Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 17 gości.

Feliks Hermik: W paszczy lwa czyli o kościele katolickim

klecha-off.jpg

W paszczy lwa – o Kościele Rzymsko-Katolickim

Trudno zaprzeczyć smutnej prawdzie, że Kościół Katolicki (dalej: KK) posiada ogromny wpływ na społeczeństwo, wpływ tak chętnie wykorzystywany przez burżuazyjne władze i wpływ, co gorsza, źle działający na klasę robotniczą, popychający ją do irracjonalnych czynów (przypomnijmy sobie, na ten przykład, niedawną „Wojnę o krzyż”) oraz pozostawiający robotników w religijnej biedzie, antynaukowej i antykomunistycznej ciemnocie.

Na czym jednak polega sukces władz kościelnych? Co tak przyciąga ludzi, zarówno tych młodych jak i starszych, do sakralnych budowli? Co sprawia, że tak chętnie biorą udział we wszelakich rytuałach oraz obrzędach, święcie wierząc w prawdziwość zarówno ich, jak i wszystkiego, co padnie z ust podłego szarlatana, oszukującego lud zwolennika burżuazji, jakim najczęściej bywa tzw. ksiądz?
By odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy wyobrazić sobie KK w nieco prostszy sposób, np. jako średniowiecznego rycerza, wojaka na usługach panów feudalnych.

Każdy szanujący się rycerz ówczesnych czasów posiadał rynsztunek, który miał mieć zastosowanie zarówno praktyczne jak i ozdobne – piękną, błyszczącą, wzbudzającą zachwyt tłumów oraz zazdrość innych rycerzy zbroję. I tak Kościół posiada wiele potężnych, bogato zdobionych budowli, często wiązanych z różnymi legendami czy opowieściami (na czoło wysuwa się słynna Bazylika św. Piotra). Ma to wszystko wzbudzić w ludziach zachwyt, dać im wrażenie, że znajdują się w miejscu niezwykłym – pokazać, w pewnym sensie, potęgę KK, „potęgę religii”.
Jednak sama zbroja to dla każdego szanującego się wojaka za mało – każdy rycerz miał także różnego rodzaju oręż – a każda jego sztuka miała być jak najpotężniejsza, jak najbardziej bliska perfekcji. Ale by władać „perfekcyjną” bronią potrzeba „perfekcyjnych” zdolności. KK istotnie posiadł oba te przymioty. Najpotężniejszą bronią w ręku kleru jest nic innego, jak indoktrynacja, która często łączy się z autorytetem miejscowego kaznodziei.
By dokładniej zbadać ten proces sięgnijmy do jego początków – do rozprzestrzeniania się religii chrześcijańskiej, jak wiadomo najczęściej siłą. I tak ludy, wyznające tzw. pogańską religię, chcąc nie chcąc, musiały przyjąć zwierzchnictwo Kościoła – w innym wypadku poznałyby tego gorzkie konsekwencje.

W ten sposób rozpoczęło się błędne koło religii. Początkowo niechętnie nastawione do chrześcijaństwa społeczeństwo, pod naciskiem klech, zaczęło przekazywać chrześcijańskie zwyczaje oraz wartości swoim dzieciom. Następnie te dzieci, dorastając w ciemnocie i indoktrynacji, przekazywało to dalej swoim dzieciom. I tak, pokolenie za pokoleniem, dojrzewał religijny zabobon, pozwalając panoszyć się, w imię boże, najpierw feudalnym panom, a potem, od czasu zwycięstwa rewolucji burżuazyjnej, także i kapitalistom (przywołajmy tutaj poglądy wielu konserwatystów, np. przedstawicieli PiS’u).

Dziś co prawda KK nie posiada możliwości siłowego rozwiązywania spraw, wspominając „Świętą” Inkwizycję, jednak mechanizm indoktrynacji przetrwał. Obecnie każda „porządna, polska rodzina” składa się z katolików, a wszelakie od tego odstępstwa często są surowo i ostro krytykowane. Każda „porządna, polska rodzina” przekazuje katolickie wartości swoim potomkom. I w końcu każda „porządna, polska rodzina” co tydzień uczęszcza na msze święte, wystawiając na wpływ kleru zarówno swoje dzieci jak i siebie samych, dzięki czemu ogromnie popularne są wierzenia, całkiem sprzeczne z rzeczywistością – wiek świata (6000 lat – o zgrozo), odrzucenie teorii ewolucji czy innych zdobyczy współczesnej nauki.

Przyjrzyjmy się dalej samemu mechanizmowi indoktrynacji dzieci. Oprócz, minimum, cotygodniowych wizyt w „domu bożym”, dziecko zmuszane jest do uczestniczenia w życiu KK także w inny sposób. Mowa tu o tzw. sakramentach, które nie pozwalają członkom Kościoła zapomnieć o swoim „przełożonym”.

Zacytuję tu fragment innej pracy, o podobnym przesłaniu, która całkiem dobrze to opisuje.:

„Wymaga [KRK – dop. autor], podpierając się (a jakże!) Bogiem, by wierni przyłączali poprzez chrzest do tejże wspólnoty swoje dzieci i koniecznie wychowywali je w tradycji katolickiej. A że różnie z tym bywa, to trzeba się przypomnieć… [1]

Temu służy Pierwsza Komunia Święta - w wieku 8 lat, gdy dzieci stają się dość duże i przechodzą swoistą "rewolucję szkolną" czyli coraz więcej obowiązków szkolnych, ale i kolegów, koleżanek - które często wywierają spory wpływ na psychikę dzieci. Kościół więc, niejako "przypomina o sobie" i daje kolejny "sakrament wtajemniczenia", nie zapominając rzecz jasna udzielić przy tym stosownych nauk i napomknąć o swojej nieomylności.

Dalej mamy bierzmowanie. Rzymski katolicyzm nazywa to "ostatnim sakramentem wtajemniczenia chrześcijańskiego", jednak pod tym zwrotem kryje się coś w rodzaju "kolejna przypominajka". Kościół doskonale wie bowiem, że młodzież w wieku 15 lat przeżywa okres adolescencji, który jest swoistym "odcięciem pępowiny" i coraz większym uniezależnieniem od rodziców - również na tle duchowym. Ludzie w tym wieku zatem, obierają własną drogę, a ich bunt, zradza nowe poglądy - często stojące w ostrej sprzeczności z poglądami KrK. Dobrym sposobem zdaniem hierarchów jest właśnie bierzmowanie, a raczej przygotowanie do niego - czyli cała bomba katechez i rozmów "moralizatorskich". Wydaje mi się że główna uroczystość jest tutaj tylko dodatkiem, chodź również całkiem niezłym - bo robionym z pompą, mówiącym niemo uczestnikom: "tu dzieje się coś ważnego".”[2]
Podsumowując tą część pracy, pozwolę sobie skorzystać z drugiego, ale równie trafnego cytatu:

„Widzimy więc (…) metody działania Kościoła. Zarówno młodzież, jak i rodzice mają być poddani stałej kontroli psychiki, by nie wyszli poza ramy myślenia swej religii.”[3]

Przejdźmy zatem do następnej kwestii – walki z Kościołem. Pozwoliłem sobie nieco „wydziedziczyć” KK z państwa. Dlaczego?

Paradoksalnie odpowiedź wskazał mi pewien katecheta, gdy przeklinał działania bolszewików. Cerkiew była, i nadal jest, rosyjskim kościołem narodowym, charakterystycznym dla tego okręgu kulturowego wyznaniem, które praktycznie nie działa nigdzie indziej, niż w Rosji. Dodatkowo niegdyś urzędnicy Cerkwi, z racji ustroju - monarchii, byli jednocześnie urzędnikami państwowymi. Zatem bolszewicy występując przeciw carowi, wystąpili jednocześnie przeciw tamtejszemu klerowi.

W dzisiejszej Polsce natomiast, mimo dużych wpływów klech, panuje inna sytuacja. Władze kościelne posiadają (oficjalnie) niezależną i odseparowaną od państwa administrację (podział na parafie, diecezje itd.), na którą burżuazyjna władza nie ma prawie żadnego wpływu. Co prawda obecnie teoretycznie istnieje rozdział kościoła od państwa, jednak trudno to potwierdzić, patrząc chociażby na wszystkie korzyści, jakie KK otrzymuje w ramach konkordatu („dodatkowe” lekcje religii w szkołach, pewien udział w życiu politycznym et cetera).

Stąd też mus jednoczesnego występowania przeciw międzynarodowej władzy KK oraz władzy burżuazyjnej (w postaci liberalnego rządu) i kapitalistom. Wszystkie te „platformy” władzy wzajemnie się przenikają, przyznając każdej „platformie” pewne korzyści.

Przyjrzyjmy się wreszcie ostatniej kwestii – kwestii walki z religią a walką z kościołem. Na pierwszy rzut oka można by stwierdzić, że to praktycznie to samo. Ale z zasadniczą różnicą.

Religia jest „opium dla ludu”, pocieszeniem w trudnych chwilach, ale też ziarnem zasianym w podświadomości robotnika przez lata indoktrynacji, fundamentem na którym wybudowany został cały światopogląd danego człowieka, pryzmatem, przez który dany człowiek spogląda na świat – wewnętrznym czynnikiem, wywodzącym się z oddziaływania otoczenia (czynnika zewnętrznego), który kształtuje świadomość ludzką.

Kościół zaś jest instytucją, zbiorowiskiem szarlatanów, który wpaja ludziom zabobon religii, zasiewa wspomniane ziarno – indoktrynuje. Jednocześnie też odsłaniając swoje słabe strony – problemy na tle seksualnym, chciwość, łasość na dobra materialne, karierowiczostwo wśród kościelnej hierarchii. Innymi słowy wszystko to, co pozwala nam zaatakować KK, wszystko to, co pozwala nam ukazać klasie robotniczej Kościół jako niebezpiecznego wroga.
Stąd rozgraniczenie na walkę z religią a walkę z kościołem. Walcząc z instytucją – mamy szanse zwyciężyć. Atakując solidnie „przytwierdzony” fundament światopoglądu robotnika, z góry skazujemy się na porażkę.

Przypisy:

[1] Łukasz Remisiewicz, o sekciarskich metodach działania religii http://www.eioba.pl/a/1yq/o-sekciarskich-metodach-dzialania-religii

[2] Tamże

[3] Tamże

Portret użytkownika tres
 #

By dokładniej zbadać ten proces sięgnijmy do jego początków – do rozprzestrzeniania się religii chrześcijańskiej, jak wiadomo najczęściej siłą. I tak ludy, wyznające tzw. pogańską religię, chcąc nie chcąc, musiały przyjąć zwierzchnictwo Kościoła – w innym wypadku poznałyby tego gorzkie konsekwencje.

W ten sposób rozpoczęło się błędne koło religii. Początkowo niechętnie nastawione do chrześcijaństwa społeczeństwo, pod naciskiem klech, zaczęło przekazywać chrześcijańskie zwyczaje oraz wartości swoim dzieciom. Następnie te dzieci, dorastając w ciemnocie i indoktrynacji, przekazywało to dalej swoim dzieciom. I tak, pokolenie za pokoleniem, dojrzewał religijny zabobon, pozwalając panoszyć się, w imię boże, najpierw feudalnym panom, a potem, od czasu zwycięstwa rewolucji burżuazyjnej, także i kapitalistom

To jest uproszczenie bo Kościół odegrał w czasach wczesnofeudalnych rolę postępową np. w rozpowszechnieniu, co prawda wyłącznie wśród wąskich elit, umiejętności pisania. Pierwszymi budynkami murowanymi w naszym kraju, na długo przed Kazimierzem Wielkim były właśnie kościoły.

Zresztą stwierdzenie że niewykształcony lud jest "ciemny" to typowo oświeceniowe burżuazyjne podejście nie uwzględniające klasowych uwarunkowań i procesu kształtowania się świadomości społecznej. Niezależnie czy w wydaniu Rosseau który stwierdził by zapewne, podobnie jak autor powyższego tekstu , że to Kościół "ociemnił" ludzi czy Voltaire'a dla którego lud jest "ciemny" dlatego że nikt go nie oświecił.

A lud nawet jak jest indoktrynowany przez Kościół nie jest ani "ciemny" ani "oświecony" tylko po prostu albo klasa wyzyskiwana jest świadoma swoich interesów - w kapitalizmie proletariat (klasa dla siebie) albo nie jest świadoma i znajduje się pod wpływem ideowym klasy panującej - w kapitalizmie burżuazji.

Szerzej powyższe zagadnienia zostały wyjaśnione w tekście J.Seymoura "Jak Marks został marksistą"

http://1917.net.pl/?q=node/5481

 
Portret użytkownika cinco
 #

Zresztą stwierdzenie że niewykształcony lud jest "ciemny" to typowo oświeceniowe burżuazyjne podejście nie uwzględniające klasowych uwarunkowań i procesu kształtowania się świadomości społecznej. Niezależnie czy w wydaniu Rosseau który stwierdził by zapewne, podobnie jak autor powyższego tekstu , że to Kościół "ociemnił" ludzi czy Voltaire'a dla którego lud jest "ciemny" dlatego że nikt go nie oświecił.

A lud nawet jak jest indoktrynowany przez Kościół nie jest ani "ciemny" ani "oświecony" tylko po prostu albo klasa wyzyskiwana jest świadoma swoich interesów - w kapitalizmie proletariat (klasa dla siebie) albo nie jest świadoma i znajduje się pod wpływem ideowym klasy panującej - w kapitalizmie burżuazji.

Jest różnica między ludem (w tym znaczeniu klasami znajdującymi się pod dyktatem panów feudalnych, jak np. rzemieślnicy, chłopi) otoczonym zawsząd "ciemnotą" (pod tym zaś słowem kryje się wszystko to, co kościelnym urzędnikom oraz panom feudalnym, choć decydujący głos mieli ci pierwsi, wygodne było dopuścić do powszechnego obiegu, np. król miał być pomazańcem bożym; szczególnie dobrze widać to w okresie silnego feudalizmu, gdy Kościół, walcząc o swoje wpływy, ścigał osoby takie jak Galileusz), która oddziaływuje i kształtuje ich świadomość (słowo klucz: "dorastając w ciemnocie", nie: "będąc ciemnym") a typowym, jak wspomniałeś, dla burżuazyjnych tworców oświeceniowych "ludem ciemnym, bo nieoświeconym".

To jest uproszczenie bo Kościół odegrał w czasach wczesnofeudalnych rolę postępową np. w rozpowszechnieniu, co prawda wyłącznie wśród wąskich elit, umiejętności pisania. Pierwszymi budynkami murowanymi w naszym kraju, na długo przed Kazimierzem Wielkim były właśnie kościoły.

Z tym się zgodzę, choć dodać należy, iż w czasach dojrzewania chrześcijaństwa wiele z dorobku antycznego (już np. Pitagoras twierdził, że Ziemia może być okrągła, nie zaś płaska) przepadło wraz z rozpowszechnianiem się tej religii (choć ta nie musiała być przyczyną), jako coś związanego z dawnymi religiami politeistycznymi lub innych przyczyn, i na czas średniowiecza zostało zapomniane.
Stąd względność postępowości Kościoła.

 
Portret użytkownika tres
 #

Rzemieślnicy nie znajdowali się pod dyktatem panów feudalnych i właśnie z nich, oraz z handlarzy, kupców wykształciła się burżuazja. Na zachodzie Europy mieszczaństwo kształtowało się już w XIII czy XV wieku. To właśnie burżuazja stała się klasą panującą po obaleniu feudalizmu dlatego że życie w mieście i brak feudalnego ucisku dawały dostęp do edukacji i stwarzało możliwość aby młoda burżuazja odegrała świadomą rolę podczas budowy nowego ustroju.

Odkrycie kulistości Ziemi nie było związane z wierzeniami religijnymi czy w jakikolwiek sposób nimi uzasadniane ale było potwierdzonym doświadczalnie odkryciem naukowym (Erastotenes z Cyreny)

Upadek starożytnej cywilizacji miał podłoże gospodarcze leżące w sprzecznościach gospodarki opartej na niewolnictwie a nie w zgubnym wpływie chrześcijaństwa (bo to byt określa świadomość a nie na odwrót)

Oczywiście że postępowość czy reakcyjność Kościoła czy czegokolwiek innego jest względna. Jeśli twierdzilibyśmy inaczej, znaczyłoby to że wierzymy w duchy i demony które są spersonifikowanym złem czy dobrem. A to kłóci się z materializmem dialektycznym.

 
Portret użytkownika Movsar
 #

"Odkrycie kulistości Ziemi nie było związane z wierzeniami religijnymi czy w jakikolwiek sposób nimi uzasadniane ale było potwierdzonym doświadczalnie odkryciem naukowym."

Co nie zmienia faktu że kler hamował rozwój nauki (spalenie Galileusza na stosie, zaprzeczanie ewolucji gatunków)

NB, jak zrobić kursywę w komentarzach?

 
Portret użytkownika cinco
 #

Rzemieślnicy nie znajdowali się pod dyktatem panów feudalnych i właśnie z nich, oraz z handlarzy, kupców wykształciła się burżuazja. Na zachodzie Europy mieszczaństwo kształtowało się już w XIII czy XV wieku.

Jeśli tak, mój błąd.

Upadek starożytnej cywilizacji miał podłoże gospodarcze leżące w sprzecznościach gospodarki opartej na niewolnictwie a nie w zgubnym wpływie chrześcijaństwa (bo to byt określa świadomość a nie na odwrót)

Zgadza się, ale jednak nie padło takie oskarżenie. Wspomniałem jedynie, że podczas, gdy chrześcijaństwo, wraz z początkiem panowania Konstantyna, stało się oficjalną religią państwową - niszczona była część starożytnego dorobku.

NB, jak zrobić kursywę w komentarzach?

Trzeba postawić przed tekstem znacznik "cite" w nawiasie "<>" (bez cudzysłowu) lub przełączyć w zakładce "Format danych" (pod okienkiem) na "Edytor tekstu". Jesli chcesz oznaczyć cały akapit - skorzystaj z pierwszego, jesli tylko fragment - z drugiego.

 
Portret użytkownika uno
 #

Momencik
W feudalizmie wszyscy poza feudałami znajdowali się pod dyktatem feudałów, czyli osób posiadających ziemię na prawie rycerskim. Nadanie ziemi wraz z "duszami" do jej obrabiania wiązało się z obowiązkiem stawania "konno i zbrojno" na wezwanie feudała nadającego ziemię. Taki obowiązek ciążył również na sołtysach wsi.

W średniowieczu miasta też były prywatną własnością zakładających ("lokacja") je feudałów (króla, bądź możnowładców). Miały obowiązek świadczeń materialnych i wojskowych. Mieszczaństwo i kupiectwo (pozbawione prawem możliwości posiadania ziemi - tę dzierżono jedynie na prawie rycerskim) funkcjonując w pozarolniczej części gospodarki i będąc upośledzone prawnie w stosunku do rycerstwa - a jednak stosunkowo zamożne - rozpoczęło walkę o swe prawa. Wykorzystując okresy słabości monarchii wywalczyło sobie wiele przywilejów samorządowych i zaczęło uczestniczyć w polityce jako kolejny stan, obok rycerstwa i kleru.

Szczytowym osiągnięciem tych dążeń były włoskie republiki miejskie, jak Wenecja, czy Genua. Oczywiście proces emancypacji mieszczaństwa, będącego zalążkiem kapitalistycznej burżuazji, najszybciej przebiegał w krajach najwyżej rozwiniętych gospodarczo i najbardziej zurbanizowanych, czyli generalnie na zachodzie Europy.

P.S.
Kler był częścią systemu, a biskupi (książęta kościoła) feudałami zobowiązanymi stawać "konno i zbrojno" na wezwanie króla. Pod Grunwaledm, po stronie polskiej i krzyżackiej walczyły np. chorągwie biskupów. Często w średniowieczu zdarzało się, że na czele takich chorągwi stawali sami biskupi ( ale aby nie przelewać krwi, używali broni obuchowej - młotów rycerskich)

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

dzierżyński