP” ostro potępiał, ale „propagandę konsekwentnego asemityzmu trzeba zalecić jako jedną z największych przysług , jakie można oddać Kościołowi i Ojczyźnie” - podkreślał z naciskiem redaktor naczelny miesięcznika ojców jezuitów.
Owocami „konsekwentnego asemityzmu” stały się w 1936 roku dwa wydarzenia. W maju w miejscowości Przytyk koło Radomia w wyniku bójki pomiędzy sklepikarzem żydowskim, a okolicznym chłopem, doszło do antysemickich zamieszek. Powodem była śmierć chłopa. W odwecie dwóch Żydów zostało zabitych. W czerwcu natomiast, bojówki SN pod dowództwem prezesa oddziału powiatowego SN Adama Doboszyńskiego zajęły miejscowość Myślenice, zdemolowały sklepy żydowskie oraz synagogę. Bojówka SN rozpędziła ponadto posterunek policji państwowej.

W 1936 roku doszło również do antyżydowskich ekscesów w Mińsku Mazowieckim, Odrzywole oraz Wyszynie. Czy o takim „konsekwentnym asemityźmie” myślał „PP”, trudno stwierdzić jednoznacznie. Faktem było jednak, iż napięcie w stosunkach polsko – żydowskich narastało z każdym dniem.
Polscy Żydzi, zdążyli się przyzwyczaić, do niewątpliwie nacechowanych prymitywnym antysemityzmem ekscesów polskiej prawicy. Jednak prawdziwym ciosem dla społeczności żydowskiej stała się postawa władz państwowych, które dotychczas od oficjalnego antysemityzmu i to w jakiejkolwiek formie konsekwentnie sie odcinały. Pierwszym, ważnym sygnałem ewolucji obozu sanacyjnego w kierunku antysemityzmu i tu warto zaznaczyć – ekonomicznego, była wypowiedź premiera generała Felicjana Sławoja – Składkowskiego z 4 czerwca 1936 roku. Premier złożył wówczas szczerą deklarację, że przeciwstawi się bojówkarskim metodom faszyzującej polskiej prawicy i nie pozwoli, aby bito Żydów. „Mój rząd, uważa, że w Polsce krzywdzić nikogo nie wolno, podobnie jak uczciwy gospodarz nie pozwala krzywdzić nikogo w swoim domu. Walka ekonomiczna owszem, ale krzywdy żadnej” .

Powyższa wypowiedź premiera, pomimo szczerych intencji z jego strony, stanowiła mimo wszystko zachętę do otwartego bojkotu ekonomicznego Żydów.
W 1936 roku podjęto również w Sejmie postępowanie w celu zabronienia szechity (uboju rytualnego). Ten kuriozalny atak na jeden z najbardziej podstawowych aspektów żydowskiej praktyki religijnej, spowodował olbrzymią burzę w społeczności żydowskiej. Uchwalona przez Sejm ustawa została ostatecznie poprawiona przez rząd, który zorientował się, że popełniono tu spory błąd.
Ewolucja obozu rządzącego postępowała jednak nadal i to wyraźnie na prawo w stronę nacjonalizmu, osiągając swoje apogeum w deklaracji Obozu Zjednoczenia Narodowego (OZoN-u), z 21 lutego 1937 roku, której autorem był prominentny przedstawiciel obozu sanacyjnego pułkownik Adam Koc.

W kwestii żydowskiej, deklaracja OZoN-u stwierdzała: „w stosunku do ludności żydowskiej – stanowisko nasze jest następujące: zbyt wysoko cenimy poziom i treść naszego życia kulturalnego, jak również porządek, ład i spokój, bez którego żadne państwo obejść się nie może – abyśmy mogli aprobować akty samowoli i brutalnych odruchów antyżydowskich, uchybiających godności i powadze wielkiego narodu. Zrozumiałym natomiast jest instynkt samoobrony kulturalnej i naturalną jest dążność społeczeństwa polskiego do samodzielności gospodarczej. Tym bardziej jest to zrozumiałe w okresie przez nas przeżywanym, w okresie wstrząsów ekonomicznych i finansowych, gdy jedynie głębokie poczucie obywatelskie, ofiarność w stosunku do państwa i bezkompromisowe związanie z państwem swego życia i mienia mogą mu umożliwić wyjście z tych wstrząsów w stanie nieosłabionym” .

„PP” zabierając głos w marcowym sprawozdaniu z 1937 roku w związku z deklaracją OZoN – u przypominał i ostrzegał jednocześnie swoich czytelników: „mniejszość ta, licząca z górą 3 miliony (...) stanowi w naszym państwie odrębny naród oraz odrębną kulturalnie, wyznaniowo, społecznie, a nawet politycznie zorganizowaną całość. Mniejszość ta, korzystając w Polsce z praw obywatelskich, pozostaje mimo to pod czujną a troskliwą opieką międzynarodowych organizacji żydowskich (...). W tej żydowskiej masie posiadamy spory odsetek inteligentów proletariatu, który z ogromną łatwością przyjmuje najskrajniejsze hasła, a komunizm znajduje w tych szeregach sprytnych i licznych agentów. Ten element żydowski, rasowo, kulturalnie i wyznaniowo nam obcy jest ciągłym i poważnym źródłem wewnętrznych fermentów i stanowi poważne niebezpieczeństwo dla naszego narodowego, a co za tym idzie i państwowego życia. Jest to jeden z bolesnych, trudnych, a bardzo aktualnych problemów, którego doniosłości nikt rozumnie dziś zaprzeczyć nie może”.
Odnosząc się do słów pułkownika Adama Koca dotyczących stosunku sanacji do Żydów, „PP” wyraźnie przyjął je z dużym zadowoleniem, stwierdzając, że: „trzeba z żywym uznaniem podkreślić ewolucję poglądów w obozie pomajowym, jak niewątpliwie nastąpiła (...) w tym zagadnieniu”.
Czasopismo dostrzegło również „taktyczne „wyciągnięcie ręki” przede wszystkim do narodowego stronnictwa ponad płoty i mury kwestii żydowskiej”.

„PP” przypominając słowa pułkownika Adama Koca dotyczące „kardynalnej idei obrony państwa”, nie wierzył, że wokół tej idei zdolny jest skupić się w Polsce „element żydowski”. Środowisko miesięcznika stwierdzało w tej kwestii wprost: „nie wierzymy, by ogół mieszkającego w Polsce żydostwa posiadał właśnie to głębokie poczucie obywatelskie i tę ofiarność i bezkompromisowe związanie swego życia i mienia z interesami naszej ojczyzny. Nie wierzy w to dziś olbrzymia większość Polaków i na tym właśnie tle rysuje się tak jaskrawo kwestia mniejszości żydowskiej w Polsce(...). Wierzymy jednak mocno (...), że interes obcego nam rasowo, kulturalnie i wyznaniowo narodu, nie rozbije wysiłków skierowanych w tej chwili do stworzenia wielkiego obozu zjednoczenia narodowego” .

Następne miesiące przyniosły dalsze zaognienie w stosunkach polsko – żydowskich. Znowu doszło do poważnych zamieszek antysemickich, tym razem w Brześciu nad Bugiem. Ekscesy miały coraz bardziej brutalny charakter. Rzeczą co najmniej dziwną była reakcja policji państwowej, która obojętnie przyglądała się demolowaniu żydowskich sklepików m. in. na warszawskim Powiślu. Dlaczego natomiast policja państwowa nie tolerowała antyżydowskich burd ludności robotniczej na Woli, na to pytanie trudno udzielić jasnej odpowiedzi.

Obok ulicy, antysemityzm znalazł sobie wówczas miejsce na uniwersytetach, gdzie bojówki Obozu Narodowo – Radykalnego (ONR), małego aczkolwiek głośnego ugrupowania skrajnej faszyzującej polskiej prawicy powstałego w 1934 roku, wpadły na pomysł praktycznego rozdziału polskich i żydowskich studentów. Owocowało to tzw. „gettem ławkowym”. System ten zapoczątkowany został na Politechnice Lwowskiej w 1935 roku i później wprowadzony na Uniwersytecie Stefana Batorego (USB) w Wilnie.

W majowym sprawozdaniu z 1937 roku ks. Edward Kosibowicz – następca ks. J. Rostworowskiego na stanowisku redaktora naczelnego czasopisma poruszając kwestię żydowską ujętą w symboliczne ramy oddzielnych ławek dla Żydów, pisał: „wszyscy praworządni obywatele naszego państwa rozumieją doskonale, iż pozytywne uregulowanie, tego postulatu jakimś ministerialnym dekretem było w obecnej sytuacji prawie niemożliwym. Ale za to trudno zrozumieć czemu nie zgodzono się na rozumny projekt „rozdziału faktycznego” wysunięty przez b. rektora USB, który byłby niezawodnie utrącił całkowicie wszelkie postronne wichrzenia i agitacje? Byłoby się oszczędziło blokad, petard, bojówek, interwencyj policji, poniżenia honoru akademickiego, zniewag rektorów i profesorów, które należy potępić z jak największym oburzeniem. Ale oburzenie to nie naprawi zła i nie stanie się bynajmniej zaradczym, a skutecznym środkiem”.

„PP” doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż fala antysemityzmu wzbierała z każdym dniem. „Dowody na to są oczywiste” - podkreślało czasopismo, piórem ks. E. Kosibowicza - „że wspomnimy choćby o deklaracji pułk. Koca (...). Asemityzm ogarnia szerokie warstwy ludu wiejskiego, zdobywa coraz to liczniejszych zwolenników wśród inteligencji (...). Rząd na serio rozważa problem emigracji żydowskiej”.

W związku z powyższym ks. E. Kosibowicz zadawał dwa pytania – o wielce wymownej treści - „Czyż w tej atmosferze zasługuje istotnie na bezwzględne potępienie żądanie młodzieży rozdziału ław uniwersyteckich? Czy winę za wrzenia uniwersyteckie na tym tle ponosi wyłącznie młodzież, jej krnąbrność, lenistwo, zamiłowanie w awanturach?”.

Czasopismo ostro piętnowało niegodne akademickiego i chrześcijańskiego honoru krwaw ekscesy i znęcanie się nad bezbronnymi w gruncie rzeczy studentami żydowskiego pochodzenia. Ekscesy te świadczyły zdaniem ks. E. Kosibowicza nie o odwadze, ale raczej o tchórzostwie.
Abstrahując od powyższych uwag miesięcznik ojców jezuitów zdawał się jednak usprawiedliwiać studenckie wybryki stwierdzając bez ogródek, że: „nie można młodzieży zakryć oczu na sam problem i jego realne podstawy, na zalew uniwersytetów przez żydostwo, na opanowanie przez nich w olbrzymim procencie wolnych zawodów, handlu i finansów” .
Możliwość wprowadzenia na wyższych uczelniach getta ławkowego dla Żydów , które „PP” uznawał za „rozumne” było pierwszym incydentem w kampanii zainicjowanej przez skrajną prawicę i zmierzającej do segregacji i usunięcia Żydów z wolnych zawodów. W 1937 roku niektóre stowarzyszenia lekarzy oraz dziennikarzy przyjęły tzw. „paragraf aryjski” uniemożliwiając w ten sposób Żydom przynależność do nich.

Antysemityzm zataczał coraz szersze kręgi, a rząd polski nie ukrywał , że emigracja jest najlepszą drogą rozwiązania żydowskiego problemu. Myślano o Palestynie oraz o Madagaskarze, dokąd w maju 1937 roku udała się mieszana polsko – żydowska komisja, która za zgodą rządu francuskiego miała zbadać możliwość emigracji polskich Żydów do tej francuskiej kolonii.

Warto podkreślić w tym miejscu, że przy ogółem ponad 3 – milionowej populacji żydowskiej do Palestyny, udało się pomiędzy 1930 a 1937 rokiem (włącznie z nim) – 86 026 polskich Żydów .

U schyłku 1937 roku sprawą emigracji Żydów z Polski zajął się bliżej w artykule pod wymownym tytułem Wojna z Żydami Ludwik Wilczkoski. „Kraj nasz zamieszkuje 3½ milionowa masa żydowska – przypominał – Roczna emigracja nawet 100 tysięcy, po pokryciu przyrostu naturalnego zmniejszałaby ją tylko bardzo powolnie i bardzo jeszcze niedostateczny luz wytwarzałaby w miastach dla napływającej tam ludności chłopskiej (...). Emigracja, nawet tylko stutysięczna musiałaby przeto być zorganizowana planowo i celowo. Wymagałaby inwestycji odpowiedniego kapitału. Skąd do wziąć – oto pierwszy zasadniczy szkopuł” - podkreślał publicysta miesięcznika ojców jezuitów - „Czy z Polski?” - stawiał w związku z tym pytanie, dodając jednocześnie: „Gdyby zlikwidować, a więc przeobrazić w kapitał płynny, cały majątkowy stan posiadania Żydów polskich, to być może, iż tego kapitału wystarczyłoby na sfinansowanie nowego exodus´u jeśli nie całego „ludu wybranego”, to przynajmniej znacznej jego części” - zauważał w swoim artykule Ludwik Wilczkoski.

Autora publikacji Wojna z Żydami zdawał sobie jednak sprawę z faktu, iż taka „likwidacja” była najzupełniej przy ówcześnie panujących warunkach po prostu niemożliwa. Odrodzone państwo polskie stało przecież na stanowisku poszanowania prywatnej własności wszystkich swoich obywateli i nie mogło ich tak po prostu z dnia na dzień wywłaszczyć. Stąd pesymistyczny komentarz: „sprawa organizacji usunięcia Żydów z kraju przedstawia się raczej beznadziejnie”.

Wspomniany publicysta odniósł się tez do wysuwanego przez SN, projektu czasowego utworzenia w Polsce zamkniętego 3,5 milionowego żydowskiego getta, bez praw politycznych i obywatelskich. „Czy fakt ten byłby dla Polski korzystny lub niekorzystny? - Bardzo trudno na to odpowiedzieć, gdyż miałby swoje strony dodatnie zarówno jak ujemne. Dodatnim – zaznaczał publicysta – mogłoby być odciążenie drobnego handlu w małych miastach. Ujemne byłoby skierowanie części żydowskiego kapitału z obrotu ogólno – krajowego w wewnętrzny obrót getta. Ujemny też okazałby się prawdopodobnie moralny stosunek tego getta do narodu i państwa polskiego. Dotąd był on dwuznaczny” - przypominał swoim czytelnikom publicysta „PP”- dodając przy tym, iż: „wówczas stałby się najpewniej niedwuznacznie wrogi. Na ogół, zamiast semickiej „krwi” krążącej wespół z polską w naszym organizmie społecznym powstałby ostro wyodrębniony semicki – nowotwór” - stwierdzał dosadnie i bez ogródek autor publikacji.

„PP” wyraźnie i otwarcie zdradzający na swoich łamach u schyłku 1937 roku akcenty antysemickie, nie o takim rozwiązaniu kwestii żydowskiej w niepodległej i suwerennej Polsce myślał. Rozwiązanie to łączył, co warto podkreślić ze zmianą panującego w Drugiej Rzeczypospolitej systemu społeczno – gospodarczego, gdyż powyższe rozwiązanie „kwestii żydowskiej w Polsce, w obrębie ustroju kapitalistycznego (...) nie rozstrzygnie, może ją raczej skomplikować”.

U schyłku 1937 roku Ludwik Wilczkoski w imieniu środowiska „PP” w pełni świadomego całej złożoności i stopnia skomplikowania „kwestii żydowskiej w Polsce” wykluczających tym samym całkowicie możliwość jej szybkiego i sensownego rozwiązania stwierdzał: „podobnie jak przeludnienie wsi i bezrobocie, tak też sprawę żydowską włącznie z inwestycją emigracyjną, rozwiązać można pozytywnie i radykalnie tylko poza obrębem kapitalizmu (...). Zanim ta chwila nadejdzie – zaznaczał – trzeba oczywiście w rozwiązaniu palącego zagadnienia żydowskiego stosować (...) bojkot (...), trzeba forsować tezę dobrowolnej czy nawet ograniczeniami prawnymi wymuszonej emigracji Żydów z Polski – tylko przy tym wszystkim nie wolno zapominać, iż są to właściwie półśrodki, jeśli nie paliatywy, które kwestii żydowskiej w Polsce radykalnie nie rozwiążą” - konkludował autor ostatniej w 1937 roku publikacji, w której poruszono problematykę żydowską.

Podsumowując powyższe rozważania zaryzykować można pewne stwierdzenie. Mianowicie, iż przesiąknięte werbalnym radykalizmem opinie i postulaty wyrażane przez publicystów jezuickiego „PP” w omawianym okresie, w porównaniu z późniejszą realizowaną w praktyce przez nieznających i nieuznających jakichkolwiek półśrodków okupantów hitlerowskich – planową, systematyczną i brutalną eksterminacją polskich Żydów, jawiły się – paradoksalnie – jako łagodne, umiarkowane i w gruncie rzeczy nieszkodliwe.

Społeczność

rot front